Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Wyceny spółek z sektora social media

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 15.02.2011 | Komentarze (52) »

Pozwolę więc sobie używać określenia sektor social media na określenie wszystkich spółek technologicznych, do których produktów lub modelu biznesowego można dodać przymiotnik ‘społecznościowy’.

Pisałem niedawno o wycenie Facebooka na 50 mld USD: Wiadomo, że przychody w 2010 roku będą w granicach 1 mld do 2 mld USD (przy czym większość serwisów podaję tę drugą liczbę) a spółka operuje przy około 25% rentowności netto. Wiadomo także, że Facebook ma ponad 500 mln użytkowników – choć nie ma informacji o tym, jaka część z tej liczby to aktywni użytkownicy. Facebook wyceniany jest więc przy wskaźniku cena/sprzedaż (C/S) na poziomie 25 do 50 i wskaźniku cena/zysk (C/Z) na poziomie 100 do 200.

Okazuje się, że wycena Facebooka, biorąc pod uwagę popularne wskaźniki nie tylko nie odbiega wycen innych spółek z sektora ale wydaje się całkiem skromna. Nie wierzycie?

Twitter wyceniany jest na około 8-10 mld USD (bazując na ostatnich rundach prywatnego finansowania) przy przychodach w 2010 roku na poziomie 45 mln USD i prognozie przychodów na 2011 rok na poziomie 100-110 mln USD. To dałoby wskaźnik cena/sprzedaż na poziomie 220 dla 2010 roku i  91-100 dla 2011 roku dla firmy, która jeszcze nie przekroczyła progu rentowności. Każda wiadomość wysyłana na portalu (tweet) wyceniania jest na 28 centów! Każdy użytkownik Twittera wyceniany jest na 220 USD!

Zynga, producent gier społecznościowych (na przykład FarmVille) wyceniana jest na 7-9 mld USD (bazując na planach prywatnego finansowania). W porównaniu do Twittera jest to bardzo skromna wycena. Zynga ma 275 mln aktywnych użytkowników. W 2010 roku osiągnęła 850 mln USD przychodów i 400 mln USD zysku. To dawałoby wskaźnik cena/zysk na poziomie około 20! Prawdziwa okazja w świecie wycen spółek z sektora social media.

Do IPO (pierwszej oferty publicznej) przygotowuje się LinkedIn – portal społecznościowy skupiający się na kontaktach biznesowych. Secondary market (rynek wtórny dla obrotu akcjami firm, które nie są jeszcze notowane na giełdzie) wycenia LinkedIn na 2,2 mld USD przy 160 mln USD przychodów i 10 mln USD zysku w pierwszych 9 miesiącach 2010 roku. W całym 2009 roku spółka zanotowała 4 mln USD straty przy 120 mln USD sprzedaży.

AOL zapłaciła niedawno 315 mln USD za The Huffington Post – portal blogerski, który rozrósł się do poziomu kompleksowego portalu informacyjnego. Ta akwizycja została zawarta przy wskaźniku cena/sprzedaż na poziomie 10 dla 2010 i 5 dla prognozy na rok 2011. HuffPo przyciąga około 40 mln czytelników miesięcznie, którzy dokonują około 500 mln odsłon. Odpowiednie wyceny wskaźnikowe nie powinny sprawić problemów czytelnikom.

Jest jeszcze przygotowująca ofertę publiczną Pandora, dostawca muzyki w Internecie. W IPO Pandora wyceniania jest na 1,2 mld USD. Wydaje się to całkiem skromną wyceną przy przychodach na poziomie 90 mln USD w pierwszych 9 miesiącach 2010 roku i 55 mln w całym 2009 roku (rok obrotowy Pandory kończy się 31 stycznia). Rzecz w tym, że od początku istnienia, od 2000, Pandora nie uzyskała rentowności. Strata za 9 miesięcy 2010 roku to 0,3 mln USD, za rok 2009 to 17 mln USD. Co więcej, struktura kosztów Pandory (bardzo duży udział w kosztach opłat licencyjnych za muzykę) sprawia, że Pandora może mieć duże problemy z osiągnięciem progu rentowności.

A przecież jest jeszcze Groupon przygotowujący się do IPO, które ma wycenić spółkę na 15 mld USD. Co myślicie o tego typu wycenach? Czy uzasadniają opinie o nowej bańce spekulacyjnej? A może spółki z sektora social media są wyceniane na podstawie innych wskaźników, na przykład jakości i ilości informacji, które gromadzą o milionach swoich użytkowników/klientów?

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (52) do "Wyceny spółek z sektora social media"

  1. Krasus powiedział(a):

    Ciekawe, jak takie wyceny wyglądałyby dla rynku polskiego. Może się ktoś pokusi? :)

  2. adegie powiedział(a):

    @Trystero
    “A może spółki z sektora social media są wyceniane na podstawie innych wskaźników,”
    This time it’s different, old rules of valuation no longer apply ;)

  3. Alex powiedział(a):

    @adegie

    celnie! :) Wraca nowe.

