Bespoke przedstawia stopy zwrotu najważniejszych klas aktywów (przez inwestujące w nie ETF) w I kwartale 2011 roku. ETF inwestujący w srebro otwiera listę z 22% zyskiem.
Za Bespoke
Ile warty jest policjant drogówki? Greg DeAngelo i Benjamin Hansen wykorzystali naturalny eksperyment (w 2003 roku w Oregonie z powodów budżetowych zredukowano o 35% liczbę stanowych patroli na autostradach) by policzyć wpływ redukcji zatrudnienia w policji drogowej na statystyki wypadków. Co się okazało? Jeden procent redukcji w zatrudnieniu, po uwzględnieniu innych czynników, odpowiadał wzrostowi ofiar śmiertelnych o 0,32% i wzrostowi poważnych obrażeń o 0,23%. Autorzy badań obliczyli, że finansowanie jednego etatu policji drogowej kosztuje około 320 000 USD za ocalone życie. O badaniu przeczytałem na blogu Freakonomics.
To jest prawdziwa gratka dla każdego miłośnika nauki i tępiciela teorii spiskowych. Istnieje naukowy dowód na obecność człowieka na Księżycu. Jest nim specjalne lustro pozostawione na księżycu przez załogę Apollo 11 w 1969 roku. Lustro odbija promienie lasera wysyłane z Ziemi.
Czego można się dowiedzieć o efektywności kapitalizmu korporacyjnego z analizy flot firmowych odrzutowców? Otóż, okazuje się, że korporacje kontrolowane przez fundusze private equity mają flotę służbowych samolotów o 40% mniejszą (ważoną wielkością firmy oczywiście) od korporacji kontrolowanych przez wielu rozproszonych akcjonariuszy na rynku publicznym. Co ciekawe, gdy korporacja jest ‘ściągana’ z rynku publicznego przez tzw. wykup lewarowany (leveraged buyout) to jej flota samolotów przechodzi ‘kurację odchudzającą’.Fascynujące badania.
Na zwyżkujące ceny bawełny amerykańscy rolnicy odpowiedzieli zwiększeniem areału uprawy tej rośliny. A to oznacza problemy podażowe na rynku roślin konkurujących z bawełną o areał uprawny. New York Times o boomie na rynku bawełny.
Uwe Reinhardt w fenomenalnym tekście pokazuje, że prywatne systemy ubezpieczeń finansowane przez pracodawców, w gruncie rzeczy są przykładem tego samego socjalizowania ryzyka (wrzucania indywidualnego ryzyka do wspólnej puli i wyciągania z tego średniej, która ustala składkę dla wszystkich pracowników) co systemu publiczne. Co więcej, oddelegowani do zajmowania się ubezpieczeniami pracownicy działu personalnego w korporacjach podejmują dokładnie te same decyzje, nad głowami ubezpieczonych, co urzędnicy publicznych agencji.
Ranking dwudziestu największych ‘potęg naukowych’ z ostatnich dziesięciu lat, z wszystkich dziedzin nauki, sporządzony na podstawie ilości opublikowanych artykułów naukowych i cytowań. Polska, być może nieoczekiwanie dla niektórych czytelników, znajduje się na 19 miejscu. Za Tajwanem a przed Turcją. Proszę zwrócić uwagę, że na liście brakuje wielu wschodzących potęg gospodarczych takich jak Meksyk, Indonezja czy Tajlandia, a więc państw dysponujących istotną siłą demograficzną.
W poprzednim tekście zwróciłem uwagę na fakt, że przeciętne stopy zwrotu w ostatnich sesjach kwartałów są na indeksach WIG i WIG20 ujemne lub bliskie zeru. Efekt ten dotyczy nawet ostatniej sesji w roku.
Podobną analizę można sporządzić dla mWIG i sWIG. W okresie objętym badaniem (2000-2011), przeciętna dzienna zmiana mWIG to około 0,035% a sWIG to 0,07%:
Wyraźnie więc widać, że jeśli strojenie okienek ma się odbywać na ostatniej sesji kwartałów to zjawisko to na polskim rynku akcyjnym nie jest powszechne. Nie dotyczy całego rynku, co najwyżej poszczególnych spółek.
