Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Co łączy Tigera Woodsa i kryzys hipoteczny w USA?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 14.12.2009 | Komentarze (25) »

Czy rynek może stymulować prowadzenie moralnego życia? Na tak postawione pytanie istnieje tylko jedna odpowiedź: oczywiście, że tak. Wszystko zależy od impulsów jakie od rynku otrzymuje konkretny uczestnik życia gospodarczego.

Weźmy na przykład Tigera Woodsa. Ten znany golfista jest pierwszym sportowcem, który zgromadził majątek większy od miliarda dolarów. Jego roczne dochody z udziału w kampaniach reklamowych i turniejach golfowych przekraczając 110 mln dolarów. Tiger Woods reklamuje między innymi Accenture, Nike, Gatorade, Tag Heuer International,  Electronic Arts i Gillette.

Niedawno amerykańskie media poinformowały o licznych zdradach małżeńskich Woodsa. Stało się to przy okazji niegroźnego wypadku samochodowego golfisty. Przez kilka dni amerykańskie media ‘żyły aferą Tigera Woodsa’. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Od wybuchu skandalu obyczajowego praktycznie ustały emisje spotów reklamowych z Tigerem Woodsem. W ten weekend firma Accenture ogłosiła, że definitywnie kończy współpracę z golfistą i zrywa długoletni kontrakt sponsorski a jako powód podała, że w kontekście wydarzeń z ostatnich dwóch tygodni Accenture zdecydowała, że Tiger Woods nie jest odpowiednim reprezentantem tej firmy konsultingowo-doradczej. Także Gillette zdecydował o ograniczeniu roli Woodsa w kampaniach marketingowych koncernu.

Nie ma więc wątpliwości, że rynek ‘skarci’ Woodsa za jego niemoralne zachowanie (świetny tekst na ten temat w New Yorker – tutaj). W końcu kiedyś oceniono potencjalne ‘życiowe’ dochody Tiger Woods z reklam i sponsoringu na 6 mld dolarów. Utrata choćby 30% tej sumy będzie gigantyczną stratą finansową. Innymi słowy, charakter biznesowych powiązań Woodsa powinien motywować go do przyzwoitego, moralnego zachowania. Naturalnie, nie zamieniam bloga w tabloid – chciałem tylko pokazać, że rynek może tworzyć pozytywne społecznie impulsy (za taki uważam przestrzeganie standardów moralności – proszę wybaczyć mój obyczajowy konserwatyzm).

Po tym wstępnie chciałem zwrócić uwagę czytelników na artykuł z dzisiejszego Parkietu o jakości portfeli pożyczek gotówkowych sprzedawanych w Polsce przez pośredników finansowych. Otóż, z informacji Parkietu wynika, że nawet o 50 proc. gorsze są portfele kredytów gotówkowych sprzedanych przez doradców finansowych od tych, których banki udzielają w swoich oddziałach. Firmy windykacyjne za portfele „po pośrednikach” płacą bankom mniej. Prezes jednej z firm windykacyjnych powiedział, że różnica w cenie nie jest gigantyczna, ale jest wyraźna. Portfele kredytów ‘po pośrednikach’ psują się szybciej niż ‘po bankach’.

Czytaj dalszą część »

Postrasz apokalipsą a potem reklamuj złoto

Opublikowane przez Trystero w kategorii Świat dnia 13.12.2009 | Komentarze (12) »

Po prostu nie mogę odmówić sobie przyjemności pokazania poniższego clipu video. Jon Stewart w najwyższej formie, odsłania kulisy biznesowo-marketingowej strategii Glena Becka. Sam Glen Beck to wspaniały przykład american dream – od zera do liberalno-konserwatywnego bohatera i gwiazdy sieci Fox News.

