Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Deficyt urojony

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 15.12.2010 | Komentarze (12) »

Bez obawy, piszę o deficycie handlowym, w dodatku bilateralnym, pomiędzy USA a Chinami. Wall Street Journal zwrócił uwagę na interesujące badania, które przeprowadzili Yuqing Xing i Neal Detert, a które pokazują, że statystyki bilateralnych deficytów handlowych mogą być niewiele warte.

Problemem jest fakt, że takich statystykach nie stosuje się księgowania według wartości dodanej lecz według wartości wszystkich produktów eksportowych i importowanych z danego państwa. Tego problemu z oczywistych powodów nie ma ani w statystykach dotyczących PKB (z definicji PKB to wartość FINALNYCH produktów wytworzonych w danej gospodarce) ani w statystykach dotyczących deficytów handlowych poszczególnych państw – w tym przypadku błędy wzajemnie się znoszą. Problem wartości dodanej może jednak determinować niezwykle delikatne z polityczne punktu widzenia stosunki handlowe USA i Chin.

Analitycy zbadali ten problem na przykładzie jednego produktu: iPhona. Według oficjalnych danych, import iPhonów z Chin do USA dodał do amerykańskiego deficytu z Chinami około 1,9 mld USD. Tymczasem iPhone zaprojektowany został przez amerykańską firmę, która zajmuje się także marketingiem produktu a podzespołu do urządzenia powstały w wielu różnych państwach. Zgodnie z wynikami badań zaledwie 3,6% wartości iPhona powstaje w Chinach. Proszę zwrócić uwagę na poniższy rysunek:

Za WSJ

Za WSJ

Tak więc zdecydowana większość wartości iPhonów powstaje w Japonii, Niemczech i Korei Południowej. Mimo to cały eksport iPhonów z Chin do USA obciąża chińsko-amerykański deficyt handlowy. Co by się stało gdyby w analizie wymiany handlowej związanej z produkcją iPhonów uwzględnić wartość dodaną? Paradoksalnie, USA zanotowałyby nadwyżkę z Chinami:

Czytaj dalszą część »

Jakie masz hasło?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 14.12.2010 | Komentarze (19) »

Zabawna historia. Hakerzy włamali się na serwery internetowej grupy medialnej Gawker Media, właściciela Gawker, Gizmodo, Lifehacker i innych serwisów blogowych. Hakerzy skradli dane ponad miliona użytkowników i umieścili je na ogólnodostępnym serwerze. Odszyfrowali także 188 279 haseł do kont na serwisach grupach i upublicznili je.

Co się okazało? Najpopularniejszym hasłem było ‘123456’ – ponad 3000 użytkowników posługiwało się tym hasłem. Około 2000 użytkowników wybrało ‘password’ a ponad 1000 ‘12345678’. Lista 50 najpopularniejszych haseł znajduje się poniżej. Znalazły się wśród nich ‘qwerty’, ‘abc123’, ‘111111’ i ‘0’.

Czytaj dalszą część »

Co się stało z amerykańską gospodarką?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 13.12.2010 | Komentarze (71) »

Global Macro Monitor opublikował dwa wykresy pomagające zrozumieć co stało się w amerykańskim systemie finansowym i amerykańskiej gospodarce w ostatnich kilku latach. Wykresy te pokazują także ‘wyjątkowość’ ostatniej recesji i trwającego odrodzenia. GMM jak przystało na porządnego blogera podał źródła do wykresów dlatego pozwoliłem sobie stworzyć własną wizualizację/

Wykres pokazuje wartość kredytu udzielonego

  • sektorowi prywatnemu (gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom bez sektora finansowego)
  • publicznemu (rządowi federalnemu i rządom stanowym i lokalnym)
  • sektorowi finansowemu

w latach 1977-2010. Dane za 2010 roku to zanualizowane dane za III kw. 2010 roku. Wszystkie dane w miliardach dolarów.

rynek kredytowy w USA 1977-2010

W 2008 roku nastąpiło załamanie akcji kredytowej do sektora prywatnego i sektora finansowego, w 2009 roku sektory prywatny i finansowy były już w historycznie bezprecedensowej akcji delewarowania, która kontynuowana jest w 2010 roku. Dane z poszczególnych kwartałów wskazują jednak na osłabienie delewarowania a nawet odwrócenie tendencji.

Czytaj dalszą część »

O powstaniu i upadku innowacyjnego modelu biznesowego

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 12.12.2010 | Komentarze (7) »

Niesamowitą historię opisał niedawno New York Times. Były pracownik banku inwestycyjnego Lehman Brothers, Vitaly Borker oparł swój internetowy biznes handlu markowymi okularami na… nienawiści swoich klientów. Otóż, wyjątkowo niezadowoleni klienci skarżyli się na wielu forach i stronach poświęconych ochronie konsumentów w Sieci, o nieuczciwym biznesmenie pisały także internetowe media. Wszyscy podawali odnośniki do strony DecorMyEyes.