Być może część z Was zadała sobie pytanie czy strojenie okienek na warszawskiej giełdzie nie odbywa się wcześniej. Nie na ostatniej sesję kwartału ale na kilku ostatnich sesjach. Sprawdziłem to:
Strojenie okienek czyli windows dressing definiuje się jako podciąganie kursów giełdowych pod koniec okresów rozliczeniowych. W proceder ten mają się angażować fundusze inwestycyjne w celu poprawy wyników inwestycyjnych. Efektem ubocznym strojenia okienek ma być nadzwyczajnie mocne zachowanie rynku pod koniec kwartałów.
Do napisania tego tekstu skłoniło mnie kilkukrotne wspomnienie windows dressing w dzisiejszym porannym programie TVN CNBC. Prowadzący program oraz goście kilka razy zwracali uwagę, że ze względu na koniec kwartału inwestorzy mogą się spodziewać pozytywnej sesji na rynku.
Zdaję sobie sprawę, że telewizyjni dziennikarze finansowi więcej czasu spędzają w salonie kosmetycznym niż na lekturze publikacji finansowych dlatego nie spodziewam się, że ten tekst zmieni tematy rozmów w TVN CNBC w ostatnie sesje kwartałów. Myślę jednak, że może się przydać indywidualnym inwestorom.
Poniższy wykres pokazuje przeciętne stopy zwrotu w ostatnie sesje poszczególnych miesięcy (najpierw są ostatnie sesje kwartałów) indeksów WIG i WIG 20. Obejmuje okres od początku 2000 roku. W tym okresie, przeciętna dzienna zmiana WIG20 to około 0,03% a WIG to 0,045%. Średnia OSK to średnia z ostatnich sesji kwartałów (a więc ostatnich sesji marca, czerwca, września i grudnia). Średnia OSM to średnia z wszystkich ostatnich sesji miesiąca. Średnia OSMbOSK to średnia z ostatnich sesji ośmiu miesięcy, które nie są ostatnimi sesjami kwartałów:
John “Scott” Clark, od 2006 roku pozyskał 47 mln USD od około 120 inwestorów, którym obiecywał roczne stopy zwrotu na poziomie 80%! Clark ‘rekrutował jeleni’ wśród swoich przyjaciół i rodziny. Ci opowiadali o wielkich zyskach swoim znajomym i przyciągali kolejnych klientów. Clark zatrudniał też sprzedawców. Jeden z nich w okresie 4,5 lat zarobił około 0,5 mln USD.
Co miało zapewniać 80% zanualizowany zysk z inwestycji? Firma Clarka miał działać w sektorze pożyczek ‘chwilówek’ (payday loans). Okazało się jednak, że Clark nie zainwestował całego pozyskanego kapitału w sektorze pożyczek ‘chwilówek’. Zamiast tego:
przeznaczył pozyskany kapitał na finansowanie luksusowych, prywatnych zakupów
inwestował w inne przedsięwzięcia (na przykład firmę zajmującą się badaniami nad cukrzycą)
wykorzystywał nowe wpływy by wypłacać wcześniejszym inwestorom ich ‘zyski’
Polacy uwielbiają bajki. Codziennie, po wieczorynce dla dzieci, ‘mądre głowy’ w telewizji opowiadają dorosłym Polakom fascynujące opowieści. Jedną z nich jest bajka o progresywnym systemie podatkowym w Polsce. Zapewne też ją słyszeliście.
Brzmi ona tak: w Polsce obowiązuje progresywny system podatkowy. Na przykład, w przypadku podatku PIT obowiązują dwie stawki podatkowe: 18% dla mniej zarabiających i 32% dla lepiej zarabiających. Oznacza to, że najbogatsi nie tylko płacą więcej podatków, bo więcej zarabiają, ale także ponoszą większy ciężar finansowania budżetu w proporcji do swoich dochodów.
Tymczasem, jak doniósł Lordroy, w dyskusji o amerykańskim systemie podatkowym pojawiło się fascynujące zestawienie pokazujące jaką część dochodów całego społeczeństwa stanowią dochody najbogatszego decyla (10%) gospodarstw domowych w poszczególnych oraz jaką część całkowitych wpływów z podatków* stanowią podatki zapłacone przez najbogatsze 10% gospodarstw domowych.