The Daily Show With Jon Stewart Mon – Thurs 11p / 10c
Beck – Not So Mellow Gold
www.thedailyshow.com
Daily Show
Full Episodes
Political Humor Health Care Crisis

Jedna rzecz warta jest zauważenia w powyższym video – Glen Beck, mówiący o tym, że gdy dzień wcześniej prowadził swój program złoto wzrosło o 50 dolarów. Publicysta nie artykułuje tego wyraźnie ale łatwo się domyśleć dlaczego łączy swój program ze wzrostem kursu złota. Niestety, mylenie korelacji ze związkiem przyczynowo-skutkowym jest NAGMINNE wśród dziennikarzy, publicystów i polityków – niemal tak częste jak bezmyślne stosowanie indukcji (‘globalne ocieplenie? bzdura! dziś spadł śnieg w Sacramento’ – autentyczny komentarz z bloga Barry Ritholtza albo ‘jest grudzień i nie ma śladu zimy! czy potrzeba lepszego dowodu na globalne ocieplenie?’ – wymyślone, ale pewnie ktoś już to napisał)

Czytaj dalszą część »

Na wypadek kataklizmu czyli jak oswoić czarne łabędzie?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 12.12.2009 | Komentarze (14) »

Watson Wyatt, znana firma konsultingowa, opublikowała niedawno raport pod tytułem Ekstremalne ryzyka (Extreme risks), bez wątpienia zainspirowany teorią czarnych łabędzi Taleba, w którym wyodrębniła 15 różnych katastroficznych scenariuszy rozwoju sytuacji na świecie i podała bardzo ogólne sugestie dotyczące tego jak przed tymi niebezpieczeństwami można się zabezpieczyć.

Po liczbie komentarzach na blogu, wskazujących, że ich autorzy inwestują w złoto w celu zabezpieczenia się na wypadek spełnienia się, któregoś z czarnych scenariuszy domyślam się, że odsetek urodzonych pesymistów wśród czytelników bloga jest wysoki. Co więcej, jako osoba ze sporą awersją do ryzyka, dostrzegam pewną wartość w zdroworozsądkowym pesymizmie. Dlatego pozwolę sobie pokazać dwa wykresy ze wspomnianego raportu by zainspirować do nowego spojrzenia na środowiska inwestycyjne.

Zacznijmy od wyodrębnienia 15 scenariuszy. Podzielona je na trzy grupy: finansowe, gospodarcze i polityczno/ekologiczne. Każdemu z nich przyporządkowano prawdopodobieństwo od niskiego, przez bardzo niskie do bardzo bardzo niskiego (przypominam – cały czas mówimy o czarnych łabędziach – nie pływają one w każdym stawie) oraz siłę wpływu od niskiej, przez średnią po dużą:

Za Watson Wyatt

Za Watson Wyatt

Czytaj dalszą część »

Jak manipulować danymi by nie robić z siebie ignoranta?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 11.12.2009 | Komentarze (11) »

Lekcja numer jeden: nie próbuj udowadniać kłamliwej interpretacji danych miesięcznych za pomocą danych tygodniowych.

Sprawa jest banalnie prosta. Bloger Zezowaty Zorro napisał kilka rzeczy mijających z prawdą w swoim wpisie o bezrobociu w USA. Grzecznie zwróciłem mu na to uwagę i pokazałem pomyłki a na swoim blogu wyjaśniłem metodologię dwóch raportów tworzących obraz rynku pracy w USA.

Zezowaty Zorro między innymi błędnie utrzymywał, że około 350 000 tysięcy Amerykanów, którzy odeszli z siły roboczej w listopadzie to ludzie, którym skończyły się zasiłki dla bezrobotnych. Niestety nie jest to prawdą. Dlaczego? Otóż dane o poziomie bezrobocia, a więc także o zmianach w sile roboczej, pozyskuje się z ankiety przeprowadzanej z 60 000 gospodarstw domowych. Tylko dane z tej ankiety są brane pod uwagę przy obliczeniu kolejnych miar bezrobocia, od U1 do U6. Tak zwany UNEMPLOYMENT INSURANCE WEEKLY CLAIMS REPORT – nie ma bezpośredniego wpływu na dane zbierane w ankiecie. Oczywiście trendy obydwu serii danych są skorelowane ale nie mają na siebie bezpośredniego wpływu, jedne dane nie wynikają z drugich.

Zezowaty Zorro zacytował jednak najnowszy raport o zasiłkach dla bezrobotnych i wskazał, że liczba osób, które odeszły z siły roboczej mniej więcej pokrywa się z liczba osób, które w raporcie ujeto jako grupa ubiegająca się po zasiłki awaryjne. Napisał: Dziwnym trafem w przyrodzie nic nie ginie i wypisz wymaluj armia ponad trzystu tysięcy indian (dodatkowo) nagle pojawiła się dziękczynnie po awaryjne zasiłki EUC (Emergency Unemployment Compensation).

