Matt Yglesias zwrócił uwagę na interesujące badanie opinii publicznej, które pokazuje istotne różnice w ocenie spektakularnego wzrostu chińskiej gospodarki oraz wzrostu chińskiej siły militarnej. Wyniki tych badań są o tyle interesujące, że wzrost dobrobytu jakiegoś państwa, jego rozwój gospodarczy jest generalnie korzystny, w najgorszym wypadku neutralny dla gospodarki globalnej. Oczywiście, odmiennie przedstawia się sytuacja ze wzrostem siły militarnej.
Z badań przeprowadzonych przez Pew Research Center wynika, że istnieją duże różnice w ocenie chińskiego wzrostu gospodarczego pomiędzy państwami rozwiniętymi a rozwijającymi się oraz pomiędzy różnymi regionami. Większość badanych w rozwiniętych państwach zachodnich uznała, że szybki wzrost gospodarzy w Chinach negatywnie wpływa na sytuację ich państw. Jedynym wyjątkiem okazała się Wielka Brytania, gdzie 44% respondentów oceniło, że rozwój Chin pozytywnie wpływa na sytuację w UK – 42% było przeciwnego zdania. We Francji, Niemczech, Hiszpanii (ale także w Polsce!) przeważała opinia, że rozwój gospodarczy Chin jest niekorzystny dla tych państw.
Tymczasem w państwach rozwijających się przeważały pozytywne oceny wpływu chińskiego wzrostu gospodarczego. Znaczącymi wyjątkami były jedynie Turcja i Indie.
Ciekawie wyglądają wyniki wspomnianych badań w Japonii. Aż 61% Japończyków uznało, że rozwój gospodarczy Chin poprawia sytuację Japonii. Przeciwnego zdania było o połowę mniej respondentów. W przypadku Korei Południowej zaznaczyła się niewielka przewaga sceptyków chińskiego rozwoju gospodarczego (49% do 45%).
Myślę, że bardzo trudno jest koherentnie zinterpretować wyniki opisywanego sondażu. Nie rozumiem, dlaczego Niemcy czy Francuzi są tak sceptycznie nastawieni do chińskiego wzrostu gospodarczego a Japończycy, którzy mają dokładnie te same powody by obawiać się chińskiego rozwoju ekonomicznego (konkurencja na rynkach eksportowych), prezentują otwarcie optymistyczną postawę. Niezrozumiałe są także dla mnie obawy Polaków czy Turków przy jednoczesnym entuzjazmie lub życzliwej neutralności respondentów z innych państw wschodzących.
Zupełnie inaczej jest z oceną wzrostu chińskiej siły militarnej – w tym przypadku wiele państw rzeczywiście ma podstawy do niepokoju (choć zapewne nie Polska - z polskiego punktu widzenia wzrost potęgi militarnej Chin ‘ogranicza’ Rosję, może więc być dla Polski korzystny). Warto więc zauważyć, że mieszkańcy Afryki (Nigerii i Kenii) oraz Indonezji i Pakistanu ( w tym przypadku wzrost potęgi Chin traktowany jest zapewne jako zagrożenie przede wszystkim dla Indii – wroga Pakistanu) oceniają, że wzrost potęgi militarnej Chin będzie korzystny dla ich państw. Podobnego zdania jest zaledwie 4% Japończyków, 7% Koreańczyków z południa, kilkanaście procent Rosjan i podobny odsetek mieszkańców państw zachodnich.
Zgadzam się z Yglesiasem, że rozwój gospodarczy Chin (ale także Indii czy Indonezji) jest korzystny w skali globalnej. Konsumentom w państwach rozwiniętych umożliwia większy dostęp do konkurencyjnych cenowo dóbr (przy tym ogranicza inflację), umożliwia dalszą specjalizację gospodarek. Jednocześnie, dla wielu państw Chiny nie stanowią jeszcze zagrożenia w strategicznych dziedzinach: na przykład Niemcy nie muszą się obawiać chińskiej konkurencji w produkcji luksusowych samochodów czy najwyższej klasy sprzętu optycznego. Bogacenie się chińskiego społeczeństwa tworzy gigantyczny rynek zbytu. Wzrost gospodarczy zwiększa pulę badaczy zdolnych przyczynić się do rozwoju technologicznego ludzkości.
