Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Skąd się bierze wzrost gospodarczy Afryki?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 15.06.2010 | Komentarze (11) »

Mistrzostwa Świata w piłce nożne odbywające się w RPA zwróciły uwagę całego świata na Afrykę. Co ciekawe, większość komentarzy posiada pozytywny i optymistyczny wydźwięk co jest związane z faktem, że miniona dekada należała do najlepszych w historii Afryki. W latach 2000-2008 średni roczny wzrost gospodarczy wyniósł 4,9%, przy 2,4% w latach 90’ XX wieku. Nie miało to jednak większego wpływu na gospodarkę globalną ponieważ afrykańska gospodarka jest relatywnie niewielka, z PKB na poziomie 1,6 biliona dolarów odpowiada Brazylii czy Rosji.

W popularnej opinii afrykański wzrost gospodarczy z minionej dekady związany był z hossą na rynku towarowym. Badania McKinsey Global Institute pokazują jednak, że sektor surowcowy odpowiadał bezpośrednio za około 1/3 afrykańskiego wzrostu gospodarczego. Pozostała część wzrostu pochodziła ze zmian strukturalnych w afrykańskiej gospodarce. Dzięki reformom politycznym i gospodarczym wzrosła produktywność afrykańskiej gospodarki, która jeszcze w latach 80’ i 90’ spadała.

Za McKinsey

Za McKinsey

Zastanawiam się na ile wzrost w innych sektorach gospodarki, na przykład w handlu detalicznym, jest wynikiem poprawy sytuacji dochodowej związanej z przychodami z eksportu surowców. W przypadku Afryki Subsaharyjskiej eksport minerałów wzrósł z 11 mld USD  do 96 mld USD w minionej dekadzie.

Czytaj dalszą część »

Paradoks małżeństwa: złe dla figury ale dobre dla zdrowia

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 14.06.2010 | Komentarze (7) »

Felix Salmon zwrócił moją uwagę na kolejne badania z kategorii ‘Naprawdę? Potrzebowaliście badań naukowych by do tego dojść?’. Averett, Sikora i Argys w artykule z 2008 roku, który ukazał się w Journal of Economics and Human Biology zbadali w jaki sposób zmiana stanu cywilnego wpływu na zmianę wskaźnika BMI (Body Mass Index) – najpopularniejszego wskaźnika otyłości.

Niespodzianki nie było – powszechnie znana prawda, że ludzie w małżeństwie przybierają na wadze została naukowo potwierdzona. W grupie około 12 000 mężczyzn i kobiet małżeństwo zwiększało BMI kobiet o 2% a mężczyzn o 1,5%, co przekłada się na odpowiednio 1,35 i 0,875 dodatkowych kilogramów. W jaki sposób naukowcy doszli do tego wniosku? Otóż, porównywali odchylenie od średniej wskaźnika BMI przed zawarciem małżeństwa i po zawarciu małżeństwa – w ten sposób wyeliminowano oczywisty wpływ starzenia się i indywidualnych predyspozycji. Najważniejsze wnioski zawiera poniższy wykres, który pokazuje trajektorie zmian BMI w okresie przed i po zawarciu małżeństwa:

Za

Za Averett, Sikora i Argys

Co ciekawe, badacze stwierdzili dużo mniejszy (około 1%) wpływ wspólnego zamieszkiwania na wzrost wskaźnika BMI oraz zauważyli, że osoby rozwiedzione wracają do wskaźnika BMI sprzed zawarcia małżeństwa.

Czytaj dalszą część »

Sztuka łapania spadających noży

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 13.06.2010 | Komentarze (7) »

Łapanie spadających noży to w inwestorskim żargonie kupowanie mocno taniejących akcji lub innych aktywów finansowych. Spadające noże mają nieprzyjemną skłonność do ucinania palców/rąk gdy okazuje się, że inwestor kupił akcje na długo przed końcem fali spadkowej. Co ciekawe, łapanie spadających noży nie ogranicza się do indywidualnych inwestorów, do amatorów. Zajmują się tym także zawodowcy, wtedy nazywa się to distressed asset investing, czyli inwestowanie w aktywa znajdujące się pod presją, a tego rodzaju strategię stosował także Warren Buffett.