Z prawdziwą przyjemnością przyznałbym się do błędu gdyby nie fakt, że Zorro próbuje oszukać swoich czytelników i przedstawia im dane TYGODNIOWE na poparcie swojej nieprawdziwej tezy dotyczących danych MIESIĘCZNYCH. Już kilkuletnie dziecko wie, że miesiąc ma 4 i pół tygodnia. Gdy sprawdzimy liczbę osób, które zgłosiły się po Emergency Unemployment Compensation w tygodniu od 14 do 21 listopada to rzeczywiście będzie to 327 000 osób. Problem Zezowatego Zorro polega na tym, że w tygodniu od 7 do 14 listopada po EUC zgłosiło się kolejne 265 000 osób, a w tygodniu do 5 listopada kolejne 16 000 osób. Łącznie, zaledwie w trzech pierwszych tygodniach listopada po EUC zgłosiło się 608 000 Amerykanów a od 21 do 30 listopada zgłosiły się ich kolejne tysiące. Tymczasem w całym listopadzie z siły roboczej odeszło zaledwie 350 000 osób.

Widać więc wyraźnie, że grupa odchodząca z siły roboczej nie jest tożsama z grupą tracącą zasiłek dla bezrobotnych o czym przekonywałem od początku sporu.

Zezowaty Zorro napisał w komentarzu pod tym tekstem: Nerwowy to jestem, jak ktoś próbuje mnie wypalantować. Koneserów robienia wody z mózgu olewam zgodnie z kierunkiem wiatru.

Ja nie olewam blogerów, którzy robią swoim czytelnikom wodę z mózgu. Cierpliwie i wytrwale pokazuję ich ignorancję i skłonność do manipulowania faktami.

Manipulowanie danymi: ‘kreatywne’ wybieranie okresu analizy

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 11.12.2009 | Komentarze (29) »

Rynek finansowy stwarza niemalże nieograniczone możliwości manipulacji danymi. Dzieje się tak ze z jednej strony ze względu na ogrom danych a z drugiej strony ze względu na występowanie zmienności przejawiającej się w wielopoziomowych trendach. Ten sam instrument finansowy może być jednocześnie w trzech trendach, z których jeden z logicznego punktu widzenia trendem nie jest: rosnącym, malejącym i bocznym (to ten!) – wszystko zależy od skali czasowej jaką wybierzemy. Na przykład akcje mogą spadać w krótkim terminie (dni), znajdować się trendzie bocznym w średnim terminie (miesiące) i rosnąc w długim terminie (lata). Dziś chciałem pokazać co można osiągnąć ‘kreatywnie’ wybierając ramy czasowe analizy.

Bloomberg opublikował kilka dni temu tekst pod jakże uroczym tytułem Złoto nie potrafiło pobić oprocentowanych rachunków bankowych w okresie 30 lat po swoim szczycie. Tekst zaczyna się od stwierdzenia, że inwestorzy, którzy kupili złoto na szczycie w 1980 roku i płacili $850 za uncje zyskali nominalnie do 2009 roku zaledwie 44% podczas gdy inwestycja w rynek akcyjny (S&P 500) dałaby około 2182% (22 krotność według Bloomberga, dla mnie to 23 krotność, a dla czytelników?) w obligacje skarbowe 1089% (11 krotność) a pieniądze na oprocentowanym rachunku bankowym (a więc nie lokacie) dałyby 92%. W ujęcie realnym, z uwzględnieniem inflacji, inwestycja w złoto na górce w 1980 przyniosłaby 42% straty do 7 grudnia 2009 roku.

Bloomberg to Bloomberg – w tekście wyraźnie jest napisane, że analiza dotyczy kupowania złota na szczycie cenowym w czasie małej gorączki złota w 1980 roku. Zresztą kilka akapitów niżej autorzy podają stopy zwrotu dla 2009 roku: złoto 31%, S&P 500 24%, obligacje skarbowe -2,4%.