Yglesias pomija jednak fakt, że to co jest oczywiste dla ekonomistów czy prezesów wielkich korporacji transnarodowych nie jest takie proste dla zwykłych ludzi, zwłaszcza tych z klasy średniej odczuwających skutki przeniesienia produkcji przemysłowej z państw rozwiniętych do Chin lub zagrożonych przez ten proces. Także z ekonomicznego punktu widzenia rozwój gospodarczy Chin niesie wiele zagrożeń. Związane są one z dwoma zagadnieniami: surowcami nieodnawialnymi i środowiskiem naturalnym oraz model polityczno-gospodarczym Chin. Wzrost gospodarczy Chin zwiększa popyt na ograniczoną pulę surowców naturalnych oraz przyśpiesza negatywne zmiany w środowisku naturalnym. Zagrożeniem może być także wzrost potęgi państwa a tak ogromnej roli rządu w gospodarce i nieistniejących mechanizmach demokratycznych. Zupełnie odmienną kwestią jest jednak to ilu respondentów rozważało te problemy ale ile przypomniało sobie, że ktoś mówił, że chińczycy ‘zabierają nam miejsca pracy’.
W kwestii konkurencji na rynku surowców ukazało się interesujące opracowanie analityka Milken Institute (tak, to TEN Milken), które udostępniam za Paulem Kedrosky:



Myślę, że zdecydowana większość ankietowanych, którzy stwierdzili, że rozwój Chin to “zła rzecz”, powiedziała tak ze względu na gospodarczy nacjonalizm i obawy w stylu “Chińczycy zabiorą nam miejsca pracy i zniszczą naszą gospodarkę”, a nie z powodu rozważań na temat niedemokratycznego sposobu sprawowania władzy przez Pekin, czy negatywnego wpływu chińskiego boomu na środowisko naturalne. Jeśli chodzi o Japończyków, to podejrzewam, że wyciągnęli wnioski z własnej historii. Po II wojnie światowej, gdy Japonia zaczęła szybko się bogacić, ekspansja gospodarcza zastąpiła militarną. Być może Japończycy, którzy obawiają się chińskiego militaryzmu, mają nadzieję, że Chińczycy postąpią podobnie i zajmą się pomnażaniem bogactwa, a nie grożeniem bronią sąsiednim krajom.
Liczenie na to, że wzrost potęgi militarnej jednego kraju będzie ograniczać potęgę militarną drugiego jest zgubne. Dokładnie takie samo myślenie było w latach 30 XX w. kiedy pozwolono Hitlerowi i Niemcom na rozrost armii właśnie w celu przeciwstawienia się potędze Związkowi Radzieckiemu. A jak to się skończyło dla Polski i Europy to chyba każdy pamięta z historii.
To co napiszę to trochę handwaving, ale się podzielę:
“Nie rozumiem, dlaczego Niemcy czy Francuzi są tak sceptycznie nastawieni do chińskiego wzrostu gospodarczego a Japończycy, którzy mają dokładnie te same powody by obawiać się chińskiego rozwoju ekonomicznego (konkurencja na rynkach eksportowych), prezentują otwarcie optymistyczną postawę”
Może jakiś wpływ ma to, że niemiecki eksport do Chin stanowi 4,5% całości (import z Chin 8,2% całości), a japoński eksport do Chin 16% i 5% do Hong Kongu (import z Chin 18,9%, z Hong Kongu też pewnie parę procent ale nie jest już wśród największych importerów).
“Niezrozumiałe są także dla mnie obawy Polaków czy Turków przy jednoczesnym entuzjazmie lub życzliwej neutralności respondentów z innych państw wschodzących.”
