Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie i ogromnych skutkach

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 10.06.2010 | Komentarze (27) »

Sprawę katastrofy ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej można przedstawić na wiele sposobów. Dziś, chciałbym pokazać wyciek ropy na platformie Deepwater Horizon jako przykład HILPE – high impact, low probability event, wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie i ogromnych skutkach.

Otóż, istnieją przesłanki wskazujące, że wyciekowi ropy mógłby zapobiec wyłącznik akustyczny, który w razie katastrofy jest w stanie zdalnie zamknąć przepływ ropy w szybie. Taki wyłącznik kosztuje około $500 000. Tyle pieniędzy oszczędził BP.

Od czasu katastrofy kapitalizacja rynkowa zmniejszyła się o około $90-$100 mld, rentowności obligacji BP osiągają poziom śmieciowy, ceny rocznych CDS osiągnęły dziś poziom 734 punktów, pojawiają się pierwsze analizy wskazujące na kilkadziesiąt miliardów USD kosztów, które BP ma ponieść z związku z katastrofą, Matt Simmons sugeruje, że BP w okresie kilku najbliższych tygodni ogłosi upadłość.

Dziś wiemy, że BP podjęło złą decyzję. Można ją rozpatrzeć w kategoriach inwestycyjnych: strata/zysk. W tym konkretnym przypadku stosunek ten wynosi około 200 00 do 1. Mam nadzieję, że nikt z czytelników nie operuje w swoich inwestycjach przy podobnym stosunku strata/zysk.

Z HILPE są dwa kluczowe problemy. Po pierwsze, ludzki umysł ma skłonność do ignorowania scenariuszy o małym prawdopodobieństwie, zarówno w sferze intelektualnej jak w sferze praktycznych działań. Klasycznym przykładem, są wyśmiewane przez przeróżnych absolwentów Uniwersytetu Youtube badania nad orbitami komet i meteorytów. Zderzenie tych ciał z Ziemią jest bardzo małe prawdopodobne. Koszty takiego wydarzenia, na przykład zniszczenie cywilizacji ludzkiej, sprawiają jednak, że stosunek koszty/zyski takich programów badawczych są zupełnie racjonalne.

Drugim problemem jest to, że wolny rynek, czy raczej system gospodarczy uchodzący obecnie za wolny rynek, nie stwarza impulsów do racjonalnego traktowania HILPE, to jest traktowania ich zgodnie z rachunkiem koszty/zyski (w znaczeniu: straty, których się uniknie) pomnożone przez prawdopodobieństwo a nie koszty/prawdopodobieństwo. To przecież logika ‘imperatywu kwartalnych wyników finansowych’ sprawiła, że BP podjął takie a nie inne decyzje. Tym bardziej, że inni operatorzy platform wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej używają akustycznych wyłączników.

Znaczenie tego problemu dla dyskusji o polityce regulacyjnej, a więc dla polityki gospodarczej najlepiej przedstawił Kenneth Rogoff, który napisał: Podstawowe problemy złożonych systemów, technologii i regulacji rozciągają się na wiele sfer nowoczesnego życia. Nanotechnologia i zdolność do tworzenia sztucznego życia niosą ze sobą olbrzymi potencjał dla ludzkości oferując nowe materiały, lekarstwa i techniki medyczne. Jednak, w przypadku tych wszystkich fascynujących technologii jest niewiarygodnie trudno znaleźć równowagę pomiędzy oferowanymi przez nie innowacjami a niewielkim ryzykiem bardzo dużych katastrof, które mogą się z nimi wiązać.

Ekonomia uczy nas, że gdy istnieje duża niepewność co do prawdopodobieństwa katastrofy to poleganie na mechanizmie cenowym w celu wygenerowania właściwych bodźców może być niebezpieczne. Niestety, ekonomiści wiedzą jeszcze mniej o tym jak stworzyć reżim regulacyjny dla złożonych systemów z permanentnie ewoluującym ryzykiem, jak stworzyć elastyczne instytucje regulacyjne. Dopóki to zagadnienie nie zostanie lepiej zrozumiane, będziemy skazani na życie w świecie, w którym regulacje są albo zbyt ostre albo zbyt łagodne.

