Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Nie wybieraj szkoły dziecku, wybierz nauczycieli!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 29.08.2010 | Komentarze (17) »

Od kilkudziesięciu lat uczniowie w rozwiniętych państwach dwa razy do roku, na początku i na końcu roku szkolnego, wypełniają ustandaryzowane testy sprawdzającego ich umiejętności i wiedzę w kluczowych przedmiotach, z reguły w języku i matematyce. Z reguły przez cały rok danego przedmiotu uczy ich jeden nauczyciel. Wydawałoby się, że sprawdzenie tego jak relatywnie do średniej wypadają wyniki uczniów na początku i na końcu roku szkolnego będzie standardową procedurą stosowaną przez władze edukacyjne.

Wyobraźmy sobie, że początku roku szkolnego, średni wynik klasy nauczyciela Kowalskiego znajduje się na 53 percentylu rozkładu wyników. Na końcu roku szkolnego średni wynik klasy nauczyciela Kowalskiego znajduje się na 65 percentylu. Takie zjawisko zachodzi rok w rok. Czy nie byłby to fantastyczny sposób weryfikacji pracy Kowalskiego?

Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację. Z klasami nauczyciela Nowaka dzieje się coś przeciwnego. Z reguły zaczynają rok na 55 percentylu a kończą na 44 percentylu. Czy nie byłaby to wskazówka, że coś z metodami edukacyjnymi Nowaka jest nie tak?

LA Times zdobył wyniki testów z matematyki i języka angielskiego, z okresu siedmiu lat, w jednym z kalifornijskich dystryktów edukacyjnych szkolnictwa podstawowego. Następnie badacze w LA Times zrobili coś na co władze edukacyjne nie znalazły czasu, a raczej chęci czy odwagi. Co się okazało?

  • po roku spędzonym w klasie nauczyciela z najlepszego decyla uczniowie osiągali wyniki lokujące ich o 17 percentyli wyżej w przypadku języka angielskiego i 25 percentyli wyżej w przypadku matematyki niż gdyby spędzili rok w klasie nauczyciela z najgorszego decyla (najgorszych 10% nauczycieli)
  • najlepsi nauczyciele nie byli skupieni w szkołach zlokalizowanych w zamożniejszych dzielnicach, co więcej generalnie nie byli skupieni w najlepszych szkołach; tak jak najgorsi nauczyciele nie  uczyli w biedniejszych dzielnicach i nie byli skupieni w najgorszych szkołach
  • z powyższego punktu wyciągnąć można wniosek, że ważniejszy od wyboru szkoły jest wybór nauczyciela

Intrygujące są czynniki, które nie wpływały na rezultaty osiągane przez nauczyciela:

Czytaj dalszą część »

O drożejącej żywności, ubraniach i mieszkaniach

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 28.08.2010 | Komentarze (79) »

Użytkownicy popularnych w sieci memów w dziedzinie ekonomii powinni uważać z rozpowszechnianiem ich na moim blogu. Przychodzi bowiem taki czas, w którym mówię sobie ‘miarka się przebrała’ i sprawdzam.

Nie inaczej było z super-popularnym memem o tym jakoby przeciętni ludzie dosłownie uginali się pod ciężarem wydatków na trzy podstawowe kategorie produktów: żywność, ubrania i mieszkania (z opłatami eksploatacyjnymi). Propagatorzy tego memu zdają się twierdzić, że standard życia ludzi znacząco się obniżył a spadek kosztów gadgetów nieudolnie ukrywa fakt, że ludzie płacą dużo więcej za zapewnienie podstawowych potrzeb.

Bardzo proszę, dane z USA, od 1929 do 2009 roku. Przedstawiają udział wydatków na wspomniane trzy kategorie produktów w konsumpcji indywidualnej (PCE) ogółem:

Na podstawie danych: Bureau of Economic Analysis

Na podstawie danych: Bureau of Economic Analysis

Udział żywności spadł z około 20%-25% przed II wojną światową do około 8% obecnie. Udział ubrań i obuwia spadł z około 10%-12% przed II wojną światową do około 4% obecnie. Udział wydatków mieszkaniowych wzrósł z około 12%-16% przed II wojną światową do około 18% obecnie.

To o czym piszę nie jest żadną tajemnicą dla wszystkich, którzy nie spali na wykładach z mikroekonomii. Prawo Engla (nie tego Engla) informuje, ze wraz ze wzrostem dochodów/zamożności spada udział wydatków na żywność w wydatkach ogółem.

