Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Kryzys finansowy na dużych ekranach

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 24.03.2011 | Komentarze (22) »

Obejrzałem wczoraj Inside Job, nagrodzony Oskarem dokument Charlesa Fergusona o przyczynach i przebiegu ostatniego kryzysu finansowego. Film trwa około dwóch godzin. Jego narratorem jest Matt Damon. Akcja filmu, jak na dokument, toczy się w przyzwoitym tempie. Nie będę pisał o tym, że Inside Job spłyca problem bo jest to kwestia oczywista dla każdego kto zdaje sobie sprawę, że ostatni kryzys omówić można w kilkusetstronicowej monografii a nie w kilkudziesięciu minutach wywiadów (warto je obejrzeć by zobaczyć jak wyglądają wywiady nie przeprowadzane na kolanach).

Myślę, że nie wszystkim punkt widzenia Fergusona przypadnie do gustu. Pomija on zupełnie monetarne przyczyny kryzysu (niskie stopy procentowe) choć nie pozostawia złudzeń co do odpowiedzialności Greenspana i Bernanke (wypowiedź Bernanke z 2005 roku o tym, że powszechny, obejmujący całe USA, spadek cen nieruchomości jest zupełnie nieprawdopodobny to jedna z lepszych scen filmu) za kryzys.

Bardzo pobieżnie traktuje kwestię polityki rządowej prowadzącej do wzrostu nierówności dochodowych i majątkowych w USA i neutralizowanie tych nierówności poprzez wspomaganie konsumpcji klasy średniej i klasy niższej za pomocą taniego kredytu. Zupełnie pomija politykę tworzenia społeczeństwa posiadaczy (ownership society), która przyczyniła się do stworzenia bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości.

Czytaj dalszą część »

Jeśli robić interesy to tylko z Pentagonem

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Świat dnia 23.03.2011 | Komentarze (31) »

Jest coś niepokojącego w fakcie, że najlepsze artykuły z dziedziny dziennikarstwa śledczego przychodzi mnie znajdować w ostatnim czasie w Vanity Fair, Rolling Stone… oraz Playboyu. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na dwa teksty, które pokazują kulisy robienia biznesu z amerykańskim wywiadem i amerykańską armią.

Artykuł w Rolling Stone powala z nóg na tak wielu poziomach, że na dobrą sprawę nie wiem od czego zacząć. Proszę sobie wyobrazić, że w 2007 roku warty około 300 mln USD (850 mln złotych) kontrakt na dostawę sprzętu militarnego, głównie amunicji, dla całej afgańskiej armii wygrała firma założona trzy la wcześniej, przez uzależnionego od narkotyków, dwudziestojednoletniego mieszkańca Florydy. To jest właśnie amerykański sen!

Dwudziestojednoletni Efraim Diveroli po wyrzuceniu z liceum zaczął pomagać swojemu wujkowi, który dostarczał uzbrojenie dla amerykańskiej policji. Po rozstaniu z wujkiem, w 2004 roku, wieku 18 lat założył swoją firmę. Skoncentrował się na zdobywaniu kontraktów publikowanych na oficjalnych stronach rządowych. Przydały się biznesowe kontakty ojca – Diveroli otrzymał finansowanie od producenta broni automatycznej z Utah.

W 2005 roku do firmy dołączył, wtedy 23-letni David Packouz, który miał za sobą krótki epizod na Uniwersity of Florida, pracował jako masażysta i marzył o karierze muzycznej.

W styczniu 2007 roku, młodzi przedsiębiorcy wygrali ogłoszony latem 2006 roku przetarg na dostawę amunicji dla afgańskiej armii. Zaproponowali 298 mln USD, o około 50 mln USD mniej niż kolejny oferent z najniższą ceną. Co ciekawe, Diveroli planował uzyskać na tym kontrakcie około 10% zysku netto – jako pośrednik pomiędzy producentami a Pentagonem. Później okazało się, że Diveroli był w stanie wycisnąć z kontraktu 25% zysku. To oznacza, że postali oferenci, którzy ‘siedzieli w branży’ od lat celowali w około 40% zysk.