Sektor finansowy już ostrzega, że nowe regulacje mogą być zbyt ostre, to jest, że ich niezamierzonym efektem będzie osłabienie wzrostu. Teraz, będziemy mieć do czynienia z tym samym dylematem w przypadku polityki energetycznej, nie tylko naftowej.

Cytuję Rogoffa by poprzeć się jego autorytetem ale faktem jest, że dokładnie w taki właśnie sposób interpretuje zagadnienie regulacji i wolnego rynku, zarówno w sektorze finansowym jak i w przypadku przepisów bezpieczeństwa. Oczywiście, jako osoba z wysoką awersją do ryzyka uważam, że lepiej mieć zbyt ostre regulacje niż zbyt łagodne.

Otóż, tym co nastraja wyjątkowo pesymistycznie w przypadku katastrofy Deepwater Horizon jest fakt, że stosunkowo niedawno (w 1979 roku), na tym samym obszarze, wydarzyła się podobna katastrofa tyle, że na dużo mniejszej głębokości. Dużo większym problemem są HILPE, które jeszcze nigdy nie miały miejsca. Dużo trudniej jest oszacować ryzyko, dużo trudniej jest wygenerować odpowiednie bodźce.

Kluczowym problemem jest fakt, że krzykliwy tłum przeciwników regulacji, przeciwników zaawansowanych przepisów bezpieczeństwa po prostu nie rozumie dynamiki HILPE, nie rozumie złożonego rachunku ekonomicznego, związanego z HILPE – zwłaszcza w sytuacji, w której prawdopodobieństwo nie jest znane a jego szacunki są raczej naukowym zgadywaniem. Drugim problemem jest mitologizowanie mechanizmów rynkowych, które nie zawsze generują odpowiednie bodźce, tym bardziej, że w przypadku wielu HILPE mamy jeszcze do czynienia z efektami zewnętrznymi czyli sytuacją, w której koszty HILPE poniosą inni, jak choćby w przypadku mutacji wirusów na przemysłowych farmach zwierząt.

Morałem niech będzie informacja, że w dwóch państwach posiadających największe doświadczenie w głębokowodnym wierceniu, w Brazylii i w Norwegii, używanie wyłączników akustycznych jest obligatoryjne. W Norwegii obowiązek ten istnieje od 1993 roku. Wall Street Journal: Stany Zjednoczone planowały wprowadzenie obowiązku używania wyłączników akustycznych kilka lat temu ale korporacje wiertnicze zakwestionowały koszty i efektywność takiego rozwiązania. 

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (27) do "Wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie i ogromnych skutkach"

  1. RobertP powiedział(a):

    Ustalono, że pracownicy agencji MMS przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych odpowiedzialnej za kontrolę firm naftowych przyjmowali od nich prezenty, darmowe bilety na imprezy i inne korzyści w zamian za przymykanie oczu na niewprowadzanie odpowiednich środków bezpieczeństwa przy wierceniach.
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Jestesmy-wspolodpowiedzialni-za-katastrofe,wid,12313555,wiadomosc.html

  2. Trystero powiedział(a):

    @ RobertP

    W rzeczy samej. Ostatnia dekada w amerykanskiej gospodarce to panowanie atmosfery ‘przyjaznej dla biznesu’ w instytucjach regulacyjnych, ktora kreowali kierujacy nimi przeciwnicy regulacji. Dokladnie to samo dzialo sie w sektorze finansowym.

  3. Kogut powiedział(a):

    Brazulii => Brazylii

  4. pg powiedział(a):

    nie wiem, czy widziałeś, ale polecam wywiad z Talebem na podobny temat.

    http://www.newyorker.com/online/blogs/newsdesk/2010/06/video-currents-nassim-nicholas-taleb-james-surowiecki.html

  5. jako powiedział(a):

    Jednym z czynników sprzyjających podejmowaniu takiego ryzyka jest świadomość, że ktoś inny poniesie koszty.

