Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Czy można oskarżyć dyrektora szpitala, że zagrał w Totka funduszem wynagrodzeń?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Rynek kapitałowy dnia 15.04.2011 | Komentarze (34) »

Objawił się prawdziwy geniusz polskiego wymiaru sprawiedliwości. Nie wiem jak się nazywa ale wiem, że pracuje w rzeszowskiej prokuraturze. Prokuratura w Rzeszowie umorzyła śledztwo w sprawie byłego dyrektora finansowego spółki transportowej Omega z Pilzna.

Omega była jedną z ofiar opcji walutowych. Omega straciła na opcjach walutowych około 130 mln złotych. Postępowanie naprawcze i ugoda z siedmioma bankami (umorzenie 50% długu i rozłożenie reszty na raty) uchroniło firmę przed upadłością.

Jaką odpowiedzialność poniósł dyrektor finansowy bezpośrednio odpowiedzialny za fakt, że Omega poniosła 130 mln złotych strat. Został zwolniony. Co jeszcze? To tyle. Tak wygląda ta mityczna odpowiedzialność kadry managerskiej.

Zarząd doniósł na byłego dyrektora finansowego do prokuratury. Prokuratura niedawno umorzyła śledztwo. Bardzo trudno jest mnie pisać o tej sprawie na podstawie tekstu prasowego, bez znajomości akt sądowych ale zakładam, że dziennikarze poprawnie zacytowali opinię prokuratury. Cytuję:

‘W czasie transakcji, które były przedmiotem naszego śledztwa, kurs euro w stosunku do złotego był najniższy w historii. Jednak transakcje zostały zawarte przy założeniu, że kurs ten jeszcze się obniży. To założenie się nie sprawdziło, wartość złotego bardzo znacznie spadła, co w konsekwencji spowodowało wielomilionowe zobowiązania firmy wobec banków’ – wyjaśnia Jaromir Rybczak, zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie.

Śledztwo umorzono, bo – zdaniem prokuratury – dyrektor i finansowy i prezes spółki nie przewidzieli i nie mogli przewidzieć wzrostu kursu euro oraz że ten trend będzie się utrzymywał. ‘Nie sposób tym samym przypisać członkom zarządu spółki oraz jej dyrektorowi finansowemu nieostrożnego działania, co jest warunkiem odpowiedzialności za przestępstwo nieumyślnej niegospodarności’ – uznała prokuratura.

To fascynujące uzasadnienie, które skłoniło mnie do zadania tytułowego pytania. Załóżmy, że do prokuratury w Rzeszowie trafia zawiadomienie w sprawie dyrektora szpitala, który wypłacił cały, roczny fundusz wynagrodzeń i użył tych pieniędzy do spekulacji w Totka. Miał olbrzymiego pecha i trafił zaledwie kilka ‘trójek’. Moje pytanie brzmi: czy prawniczo-finansowy geniusz z rzeszowskiej prokuratury uzna, że nie można przypisać dyrektorowi szpitala nieostrożnego działania ponieważ nie dyrektor finansowy nie przewidział i nie mógł przewidzieć zwycięskiej kombinacji liczb?

A jeśli nie, to dlaczego rzeszowska prokuratura kompromituje polski wymiar sprawiedliwości przekazywaniem dziennikarzom tak idiotycznych wyjaśnień? Przecież przeciętnie rozgarnięty obserwator rynków finansowych zdaje sobie sprawę, że przedmiotem postępowania prokuratorskiego nie powinien być fakt czy dyrektor finansowy mógł przewidzieć przyszły kurs złotego, lecz to, czy zdając sobie sprawę z niemożliwości przewidzenia przyszłego kursu złotego mógł otworzyć tak dużą pozycję na rynku walutowym i narazić spółkę na 130 mln strat.

Nie mam dostępu do akt sprawy więc nie wiem jak wyglądała konstrukcja transakcji zawartych przez dyrektora finansowego spółki Omega. Mogę się jedynie domyślać, że tym co pogrążyło firmę nie były kupione opcje chroniące przed umocnieniem złotego (to naturalny hedge eksporterów) lecz wystawione przez firmę opcje narażające spółkę na nieograniczone ryzyko w przypadku osłabienia złotego. Wystawianie tych opcji, które było formą zapłaty premii za kupione opcje zabezpieczające przed umocnieniem złotego, było działaniem czysto spekulacyjnym jeśli wartość nominalna wystawionych opcji przewyższała wpływy dewizowe spółki. Domyślam się, że tak właśnie było w przypadku spółki Omega skoro transakcje przyniosły 130 mln złotych strat. Dokładnie opisałem ten mechanizm w tekście Wyjaśniam cyrk wokół opcji walutowych.

Naprawdę, z czystym sumieniem można traktować przykład spółki Omega jako ilustrację dwóch zjawisk sabotujących gospodarczy rozwój Polski:

  • absolutny brak karnej i finansowej odpowiedzialności kadry managerskiej za działania przynoszące straty spółce, dla której pracują
  • tragiczny poziom wiedzy finansowej wśród ludzi, których zadaniem jest tropienie oszustw finansowych.
Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (34) do "Czy można oskarżyć dyrektora szpitala, że zagrał w Totka funduszem wynagrodzeń?"

  1. karroryfer powiedział(a):

    wydaje mi się że te zjawiska zostały już dawno nazwane – to po prostu III RP ( ponieważ IV też się nie sprawdziła to potrzeba chyba jakiegoś de Gaulla aby wprowadzić V republikę)

  2. poszi powiedział(a):

    @Trystero i karroryfer,

    A to powiedzcie mi teraz, czym się różnią te zjawiska sabotujące rozwój Polski od subprime crisis w USA?

  3. Trystero powiedział(a):

    @ poszi

    Ten sam mechanizm. Nie rozumiem dlaczego w ogóle skierowałeś to pytanie do mnie.

    Choć, na przykład w przypadku wykrywania i karania za insider trading czy piramidy finansowe, USA są lata świetlne przed Polską.

  4. poszi powiedział(a):

    @Trystero,

    Bo w kilku miejscach napisałeś “polski”, “Polska” jakby to był tylko nasz swojski problem.

    Masz racje, że w USA przynajmniej Madoff odpowiada, ale bardziej jako kozioł ofiarny, żeby gawiedź się cieszyła i nie drążyła więcej. Poza tym skala strat i zniszczenia gospodarki w USA jest nieporównywalna z tym co było w Polsce.

  5. mic powiedział(a):

    Tryst,

    “Wystawianie tych opcji, które było formą zapłaty premii za kupione opcje zabezpieczające przed umocnieniem złotego, było działaniem czysto spekulacyjnym, tym bardziej jeśli wartość nominalna wystawionych opcji przewyższała wpływy dewizowe spółki.”

