Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

David Rosenberg o inflacji, której nie ma

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 22.07.2011 | Komentarze (18) »

Muszę przyznać, że od niemal trzech lat sporą satysfakcję sprawia mi czytanie komentarzy inflacjonistów, którzy siłą swojej wiary wytykają błędy w moich wywodach. Od trzech lat dowodzę, że poddające się obserwacji zjawiska ekonomiczne nie zapowiadają wysokiej inflacji w USA.

Ostatnio natrafiłem na interesującą prezentację (via Zero Hedge) Davida Rosenberga z kwietniowej Strategic Investment Conference, która zgrabnie podsumowuje najważniejsze myśli dotyczące inflacji.

Zacznijmy od perspektywy historycznej, czyli tego jak ostatnie zmiany inflacji konsumenckiej wyglądają na tle wykresu tego wskaźnika z drugiej połowy XX wieku.

Za David Rosenberg

Za David Rosenberg

Rosenberg zwraca także uwagę, że oczekiwania inflacyjne konsumentów mogą pretendować do miana antywskaźnika jeśli chodzi o ich użyteczność w prognozowaniu przyszłej inflacji.

Za David Rosenberg

Za David Rosenberg

Jednym z kluczowych wykresów w prezentacji Rosenberga jest wykres pokazujący bliski związek pomiędzy trwałymi procesami inflacyjnymi a wzrostem wynagrodzeń. Rosenberg przekonuje, że bez inflacji wynagrodzeń nie będzie wysokiej inflacji w USA:

Za David Rosenberg

Za David Rosenberg

W związku z tym warto zwrócić uwagę na wykresy bezrobocia i zastanowić się czy możliwy jest gwałtowny wzrost wynagrodzeń w przypadku braku presji płacowej:

Za David Rosenberg

Za David Rosenberg

Rosenberg wyjaśnia także zagadkę trapiącą wielu inflacjonistów, którzy nie potrafią zrozumieć dlaczego miliardy USD, które FED ‘wpompował’ do systemu finansowego przez QE i QEII (dwie rundy quantitative easing). Poniższy wykres pokazuje co stało się z tymi środkami. Uzupełnieniem tych rozważań mogłoby być zapoznanie się z trendem akcji kredytowej, który pokazuje dalsze delewarowanie się Amerykanów.

Za David Rosenberg

Za David Rosenberg

Prezentację tę można zamknąć wykresem mnożnika kreacji pieniądza oraz szybkości obiegu pieniądza, które tłumaczą niewielki wpływ polityki monetarnej FED na poziom inflacji w amerykańskiej gospodarce:

Za David Rosenberg

Za David Rosenberg

Oczywiście, zrozumienie przedstawionych wyżej zjawisk zapewniłoby zdrowe fundamenty do prognozowania przyszłości dolara. Przede wszystkim zniechęciłoby do wieszczenia jego ‘totalnego upadku’.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (18) do "David Rosenberg o inflacji, której nie ma"

  1. ogif powiedział(a):

    Dolar na razie nie upada, bo nie ma następcy. Gdyby nie kryzys euro to sytuacja nie byłaby taka jednoznaczna.

    Co do braku inflacji w USA to chyba dobrze. Ale i nie dziwota przy słabym wzroście i sporym bezrobociu. Jednak nie bądź taki pewniaczek że nie wybuchnie. Może wybuchnie. Ben lekko pojechany. Po QEn powinna wybuchnąć.

  2. _dorota powiedział(a):

    @ Trystero
    “zapoznanie się z trendem akcji kredytowej, który pokazuje dalsze delewarowanie się Amerykanów”

    Nie chodzi przypadkiem o dalsze lewarowanie się? (tak pytam w ramach ćwiczeń z asertywności ;) ).

    Co do bezrobocia i inflacji – czy przypadkiem nie jest możliwa (do pewnego stopnia) inflacja o podłożu wyłącznie podażowym, wywołana wzrostem cen commodities? Co prawda ostatnio korygowały, ale ewentualne QE3 (lub jego namiastka) przywróci trend wzrostowy. Wtedy nawet przy braku presji płacowej inflacja wzrośnie.