Dlatego też, spodziewałbym się takiego właśnie spadkowego trendu w udziale wydatków na żywność, ubrania i mieszkania w wydatkach ogółem w Polsce po 1990 roku. Tylko w ostatniej kategorii mogą wystąpić pewne niespodzianki ze względu na istotne subsydiowanie tych wydatków przez rządy socjalistyczne.

Trzy w jednym: 27.08.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 27.08.2010 | Komentarze (24) »

W dzisiejszym wydaniu trzy wykresy pokazujące pewne istotne zjawiska w amerykańskim życiu gospodarczym i politycznym.

W 2011 roku wygasnąć mają tymczasowe cięcia podatkowe wprowadzone na początku dekady przez administrację Busha. Republikanie są naturalnie zwolennikami utrzymania niższych podatków, co zresztą zupełnie nie przeszkadza im domagać się drastycznego równoważenia budżetu. Demokraci zdają sobie sprawę, że podnoszenie podatków w okresie dosyć rachitycznego odrodzenia gospodarczego może być nierozsądne dlatego nie chcą przedłużać cięć podatkowych jedynie dla najbogatszych Amerykanów. Poniższy wykres pokazuje ile zaoszczędzą poszczególne grupy dochodowe w USA w przypadku propozycji obydwu partii, w porównaniu do scenariusza, w którym całość reformy Busha miałaby przestać obowiązywać:

Za New York Times

Za New York Times

Drugi wykres spokojnie można oznaczyć etykietą ‘pogromcy mitów’. Pokazuje z jakich źródeł finansowane są studia w USA przez studentów pochodzących z rodzin z trzech różnych przedziałów dochodowych:

Czytaj dalszą część »

Chiński mur jest pełen dziur!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Rynek kapitałowy dnia 26.08.2010 | Komentarze (25) »

Chiński mur ma oddzielać część analityczną instytucji finansowych od części zaangażowanej w operacje na rynku i obsługę klientów. Ostatnie wydarzenia po raz kolejny wskazują, że w chińskim murze znajdują się dziury, przez które przedostałaby się armia Czyngischana. Historia, którą chciałbym przedstawić zmusza też do zadania ważkiego pytania: jak człowiek tak głupi mógł osiągnąć tak eksponowane stanowisko? A było to tak:

Juan Jose Fernandez Garcia ma 35 lat, mieszka w Madrycie, pracuje w banku Santander. Jest (myślę, że raczej ‘był’) szefem zespołu analitycznego ds. derywatów europejskiego rynku akcyjnego (Head of European Equity Derivatives Research). Sądząc po stanowisku, oceniałbym, że sześciocyfrowa suma, choć w dolnej granicy przedziału, zasilała rocznie konto Pana Garcii.

12, 13 i 16 sierpnia 2010 roku Garcia kupił łącznie 282 opcje typu call (dają prawo kupno określonych akcji po określonej cenie) na akcje Potash Corp. 276 z 282 opcji było relatywnie głębokimi out of money (cena wykonania była kilkanaście procent wyższa od ceny instrumentu bazowego – akcji Potash Corp.). 267 z 282 było opcjami wygasającymi… 21 sierpnia 2010 a więc kilka sesji po transakcji zakupu.

Pan Garcia wydał około 13 700 USD na wspomniane opcje, z ceną wykonania $115, $120, $125 i $130. W tym czasie akcje Potash Corp. kosztowały na NYSE około $110. Pan Garcia potrzebował kilkunastoprocentowego wzrostu kursu akcji w okresie kilku dni by zarobić na tej inwestycji.

17 sierpnia stał się cud. Potash Corp. ogłosił, że BHP Biliton złożyła ofertę przejęcia firmy, po cenie $130 za akcję, około 16% powyżej ceny rynkowej z poprzedniego dnia. Potash Corp. ogłosił, że odrzucił ofertę jako niesatysfakcjonującą. Tego dnia akcje Potash Corp. wzrosły o 27% do $143. Pan Garcia sprzedał wszystkie opcje. Zarobił na tej transakcji $576 000.

A teraz kilka faktów:

Czytaj dalszą część »

Czy obowiązek jazdy w pasach zwiększa liczbę ofiar wypadków?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 25.08.2010 | Komentarze (246) »

Wiem, że część czytelników nie uwierzy mi gdy napiszę, że przypadkiem zająłem się tym zagadnieniem ale tak rzeczywiście było. Planuję podróż włoskim odpowiednikiem pociągu szybkich prędkości i postanowiłem wyszukać czy w tych pociągach są pasy bezpieczeństwa oraz dlaczego w ogóle nie stosuje się ich w transporcie kolejowym. Tak, od nitki do kłębka, trafiłem na fascynującej badania naukowe z 2001 roku.