    1 )jeśli nie przekraczała i miała pokrycie w przepływach i pod konktrakty, który przy danym kursie byłby rentownym to nie jest to działanie czysto spekulacyjne – niestety nie wiemy co to było i jakie nominały

    - a jeśli przewyższa to owszem, można nazwać spekulacją – moim zdaniem nieszczęśliwie to zdanie sformułowałeś, gdyż patrz pkt. 2

    2) korytarz zerokosztowy jest jedną z bezpieczniejszych strategii, napewno bezpieczniejszą niż forward, a piszesz, jakby wystawienie opcji koniecznej do konstrukcji korytarza to było co złego i zakazanego – problem jest, gdy wystawiona opcje jest zlewarowana w stosunku do kupionej i przekracza planowane wpływy

  6. mic powiedział(a):

    abstrahując od tematu, to spekulacja sama w sobie nie jest zakazana i karalna, tym bardziej, iż jest to prywatna spółka – niestety tutaj nie znamy faktów – czy zarząd i właściciele o tym wiedzieli ? jako były spec od pochodnych byłem świadkiem w sądzie i parę podobnych spraw znam i wiem, że często gęsto, zarząd i własciciele zgadzali się i wiedzieli co robią, a potem jak się wysypało to było: ten finansowy to sam zrobił, bez naszej wiedzy, nikt nic nie wiedział…

  7. mic powiedział(a):

    spółka ma 250 mln obrotu (60 mio eur zakładając 100% eksport) – więc i tak zakładam, że jak zrobili przy kursie 3,6000 to przy wzroście do 4,9 strata wynosić mogła 78 mio PLN, jakby zrobili w dołku po 3,3 to 96 mio PLN – co sugeruje jednak, że albo overhedge (spekuła niecelowa :_) ) albo spekuła celowa.. pewnie i mniej realnego EUR mają niż założyłem – więc strata 130 mio wychodzi tylko przy większych wolumenach (badz też jeśli zrobili zabezpieczenie na kilka lat = wtedy może faktycznie był to hedge pod przepływy). Poza tym, gdyby to miało pokrycie w przepływach, to myślę, że banki bardziej chętne byłyby do restrukturyzacji tej transakcji i rozliczanie w czasie, zamiast zamykania na siłę.

  8. Trystero powiedział(a):

    @ mic

    Usunąłem z tego zdania ‘tym bardziej’, teraz jest poprawne.

    Nie wiemy jak było, bo nie znamy sprawy ale domyślamy się jak było po wartości strat: 130 mln.

    Ja rozumiem, że trudno jest skazać dyrektora finansowego za spekulowanie majątkiem firmy (zobacz jak kuriozalnie to brzmi) dlatego skupiłem się na uzasadnieniu umorzenia, które jest wprost absurdalne.

    To, że wiedział cały zarząd nic nie zmienia, poza tym, że zarząd też powinien odpowiadać. Problem jest gdy zarząd=właściciele. Ale to już problem prawniczy więc się poddaje.

  9. mic powiedział(a):

    Zgadzam się, że skupili się nie na tym co potrzeba..zasadność trzeba badać. W jednej z moich spraw, to nie dość, że sędzia nic nie wiedział o rynku, finansach, pochodnych, to tym bardziej prawnik wtopionego – a żeby było śmieszniej to wtopiony też nie, bo to jego księgowa robiła [a ona spekulowała na maksa - mimo ostrzeżeń, iż transakcje nie są zasadne w ich firmie]. Pytania treści: dlaczego w 2008 żaden z banków nie prognozował, że EURPLN będzie powyżej 4,5? Dlaczego prognozowali, że będzie 3,0? Dlaczego bank sprzedaje takie rzeczy? Dlaczego nam nie powiedziano, że będzie szło w górę, przecież bank wie wcześniej? etc. strasznie naiwnie to brzmiało – mnóstwo argumentów spiskowych i potocznych, i jeśli patrzymy na to z pozycji zwykłego człowieka nie siedzącego w temacie, to wygląda to jak wygląda, bank zły i oszukał wszystkich

  10. _dorota powiedział(a):

    Praktyka sądowa musi się wytworzyć, póki co takie sprawy są u nas nieczęste, a sądom brakuje biegłych w dziedzinie finansów (podobno w całej Polsce jest ich trzech, słownie: trzech).

    Skarżąc decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa należałoby wskazać, że od dyrektora finansowego wymagany jest większy niż przeciętny poziom wiedzy o instrumentach finansowych. Inaczej mówiąc – że nie jest on nabitym w butelkę konsumentem, ale profesjonalistą (a przynajmniej ma obowiązek na takim stanowisku profesjonalistą być).

    Przesunięcie sprawy z (nietrafnego) poziomu bank – konsument na poziom profesjonalista (bank) – profesjonalista (dyrektor finansowy): tej wiedzy brakuje prokuraturze. Zarząd nie odpuści, mam nadzieję.

  11. galopujący major powiedział(a):

    Wbrew pozorom sprawa nie jest taka prosta. W USA, zwłaszcza w świetle odrzucenia powództwa w sprawie CITI toczy się KLUCZOWA prawnicza debata, na ile można obciążać indywidualną odpowiedzialnością członków Rady Dyrektorów, którzy w DOBREJ WIERZE, podjęli kretyńskie ryzyko. Niektórzy twierdzą, że ocenianie decyzji dot. ryzyka zabije konkurencję, że sądy nie mają ku temu specjalistów, że to zawsze “second guessing” i że nie da się wprowadzić wyraźnego rozgraniczenia między ryzykiem dopuszczalnym, a niedopuszczalnym. Stąd lepiej skupiać się nie tyle na samej decyzji, co do ryzyka, ale na “zasadach podejmowania takiej decyzji”, bo tu łatwiej wyłapać dobrą wiarę. Taki jest obecnie standard odpowiedzialności w USA. Inside trading to zupełnie co innego bo tu dobrej wiary nie ma niejako od początku.

    Druga strona z kolei wskazuje, że skoro nadzór jest już nie tylko należy do “duty of care”, który wedle prawa stanu Daleware daje się wyłączyć na mocy woli samej korporacji, ale po orzeczeniu Stone vs. Ritter, należy już do niedającego się wyłączyć “duty of loyalty” to dyrektorzy powinni odpowiadać za nienależytą staranność w nadzorze, która jest naruszeniem obowiązku lojalności. A że w ramach swoich nadzorczych obowiązków mają przecież zarządzać ryzykiem (ERM itp.), więc narażenia na kretyńskie ryzyko jest po prostu naruszeniem tych obowiązków i powinni za to beknąć.

  12. GTC powiedział(a):

    @ Trystero

    Rozumiem i zasadniczo podzielam twoje oburzenie wyrokiem sądu, a szczególnie jego kurwiozalnym uzasadnieniem.

    Jednak nawet te słuszne powody nie zwalniaja nas od trzeźwego i zobiektywizowanego ogladu sytuacji, bo stany faktyczno-prawne w obu przypadkach są zupełnie różne a analogia niezupełna. Nie mozna więc stawiać znaku równania miedzy postepowaniami obu postaci, tej realnej i tej hipotetycznej.

    Dyrektor finansowy spółki transportowej Omega, nie był wprawdzie Alfo i Omega finansów ( a raczej alfonsem i lebiegą – był kiedyś taki dowcip z życia wzięty) ale o ile miał wpływy w walucie obecej za swoje usługi to jednak wciąż poruszał się w sferze swojej działalnosci finansowej oraz w zakresie swoich obowiązków służbowych.

