Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Technologie tworzą zupełnie nowe rynki

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 14.08.2010 | Komentarze (14) »

Chyba wszyscy czytelnicy bloga mieli do czynienia z CAPTCHA, choć zapewnie niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. CAPTCHA, czyli Completely Automated Public Turing test to tell Computers and Humans Apart, to z reguły obrazki z zakodowanymi w nich literami i cyframi, które należy odczytać i wpisać do formularza. Celem tych obrazków jest odróżnienie ludzi od maszyn, w tym przypadku głównie spamujących botów.

CAPTCHA chronią fora internetowe przed spamującymi botami, usługi kont pocztowych przed zakładaniem przez boty kont wykorzystywanych do nielegalnej działalności, i tak dalej. Już po tym zdaniu, powinno się nasunąć spostrzeżenie, że powstała cała gałąź przemysłu zajmująca się neutralizowaniem CAPTCHA.

Problem polega na tym, że twórcy CAPTCHA mają istotną przewagę a tworzenie trudniejszych CAPTCHA jest łatwiejsze niż tworzenie algorytmów zdolnych dokonywać skomplikowanej analizy wizualnej obrazków. W tej dziedzinie, przynajmniej na razie, ludzkie oko i mózg góruje nad maszynami.

W tym miejscu pojawia się wolny rynek, globalizacja, obniżenie kosztów transmisji danych oraz państwa z bardzo dużymi zasobami bardzo taniej siły roboczej. Część czytelników już pewnie domyśla – istnieją firmy zatrudniające osoby, których zadaniem jest odczytywanie CAPTCHA, w trybie rzeczywistym. Wygląda to tak: spamujący bot napotyka na CAPTCHA, którego nie potrafi rozgryźć, wysyła zapytanie do dostawcy usługi. Na komputerze pracownika wyspecjalizowanej firmy pojawia się obrazek i formularz do wpisania odpowiedzi. Odpowiedź trafia do bota, który ją wykorzystuje.

Ile wynosi koszt takiej usługi? Na poziomie pracownika jest to obecnie około 0,75$ za 1000  CAPTCHA, choć jeszcze w 2006 roku rozwiązanie 1000 CAPTCHA przynosiło około $10. Rynek jest więc bardzo konkurencyjny. Warto jednak podkreślić, że skoro są to zarobki pracownika to koszt dla spamera jest zapewne o kilkadziesiąt procent wyższy – trzeba przecież pokryć koszty stanowiska pracy i marzę usługodawcy.

Czytaj dalszą część »

Wywiad z niedźwiedziem

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 13.08.2010 | Skomentuj »

Stowarzyszony z Wall Street Journal blog Real Time Economics zamieścił bardzo długi wywiad z Davidem Rosenbergiem. Rosenberg jest powszechnie uważany za niedźwiedzia. Trudno jednak stwierdzić czy pesymistyczne, niedźwiedzie skrzywienie Rosenberga jest większe niż optymistyczne, bycze skrzywienie większości analityków.

Co prawda Rosenberg ‘przespał’ wieki rajd na rynku akcyjnym od marca 2009 roku – na co zwraca uwagę wielu jego krytyków – ale w tym samym czasie zwracał uwagę na atrakcyjne możliwości inwestycyjne na rynku obligacji i surowców, także złota.

W tym wywiadzie Rosenberg zwraca uwagę na kilka motywów, które dla stałym czytelników jego analiz nie będą żadną niespodzianką:

  • Rosenberg uważa, że szanse na drugie dno recesji są spore, większe od 50%
  • podkreśla, że większość wzrostu gospodarczego w ostatnim roku pochodziła z cyklu zarządzania zapasami i rządowej stymulacji
  • prognozuje, że wzrost PKB w III kw. 2010 może być zbliżony do zera a w IV kw. gospodarka może się kurczyć
  • Rosenberg podkreśla ‘wyjątkowość’ ostatniej recesji, która nie jest zwykłą korektą we wzroście PKB lecz zjawiskiem determinowanym przez delewarowanie gospodarki czyli istotną korektę na rynku kredytowym – to pierwsza taka recesja po II wojnie światowej

Duża część wywiadu poświęcona jest optymalnej polityce budżetowej i monetarnej. Rosenberg skłania się ku pozwoleniu na wygaśnięcie cięć podatkowych Busha. Podkreśla, że w przypadku rządowego bodźca wydatkowego kluczowy jest jego trwały efekt gospodarczy. Zwraca uwagę, że klucz do trwałego ożywienia gospodarczego leży w poprawie na rynku pracy.

