Ten tekst w całości wynika z mojej korespondencji z Dark, gościnnie komentującym na blogu jako Darkh – wszystkie wykresy są jego autorstwa. Zaczęło się od artykułu na stronie CXO Advisory, w którym pokazano przeciętne zachowanie indeksu S&P 500 w styczniu, w latach 1990-2011.
Nie pokażę jednak wykresu od CXO bo lepszy wykres zrobił Dark. Uwzględnił on trzy okresy: 1950-2010, 1990-2010 i 2011:
Wróćmy do wykresu pokazującego zachowanie S&P 500 w styczniu. Choć stopy zwrotu dla wszystkich trzech okresów są różne to we wszystkich trzech okresach występuje pewien wzorzec zachowania rynku: zwyżka na początku roku, opadanie z dołkiem w okolicach 15 sesji w miesiącu i marsz w górę do końca miesiąca.
Nie gaśnie dyskusja wokół reformy emerytalnej Tuska, Fedak, Rostowskiego i Boni. Swoją opinię o reformie wyraziłem kilka tygodni temu. Napisałem: rząd ‘majstruje’ przy ważnym systemie gospodarczym tylko i wyłącznie w celu uzyskania krótkotrwałych korzyści statystycznych, które, nie oszukujmy się, ułatwić mają rządowi prowadzenie polityki dalszego zadłużania państwa. Wszak ideą reformy jest odsunięcie w czasie dotarcia długu publicznego do progów ostrzegawczych co oznaczałoby istotne ograniczenia w kreowaniu deficytu budżetowego.
Dziś chciałbym zwięźle wyjaśnić mechanizm reformy TFRB ponieważ odnoszę wrażenie, że jego wyrafinowanie umyka uwadze większości tzw. zwykłych obywateli. Przypomnijmy, że rząd chce by 5 punktów procentowych z 7,3% składki odprowadzanej teraz do OFE trafiało do ZUS a pozostałe 2,3 punktu procentowego (pp.) do OFE. W zamian rząd (ZUS) zobowiązuję się dopłacać do emerytury z kapitału powstałego z akumulowania się tej składki, waloryzowanego, zgodnie z obietnicami rządu, w bardzo atrakcyjny dla emerytów sposób.
Rozsądny człowiek zapyta – gdzie tu korzyść dla rządu? Owszem, rząd przejmuje 5 pp. składki emerytalnej ale jednocześnie podejmuje na siebie zobowiązania w postaci konieczności wypłacania części emerytur. Jakakolwiek oszczędność może być jedynie związana z ominięciem ‘gangsterskich’ prowizji i opłat pobieranych przez OFE. Otóż nie.
Przemówiła opozycja. Konkretnie, uczynił to Jarosław Kaczyński, który powiedział: Złoty powinien trwać 10 lat – niektórzy mi tak radzili. Ja powiem – dłużej, co najmniej 20 lat.Rzeczpospolita parafrazuje dalszą część wywodu Kaczyńskiego: polska waluta powinna pełnić funkcję przynajmniej trzeciej waluty zapasowej w naszej części Europy, po euro i dolarze.
Cóż, zapasowe to jest koło w samochodzie. Waluta może być rezerwowa. Nie chciałbym zresztą wytykać tego typu pomyłek. Dużo bardziej fascynuje mnie idea złotego – waluty rezerwowej regionu. Od razu więc zapytam czytelników: czy wyobrażacie sobie by PLN mógł w okresie najbliższych 20 lat pełnić rolę waluty rezerwowej?
Na koniec 2009 roku 96,9% rezerw walutowych denominowanych było w dolarze, euro, funcie brytyjskim, jenie i franku szwajcarskim. Pozostałe 3,1% w innych walutach. Myślę, że sporą część stanowiły w tej grupie dwie inne benchmarkowe waluty: dolar australijski i dolar kanadyjski. Zdziwiłbym się gdyby choć jeden promil rezerw walutowych denominowany był w PLN.
Od jakiegoś czasu w anglojęzycznej blogosferze trwa dyskusja o tym czy okresy podwyższonej inflacji są korzystne dla posiadaczy akcji. Rozumiem, że problemem jest to czy rynki akcyjne notują wyższe realne stopy zwroty w okresach wysokiej, średniej, niskiej inflacji a może deflacji. Jest oczywistym, że inflacja sprzyja nominalnym stopom zwrotu z rynku akcyjnego – te jednak nikogo nie interesują w okresach wysokiej inflacji.