  4. GTC powiedział(a):

    “This time it’s different.”!

    E tam, jak się chce ( i wie jak) to się da wykazać wszystko i to zgodnie z duchem i literą metodologii wyceny.

    Nawet C/Z 1000, choć to się ani we łbie ani w portfelu nie mieści.

  5. Trystero powiedział(a):

    @ adegie

    Dokładnie.

    Zauważ tylko, że niemożliwość zmierzenia potencjalnego wpływu nowej technologii na gospodarkę (w tym wypadku komunikacji, mediów społecznościowych) jest jednym z fundamentów wszelkich błędnych szacunków, wycen i alokacji zasobów.

  6. GTC powiedział(a):

    Zauważam wyjątkową powściągliwość komentujących w tej kwestii!

    Czyżby zagadnienie to było dużo mniej ciekawe od wstydliwego tematu – utoaletowienia?

  7. blofi.pl powiedział(a):

    Specyfika branży, ot tyle. Wartość firmy opiera się na “czynnikach” wirtualnych, dlatego trudno z wyceną.

  8. Bulwersator powiedział(a):

    Jak dla mnie Facebook to bańka i to potężna – moda się skończy i się ludzie zorientują że “trochę” przepłacili.

    A Groupon? Mam nadzieję że padnie jak najszybciej bo ma jedne z bardziej wkurzających reklam w internecie.

  9. miśYogi powiedział(a):

    WSZYSCY moi znajomi mają już konto na fejsie :) a gdy wszyscy już tańczą najczęściej muzyka przestaje grać:
    http://www.youtube.com/watch?v=GA8z7f7a2Pk
    ważne żeby nie zostać z ręką w nocniku…

  10. Trystero powiedział(a):

    @ miśYogi

    Wszyscy moi znajomi mają też konto w banku. Czy to wróży kres bankowości?

  11. _dorota powiedział(a):

    @ 10
    Kresu samej bankowości to nie wróży, ale wyznacza barierę dla dalszej ekspansji. Kto chce i musi mieć, ten już ma, reszta i tak nie da się “ubankowić” (vide staruszki z terenów wiejskich).

    To samo pewnie i o kontach na “fejsie” itp. można powiedzieć. Poza tym – to chyba tutaj jeden z Dyskutantów prognozował czasy, kiedy posiadanie takowego konta będzie obciachem…

    A przy okazji uwaga niemal offtopicowa. Osobiście nie mam konta na żadnym (!) portalu społecznościowym i dziękuję Bogu (i własnemu rozsądkowi) że byłam taka przezorna. W necie różni ludzie się pojawiają i czasem lepiej nie ujawniać swojej tożsamości. Mówię nie ogólnie, a o konkretnym przypadku, który mnie spotkał.

    I to też będzie bariera dla ekspansji takich portali. Zaczyna to do ludzi docierać, ze są i ciemne strony.

  12. Husarz Skrzydlaty powiedział(a):

    @ Trystero

    miśYogi zapewne chciał powiedzieć, że wszyscy jego znajomi zainwestowali już co najmneij po kilka “baniek” w sektor “social media”. A że znajomi misia stanowią doskonałą próbę statystyczną, niezbicie dowodzi to, że mamy do czynienia z bańką na tym rynku.

    A tak bardziej serio.
    Abstrahując od przesłanek Misia, to byłbym się skłonny zgodzić z tym, że mamy do czynienia z bańką.
    Nie raz pisałeś o optymistycznym skrzywieniu analityków. Wydaję mi się (zdając się zupełnie na intuicję), że dla tego sektora skrzywienie będzie jeszcze większe – przede wszystkim ze względu na dynamikę (przykłady google itp. działają na wyobraźnie). Poza tym jak dla mnie to wygląda tak, że po ucieczce z rynku nieruchomości, do łask powrócają “nowoczesne technologie” (imho to samo na rynku odnawialnej energii itp.)

  13. _dorota powiedział(a):

    Tak sobie myślę, że wyceny portali społecznościowych właściwie nie mają sensu bez wzięcia pod uwagę, że to są zjawiska kulturowe przede wszystkim.

    Dobra analiza jakiegoś socjologa kultury przydałaby się. Z prognozą dynamiki uczestnictwa użytkowników w takich przedsięwzięciach.

  14. Trystero powiedział(a):

    @ dorota

    Portale społecznościowe są po prostu nowym medium komunikacji. Jakoś nie znam nikogo kto mówi o bańce spekulacyjnej na rynku telefonii mobilnej bo wszyscy mają już telefony a moda na esemesowanie na pewno minie. Dlaczego więc mówi się tak o social media? Być może są zbyt krótko by większość zdążyła zaakceptować je jako stały element komunikacyjnego kompleksu.