    Oczywiscie inna sprawą jest to czy to co i jak zrobił w zakresie zapezbieczenia ryzyk walutowych było zgodne z regułami sztuki i ze zdrowym rozsadkiem (skala ponoszonego ryzyka).

    Czy i jaka winnien ponieśc odpowiedzialnośc finansowo-karna za swoje postepki to trzecia sprawa, trudna do rozwikłania bo nie znamy szczegółów. Uważam, że na dziada daloby sie znaleźć jakis podpadajacy paragraf za przekroczenie obowiazków słuzbowych i zasad racjonalnego gospodarowania finansami firmy.

    Natomiast w przypadku dyrektora szpitala hazardowanie funduszem wynagrodzeń w Toto nie mieści się ani w zakresie działania szpitala ani w zakresie jego obowiązków.

    Tak więc wyjściowo nalezy udzielić odpowiedzi pozytywnej nagatywnej na pytanie – “Czy można oskarżyć dyrektora szpitala, że zagrał w Totka funduszem wynagrodzeń?”

    Myslę, że warto też poszukac jakiejs bardziej trafnej analogii, bardziej zbliżonej do realiów choć wybaczam ten mały kiks, bo nie jednego by poniosły nerwy w tej sytuacji.
    A czasem język wartki wypowie coś zanim pomyśli głowa, nawet jak w słusznej sprawie.

    Mamy w tym casie, przy okazji, cześciową odpowiedź na pytanie – Czy mozna stracić na forexie?

    Jak widać można i to niemało.

  13. galopujący major powiedział(a):

    “Wystawianie tych opcji, które było formą zapłaty premii za kupione opcje zabezpieczające przed umocnieniem złotego, było działaniem czysto spekulacyjnym jeśli wartość nominalna wystawionych opcji przewyższała wpływy dewizowe spółki.”

    Zauważ jeszcze, że skoro wystawienie tych opcji było formą zapłaty premii, to Omega wystawiając opcje nie musiała wyłuskać kasy na premię, a więc do pewnego momentu również i na tym korzystała. Podejrzewam, że to był również jeden z powodów zawierania takich transakcji, bo do pewnego momentu zysk niejako podwójny;)

  14. GTC powiedział(a):

    @ mic

    Piszesz – “korytarz zerokosztowy jest jedną z bezpieczniejszych strategii, napewno bezpieczniejszą niż forward”.

    Wyjaśnij proszę, “jako były spec od pochodnych”, czy i dlaczego jest napewno bezpieczniejszy od transakcji forward.

  15. Trystero powiedział(a):

    @ GTC

    Natomiast w przypadku dyrektora szpitala hazardowanie funduszem wynagrodzeń w Toto nie mieści się ani w zakresie działania szpitala ani w zakresie jego obowiązków.

    Dokładnie. Po to jest ten przykład. By pokazać, że prokurator powinien się skupić na sprawdzeniu czy podjęcie tego ryzyka leżało w kompetencjach CFO Omega czy nie. A nie ’sprzedawać’ banały, że CFO nie jest wróżką.

    Rzeczywiście nie mam pewności, że CFO Omegi przekroczył swoje kompetencje ale mam przesłanki by tak sądzić. Niewielka firma transportowa z małego miasteczka notuje 130 mln strat na transakcjach opcyjnych. Sądzisz, że wartość nominalna tych wystawionych opcji odpowiadała wpływom dewizowym?

  16. Trystero powiedział(a):

    @ galopujący major

    Zauważ jeszcze, że skoro wystawienie tych opcji było formą zapłaty premii, to Omega wystawiając opcje nie musiała wyłuskać kasy na premię, a więc do pewnego momentu również i na tym korzystała. Podejrzewam, że to był również jeden z powodów zawierania takich transakcji, bo do pewnego momentu zysk niejako podwójny;)

    Wiesz, nie ma darmowych lunchy. Nie płaciła premii gotówką tylko płaciła biorąc na siebie pewne ryzyko. Ja rozumiem przy tym, że dla CFO to było atrakcyjne bo inaczej się księguje premię w gotówce a inaczej wystawienie przeciwstawnych opcji.

  17. GTC powiedział(a):

    @ Trystero

    Ptasz czy sądzę, że wartość nominalna wystawionych opcji odpowiadała wpływom dewizowym tej firmy!

    Odpowiem Ci cytatem, z niewielkim wkładem własnym. :)

    “Niewielka firma transportowa z małego miasteczka notuje 130 mln strat na transakcjach opcyjnych.” !!!!! ?????

  18. Trystero powiedział(a):

    @ galopujący major

    Wbrew pozorom sprawa nie jest taka prosta. W USA, zwłaszcza w świetle odrzucenia powództwa w sprawie CITI toczy się KLUCZOWA prawnicza debata, na ile można obciążać indywidualną odpowiedzialnością członków Rady Dyrektorów, którzy w DOBREJ WIERZE, podjęli kretyńskie ryzyko. Niektórzy twierdzą, że ocenianie decyzji dot. ryzyka zabije konkurencję, że sądy nie mają ku temu specjalistów, że to zawsze “second guessing” i że nie da się wprowadzić wyraźnego rozgraniczenia między ryzykiem dopuszczalnym, a niedopuszczalnym. Stąd lepiej skupiać się nie tyle na samej decyzji, co do ryzyka, ale na “zasadach podejmowania takiej decyzji”, bo tu łatwiej wyłapać dobrą wiarę. Taki jest obecnie standard odpowiedzialności w USA. Inside trading to zupełnie co innego bo tu dobrej wiary nie ma niejako od początku.

    Większość firm finansowych ma jakieś standardy zarządzania ryzykiem. Jest pozycja Chief Risk Officer. Stąd rzeczywiście, przyjęcie, że odpowiedzialność karna czy finansowa może mieć miejsce tylko wtedy gdy ktoś złamie wewnętrzne procedury co do ryzyka, wydaje się sensowne.

    W przeciwnym razie można by oskarżać Kownackiego o nieudany zakup Możejek czy szefa Time Warner o przejęcie AOL.

  19. Trystero powiedział(a):

    @ GTC

    Już odblokowałem ten pierwszy komentarz. Akismet go zjadł.

  20. mic powiedział(a):

    @GTC podaję prosty przykład: kurs spot 3,9500

    a) forward na 1 mio EUR na za miesiąc 3,9550

    b) korytarz na 1 mio EUR dół 3,9000 – góra 4,0000

    Rozpatrujemy wariant niekorzystny (aby pokazać, że jest bezpieczniejszy przy niekorzystnym ruchu), czyli za miesiąc rynek 4,1000

    a) rozliczenie forwarda sprzedaż 1 mio EUR po 3,9550 – a więc 14,5 grosza gorzej niż rynek

    b) rozliczenie korytarza sprzedaż 1 mio EUR po 4,000 – a więc 10 grosza gorzej niż rynek

    mniejsza strata na instrumencie przy niekorzystnym ruchu – zgadzasz się ?

