W ostatnich kilku tygodniach bardzo dużo napisano o rosnących korelacjach pomiędzy poszczególnymi rynkami akcyjnymi oraz w obrębie poszczególnych rynków. W wielu przypadkach korelacja pomiędzy rynkami czy akcjami osiągnęła lub przekroczyła poziomy z jesieni 2008 roku choć żadnego szoku na miarę upadku Lehman Brothers nie było.
Niedawno, Bespoke zwrócił uwagę na inną manifestacje fenomenu stadnego rynku – rosnącą liczbę dni, w której wartość netto wskaźnika A/D line osiąga w indeksie S&P 500 poziom 400 lub więcej. A/D line to wskaźnik pokazujący różnicę pomiędzy liczbą rosnących spółek a liczba spadających spółek. Wartość netto A/D line powyżej 400 wskazuje więc, że ponad 400 spółek z liczącego 500 walorów indeksu S&P podążało w tym samym kierunku – albo traciło albo zyskiwało na wartości.
Jak można zauważyć liczba sesji z wartością netto A/D line powyżej 400 wzrosła znacząco w ostatnich latach. Od początku lat 90’ do 2006 roku nie przekraczała 20 rocznie. W 2007 roku wzrosła do ponad 30, a w ostatnich trzech latach sięgała 50 (w 2010 roku osiągnie tyle przy założeniu, że trend od początku roku do sierpnia się utrzyma). O ile jednak w latach 2007-2009 zjawisko to można było tłumaczyć silnymi trendami na rynku, najpierw bessą a potem hossą to w 2010 roku występuję ono przy trendzie bocznym.
Uważa się, że źródła opisywanego fenomenu są identyczne z przyczynami rosnącej korelacji – wzrost znaczenia na rynku funduszy indeksowych (zwłaszcza ETF) oraz wzrost znaczenia handlu algorytmicznego i błyskawicznego (HFT). Takie zjawiska nieuchronnie muszą prowadzić do błędnych wycen – przynajmniej z relatywnego punktu widzenia. Jeśli spółki i rynki zachowują się identycznie a wyniki operacyjne spółek i fundamenty rynków nie są zsynchronizowane (a przecież nie są) to jedne spółki/rynki staną się relatywnie przewartościowane a drugie relatywnie niedowartościowane.
Wydaje się, że stworzy to wielkie okazje inwestycyjne dla inwestorów analizujących fundamenty. Ja nie jestem o tym przekonany. By wykorzystać opisane nieefektywności trzeba w gruncie rzeczy odgadnąć kiedy siła stadnego rynku (ETF i HFT) zostanie przeważona przez wielkość rynkowych nieefektywności. Niespecjalnie dostrzegam narzędzia pozwalające na określenie tego momentu. Do tego czasu, inwestor wykorzystujący oczywiste nieefektywności będzie mieć do czynienia z klasycznym problemem opisanym przez Keynesa: czy będzie wypłacalny dłużej niż rynek będzie nieracjonalny?



Czyli co, idąc dalej za Keynesem i jego barwnymi spostrzeżeniami, czy można powiedzieć, że giełda coraz bardziej przypomina kasyno, szczególnie w ostatnich 2-3 latach?
“O ile jednak w latach 2007-2009 zjawisko to można było tłumaczyć silnymi trendami na rynku, najpierw bessą a potem hossą to w 2010 roku występuję ono przy trendzie bocznym.”
A gdybyśmy teraz byli w bessie (tak jak nikt tego nie oczekiwał w 2007 roku), to wcale nie byłby już żaden fenomen ;) Ten trend boczny to była po prostu dystrybucja przed zmianą kierunku. I wcale nie trwała tak długo, by można mówić o trwałym trendzie bocznym ;)
@ white tigger
Ten trend boczny to była po prostu dystrybucja przed zmianą kierunku. I wcale nie trwała tak długo, by można mówić o trwałym trendzie bocznym ;)
W ogóle nie można mówić o trwałych trendach na rynku akcyjnym. Można mówić o średnioterminowym trendzie bocznym, który nastąpił po średnioterminowym silnym trendzie wzrostowym.
“trzeba w gruncie rzeczy odgadnąć kiedy siła stadnego rynku (ETF i HFT) zostanie przeważona przez wielkość rynkowych nieefektywności.”
Na poziomie całego rynku – kiedy zacznie pojawiać sie zróżnicowanie, którego teraz nie ma (BTW, u nas tego stadnego instynktu nie widzę). Prędzej czy później mniejsi instytucjonalni gracze zaczynają “wyłuskiwać” ciekawsze spółki z całości, próbują uzyskać lepszy portfel niż konkurencja.
Na poziomie konkretnych spółek – AT.