Pod koniec wywiadu Rosenberg podaje swoje prognozy dotyczące rynku kapitałowego. Analityk Gluskin, Sheff & Associates tradycyjnie odpiera zarzuty o to, że jest wiecznym niedźwiedziem. Podkreśla, że dotyczy to jedynie rynku akcyjnego i dodaje, że przez całe dwie dekady lat 80’ i 90’ był bykiem. Cały wywiad znajduje się poniżej.

Zgadzacie się z opiniami Rosenberga?

Dlaczego na to nie wpadłem?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 12.08.2010 | Komentarze (11) »

Hm, stawiam dolary przeciwko orzechom, że wielu czytelników zada sobie to pytanie po przeczytaniu dzisiejszego tekstu. Forbes opublikował interesujący tekst o najszybciej rosnących wirtualnym biznesie w historii – firmie Groupon*. Cała historia jest świetnym materiałem na tekst motywacyjny, postaram się więc uwypuklić najważniejsze jej punkty. Stanowi tez pewna równowagę dla opisywanej niedawno historii innego e-biznesu: Ocado.

Groupon to firma oferująca promocyjne kupony do miejsc takich jak restauracje, kluby fitness, salony kosmetyczne, etc. Kupony można kupić tylko przez określony czas (z reguły do końca dnia), by oferta była ważna odpowiednia liczba klientów musi się zdecydować na zakup. Groupon dzieli się przychodami z dostawcą usług (według Forbesa, z reguły pół na pół). Przy 30%-70% przecenach, usługodawca prowadzi ten biznes przy minimalnych marżach – odnosi jednak olbrzymie korzyści marketingowe i reklamowe poszerzając bazę klientów. Ponadto, pozyskuje klientów przy praktycznie zerowych kosztach krańcowych ich pozyskania co pozwala uzyskiwać dodatnią marżę przy wspomnianych przecenach.

Przecież ten pomysł wydaje się być banalny – myśli teraz zapewne większość czytelników! Może i jest banalny – nikt  nie wpadł jednak na niego wcześniej. Kilka faktów:

  • Groupon nie ma jeszcze dwóch lat (ma 21 miesięcy)
  • w 2010 roku ma przekroczyć 500 mln USD przychodów
  • od siódmego miesiąca istnienia jest rentowny
  • emisja prywatna z kwietnia 2010 roku wyceniła Groupon na około 1,35 mld USD
  • jedyną firmą, która osiągnęła kapitalizację 1 mld USD szybciej było You Tube, które jednak do dziś nie osiągnęło rentowności
  • założyciel Groupon ma 29 lat, miał 27 lat gdy zakładał biznes
  • jest z wykształcenia muzykiem, ukończył krótki kurs programowania
  • Groupon jest w gruncie rzeczy spin-offem nieudanego biznesu

    Czytaj dalszą część »

Nawet śluzowce potrafią wyznaczyć wartość relatywną

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 12.08.2010 | Komentarze (11) »

W fenomenalnej prezentacji (o której musiałem kiedyś wspomnieć!) w ramach TED Talks, Dan Ariely podaje przykład cennika subskrypcji The Economist jako ilustrację siły skrzywienia w stronę wartości relatywnych w procesie decyzyjnym. The Economist miał kiedyś taki cennik na swojej stronie:

  1. Subskrypcja wersji online – $59
  2. Subskrypcja wersji papierowej – $125
  3. Subskrypcja wersji online i papierowej – $125

Co jest grane pomyślał Ariely i zadzwonił do redakcji po więcej informacji. Jakoś niespecjalnie mu jej udzielono więc zrobił eksperyment na studentach i dał im do wyboru te trzy oferty. 16% wybrało pierwszą ofertę, 84% wybrało trzecią ofertę, wszyscy potrafili czytać więc nikt nie wybrał drugiej oferty.