  3. Paweł Choiński powiedział(a):

    No dobra, rozumiem “niewielki wpływ polityki monetarnej FED na poziom inflacji w amerykańskiej gospodarce”, ale jak skomentujesz słowa samego Greenspana, który twierdzi w swojej książce (”Era zawirowań”), ze głównym zadaniem FED jest walka z inflacja. To się trochę wyklucza – po co w takim razie FED, skoro ma niewielki wpływ na poziom inflacji?

  4. E.W. powiedział(a):

    Jako jeden z niedouczonych inflacjonistów (swoją drogą, ciekawe podejście osoby, która jest “doktorantem na jednej z czołowych uczelni”), mimo wszystko podejmę się polemiki, nawet jeśli wiem, że autor nie zostawi na mnie suchej nitki.

    Trystero, policz sobie łączne zadłużenie USA. Oficjalne to 14 bln USD. Ukryte Fannie i Freddy to 6 bln USD (+5 bln USD gwarancji). Ukryte Social Security, Medicare, Medicaid to 60 bln USD! Razem 80 bln USD. PKB USA to 15 bln USD. Łączne zadłużenie Stanów to ponad 500% PKB. Jeśli nie wierzysz w “totalny upadek”, to, przy całym szacunku do tytułu doktora, mylisz się. Deficyt Stanów to 11% PKB.

    Kiedy rynek przestanie kupować obligacje amerykańskie i zacznie dyskontować bankructwo USA, wtedy wszystko się zmieni. Waluta pójdzie na łeb, co odbije się na inflacji (wbrew temu co piszesz o korelacji z wzrostem wynagrodzeń – skoro Stany są największym importerem, a ich waluta osłabi się, to co to zmieni?). To wszystko, co zaprezentowałeś, nie działa w czasach kryzysowych, w przypadku braku zaufania na rynkach.

    Jeśli FED będzie chciał walczyć z inflacją, to będzie musiał podnieść stopy procentowe. Ale w takim wypadku o wzroście gospodarczym można zapomnieć. Co i tak nie uchroni przed inflacją, bo kto będzie chciał inwestować w upadającą gospodarkę? Czyli przyjdzie czas na stagflację.

    USA zmierza w kierunku Zimbabwe. Podaj mi przykład z historii, kiedy masowy dodruk pieniędzy nie skończył się hiperinflacją.

    Polecam też czasami posłuchać innych racji: http://www.youtube.com/watch?v=YGjtZtSV6T0

  5. E.W. powiedział(a):

    @Trystero
    “Gdyby nie kryzys euro to sytuacja nie byłaby taka jednoznaczna”
    “Co do bezrobocia i inflacji – czy przypadkiem nie jest możliwa (do pewnego stopnia) inflacja o podłożu wyłącznie podażowym, wywołana wzrostem cen commodities?”
    “po co w takim razie FED, skoro ma niewielki wpływ na poziom inflacji?”

    Ciężki orzech do zgryzienia. Polecam też zapoznać się z rodzajami inflacji pieniężnej.

  6. Trystero powiedział(a):

    @ ogif

    Dolar na razie nie upada, bo nie ma następcy. Gdyby nie kryzys euro to sytuacja nie byłaby taka jednoznaczna.

    Widzisz, na wiosnę 2009 roku napisałem, że rynek walutowy przypominać będzie konkurs na najmniej brzydką walutę i stwierdziłem, że QE nie zniszczy dolara.

    Jednak nie bądź taki pewniaczek że nie wybuchnie.

    Nie jestem, nie wykluczam takiej opcji. Uczciwie piszę, że teraz niewiele zjawisk wskazuje na ten scenariusz.

  7. Trystero powiedział(a):

    @ dorota

    Konsumenci cały czas się delewarują w USA. Skala tego procesu jest mniejsza niż się spodziewałem (a lewaruje się rząd co neutralizuje efekty na rynku kredytowym) ale proces ma miejsce.