Intuicyjnie spodziewałbym się niższych stóp zwrotu przy wysokiej i rosnącej inflacji niż przy niskiej i spadającej inflacji. Dlaczego? Ogólnie znana jest korelacja rynku akcyjnego z cyklem stóp procentowych (podwyżki stóp procentowych nie są korzystne dla stóp zwrotu na rynku akcyjnym). Wysoka i rosnąca inflacja z reguły oznacza wejście w cykl podwyżek stóp procentowych – stąd mój wniosek z pierwszego zdania akapitu. Kluczowe jest oczywiście zdefiniowanie ‘wysokiej’ i ‘niskiej’ inflacji.
Na potwierdzenie tego co napisałem pokażę zestawienie, które przygotował Mark Hulbert, a które przedstawia miesięczne stopy zwrotu indeksu S&P 500 (Hulbert nie napisał jednak czy realne czy nominalne) w miesiącach, w których roczna inflacja znajdowała się określonych ramach procentowych. Zestawienie Hulberta obejmuje okres od 1871 roku do końca 2010 roku.
Za Mark Hulbert
Nie widzę tutaj wielkiego sensu sięgać aż do 1871 roku ale zestawienie Hulberta jest przydatne. Wyraźnie pokazuje, że rynki akcyjne ‘nie lubią’ wymykającej się spod kontroli inflacji natomiast nie ‘przeszkadza’ inwestorom inflacja na poziomie 2% do 4%, wręcz przeciwnie.
Być pomocny w zrozumieniu wpływu inflacji na stopy zwrotów na rynku akcyjnym okaże się ten spory wykres indeksu S&P 500 w wersji realnej i nominalnej:
Rynek akcyjny w Egipcie jest dzisiaj zamknięty. Handel wstrzymany będzie także jutro. W poprzednim tygodniu doszło na giełdzie w Kairze do gwałtownych spadków (około 20% w kilka dni). Zdecydowanie wzrosły ceny CDS na egipskie obligacje i egipski dług stał się w ocenie rynku bardziej niebezpieczny od irackiego.
Za Bespoke
Najwyraźniej wydarzenia w Egipcie przypomniały inwestorom, że inwestowanie na rynkach wschodzących wiąże się z wyższym niż w rozwiniętych gospodarkach ryzykiem destabilizacji sytuacji politycznej. To z kolei zwróciło uwagę inwestorów na samą kwestię ryzyka w globalnej gospodarce i globalnym ożywieniu.
Kolejna wielka afera związana z sekurytyzacją kredytów hipotecznych. Tym razem oskarżonymi są maklerzy przejętego na wiosnę 2008 roku przez JP Morgan banku inwestycyjnego Bear Stearns. To co wyłania się z treści oskarżenia to ordynarne oszustwo polegające na tym, że pracownicy BS najpierw sprzedawali inwestorom produkty oparte na kredytach hipotecznych(na przykład obligacje strukturyzowane) a następnie zmuszali banki, od których pochodziły kredyty hipoteczne, z których utworzono papiery wartościowe do odkupienia kredytów, które nie były obsługiwane już we wczesnych okresie po ich uruchomieniu. Banki miały oczywiście prawny obowiązek odkupić te kredyty ale pieniądze powinny trafić do inwestorów posiadających oparte na nich produkty. Tymczasem Bear Stearns zatrzymywał pieniądze dla siebie. Niewiarygodne, że mimo takich przekrętów Bear Stearns był pierwszą dużą ofiarą kryzysu.
Ostatnie wydarzenia w Egipcie skłoniły mnie do ponownego zaglądnięcia do raportu analitycznego banku Nomura z września 2010 roku zatytułowanego The coming surge in food proces. Analitycy Nomura skonstruowali indeks podatności na szoki żywnościowe (Nomura Food Vulnerability Index), który składa się z trzech komponentów:
dochodu narodowego per capita
udziału wydatków na żywność w wydatkach gospodarstw domowych
udziału eksportu żywności netto w PKB
Tak wygląda pierwsza trzydziestka państw najbardziej podatnych na szoki żywnościowe, czyli wzrost cen żywności:
Nie wiem czy to zdjęcie z lokalnej amerykańskiej gazety (Roanoke Times) z 2004 roku dotarło do polskojęzycznego Internetu ale przesłanie jakie niesie jest zbyt ważne by je zignorować. Podpis pod zdjęciem informuje, że 35-letnia mieszkanka Bullitt Avenue martwi się o wpływ hałasu generowanego przez roboty drogowe na zdrowie jej nienarodzonego dziecka:
Nie wiem na ile popularne jest wśród ludzi przekonanie, że zdolni (mądrzy, inteligentni) ludzie powinno sobie dobrze radzić na rynkach kapitałowych. Opinie takie wygłasza kilku czytelników bloga i dlatego chciałem zwrócić uwagę czytelników na interesujący wykres z najnowszego Quarterly Letter GMO, a więc J. Granthama.