Skoro nikt jej nie wybrał to może lepiej zupełnie z niej zrezygnować? Tak zrobił Ariely w drugim etapie eksperymentu. Tym razem, 68% wybrało pierwszą ofertę a 32% wybrało drugą ofertę. Czary-mary? Nie, to siła skrzywienia w stronę kierowania się wartościami relatywnymi w procesie decyzyjnym. Przy trzech możliwościach, oferta numer 3 wydaje się po prostu relatywnie bardziej atrakcyjna dzięki możliwości porównania jej do oferty numer 2. Poniżej, prezentacja Ariely (z polskimi napisami).

Ten mechanizm jest już dobrze znany przedsiębiorcom. Restauracje często na przykład umieszczają w menu bardzo drogie wina (nawet jeśli klasa restauracji nie sugeruje, ze ktoś z gości będzie je zamawiał) by sprawić by wina w środku przedziału cenowego wyglądały atrakcyjnie. Możliwości wykorzystania tego zjawiska w planowaniu oferty biznesowej są nieograniczone.

Czytaj dalszą część »

Mandaty ważone dochodami – dlaczego tak mało popularne?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo, Świat dnia 11.08.2010 | Komentarze (121) »

W styczniu 2010 światowe media doniosły, że w Szwajcarii wystawiono ‘najdroższy’ mandat drogowy na świecie. Mieszkaniec Szwajcarii zapłacił 299 000 franków szwajcarskich za przekroczenie prędkości o około 55 km/h. Swoim Ferrari podróżował z prędkością 135 km/h przy ograniczeniu prędkości do 80 km/h.

W gruncie rzeczy, Szwajcarowi nie wystawiono mandatu – taką karę nałożył na niego sąd w czasie jego apelacji od kary 90 000 franków. Wspomniany kierowca okazał się także notorycznym piratem drogowym, mającym na swoim koncie wiele przewinień. Próbował też wykorzystać immunitet dyplomatyczny (Gwinea Bissau) w celu uniknięcia pierwotnej kary. Co ciekawe, do zapłacenia jest połowa tej kwoty, 149 500 franków – druga połowa może być umorzona w przypadku dobrego sprawowania.

Okazuje się, że Szwajcaria, podobnie jak Finlandia (do której należał poprzedni rekord wysokości mandatu drogowego) stosuje system, w którym wysokość mandatu ustalana jest w oparciu o dochody łamiącego prawo. Wspomniany wcześniej Szwajcar uzyskiwał dochody rzędu 850 000 franków rocznie i posiadał majątek w wysokości około 23 mln. Nie muszę chyba pisać, że system ‘ważenia’ kar i mandatów wysokością dochodów wydaje się mieć wiele zalet. Nie tylko w przypadku przewinień drogowych. Także w przypadku innego rodzaju zakłócania prawa (na przykład śmiecenia – zgodnie z singapurskim modelem walki z brakiem elementarnej kultury).

Przeglądnąłem sobie teksty na amerykańskich blogach i stronach internetowych poświęcone temu wydarzeniu – w komentarzach roi się od krytykowania ‘europejskiego socjalizmu’, ‘traktowania ludzi jak dojne krowy tylko dlatego, że są bardziej pracowici od innych’, ‘faworyzowania bezrobotnych i nielegalnych imigrantów’ oraz ‘zaprzeczania idei równości wobec prawa’. Zastanawiam się więc jaka będzie reakcja polskich internetowych libertarian.

Założenie, że celem mandatu czy kary jest zniechęcenie do ponownego złamania przepisów wydaje mi się rozsądne. W związku z tym mandat w wysokości 500 zł dla multimilionera za drastyczne przekroczenie prędkości zupełnie nie spełnia swojej roli. Może ją spełniać w przypadku przeciętnie zarabiającego kierowcy. ‘Zważenie’ mandatów i kar dochodami lub jakąś kombinacją dochodów i majątku wyrównuje więc ‘poziom bólu’ jak mandat zadaje winowajcy. Nie jest to także gorsze traktowanie zamożnych wobec prawa – reguły są jednakowe dla wszystkich. Po prostu wysokość mandatu ustalona jest jako odsetek rocznych dochodów.

