Chciałbym powrócić do fascynującej kwestii optymalizowania zadowolenia z wydawania pieniędzy, którą poruszyłem kilka tygodni temu. Do tej pory zwróciłem uwagę na:
- korzyści z wydawania pieniędzy na przeżycia zamiast na dobra materialne
- zadowolenie płynące z wydawania pieniędzy na innych
- zalety systemu ‘kupuj teraz, konsumuj później’
Co ciekawe, na tę pierwszą kwestię zwrócił uwagę Barry Ritholtz w artykule o tym, czego przez ostatni czas nauczył się bogatych ludzie, z którymi spotykał się w sprawach biznesowych.
Dziś chciałbym zwrócić uwagę na kwestię tego czy lepiej jest pozwalać sobie na wiele małych przyjemności czy lepiej odkładać je by raz na jakiś czas zafundować sobie coś naprawdę dużego. Oczywiście, w zakupie drogich produktów i usług nie ma nić niewłaściwego. Tak długo jednak jak mamy ograniczony dostęp do środków finansowych musimy decydować o tym na co je wydamy a czego nie kupimy.
Jeśli nauka ma w tej sprawię coś do powiedzenia to przede wszystkim to, że badania wykazały, że zadowolenie z życia związane jest raczej z częstością przyjemnych zdarzeń niż intensywnością tych zdarzeń. Wiele małych radości czyni człowieka bardziej zadowolonym niż krótka chwila wielkiego szczęścia (co wyjaśnia fakt, że zwycięzcy loterii nie należą do najbardziej zadowolonych z życia ludzi).
Daniel Gilbert, Elizabeth Dunn i Timothy Wilson zwracają uwagę, że największym wrogiem wielkich, kosztowych przyjemności są nasze doskonałe zdolności adaptacyjne. Co więcej, im lepiej znamy i rozumiemy coś, tym łatwiej się przyzwyczajmy do nowej sytuacji. Jeśli zdarzenie jest dla nas nowe (nie doświadczyliśmy tego wcześniej), niespodziewane (nie spodziewaliśmy się tego), zagadkowe (nie do końca wiemy czego możemy się spodziewać) oraz zmienne to trudniej jest się nam do niego przyzwyczaić. Wydaje się, że częste, niewielkie przyjemności lepiej spełniają te warunki utrudniające proces adaptacyjny niż duże, niezbyt częste zakupy.
Czytaj dalszą część »


