Łapanie spadających noży to w inwestorskim żargonie kupowanie mocno taniejących akcji lub innych aktywów finansowych. Spadające noże mają nieprzyjemną skłonność do ucinania palców/rąk gdy okazuje się, że inwestor kupił akcje na długo przed końcem fali spadkowej. Co ciekawe, łapanie spadających noży nie ogranicza się do indywidualnych inwestorów, do amatorów. Zajmują się tym także zawodowcy, wtedy nazywa się to distressed asset investing, czyli inwestowanie w aktywa znajdujące się pod presją, a tego rodzaju strategię stosował także Warren Buffett.
Łapanie spadających noży jest blisko związane z dwoma czynnikami intelektualno-emocjonalnymi. Z jednej strony istnieje zjawisko powrotu do średniej (mean reversion), czyli przekonanie, w wielu przypadkach słuszne, że zachowanie aktywów odbiegające od średniej kiedyś będzie musiało się skończyć ponieważ nie jest możliwe permanentne oderwanie od szerokiego trendu. Z drugiej strony, mocno przecenione aktywa wydają się dla większości inwestorów tanimi aktywami, choć nie muszą nimi być, w tym przypadku pewne znaczenie ma efekt kotwiczenia: jeśli przez ubiegły kwartał akcje BP kosztowały powyżej 50 USD a teraz kosztują 30 USD to wydają się tanie.
Barry Ritholtz napisał bardzo pouczający tekst o łapaniu spadających noży na przykładzie akcji BP, które od wybuchu na platformie Deepwater Horizon spadły o około 45% i są notowane przy kilkunastoprocentowej stopie dywidendy i wskaźniku cena/zysk na poziomie 5.Podobnie jak Ritholtz, myślę, że kluczowe znaczenie przy łapaniu spadających noży ma określenie rodzaju naszego zaangażowania:
-
skalpujemy?
-
inwestujemy krótkoterminowo pod pierwsze większe odbicie?
-
czy też inwestujemy w wartość, na długi okres ponieważ jesteśmy przekonani, że realna wartość przedsiębiorstwa jest dużo wyższa od jego aktualnej wyceny rynkowej?
Rzecz nie polega na tym, że któraś z tych strategii jest lepsza lub gorsza – to zależy od naszych preferencji emocjonalnych. Ważne jest to by nie zmieniać kategorii inwestycji przy niekorzystnym dla nas ruchu rynku. W ubiegłym tygodniu, Grzegorz Leszczyński, prezes IDM SA powiedział w wywiadzie dla Parkietu: Rzeczywiście, kryzys sprawił, że inwestycje krótkoterminowe zamieniły się w inwestycje średnioterminowe i ten portfel nam napęczniał, mało sprzedawaliśmy. Być może taka instytucja jak IDM może sobie pozwolić na zmienianie kategorii inwestycji – doświadczenie uczy, że w przypadku indywidualnych inwestorów, najczęściej kończy się bardzo źle.
Drugą kluczową kwestią, jest uświadomienie sobie faktu, że to, iż coś jest tanie nie znaczy, że nie może być jeszcze tańsze. Na polskim rynku, świetnym przykładem tej reguły jest spółka Amica W lutym 2008 roku, akcje Amica kosztowały około 17 zł, a spółka notowana była przy wskaźniku cena/wartość księgowa na poziomie 0,5 a więc na poziomie, który pozwalał powiedzieć, że akcje były tanie. Tuż przed epicentrum kryzysu finansowego we wrześniu 2008 roku akcje Amica kosztowały około 11 zł a spółka notowana była przy wskaźnika cena/wartość księgowa na poziomie 0,3. Teoretycznie, można było kupować aktywa Amica za 30% ich wartości księgowej. Niejeden inwestor pomyślałby, że ma do czynienia z super okazją a akcje są bardzo tanie. Otóż, pół roku później, 4 marca 2009 roku akcje Amica kosztowały 3,25 zł a spółka notowana była przy wskaźniku C/WK na 0,12. Było to minimum bessy dla akcji tej spółki. Co ciekawe, rok później, w marcu 2010 roku, akcje Amica kosztowały 44 zł, a firma notowana była przy C/WK 1,38. Oznacza to, że nawet inwestorzy kupujący w lutym i we wrześniu 2008 mogliby zarobić na inwestycji w Amica bardzo dużo. Pytanie brzmi: ilu z nich wytrzymałoby 83% czy 70% spadek kursu od zakupu do marca 2009 roku?