W czasie, w którym Diveroli i Packouz wygrywali wart 300 mln USD kontrakt nie zatrudniali nawet księgowej. W firmie, poza dwoma młodzieńcami, pracowała jeszcze sekretarka. Niestety, w końcu młodzi biznesmeni popełnili błąd – dostarczyli do Afganistanu chińską amunicję objętą amerykańskim embargiem. Resztę historii przeczytacie w Rolling Stone.

Wartość kontraktów militarnych, które realizowali na zlecenie amerykańskiej armii prywatni przedsiębiorcy zwiększyła się ze 145 mld USD w 2001 roku do 390 mld USD w 2008 roku. Powyższa historia pokazuję skalę potencjalnego marnotrawstwa, które ma miejsce w styku armii i biznesu. Przykład dwóch młodych przedsiębiorców pokazuje także, że ludzie, którzy nie wiedzą, że czegoś nie można zrobić czasem to robią. Ilu z nas wystartowałoby do wartego 300 mln USD kontraktu z laptopem i skrętem?

Czytaj dalszą część »

Ćwierć miliona dzieci ‘wystrzelali’ Amerykanie i Brytyjczycy w sobotę

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Świat dnia 22.03.2011 | Komentarze (56) »

Uwaga: poniższy tekst jest przykładem populistycznej propagandy, której jedynym celem jest zainspirowanie czytelników by spojrzeli na otaczający ich świat z innej perspektywy.

W sobotę, 19 marca 2011 roku, rządy USA i UK  przeznaczyły około 82 mln USD na umożliwienie amerykańskim i brytyjskim żołnierzom zaatakowanie około 20 instalacji militarnych w Libii rakietami Tomahawk. Koszt jednej to około 0,75 mln USD (0,57 mln USD w 1999 roku, uwzględniłem inflację) wystrzelono co najmniej 110 rakiet.

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że koszt kompleksowych szczepień dzieci w państwach rozwijających się wynosi około 300 USD na każde uratowanie życie. To dałoby około 273 000 uratowanych istnień ludzkich za koszt tylko i wyłącznie rakiet  Tomahawk użytych, tylko i wyłącznie przez USA i UK, tylko w jednym dniu akcji zbrojnej skierowanej przeciwko Libii. Koszt zwalczania gruźlicy w państwach rozwijających się to od 5 do 50 USD za jedno uratowane życie.

Już po napisaniu tekstu okazało się, że w Libii rozbił się amerykański myśliwiec F-15E Eagle. W 1998 roku myśliwiec kosztował 31 mln USD (z uwzględnieniem inflacji 42 mln USD).

Czytaj dalszą część »

Czy decyzje finansowe są zapisane w genach?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 21.03.2011 | Komentarze (6) »

Zastanawiam się, jaki jest Wasz stosunek do rosnącego zbioru badań, których rezultaty sugerują, że duża część naszych postaw życiowych, w tym decyzji finansowych i inwestycyjnych, uwarunkowana jest genetycznie. Fundament tej dyskusji położyły badania finansowych zachowań bliźniaków jednojajowych i dwujajowych, z których wynika, że czynniki genetyczne mogą odpowiadać za 20%-30% zróżnicowania w:

  • wykazywanych eksperymentalnie preferencjach co do poziomu ryzyka
  • udziale ryzykownych aktywów w realnych indywidualnych portfelach inwestycyjnych
  • skłonności do oszczędzania

Kluczowe znaczenie mogą mieć geny determinujące gospodarkę dwoma ważnymi neuroprzekaźnikami: dopaminą i serotoniną. Camelia Kuhnen, Gregory Samanez-Larkin i  Brian Knutson wykazali, że wariant genu odpowiedzialnego za transport serotoniny może wpływać na profil preferowanego ryzyka finansowego, co więcej, zasugerowali w jakim procesie ujawnia się to oddziaływanie.

Uczestnikami badania było około 60 (niewielka liczba uczestników, jak przyznają autorzy, jest dużym ograniczeniem badania) mieszkańców okolic San Francisco (50% kobiety, średnia wieku 54) o zbliżonym profilu demograficznym, edukacyjnym, majątkowym i intelektualnym. Część z uczestników posiadał krótką wersję genu 5-HTTLPR, a część długą. Co się okazało?

