Idea, że człowiek oceniając poziom swojej satysfakcji z życia stosuje jednocześnie miarę absolutną i relatywną jest od dawna obecna w ekonomii. Wykorzystywanie wartości relatywnych w procesie decyzyjnym jest zresztą bardzo popularne w przyrodzie – pisałem niedawno, że w ten sposób decyzję podejmować potrafią bezmózgie (to nie jest wyrażenie wartościujące lecz stwierdzenie faktu) śluzowce.
Bardzo spodobały mi się najnowsze badania Davida Carda, Alexandre Masa, Enrico Morettiego i Emmanuela Saeza, którzy udowodnili stosowanie przez ludzi wartości relatywnych w ocenie satysfakcji z życia w naturalnym, a nie laboratoryjnym, eksperymencie. Naukowcy skorzystali ze zmiany prawa w Kalifornii, która zagwarantowała opinii publicznej prawo do wiedzy o zarobkach pracowników publicznych, w tym Uniwersytetu Kalifornijskiego. Powstała strona internetowa, na której znalazła się baza danych wynagrodzeń pracowników sektora publicznego. Co zrobili naukowcy?
Badacze poinformowali część pracowników Uniwersytetu Kalifornijskiego o istnieniu tej strony i zachęcili do jej odwiedzenia. Kilka dni później przeprowadzili sondaż wśród wszystkich pracowników kampusu i zapytali o to czy odwiedzili wspomnianą stronę, jakich informacji szukali, zapytali także o poziom satysfakcji z pracy i wynagrodzenia oraz chęć do poszukiwania nowej pracy. Co się okazało?
Po pierwsze, pracownicy poinformowani przez badaczy o istnieniu strony byli dwa razy bardziej skłonni (50% do 25%) ją odwiedzić niż pracownicy, którzy nie zostali poinformowani, a którzy tworzyli grupę bazową.
Po drugie, 80% nowych użytkowników strony szukało informacji o zarobkach swoich współpracowników.
Po trzecie, poznanie informacji o zarobkach współpracowników miało przeciętnie niski i nieistotny wpływ na poziom satysfakcji z pracy i wynagrodzenia, jeśli już to był to wpływ negatywny.
Po czwarte, wśród pracowników, którzy zarabiali poniżej mediany wynagrodzeń dla całego departamentu lub grupy osób na podobnym stanowisku zaobserwowano mniejszą satysfakcję z pracy i wynagrodzenia i większą skłonność do poszukiwania nowej pracy.
Po piąte, nie zaobserwowano odwrotnego efektu u badanych, którzy zarabiali powyżej mediany wynagrodzeń – ich satysfakcja z pracy i wynagrodzenia nie zwiększyła się.
Myślę, że badania te stanowią dobre wyjaśnienie polityki stosowanych przez większość korporacji a polegającej na utajnieniu wynagrodzeń.
Chciałbym także zwrócić uwagę na te badania w kontekście oceny sytuacji gospodarczej w III RP i PRL. Obiektywne dane gospodarcze wskazują, że zamożność Polaków wzrosła kilkukrotnie od upadku PRL. Mimo to wiele osób ocenia okres PRL jako lepszy pod względem ekonomicznym. Prostym rozwiązaniem tej zagadki może być fakt, że Polacy nie wzbogacili się równomiernie. Niektórzy są 2 razy bardziej zamożni, inni 5, inni 10 a inni 1000 (zapewne są także ludzie mniej zamożni niż w 1989 roku). Skoro ludzie oceniają swoje zadowolenie z pracy czy z życia zarówno absolutnie jak i relatywnie wielu Polaków, może być niezadowolonych z III RP nie dlatego, że IM się nie poprawiło lecz dlatego, że INNYM poprawiło się bardziej. Tym bardziej, że nierówności majątkowe były w okresie PRL bardzo mało widoczne, co było zresztą częścią polityki państwa.
Ostatnia uwaga: z ekonomicznego punktu widzenia dla oceny użyteczności wynagrodzenia w wysokości 100 000 USD, fakt, ze mój współpracownik zarabia 90 000 USD lub 110 000 USD nie ma znaczenia. Mimo to, ludzie opierają swoje decyzje właśnie na takiej relatywnej ocenie. Pytanie brzmi jak duży jest ten efekt: czy jesteśmy szczęśliwsi zarabiając 100 000 gdy nasi współpracownicy zarabiają 80 000 czy gdy zarabiamy 200 000 a nasi współpracownicy 1 000 0000?


Płaca jest jedynym ilościowym miernikiem tego jak pracownika ceni pracodawca.
Dla ludzi zarabiających wystarczająco dużo by zaspokoić swoje (nawet nie całkiem podstawowe ;)) potrzeby to nie jest w żadnym wypadku problem ekonomiczny tylko problem “docenienia mnie i tego co robię” i tego że “nie jestem gorszy od innych”.
@ ignorant
Nieprawda. Teoria i praktyka motywacji zna wiele pozapłacowych sposobów doceniania pracownika.