    Wyższym poziomem skrzywienia jest wręcz otrzymywanie benefitów za podejmowanie ryzyka, którego koszty ponoszą inni.
    Podejrzewam, że decydenci z BP dostali wręcz premie gdy ‘załatwili’ platformie niższe zabezpieczenia techniczne.

  6. adegie powiedział(a):

    @”wywiad z Talebem na podobny temat”
    Ba wywiad, książkę napisał, a nawet trzy.

  7. Pawel Krawczyk powiedział(a):

    “krzykliwy tłum przeciwników regulacji, przeciwników zaawansowanych przepisów bezpieczeństwa”

    Nie uogólniałbym w sposób tak obraźliwy. To właśnie “zaawansowane przepisy bezpieczeństwa”, pozbawione racjonalnego uzasadnienia i nie oparte o żadną analizę ryzyka powodują, że od 5 lat zablokowane jest w Polsce używanie faktur elektronicznych a od ponad 10 większość możliwości kontaktu obywateli z administracją publiczną. Jestem jednym z wielu przeciwników tych regulacji, piszę o nich od lat (http://ipsec.pl/) i mam dobre argumenty.

    Opisane reakcje na przypadek Deepwater Horizon to dobrze znana nam z Polski histeria legislacyjna, która polega na tym, że jak administracja nie robi tego co powinna (egzekucja prawa) to tworzy nowe prawo zamiast naprawić dysfunkcyjną egzekucję. Jest to listek figowy, pod którym dysfunkcyjna egzekucja może trwać w niezmienionej formie.

    Tak i w przypadku BP – przecież tutaj są wszystkie syndromy niesprawnej kontroli już obowiązujących zasad – zarówno po stronie Transocean, po stronie BP jak i po stronie regulatora. Jeśli nie zagwarantuje się sprawności tego procesu to żaden gadżet akustyczny nie pomoże bo spieprzy się coś innego.

  8. Trystero powiedział(a):

    @ Pawel Krawczyk

    Alez od dawna o tym pisze. Nie wystarcza dobre regulacje i hojne budzety dla instytucji regulacyjnych jesli na ich czele postawi sie przeciwnikow regulacji, ktorzy cale zycie brali pieniadze od podmiotow, ktore teraz maja regulowac i ktorzy ‘wierza’ ze rynek lepiej sobie poradzi niz regulacje.

    Jesli na czele policji postawisz ludzi mafii to chocbys przeznaczyl na policje 50% budzetu i mial swietny kodeks karny to nie zlikwidujesz zaorganizowanej przestepczosci.

    Regulatory capture to w tej chwili problem wazniejszy niz sama jakosc regulacji.

    A to o czym piszesz w pierwszym akapicie to niestety ilustracja opinii Rogoffa, ze w stanie niepewnosci, trwalym dla innowacyjnych sektorow, regulacje beda albo ‘przestrzelone’ albo niewystarczajace. W tym miejscu jest wlasnie pole dla ekspertow takich jak Ty by przedstawiali swoje racje.

    Swoja droga, czytalem swietny tekst o tym, ze wiekszosc zabezpieczen w Sieci nie jest efektywna kosztowo. Zbieram sie by o tym napisac.

  9. Pawel Krawczyk powiedział(a):

    Pojęcie “teatru bezpieczeństwa” wymyślił bodaj Schneier i ma 100% racji. Ten artykuł parę spraw nieco upraszcza, ale jako tekst popularnonaukowy jest słuszny.