Jeszcze niżej podano stopy zwrotu dla kupujących złoto w dołku w sierpniu 1999 roku(złoto kosztowało wtedy około $252): złoto przyniosło 387%, obligacje skarbowe 82%, S&P 500 -0,4%. Tyle Bloomberg. Od siebie dodam: ropa naftowa przyniosłaby 225% (a 570% od minimum ropy z grudnia 1998 roku), rosyjski rynek akcyjny – RTS – 1220% (a 3400% od dołka w październiku 1998 roku), WIG 130% (a 260% od dołka we wrześniu 1998 roku). Naturalnie, stopy zwrotu dla złota liczymy w tym momencie od ważnego długoterminowego dołka do historycznych szczytów a więc manipulujemy okresem analizy w drugą stronę. Wykres złota za ostatnie 30 lat wygląda tak:

Czytaj dalszą część »

Kryzys finansowy na wesoło: cz.35

Opublikowane przez Trystero w kategorii Świat dnia 10.12.2009 | Komentarze (1) »

W dzisiejszym kryzysie finansowym na wesoło rozbudowana galeria (rysunki pochodzą głównie ze strony Time.com) oraz fantastycznie zabawny Stephen Colbert odsłania tajemnice FED:

Najpierw jednak cytat dnia, za Telegraph: Naukowcy na Uniwersytecie w Montrealu poszukiwali do badań mężczyzn, którzy nigdy nie oglądali pornografii – nie znaleźli żadnego.

Stephen Colbert:

The Colbert Report Mon – Thurs 11:30pm / 10:30c
Fed’s Dead
www.colbertnation.com
Colbert Report Full Episodes Political Humor U.S. Speedskating

Czytaj dalszą część »

Zamiast szklanej kuli – prognozy Goldman Sachs na 2010 rok

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy, Świat dnia 09.12.2009 | Komentarze (15) »

Wspomniałem niedawno, że zespół ekonomistów Goldman Sachs pod kierownictwem Jana Hatzuisa został uznany przez Bloomberg za najlepiej prognozujący wskaźniki makroekonomiczne. Stwierdziłem więc, że warto ‘rzucić okiem’ na to co w 2010 roku prognozuje Goldman Sachs – choć ta prognoza pochodzi z zespołu, którym kieruje Jim O’Neill. W końcu, pozwolę sobie na niewinny żart, tak czy tak, znajdziemy sobie jakąś kotwicę – dlaczego niemiałyby się nią stać prognozy Goldman Sachs?

Swoją prognozę na 2010 roku GS zatytułował 2010/2011 Ekscytujący, z ryzykami. Analitycy Goldmana przewidują rozwój gospodarki światowej w tempie 4,4% w 2010 roku i 4,5% w 2011 roku. Państwa BRIC mają się rozwijać w tempie 9,2% w 2010 roku, Chiny w tempie 11,4%. Cała tabela z prognozami PKB znajduje się poniżej:

Za Goldman Sachs

Za Goldman Sachs

Należy dodać, że w swojej prognozie Goldman zakłada występowanie umiarkowanej inflacji, poniżej konsensusu oraz pozostawienie krótkoterminowych stóp procentowych w USA na obecnym poziomie (także JP Morgan prognozuje stopy procentowe w USA, strefie euro i w Japonii na niezmienionym poziomie w 2010 roku). 2+2+2=6. Szybki wzrost gospodarczy w gospodarkach wschodzących, umiarkowana inflacja i tanie pieniądze dostępne na rynkach dojrzałych oznaczać mogą tylko jedno: pogoń za jak najwyższą stopą zwrotu.

Czytaj dalszą część »

Raporty z amerykańskiego rynku pracy. Cz II

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 08.12.2009 | Komentarze (85) »

Kontynuuję rozważania o piątkowym raporcie z rynku w USA, który okazał się wyjątkowo optymistyczny zarówno na poziomie głównych liczb jak i na poziomie szczegółowych danych.

Warto na przykład zwrócić uwagę, że spadły wszystkie rodzaje bezrobocia z wyjątkiem U1 (ludzie bezrobotni 15 tygodni i dłużej). Dotyczy to także najszerszej miary bezrobocia U6, która w listopadzie spadła do 17,2% z 17,5 w październiku.

W tym miejscu muszę jeszcze raz sprostować tekst ZZ, który napisał: Cud ze świątecznym spadkiem bezrobocia staje się jasny natychmiast po sprawdzeniu wskaźnika tzw. szerokiego bezrobocia U6, który odpowiada mniej więcej standartom (pisownia oryginalna) europejskim, który w listopadzie wzrósł do poziomu 17,5%.