    Daleki jestem od twierdzenia, że na rynku spółek z sektora social media nie ma bańki spekulacyjnej. Rzecz w tym, że nie zarabia się pieniędzy ani dlatego, że bezmyślnie płynie się z prądem ani dlatego, że bezmyślnie ustawia się zawsze pod prąd. Stąd ani zachwycanie się wyceną Facebooka na 50 mld ani wskakiwanie do przepełnionego wagonika kontrarian nie wydaje się mnie mądrym rozwiązaniem.

  15. Adam Duda powiedział(a):

    Facebook jeszcze nie ma zdefiniowanego modelu biznesowego który by zdyskontował popularność.
    Przykład NK, która z braku laku wsadzała reklamy google i teraz umiera.

    Jak FB znajdzie szybko sposób na zarabianie, tak jak google znalazło sposób na zarabianiu na wyszukiwaniu to 50 mld i więcej bedzie pewnie kiedyś uzasadnione.

    A FB widać że się miota. chce migrować w wyszukiwanie właśnie, we włane pozycjonowanie stron itp. Wątpie jednak żeby to wygrało z algorytmem Google i całą rzeszą apliacji które wspiera bytność internauty w “rodzinie” Google.

    Zresztą.. szybka migracja ‘Do’ facebooka, może tylko być zwiastunem jak szybko może przebiegać migracja “do” google, jeżeli chodzi o jakiś ich nowy, a pożądnie zrobiony portal społecznośćiowy.

    Google opanowało prawie że pocztę, cloudcomputing, Youtube, tworzy własną telewizjie i OS, wchodzi androidem z mobilne urządzenia. Jaki problem poświecić kilka miliardów na stworzenie własnego portalu społecznościowego?

    A kusić może integracją konta ze wszystkim innym co już każdy posiada w google. Puki co pewnie ma bardziej intratne projekty jak wspomniany TV Google.

    Chodź z drugiej strony leży na kasie, a to też nie dobrze.

  16. Trystero powiedział(a):

    @ Adam Duda

    Właśnie, w tym sektorze problem nie jest z nasyceniem rynku czy popularnością bo o to najlepsze portale martwic się nie muszą lecz z monetyzacją tej gigantycznej ilości uwagi, którą użytkownicy social mediów poświęcają portalom. W tej chwili korzysta się praktycznie tylko z reklam. Moim zdaniem potencjał tkwi w informacjach (Facebook chyba zdaje sobie z tego sprawę skoro ogranicza do nich dostęp, między inny dla Google), które serwisy gromadzą o użytkownikach.

    Dlatego moim zdaniem jest całkiem realnie, że będzie jak z dot-com bubble – z tysięcy firm przetrwa kilka, kilkanaście, które znajdą swój model biznesowy i w 2020 roku będu takim samym success story jak dziś Google czy Amazon.

  17. Adam Duda powiedział(a):

    Trystero

    “Moim zdaniem potencjał tkwi w informacjach (Facebook chyba zdaje sobie z tego sprawę skoro ogranicza do nich dostęp, między inny dla Google), które serwisy gromadzą o użytkownikach. ”

    Jasne, pytanie jakie informacje są cenne. Takie jakich masz kolegów i jakie durne filmiki komentujesz na FB, czy tego co wyszukujesz w sieci?

    Google zbiera Twoją historię wyszukiwań i IMO może dzieki temu stowrzyć lepiej Twój profil jako konsumenta niż FB, który ma Twoje dane, jezeli podałeś i co najwyżej siec kolegów. Nie chce się wymądrzać, bo może FB znajdzie sposób na wykorzystanie tgo potencjału.

    Wejście Google w portal społecznosciowy mogło by być spowodowane tym, że rozszerzyła by się baza kont google i możliwa by była lepsza i szersza agregacja danych o uzytkowniku. Dla samej wiedzy o połączeniach pomiędzy użytkownikach, nie wiem czy warto wchodzić. Co mozna efektywniej sprzedawać znająć połączenia pomiedzy userami?
    odpowiedź na to pytanie pewnie da model biznesowy… jednak trzeba trafić w coś masowego.

    Narazie google po to rozwija całą palete produktów typu cloudcomputing, żeby zakładać konta. Wchodzimy w wyszukiwarke i automatyczni jesteśmy zalogowani do Google. To marzenie jeżeli chodzi o firmę zarabiającą na wyszukiwaniu tego czego user faktycznie szuka.

    Ciekawe czy rozszerzy palete o portal społecznościowy. W każdym razie facebooka na pewno nie kupi za 50 mld :)

  18. Sławek powiedział(a):

    @ Adam Duda

    Google ma już swój portal społecznościowy: Orkut, bardzo popularny w Brazylii. Acz faktycznie zastanawiający jest brak ekspansji na reszte świata.