    Mnie osobiście śmieszą stacje robocze napakowane różnymi antywirusami, systemami wykrywania włamań, firewallami osobistymi itp, które zabierają połowę zasobów maszyny, podczas gdy nie są powłączane trywialne funkcje bezpieczeństwa. Od strony technicznej pisałem o tym w marcu:

    http://www.securitystandard.pl/artykuly/356569/Bezpieczny.Windows.bez.antywirusa.html

    Równie głupie są – pochodzące z lat 70-tych ale nadal powtarzane jak mantra – zalecenia, by bezpieczne hasła wyglądały tak: “m8K-z0$3″ podczas gdy od co najmniej 10 lat mogą wyglądać tak: “Dupa*Chrum-Dwadziescia” i przy większym poziomie bezpieczeństwa być łatwiejszymi do zapamiętania.

    Z kolei wydawanie mnóstwa pieniędzy na nie te zagrożenia, na które trzeba (też opisane w artykule), to efekt niestosowania analizy ryzyka, choćby uproszczonej. Jak się to zrobi to nagle się okazuje, że ryzyko warte np. $1m można ograniczyć za $100k wbrew producentowi systemu, który chciałby nas zastraszyć i zmusić do zakupu systemu w odwrotnej proporcji cenowej.

  10. 2jarek powiedział(a):

    Wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie są trudne do przewidzenia i regulacje mają znikome szanse cokolwiek zmienić za to na pewno utrudniają i skrępują ludzkie działanie nakierowane na szybką i skuteczną akcję ratunkową.

    Nie da się zrobić omletu bez tłuczenia jajek i zamiast radzić się prawników sprawdzać słupki sondaży, populację pelikanów i niezadowolenie mieszkańców, 24h po katastrofie wojsko powinno wkroczyć do akcji mając choćby naszkicowany gotowy plan działania bez strachu o to co będzie później liczy się tu i teraz.

  11. 2jarek powiedział(a):

    Dyskusja powinna odbywać się tylko między oceanologami,gelologami wojskowymi fizykami i dotyczyć tego na jakie skażenie możemy sobie pozwolić jak głęboko zdetonujemy ładunek.
    Cała sprawa do tego zmierza przekonamy opinię publiczną do pewnych zmian w prawie dających większą swobodę reagowania na takie zdarzenia w przyszłości.

  12. Trystero powiedział(a):

    @ 2jarek

    Wydarzenia o niskim prawdopodobieństwie są trudne do przewidzenia i regulacje mają znikome szanse cokolwiek zmienić za to na pewno utrudniają i skrępują ludzkie działanie nakierowane na szybką i skuteczną akcję ratunkową.

    Jakies dowody, przyklady czy po prostu wydaje Ci sie, ze tak jest?

    Nie da się zrobić omletu bez tłuczenia jajek i zamiast radzić się prawników sprawdzać słupki sondaży, populację pelikanów i niezadowolenie mieszkańców, 24h po katastrofie wojsko powinno wkroczyć do akcji mając choćby naszkicowany gotowy plan działania bez strachu o to co będzie później liczy się tu i teraz.

    Mam Cie socjalisto! Wojsko ma wkroczyc na platforme wiertnicza nalezaca do PRYWATNEJ FIRMY? Ma pogwalcic swiete prawo wlasnosci? Od kiedy to rzad zajmuje sie sprzataniem wycieku ropy? Rynek sobie z nim nie poradzi?

    Naprawde nie widzisz niekonsekwencji w swoich pogladach, gdy zbraniasz rzadowi regulowac dzialalnosc X ale domagasz sie by naprawial szkody powstale wskutek dzialalnosci X?

  13. 2jarek powiedział(a):

    @Trystero

    Ehehe to było celowe coś sennie tutaj.
    Wtargnięcie wojska na prywatną platformę to taka niewidzialna ręka rynku który przewidując przyszłe wydarzenia działą z wyprzedzeniem….;)

    P.s
    Być może tym razem nie jest to zdarzenie o ogromnych skutkach dla ludzkości.