Łapanie spadających noży jest blisko związane z dwoma czynnikami intelektualno-emocjonalnymi. Z jednej strony istnieje zjawisko powrotu do średniej (mean reversion), czyli przekonanie, w wielu przypadkach słuszne, że zachowanie aktywów odbiegające od średniej kiedyś będzie musiało się skończyć ponieważ nie jest możliwe permanentne oderwanie od szerokiego trendu. Z drugiej strony, mocno przecenione aktywa wydają się dla większości inwestorów tanimi aktywami, choć nie muszą nimi być, w tym przypadku pewne znaczenie ma efekt kotwiczenia: jeśli przez ubiegły kwartał akcje BP kosztowały powyżej 50 USD a teraz kosztują 30 USD to wydają się tanie.

Barry Ritholtz napisał bardzo pouczający tekst o łapaniu spadających noży na przykładzie akcji BP, które od wybuchu na platformie Deepwater Horizon spadły o około 45% i są notowane przy kilkunastoprocentowej stopie dywidendy i wskaźniku cena/zysk na poziomie 5.Podobnie jak Ritholtz, myślę, że kluczowe znaczenie przy łapaniu spadających noży ma określenie rodzaju naszego zaangażowania:

  • skalpujemy?
  • inwestujemy krótkoterminowo pod pierwsze większe odbicie?
  • czy też inwestujemy w wartość, na długi okres ponieważ jesteśmy przekonani, że realna wartość przedsiębiorstwa jest dużo wyższa od jego aktualnej wyceny rynkowej?

Rzecz nie polega na tym, że któraś z tych strategii jest lepsza lub gorsza – to zależy od naszych preferencji emocjonalnych. Ważne jest to by nie zmieniać kategorii inwestycji przy niekorzystnym dla nas ruchu rynku. W ubiegłym tygodniu, Grzegorz Leszczyński, prezes IDM SA powiedział w wywiadzie dla Parkietu: Rzeczywiście, kryzys sprawił, że inwestycje krótkoterminowe zamieniły się w inwestycje średnioterminowe i ten portfel nam napęczniał, mało sprzedawaliśmy. Być może taka instytucja jak IDM może sobie pozwolić na zmienianie kategorii inwestycji – doświadczenie uczy, że w przypadku indywidualnych inwestorów, najczęściej kończy się bardzo źle.

Czytaj dalszą część »

Socjalizm czy socjalizm – wybór należy do Ciebie

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Społeczeństwo dnia 12.06.2010 | Komentarze (63) »

Bardzo rzadko piszę teksty choćby zahaczające o politykę, więc z czystym sumieniem pokażę niezwykle niepokojące zjawisko, które stało się oczywiste przy okazji katastrofy na platformie Deepwater Horizon.

Pretekstem będzie wypowiedź Toma Donohue, prezesa Amerykańskiej Izby Handlu (United States Chamber of Commerce) – jednej z najbardziej wpływowych organizacji lobbingowych w USA. Amerykańska Izba Handlu stoi naturalnie na straży ‘wolnego rynku’, broni go przed zakusami interwencjonizmu rządowego, jest kojarzona z Partią Republikańską i środowiskiem liberałów gospodarczych.

Oto przykład działań Izby: jesienią 2009 roku Amerykańska Izba Handlowa oferowała 50 000 USD dla wpływowego ekonomisty za opracowanie badań, które wykażą, że reforma służby zdrowia przyczyni się do utraty miejsc pracy i będzie mieć negatywny wpływ na gospodarkę. Zauważcie, drodzy czytelnicy, że badania nie miały zbadać czy reforma służby zdrowia przyczyni się do utraty miejsc pracy czy wręcz przeciwnie, przyczyni się do wzrostu zatrudnienia – fascynujące podejście do etyki badań naukowych.

Pozwolę sobie najpierw zacytować wypowiedź pana Donohue ze stycznia 2008 roku, sprzed kryzysy finansowego: Jedna droga mogłaby nas zaprowadzić tam gdzie byliśmy wcześniej, do zdyskredytowanego przekonania, że rząd może rozwiązać każdy problem i załagodzić każdą niedogodność przez podniesienie podatków, wprowadzenie regulacji albo stworzenie nowej instytucji biurokratycznej. Na tej drodze, zawierzylibyśmy Waszyngtonowi z jego, pozostającą poza wszelką kontrolą biurokracją, w celu wyeliminowania z naszego życia całego ryzyka i niepewności.

