Dwie rzeczy wymagają wyjaśnienia w związku z dyskusją o drastycznym spadku udziału wydatków na żywność w wydatkach ogółem w USA. Po pierwsze, muszę się odnieść do nieśmiało wysuwanych sugestii jakoby wspomniany spadek był efektem tego, że Amerykanie po prostu mnie wydają na żywność.
To nieprawda. Wydatki przeciętnego Amerykanina na żywność, w ujęciu realnym (uwzględniającym inflację!), rosną nieprzerwanie od sześćdziesięciu lat (dysponuje danymi od 1955 roku). Od 1955 do 2009 roku wzrosły z około $1500 do $2100. Interesujący jest inny trend: wydatki na żywność w domu pozostały niezmienione, natomiast wydatki na żywność poza domem podwoiły się:
Jeśli dużą część wydatków na żywność poza domem jest wydatkami na żywność w fast foodach to tutaj leżeć będzie jedno z rozwiązań zagadki epidemii otyłości.
Druga kwestia to związek wydatków na żywność z otyłością. Znalazłem dane o odsetku otyłych oraz o wydatkach na żywność per capita (przeliczonych na dolary międzynarodowe z 2005 roku z uwzględnieniem siły nabywczej). Mogłem stworzyć zestaw piętnastu wysoko rozwiniętych państw (Australia Austria Belgium Canada Finland France Germany Netherlands New Zealand Norway Spain Sweden Switzerland UK United States), z których wcześniej wyrzuciłem Japonię i Koreę ze względów kulturowych (niski odsetek otyłych i raczej niskie wydatki na żywność). Zobaczmy więc czy istnieje postulowana korelacja pomiędzy niskimi wydatkami per capita na żywność a wysokim wskaźnikiem otyłości:




Szczerze? Ja tej korelacji nie widzę. Robiłem w życiu różne wykresy korelacyjne i wygląda mi to na udowadnianie tezy “na siłę”. Jak sobie przedłużysz tą kreskę to ci wyjdzie hipotetyczne 100% otyłych i 1.5% per capita (co raczej nie ma większego sensu merytorycznego).
Tak naprawdę problem sprowadza się do tego, że w pogoni za ceną żywność jest śmieciowa i niezdrowa. Kurczaki i bydło jest karmione antybiotykami i hormonami podawanymi w paszy (ba, Codex Alimentarius NAKAZUJE takie działanie, jako niby zdrowsze dla ludzi…). Powszechne nawożenie pól powoduje z jednej strony wzrost wydajności a z drugiej pasze daleko odbiegają od naturalnych…
Intuicyjnie otyłość skorelowałbym z dostępnością jedzenia, genami oraz ruchem codziennym. O ile pierwsza kategoria ma się jakoś, nawet bezpośrednio do dochodów (w Europie i USA raczej nie ma problemu z głodem – idziesz i kupujesz co chcesz), o tyle 2 pozostałe kategorie bardzo słabo korelują się z dochodami. Najbardziej otyli ludzie są na Samoa (o ile pamiętam), czyli jednym z najbiedniejszych krajów w okolicy. I patrz – prawie same grubasy. W Japonii gdzie też możesz kupić co chcesz i jest tego w bród – to ruch powoduje, że odsetek grubasów jest minimalny…
@ alus
Szczerze? Ja tej korelacji nie widzę.
Ja też nie. CBDO.
Nie podpisałem OY dobrze. Tam są tysiące USD (międzynarodowych, po uwzględnieniu PPP)
Na otyłość większy wpływ ma styl życia aniżeli łażenie do fast-foodów. Amerykański styl życia polega na jak najmniejszym zażywaniu ruchu i ćwiczeń, stąd problemy otyłości.
OK. W USA pogląd dyskutowany jest fałszywy.
@ kubarek
“Na otyłość większy wpływ ma styl życia aniżeli łażenie do fast-foodów. Amerykański styl życia polega na jak najmniejszym zażywaniu ruchu i ćwiczeń, stąd problemy otyłości.”
Niestety nie jest to prawda… O tym, czy ktoś jest gruby decyduje w 90% to co i jak je – ruch jest rzeczą wtórną.
Nie wiem, czy byłeś w USA (ja byłem) – tam ludzie nie jedzą, a żrą w tych fast foodach, wszystkie porcje minimum 50% większe niz w Europie, a do tego śmieciowe, przetworzone jedzenie jest najtańsze np. Cola jest tańsza niż woda mineralna.
Do tego ludzie tyją tam w specyficzny, gruszkowaty sposób, co oznacza, że jedzenie musi coś w sobie zawierać, np. hormony, co powoduje wiekszy przyrost wagi, a pewnie i zwiększa łaknienie.
@ Whiskeyjack
a do tego śmieciowe, przetworzone jedzenie jest najtańsze np. Cola jest tańsza niż woda mineralna.
Nie wiem ile się zmieniło przez ostatnie lata, ale jeszcze na początku dekady woda mineralna była tańsza od Coli a fast food był droższy niż prosty domowy obiad. Był jednak wygodniejszy, co przyznaję.
@ Trystero,
W domu zawsze mozna ugotowac coś taniej…, chocby makaron…, natomiast w kwestii napojów 2 litrowa butla Coka-Coli kosztuje coś 1,5 USD, cena innych (np. Dr. Pepper, Fanta) zbliża się nawet do 1 USD (zwłaszcza jak się kupi 4 butle na raz), natomiast butelka wody mineralnej (!) Poland Spring kosztuje tez ok. 1,5 USD z tym, że za 1,5 litra.
Można jednak kupić wodę taniej – w 1-gallonowych baniakach i w przypadku Poland Spring wynosi to też ok. 1,5-1,7 USD z tym, że woda taka jest oznaczana jako “distilled water”, a nie jak powyżej “natural spring water”, a to juz co innego…
Sprawdź korelacje ilości cukru i typu. W europie Cole słodzi się sacharozą w USA fruktozą(z kukurydzy).
Polecam: http://www.uctv.tv/search-details.aspx?showID=16717
@ h.
gwoli ścisłości nie jest to czysta fruktoza, tylko “High Fructiose Syrup”, http://en.wikipedia.org/wiki/High_Fructose_Corn_Syrup
czyli , mieszanka fruktozy oraz glukozy: HFCS 55 (mostly used in soft drinks), approximately 55% fructose and 42% glucose.
Tuczy tak samo jak cukier.