Osoby, z krótką wersją genu, w porównaniu do osób z długą wersją genu:

  • alokowali przeciętnie 24% mniej aktywów na rynku akcyjnym i posiadali przeciętnie o 26% więcej gotówki w realnych, indywidualnych portfelach inwestycyjnych
  • posiadali o 13 mniej linii kredytowych
  • posiadali ranking kredytowy FICO o 93 punkty wyższy
  • wykazali mniejszą skłonność do samodzielnego podejmowania decyzji inwestycyjnych
  • bardziej pesymistycznie oceniali swój status majątkowy i społeczny

Krótko mówiąc, posiadacze krótkiej wersji genu 5-HTTLRP wykazywali większą awersję do ryzyka i większą skłonność do unikania złożonych rozwiązań finansowych.

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 20.03.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo, Świat dnia 20.03.2011 | Komentarze (18) »

Porcja linków na niedzielę:

Na naukowców zawsze można liczyć. Alessandro Bucciol, Daniel Houser i Marco Piovesan wykazali, że używanie siły woli do odłożenia konsumpcji przyjemności negatywnie wpływa na produktywność. W eksperymencie, grupa uczestników została poproszona o odparcie przez 10 minut pokusy przyłączenia się do innych uczestników oglądających zabawny film video. Powstrzymywanie się przed konsumpcją przyjemności obniżyło efektywność uczestników w kolejnych zadaniach. Być może więc, sprawdzenie konta na Facebooku w czasie pracy nie wyrządza większej szkody produktywności pracownika niż całodzienne walczenie z tą pokusą.

Trwające wiele dekad studia nad długowiecznością ujawniły wiele interesujących czynników sprzyjających długiemu życiu. Wiele z nich zaprzecza powszechnie przyjętym poglądom. Na przykład lekko podwyższony poziom neurotyczności może być bardziej korzystny dla długiego życia niż niepoprawny optymizm. Dlaczego? Skrupulatni, twardo stąpający po ziemi ludzie bardziej sumiennie dbają o swoje zdrowie.

Kontrowersyjne ale interesujące. Czy poziom odszkodowań wypłaconym rodzinom ofiar katastrofy w Smoleńsku zdefiniuje stawki odszkodowań dla ofiar innych wypadków? Czy powinien? Co o tym myślicie?

Prezentacja z The Economist przedstawiające poziom partycypacji kobiet w życiu politycznym i gospodarczym w poszczególnych państwach. Niektóre dane są fascynujące. W Chinach i w Rumunii kobiety stanowią ponad 60% studentów szkół biznesowych. W Wietnamie, Tajlandii, Ukrainie, Tajwanie, Rosji i w Polsce wskaźnik ten przekracza 50%.

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 19.03.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo, Świat dnia 19.03.2011 | Komentarze (17) »

Porcja linków na sobotę:

Interesujący tekst o kryzysie politycznym w Bahrajnie, który co by nie mówić jest ilustracją podwójnych standardów USA w kontekście łamania praw człowieka. W artykule Marc Lynch ostrzega przed sprowadzanie konfliktu w Bahrajnie do walki szyitów z sunnitami i zachęca do dostrzeżenia ekonomicznych i politycznych wymiaru kryzysu. To o tyle istotne, że Bahrajn ze względu na rolę centrum finansowego i bliskość roponośnych regionów Arabii Saudyjskiej jest istotny dla stabilności regionu Zatoki Perskiej.

Jak wygrać z barem sałatkowym? Zabawny tekst w NYT o optymalnej strategii kupowania żywności w modelu ‘za kilogram jedzenia’.

W kategorii najgłupszego tytułu artykułu o tematyce finansowej Bloomberg postawił poprzeczkę bardzo wysoko:

Yen headline

Cały artykuł, z poprawionym tytułem, możecie przeczytać tutaj.