    Inflacje surowcową można obserwować w Polsce. Mimo, że mieliśmy całkiem konserwatywną politykę monetarną. W USA wydatki konsumpcyjne na dobra a nie usługi to jakieś 30% PCE. Do tego przedsiębiorstwa mają słabe pricing power więc nie przeceniałbym roli surowców w kreowaniu inflacji.

  8. Bill.Brama powiedział(a):

    Fajnie czasami poczytać coś na poparcie argumentów z drugiej strony. Jednak to, że “zjawiska ekonomiczne nie zapowiadają wysokiej inflacji w USA” wcale jej nie wyklucza (bynajmniej nie imputuję, że tak twierdzisz).

    Czy przypadkiem nie jest tak, że taka hiperinflacja to przede wszystkim efekt kryzysu zaufania? Wtedy pieniądze zaczynają “parzyć” w łapki i wszyscy wydają je na wyścigi. Przy takim spojrzeniu na sprawę, to chyba tylko wykres szybkości obiegu pieniądza z powyższego posta ma znaczenie. Więc wygląda na to, że na razie można spać spokojnie.

    Natomiast tak się zastanawiam, czy przypadkiem ekonomiści/finansjerzy nie są ślepi właśnie na ten czynnik ludzki. Czego potrzeba, żeby ludzie przestali pokładać zaufanie w walucie (nieważne, czy to będzie dolar czy euro)? Czy może wydarzyć się coś, co ludźmi wstrząśnie na tyle, żeby ich strach/niezadowolenie/rozczarowanie zamieniło się w brak zaufania do waluty?

    Mnie tam do szczęścia hiperinflacja (ani nawet wysoka inflacja) nie jest potrzebna, ale jakoś trudno w dzisiejszych czasach o optymizm.

    BTW, czy jeżeli w maju paczka 250g kawy wysokiej jakości kosztuje 5 dolarów, a w lipcu to samo opakowanie dalej kosztuje 5 dolarów, ale zawiera 215g kawy niskiej jakości, to jaki to ma wpływ na wskaźnik CPI? Bo przeczucie mi mówi, że nie ma żadnego, a w takim razie coś takiego maskowałoby inflację konsumencką.

  9. Bulwersator powiedział(a):

    Będzie niemerytorycznie, ale: jak ja nie lubię wykresów gdzie ich dół nie zaczyna sie od zera ( http://blogi.ifin24.pl/wp-content/uploads/2011/07/bilans-FED-i-gotowka-bankow-komercyjnych.png ).

  10. Trystero powiedział(a):

    @ Bill.Brama

    BTW, czy jeżeli w maju paczka 250g kawy wysokiej jakości kosztuje 5 dolarów, a w lipcu to samo opakowanie dalej kosztuje 5 dolarów, ale zawiera 215g kawy niskiej jakości, to jaki to ma wpływ na wskaźnik CPI? Bo przeczucie mi mówi, że nie ma żadnego, a w takim razie coś takiego maskowałoby inflację konsumencką.

    Naprawdę? To jest Twój argument? Myślisz, że w ten sposób maskuje się inflację konsumencką? Może jeszcze oczekujesz, że pokaże Ci czarno na białym, że jednym roku nie liczy się ceny kilogramowej kiści bananów a w drugim półkilogramowej żeby zamaskować inflację?

  11. Bill.Brama powiedział(a):

    @Trystero

    To nie był argument tylko pytanie. Stąd znak zapytania na końcu zdania. Kolejne zdanie wyrażało moje podejrzenie, to wszystko. Niczego od Ciebie nie oczekuję.

    Zresztą nie chodziło mi o to, że raz się bierze pół kilo a raz kilo. Może zły przykład podałem. Więc próba numer dwa, przykład bardziej z naszego podwórka: w maju i lipcu koreczki śledziowe “SuperKoreczkiGniewosza 500g” firmy XX kosztują 10 dolców, tylko te z maja zawierają 400g ryby i 100g dodatków, a lipcowe 200g ryby i 300g dodatków. To wciąż ten sam produkt z punktu widzenia metodologii liczenia CPI, czy nie?