  14. deYot powiedział(a):

    Ja jakoś odnoszę wrażenie, że zatraciliśmy zdolność efektywnego zarządzania ryzykiem. Tu myślę niezłym przykładem jest ostatnia afera ze szczepionkami na świńską grypę. Z jednej strony okazało się, że państwa, które zakupiły szczepionkę faktycznie wyrzuciły kupę kasy w błoto. Jednak nie daj Boże wybuchłaby jednak pandemia zjadliwego wirusa, to wtedy koszty związane z nią mogłyby być gigantyczne. Z jednej więc strony można chwalić naszą minister zdrowia, że nie poddała się naciskom, z drugiej może jednak chwalić niekoniecznie. Jeszcze chyba lepszym przykładem była walka z niby pochodzenia oddzwierzęcego gąbczastym zapaleniem mózgu. Urządzono hekatombę stad. Zakłócono handel a teraz ponoć okazuje się, że choroba Creutzfeldta-Jakoba nie ma nic wspólnego z jej zwierzęcym odpowiednikiem a priony według niektórych badań to pożyteczny i konieczny składnik tkanki mózgowej. Problem w tym, że współczesne społeczeństwo i gospodarka są na tyle skomplikowane, że szary ludek – taki jak my – w żadnym razie się w tym nie połapie, a eksperci sami często nie są bezinteresowni. Odnoszę wrażenie, że w obu tych sprawach rzetelna ocena faktów naukowych ustąpiła lobbingowi, naciskom czy zwykłemu łapówkarstwu.

  15. HeS powiedział(a):

    @Autor:”Wojsko ma wkroczyc na platforme wiertnicza nalezaca do PRYWATNEJ FIRMY?”

    Czasami tak, jeśli mamy do czynienia ze “stanem wyższej konieczności”. Przecież przy ogłaszaniu stanu klęski żywiołowej, a w tym przypadku chyba trzeba taki ogłosić podejmuje się nadzwyczajne akcje i niektóre uprawnienia obywateli (i firm) są czasowo zawieszone.

  16. Trystero powiedział(a):

    @ 2jarek

    Oj, chyba ironia kopnela mnie w tylek :)

    Być może tym razem nie jest to zdarzenie o ogromnych skutkach dla ludzkości.

    Dla ludzkosci nie. Dla regionu Zatoki Meksykanskiej tak. Dla ludzkosci najwieksze konsekwencje bedzie miec w podejsciu do zloz ropy na glebokim morzu – postaram sie o tym napisac. Simmons mowil o tym w wywiadzie. Era ‘latwej’, taniej ropy sie konczy.

    W tej chwili chyba najwiekszym problemem sa huragany, ktore moga rozniesc te rope po calej zatoce dlatego tak wazne jest by ja odzyskac przed rozpoczeciem sie sezonu.

    A co do wojska, etc. Wielu powaznych ludzi proponowalo cos takiego, miedzy innymi Simmons i Reich. Simmons mowil nawet o ladunku atomowym.

  17. Trystero powiedział(a):

    @ deYot

    Ja jakoś odnoszę wrażenie, że zatraciliśmy zdolność efektywnego zarządzania ryzykiem. Tu myślę niezłym przykładem jest ostatnia afera ze szczepionkami na świńską grypę. Z jednej strony okazało się, że państwa, które zakupiły szczepionkę faktycznie wyrzuciły kupę kasy w błoto.

    O dokladnie, szkoda, ze o tym nie napisalem. Albo sie przestrzeli z ostroznoscia albo bedzie jej za malo. To samo z tym pylem wulkanicznym. Wydaje sie, ze przesadzono. No ale, co by bylo gdyby spadlo 5 samolotow jednego dnia?