  19. GTC powiedział(a):

    „Pisałem niedawno o wycenie Facebooka na 50 mld USD: ……………

    Okazuje się, że wycena Facebooka, biorąc pod uwagę popularne wskaźniki nie tylko nie odbiega wycen innych spółek z sektora ale wydaje się całkiem skromna. Nie wierzycie?”

    Wierzymy, wierzymy bo już różne rzeczy w życiu widzieliśmy, w tym również wycenę Facedzbuka na poziomie 83 mld dol (firmy, a raczej koleżeńskiego przedsięwzięcia, które powstało w 2004 roku).

    Nie wierzycie? No to poczytajcie, bo połowa grudnia to niby niedawno a jak się okazuje to dla wyceny może to być szmat czasu.

    Faktycznie, jeszcze w połowie grudnia 2010 wartość FB wyceniana była na ok. 50 mld przez Goldman Sachs, zaś do końca stycznia wzrosła do 82,9 na rynku wtórnym SharesPost Inc (rodzaj rynku aukcyjno-giełdowego handlującego papierami firm prywatnych ).

    Tak więc “wartość” Facebooka przebiła Amazona z zaledwie 75,2 mld dol.

    Ciekawe, że choć Amazon ma 17 razy wyższe przychody ( $34.2 mld) wyceniany jest zaledwie 2.2 razy wielkość sprzedaży podczas gdy w przypadku Facebook, współczynnik ten wynosi aż 41.5.

    Od marca 2010 r kiedy SCI zaczęła handlować jego papierami wartość tych akcji wzrosła ponad 7 razy. Widocznie były mocne podstawy i istotne powody do tego!

    Co więcej cena akcji FB sięgała nawet 60 dol za sztukę, co oznacza że niektórzy inwestorzy wyceniali jej wartość aż na 136 mld dol. Niezłe jaja, nieprawdaż.

    Od marca 2010 r., kiedy SPI zaczęła handlować jej/go papierami wartość FB wzrosła ponad 7 razy. Widocznie były mocne podstawy i powody do tego.

    Przy poziomie 50 mld dolarów niektórzy analitycy przewidywali, że do 2015 r wartość FB może sięgnąć 200 mld dolarów czyli zwiększyć się czterokrotnie, jeśli ten trend wzrostowy będzie kontynuowany co może dać przychód rzędu 13 mld dol (przyrost w dużym stopniu z reklam i ogłoszeń z udziałem ok. 23% rynku).

    Tak więc Facebook stanie się jedną z największych, a dokładniej najbardziej wartościowych firm na świecie. Warto się zastanowić czy w tym szaleństwie jest metoda czy też w tej metodzie jest szaleństwo?

    Powiem tak – firma działa w wirtualnym świecie więc i jej wycena może być wirtualna ale co z zyskami?

  20. Trystero powiedział(a):

    @ GTC

    Facebook już teraz działa przy 25% rentowności netto. Myślę, że docelowo zbliżenie się do 40% rentowności jest w zasięgu spółki.

  21. GTC powiedział(a):

    @ Trystero

    Faktycznie przewidują, że w 2015 r. rentowność FB sięgnie 40%, co przy wirtualnym majątku, niewielkich kosztach stałych jest niewykluczone.

    No chyba że, to towarzystwo wzajemnej adoracji się rozmyśli lub znudzi FB, bo bezpańska łaska na pstrym koniu jeździ.
    Konkurencja już przebiera nogami aby ugryźć ten tort a pomysł taki jest stosunkowo łatwo powielić, więc może się okazać, że pewnego dnia ten interes tak dotcomnie, że hej.

    Klikanie w sieci i wirtualni “przyjaciele” na długą metę nie zastąpią normalnych relacji międzyludzkich i Nasza Kasa (FB) może podzielić los Naszej Klasy.

    Przy wycenie 50 mld branża inwestycyjna stwierdziła, że jest ona sporo zawyżona. Czy uważasz, że to co się dzieje obecnie z firmami social media jest normalne, to jest czy ma zdrowe podstawy fundamentalne na dłuższą metę?

  22. _dorota powiedział(a):

    @ 14, Trystero

    OK, nie znam się na tym, ale jako oosoba obserwująca z boku mogę postawić pytania dotyczące podstawowego “biznesu” FB:

    1. Jaki jest potencjał wzrostu liczby użytkowników FB, na świecie:
    http://miniurl.pl/118598
    już nie mówiąc o takiej Polsce (http://miniurl.pl/118599).

    2. Jaki jest potencjał rozwoju usług dodanych – czy odzwierciedla taką waluację firmy.

    3. “Portale społecznościowe są po prostu nowym medium komunikacji”. No właśnie, ale oprócz “komunikowania się” po kilka godzin dziennie trzeba pracować, jeść, oraz inne rzeczy robić w realnym świecie. Dlatego myślę, że zachłyśnięcie się FB widoczne np. w Polsce to jest jednak tylko moda.