Otóż, krąży sobie w Internecie taki mem – pasy bezpieczeństwa pogarszają bezpieczeństwo na drodze. Ludzie używający pasów bezpieczeństwa czują się bezpieczniej więc jeżdżą bardziej ryzykownie co powoduje zwiększoną ilość wypadków i neutralizuje pozytywny efekt używania pasów bezpieczeństwa dla przeżywalności wypadków. Najmniej ofiar byłoby gdyby każdy miał na kierownicy powbijane na sztorc noże – do takich wniosków dochodzą najgorliwsi krzewiciele wspomnianego poglądu. Oto kolejne twierdzenie, które wydaje się logiczne, sensowne, zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Ma jedną poważną wadę – przeczą mu dane empiryczne.

W naukowym żargonie wspomniany wyżej proces nazywa się kompensacja ryzyka. Koncept powstał w latach 70’. Jego twórcą był Sam Peltzman, profesor ekonomii na Uniwersytecie w Chicago. W sumie, nie trudno się domyśleć, że powyższa idea zakiełkowała w mateczniku antyregulacyjnej ideologii.

Istnieje prosty sposób na zweryfikowanie tezy o mechanizmie kompensacji ryzyka w przypadku pasów bezpieczeństwa. Jeśli wzrost powszechności używania pasów bezpieczeństwa z jednej strony obniża liczbę ofiar i skalę obrażeń chronionych przez pasy osób (jest to jednak relatywnie niewielki spadek liczby ofiar gdyż korzyści z zapinania pasów bezpieczeństwa neutralizowane są przez większą ilość wypadków) a z drugiej strony powoduje wzrost ryzykownych zachowań na drodze to wraz ze wzrostem powszechności używania pasów bezpieczeństwa powinniśmy obserwować wzrost liczby wypadków, niewielki spadek liczy ofiar wypadków drogowych wśród kierowców i pasażerów oraz wzrost liczby ofiar wśród rowerzystów i pieszych. To takie oczywiste! Ci ostatni, nie korzystają z ochrony pasów bezpieczeństwa ale narażenie są na skutki bardziej niebezpiecznej jazdy. Co w tej sprawie mówią dane empiryczne? Cóż, spoglądają w Tatry gdzie echo rezolutnie powtarza trzecia prawdę Tischnera. Zwiększenie powszechności używania pasów bezpieczeństwo nie zwiększa ani liczby ofiar ani ilości wypadków wśród pieszych i rowerzystów.

Alma Cohen i Liran Einav z Harvard University doszli do wniosku, że wzrost powszechności używania pasów bezpieczeństwa o 10% obniża liczbę ofiar wypadków wśród kierowców i pasażerów o 1,35% i nie ma znaczącego wpływu na liczbę ofiar wśród innych użytkowników dróg. W Polsce, rocznie ginie w wypadkach drogowych około 5 500 osób. Zwiększenie powszechności używania pasów bezpieczeństwa o 10% ‘uratowałoby’ więc około 75 istnień ludzkich rocznie przy założeniu, że można zastosować mnożnik z amerykańskiego badania. W Polsce, 76% kierowców, 74% pasażerów z przodu i 38% pasażerów z tyłu ma zapięte pasy bezpieczeństwa – dane z 2005 roku. Co ciekawe, w badaniu OBOP z 2005 roku, około 20% respondentów przyznało, że zapina pasy bezpieczeństwa tylko dlatego, że takie jest obowiązujące prawo – to daje około 150 istnień ludzkich rocznie uratowanych przez obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa w Polsce. Półtorej katastrofy smoleńskiej rocznie.

Czytaj dalszą część »

Nie będzie niczego? Nawet helu?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 24.08.2010 | Komentarze (17) »

Peak Oil, Peak Copper, Peak Gold, Peak Potash – to wszystko można zrozumieć ale Peak Helium? Przez ostatnie kilka dni, światowe media rozpowszechniały wypowiedź noblisty Roberta Richardsona, który stwierdził, że globalne rezerwy helu mogą się wyczerpać w najbliższych 25-30 latach.

To zła wiadomość nie tylko dla miłośników sterowców i urodzinowych baloników – hel wykorzystywany jest w wymiarze przemysłowym przede wszystkim do bardzo intensywnego chłodzenia, między innymi w urządzeniach obrazowania rezonansu magnetycznego (MRI). Te urządzenia maja natomiast zastosowanie medyczne oraz w coraz większym stopniu antyterrorystyczne (skanery na lotniskach).