  18. lendo powiedział(a):

    Na pewno samo wprowadzanie dodatkowych regulacji bez dogłębnej odpowiedzi na pytanie dlaczego dotychczasowe nie zadziałały jest mało celowe ( to syndrom “polskiego prawa”)
    W przypadku jednak “dużych” instalacji mających łatwe do wyobrażenia katastrofalne konsekwencje należy (oczywiście !) nie tylko dopuścić ale wręcz nakazać państwowy system nadzoru bezpieczeństwa.
    Faktem jest natomiast że władzę BP zachowały się ( i zdaje się robią to nadal) jak klasyczny to big to fall. Świadczy o tym bagatelizowanie problemu na początku, nieporadność ( motywowana też na pewno “oszczędnościa” w próbach zatamowania wycieku a obecnie apele o pomoc rządu UK bo fundusze emerytalne itd.
    A liczenie na bezkarność nie było bezpodstawne – świadczą o tym historie taka jak ta:
    http://www.rp.pl/artykul/226541,490650_Skazani_za_katastrofe_sprzed_cwierc_wieku.html

  19. Ja powiedział(a):

    Trystero:
    “Ostatnia dekada w amerykanskiej gospodarce to panowanie atmosfery ‘przyjaznej dla biznesu’ w instytucjach regulacyjnych”

    Hmm, to dobrze, gdy państwo jest przyjazne biznesowi. Gorzej, gdy nawiązuje przyjaźń z konkretnymi biznesmenami.

  20. mdht powiedział(a):

    Ale państwo nie jest przyjazne dla biznesu, a przyjazne dla biznesu w instytucjach regulacyjnych. To jednak różnica.

    “Dużo większym problemem są HILPE, które jeszcze nigdy nie miały miejsca.” trudno nawet oszacować straty z HILPE które miały miejsce, np powódź.

  21. Ja powiedział(a):

    mdht:
    “Ale państwo nie jest przyjazne dla biznesu, a przyjazne dla biznesu w instytucjach regulacyjnych. To jednak różnica”

    Dobra uwaga. Warto pamiętać, że “państwo” i “rynek”, to nie osoby, lecz instytucje. Instytucje tworzone przez ludzi ( czasem nawet tych samych ), którzy nie żyją w dwóch oddzielonych od siebie światach. Decyzje ludzi mających władzę w państwie mają wpływ na to co się dzieje na giełdzie. I odwrotnie: ludzie z giełdy mogą mieć wpływ na decyzje władz państwa. Może zdarzyć się sytuacja, w której były członek zarządu dużego banku zostaje ważnym urzędnikiem państwowym ( odpowiedzialnym np. za regulacje finansowe ), a były minister dostaje pracę na odpowiedzialnym stanowisku w dużym banku. Dlatego nie zgadzam się z poglądem, że państwo może skutecznie poprawiać błędy rynku, bo państwo i rynek to byty bezosobowe, czyli takie, które nie mogą ani popełniać błędów, ani ich naprawiać. Od błądzenia i naprawiania są ludzie i to wyłącznie od nich zależy, czy jakiekolwiek regulacje, mające zmniejszyć ryzyko i zapobiec kolejnym katastrofom ( finansowym lub jakimkolwiek innym ) okażą się skutecznymi przepisami prawa, czy bezwartościowymi świstkami papieru. W końcu regulacje można obejść, co gracze z rynków finansowych już nieraz udowodnili. Wystarczy chcieć i tu, moim zdaniem, tkwi sedno problemu: ludzie chcą obejść regulacje chroniące ich przed ryzykiem wtedy, gdy opłaca się ryzykować. Najbardziej opłaca się ryzykować w momencie, gdy premia za ryzyko jest wysoka, a ewentualne koszty błędnych decyzji możemy przerzucić na kogoś innego ( np. na podatników ). Powstaje wtedy ogromna pokusa nadużycia, która jest w stanie złamać wszelkie regulacje ( choćby te z Bazylei ). Dlatego uważam, że jeśli chcemy skutecznie zabezpieczyć się przed skutkami czyichś głupich i nieodpowiedzialnych decyzji, powinniśmy skupić się nie na tworzeniu nakazów i zakazów, lecz na eliminowaniu pokusy nadużycia. Powinniśmy wyznaczyć pewną granicę dopuszczalnego ryzyka i dać wszystkim do zrozumienia, że jeśli się za nią wychylą i na tym stracą, to poniosą za to pełną odpowiedzialność i nie będą mogli przerzucić na nikogo kosztów swoich decyzji i działań. Oczywiście jest jeszcze kwestia ludzi, którzy ryzykują nie wiedząc o tym ( np. lokując pieniądze w banku prowadzącym samobójczą politykę kredytową, albo w funduszu inwestycyjnym operującym na dźwigni wyższej niż Alpy ). Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest zmuszenie instytucji finansowych, by w przystępny sposób informowały klientów o ryzyku wynikającym z prowadzonej przez nie polityki. Jeśli klienci będą wiedzieli w co się pakują, będą mogli wycofać się z wątpliwej inwestycji i przenieść pieniądze do bezpieczniejszego banku/funduszu. A jeśli pomimo swojej wiedzy postanowią zaryzykować i poniosą stratę, to poniosą także jej koszty. Jednak aby to było możliwe potrzebna jest wola i determinacja konkretnych ludzi, podejmujących decyzje.

