Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Milton Friedman o quantitative easing

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 27.09.2011 | Komentarze (7) »

Fascynuje mnie postawa sporej grupy blogerów i komentatorów, którzy jakąkolwiek próbę obrony polityki monetarnej FED traktują jak swego rodzaju bluźnierstwo przeciwko jedynej, słusznej prawdzie ekonomicznej. Dlatego uznałem za stosowne przetłumaczyć fragment sesji pytań i odpowiedzi z Miltonem Friedmanem, z 2000 roku, z konferencji o płynnych kursach walutowych.

DaDavid Laidler: Wielu komentatorów argumentuje, że w Japonii, przy nominalnych stopach procentowych praktycznie na poziomie zero procent, polityka monetarna ma charakter tak bardzo ekspansywny jak to tylko możliwe a mimo to nie wpływa stymulująco na gospodarkę. Czy posiadasz swoją interpretację tej sytuacji?

Milton Friedman: Tak, w rzeczy samej. W przypadku Japonii sytuacja jest bardzo jasna i jest to bardzo dobra ilustracja. Cieszę się, że poruszyłeś tę sprawę ponieważ pokazuje ona jak bardzo niewiarygodny może być poziom stóp procentowych jako wskaźnik poprawności polityki monetarnej. Japoński bank centralny całkiem do niedawna prowadził politykę zerowych stóp procentowych. Jednak polityka zerowych stóp procentowych była dowodem bardzo ciasnej polityki monetarnej. W gruncie rzeczy, w Japonii panowała deflacja. Realne stopy procentowe były pozytywne, nie były negatywne. Tym co Japonia potrzebowała było więcej płynności.

W dekadzie lat 70’ mieliśmy okres baniek spekulacyjnych. Wzrost podaży pieniądza był wysoki. Miała miejsca tak zwana bańka spekulacyjna an rynku akcyjnym. W 1989 roku, Bank Japonii bardzo mocno nacisnął na hamulce i ograniczył podaż pieniądza przez negatywne stopy procentowe. Nastąpiło załamanie na rynku akcyjnym. Gospodarka stoczyła się w recesję i znajduje się w stanie permanentnej quasi-recesji od tego momentu. Ekspansja monetarna była zbyt słaba. Teraz, Bank Japonii argumentuje: ‘Spójrzcie, obniżyliśmy stopy procentowe do zera, co jeszcze możemy zrobić?’. To bardzo proste. Mogą kupić długoterminowe obligacje rządowe i mogą je kupować dostarczając na rynek pieniądz dużej mocy (baza monetarna, zwłaszcza rezerwy banków komercyjnych w BC –T.) dopóki dopóty pieniądz dużej mocy nie zacznie stymulować wzrostu gospodarczego. Tym co Japonia potrzebuje jest bardziej ekspansywna polityka monetarna.

Jak Waszym zdaniem Milton Friedman skomentowałby działania FED z lat 2008-2011? Trudno powiedzieć co myślałby o ratowaniu sektora finansowego (między innymi przy pomocy wartych 1,2 biliona USD pożyczek na preferencyjnych warunkach). Z jej strony Friedman był apologetą twórczej roli kapitalistycznej destrukcji. Mógłby więc argumentować, że gruzach upadłych instytucji finansowych zbudowanie zostanie silniejszy sektor finansowy. Z drugiej strony, jako wnikliwy badacza Wielkiego Kryzysu doskonale zdawał sobie sprawę, że fala upadłości w sektorze finansowym drastycznie ograniczy podaż pieniądza. Myślę, że mniej kontrowersji, w kontekście powyższej wypowiedzi Friedmana o Japonii, budzi potencjalny stosunek Friedmana do programu quantitative easing. Czy poparłby QE2?

Ukłony: Marginal Revolution

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (7) do "Milton Friedman o quantitative easing"

  1. Balcerek powiedział(a):

    jeden z jego ostatnich wywiadów
    http://www.youtube.com/watch?v=JL3FT0O4kYg

    friedman jest znany z tego że zmieniał poglądy.

  2. MZ powiedział(a):

    A może po prostu M. Friedman się w tej kwestii po prostu mylił? BOJ produkuje ostatnio dużo jenów (interwencje, zasilenie banków po trzęsieniu ziemi, itp) i imponującego wzrostu gosp. jednak tam nie ma…. za to jest czym ciągle finansować carry trade ;-) a japońskie banki zamiast pożyczać firmom i ludziom, kupują obligacje rządu – stymulacja fiskalna dała już dług około 220% PKB.
    problemem japonii jest raczej coś innego, niż brak ekspansji monetarnej. problemem tym były tajwan, singapur, korea, a teraz chiny – tańsi “producenci-eksporterzy”

  3. karroryfer powiedział(a):

    Bardzo ciekawy tekst i obserwacja. Niewątpliwym jest że japońska polityka w tym zakresie nie sprawdziła się ( dwie stracone dekady ) – ale czy “pieniądz dużej mocy” by był lekarstwem lepszym *to się pewnie okarze wkrótce bo zdaje się FED nie popełni tego “błędu” i być może właśnie to rozwiązanie zastosuje w końcu.
    Tyle że kupowanie długookresowych obligacji to druk w czystej postaci ( i rzeczywiście “dużej mocy”) i jescze parę lat temu był chyba herezją. Czy ta herezja to prawdziwe lekarstow – czy też desperackie poszukiwanie rozwiązań szamańskich nie wiem …

    *( fakt moj techniczny umysł może nie ogarniać geniuszu pewnych rozwiązań tak ścisłych nauk jak – nowa – ekonomia )

  4. Czytelnik powiedział(a):

    “Tym co Japonia potrzebuje jest bardziej ekspansywna polityka monetarna.”