Kolega mój swego czasu chciał zrozumieć czym jest szczęście po to by móc je osiągnąć (całkiem sensowne działanie)
Definicja go nie zadowalała
http://pl.wikipedia.org/wiki/Szcz%C4%99%C5%9Bcie
Sporo eksperymentował, jeden z eksperymentów polegał na położeniu się zimą w zamarzającej kałuży tak by mu woda po plecach na tyłek sciekała w czasie gdy on na mrozie przez 20 minut wracał piechotą do domu.
Jak powiedział ciepły prysznic który wziął po tej przygodzie był jedną z największych przyjemności których doznał w życiu. Nigdy wcześniej tak przyjemny nie był…
Ciepły prysznic jest tym przyjemniejszy im mocniej wcześniej zmarzliśmy
Tak więc definicja według niego:
Sczęście – to zmiana na lepsze, szczęscie tym większe im zmiana na lepsze większa
Oznacza to między innymi że pieniądze same w sobie szczęscia nie dają, ale wzrost ilości pieniędzy już tak
Milioner nie jest szczęsliwy, że ma pieniądze, ktoś kto się staje milionerem jest. Szczęśliwy jest także ten kto nie ma nic, a znalazł właśnie 100 dolarów na ulicy – w tym momncie jest szczęśliwszy od milionera który swe miliony posiada od dawna.
Porównanie swoich zarobków z innymi powoduje zmianę na lepsze (jeśli widzimy że inni mają mniej) lub na gorsze (czujemy nieszczęscie że inni mają więcej)
@ Trystero
Pisałem wcześniej, ale chyba nie zauważyłeś, więc powtórzę:
Właśnie wyszła praca dotycząca dokładnie tego, o czym traktuje Twoja notka poświęcona równości szans, więc może Cię ona zainteresować:
Wendy Johnson et al., “Family background buys an education in Minnesota but not in Sweden,” Psychological Science: A Journal of the American Psychological Society / APS 21, nr. 9 (Wrzesień 2010): 1266-1273.
[Tutaj jest jej omówienie]
Przypadkiem trafiłem na jeszcze jedną, w której też może znajdziesz coś ciekawego dla siebie.
@ Quasi
Przeczytałem i zapoznałem się z omówieniem, sama praca chyba wykracza poza moją wiedzę naukową. Interesujący pomysł i świetny tekst w WSJ, do którego linkował Razib Khan.
@Trystero
“Pytanie brzmi jak duży jest ten efekt”
Bardzo duzy. W pracy spedzamy duza czesc naszego zycia. Bardzo waznym elementem jest swiadomosc tego, ze nasza praca jest doceniona. Jesli w grupie pracownikow, ktorzy wykonuja zblizone zadania zarabiamy najmniej, to rozumiemy, ze jestesmy najslabiej oceniani. To oznacza duzy psychiczny dyskomfort.
W kazdym razie z calosci tematu wynika jedno: praca zespolowa daje w firmie jednak lepsze rezultaty niz rywalizacja.
@m.
“Nieprawda. Teoria i praktyka motywacji zna wiele pozapłacowych sposobów doceniania pracownika.”
Wiekszosc, jesli nie wszystkie, z tych sposobow dziala dopoki pracownicy nie znaja wzajemnie swoich zarobkow. Prawda jest taka, ze w filozofii wolnorynkowej placa stanowi rzeczywista wycene wartosci czyjejs pracy. Jesli dwoch pracownikow na tych samych stanowiskach dostaje rozne stawki, to albo jeden pracuje gorzej albo ma podstawy czuc sie wykorzystywany i oszukiwany.
@ jc
A, to zupełnie inna sprawa. Bo jeśli pracownicy wykonują taką samą pracę i osiągają podobne rezultaty, to powinni zarabiać podobnie. To samo będzie dotyczyło dodatków pozafinansowych. Jeśli jednak ktoś zarabia więcej bo… (bo szef go lubi, bo jest synem kolegi ze studiów, bo coś tam) to oczywiście pojawi się frustracja.
A jeśli ktoś pracuje gorzej, to nie musi martwić się też o motywatory pozafinansowe.
@m.