Uświadomienie sobie tego, że często fakt, że akcje są tanie nie jest wystarczającym powodem do inwestowania w nie jest kluczowe ponieważ w przypadku łapania spadających noży wielu inwestorów racjonalizuje w ten sposób swoje nieudane wejście na rynek – łamiąc przy tym pierwszą zasadę. Relatywnie łatwo jest po nieudanym wejściu pod techniczne odbicie, gdy inwestycja jest 10% ‘pod wodą’, powiedzieć sobie ‘no tak, ta spekulacja nie wyszła ale przecież spółka jest tak tania, że głupio byłoby sprzedawać ją ze stratą przy tak niskich wskaźnikach wyceny’. W tym miejscu dochodzimy do innej ważnej rady inwestycyjnej: warto trzymać się wcześniej ustalonego planu. Kupujemy pod dobre wyniki a raport kwartalny jest rozczarowujący? Inwestujemy pod potencjalne przejęcie, które okazuje się tylko rynkową plotką? Kupujemy pod wybicie z konsolidacji a rynek rusza w przeciwną stronę? Teoretycznie, w każdym z tych przypadków wystąpiły przesłanki do wyjścia z pozycji.
W tym celu przydatne jest ustalenie z góry ile kapitału możemy zaryzykować w danej transakcji a następnie trzymanie się planu, na przykład poprzez ustawienie zleceń obronnych (należy jednak uważać z mechanicznymi zleceniami stop loss na mało płynnych spółkach z WGPW). Ustalenie kwoty, którą możemy stracić na inwestycji może ‘przenieść’ nas na rynek opcji (nie istniejący praktycznie w Polsce w odniesieniu do pojedynczych spółek) gdzie doświadczeni inwestorzy mogą relatywnie łatwo skonstruować strategie wykorzystujące potencjalne odwrócenie trendu mocno spadających akcji. Nie mogę w tym miejscu odmówić sobie podania statystyki dla rynku opcji na akcje BP – 10 czerwca 2010 roku obrót opcjami BP wyniósł 710 000 kontraktów na godzinę przed końcem notowań.


Wydaje mi się że 10 czerwca br. obrót opcjami BP wyniósł 710 tys.
Co oznacza owe “skalpowanie”?
@ Sobi
Powoluje sie na tekst napisany na godzine przed koncem notowan, nie chcialem ekstrapolowac wolumenu wiec podalem tak jak w tekscie.
@ Kugut
Skalpowanie – to bardzo krotkoterminowy handel w strategii o bardzo malym zakladanym zysku z pozycji. Wykorzystujacy najczesciej bardzo nietrwale anomalie na rynku (na przyklad wysyp stop lossow po przebiciu wsparcia).
@Trystero: ale tekst pochodzi z 10 czerwca i nie ma tam ani słowa o tym, że 10 lipca (czyli za miesiąc!) obrót opcjami wyniesie tyle i tyle. Tekst tekstem, a wróżenie wróżeniem.
@ Joasia
Teraz zrozumialem. Myslalem, ze uwaga dotyczy fragmentu na godzinę przed końcem notowań. Nie wiedzialem, ze pomylilem date :)
Poprawione, dzieki za uwage.
Pozwolę sobie zareklamować swojego bloga, jeśli Trystero ma coś przeciwko to proszę wywalić ten komentarz. Trochę potestowałem na GPW najprostszy wskaźnik AF – Cena / Zysk. Wyniki można znaleść tutaj: http://pokonacrynek.blogspot.com/2010/05/analiza-fundamentalna-czesc-1.html
Pan Jim Rogers kupuje EUR mimo dlugoterminowego negatywnego nastawienia na europejskie “bailouty” …
jego argument :
“It’s time to go in and take the other side,” Rogers said. “It got beaten down so much.”
http://www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=a0PxwjhFkSwI&pos=6
to chyba tez przyklad proby “lapania spadajacego noza” (i to w dodatku wbrew wlasnej dlugoterminowej analizy fundamentalej) ;-)