    Firmy często też nie realizowały forwarda, tzn. robiły bullet na 12 mio EUR na koniec roku i miały co miesiąc wykorzystywać (co samo w sobie nie jest złe): ale część przy ruchu w górę kisiła całą stratę, która narastała. Z kolei korytarze robione są cyklicznie, czyli 1 mio EUR co miesiąc się rozliczał, a więc wolumen schodził co jakiś czas.

  21. GTC powiedział(a):

    @ mic

    Jakoś mnie nie przekonałeś kolego po fachu, bo ja, jako były szpec od instrumentów pochodnych, robię sobie rozliczenie przy odmiennym scenariuszu, przy tych samych założeniach wstępnych i takiej samej odchyłce kursu ale w drugą stronę.

    Wprawdzie mam trochę inne postrzeganie sprawy, ale załóżmy jednak, że jest to faktycznie „wariant niekorzystny”, z punktu widzenia kursu możliwego do zrealizowania, choć wtedy lepiej byłoby wcale nie zabezpieczać kursu.

    Ja wprawdzie nazwał bym tę sytuację raczej „wariantem korzystnym”, patrząc z punku widzenia posiadacza pozycji/kombinacji opcyjnej, bo daje ona szansę częściowej partycypacji w wyższym kursie.

    Ale przyjmuję twoją nomenklaturę (choć niekoniecznie taką samą optykę bo “stratę” tu uznaję za umowną) patrząc z punktu widzenia efektywności zabezpieczenia kursowego.

    Rozpatrzmy więc w końcu odwrotną sytuację, czyli ”wariant korzystny” , bo zdarzyło się to czego się obawialiśmy więc i zabezpieczenie się nam akurat sprawdziło.

    Chcę bowiem pokazać, że forward jest bezpieczniejszy przy korzystnym ruchu, czyli gdy za miesiąc rynek będzie 3,8000.

    Mamy więc wtedy:

    a) rozliczenie forwarda sprzedaż 1 mio EUR po 3,9550 – a więc 15,5 grosza lepiej niż rynek.

    b) rozliczenie korytarza sprzedaż 1 mio EUR po 3,90000 – a więc tylko 10 grosza lepiej niż rynek.

    Mniejszy zarobek (a więc jakaś strata) na kombinacji opcyjnej niż na forwardzie, przy ”korzystnym” ruchu kursów– zgadzasz się?

  22. mic powiedział(a):

    @GTC

    hmm, mówimy o bezpieczeństwie, w sensie wywrotki instrumentu ala Omega, a nie zarobku czy adekwatności zabezpieczenia – podchodząc właśnie twoim myśleniem – ile możemy zarobić przy korzystnym ruchu, robiono korytarze lewarowane -> bo jak pójdzie w dół to lepiej Pan zarobi…jak wiesz w mocnym lewarze i jakąś barierą poziomy wychodziły lepsze nawet mocno niż zwykły fwr – także ja patrzę od strony niekorzystnego ruchu

    czyli jest bezpieczniejszy, a czy adekwatniejszy jest forward czy korytarz to klient już sam sobie wybiera.

    Przy korzystnym ruchu to każdy jest bezpieczniejszy, bo daje zarobić czy mniej czy więcej jest nie istotne – bo firmie nic nie grozi w razie overghedge’a lub wysypania kontratku bazowego

  23. mic powiedział(a):

    Trzeba sobie zadać pytanie: czy bezpieczeństwo instrumentu oznacza ile możemy stracić przy niekorzystnym scenariuszu czy jako ile możemy zyskać przy korzystnym? A tutaj każdy może sobie już indywidualnie interpretować.

    Oczywiście rozumiem, co masz na myśli, że trudno odciąć hedge od realnych kontraktów. Ale niestety specyfika i wiedza firm i zarządzających jest taka, że wolą zarobić na hedgu a wtopić na realnym konktracie – a nie odwrotnie :) I ciężko im pojąć, że tak naprawdę często sytuacja niekorzysta z punktu widzenia hedga jest fundamentalnie dobra – bo mają korzystniejszy kurs do przyszłym kontraktów do podpisania.

    Ja to wiem, ale i tak w firmie, gdzie pracuję nie mogę wyplenić takiego myślenia, bo ‘hedge’ ma zarabiać i ekstra zyski przynosić ;-) a jak ‘hedghe’ się nie wyrobi to ‘to po co my to robiliśmy’ ? ehhh…

  24. GTC powiedział(a):

    @ mic

    „hmm, mówimy o bezpieczeństwie, w sensie wywrotki instrumentu ala Omega, a nie zarobku czy adekwatności zabezpieczenia – podchodząc właśnie twoim myśleniem – ile możemy zarobić przy korzystnym ruchu, robiono korytarze lewarowane „

    Właśnie o czym my mówimy? My nie mówimy o konkretnej sytuacji Omegi (bo nie znamy szczegółów ich ustawienia opcyjnego), my na kanwie wywrotki Omegi prowadzimy uogólnioną dyskusję o korytarzu opcyjnym, co jest w pełni uzasadnione, gdyż na tej strukturze oparte były toksyczne kombinacje opcje proponowane polskim przedsiębiorstwom. przez banki.

    A szczególnie rozpatrujemy zalety i rzekomą wyższość korytarza na forwardem, co zapewne było jedną z głównych przesłanek do wyboru właśnie tej struktury a nie transakcji forward czy choćby zakupu opcji put.

    Najprawdopodobniej nasi ambitni finansiści nie w pełni rozumieli specyfikę tego instrumentu więc nie mieli wystarczającej świadomości zagrożeń związanych z ich użyciem. Teraz myślę sobie, że może nawet pracownicy banków, którzy im to wciskali też nie mieli pełnej świadomości w tym względzie, jeśli przyszło mi prowadzić dyskusję na ten temat z kolegą o „mic-k(i)em” ( o nicku „mic”), który, jak mówi, jest byłym specem od instrumentów pochodnych.

    czyli jest bezpieczniejszy, a czy adekwatniejszy jest forward czy korytarz to klient już sam sobie wybiera.
    Tak, wyboru ostatecznie dokonuje klient, ale aby ten jego wybór był świadomy i racjonalny to ten klient musi mieć wystarczającą (niezbędną) wiedzę w danym temacie i odpowiednie zrozumienie tego, czy akurat dany instrument jest właśnie dla niego adekwatny i czy i kiedy jest on bezpieczniejszy od innych możliwości.

    Jako zbliżoną ilustrację podam tu zabawny przypadek z życia wzięty. W szpitalnej poczekalni , czekając na przyjęcie do lekarza, rozmawia starsza kobieta ze starszym mężczyzną, dwoje pacjentów którzy cierpią na tę samą chorobę. Wymieniają swoja przypadłości i wymieniają się też doświadczeniami z zażywanych leków. Pan mówi, że bierze taki jeden lek, powiedzmy „Prostatin”, który bardzo dobrze robi mu na prostatę. Kiedy starsza została wreszcie przyjęta przez lekarza to prosi by przepisał jej jeszcze „Prostatin”, bo on podobno dobrze robi na prostatę. Autentyk.

    Trzeba sobie zadać pytanie: czy bezpieczeństwo instrumentu oznacza ile możemy stracić przy niekorzystnym scenariuszu czy jako ile możemy zyskać przy korzystnym? A tutaj każdy może sobie już indywidualnie interpretować.