  22. cabra powiedział(a):

    W artykule postawiono ciekawą tezę, ale wg mnie krytyka mogła zostać skierowana w złym kierunku – tj nie powinna dotyczyć systemu ekonomicznego, a politycznego.

    Dopóki za skład regulatorów odpowiadają rządzące USA raczej gwiazdy rocka niż eksperci (wszak amerykańska demokracja jak i każda inna to system oparty na popularności a nie kwalyfikacjach) to ciężko się spodziewać po nich racjonalnych decycji. Dodatkowo dochodzą nam wnioski z tzw. “capture hypothesis”, która wydaje się dosyć silna szczególnie w USA (vide drzwi obrotowe goldmana a Treasury/Sec – spodziewałbym się tego samego w Big Oil) i gotowe.

    Krótko mówiąc upatrywałbym tutaj problemu regulacji wynikającego z błędów systemu polityczno-społecznego, a nie ekonomicznego. Daleki dodatkowo jestem od krytyki stricte BP. Wszak działają tak jak i my wszyscy w systemie marchewki i kija. Była marchewka (dobre wyniki kwartalne = “uznanie rynku”, wyższe bonusy itp.), zabrakło kija (wspomniane regulacje, kary itp.) – kto z nas postąbiłby inaczej?
    Innymi słowy: don’t blame the player, blame the game ;-)

    Wracając do krytyki wolnego rynku – gdyby nie protekcjonizm USA rodem z początku XXw. to możliwe, że już dawno uporaliby się z wyciekiem, a z pewnością jego skutki byłby znacznie mniejsze gdyby poprosili o pomoc wyspecjalizowane do takich działań jednostki z m.in wspomnianej Skandynawii. Jak się okazuje nie mogli tego zrobić zgodnie z prawem, bo jak donosi Business Insider: “The Merchant Marine Act of 1920 (…)
    Section 27, also known as the Jones Act, deals with coastal shipping; and requires that all goods transported by water between U.S. ports be carried in U.S.-flag ships, constructed in the United States, owned by U.S. citizens, and crewed by U.S. citizens and U.S. permanent residents”. Oczywiście nie jestem na tyle nawiny żeby sądzić, że to by ich powstrzymało od przyjęcia międzynarodowej pomocy (wszak dochodzi jeszcze “duma narodowa” ;-)), ale uznaję to za bardzo ciekawy paragraf zapisany w kodeksie prawnym ojczyzny wolnego kapitalizmu ;-)

    PS. wracam do czytania jednego z moich ulubionych blogów po dość długiej przerwie związanej z mocno opóźnionym kończeniem studiów przeplatanych CFA’ejem, zmianą pracy i przeprowadzką do Londynu – taka jest chociaż moja oficjalna wymówka w sprawie nie wysłania obiecanych Trystero wyników małych badań nt. efektu Famy-Frencha na GPW. Nie wiem czy jesteś dalej zainteresowany (wyniki w związku z biegnącym czasem mocno się zdezaktualizowały). Krótko: witam po przerwie :-)

  23. Trystero powiedział(a):

    @ mdht, Ja

    Otoz, w moim zalozeniu rezim regulacyjny ma chronic konsumentow i spoleczenstwo ogolem przed korporacjami, stosujacymi rachunek ekonomiczny i maksymalizacje zyskow.