W tym tygodniu, Tom Donohue, powiedział tak: Wszyscy muszą wziąć udział w akcji odwracania skutków katastrofy (wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej – T.). Wszyscy musimy to zrobić. Pozyskamy pieniądze od rządu, pozyskamy pieniądze od korporacji i znajdziemy sposób by to zrobić (posprzątać – T.)

Szef republikańskiej mniejszości w Izbie Reprezentantów, John Boehner, dodał: Myślę, że ludzie odpowiedzialni za wyciek ropy, BP i rząd federalny, powinni być w pełni odpowiedzialni za to co dzieje się w Zatoce Meksykańskiej.

Boehner, zapytany przez dziennikarza, czy zgadza się z opinią Donohue i uważa, że rząd i podatnicy powinni wziąć udział w akcji usuwania skutków wycieku ropy odpowiedział ‘tak’.

To nie jest niespodzianka, Amerykańska Izba Handlu, była orędownikiem pomocy finansowej rządu dla sektora finansowego i motoryzacyjnego choć gwałtownie sprzeciwiała się ograniczeniom wynagrodzeń kadry managerskiej w tych sektorach (polecam ten wywiad dla Fox News, dosłownie ociekający  hipokryzją). Oczywiście, nie przeszkadza to Izbie Handlu, Donohue czy Boehnerowi przedstawiać reformy służby zdrowia jako ofensywy socjalizmu, sprzeciwiać się pomocy rządu dla indywidualnych kredytobiorców hipotecznych, krytykować plan stymulowania gospodarki czy zwalczać wszelkie regulacje zwiększające prawa pracownicze.

Najwyższy czas uświadomić sobie, że w realnym świecie nie istnieje wybór pomiędzy socjalizmem a wolnym rynkiem, pomiędzy zwolennikami interwencji rządowych i zwolennikami wolnego rynku i ‘małego rządu’. Istnieje wybór pomiędzy socjalizmem dla biednych a socjalizmem dla bogatych, pomiędzy rządem, który wykorzystuje podatkowe dochody budżetu by ochronić zwykłych obywateli przed skutkami ich nierozważnych działań a rządem, który wykorzystuje te same środki by ochronić mega-korporacje, ich zarządy, i ich właścicieli przed skutkami ich nierozważnych działań.

Czytaj dalszą część »

Spill, baby, spill

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Świat dnia 11.06.2010 | Komentarze (7) »

Proszę się przygotować na weekend z BP na blogu. Wczoraj pisałem o katastrofie Deepwater Horizon jako o HILPE – high impact, low probability event, wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie i ogromnych skutkach. Zamierzam jeszcze napisać o sztuce łapania noży na przykładzie kupowania akcji BP oraz sztuce politycznej hipokryzji na przykładzie podejścia miłośników wolnego rynku w USA do wycieku ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej.

Zaczniemy jednak od humoru – upłynęły w końcu miesiące od ostatniego odcinka Kryzysu finansowego na wesoło:

Amerykańscy naukowcy opracowali samochód na wodę. Jest jeden warunek: woda musi pochodzić z Zatoki Meksykańskiej.

W restauracjach w Nowym Orleanie kelnerzy pytają klientów zamawiających ryby z Zatoki Meksykańskiej czy życzą sobie normalne czy bezołowiowe.

BP zawiązało joint venture z McDonald’s, które opracowało nową metodę walki z wyciekiem ropy. Firmy planują podgrzać Zatokę Meksykańską do 300 stopni i wrzucić do niej frytki.

W Sieci pojawiło się także video demonstrujące korporacyjną kulturę BP w przypadku niespodziewanych zdarzeń o negatywnych skutkach:

The Onion doniosło o olbrzymim wycieku kłamliwych bredni z głównej siedziby BP. Choć nikt nie wie ile dokładnie toksycznych kłamstw i manipulacji wydobywa się z ust managerów BP to szacunki wskazują na przedział od 25 000 do 75 000 słów dziennie. Największym problemem jest CEO BP, Tony Hayword, który generują największe ilości trzeciego rodzaju tischnerowskiej prawdy od czasu Billa Clintona z okresu afery rozporkowej. Oto przykład: Zatoka Meksykańska jest naprawdę dużym zbiornikiem wody. Ilość ropy, którą do niej wtłaczamy jest naprawdę niewielka w porównaniu z objętością wody.