    4. Negatywy uczestnictwa w portalach społecznościowych, które w świadomości narastają – przede wszystkim zagrożenia wypływające z niedostatecznej ochrony prywatności. Także zbyt nonszalanckiego szafowania swoją własną prywatnością przez użytkowników – jak się okazuje zamieszczenie na FB zdjęcia ze stringami na hełmie może nie pomóc w karierze :)

    5. Ostatnia rzecz – w końcu użytkownicy się zorientują, że sa w towarzystwie hołoty. Tak się jakoś dziwnie składa, że najciekawszych ludzi nie ma na FB – myślę np. o znajomych ze studiów: sędziach, pracownikach naukowych etc. FB to miejsce, gdzie każdy może wejść z ulicy, coś jak publiczna toaleta. Części użytkowników w końcu zacznie to przeszkadzać, tak sądzę.

  23. Trystero powiedział(a):

    @ GTC

    Czy uważasz, że to co się dzieje obecnie z firmami social media jest normalne, to jest czy ma zdrowe podstawy fundamentalne na dłuższą metę?

    Napiszę to co napisałem Adamowi: Dlatego moim zdaniem jest całkiem realnie, że będzie jak z dot-com bubble – z tysięcy firm przetrwa kilka, kilkanaście, które znajdą swój model biznesowy i w 2020 roku będą takim samym success story jak dziś Google czy Amazon.

    Klikanie w sieci i wirtualni “przyjaciele” na długą metę nie zastąpią normalnych relacji międzyludzkich i Nasza Kasa (FB) może podzielić los Naszej Klasy.

    Tu nie chodzi o przyjaciół tylko o model komunikacji. Po pierwsze, przynajmniej u mnie, ludzie z FB to ludzie z ‘reala’. FB daje mi tę możliwość, że nie muszę każdemu wysyłać linka do nowego albumu ze zdjęciami, z nowej podróży tylko wrzucam na FB i każdy z moich znajomych to widzi. To po prostu nowy model komunikacji.

    Ja tutaj nie jestem ekspertem ale wydaje mnie się, że to kolejne ogniwo ewolucji komunikacji, po telefonii mobilnej, poczcie elektronicznej, esemesach, etc.

  24. Trystero powiedział(a):

    @ dorota

    Ostatnia rzecz – w końcu użytkownicy się zorientują, że sa w towarzystwie hołoty. Tak się jakoś dziwnie składa, że najciekawszych ludzi nie ma na FB – myślę np. o znajomych ze studiów: sędziach, pracownikach naukowych etc.

    To jakiś dziwnych znajomych masz. Ja obserwuję tendencję odwrotną. Dobrze radzący sobie w życiu ludzie są na FB.

    FB to miejsce, gdzie każdy może wejść z ulicy, coś jak publiczna toaleta. Części użytkowników w końcu zacznie to przeszkadzać, tak sądzę.

    A tutaj jesteś niedoinformowana. Ochrona prywatności sięga tak daleko, że dla nie-znajomych może być widoczne Twoje imię i nazwisko i nic więcej. Nikt nie może wejść z ulicy, nikt nie może oglądać Twoich zdjęć jeśli tego nie chcesz, etc.

  25. Adam Duda powiedział(a):

    Dorota..

    No właśnie widać, że nie jesteś na FB. Znajomych publikujacych bzdury się po prostu wyłącza ze śledzenia tago co publikuje.

    Z iluś tam znajomych śledze tylko kilku co wiem że jak coś opublikują to w to kliknę i się nie zawiode.

    I potwierdzam teze Trystero. Coraz więcej ludzi mających coś do powiedzenia jest na FB. a tak zwana “hołota” jak mówisz zawsze będzie, ale grunt że można ją skutecznie filtrować.

  26. _dorota powiedział(a):

    “To jakiś dziwnych znajomych masz. Ja obserwuję tendencję odwrotną. Dobrze radzący sobie w życiu ludzie są na FB.”

    Wątpię. Dobrze radzący sobie w życiu ludzie zajmują się życiem, a nie śledzeniem tego, co kto powiedział na FB. A ich znajomości kształtują się w czasie studiów i kariery zawodowej. Pewnych ludzi nigdy na FB nie poznasz – AD potwierdza moją intuicję – nawet jeśli mają profil to niedostępny dla osób postronnych.

  27. GTC powiedział(a):

    # 23

    To co piszesz może mieć podstawy i faktycznie może to być kolejne ogniwo ewolucji komunikacji, na którym to założeniu zbudowano konkretny model biznesowy.

    Problem w tym, że ja mogę nie czuć tego tematu, bo jakoś nie czuję potrzeby ogólnego dzielenia się ze znajomymi zdjęciami z podróży mojej rodziny.

    Z niektórymi może i tak, ale wtedy zapraszamy ich do siebie, puszczamy zdjęcia na ekranie tv i w bezpośredniej komunikacji omawiamy, gdzie to było, co było, jak to było etc.