Czytaj dalszą część »

Prawdopodobieństwo niewypłacalności a notowania CDS

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 10.08.2010 | Komentarze (2) »

Pisałem niedawno o prawdopodobieństwie niewypłacalności Polski, które na koniec drugiego kwartału wynosiło około 10% w pięcioletnim horyzoncie czasowym. Zwróciłem wtedy uwagę, że tzw. Cumulative Probability of Default wylicza się na podstawie modelu a nie bezpośrednio z cen credit default swaps. Dzieje się tak dlatego, że cena CDS dyskontuje nie tylko prawdopodobieństwo niewypłacalności ale także rozmiar niewypłacalności czyli to jaką część środków, które dłużnik winien jest posiadaczowi obligacji, wierzyciel odzyska. Ten ostatni wskaźnik nazywany jest recovery rate.

Krótko mówiąc, państwo z ceną CDS (na jego dług) na poziomie 811 punktów bazowych może mieć zupełnie różne prawdopodobieństwa niewypłacalności w zależności od zakładanej recovery rate. Doskonale ilustruje to poniższy wykres, pokazujący przykładowy rozkład CPD (na osi OX zaznaczono lata, więc pięcioletnie CPD będzie na końcu osi) dla Grecji przy różnych wartościach recovery rate. Ten wykres powinien bardzo wiele wyjaśnić.

Za Calculated Risk

Za Calculated Risk

Jeśli czytelnicy porównają ceny CDS i wartości CPD podane w poprzednim tekście na ten temat to znajdą przykłady par państw, z których jedno ma wyższy poziom CPD przy niższej cenie credit default swaps. Powstaje naturalne pytanie: jakie SA historyczne wskaźniki recovery rate?

Czytaj dalszą część »

Korporacje mają się świetnie. Co z gospodarką?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 09.08.2010 | Komentarze (13) »

Na blogu, którego ostatnio dodałem do śledzonych (już za samą nazwę mógłbym to zrobić – Department of Numbers brzmi świetnie) pojawiły się wykresy pokazujące zmianę udziału poszczególnych typów podatków w amerykańskim PKB. Co się okazało? Po pierwsze, poziom federalnego opodatkowania w USA znajduje się w tej chwili na poziomie z początku lat 50’. To by był mój komentarz w sprawie ‘pełzającego socjalizmu’ w USA. 

Po drugie, okazuje się, że ostatnim półwieczu gwałtownie spadł udział podatków korporacyjnych jako odsetek PKB. Wzrósł natomiast udział podatków od dochodów osobistych i podatków na ubezpieczenie społeczne. Nie muszę dodawać, że ten ostatni typ podatku jest wyraźnie regresywny – biedniejsi ludzie płacą większą część swoich dochodów na składkę emerytalna niż bogatsi.

Zrobiłem więc wykres udziału dochodów z CIT w PKB by skupić się na tym jednym zagadnieniu. Dane pochodzą z Tax Policy Center.

Za Tax Policy Center
Za Tax Policy Center

Być może czytelnicy zastanawiają się więc co się działo z zyskami korporacji po podatkach. Być może mniejszy udział podatków korporacyjnych w PKB to efekt mniejszego udziału zysków przedsiębiorstw w dochodzie narodowym. Nic z tych rzeczy:

Czytaj dalszą część »

Spiskowa oliwa na wierzch wypływa

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 08.08.2010 | Komentarze (93) »

Jakiś czas temu starłem się na blogu z ludźmi przekonanymi o wielkim spisku związanym ze szczepionkami na grypę H1N1. Ci ludzie, a także duża część polskiego Internetu powoływała się blog Grypa666 – ja uprzejmie dawałem do zrozumienia, że jest on prowadzony przez grupę niezbyt rozumnych ludzi z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. W weekend miałem okazji odwiedzić ten blog i przeczytać tam między innymi: Czy kiedykolwiek dotrze do szerszej opinii publicznej w Polsce stan zażydzenia naszego kraju i jego t.zw. „elity”? (…)  Obecna żałosna i skandaliczna walka o uhonorowanie krzyżem przed pałacem prezydenckim osoby, która w tym pałacu urządzała żydowskie harce w jarmułce, przy świecach menory i w towarzystwie rabinów, syjonistów i żydowskich masonów pokazuje degrengoladę i stan ogłupienia polskiego społeczeństwa (pisownia oryginalna – T.).