W Peak Helium nie byłoby nic dziwnego gdyby nie fakt, że hel jest drugim najczęściej występującym pierwiastkiem w widzialnym wszechświecie, odpowiadającym za około 24% jego masy. Nawet zasoby helu w ziemskiej atmosferze (hel stanowi 0.00052% atmosfery) są wystarczające do zaspokojenia gospodarczych potrzeb ludzkiej cywilizacji. W czym więc tkwi problem?

Cała historia z Peak Helium jest świetną ilustracją tego co może oznaczać ‘peak’ danego surowca. Otóż, można mówić o dwóch zjawiskach – fizycznym i ekonomicznym. To pierwsze oznacza fizyczne wyczerpywanie się danego zasobu. To drugie oznacza wyczerpywanie się dostępnych ekonomicznie źródeł surowca. Nie muszę dodawać, że peak ekonomiczny poprzedza peak fizyczny.

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 23.08.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 23.08.2010 | Komentarze (11) »

Nowa porcja linków:

Intel oferuje 7,7 mld USD za McAfee, BHP Biliton oferuje 39 mld USD za Potash Corp. of Saskatchewan – aktywność na rynku fuzji i przejęć (M&A) wyraźnie wzrosła w 2010 roku. Trudno się temu dziwić, skore tylko amerykańskie firmy dysponują 2 bln USD wolnych środków finansowych (gotówki i aktywów krótkoterminowych). Czy to znak przesilenia na rynku czy potwierdzenie jego siły?

Więcej informacji o próbie przejęcia McAfee przez Intela w artykule Wall Street Journal.

O próbie wrogiego przejęcia Potash Corp. przez BHP Biliton pisał Telegraph.

Zastanawiam się ilu czytelników podałoby przykład rynku słodzonych napojów jako ilustrację konkurencyjnego rynku… Barry Ritholtz przywołuje interesującą analizę amerykańskiego rynku słodzonych napojów by pokazać różnicę pomiędzy rynkiem konkurencyjnym a rynkiem oferującym różnorodność produktów. W USA, trzy firmy (Coca-Cola, Pepsi i Dr. Pepper) kontrolują 89% rynku słodzonych napojów. Wszystko to dzieje się pod ‘osłoną’ 63 marek i 411 rodzajów napojów oferowanych przez ten oligopol.

Czy bycie oszczędnym jest sexy? Świetny tekst w New York Times o tym, że mądre zarządzanie pieniędzmi może zrazić do mężczyzn istotną część rynku matrymonialnego. Polecam uwadze, ogłoszenia matrymonialne z XIX wieku:

A young lady, rather good looking, and of good address, desires the acquaintance of a gentleman of wealth (none other need apply), with a view to matrimony. (podkreślenie moje – T.)

The advertiser, a successful young business man of good education, polite manners and agreeable address, having recently amassed a fortune and safely invested the same, wishes to meet with a young lady or widow.

Z cyklu ‘kiedyś to byli…’ – oto co znalazłem dla czytelników bloga w okolicy La Scali:

Czytaj dalszą część »

Naukowcy odkryli sekret sukcesów naukowych?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Świat dnia 22.08.2010 | Komentarze (15) »

Gregory Webster dokonał analizy około 54 000 tekstów naukowych, który ukazały się w Science w latach 1901-2000 i odkrył bardzo wyraźną korelację pomiędzy liczbą źródeł, które autor artykułu w nim cytuje a tym ile razy artykuł jest później cytowany. Zdaniem Webstera, zjawisko to statystycznie wyjaśnia nawet połowę wariancji w liczbie cytowań poszczególnych artykułów. Co więcej, zdaniem Webstera wspomniana korelacja rosła przez cały XX wieku.

Poniższy wykres przedstawia omawiana korelację przy uwzględnieniu ilości stron artykułów:

Za Gregory Webster

Za Gregory Webster

Badania są o tyle interesujące, że liczba cytowań, w świecie desperacko szukającym kwantytatywnych sposobów oceny wyników uchodzi za jeden z istotnych wskaźników rozwoju naukowego. Zdumiewa mnie natomiast wyjaśnienie Webstera, który od zaobserwowanej korelacji do związku przyczynowo-skutkowego przechodzi za pomocą teorii ‘ja Ciebie cytuję, a Ty mnie’. Daleki jestem od zaprzeczania, że taki efekt istnieje – to zjawisko da się nawet zaobserwować w blogosferze.