    Myślę, że wielu ludzi nie czuje potrzeby FB ale za bardzo nie wypada tam nie zaistnieć i nie bywać, bo to takie nienowoczesne i de mode.

    Nie jestem w stanie ocenić na ile te potrzeby tworzą zdrowe podstawy modelu biznesowego takich przedsięwzięć i na ile trwałe vis a vis konkurencji, szczególnie takiego Google, który już wchodzi w te tematy.

  28. Trystero powiedział(a):

    @ dorota

    Wątpię. Dobrze radzący sobie w życiu ludzie zajmują się życiem, a nie śledzeniem tego, co kto powiedział na FB. A ich znajomości kształtują się w czasie studiów i kariery zawodowej.

    Zupełnie tego nie rozumiesz. FB nie służy ludziom z udanym życiem do nawiązywania znajomości, do zdobywania kontaktów. Służy im do komunikowania się ze znajomymi. Każdy ma grupę kilku bliskich osób i kilkudziesięciu znajomych. FB pozwala na bycie w kontakcie z tą drugą grupą.

  29. _dorota powiedział(a):

    @ 28
    Bawi mnie takie podejście – jak więc wyglądało podtrzymywanie więzi społecnych w czasach, gdy nie było portali społecznościowych? Sięgacie pamięcią w tak zamierzchłą przeszłość? :)

    OK, rozumiem. Kiedyś z pewną grupą “luźnych” znajomych utrzymywało się kontakt sporadyczny, okazjonalny. Teraz można być w kontakcie ciągłym. Może to i jest jakaś zaleta…

    Nie zastanawia Cię jednak jakim kosztem osiągasz tą wygodę? To, co publikujesz w FB jest może niedostępne dla ludzi postronnych, ale jest dostepne dla firmy prowadzącej portal. Jesteś jak na widelcu. Warto?

    Że już nie wspomnę o tym, ze jako użytkownik jesteś po prostu “duszyczką” do sprzedania reklamodawcom. Ktoś na Tobie zarabia a w dodatku ma wgląd w Twoją prywatność. Hm, jeżeli to jest jakiś interes, to stanowczo nie dla użytkownika.

  30. Trystero powiedział(a):

    @ dorota

    Nie zastanawia Cię jednak jakim kosztem osiągasz tą wygodę? To, co publikujesz w FB jest może niedostępne dla ludzi postronnych, ale jest dostepne dla firmy prowadzącej portal. Jesteś jak na widelcu. Warto?

    Już pisałem, że prowadzę wyjątkowo nudne życie. Gdybym w czasie weekend break w Mediolanie poszedł do klubu SM i napisał o tym na FB i nawet opublikował zdjęcia to miałbym pewne wątpliwości czy to kiedyś nie obróci się przeciwko mnie. Ale ja poszedłem obejrzeć mecz na San Siro. A niech Zuckerberg wie, że lubię sobie obejrzeć dobry mecz piłkarski.

    Że już nie wspomnę o tym, ze jako użytkownik jesteś po prostu “duszyczką” do sprzedania reklamodawcom. Ktoś na Tobie zarabia a w dodatku ma wgląd w Twoją prywatność.

    To jakaś nowość? Witaj w kapitalizmie. Przecież nawet religie robią cross-selling: przychodzisz kupić ślub a oni wpychają Ci kurs przedmałżeński. Business is business :)

    A co do prywatności – to ja decyduje ile o mnie wiedzą. Tak długo jak ja decyduje nie mam powodów by się martwić.

  31. Antek powiedział(a):

    @Dorota
    Nie wiem jak w środowiskach sędziów, bo nie znam żadnego ani na FB, ani w “realu”, ale np. jeśli chodzi o fotografów, to jest tam cała polska czołówka, łącznie ze zdobywcą tegorocznego World Press Photo, Filipem Ćwikiem.

  32. _dorota powiedział(a):

    @ 30
    To nie jest argument, że żyjesz przykładnie. Sam fakt, że ktoś ma wgląd, jest potencjalnie niebezpieczny. Jak do tego dodać silną inwigilację przez wyszukiwarki typu Google, to jest niepokojące.

    Szczególnie jeżeli funkcje portalu społecznościowego i wyszukiwarki moga być połączone w przyszłości w nowym, “totalnym” modelu biznesowym.

  33. _dorota powiedział(a):

    @ Antek, 31
    No i co z tego, że są? Załóżmy, że mocno interesujesz się fotografią amatorsko. Czy możesz dzięki FB umówić się na lunch z kimś z czołówki i zadać kilka pytań na interesujące Cię tematy, których nie znajdziesz w żadnych książkach? Nie możesz. Każde środowisko jest w pewien sposób hermetyczne i kształtuje się w realu, nie w FB.