Poznajcie nowe słowo ‘astroturfing’. Wikipedia definiuje astoturfing jako anglojęzyczny eufemizm służący do nazwania pozornie spontanicznych, obywatelskich organizacji czy inicjatyw podejmowanych w celu wyrażenia poparcia lub sprzeciwu dla jakiejś idei, polityka, usługi, produktu czy wydarzenia. Kampania tego typu ma sprawiać wrażenie niezależnej reakcji społecznej, podczas gdy rzeczywista tożsamość jej inicjatora i jego intencje pozostają ukryte. Astroturfing diametralnie zmieni Internet w najbliższych kilku latach. Dlaczego? Cóż, nikt nie jest w stanie wygrać z programami komputerowymi gotowymi wygenerować w minutę tysiące ‘autentycznych’ głosów poparcia lub sprzeciwu na setkach forów internetowych. Głosów ludzie posiadających swoją historię, blogi, konta na serwisach internetowych. Pisałem niedawno o potrzebie krytycznego podejścia do informacji znajdowanych w Internecie i o zatrważającym braku zdolności do przejawiania takiej postawy wśród spółczesnych ludzi. Z generowanym przez programy komputerowe astroturfingiem Internet, poza strzeżonymi, prywatnymi forami stanie się śmietniskiem pomysłu działów marketingowych i PR.

Interesujący tekst o tym dlaczego w Japonii po klęskach naturalnych nie ma zjawiska powszechnego szabrownictwa. Napisałem powszechnego, ponieważ takie zdarzenia w Japonii mają miejsce. W języku japońskim, wbrew prasowym doniesieniom, jest też słowo, które można przetłumaczyć na ‘szabrować’.

Czytaj dalszą część »

Globalne skutki japońskiej katastrofy: energetyka atomowa

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 18.03.2011 | Komentarze (18) »

Japońskie katastrofy (kolejno: trzęsienie ziemi, tsunami i awaria w elektrowni atomowej Fukushima), poza wpływem na poziom japońskiej i globalnej wytwórczości, najprawdopodobniej odcisną swoje piętno na trzech segmentach globalnej gospodarki.

Po pierwsze, japońskie katastrofy zmuszą korporacje do przemyślenia strategii łańcucha dostaw w produkcji przemysłowej, przede wszystkim strategii zarządzania dostawami ‘just in time’. Japońskie katastrofy pokazały wpływ wydarzeń o niskim prawdopodobieństwie i ogromnych skutkach (HILPE – high impact, low probability event) na bezpieczeństwo i stabilność produkcji opartej na zglobalizowanych systemie poddostawców.

Po drugie, konieczność poniesienia kosztów związanych z katastrofami (wypłatą odszkodowań) oraz odbudową i rekonstrukcją może diametralnie zmienić kierunek przepływów pieniężnych pomiędzy Japonią i resztą świata. Obserwowane po trzęsieniu ziemi umocnienie jena może być zapowiedzią procesu wycofywania się Japonii z pozycji dostawcy kapitału na globalne rynki.

Po trzecie, będąca następstwem katastrofy naturalnej awaria w elektrowni atomowej Fukushima może w najbliższych latach zdeterminować kształt polityki energetycznej w wielu państwach. Biorąc pod uwagę, że sektor energetyczny, w związku z napięciami na rynku ropy naftowej oraz dążeniem do ograniczenia emisji CO2, przygotowywał się do poważnych zmian, których integralną częścią miał być renesans energetyki atomowej, skutki awarii w Fukushima mogą być bardzo istotne dla globalnej gospodarki.

Czytaj dalszą część »

Dlaczego proste decyzje są tak trudne?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 17.03.2011 | Komentarze (10) »

Niedawno zwróciłem uwagę na badania, które pokazały, że oceniając rzetelność informacji znalezionych w Sieci, ludzie często utożsamiają ilość informacji z ich wiarygodnością. Okazuje się, że podobny mechanizm może zachodzić w przypadku podejmowania decyzji.

Aner Sela i Jonah Berger skunstruowali i opisali w artykule Decision Quicksand: When Trivial Choices Suck Us In trzy eksperymenty, które pokazują, że ludzie używają subiektywnego odczucie trudności wyboru jako wskazówkę co do tego jak dużo czasu i wysiłku należy poświęcić na podjęcie danej decyzji. W konsekwencji, jeśli z jakiś powodów, nawet trywialnych, decyzja wydaje się skomplikowana, ludzie odnoszą wrażenie, że decyzja jest także istotna, ważna i zwiększają czas i wysiłek poświęcony na jej podjęcie. Co więcej, im większa jest różnica pomiędzy oczekiwaną trudnością decyzji a rzeczywistą trudnością tym większy jest efekt wzrostu odczuwanej ważności decyzji, a więc wzrost nakładów ponoszonych na jej podjęcie.