    Tutaj przeprowadza się scenariuszowy rachunek opłacalności, który obiektywnie pokazuje kiedy i ile możemy stracić w konkretnych sytuacjach, niezależnie od indywidualnych interpretacji. Indywidualnie możemy jedynie ocenić, przy naszym (firmowym) poziomie tolerancji ryzyka i naszym (indywidualnym) apetycie na ryzyko jak daleko możemy się posunąć, by nie stracić firmowych portek i a prywatnie stanowiska.

    Piszesz ”Rozpatrujemy wariant niekorzystny (aby pokazać, że jest bezpieczniejszy przy niekorzystnym ruchu), czyli za miesiąc rynek 4,1000”, niejako ustawiając od razu dyskusję ze swojego punktu widzenia. Za chwilę stanie się jaśniejsze co mam na myśli.

    Takim bowiem komentarzem opatrujesz ten przypadek: ” Mniejszy a strata na instrumencie przy niekorzystnym ruchu – zgadzasz się ?”. Otóż nie zgadzam się, gdyż w tym przypadku mamy raczej mniejszy zarobek na forwardzie niż kołnierzu (korytarzu), który umownie możemy nazwać „stratą”.

    Jednak patrząc w ten sposób (stosując taką optykę), każdy przypadek hedgingu sprzedażowego, w którym ceny czy kursy zabezpieczenia są niższe od kursu, który faktycznie wystąpił przy rozliczeniu transakcji należałoby uznać za zmarnowany, błędny, stratny czy też nieefektywny.

    To trochę tak, jakby osoba, która wykupiła ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków powiedziała, że stało się nieszczęście bo jej nie ukradli samochodu albo się chałupa nie spaliła.

    W rzeczywistości często jest podobnie jak piszesz, że hedge (short) jest uznawany za dobry ruch jak rynek spadnie a za absolutnie niedobry jak rynek wzrośnie .

    Ja to wiem, ale i tak w firmie, gdzie pracuję nie mogę wyplenić takiego myślenia, bo ‘hedge’ ma zarabiać i ekstra zyski przynosić ;-) a jak ‘hedghe’ się nie wyrobi to ‘to po co my to robiliśmy’ ? ehhh…

    A czasem dochodzi wręcz do niemalże patoolgii, jak wyżej, kiedy oczekuje się, że hedge ma zarabiać i ekstra zyski przynosić. Ehhh!!!

    Jest to jednak absolutnie błędne spojrzenie z pozycji ex post, co potwierdzi każdy profesjonał, gdyż efektywność zabezpieczenia oceniać należy, z punku widzenia realizacji założeń wyjściowych, przyjętych ex ante, więc jeśli je zrealizowaliśmy to należy uznać, że zabezpieczenie się sprawdziło.

    Jednak zjawisko to nie dotyczy jedynie firm dorywczo stosujących instrumenty pochodne na potrzeby zabezpieczeń ale również firm producenckich, w których hedżing jest/bywa integralnym elementem ich działalności, vide producenci złota oraz fala dehedgingu w sytuacji gwałtownego wzrostu cen złota.

    Sorry za trochę przydługi komentarz wprowadzający ale uważam, że jest on niezbędny dla właściwego postrzegania sprawy, gdyż od odpowiedniego zrozumienia uwarunkowań i specyfiki zagrożeń zależy właściwe postrzeganie tego zagadnienia, z właściwej optyki wynikają właściwe działania oraz ich właściwa ocena ex post.

    Niezbędnym warunkiem wyjściowym (choć niewystarczającym) jest oczywiście zrozumienie, że papierowy hedge jest ściślej związany z realną bazą i że chodzą one w przeciwnych kierunkach, jak tu ubędzie to tam przybędzie i odwrotnie.

    Wtedy nie będziemy mieli do czynienia z takimi przypadkami jak opisany: . Ale niestety specyfika i wiedza firm i zarządzających jest taka, że wolą zarobić na hedgu a wtopić na realnym konktracie – a nie odwrotnie :) I ciężko im pojąć, że tak naprawdę często sytuacja niekorzysta z punktu widzenia hedga jest fundamentalnie dobra – bo mają korzystniejszy kurs do przyszłym kontraktów do podpisania.

    Wróćmy jednak do naszej dyskusji o „wyższości jednych świąt nad drugimi” i załóżmy, że jest to faktycznie „wariant niekorzystny”, z punktu widzenia kursu możliwego do zrealizowania, choć wtedy lepiej byłoby wcale nie zabezpieczać kursu.

    Ja raczej nazwał bym tę sytuację „wariantem korzystnym”, patrząc z punku widzenia posiadacza pozycji/kombinacji opcyjnej, bo daje ona szansę częściowej partycypacji w wyższym kursie.

    Ale, jako były spec od derywatów (który chyba jednak jeszcze wszystkiego nie zapomniał) to powiem Ci, kolego po fachu, że to jeszcze nie wszystko co przemawia na korzyść forwarda.

    Jak zapewne wiesz transakcja forward ( tu short sell) fiksuje bowiem na sztywno pewien kurs efektywny (punktowo), który w danych warunkach jest najwyższym z możliwych do pewnego zrealizowania.

    Natomiast „korytarz” (kombinacja zakupionej opcji call i sprzedanej opcji put) wyznacza pewien przedział kursów możliwych do zrealizowania, w zależności od tego jak ułoży się kurs spot w terminie wymagalności.

    Korytarz ma swoją górną i dolną granicę kursu możliwego do zrealizowania, dlatego też lepiej oddają nazwę tej kombinacji opcyjnej inne jej „przezwiska” takie jak mini-max czy „plafon i parkiet” (cap and floor), czy nawet kołnierz (collar), ( a raczej stryczek, który niektórzy sobie zakładają).

    Wprawdzie przedział ten da się elastycznie ustawić (rozszerzając przedział kursów), górę nawet znacznie ponad poziom forwarda, co może być kuszące dla niektórych, którzy myślą/liczą na to, że rynek pójdzie jednak po ich, czyli przeciwnie do tego przed czym się zabezpieczali.

    Należy jednak pamiętać, że podwyższanie górnego pułapu zawsze odbywa się to kosztem odpowiedniego obniżenia dołu, np. 3,800-4,2000 czy 3,7000-4,3000, czyli wyraźnego pogorszenia efektywnego poziomu zabezpieczenia, w przypadku niekorzystnej sytuacji kursowej, przed którą wyjściowo broniliśmy się.

    Zapytam więc czy i wtedy epatował byś mnie mniejszą stratą (umowną) na korytarzu? Co ja bym skontrował dużo większą stratą realną w sytuacji odwrotnej, wykazując wyższość forwarda.

    Tę „wyższość/korzystniejszość” korytarza nad forwardem da się również uzyskać poprzez układ zlewarowany w stosunku 1:2 – 1:5 ( czy nawet 1:8 tak jak w pewnym wariancie polskim), z tym jednak, że grozi to niewspółmiernie wysokimi stratami, do bankructwa beneficjenta korytarza włącznie.