  34. Trystero powiedział(a):

    @ dorota

    Antek falsyfikował Twój argument, że ludzi z sukcesami na FB nie ma. Nic więcej. Tak przynajmniej myślę.

    Sam fakt, że ktoś ma wgląd, jest potencjalnie niebezpieczny. Jak do tego dodać silną inwigilację przez wyszukiwarki typu Google, to jest niepokojące.

    Jak napisałem: tak długo jak to ja decyduje ile o mnie wiedzą zupełnie mnie to nie martwi. Inna sprawa, że moim zdaniem społeczeństwo będzie ewoluowało w stronę dużo większej przejrzystości i transparentności (patrz jawne sprawozdania podatkowe w Norwegii) i Internet będzie tego częścią. Nie przeraża mnie to ponieważ w transparentności widzę ochronę a nie zagrożenie. Ale to już kwestia osobistych preferencji więc w 100% rozumiem jeśli masz inne zdanie.

    A sam swojej prywatności strzegę i nie wyobrażam sobie na przykład umieścić w ogólnodostępnym miejscu w Sieci uwagi o swoim życiu osobistym (seksualne jest zupełnie poza horyzontem) czy opublikować kontrowersyjne zdjęcia.

  35. Adam Duda powiedział(a):

    Dorota, ale dlaczego tak apriori odrzucasz to?

    Po prostu spróbuj przez miesiąc i zobacz czy przynosi Ci to korzyści czy nie. Jeżeli tak to ok. Jeżeli nie to rezygnujesz. I już.

    Choć tak jak mówie.. Wiele zależy od osobistych ustawień konta. Zanim odsiałem setkę róznych ludzi którzy spamowali inforacjami od czapy, to troche trwało.

  36. Adam Duda powiedział(a):

    teraz FB traktuje bardziej jako serwis informacyjny.. tak sobie to ustawiłem. Informacje mam od interesujących ludzi. Wole ze mi ludzie wyszukają coś w gąszczu danych w sieci niż samemu wszsytkiego wyszukiwać.

    To taki spersonalizowany wykop.pl lub dig.

  37. Antek powiedział(a):

    @Trystero
    Dokładnie o to mi chodziło.

    @Dorota – Twoje pytanie
    I tak i nie.
    Ja np. poznałem wspomnianego Filipa na kursie fotograficznym, prowadził tam jedne zajęcia. Dodał potem większość uczestników do znajomych na FB.
    Oczywiście nie jesteśmy “przyjaciółmi”, ani pewnie nawet “znajomymi”, ale mam możliwość zadania mu pytania czy pogadania od czasu do czasu – co pewnie byłoby niemożliwe przy innych formach komunikacji (ew. mail by wchodził w rachubę, ale mail już jest bardziej zobowiązujący).

    Generalnie ja traktuję FB jako miejsce publiczne, i nie umieszczam tam niczego, czego bym nie umieścił np. na blogu/stronie internetowej. Traktuję go raczej jako skrzynkę kontaktową i ew. miejsce wymiany ciekawych linków/spostrzeżeń itd. Czasem ktoś znajomy napisze, że organizuje coś ciekawego.

    Nie spędzam też tam wielu godzin dziennie :).

  38. GTC powiedział(a):

    Swoją drogą lawinowy rozwikt tych różnistych social-mediów to ciekawe zjawisko z socjologicznego punktu widzenia, to chyba dotkliwi głód więzi społecznych wynikający z coraz większej alienacji i oraz obcowania sam na sam z elektronicznym przyjacielem – kompem, tabletem/ipodem etc.

    A ponieważ zarówno natura jak i życie społeczne nie znoszą próżni to z czasem powinno pojawić się przeciwieństwo Facebooka czyli jakiś Assbook. Być może już jest?

  39. _dorota powiedział(a):

    @ 38
    Widziałeś zdjęcie córeczki ministra Rostowskiego na tle napisu w języku angielskim?

  40. GTC powiedział(a):

    # 39

    Nie, ale poproszę o link do tej fotki.

  41. _dorota powiedział(a):

    Nie mam czasu szukać, a znaleźć może nie być łatwo, bo zażądała usunięcia tej fotki z FB. Pewnie mają ją w swoich archiwach wielbiciele panny Rostowskiej (nie zaliczam się). Jeżeli naprawdę nie widziałeś, to możesz mi uwierzyć na słowo: przykład Assbook.

  42. GTC powiedział(a):

    Ale za to może mądra jest (tak jak tatuś).

  43. Trystero powiedział(a):

    @ GTC

    Tak, tak. Ona bardzo zdolna jest – w bardzo młodym wieku dobrą pracę w Ministerstwie dostała.

  44. GTC powiedział(a):

    @@ dorota + Trystero

    Znalazłem tę fotkę i powiem, że jestem zniesmaczony – takim kontekstem sytuacyjnym. Absolutny brak wyczucia i klasy, którą zazwyczaj wynosi się z domu. A miało to być śmieszne i luzackie wejście.