Ludzie spodziewają się, że nieistotne decyzje będą łatwe a ważne decyzje będą trudne. Opisany więc efekt ‘rozbieżności’ zachodzi najczęściej w przypadku łatwych decyzji ponieważ  ważne decyzje z reguły nie są trudniejsze niż wyobrażaliśmy sobie, że są.

Prosty przykład. Przygotowujemy się z kobietą do wyjścia na przyjęcie. Załóżmy, że skończyła się jej ulubiona szminka. Ma dokończyć makijaż więc to mężczyzna wychodzi do drogerii na zakupy. W drogerii nie ma jednak ulubionego modelu. Trzeba więc wybrać inny. Decyzja wydaje się banalna, w końcu to tylko szminka, dopóki nie ogarnie się tych kilku metrów sklepowej półki zajętych najprzeróżniejszymi szminkami, kilkunastu marek w kilkudziesięciu odcieniach czerwieni. Każda z nich ma inną miękkość, ilość substancji nawilżających, trwałość i odporność. Do tego część z nich jest hypoalergiczna, część organiczna a część nie była testowana na zwierzętach. Część z nich sprzedawana jest w zestawach z innymi kosmetykami, część jest w promocji a dwie oferują udział w konkursie, w którym można wygrać wycieczkę na Seszele lub opłacone zakupy w Paryżu.

Błahe decyzje mogą się wydawać trudne z wielu błahych powodów:

  • możemy mieć do czynienia z nadmiarem informacji
  • informacje mogą być niezbyt klarowne
  • deprymować może nas ogromny wybór
  • możemy utknąć przy skomplikowanych alternatywach (lekki laptop czy długo działające baterie)

    Czytaj dalszą część »

Japońska katastrofa naturalna odsłania meandry PKB

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 16.03.2011 | Komentarze (120) »

Z PKB jest zapewne jak z demokracją. Produkt Krajowy Brutto to bardzo niedoskonały sposób mierzenia rozwoju gospodarczego. Do tej pory nie wdrożono jednak lepszego narzędzia.

Pewne anomalnie związane z konstrukcją PKB odsłania katastrofa w Japonii (kolejno: trzęsienie ziemi, tsunami i awaria w elektrowni atomowej Fukushima). Problem nie tkwi w tym, że PKB się nie sprawdza. PKB bardzo dobrze sobie radzi z mierzeniem całkowitej wartości dóbr i usług wytworzonych na danym terytorium w danym czasie. Zmiana PKB dobrze oddaje zmianę całkowitej wartości wytworzonych dóbr i usług. Kłopoty mogą się zacząć wtedy gdy na podstawie zmiany PKB zechce się oceniać zmianę stanu gospodarki.

Zadajmy podstawowe pytanie: czy zniszczenia spowodowane przez trzęsienie ziemi i tsunami wpłyną BEZPOŚREDNIO  na wartość japońskiego PKB? Otóż, na tak postawione pytanie odpowiedź może być brzmieć ‘nie’. Katastrofy naturalne nie niszczą bezpośrednio wytwórczości. Niszczą środki trwałe oraz (przepraszam za wyrażenie ale inaczej nie mogę tego napisać) kapitał ludzki. Tak więc wpływ katastrof naturalnych na poziom PKB jest pośredni. Zniszczone środki trwałe i utracony kapitał ludzki, jeśli nie zostaną zastąpione, nie będą wytwarzać dóbr i usług co obniży poziom PKB.