    Co więcej forward ma jeszcze tę zaletę, że w każdej chwili da się go w całości lub częściowo przerolować odsuwając termin rozliczenia i stwarzając sobie dodatkowe szanse i zagrożenia, nawet poprawiając sobie kurs o wysokość „premii” terminowej.

    Natomiast w przypadku korytarza opcyjnego jesteśmy (zazwyczaj) skazani na czekanie do terminu zapadalności opcji a co więcej, to jeszcze w pewnych sytuacjach nabywca opcji put (bank/dealer) ma nas w swoich rękach, bo to w jego ręcach leży prawo wciśnięcia nam akurat “niechcianego” gniota.

    Tak więc raczej nie przekonasz mnie kolego do tego, że corridor (collar, etc) jest bezwzględnie lepszy od forwarda. choć faktycznie w pewnych sytuacjach może być lepsiejszy.

    PS
    Oczywiście rozpatrujemy tu przypadek normalnego korytarza opcyjnego, złożonego ze standardowych opcji call i put, a nie z wynalazków typu bariera, knock-out czy trigger, które mogą nam w międzyczasie wyłączyć strukturę przy pewnym poziomie, nawet gdy docelowo okazało by się, że układ jest dla nas korzystny, podczas gdy normalny układ da się dotrzymać do końca (jego lub naszego :) ).

    Pozdrawiam.

  25. mic powiedział(a):

    Zgadza się, bezwzględnie nie jest lepszy – przecież o tym nie pisałem. Pisałem, że jest bezpieczniejszy, bo może generować mniejszą stratę przy niekorzystnym ruchu – czyli dla kogoś kto chciałby się zabezpieczyć, ale się boi się straty na hedgu, jest to wówczas najbezpieczniejsza strategia zerokosztową.

    Co do wydłużeń wtopionego forwarda, to kiedyś większość banków robiła rolki – teraz część nie robi wogle, inni robią pod warunkiem wydania zgody komitetu lub pod warunkiem, że nie jest więcej wtopiony niż np. 20% limitu. To może być zaleta, ale może być wielka wada i gwóżdz do trumny, jak rynek dalej idzie przeciw…zrolowana strata narasta. Robienie bulleta i wykorzystywanie w dowolnych momentach samo w sobie nie jest złe i może być taką strategią – sami to robimy w firmie, ale mamy tego świadomość ponoszonego ryzyka i tu znowu wracamy do kompetencji i wiedzy zarządzających. Korytarz systematycznie rozliczać i schodzi wraz z czasem – więc dla nieświadomego chyba lepiej, aby schodziła mu transakcja na bieżąco.

    Tak tak, mówimy o zwykłym korytarzu – bez wynalazków lewarowanych ani z wylącznikami.

    Czyli podsumowując – dla jednego klienta lepszy jest forward, dla drugiego korytarz w zależności od świadomości, strategi wykorzystywania zabezpieczeń, dopasowania do core biznesu etc. Dla rentowności konkretnego kontraktu przy fakturze wg kursu etc to lepszy forward rzecz jasna. Który bezpieczniejszy ? Zależy od definicji i spojrzenia na bezpieczeństwo [czy bezpieczeństwo core biznesu - wtedy forward; bezpieczeństwo w postaci ewentualnej mniejszej straty na hedgu, a ja do tego się odnosiłem - wtedy korytarz]- tak można to ogólnie chyba podsumować.

    Tak czy siak – najważniejsze, aby z lewarem i wolumenem nie przesadzić..baa..nawet spekuła w firmach nie jest zła – ale niech to zrobią na 5% wolumenu.

    Myślę, że mniej więcej zgadzamy się w opiniach, tylko z różnej perspektywy patrzeliśmy.

    PS. w jakim banku robisz?

  26. mic powiedział(a):

    “Teraz myślę sobie, że może nawet pracownicy banków, którzy im to wciskali też nie mieli pełnej świadomości w tym względzie, jeśli przyszło mi prowadzić dyskusję na ten temat z kolegą o „mic-k(i)em” ( o nicku „mic”), który, jak mówi, jest byłym specem od instrumentów pochodnych.”

    Uważasz, że nie mam świadomości i że coś wciskałem, bo napisałem, że korytarz jest bezpieczny, bo generuje mniejszą stratę? Przeżyłem to samo w 2002-2003..uwierz, że nie raz premia uciekała, bo nie wciskałem – co gorsza, miałem ograniczenie z lewarem w moim banku. Gdybym napisał, że robiłem wszystkim na lewarze korytarze, bo miało się wyrobić i prognozy były na 3,3 to bym się z takim określeniem zgodził :-) ale tak, no fakin way ;]

    Słowo wciskać używane przez media i pokrzywdzonych też jest nie na miejscu – czy ktokolwiek kazał firmom coś robić? Trochę wszyscy czują się zwolnieni z myślenia i zganiają na zły bank..

    Wiesz, były takie sytuacje, że proponuję zwykły forward, a klient mówi: ” wy to leszcze jesteście, zwykły forward jest dla bab, w banku X dali mi czary mary i mam lepszy kurs o 10 gr plus inne bariery – wiecie jak na tym się zarabia” ??? I wez tu przekonaj gościa, że forward lepszy…na marginesie, byłem świadkiem w sądzie, bo nagle transakcje się nie wyrabiały, a on w każdym z 3 banków zrobił to na ponad 100% obrotów EUR..ups..

    pytanie dlaczego tamten bank zaproponował mu to rozwiązanie? Tutaj też wydaje mi się, że kwestia raczej sprzedawcy, bo znam i konserwatywnych w moim byłym banku, jak i juniorów, podobnie u konkurencji, co by zlewarowali nieświadomego gościa pod korek, jeśli by się dał – aby tylko wolumen do bonusa zrobić. Taki co pokażą tylko stronę z plusami w symulacji, takich co powiedzą “panie na 100% się wyrobi – robimy pod korek”…

    Krzywdzące jest twoje uogólnienie – w moim regionie z 200 klientów od pochodnych kłopoty większe miało może 10 – nikt nie zbankrutował. 3 restrukturyzacje, 2 sprawy w sądzie, a i tu nie byłem głównym skarżonym, bo u mnie miał tylko fwr. Reszta nawet jak miała straty na ‘hedgu’ to nie było pretensji do banku, co jednak świadczy, że można było sensownie tłumaczyć i sprzedawać. Aczkolwiek nie raz były zarzuty z centrali, że ‘może agresywniejszą politykę sprzedaży zaczniemy stosować’ – to nie wymaga komentarza :)

  27. GTCn powiedział(a):

    @ mic

    “Zgadza się, bezwzględnie nie jest lepszy – przecież o tym nie pisałem. Pisałem, że jest bezpieczniejszy, bo może generować mniejszą stratę przy niekorzystnym ruchu ….

    Wcale się nie zgadza, gdyż nieopatrznie pisząc “lepszy” miałem oczywiście na myśli bezpieczniejszy, bo przecież o tym głównie dysputujemy.

    Myślałem, że to w miarę wyraźnie wyłuszczyłem, ale jak widać Cię nie przekonałem.