    Musi być zdolna bo inaczej nie została by doradcą samego ministra, w tak młodym wieku. Podobno biegle włada językiem angielskim (a może i francuskim?) a to, że przy jej przyjęciu pominięto drogę konkursową to nic takiego, musi ma niezłe curviculum vitae.

    Przecież naszym MSZ, u Radzia, obowiązują najwyższe standardy. Chyba nikt w to nie śmie wątpić.

  45. _dorota powiedział(a):

    I to była ta kropla, która przelała w moim przypadku kielich goryczy (nie zdjęcie, ale droga kariery panny Mai R.).

  46. GTC powiedział(a):

    Słucham kątem oka TVN24 (bo mi w nocy Bug zalał daczę i okolice) i usłyszałem właśnie, że w ubiegłym roku ponad połowa Polaków nie miała w ręku książki (nawet Harlequina). Najgorzej sytuacja wygląda na wsi i w małych miasteczkach.

    Może internet i FB pomogą zastąpić brak lektury?

  47. Trystero powiedział(a):

    @ GTC

    Niestety dostęp do Sieci na wsiach i w małych miasteczkach też jest relatywnie słaby.

    A poza tym to powtarzasz antypolską propagandę za wrogą stacją bo każdy wie, że najbardziej oczytani ludzie mieszkają na wsiach i w małych miasteczkach i gremialnie głosują na najbardziej polską partię :)

    Wybaczcie, musiałem sobie zażartować.

  48. GTC powiedział(a):

    @ Trystero

    To się wie, że wieś głosuje na PSL, bo inaczej się nie da.

  49. wróżka metylia powiedział(a):

    Nie wiecie jak się teraz wycenia spółki internetowe?

    In order to determine the valuation of companies, Bhatnagar typically applies the following formula: [(Twitter followers x Facebook fans) + (# of employees x 1000)] x (RSS subscribers + daily page views) + (monthly burn rate x Google’s stock price)2 and then doubles if it they use Ruby on Rails or if the CEO has run a business into the ground before.

    http://37signals.com/svn/posts/1941-press-release-37signals-valuation-tops-100-billion-after-bold-vc-investment

    @”A co do prywatności – to ja decyduje ile o mnie wiedzą. Tak długo jak ja decyduje nie mam powodów by się martwić.”

    Nie byłbym tak do końca przekonany.

  50. zbranzy powiedział(a):

    banka jak nic.

    gdyby poprawnie skasowac te wszystkie fejstuby za ruch w internecie, ktory generuja, to by sie okazalo, ze nie da sie takiej dzialalnosci prowadzic w sposob dochodowy.

    na dodatek proponuje kazdemu zastanowic sie skad sie bierze “wartosc” fejstube. … z czasu, ktory jest ukradzony pracodawcy oczywiscie.

    przepraszam, jesli powtarzam czyjes mysli. nie mam mozliwosci przeczytania wszystkich komentarzy

  51. gared powiedział(a):

    Zapominacie o istotnym fakcie – użytkownikami facebooka są przede wszystkim ludzie młodzi. Jeżeli facebook będzie mądrze zarządzany i nie przydarzy się jakaś katastrofa, spora część z z tej grupy dalej będzie korzystała z portalu, a co roku będą dołączać kolejni nastolatkowie, którzy tak jak kiedyś musieli mieć telefon komórkowy, teraz muszą mieć swój profil na facebooku. Jeden z możliwych scenariuszy – kiedyś cały świat tam będzie:)

  52. massbadass powiedział(a):

    Ciekawe ze Pandora nie przynosi dochodu, a mimo to ma taka wycene. Jako inwestor konserwatywny nie kupie zadnej spolki, ktora przynosi straty. Nie ma znaczenia czy handluje powietrzem na ksiezycu czy lekiem na niesmiertelnosc. Zasady wyceny obowiazuja. Moze biznes sie zmienil, ale pieniadze sa jak najbardziej prawdziwe. Wszystko znowu wyglada na banke. I wycena FB a wartosc rzeczywistej transakcji to beda pewnie dwie rozne bajki. Ludzie maja jednak krotka pamiec, bo 1999-2002 i dot-com bubble byly zaledwie dekade temu. Nie mowiac juz o bance na mieszkaniach. Nie zajmowalem sie wycena spolek social media, ale powtarzajac to co napisalem wczesniej wycenilbym je jak inne spolki i stwierdzil, ze sa mocno przewartosciowane. Wydaje mi sie ze w ciagu kilku najblizszych lat bedziemy mieli znowu sprowadzanie cen akcji tych spolek na ziemie.

    Aha a dla zainteresowanych oferta: mam cebulke tulipana, ktora chetnie wymienie za dwie kamienice w centrum Krakowa. Oczywiscie jest mozliwosc negocjacji:)

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player