Otóż, problemem jest nie tylko fakt, że bezrobocie U6 spadło do 17,2%. Miara U6 zupełnie nie przypomina europejskich standardów mierzenia bezrobocia. Eurostat uznaje za bezrobotnych ludzi w wieku od 15 do 74 lat, którzy nie pracują a szukali pracy w ostatnich 4 tygodniach i są gotowi podjąć pracę w okresie 2 tygodni. Ta definicja przypomina amerykańskie U3 a więc główną miarę bezrobocia. Miara U6 jest bardzo szeroka i poza ludźmi nie mającymi pracy i aktywnie jej szukającymi obejmuje ludzi, zniechęconych do szukania pracy warunkami ekonomicznymi (discouraged workers), ludzi, którzy nie szukają pracy ale chcą pracować (marginally attached workers) oraz osoby pracujące na część etatu z powodów ekonomicznych (to tych, którzy chcą pracować na cały etat lecz nie mogą). Jak widać jest to bardzo szeroka miara bezrobocia – dobrze uzupełniająca podstawową miarę przy analizie sytuacji makroekonomicznej. Wracając do piątkowego raportu

Najważniejszym szczegółowym wskaźnikiem, który moim zdaniem wart zwrócić uwagę jest przeciętna liczba tygodniowo przepracowanych godzin. Dlaczego? W listopadzie wzrosła ona z 33,0 do 33,2 godzin. Proszę zauważyć, że USA pracuje 138 mln ludzi. Fakt, że pracowali oni przeciętnie 0,2 godziny dłużej odpowiada sytuacji, w której pracowaliby tyle samo (33,0) lecz zatrudnienie wzrosłoby o około 800 000 ludzi! Oczywiście to samo działa w drugą stronę: spadek liczby godzin tygodniowo odpowiada ‘zwolnieniom’. Tak więc wzrost tego wskaźnika jest dobrą wiadomością – trzeba jednak pamiętać, że jest ona cały czas blisko historycznych minimów.

Podobnie należy patrzeć na wskaźnik zatrudnienia pokazujący jaka część populacji jest zatrudniona. Ten wskaźnik w listopadzie nie zmienił się i pozostał na bardzo niskim poziomie (najniższym od 1983 roku) 58,5%. Naturalnie, im wskaźnik ten jest wyższy tym więcej osób pracuje a więc wytwarza dobra, które składają się na PKB.

Czytaj dalszą część »

Raporty z amerykańskiego rynku pracy. Cz I

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 08.12.2009 | Komentarze (15) »

Powinienem był napisać tekst o piątkowym raporcie z amerykańskiego rynku pracy. Ten raport wart jest uwagi nie tylko dlatego, że najważniejsze dane okazały się dużo lepsze od prognoz. Wiele, ważnych, ale często ignorowanych wskaźników także pozytywnie zaskoczyło. Szczerze mówiąc nie potrafię wyjaśnić ‘skąd się wziął’ tak dobry raport, intuicyjnie ‘obstawiałbym’ jakiś wpływ sezonowości i czekał na potwierdzenie lub zaprzeczenie optymistycznego tonu raportu w kolejnych danych, tym razem za grudzień.

Do napisania o raporcie z rynku pracy zainspirował mnie inny bloger, Zezowaty Zorro (ZZ), który próbował wyjaśnić jakoś optymistyczne dane z raportu i trochę się przy tym zagubił. Postanowiłem więc wykorzystać ten tekst by przybliżyć trochę raporty z rynku pracy. Pozwolę sobie do tego wykorzystać teks ZZ.

W piątek, 4 grudnia, podano, że liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym zmniejszyła się w listopadzie tylko o 11 000 etatów. To bardzo dużo poniżej konsensusu analityków, który był na poziomie -130 000. To także niżej niż prognoza zespołu Jan Hatzuisa z Goldman Sachs, która zakładała utratę 100 000 miejsc pracy. Co więcej, zredukowano w górę dane za październik i wrzesień – łącznie o 160 000. Na poziomie tych liczb raport był świetny.

Spadła także stopa bezrobocia, z 10,2% do 10%. Tutaj jest oficjalny raport.

ZZ skomentował to tak: Tym razem chłopcy i dziewczęta z BLS pojechali po bandzie i według nich za listopad nie tylko nie wzrosło, ale wręcz spadło, z 10,2 do 10,0%! (…) W listopadowe długie wieczory amerykańscy statystycy swego oszałamiającego spadku bezrobocia (wyniki wstępne, podlegające późniejszej rewizji) dokonali, wyprowadzając poza rynek pracy ok. 350 tyś dusz, czyli mniej więcej tyle ile w listopadzie ubyło etatów naprawdę. Po tym cudownym antygogolowskim zniknięciu ubytek pracy wyniósł oszałamiające 11 tyś, czyli w granicach błędu.