    Najlepszy dowodem na to, że wciąż uparcie powtarzasz, iż korytarz jest bezpieczniejszy, bo może generować mniejszą stratę przy niekorzystnym ruchu – czyli dla kogoś kto chciałby się zabezpieczyć, ale się boi się straty na hedgu, jest to wówczas najbezpieczniejsza strategia zerokosztową.

    Zrozum, że wyjściowym celem hedgu jest tu/było zabezpieczenie się przed stratami kursowymi wynikającymi z umocnieniem się złotego (niższy przelicznik) a nie częściowa partycypacja we jego osłabieniu (wzroście przelicznika kursowego).

    Struktura korytarzowa umożliwia wprawdzie skorzystanie ze wzrostu kursu do poziomu górnych widełek, ale jak napisałem odbywa się to kosztem obniżenia dolnej granicy kursu, który będzie zawsze niższy od efektywnego kursu forwardowego.

    Nie bardzo możemy więc mówić to o stracie (a najwyżej koszcie alternatywnym) w sytuacji “niekorzystnej”, gdyż z punktu widzenia hedżownika, niekorzystna jest odwrotna sytuacja, przed którą się zabezpiecza.

    M0je stanowisko stanie się bardziej jasne po lekturze poniższych wyjaśnień.

    Myślę, że mniej więcej zgadzamy się w opiniach, tylko z różnej perspektywy patrzeliśmy.

    I tu jest właśnie pies pogrzebany, gdyż kolega mic patrzy z pozycji pracownika banku, czyli pośrednika oferującego produkt finansowy zaś kolega GTC patrzy z pozycji pracownika firmy/przedsiębiorstwa, czyli użytkownika danego produktu finansowego.

    Wydaje mi się więc, że mimo iż patrzymy z różnych perspektyw, to jednak moja perspektywa jest właściwsza, gdyż ja patrzę oczyma przedsiębiorstwa wykorzystujące opcje i posługuję się właściwym mu sposobem patrzenia (wzorcowym czyli tak jak powinien patrzeć firmowy profesjonalista.

    Uważasz, że nie mam świadomości i że coś wciskałem, bo napisałem, że korytarz jest bezpieczny, bo generuje mniejszą stratę?.

    Może po moim wcześniejszym wyjaśnieniu zrozumiesz, że wcale nie uważam, iż nie masz świadomości w tej kwestii, czy też coś komuś wciskałeś (opcje lub kit). Nie było to absolutnie ad personam a jedynie takie uogólnienie, podparte doświadczeniami wielu i oparte na faktach wpadek opcyjnych.

    Skonstatowałem tylko, że w tej kwestii twoja świadomość jest inna niż moja i twoja optyka jest inna niż moja, bo patrzysz na problem z innej perspektywy i pozycji więc trudno Ci pewne rzeczy zrozumieć, bo masz rzekłbym pewne skrzywienie zawodowe i pewnych oczywistych rzeczy nie chcesz do siebie dopuścić, gdyż prawdopodobnie nigdy nie patrzyłeś na to z innej perspektywy.jakiś kit

    Nie oznacza to wcale, iż uważam że nie jesteś w stanie pojąć tych rzeczy, tylko nie miałeś okazji ich przetrawić i przetestować w praktyce, jako druga strona transakcji (ta o której chodzi w sprawie opcji).

    Myślę, że teraz jest większa jasność w temacie.

    PS

    Nie pracowałem nigdy w banku ale w derywaty, w tym opcje towarowe i walutowymi, bawiłem się praktycznie już/jeszcze w czasach gdy nasze banki jeszcze się nimi nie zajmowały, a nawet rzekłbym, ich pracownicy raczej nie słyszeli, a jeżeli już to bardo mgliście.

  28. mic powiedział(a):

    “I tu jest właśnie pies pogrzebany, gdyż kolega mic patrzy z pozycji pracownika banku, czyli pośrednika oferującego produkt finansowy zaś kolega GTC patrzy z pozycji pracownika firmy/przedsiębiorstwa, czyli użytkownika danego produktu finansowego.”

    Przede wszystkim czytać ze zrozumieniem, z moich postów jasno wynika, iż pracowałem kilka lat w banku jako ’strona-sprzedaż’ i a teraz od 2 lat jako ’strona-kupno’ w firmie eksporter – więc obie strony mam rozeznane – chyba jasno w moich postach to wyraziłem na podstawie doświadczeń – stąd też nie mam skrzywienia. Bo zarówno ze strony tamtej i tej piszę :-) Przecież napisałem, że nie można stwierdzić bezwzględnie, że coś jest lepsze od drugiego – a zależy od szeregów warunków.

    A to dyskutant ślepo przywiązał się do jednej strony, jako czystego hedgu [który istnieje teoretycznie, a praktycznie różnie wygląda], nie biorąc pod uwagę innych pobudek – znaczy się, nie miał doczynienia z przekrojem klientów i profilem oraz tego jak ‘robienie zabezpieczeń’ działało w praktyce – do czego się przyznaje zresztą.

    Proszę nie wciskać, że napisałem coś, czego nie napisałem – bo wyjaśniłem, ze może być lepszy ten lub tamten instrument oraz tego, że piszę w imieniu pracownika banku, gdyż nim nie jestem.

  29. GTC powiedział(a):

    Dyskutant się ślepo nie przywiązał do jednej strony, jako czystego hedgu [który istnieje teoretycznie, a praktycznie różnie wygląda

    Dyskutant przetrawił w teorii (od strony kalkulacyjnej) i wypróbował w praktyce większość możliwości zastosowania pochodnych (w różnych konfiguracjach) więc dobrze wie czym się to je.

    Dyskutant znaczy się, nie miał do czynienia z przekrojem klientów i profilem oraz tego jak ‘robienie zabezpieczeń’ działało w praktyce – do czego się przyznaje zresztą..

    A właśnie, że dyskutant miał do czynienia z różnymi “klientami” na pochodne, których szkolił i pomagał zrozumieć jak się poprawnie robi w praktyce różne zabezpieczenia, choć czasami trudno to szło.

    Ba dyskutant powie więcej, zdarzało mu się również oferować konkretne rozwiązania na pochodne osobom (prawnym) zainteresowanym ich wykorzystaniem, jako że dyskutantowi zdarzyło się pracować parę lat w firmie w londyńskim City.

    Starał się również by na początku zrozumieli na czym tak naprawdę polega hedging, czym się różni od arbitrażu i spreadów oraz spekulacji. Kiedy i jak zabezpieczać, kiedy można sobie pozwolić by nie nie hedżować, etc.

    Dyskutant rozmawiał również wiele z mądrymi ludźmi, którzy w tej materii mieli większe doświadczenie, czytał różne książki i artykuły, w tym specjalne publikacje wewnątrz firmowe (ogólnie nie dostępne). Przewalił tego wiele i stwierdził, że zaledwie parę pozycji daje oświecenie.

    I dyskutant mówi to na podstawie ponad 20 letniego doświadczenia praktycznego w dziedzinie rozmaitego stosowania pochodnych.

    No i dyskutant starał przede wszystkim czytać ze zrozumieniem więc dziś już wie, kto na tent temat mówi czy pisze z zrozumieniem.