Z punktu widzenia jakiejs szerszej sprawiedliowsci powinni zarabiac podobnie (ja tez jestem zwolennikiem takich rozwiazan). Tyle teorii. Z punktu widzenia praktyki wolnorynkowej niby dlaczego? Praca to kontrakt. Kontrakt to wynik negocjacji. Ktos sie zgadza pracowac za mniej, ktos sie nie zgadza i pracodawca zmuszony jest dac wiecej. A moze jeden sie zatrudnial, gdy pracodawcy tak bardzo na nowym pracowniku nie zalezalo, a drugi akurat wtedy, gdy pracodawca nie mogl bez dodatkowej pary rak rozpoczac nowego waznego projektu. Przychodzisz na targ i targujesz sie ze sprzedawca. Jeden wytarguje wiecej, inny mniej ale jesli klient przed Toba kupil taniej, to Ty wiecej na pewno juz tez nie dasz, prawda? A jednak to akceptujesz i w przypadku targowiska nie uwazasz pewnie, ze cos jest nie tak. Tak wlasnie wyglada temat plac w praktyce. A jednak jesli pracownik dowie sie, ze niektorzy pracownicy wykonujacy ta sama prace na podobnym poziomie zarabiaja wiecej bedzie czul sie urazony i oszukany, prawda? Uscisk dloni dyrektora i kwiaty tego nie naprawia. Stad pracodawca stara sie dac Ci mozliwie malo punktow odniesienia, ewentualnie dostarcza takich, ktore moga Cie dowartosciowac (np przez odpowiednie porownanie z konkurencyjna firma). Dla poprawienia swojej pozycji wielu pracodawcow domaga sie podpisania klauzuli poufnosci wysokosci zarobkow. Nie powiem jednak, ze ich winie. Atmosfera w firmie z jawnymi zarobkami bylaby zapewne bardzo ciezka. Szczegolnie biorac pod uwage czesciowa subiektywnosc oceny wartosci pracy tak po stronie pracownika jak i pracodawcy.
@zenek:”Sczęście – to zmiana na lepsze, szczęscie tym większe im zmiana na lepsze większa”
Hmm, może. Rozważania na ten temat, łącznie z podobnymi przykładami prowadzili Trurl i Klapaucjusz w “Bajkach robotów” S. Lema. Może trzeba powrócić do klasyki i przypomnieć sobie dyskusje o szczęściu prowadzone przez tych dwóch szalonych naukowców:).
@HeS
Podprowadź sobie tą definicję do przykładów z życia a zauważysz że żadna inna tak dobrze nie pasuje.
W odniesieniu do artykułu Trystero zakładając w przybliżeniu że w komuniźmie 20% ludzi miało więcej niż przeciętna, 20% miało mniej niż przeciętna a 60% było pośrodku to też i szeregując od ludzi szczęśliwych przez średniaków do nieszczęśliwych (poprzez porównywanie swoich majątków) układało się to w kolejność 20% – 60% – 20%.
Dziś ponieważ rozwarstwienie rośnie i bogaci są bardziej bogaci ale JEST ICH MNIEJ
wygląda to na oko tak 10% szczęśliwych – 30% średników – 60% nieszczęśliwych. Czyli większa część społeczeństwa jest nieszczęśliwa (akurat w tym temacie)
To się wydaje głupie bo to tylko subiektywne odczucia ludzi, nie są one obiektywne bo przecież tym średnim i tym biedniejszym (w większości) też się polepszyło, cały problem w tym że te subiektywne odczucia SĄ RZECZYWISTOŚCIĄ KTÓRĄ LUDZIE ODCZUWAJĄ
PKB swoją drogą a uczucie szczęścia swoją, słupki wyglądają coraz lepiej, a stan psychiczny ludzi niestety niekoniecznie co może się objawiać np. w ilości samobójstw i nie wiem czy czasem nie w dzietności społeczeństw – ale to już mocno ryzykowna teza…
@ jc
Jedną z podstawowych zasad wynagradzania pracowników jest zasada równej płacy za tę samą pracę. To nie jest kwestia wolnorynkowej równowagi, ale unikania sytuacji, w której pracownicy tracą motywację ze względu na to, że ich kolega, który z jakiś przyczyn (może z takich jak piszesz) za to samo dostaje więcej. To czysty pragmatyzm ze strony pracodawcy, tyle że oparty o bardziej długoterminowe przesłanki niż szukanie oszczędności na wynagrodzeniach. To po prostu trochę bardziej wyrafinowane zagadnienie niż proste prawo popytu i podaży.
@zenek
No to do mnie ta definicja nie pasuje stuprocentowo
@Quasi
Czekam na końcówkę wpisu w dyskusji. Z jednej strony dobrze, że czekam, bo opadły emocje i niektóre rzeczy widzę zupełnie inaczej, przez to wykreśliłem połowę odpowiedzi napisanej za pierwszym razem. Z drugiej jednak strony, naprawdę wystawia Pan moją cierpliwość na bardzo ciężką próbę.
@szopen
jeśli masz ochotę zdradź co nie pasuje, to dla mnie ważne, w końcu lepsze zrozumienie tego co daje szczescie w życiu daje większe szanse na osiagnięcie go :)
@zenek
Wiesz co, przypomnę sobie kiedy rozśmieszałem swoją córkę jak jeszcze była małym brzdącem, i czuję się szczęsliwy. Jaka tu występuje zmiana? Myślę o przyszłości, planuję, co, gdzie kiedy i jak i też czuję się szczęśliwy. Moja sytuacja nie zmienia się zasadniczo od jakichś 10 lat, a ja wciąż czuję się, na ogół, szczęśliwy (za wyjątkiem przypadków, gdy w skutek popędliwego charakteru cholera mnie weźmie itp.)
Swoją drogą, mi bardzo mało wystarcza do szczęścia :D