Za OECD
Okazuje się, że w 2005 roku (a więc wtedy obowiązywały trzy stawki podatkowe: 19%, 30% i 40%) najbogatsze 10% polskiego społeczeństwa osiągnęło 34% wszystkich dochodów gospodarstw domowych w Polsce. W tym samym czasie najbogatsze 10% społeczeństwa zapłaciło 28% wszystkich podatków zapłaconych przez gospodarstwa domowe w Polsce.
Zgodnie z zasadą równości podatkowej Adama Smitha, obywatele powinni płacić podatki proporcjonalnie do swoich dochodów, czyli że bogatsi powinni płacić więcej podatków niż biedniejsi – wszyscy proporcjonalnie do dochodów.
System, w którym obywatele osiągający 34% wszystkich dochodów zapłaciliby 34% wszystkich podatków byłby systemem proporcjonalnym. Taki system istnieje w Japonii.
System, w którym obywatele osiągający 34% wszystkich dochodów zapłaciliby 45% wszystkich podatków byłby systemem progresywnym. Taki system istnieje w USA.
System, w którym obywatele osiągający 34% wszystkich dochodów zapłaciliby 28% wszystkich podatków byłbym systemem degresywnym i taki system istnieje w Polsce.
Oznacza to, że 90% pozostałych Polaków osiąga 66,1% wszystkich dochodów i wpłaca 71,7% wszystkich podatków. Fascynujące, nieprawdaż?
W anglojęzycznej Wikipedii można przeczytać: Adam Smith jest szanowany przez zwolenników wolnego rynku jako założyciel ekonomii wolnorynkowej. Wiele instytucji lobbujących na rzecz wolnorynkowych rozwiązań nosi imię Adama Smitha.
Czy ktokolwiek z Was zastanawiał się jakie poglądy na temat systemu podatkowego miał ojciec ekonomii wolnorynkowej? Z całą pewnością rozważał ten problem Pan Robert Gwiazdowski, który w 2007 roku napisał tekst o klasycznych zasadach podatkowych. Cytuję: Adam Smith sformułował podstawowe zasady, na których opierać się musi każdy system podatkowy, a które do dziś są podzielane przez większość teoretyków skarbowości, niezależnie od wyznawanych przez nich poglądów politycznych i filozoficznych.
Są to zasady: równości, pewności, dogodności i taniości podatków.
Jako pierwsza zwykle wymieniana jest zasada równości. W klasycznym rozumieniu zasada ta zakładała, że wszyscy podatnicy uzyskujący taki sam dochód powinni być tak samo traktowani, bez żadnych przywilejów.
Wróćmy do zasady równości i zajrzyjmy do źródła, monumentalnego dzieła Smitha pod tytułem Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów: Obywatele każdego państwa powinni uczestniczyć w utrzymywaniu rządu, tak bardzo jak to możliwe, proporcjonalnie do ich indywidualnych możliwości, to jest proporcjonalnie do dochodów, które uzyskują pod ochroną państwa. Zdanie to brzmi w oryginale tak: The subjects of every state ought to contribute towards the support of the government, as nearly as possible, in proportion to their respective abilities; that is, in proportion to the revenue which they respectively enjoy under the protection of the state.
Zauważmy, że Smith napisał te słowa w XVIII wieku, w którym klasyczny podatek od dochodów praktycznie nie istniał lub dotyczył wąskiego zbioru dochodów i wąskiej grupy płatników. Smith uważał, że obywatele powinni płacić podatki proporcjonalnie do swoich dochodów, czyli że bogatsi powinni płacić więcej podatków niż biedniejsi – wszyscy proporcjonalnie do dochodów. Smith nie miałby więc nic przeciwko współczesnym podatkom liniowym a żądania wprowadzenia podatku pogłównego uznałby zapewne, podobnie jak autor tego tekstu, za nierozważne i niesprawiedliwe. Innymi słowy, duża część naszych polskich internetowych liberałów krzykliwie żądająca podatku pogłównego może z czystym sumieniem nazwać Adama Smitha ‘lewakiem’.