Czytaj dalszą część »

Wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie i ogromnych skutkach

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 10.06.2010 | Komentarze (27) »

Sprawę katastrofy ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej można przedstawić na wiele sposobów. Dziś, chciałbym pokazać wyciek ropy na platformie Deepwater Horizon jako przykład HILPE – high impact, low probability event, wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie i ogromnych skutkach.

Otóż, istnieją przesłanki wskazujące, że wyciekowi ropy mógłby zapobiec wyłącznik akustyczny, który w razie katastrofy jest w stanie zdalnie zamknąć przepływ ropy w szybie. Taki wyłącznik kosztuje około $500 000. Tyle pieniędzy oszczędził BP.

Od czasu katastrofy kapitalizacja rynkowa zmniejszyła się o około $90-$100 mld, rentowności obligacji BP osiągają poziom śmieciowy, ceny rocznych CDS osiągnęły dziś poziom 734 punktów, pojawiają się pierwsze analizy wskazujące na kilkadziesiąt miliardów USD kosztów, które BP ma ponieść z związku z katastrofą, Matt Simmons sugeruje, że BP w okresie kilku najbliższych tygodni ogłosi upadłość.

Dziś wiemy, że BP podjęło złą decyzję. Można ją rozpatrzeć w kategoriach inwestycyjnych: strata/zysk. W tym konkretnym przypadku stosunek ten wynosi około 200 00 do 1. Mam nadzieję, że nikt z czytelników nie operuje w swoich inwestycjach przy podobnym stosunku strata/zysk.

Z HILPE są dwa kluczowe problemy. Po pierwsze, ludzki umysł ma skłonność do ignorowania scenariuszy o małym prawdopodobieństwie, zarówno w sferze intelektualnej jak w sferze praktycznych działań. Klasycznym przykładem, są wyśmiewane przez przeróżnych absolwentów Uniwersytetu Youtube badania nad orbitami komet i meteorytów. Zderzenie tych ciał z Ziemią jest bardzo małe prawdopodobne. Koszty takiego wydarzenia, na przykład zniszczenie cywilizacji ludzkiej, sprawiają jednak, że stosunek koszty/zyski takich programów badawczych są zupełnie racjonalne.

Drugim problemem jest to, że wolny rynek, czy raczej system gospodarczy uchodzący obecnie za wolny rynek, nie stwarza impulsów do racjonalnego traktowania HILPE, to jest traktowania ich zgodnie z rachunkiem koszty/zyski (w znaczeniu: straty, których się uniknie) pomnożone przez prawdopodobieństwo a nie koszty/prawdopodobieństwo. To przecież logika ‘imperatywu kwartalnych wyników finansowych’ sprawiła, że BP podjął takie a nie inne decyzje. Tym bardziej, że inni operatorzy platform wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej używają akustycznych wyłączników.

Znaczenie tego problemu dla dyskusji o polityce regulacyjnej, a więc dla polityki gospodarczej najlepiej przedstawił Kenneth Rogoff, który napisał: Podstawowe problemy złożonych systemów, technologii i regulacji rozciągają się na wiele sfer nowoczesnego życia. Nanotechnologia i zdolność do tworzenia sztucznego życia niosą ze sobą olbrzymi potencjał dla ludzkości oferując nowe materiały, lekarstwa i techniki medyczne. Jednak, w przypadku tych wszystkich fascynujących technologii jest niewiarygodnie trudno znaleźć równowagę pomiędzy oferowanymi przez nie innowacjami a niewielkim ryzykiem bardzo dużych katastrof, które mogą się z nimi wiązać.