Wiele z tych stron posiadało wysokie miejsce w rankingu Google co sprawiało, że w wynikach wyszukiwania Google strona DecorMyEyes pojawiała się bardzo wysoko (im więcej stron z wysokim rankingiem linkuje do danej strony tym wyższa jest jej pozycja w wynikach wyszukiwania), także wtedy gdy hasło dotyczyło konkretnej marki okularów. Pan Borker wykorzystywał fakt, że niewielu jego klientów szukało recenzji i opinii o jego przedsiębiorstwie a algorytm Google nie był w stanie rozróżnić pomiędzy neutralnymi czy polecającymi odnośnikami a odnośnikami z wypowiedzi i artykułów krytycznych wobec DecorMyEyes.

To oczywiście się zmieniło po artykule w New York Times. Na oficjalnym blogu Google napisano, ze programiści firmy wprowadzili poprawki do algorytmu rozwiązujące problem DecorMyEyes – zgodnie z wpisem na blogu – w sposób kompleksowy. Naturalnie, Google nie ujawni co konkretnie zmieniło w algorytmie, wiadomo jednak, że zmiana nie dotyczy po prostu zablokowania konkretnych stron.

Zachęcam do zapoznania się z artykułem w New York Times ponieważ pokazuje on jak długo mogą być bezkarni  nieuczciwi przedsiębiorcy w USA – w państwie o nieporównywalnie wyższej kulturze prawnej i biznesowej od Polski.  Vitaly Borker  został zatrzymany 6 grudnia 2010 roku. Dla mnie na przykład jest nie do pomyślenia by ‘numer’ z zadzwonieniem do banku, podaniem się za jego klienta, i zrezygnowaniem z kwestionowania wpłaty na rzecz DecorMyEyes (w imieniu tego klienta) mógł ujść ‘na sucho’. Podobnie jak wysyłanie zdjęć kamienicy, w której mieszka klient z tekstem ‘obserwuję Cię, rób to co należy a wszystko będzie dobrze’.

Czytaj dalszą część »

Loteria jako element polityki społecznej

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 11.12.2010 | Komentarze (5) »

Zastanawiam się ilu czytelników potrafiłoby wskazać rok, w którym po raz pierwszy pojawiły się obligacje loteryjne to jest obligacje, które obok albo zamiast, tradycyjnych odsetek oferowały szanse na zdobycie większej nagrody pieniężnej, zawierały więc w sobie coś w rodzaju loteryjnego losu. Był to rok 1694. W Anglii wyemitowano wtedy obligacje w ramach projektu Million Adventure. Obligacje, oprócz oferowania sensownego oprocentowania kusiły możliwością wygrania większej sumy pieniędzy.

Także teraz obligacje loteryjne są popularne w UK. Około 23 milionów obligatariuszy zainwestowało około 26 mld funtów w obligacje Premium Bonds, które nie są oprocentowane lecz oferują comiesięczną szansę na wygranie od 1 000 000 do 25 funtów. Fundusz nagród wypłacany jest z odpowiednika funduszu odsetkowego dla całej puli obligacji. Można więc obliczyć ‘teoretycznie’ oprocentowanie takich obligacji, które, co nie może dziwić, jest niższe niż tradycyjnych papierów.

Otóż, wielu ekonomistów upatruje w obligacjach loteryjnych czy rachunkach oszczędnościowych z dodatkiem loteryjnym sposobu na zwiększenie poziomu oszczędności, zwłaszcza wśród mało zamożnych ludzi. Prowadzony przez jeden z południowoafrykańskich banków program rachunków oszczędnościowych z elementem loterii (do momentu zawieszenia z powodu złamania prawa o loteriach) doprowadził do utworzenia 1,1 mln rachunków i przyciągnął do banku 7,7% populacji posiadającej już konto bankowe i 1,1% populacji bez konta bankowego.

Czytaj dalszą część »

Aukcje groszowe – skąd wiesz, że nie są oszustwem?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 10.12.2010 | Komentarze (6) »

W październiku 2009 napisałem obszerny tekst o aukcjach groszowych, zainspirowany skandalicznie niekompetentnym artykułem w Pulsie Biznesu. Przypomnę tylko, że jest to rodzaj aukcji internetowych, na których wystawiane są przedmioty z niską ceną wywoławczą (na przykład laptop za 1 złoty). Złożenie oferty kosztuje określoną kwotę (na przykład 1 złoty). Każda oferta podbija cenę o minimalną kwotę (na przykład 5 groszy). Aukcja kończy się gdy przez określony czas (na przykład 30 sekund) nikt nie złoży oferty. Model biznesowy opiera się na tym, że wpływy ze sprzedaży praw do złożenia ofert znacząco przekraczają koszt wystawionego towaru nawet jeśli jest sprzedawany w super atrakcyjnej cenie.