Strach przed konkurencją, połączony z proamerykańskością/proeuropejskościa. W innych rozwijających się też niby powinien występować strach przed konkurencją, ale być może jest on niwelowany prezentowaniem się tam Chin jako lepszego partnera, wierzącego w multilateralny porządek świata, w przeciwieństwie do hegemonicznych USA.
Za znacznie ciekawsze w tym zestawieniu uznaję listę państw, w których entuzjastycznie podchodzi się do wzrostu potęgi militarnej Chin- Pakistan, Kenia i Nigeria- są to akurat państwa z którymi Chiny współpracują mocno i wchodzą w orbitę wpływów Państwa Środka. Myślę, że niedługo taki sondaż przyniesie ciekawe wyniki w Mołdawii- której oczywiście tu nie ma: http://www.libertarian.pl/moldawia-gigantyczna-pozyczka-z-chin-wybory-koalicja
A o długookresowych perspektywach Chin niedawno pisałem u siebie- więc jestem w temacie i myślę, że gwałtowny rozwój przemysłu już się tam zakończył- może z wyjątkiem samochodów na rynek wewnętrzny
@ Veln
Może jakiś wpływ ma to, że niemiecki eksport do Chin stanowi 4,5% całości (import z Chin 8,2% całości), a japoński eksport do Chin 16% i 5% do Hong Kongu (import z Chin 18,9%, z Hong Kongu też pewnie parę procent ale nie jest już wśród największych importerów).
Interesuja hipoteza, do mnie przemawia.
ale być może jest on niwelowany prezentowaniem się tam Chin jako lepszego partnera, wierzącego w multilateralny porządek świata, w przeciwieństwie do hegemonicznych USA.
Tak, to co Europejczycy czy Amerykanie traktuja jako wielki minus (koniec hegemonii Zachodu) dla wiekszosci ludzi z panstw rozwijajacych sie jest wielkim plusem. W koncu Chinczycy to jedni z nich.
@ Maczeta Ockhama
Hm, Pakistan nalezy rozpatrywac w innym kontekscie. Otoz, polityka Pakistanu w 100%, zawsze i wszedzie skoncentrowana jest na Indii. Rosnaca potega Chin jest zagrozeniem dla Indii i dlatego podoba sie Pakistanczykom. Tym bardziej, ze Chiny i Indie maja chyba jakies nierozwiazane spory graniczne jesli sie nie myle.
No właśnie poruszyłeś bardzo ciekawy temat. Mam spore wątpliwości czy rzeczywiście rozwój Chin i innych butolepców ma korzystny wpływ na globalną gospodarkę. Ze względu na ograniczone zasoby wielu surowców i możliwości podażowe np rolnictwa sądzę że rozwój ten będzie polegał na “wyszarpywaniu dobrobytu” zachodowi.
Bodajże w 1993 r. UE wydała białą księgę gdzie stwierdziła że aby wszystkie ludki żyły tak jak Europejczycy potrzeba 10 razy więcej surowców niż jest w stanie zapewnić planeta. I będzie to rodziło spore napięcia między społeczeństwami.
Niestety pomimo poszukiwań nie znalazłem tekstu tej białej księgi
@ etolya
Tak, dla mnie najwiekszy problem ze wzrostem gospodarczym Chin i Indii to zasoby naturalne (w tym srodowisko jako takie). Nie sadze jednak by byla to pierwsza rzecz o jakiej mysla przecietni ludzie.
Tak, Chiny okupują fragment terytorium Indii w tybetańskiej części Kaszmiru i zgłaszają pretensje do stanu Arunachal Pradesh w Północno-wschodnich Indiach (który okupowały przez krótki czas w latach ‘60).
Chiny wspierają liczne partyzantki w Indiach, za to Indie udzielają gościny Dalajlamie.
Granice między oboma państwami są od wielu lat szczelnie zamknięte (co ciekawe, przejście graniczne indyjsko-pakistańskie funkcjonuje).