    I jak, na przykład, czyta książkę o hedgingu, wydaną u nas, to od razu wie że autor ma w temacie słabe przygotowanie teoretyczne i niewielkie pojęcie praktycznie i tak na prawdę to nie jest on żaden fachurka tylko niedouczony amator, który nie rozumie istoty zagadnienia, poza ogółem opisanym w podstawowej literaturze. A zabiera się za pisanie książek na dany temat, i niestety takich przypadków jest więcej.

    Dyskutant podtrzymuje wszystko co napisał i oświadcza, że zawsze gotów jest do dyskusji w temacie pochodne, a o hedingu w szczególności.

  30. mic powiedział(a):

    No to super! Mamy podobne doświadczenie i jak widać nawet ludzie z wiedzą mogą różnie patrzeć i z różnych perspektyw – chociaż ogólnie uważam, że poglądy są zbieżne i zgadzam się z tym co piszesz. Miejmy nadzieje, że jeszcze będą ciekawe dyskusje i wymiany zdań. Pozdrawiam serdecznie :)

  31. mic powiedział(a):

    A właśnie: czy w Anglii klientów było równie opornie edukować jak w Polsce? I czy równie często szli w stronę, że ‘hedge’ ma zarabiać?

    Wracając do wciskania opcji, to miałem też napisać, iż w pewnym sensie winowajcom bonanzy wolumenowej byli sami zarządzający bankami, którzy narzucali wyśrubowane budżety, których zwykłymi spotami lub forwardami ciężko było zrobić – i skupiono się na skomplikowanych i lewarowanych rzeczach, gdzie łatwiej marże wyciągnąć oraz klienta przyciąć na kwotowaniu.

  32. GTC powiedział(a):

    “czy w Anglii klientów było równie opornie edukować jak w Polsce? I czy równie często szli w stronę, że ‘hedge’ ma zarabiać?”

    Na wstępie muszę zaznaczyć, że ponieważ współpracowaliśmy się głównie z firmami maklersko-dealerskimi, fachowymi firmami tradingowo-handlowymi i bankami to ich nie trzeba było edukować, bo buli w tym dobrzy.

    Natomiast praca edukaqcyjna dotyczyła głównie firm z Polski i bloku Wschodniego, z którymi współpracowaliśmy.

    Jeśli chodzi natomiast o firmy zachodnie, które teoretycznie powinny mieć temat obcykany, to odpowiedź na to pytanie jest, wbrew pozorom, niestety tak. Jest to niestety przypadłość dosyć powszechna, szczególnie wśród ludzi w zarządach. Reguła jest taka, im wyższy szczebel w hierarchii tym mniejsze zrozumienie, choć zdarzają się chlubne wyjątki.

    Temat zresztą czasem dyskutowany w literaturze i prasie fachowej.

    Najczęściej występują następujące podejścia ludzkie:

    1. heding to spekulacja, bo się traci jak rynek idzie w
    dobrym dla nas,
    2. hedging jest niedobry, bo się traci jak rynek idzie w
    naszym kierunku
    3. jak hedging “zarabia” to jest dobry a jak się na nim
    “traci”, to jest zły
    4. hedging ma zarabiać

    Ad 1. Skomentuję to przytaczając celny cytat z książki “The derivatives revolution” , autorstwa Jessici Cross (ekspert od rynku złota), bo tę mam akurat pod ręką.

    “Zawsze kiedy słyszę argument(takie ubolewanie), przypomina mi się spotkanie z przedstawicielem producenta złota, typowym Australijczykiem, parę lat temu. On również się z tym spotkał a jego odpowiedzią było – “Bzdura, to ta cholerna strona produkcji ma spekulacyjny charakter!”

    Bo tak właśnie jest w istocie.

    Ad 2. Chodzi tu głównie o to, że dla producentów o niskich kosztach hedging jest niepotrzebny on dobry jest dla handlarzy i traderów. Jest w tym sporo racji ale tak nie do końca.

    Ad 3. To najbardziej typowe podejście. Jak wyjdzie “dobrze” to kierownictwo mówi, tak być powinno, a jak wyjdzie “źle” to mówi coście nawyrabialiście, czyście oszaleliście. I zazwyczaj w efekcie w przyszłości zakazuje się hedgingu.

    Ujemne różnice rozliczeniowe na giełdowej pozycji zabezpieczającej traktuje się jako stratę zaś dodatnie różnice jako zysk, nie patrząc na do że znadują one swoje odbicie w cenie towaru fizycznego.

    Jak się nie zahedżują i zarobią to się mówi wtedy- patrzcie jaka dobrą mamy ocenę rynku” a jak się nie zahedżują i stracą, to jest zawsze pod ręką standardowy argument- “rynek jest nieprzewidywalny, rządzą nim spekulanci,etc” i na poparcie swojego wyciąga się akurat te prognozy, które przewidywały inaczej.

    Ot samo życie, wszędzie podobnie chroni się własne tyłki.

    Ad 4. Hedging ma zarabiać (najlepiej zawsze i dużo). Często kierownictwo tak mówi, uzależniając od tego swoja zgodę na prowadzenie hedgingu.

    A jeśli nawet tak nie mówiło to jak coś wyjdzie nie tak, to wtedy mówi – myśli tak myśleli, tego od was oczekiwaliśmy, więc zdarza się, że lecą głowy.

    Jak więc widać oczekiwania i postawy naszych przedsiębiorców i firm nie różnią tak bardzo od oczekiwań i postaw ich zachodnich kolegów, choć tamci maja za sobą kilkadziesiąt lat więcej edukacji w kapitalizmie rynkowym.
    nie róznia

  33. mic powiedział(a):

    Ładnie napisane GTC, 100% racji ! Takie same mam odczucia. W takim KGHM śmiesznie wypada nr 3, bo jak miedz spada, to związki zawodowe mówią “mamy hedga – zarabiamy po XX PLN” dajcie podwyżki, a jak hedge wtapia to mówią “zwolnić prezesa”, bo po co to robiliśmy – no i dać podwyżki bo miedz wysoko :-))

  34. GTC powiedział(a):

    # 33

    To nie ładnie napisane tylko samo zycie pisze takie scenariusze.

    Z hedżingiem w KGHM to trochę inna sprawa była/jest i ja rozumiem nieufne nastawienie związków zawodowych.

    Oni nigdy nie byli za hedgingiem, a jak już robili to mieli wtopę, bo niewłaściwie to było ustawione. Problem polegał też na tym, że sobie kadr nie wyszkolili, a potem zajęli się tym ich lokalni domorośli amatorzy (między innymi autor książki o hedżingu ) albo ludzie z zewnątrz ale tylko przyuczeni.

    Nawet ostatnio, do poprawności tego co robią w tej kwestii ich fachowcy można mieć zastrzeżenia ( robili głównie właśnie korytarze – które u nich zwą się collars). A jak sklopsili to się potem w Parkiecie chwalili jakie to są spece, co jest dosyć typowym mechanizmem obronnym, o tyle skutecznym, że mało kto jarzył o co tu chodzi.

    No ale to temat na odmienne opowiadanie.

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player