Problem polega na tym że dane o bezrobociu (owe 10,2%) i dane o miejscach pracy (owe -11 000) pochodzi z dwóch różnych badań, mających zupełnie odmienne metodologie. Dane o bezrobociu pochodzą z Household Survey Data w ramach Current Population Survey (czyli z badań ankietowych około 60 000 gospodarstw domowych) a dane o miejscach pracy pochodzą Establishment Survey Data w ramach Current Employment Statistics (czyli z badań szeroko pojętych zakładów pracy, około 400 000 jednostek). Te dane nie mają na siebie bezpośredniego wpływu! Pierwsze dane mierzą liczbę pracujących, w tym pracujących alternatywnie. Drugie, dane mierzą liczbę etatów.

Oznacza to, że są miesiące, w których bezrobocie rośnie mimo tego, że gospodarka tworzy nowe miejsca pracy netto i są miesiące, w których bezrobocie spada, mimo, że gospodarka traci miejsca pracy netto. Prosto i czytelnie opisał to Calculated Risk (polecam czytelnikom spragnionym technicznych szczegółów), który swoje rozważania poparł wykresem, który wszystko wyjaśnia. Na osi Y podano zmianę poziomu bezrobocia, na osi X podano zmianę liczby miejsc pracy. Poszczególne niebieskie kropki to dane z konkretnych miesięcy. Wyraźnie widać, że zdarzają się przypadki opisane w pierwszym zdaniu tego akapitu.

Czytaj dalszą część »

Kradzież czy darmowa reklama?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo, Świat dnia 07.12.2009 | Komentarze (17) »

Renee Richardson Gosline ze  Sloan School of Management na MIT przeprowadziła niezwykle interesujące badania na temat klientów sektora podrabianych towarów, głównie markowej odzieży. Dwa wnioski z badań są warte zapamiętania:

  • ludzie są w stanie odróżnić produkty markowe od podróbek głównie wtedy gdy dostępny jest społeczny kontekst
  • kupowanie podróbek tworzy lojalność wobec marki i sprzyja kupowaniu oryginalnych produktów

Pierwszy punkt jest w miarę oczywisty. Większość podróbek (będę pisać głównie o odzieży i akcesoriach) jest nie do odróżnienia od oryginału. Tym co pomaga dostrzec różnicę jest społeczny kontekst. Zaniedbana kobieta wysiadająca z taniego samochodu z torebką Prada na ramieniu wzbudzi podejrzenie. Świetnie ubrany mężczyzna w drogim samochodzie uniknie podejrzeń o noszenie podrabianego zegarka. Jaki z tego morał? Jeśli kupowanie podróbek ma na celu wysyłać fałszywe sygnały o pozycji społecznej to pewnie nie zadziała. Z drugiej strony, jeśli jesteś bogaty to spokojnie możesz zaoszczędzić (pomijam moralny aspekt tego problemu) kupując podróbkę – zapewne i tak nikt nie zauważy różnicy.

Jeszcze bardziej interesujące są logiczne następstwa drugiego punktu. Otóż, Gosline na podstawie ankiety (niestety tylko 100 osób wzięło w niej udział) stwierdziła, że 46% posiadaczy podrabianych torebek kupiło oryginalny produkt w okresie dwóch i pół roku od zakupu podróbki. Innymi słowy, posiadanie podróbki w gruncie rzeczy tworzy lojalność wobec marki, której produktu tak naprawdę wcale się nie posiada.

Oznacza, że teoria o tym, że wprowadzanie na rynek podrabianych towarów może być, po policzeniu wszystkiego, korzystne dla wytwórców oryginalnych produktów, jest bardziej sensowna niż pozory na to wskazują. Felix Salmon w swojej krucjacie przeciwko wymyślonym danym na temat rozmiarów przemysłu podrabianych towarów zwrócił uwagę, że Dolce & Gabbana jest znana z bardzo pasywnej postawy wobec producentów podróbek. Salmon sugeruje, że D & G świadoma jest kilku faktów:

Czytaj dalszą część »

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player