Ekonomia uczy nas, że gdy istnieje duża niepewność co do prawdopodobieństwa katastrofy to poleganie na mechanizmie cenowym w celu wygenerowania właściwych bodźców może być niebezpieczne. Niestety, ekonomiści wiedzą jeszcze mniej o tym jak stworzyć reżim regulacyjny dla złożonych systemów z permanentnie ewoluującym ryzykiem, jak stworzyć elastyczne instytucje regulacyjne. Dopóki to zagadnienie nie zostanie lepiej zrozumiane, będziemy skazani na życie w świecie, w którym regulacje są albo zbyt ostre albo zbyt łagodne.

Czytaj dalszą część »

Piłkarska gorączka

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo, Świat dnia 09.06.2010 | Komentarze (3) »

Nie wiem czy to dobry moment na przypominanie, że za kilka dni rozpocznie się największa impreza piłkarska na świecie… Tym niemniej, Goldman Sachs przygotował prawdziwą niespodziankę dla wszystkich sympatyków piłki nożnej – kilkudziesięciostronicową analizę piłkarskich i ekonomicznych zagadnień związanych z World Cup 2010. Duża w tym zasługa jednego z czołowych analityków GS – Jima O’Neilla, prywatnie oddanego kibica piłkarskiego i sympatyka Manchester United (jakby praca dla Goldman Sachs nie wystarczała – T.).

Od razu przedstawię warty zapamiętania cytat z raportu: Poland’s economy has decoupled from the performance of the national football team in the past decade. Dobrze napisane.

W raporcie można znaleźć krótką analizę osiągnięć gospodarczych i piłkarskich wszystkich finalistów. Analitycy Goldman Sachs omawiają także szanse poszczególnych państw na organizację w tej imprezy w latach 2018 i 2022. Specjalną ramkę poświęcono Mistrzostwom Europy w Polsce i na Ukrainie.

Goldman Sachs, tradycyjnie typuje półfinalistów. W 2010 roku stawia na Hiszpanię, Brazylię, Anglię i Argentynę.  Z drugiej strony, model statystyczny oparty na rankingu FIFA, notowaniach bukmacherów i kalendarzu (rozkładzie gier) mistrzostw wskazuje na Brazylię jako faworyta do zdobycia tytułu z 13,76% szansami na sukces. Na drugim miejscu Hiszpania (10,46%) a następnie Niemcy, Anglia, Argentyna, Holandia, Włochy i Francja. Poniżej znajduje się całe zestawienie finalistów:

Za Goldman Sachs

Za Goldman Sachs

Z wielu interesujących zagadnień z raportu (proszę nie zapomnieć o ciekawostkach i cytatach na stronach 66-67) warto zwrócić uwagę na wykres ilustrujący problemy z jakimi ekonomiczni analitycy spotykają się każdego dnia. Wykres przedstawia korelację (niską, ujemną) pomiędzy dochodem narodowym per capita a miejscem w rankingu FIFA. Nie wszystko w realnym świecie da się wyjaśnić prostym modelem statystycznym.

Czytaj dalszą część »

Co sugeruje zachowanie ECRI?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 08.06.2010 | Komentarze (8) »

Dwóch cenionych przeze mnie analityków, David Rosenberg i Albert Edwards, zwróciło uwagę na zachowanie wskaźnika ECRI publikowanego przez niezależną firmę badawczą Economic Cycle Research Institute.

ECRI jest wskaźnikiem wyprzedzającym, w taki sposób został zaprojektowany. Publikowany jest co tydzień. ECRI śledzi zachowanie ponad 100 różnych wskaźników (od cen surowców po zatrudnienie w przemyśle) i na tej podstawie tworzy indeks wyprzedzający cykl ekonomiczny. Jedną z zalet ECRI jest bez wątpienia uwzględnianie ważnej roli czynników monetarnych (podaży pieniądza) w kreowaniu cykli gospodarczych i finansowych (zmiany na rynku kredytowym).