Zdumiewa mnie natomiast fakt, że nikt nie pochylił się nad najbardziej oczywistym rozwiązaniem zagadki. Otóż, ja nie wiem jak sytuacja wygląda w naukach ścisłych czy przyrodniczych oraz jak sytuacja wygląda na poziome uznanych naukowców. Mogę jednak powiedzieć, że na poziomie magistrów i doktorantów, w naukach społecznych, liczba cytowanych źródeł jest ściśle skorelowana… z jakością przeprowadzonych badań. Oczywiście są wyjątki, świetne artykuły z małą ilością cytowanych źródeł i słabe teksty ‘upstrzone’ cytowaniami. Generalnie jednak, solidnie przeprowadzone badania polegają między innymi na zapoznaniu się z możliwie szerokim zakresem literatury a to skutkuje częstym cytowaniem. W tym przypadku korelacja pomiędzy liczbą cytowań w artykule i liczbą cytowań artykułu byłaby wynikiem faktu, że obydwa wskaźniki skorelowane są z merytoryczną jakością artykułu.

A jakie są Wasze spostrzeżenia?

To normalne, że gospodarczy środek ciężkości się przesuwa

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 21.08.2010 | Komentarze (8) »

Paul Kedrosky zamieścił na swoim blogu mapę, która moim zdaniem bardzo wiele wyjaśnia w dyskusji o przemieszczaniu się siły gospodarczej z państw rozwiniętych do gospodarek wschodzących, przede wszystkim Chin, Indii i innych państw Azji. Myślę, że można powiedzieć, że globalny gospodarczy środek ciężkości przemieszcza się na południe i na wschód. To chyba bardziej trafny opis niż stwierdzenie, że przesuwa się z Oceanu Atlantyckiego nad Pacyfik.

Otóż, proces tez wyda się zupełnie normalny gdy spojrzymy na rozmieszczenie światowej populacji na poszczególnych długościach i szerokościach geograficznych:

Za Paul Kedrosky

Za Paul Kedrosky

Proces globalizacji pozwolił miliardom ludzi w państwach wschodzących zmniejszyć przepaść dzielącą ich do społeczeństw rozwiniętych. Nie stało się to wskutek zubożenia bogatych społeczeństw, to raczej zamożność państw wschodzących rosła szybciej. Przy zdecydowanej przewadze demograficznej państw wschodzących musi to oznaczać wzrost ich znaczenia w globalnej gospodarce.

Do przeczytania: 20.08.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Rynek kapitałowy, Świat dnia 20.08.2010 | Komentarze (14) »

Nowa porcja linków na weekend:

W nawiązaniu do tekstu o tym jak rozpoznać, ze prezes kłamie chciałbym zwrócić uwagę na interesujące badania, które przeprowadzono w Polsce, a których celem było ustalenie jak wielkość zaangażowania zarządu i rady nadzorczej w spółkę (mierzona udziałem w kapitale akcyjnym) wpływa na skłonność spółek do podawania zawyżonych wyników finansowych przed debiutem na rynku publicznym i przed audytem oraz skłonność do odrzucania zasad Dobrych Praktyk. Tutaj znajduje się omówienie badań na blogu Grzegorza Zalewskiego a tutaj oryginalna praca. To jeden z wykresów:

Za Inga Kowalewska

Za Inga Kowalewska

Dziewczynka wprowadziła sporo zamieszania na rynki towarów rolnych. Fenomen klimatyczny istotnie wpływa na plony kluczowych zbóż i roślin przemysłowych a tym samym na notowania cen tych surowców. Poniżej mapa z artykułu w Finacial Times o wpływie Dziewczynki na rynki rolne.

Za Financial Times

Za Financial Times

Nawet Puls Biznesu napisał o wystąpieniu 12 sierpnia 2010 Omenu Hindenburga na Wall Street. Bespoke zwraca uwagę na pewne nieścisłości przy analizie tego wskaźnika. Jedną z zasad Omenu Hindenburga jest wystąpienie wysokiej liczby walorów osiągających nowe maksima i nowe minima na nowojorskiej giełdzie. Problem polega na tym, że wiele z papierów, które 12 sierpnia osiągnęły nowe maksima nie było akcjami zwykłymi lecz raczej papierami dłużnymi zapakowanymi w  papiery udziałowe. Czy takie walory rzeczywiście można użyć do mierzenia rozchwiania nastrojów na rynku akcyjnym?

Czytaj dalszą część »

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player