Jakiś czas temu, Grzegorz Zalewski napisał bardzo interesujące teksty o zachowaniu inwestorów w konkursie inwestycyjnym na rynku Forex organizowanych przez jeden z domów maklerskich (uczestnicy inwestowali realne pieniądze). Grzegorz miał w tym wypadku dużo szczęścia ponieważ dysponował realnymi danymi o zachowaniu inwestorów. Od dłuższego czasu nie mogę się zebrać do zgeneralizowania ustaleń Grzegorza Zalewskiego dlatego postanowiłem zwrócić na nie uwagę w cyklu ‘Do przeczytania’ i wrócić do nich w przyszłości.
Proszę zwrócić uwagę na dwa szczegóły z analizy Grzegorza Zalewskiego:
Pozwolę sobie pokazać wykres notowań pary EUR/USD z zaznaczeń kiedy w konkursie dominowały pozycje długie (niebieski kolor) a kiedy pozycje krótkie (czerwony kolor). Fascynujące:
Za Grzegorz Zalewski
Te empiryczne rezultaty są o tyle interesujące, że ogólnie znany jest fakt, że przeciętnie większe zyski notują inwestorzy inwestujący z trendem (trend is your friend). Istnieją też empiryczne dowody wskazujące na to, że przeciętni inwestorzy z dużą fluktuacją pozycji w portfelu uzyskują gorsze wyniki niż inwestorzy mniej nerwowo reagujący na zmiany na rynku.
Bardzo interesujący tekst o technologicznym uzależnieniu (technological lock-in) na przykładzie sektora energii atomowej (konkretnie: dominacji light water reactor). Technological lock-in to uzależnienie całego segmentu od jednej technologii i dostosowywanie całego otoczenia tego segmentu do tej technologii. Najprostszym przykładem takiego zjawiska będą standardy nośników danych: kaset VHS, DVD, etc.
Jedną z najbardziej fascynujących kwestii dotyczących technologicznego uzależnienia jest fakt, że często pozycję dominującą zdobywa technologia, która nie ma oczywistej przewagi nad alternatywnymi technologiami. Klasycznym przykładem jest klawiatura QWERTY. Taki a nie inny układ klawiatury istnieje tylko dlatego, że układ QWERTY był korzystny w mechanicznych maszynach do pisania (układ liter zapobiegał blokowaniu maszyny). Nie miało to żadnego znaczenia w elektronicznych maszynach do pisania ani w klawiaturach komputerowych. Zdecydowano się na QWERTY ze względu na przyzwyczajenia klientów. Rzecz w tym, że układ QWERTY nie jest optymalny z punktu widzenia efektywności ponieważ najczęściej używane litery nie znajdują się na łatwiej dostępnych miejscach.
Skoro już jesteśmy przy energii atomowej to The Economist udostępnił świetne kompendium wiedzy o tym sektorze:
80% amerykańskich rodzin nie kupiło i nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej ksiązki
około 1/3 absolwentów liceów w USA nigdy w życiu nie przeczyta książki po ukończeniu szkoły
około 42% absolwentów collegów nie przeczyta ani jednej książki po ukończeniu szkoły
Kapitalizm kolesiów w USA balansuje na granicy absurdu i prawa. Wall Street Journal doniosło, że każdego roku, od 2006 roku grupa amerykańskich producentów mebli drewnianych (jedna z firm nazywa się La-Z-Boy Inc., sic!) zgłaszała Departamentowi Skarbu listę chińskich producentów oskarżanych o stosowanie cen dumpingowych. Departament Skarbu po stwierdzeniu stosowania niedozwolonych praktyk miał prawo nałożyć karne cło na producentów z Chin. Okazuje się jednak, że wiele chińskich firm było wycofywanych z ‘listy podejrzanych przedsiębiorstw’ przez amerykańskich konkurentów, którzy wcześniej żądali sprawdzenia tych firm przez Departament Skarbu. Co się stało? Niedawno ujawniono, że amerykańscy producenci mebli wycofywali skargi po otrzymaniu pieniędzy od chińskich firm. Innymi słowy, chińscy producenci mebli płacili amerykańskich producentom mebli oraz reprezentującym ich prawnikom za prawo do działania na amerykańskim rynku. Do głowy przychodzą mi dwa pytania. Gdzie konkretnie w kapitalizmie kolesiów przebiega granica pomiędzy ugodą prawną a wymuszeniem? Kto dał amerykańskim producentom mebli prawa do amerykańskich konsumentów, że pobierają opłaty za wejście na ten rynek? Myślę, że opisana historia wiele wnosi do dyskusji o różnicach w podejściu do wolnego rynku pomiędzy pracodawcami a pracownikami.