We wspomnianym tekście napisałem tak: Oczywiście na początku istnienia serwisu jego właściciel dokłada do biznesu i sprzedaje produkty po ‘szokująco’ niskich cenach – w końcu nawet gospodarz gry w trzy kubki pozwala na początku wygrywać.

Na ten fragment zareagował jeden z czytelników, Llukiz, który w przypływie zdrowego rozsądku i realistycznego myślenia napisał: Halo! Ziemia do Trystero. Skąd pomysł że właściciel dokłada do biznesu? Na początku to właściciel ’sprzedaje’ produkty po niskich cenach krewnym i znajomym królika, czyli w praktyce sobie… a później zresztą też.

Życie pokazało jak dobrze Llukiz przeczytał polską branżę aukcji groszowych. Gazeta.pl doniosła (Ukłony: Finanse Domowe dla Opornych), że policja poszukuje osób poszkodowanych przez portal internetowy Fruli, na którym były prowadzone aukcje groszowe. Cytuję: Policja podejrzewa, że licytacje na tym portalu przebiegały niezgodnie z regulaminem. Ponadto, że w aukcjach brali udział nie tylko realni klienci – dochodziło też do “sztucznych podbić” generowanych przez fruli.pl. – Takie działanie zapobiegało wygrywaniu aukcji przez jej rzeczywistych użytkowników, a portal zarabiał na “podbiciach” wykupionych przez klientów – mówiła Bagrowska (rzeczniczka Policji – T.).

Czytaj dalszą część »

Ekonomia loterii

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 09.12.2010 | Komentarze (5) »

Przeciętna amerykańska rodzina wydaje około 540 USD rocznie na losy 43 stanowych loterii. Dla porównania: wydatki na alkohol wynoszą przeciętnie około 444 USD a na produkty mleczne około 430 USD rocznie. Co ciekawe, nominalne wydatki na loterie stanowe są mniej więcej takie same we wszystkich grupach zamożności: najmniej zarabiających, osiągających średnie dochody oraz najbogatszych. Oczywiście oznacza to, że relatywnie do swoich dochodów to najbiedniejsi wydają najwięcej na loterie stanowe.

Warto o tym pamiętać ponieważ zgodnie z obliczeniami, przeciętnie stanowe loterie oferują negatywną oczekiwaną stopę zwrotu, w wysokości około 52 centów na zainwestowanego dolara. Powstaje więc pytanie: czy rozrywka związana z braniem udziału w loterii warta jest tych 48 centów na dolara?

Ludzie angażują się w działania o negatywnej oczekiwanej stopie zwrotu, takie jak loterie z dwóch kluczowych powodów:

  • udział w loterii zapewnia im rozrywkę
  • ulegają, opisywanemu przez ekonomistów behawioralnych, skrzywieniu do preferowania wysokich wygranych o niskim prawdopodobieństwie nad niskie wygrane o większym prawdopodobieństwie

Powyższe skrzywienie wzmacniane jest przez błąd poznawczy polegający na przypisywaniu zbyt dużego znaczenia zjawiskom o niskim prawdopodobieństwie zdarzenia oraz optymistycznemu skrzywieniu, to jest przeceniania szans na wystąpienia pozytywnych zdarzeń (i niedoważania szans na wystąpienie negatywnych zdarzeń). Widać to wyraźnie w wynikach sondażu przeprowadzonego w 2006 roku przez Consumer Federation of America i The Financial Planning Association, który pokazał, że 21% Amerykanów i 38% Amerykanów zarabiających rocznie poniżej 25 000 USD uznaje wygranie loterii za najbardziej praktyczną drogę do zakumulowania kilkuset tysięcy dolarów.

Jeśli połączymy powyższe informacje z wiadomościami, że 19% Amerykanów kompletnie ignoruje swoje finanse osobiste to nasunie się wniosek, że fundamentalna edukacja w zakresie zarządzania finansami indywidualnymi przydałaby się sporej części społeczeństwa. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy angażujący się w działania (nie chcę używać w tym przypadku słowa inwestycje) o negatywnej oczekiwanej stopie zwrotu mają jakiś poważny problem. Sam okazjonalnie bawię się zakładami sportowymi, z reguły przy okazji wielkich imprez piłkarskich. W tym przypadku, diabeł tkwi najprawdopodobniej w motywacji do angażowania się w takie działania.