Wielu czytelników bloga ma do mnie pretensje za moje krytyczne podejście do stron i blogów rozpowszechniających spiskowe teorie, za moje insynuacje, że tzw. spiskowcy pod względem intelektualnym niczym nie różnią się od prymitywnych antysemitów, rasistów, fundamentalistów religijnych i antyreligijnych, że to są zwyczajni frustraci szukający kozła ofiarnego dla swoich życiowych porażek. Po raz kolejny okazuje się, że prawda jest brutalniejsza niż to co piszę o krzewicielach teorii spiskowych. To nie są moje insynuacje. Te środowiska, spiskowców, znawców szczepionek na H1N1, tropicieli oprysków chemicznych, antysemitów, antypapistów, denialistów Holocaustu, krótko mówiąc, tego całego spektrum objawów osobowości paranoicznej, często przenikają się personalnie. Trzeba być zaślepionym by tego nie dostrzegać. Nikomu nie bronię spamować Internetu doniesieniami o szczepionkach zjadających mózgi ale nie ukrywam, że dla wygody stosuję zasadę ‘jesteś nie lepszy, niż strony, które polecasz’. O ludziach karmiących się kłamliwą papką z Grypa666 zdanie już sobie wyrobiłem.

‘Piękno’ Internetu polega na tym, że gwarantuje iż prędzej czy później twórcy sieciowych treści odkryją swoje prawdziwe ‘ja’. Jeszcze kilka miesięcy temu blog Grypa666 mógł uchodzić za niezależne źródło informacji o H1N1. Teraz jest po prostu kolejnym agregatorem spiskowych teorii, w którym można przeczytać o:

  • sfałszowaniu referendum akcesyjnego
  • zamachu w Smoleńsku zorganizowanym przez CIA i Mossad
  • ‘judeocentrykach’ i masowych zbrodniach (to sam dr Piotr Bein)
  • żydowskiej plemienności’ na przykładzie afery Madoffa
  • ‘mózgożrących’ szczepionkach
  • rewizjonistycznym podejściu do serbskich zbrodni ludobójstwa
  • oszustwie Holocaustu

Powiem szczerze, gdybym kiedykolwiek powoływał się na blog Grypa666 i dr. Beina w swoich dyskusjach w Sieci lub ze znajomymi odczuwałbym teraz potrzebę przeproszenia moich rozmówców.

Czytaj dalszą część »

Epifania fiskalna

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 07.08.2010 | Komentarze (19) »

A zdarzyło się pewnego dnia, że zwolennik obniżania podatków (ZOP) spotkał na swej drodze rzewnie płaczącego byłego premiera pewnego europejskiego państwa. Zapytał więc ZOP premiera dlaczego tak płacze.

Płaczę ponieważ doprowadziłem swoje państwo do upadku – odpowiedział premier

Nie obniżałeś podatków? – zapytał ZOP

Nie, stymulowałem gospodarkę za pomocą bodźca w postaci zwiększonych wydatków budżetowych.

Ty głupcze! Dlaczego postąpiłeś tak nierozsądnie?

Cóż, moi doradcy powiedzieli mi, że za recesję odpowiada spadek zagregowanego popytu i by uratować kraj rząd powinien zwiększyć swoje wydatki. W ten sposób stworzy popyt, który pomoże gospodarce.

A skąd rząd miał wziąć pieniądze na te zwiększone wydatki? Chyba nie podwyższyłeś podatków?

Skądże znowu, i ja wiem, że miałoby to fatalne konsekwencje w czasie recesji. Bodziec fiskalny rząd finansował długiem.

Ach tak, pożyczyłeś więc pieniądze by sfinansować dodatkową konsumpcję. Dobrze rozumiem?

W rzeczy samej.

A co z tymi pożyczonymi pieniędzmi?