Interesujące spojrzenie na długoterminowe, realne ceny pszenicy, kukurydzy i soi. Z poniższego wykresu wynika, że przez ostatnie 90 lat ceny podstawowych produktów rolnych znajdowały się w trendzie spadkowym (mimo rosnącego, wraz z populacją, popytu). Czy można założyć, że wraz z potencjalnym wzrostem cen, który obserwujemy, zwiększy się motywacja do szukania rozwiązań technologicznych zwiększających efektywność rolnictwa? To całkiem rozsądne założenie.
Za Early Warning
Tłumaczenie fascynującego artykułu o północnokoreańskich siłach specjalnych i ich przygotowaniu do przeprowadzania akcji sabotażowych na masową skalę w Południowej Korei.
Przyznam szczerze, że znaczną część dzisiejszego tekstu zamierzam outsourcować do czytelników. Od pewnego czasu, ze zdumieniem czytam, że cukier kosztuje w Niemczech około 2,6 zł za kilogram (to jest cena ze sklepów, w sprzedaży hurtowej jest zapewne tańszy) podczas gdy w Polsce bardzo trudno kupić jest cukier poniżej 4 zł za kilogram (co ciekawe, ‘polski’ cukier w Portugalii kosztuje 3,15 zł)
Wyjątkowo niekompetentni, lub rozrzutni, ludzie kupują nawet cukier po 6,5 zł za kilogram. Co więcej, zapraszają media by pochwalić się swoją rozrzutnością, lub nieumiejętnością prowadzenia domowego budżetu. Cóż, co kraj, to obyczaj.
Sprawdziłem w Internecie (i telefonicznie) koszty transportu. Proszę mnie sprostować jeśli się mylę, ale przy 24 tonowej ciężarówce można mówić o kwocie 4 zł za kilometr. To oznacza, że przewiezienie 24 ton cukru z Niemiec do Polski kosztować będzie około 33 gr. (liczę łącznie 2000 km, w obydwie strony – 24 000 kg cukru za 8 000 zł) za kilogram cukru. Proszę mnie sprostować jeśli się mylę, ale w ramach UE obowiązuje wolny przepływ towarów pomiędzy Polską a Niemcami. Nie ma więc ceł, kontyngentów, etc.
Jeśli więc, można przywieźć ‘niemiecki’ cukier do dowolnego miejsca w Polsce po kosztach znacznie poniżej 3 zł za kilogram (może nawet 2,8-2,9) to dlaczego nikt jeszcze nie zajął się arbitrażem na masową skalę? To przecież jest 20%-30% czystego zysku, czyż nie?
Myślałem nad potencjalnymi odpowiedziami:
rynek, z jakiś powodów, jest drastycznie nieefektywny
obowiązuje nieformalna zmowa cenowa ‘podbijająca’ ceny cukru w Polsce
Rozumiem, że problemy z podażą cukru w Polsce mogą być wynikiem zbyt niskich kwot produkcyjnych nałożonych na polski przemysł cukrowy w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (CAP). Ten fakt, w żaden sposób nie wyjaśnia jednak tego, że napięcia w podaży polskiego cukru doprowadziły ceny cukru w Polsce do poziomu 200% cen w Niemczech. W tej sytuacji, nie wyśmiewałbym się, z peerelowskiej zapowiedzi walki ze spekulantami, którą łaskaw był wygłosić polski premier tylko zastanowiłbym się dlaczego na rynku cukru nie działają elementarne mechanizmy rynkowe. Czyżby niewidzialna ręka rynku popadła w apatię w wyniku hipoglikemii? A może to efekt ograniczeń nałożonych przez biurokrację?
Czekam na Wasze pomysły ponieważ w tej chwili najbardziej sensowna wydaje się mnie hipoteza o bardzo małej konkurencji na rynku dystrybucji towarów spożywczych w Polsce.
A skoro przy cukrze jesteśmy to zachęcam do obejrzenia poniższej reklamy społecznej (ukłony: AS):
Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności
więcej »