    Keynesista by powiedział, że tym co Japonia najbardziej potrzebuje jest stymulacja fiskalna. Ale oczywiście dla monetarysty Friedmana to czysta herezja :P

  5. zelazny.karzel.wasyl powiedział(a):

    Problem z QE i Friedmannem jest taki, że dla F. , a po nim także dla ekonomicznego mainstreamu zawsze kredyt=pieniądz.

    QE byłoby ZAWSZE skuteczne, gdyby to równanie było w każdych warunkach prawdziwe. Niestety nie jest prawdziwe w warunkach końca supercyklu kredytowego, o czym właśnie się przekonujemy. Kto nie rozumie dlaczego, niech da mi 100 000 zł w portretach królów polskich, a ja mu w zamian udzielę kredytu na 100 000 :-)Jeśli oba są tożsame, to przecież nic nie straci :-)

    Problem z QE polega na tym, że bank centralny tak naprawdę emituje nowy KREDYT a nie nowy PIENIĄDZ.
    Gdyby bank centralny mógł rzeczywiście na każdym rogu postawić swojego agenta, rozdającego ludności świeżo wydrukowane papierki z portetami królów czy martwych prezydentów, to do deflacji i związanej z nią zapaści gospodarczej nigdy by nie doszło, dokładnie tak, jak chce tego Friedmann. Nawet gdyby te banknoty były bezwartościowe (w sensie ich możliwości wymiany na towar, załóżmy że mamy jakiś hiperPRL) to jako legal tender mogłyby posłużyć do jednego – do zapłaty podatków na rzecz Państwa, miałyby więc jakąś realną wartość dla każdego.

    Z kredytem w warunkach deflacji typu zadłużeniowego sprawa wygląda inaczej. Gdy jestem zadłużony po uszy, bankierzy całego świata mogą mnie na kolanach błagać bym zadłużył się bardziej, a ja tego nie zrobię. Zrobię to pod jednym z 2 warunków:
    1.Nowy kredyt obniży moje dotychczasowe płatności (np. pozwoli zmniejszyć ratę odsetkową- czyli rekonsolidacja starego)
    2. Mam jakiś interes na boku, z którego dochód przewyższy płatności z tytułu obsługi tego kredytu.

    Właśnie ten 2 warunek zadziałał przy Bernankowskim QE1 i QE2 – realna gospodarka nie była w stanie wchłonąć kredytu emitowanego przez FED, wchłonęli go więc w przeważającej mierze Ci, którzy mieli “interes na boku” – czytaj instytucje finansowe, działające na rynkach.

    Friedmann się poważnie myli co do skuteczności QE w każdych warunkach z powodu jak wyżej.

  6. Myrkul powiedział(a):

    @5 – może Ty kredyt weźmiesz tylko pod jednym z dwóch ww. warunków, ale niewielu jest takich jak Ty. Większość ludzi weźmie – a to na samochód, a to na zestaw kina domowego, a to na wakacje, czyli po prostu przeje. Mam sporo znajomych w GB, USA i Niemczech i wielokrotnie gadałem z nimi na temat różnic w podejściu do gospodarowania finansami. Większość z nich to Polacy wychowani w Polsce, którzy wyjechali po 2004 r., więc mają niezłe porównanie. Życie na kredyt w większości krajów zachodnich jest zupełnie naturalne. Dla mnie branie pożyczki na wakacje, przez którą za wyjazd zapłacę 2x więcej to zbrodnia. Dla nich normalka.
    Nie wypowiadam się na temat skuteczności QE, ale pamiętaj, że motywy brania kredytów nie zawsze są racjonalne, a większość ludzi nie podejmuje decyzji w oparciu o racjonalną analizę ekonomiczną, co niejednokrotnie pokazywał gospodarz bloga. Gdyby ludzie brali kredyty całkowicie racjonalnie, to obecne nie mielibyśmy kryzysu.

  7. zelazny.karzel.wasyl powiedział(a):

    @ Myrkul

    Zwróciłeś uwagę na fragment “gdy jestem zadłużony po uszy”?
    Takie myślenie, jak zaprezentowałem powyżej, włącza się wtedy każdemu, także tym, przyzwyczajonym do jazdy na kredyt.
    Pytanie brzmi jaki to jest poziom? Dla każdego inny i jest to kwestia subiektywna. Ale koniec supercyklu kredytowego tym właśnie się charakteryzuje, że ilość odczuwających poziom swego zadłużenia jako “po uszy” rośnie gwałtownie do rozmiarów, wyraźnie odczuwalnych przez gospodarkę.

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player