Płaciłem od nich odsetki.

Odsetki, które powiększały wydatki rządowe w przyszłości, tak?

W rzeczy samej.

A czy długu, który zaciągnąłeś nie musiałeś kiedyś spłacić?

Oczywiście, że musiałem.

Skąd miałbyś wziąć pieniądze na spłatę tego długu?

Planowałem podnieść podatki.

A czy zdajesz sobie sprawę nierozsądny człowieku, że podatki te zmniejszą rozporządzalne dochody społeczeństwa w przyszłości a więc obniżą konsumpcję w przyszłości? Czy nikt nie opowiedział Ci o teorii racjonalnych oczekiwań zgodnie, z którą już wtedy gdy wprowadziłeś bodziec fiskalny ludzie zrozumieli, że w przyszłości będziesz musiał podnieść podatki by spłacić zaciągnięty dług? Musieli więc dostosować swoje wydatki konsumpcyjne o oczekiwany w przyszłości spadek rozporządzalnych dochodów.

Eureka! A więc cały ten bodziec fiskalny nic nie zmienił! Cóż więc powinienem zrobić?

Obniżyć podatki!

Udał się więc zwolennik obniżania podatków do swojego domu, a w drodze ukazał się mu duch Johna Maynarda Keynesa. Zwolennik obniżania podatków wydobył z pochwy krzywą Laffera lecz ducha Keynesa powiedział:

Czytaj dalszą część »

Trzy w jednym: 07.08.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 07.08.2010 | Komentarze (35) »

Inauguruję nową serię na blogu. Trzy w jednym to wpisy, w których poruszał będę trzy interesujące, moim zdaniem naturalnie, kwestie i odsyłał czytelników do dalszej lektury. Będzie więc to jakiś byt pośredni pomiędzy tradycyjnym tekstem a serią Do przeczytania, która będzie oczywiście kontynuowana. Wszelkie uwagi w tej sprawie bardzo mile widziane.

David Stockman, dyrektor Office of Management and Budget za prezydentury Reagana opisuje cztery błędy republikańskich administracji, które doprowadziły do pogorszenia sytuacji ekonomicznej w USA. Zaczyna od odejścia od wymienialności dolara na złoto i zwraca uwagę, że pośrednio otworzyło to drogę do trwałej nierównowagi w bilansie handlowym USA. Następnie zwraca uwagę na wzrost długu publicznego, podkreślając rolę niesamofinansujących się cięć podatkowych za czasów Reagana i Busha. Trzecim błędem było pozwolenie na bezproduktywną ekspansję sektora usług finansowych. W tym przypadku zwraca uwagę na ekspansję monetarną i deregulacje. Wreszcie, Stockman podkreśla zapaść realnej gospodarki, przede wszystkim sektora produkcyjnego.

Warty zapamiętania fakt, ze tekstu Stockmana: w czasie ostatniej bańki spekulacyjnej w latach 2002-2006, 1% najbogatszych Amerykanów otrzymał 2/3 całego wzrostu dochodu narodowego w tym okresie. 90% najbiedniejszych Amerykanów otrzymało 12% ‘owoców’ ekspansji z lat 2002-2006. Doprawdy, zadziwiają mnie amerykańscy komentatorzy krytykujący rosyjski model gospodarczy za oligarchiczną strukturę gospodarki.

Wielu czytelników zastanawia się co takiego groźnego jest w deflacji. Paul Krugman stara się odpowiedzieć na to pytanie. W skrócie, deflacja jest groźna ponieważ:

  • zmniejsza skłonność do konsumpcji i inwestycji
  • pogarsza relatywną sytuację dłużników, co jest tym bardziej niebezpieczne im większy jest ogólny poziom długu
  • lepkość pensji sprawia, że bardzo trudno w deflacyjnym środowisku obniżać płace minimalne (co jest konieczne by zachować rentowność) co utrudnia działanie mechanizmów dostosowawczych w gospodarce przynajmniej do momentu, w którym bezrobocie jest na tyle wysokie, że ‘odkleja’ nominalne wynagrodzenia

    Czytaj dalszą część »

Strona 3 z 44«12345»102030...Ostatnia »