Dlatego obecnie analitycy zwracają uwagę na dwa główne kanały, którymi japońskie katastrofy obniżą wartość japońskiego PKB. Awaria w elektrowni Fukushima oraz wstrzymanie produkcji w innych elektrowniach znacznie zredukowały ilość mocy dostępnej w japońskiej sieci elektrycznej co spowodowało wymuszone i dobrowolne przerwy w produkcji. Chiwoong Lee i Naohiko Baba z Goldman Sachs oceniają, że jeśli niedobry energii elektrycznej utrzymają się do końca kwietnia to wzrost japońskiego PKB będzie niższy o 0,5 punktu procentowego od scenariusza bazowego na 2011 rok. Jeśli niedobory utrzymają się do końca czerwca to obniżą wzrost japońskiego PKB o 0,8 pp. w 2011 roku.

Drugim problemem są zakłócenia w łańcuchu produkcyjnym spowodowane albo paraliżem transportu albo wyeliminowaniem kluczowych poddostawców. Region, najmocniej dotknięty przez trzęsienie ziemi i tsunami odpowiada za produkcję tylko 2% wytwarzanych w Japonii dóbr i usług. Brak dostaw kluczowych podzespołów produkowanych w tym regionie może jednak zagrozić trwałości produkcji w innych częściach Japonii.

Oczywiście, pozostają jeszcze ‘tradycyjne’ skutki katastrof naturalnych. Zaburzenia w konsumpcji, spadek produktywności (wielu pracowników nie może dotrzeć do pracy) i wpływ tych wydarzeń na nastroje konsumentów i przedsiębiorców.

Z ekonomicznego punktu widzenia, trzęsienie ziemi i tsunami może też ‘dodać’ do japońskiego PKB. Jak to możliwe? Otóż, z całą pewnością rząd Japonii wdroży gigantyczną akcję odbudowywania zniszczonej infrastruktury, zasobów mieszkaniowych, etc. Wszystkie wytworzone w ramach usuwania zniszczeń i odbudowy zniszczonych terenów dobra i usługi zostaną zaliczone do japońskiego PKB. Akcja rekonstrukcji będzie więc gigantycznym bodźcem budżetowym.

Podam prosty przykład. Załóżmy, że tsunami zniszczyło 30 kilometrowy odcinek autostrady. Wartość tego ‘utraconego’ odcinka nie obniży japońskiego PKB w I kw. 2011, nie zostanie on odpisany. Ale, jeśli w drugim kwartale japoński rząd weźmie kredyt i zleci budowę tego odcinka drogi to PKB za II kw. 2011 powiększy się o wartość wykonanych prac.

Czytaj dalszą część »

Największe miasta w historii

Opublikowane przez Trystero w kategorii Świat dnia 15.03.2011 | Komentarze (30) »

Tym razem chciałem pokazać pewną ciekawostkę, którą śmiało można zakwalifikować jako alternatywne spojrzenie na nagły rozwój Cywilizacji Europejskiej. Matt T. Rosenberg przybliżył na swoim blogu pracę Tertiusa Chandlera pod tytułem: Four Thousand Years of Urban Growth: An Historical Census. Rosenberg na podstawie tej pracy stworzył listę największych aglomeracji miejskich w roku 100, 1000, 1500, 1800, 1900 i 1950. Zebrałem to wszystko w jednym pliku graficznym:

Za Matt Rosenberg

Za Matt Rosenberg

Tym co zwróciło moją uwagę jest fakt, że z historycznego punktu widzenia miasta równie gwałtownie i często ‘kurczą się’ co rozwijają się. W czasach nam współczesnych zetknęliśmy się z kontrolowanym ‘upadkiem’ miast przemysłowych, który następuje wraz z utratą konkurencyjności sektora przemysłu, na którym oparła się aglomeracja. Te procesy są jednak stosunkowo łagodne w porównaniu z historycznymi wzrostami i upadkami miast. Być może jest to efekt bardziej stabilnego otoczenia makroekonomicznego i geopolitycznego. W końcu miasta po prostu dostosowują swoją wielkość do funkcji, które muszą spełniać w określonej rzeczywistości polityczno-gospodarczej.

A tak wygląda pierwsza 20 największych aglomeracji miejskich w 2010 roku. Przyznam szczerze, że obecności Manili i Buenos Aires na tej liście nigdy bym się nie domyślił.

Za Matt Rosenberg

Za Matt Rosenberg

Może znacie podobne listy ‘naj’?

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player