Wykres przedstawia przebieg giełdowych inwestycji pewnego człowieka. Nazwałem go Mr. X:
Za GMO
Co byście o nim powiedzieli? Czy uważalibyście, że ma coś wartościowego do powiedzenia w kwestii polityki monetarnej? Czy opisalibyście go jako człowieka obdarzonego wyjątkowym intelektem?
Czy pierwsza litera naszego nazwiska wpływa na sposób podejmowania przez nas decyzji? Naukowcy uważają, że istnieje ‘efekt nazwiska’ polegający na tym, że osoby, których nazwiska rozpoczynają się na literę z końca alfabetu dużo szybciej reagują na okazję do kupna niż osoby, których nazwiska zaczyna się na literę z początku alfabetu. To efekt tyranii porządku alfabetycznego w dzieciństwie i młodości.
WSJ przeprowadził wywiad z dwoma byłyby urzędnikami odpowiedzialnymi za zwalczanie insider tradingu. Dyskutują oni między innymi o tym czy używanie podsłuchów i innych metod kojarzonych do tej pory ze zwalczaniem zorganizowanej przestępczości pomoże agencjom regulacyjnym w wykrywaniu i doprowadzaniu do skazania za insider trading.
Interesująca dyskusja o efektach brytyjskiego kolonializmu.Funkcjonuje w naukach politycznych i ekonomii rozwoju teoria głosząca, że ze względu na pewne instytucjonalne właściwości brytyjskiego kolonializmu państwa wyrosłe z brytyjskich kolonii radzą sobie lepiej niż państw powstałe z wyzwolonych kolonii francuskich. Ostatnie badania naukowe kwestionują ‘dobroczynne’ skutki brytyjskiego kolonializmu.
Czy świat bez gotówki jest możliwy? Z projektem wycofania z obiegu fizycznego pieniądza do tej pory wiązał się problem mikropłatności, osławionej staruszki sprzedającej marchewkę na bazarze. Być może rozwiązaniem jest Square –niewielka nakładka na telefon komórkowy, która zamienia go w terminal do obsługi kart płatniczych. Diabeł tkwi pewnie w kosztach.
To już trochę stara informacja ale z rozmów ze znajomymi wiem, że niewielu zdaje sobie sprawę jak skończyła się sprawa ‘dzielnego’ piekarza ‘prześladowanego’ przez Urząd Skarbowy za działalność charytatywną. Trzeba przyznać, że Pan Gronowski potrafił wykorzystać media w obronie swoich księgowych przekrętów – no chyba, że ktoś wierzy, że w piekarni Gronowskiego rozsypywało się 20 ton mąki rocznie. Cytuję Kamila Kosińskiego: Co do przekazywania pieczywa na cele charytatywne, to rzeczywiście część kary wynikała z nienaliczenia podatku od tych darowizn. Takie były bowiem przepisy w roku 2003, którego dotyczyła kontrola skarbowa (potem zostały zmienione). Warto jednak zauważyć, że była to część relatywnie niewielka. Zaledwie 6 proc. ogółu kary. Pozostałe 94 proc. wynikało z machlojek księgowych piekarza.
Niezwykle zdolni naukowcy poświęcili sporo czasu na stworzenie super-nowoczesnej wyszukiwarki. Wykorzystali ją by znaleźć najnudniejszy dzień w XX wieku. 11 kwietnia 1954 roku. Wybory w Belgii, śmierć angielskiego piłkarza i narodziny tureckiego naukowca. Nudy.
A na deser, 10 stuleci w pięć minut czyli fascynująca wizualizacja zmian europejskich granic w ostatnim tysiącleciu:
Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności
więcej »