    Bo zakładam, że liczenie CPI nie polega na wysłaniu do sklepu ludzi, którzy obejrzą sobie metryczkę produktu, tylko zbiera się dane z hipermarketów i się to wrzuca do kompa, coby to przeliczył. A dla niego “Super Extra Smooth Coffe Small Pack” jest tym samym, niezależnie od tego co i ile zawiera.

  12. kujawianin powiedział(a):

    @Bill.Brama:

    Tendencję do zmniejszania się wielkości opakowań w USA też zauważyłem. Co do jakości, to nie wiem. Kawa którą kupuję jest chyba tak samo dobra jak była. :D

  13. kujawianin powiedział(a):

    @Trystero:

    Pytanie zadane przez Bill.Brama jest ciekawe. Nie znam szczegółów metodologii liczenia CPI i aż tak bardzo ciekaw nie jestem by mi się chciało przez nie przedzierać, ale skoro nowy iPhone za tę samą cenę wrzuca się do worka z etykietką “deflacja” (bo masz większą wydajność za tę samą cenę), to przypuszczam, że niższa jakość tego samego produktu też powinna być uwzględniana.

  14. poszi powiedział(a):

    Wielkości opakowań uwzględniane są w CPI. BLS aż tak bezczelny nie jest :)

    Natomiast sprawa z jakością jest skomplikowana. To się nazywa hedonic adjustment i jest opisane na stronie BLS:
    http://www.bls.gov/cpi/cpihqaitem.htm

    Teoretycznie zmiany jakości powinny być w obie strony, ale ponieważ hedonic adjustment urodził się po to, żeby zmniejszyć CPI
    http://en.wikipedia.org/wiki/Boskin_Commission
    zapewne BLS przymyka oko na pogorszenie jakości. Jestem praktycznie pewien, że usługa przelotu pasażerskiego, która 20 lata temu była o niebo lepszej jakości niż teraz, nie jest poprawiona w dół.

    Oczywiście BLS nie jest w stanie w ten sposób zbić więcej niż punkt czy dwa (komisja Boskina nawet się do tego przyznała), ale w dłuższym terminie to ma już spore znaczenie.

  15. Trystero powiedział(a):

    @ poszi

    Od razu podaje FAQ

    Hedonic Quality Adjustment jest bez wątpienia skrzywiony w stronę wyłapywania poprawy jakości. Choćby poprzez fakt, że zajmuje się dostosowywaniem cen STARYCH PRODUKTÓW (wycofanych z rynku) do cen NOWYCH PRODUKTÓW a nie zmianami jakości tych samych produktów.

  16. menzone powiedział(a):

    Ależ oczywiście, że inflacja konsumencka jest zafałszowana. Ostatnio zwróciła moją uwagę zmniejszająca się masa batonów. Snickers kilka lat temu ważył 55g dzisiaj 51g. podobnie rzecz sie ma z marsami, twixami, kinder bueno… Najtrudniej jest obniżyc tym sposobem masę tabliczki czekoladowej 100g :-)

  17. Bojda powiedział(a):

    @E.W. ” Kiedy rynek przestanie kupować obligacje amerykańskie i zacznie dyskontować bankructwo USA, wtedy wszystko się zmieni. ”

    Ale przyznasz, ze jak bedzie run na obligi to nie ma znaczenie inflacja ;)
    To sa rzeczy niepowiazane ze soba.

    Za to faktycznie Trystero nie ma racji ze nie bedzie inflacji. Bylo kiedys takie plemie co uznawalo za ojca ksiezyc i najwazniejszy byl wuj bo nie potrafilo powiazac aktu plciowego z urodzeniem sie dziecka. Drogi Trystero wlasnie tak postrzega swiat. Skoro niec od razu sie nie stalo w USA (tu zaznacze, bo stalo sie na zewnatrz dosc mocno) bo przy okazji dolar wyinflacjowal sie w stosunku do innych walut to nic sie nie stalo.

    W kazdym razie od dzis mozna mowic do Trystero wuju.
    ;) Nie powinien sie obrazić

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player