Otóż, problem z ECRI polega na tym, że spada w tempie niespotykanym w historii, nawet w czasie ostatniego kryzysu finansowego. ECRI jest w tej chwili na poziomie z początku czerwca 2009 (S&P znajdował się wtedy na poziomie 950 punktów) – jednak tym razem ECRI gwałtownie spada a nie rośnie. Tempo spadku ECRI dobrze pokazuje poniższy wykres przedstawiający 33-tygodniową (dlaczego akurat 33-tygodniową?) zmianę indeksu:

Za David Rosenberg

Za David Rosenberg

Po osiągnięciu szczytu w październiku, ECRI zaczął spadać i w tej chwili zaledwie kilka punktów bazowych dzieli go od przebicia poziomu zerowego:

Czytaj dalszą część »

Czy banki centralne będą sprzedawać euro?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 07.06.2010 | Komentarze (16) »

Obserwowanie rynkowych emocji jest fascynującym zajęciem. Niemal ten sam rynkowy tłum, który półtora roku temu krzyczał o upadku dolara teraz krzyczy o końcu euro. Historia niemal dosłownie się powtarza. Kilka lat temu irańska zapowiedź odejścia od rozliczania transakcji sprzedaży ropy naftowej w dolarach wzmocniła przekonanie o upadku dolara i zainspirowała dziesiątki teorii spiskowych, w większość z izraelskim atakiem na Iran w tle. Ostatnio, na stronie internetowej państwowej irańskiej Press TV pojawiła się informacja o tym, że Iran ma zamiar zamienić 45 mld rezerw denominowanych w euro na aktywa dolarowe i złoto (informacja nie została potwierdzona przez żadne oficjalne źródła).

Rozpaleni emocjami obserwatorzy zapominają o pięknie ekonomii, w której każde równanie ma dwie strony. Drugą stroną fiskalnych problemów strefy euro, które są przyczyną załamania się kursu euro jest wzrost konkurencyjności eksportu państw EMU wskutek spadku notowań wspólnej waluty. O tej stronie równania pamiętają władze monetarne w USA a przede wszystkim władze opartych na eksporcie gospodarek azjatyckich, w tych chińskiej, które przecież stosują oficjalny lub nieoficjalny peg walut narodowych z dolarem.

Oznacza to, że na przykład władze w Pekinie podwójnie odczuwają europejski kryzys fiskalny. Z jednej strony spada wartość ich rezerw walutowych wskutek spadku kursu euro. Z drugiej strony zmniejsza się konkurencyjność chińskiego eksportu na rynku międzynarodowym. Nie muszę dodawać, że paniczna wyprzedaż aktywów denominowanych w euro spotęgowałaby obydwa problemy.

Dlatego nie może dziwić fakt, że gdy Reuters zapytał najważniejsze banki centralne (Japonii, Indii, Brazylii i Korei Południowej) czy zamierzają zmienić politykę lokowania rezerw walutowych to przedstawiciele tych instytucji odpowiedzieli, że nie planują takiej zmiany a jako jeden z powodów podali fakt, że ich aktywa są zbyt duże by przemieszczać je bez wpływania na rynki finansowe. Także chińskie władze monetarne stwierdziły, że pozostaną przy polityce dywersyfikacji rezerw walutowych.

Czytaj dalszą część »

Czy Singapur jest jednym z najbardziej zadłużonych państw świata?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 06.06.2010 | Komentarze (9) »

Puls Biznesu podał ‘parszywą dwunastkę’ najbardziej zadłużonych państw świata, o których napisał między innymi: siedzą po uszy w długach, a mimo to ciągle zaciągają następne. Inwestorzy, którzy niegdyś im zaufali, teraz drżą, żeby nie przestali płacić. Artykuł podsumowuje lista dwunastu najbardziej zadłużonych państw, według wskaźnika dług publiczny brutto do PKB, a w niej, na szóstym miejscu, nasz dobry znajomy – Singapur, z wynikiem 117,6%.

Pomyślałem, że to odpowiedni moment by przypomnieć, że dla niektórych państw podawanie wartości długu publicznego brutto albo wskaźnika długu publicznego brutto do PKB nie ma najmniejszego sensu. Każdy inwestor obudzony w środku nocy powinien wymienić dwa takie państwa: Norwegia i Singapur, choć zapewne jest ich więcej.

To prawda, że Singapur ma, a raczej miał, około 117% PKB długu publicznego. Zewnętrzny dług publiczny wynosi zero. Singapurski rząd winny jest pieniądze tylko swoim obywatelom. Ale to naturalnie nie wszystko. Singapurski rząd posiada aktywa finansowe przewyższające dług publiczny brutto – to efekt prowadzonej od wielu lat polityki nadwyżek budżetowych.

Czytaj dalszą część »