Czy klienci Madoffa wyjdą na swoje?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 08.12.2010 | Komentarze (4) »

W styczniu 2009 napisałem w tekście o aferze Madoffa: Niemal miesiąc po ujawnieniu piramidy finansowej Madoffa można wskazać grupę ludzi, która na tej aferze finansowej zarobi bardzo dużo pieniędzy. Będą to prawnicy. Nie pomyliłem się.

Stephen Gandel w Time napisał, że mijającym tygodniu syndyk (nie jestem pewien idealnego tłumaczenia wyrażenia bankruptcy trustee w tym przypadku) biznesu asset management (AM) Madoffa zawarł ugodę ze szwajcarskim bankiem Union Bancaire Privee i uzyskał 500 mln USD odszkodowania.

Gandel twierdzi, że jeśli syndyk, Irving Picard, wygra wszystkie wszczęte sprawy sądowe to klienci Madoffa mogą uzyskać nawet 65% zysku z inwestycji w największa prywatną piramidę finansową na świecie. Jak to możliwe?

Jest to wynikiem dwóch czynników. Po pierwsze, podawana w mediach kwota 50 mld USD strat jakie ponieść mieli inwestorzy w AM Madoffa w większości składa się z wirtualnych zysków zapisanych na ich rachunkach, zysków, których nigdy nie było. Kwota zainwestowana w przedsięwzięcie Madoffa nie przekracza natomiast 20 mld USD – takie jest przynajmniej zdanie syndyka.

Po drugie, licząc wszystkie sprawy sądowe wszczęte przez syndyka, może on uzyskać nawet 35 mld USD. Do tej pory, wliczając ostatnią ugodę, pozyskał już 2 mld USD, czyli niemal 30% zaakceptowanych przez niego roszczeń. W tym miejscu pojawiają się problemy.

Czytaj dalszą część »

McKinsey o polskim systemie edukacji

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 07.12.2010 | Komentarze (33) »

W najnowszym raporcie o doskonaleniu systemów edukacyjnych znalazł się wykres, którego nie może zabraknąć na moim blogu. Analitycy McKinsey zestawili systemy edukacyjne zgodnie z ich jakością, mierzoną wynikami testów w standardzie PISA, oraz kosztami ich utrzymania, mierzonymi wydatkami per capita (na jednego ucznia). Badaniom podlegały systemy edukacji pierwszego i drugiego stopnia.

Co się okazało? Otóż, mimo tego, że na edukację jednego ucznia wydaje się w Polsce trzy, cztery razy mniej niż w USA, Danii, Norwegii czy Luksemburgu polski system edukacyjny jest bardziej wydajny niż szkolnictwo wspomnianych państw. To nie jest moja opinia. Tak uznali analitycy McKinsey & Company.

Czytaj dalszą część »

Chiński urzędnik nie wierzy chińskim statystykom

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 06.12.2010 | Komentarze (25) »

Nie musimy czekać do nowego roku by materiały ujawnione przez WikiLeaks rzuciły jaśniejsze światło na kwestie gospodarcze i finansowe. Brytyjski The Telegraph zwrócił uwagę na depeszę amerykańskiego dyplomaty z Chin, w której relacjonował spotkanie z Li Keqiang, wtedy – przywódcą Partii Komunistycznej w prowincji Liaoning, a dziś jednym z kandydatów do objęcia przywództwa w Chinach.

Li Keqiang miał powiedzieć, że statystyki dotyczące chińskiego PKB są niewiarygodne i tworzone na zamówienie urzędników. Sam Li oceniał gospodarkę swojej prowincji korzystając z trzech wskaźników:

  • zmian w konsumpcji elektryczności
  • zmian w ilości towarów przewożonych koleją
  • wartością udostępnionych/wypłaconych kredytów

Stwierdził, że oceniając wspomniane wskaźniki jest w stanie wyznaczyć trend zmian w gospodarce. Oficjalne dane o PKB mają jedynie charakter poglądowy (for reference only).

Zwracałem już uwagę na problemy z wiarygodnością chińskich danych o zmianach PKB gdy okazało się, że według Narodowego Biura Statystycznego chiński PKB wyniósł w pierwszej połowie roku około 13 986 mld RMB, czyli około 9% mniej niż wynikałoby to z zsumowania danych opublikowanych przez wszystkie prowincje. Pisałem też o dywergencjach pomiędzy danymi  zmianach PKB w danymi o konsumpcji energii elektrycznej i popycie na produkty naftowe w Chinach – te ostatnie dane nie potwierdzały tempa ekspansji, która wynikała z oficjalnych danych o PKB. Okazuje się, że w obawach o jakość chińskich danych było sporo racji.

Ukłony: FT Alphaville

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player