    Jesli odrzucimy naiwne przekonanie, ze mechanizm cenowy czyli rynek sam rozwiazuje te problemy (bo nie rozwiazuje – czesto to co jest zyskiem korporacji z oszczednosci na bezpieczenstwie jest duzo wieksza strata spoleczenstwa) to wydaje sie sensowne by spoleczenstwo bylo zainteresowane ostrymi regulacjami tworzonymi przez rzad w obronie konsumentow.

    Stad, jesli przyjazne nastawienie do biznesu oznacza przedkladanie interesu korporacji nad interesem spoleczenstwa przez instytucje, ktore dbac maja o interes spoleczenstwa to jest to fatalne zjawisko. Moim zdaniem to dzialo sie i dzieje sie ciagle w USA na gigantyczna skale. Dlatego uzylem tego okreslenia troche w ironicznym sensie.

    To dlatego zreszta Amerykanie umieraja na banalne zatrucia pokarmowe (szpinak, hamburgery, etc) – regulatorzy, cale zycie pracujacy dla regulowanych firm, dbaja o zyski korporacji a nie korzysci spoleczenstwa.

    Ale to generalnie jest wiekszy problem zwiazany z tym, ze prymitywna propaganda wmowila wielu ludziom, ze sa dwie strony sporu: zly rzad i wolny rynek, ktory reprezentuja korporacje. Niestety, wiekszosc z tych ludzi nie pojmuje, ze korporacje nie maja zadnego zwiazku z wolnym rynkiem a majacy kilkaset mld USD przychodow Exxon niszczy wolna konkurencje tak jak niszcza ja regulacje Departamentu Energii.

    Prawda jest taka, ze wolny rynek niszczony jest zarowno przez rzad jak i przez korporacje. Jesli wiec ktos naprawde uwaza, ze wolny rynek jest najlepszym rozwiazaniem to powinien ’szczuc’ rzad na korporacje i korporacje na rzad by w ten sposob wywalczyc jak najwiecej wolnego rynku dla zwyklych ludzi. To jest fragment mojej filozofii ekonomicznej i totalnie nie rozumiem ludzi, ktorzy widza sens jedynie w popieraniu korporacji w walce z rzadem.

  24. Trystero powiedział(a):

    @ cabra

    Witaj,

    Dane przesylaj, zobaczymy co da sie z nimi zrobic.

    Co do kija i marchewki – kluczowy problem polega na tym, ze ten system bodzcow dziala zle, jest skrzywiony, zwlaszcza w przypadkach HILPE o bardzo duzym negatywnym skrzywieniu. Ten kij jest za maly w stosunku do realnych rozmiarow downside risk.

  25. Ja powiedział(a):

    Trystero:
    Zgadzam się, że korporacje nie mają nic wspólnego z wolnorynkowym kapitalizmem. To oczywiste, że firmy ( może nie wszystkie, ale podejrzewam, że zdecydowana większość ) marzą o tym, by zdobyć monopol ( ewentualnie korzystną pozycję w ramach oligopolu ) i wyeliminować konkurencję. A zmonopolizowany lub skartelizowany rynek oznacza gospodarkę centralnie planowaną, z wszystkimi jej wadami, z których największą jest odebranie ludziom wyboru i skazanie ich na to, co zaserwuje im “jedyna słuszna firma”. To, że ta firma jest prywatna, a nie państwowa niewiele zmienia, jej przewaga w relacjach z klientem jest dokładnie taka sama. Zresztą nie trzeba całkowitego wyeliminowania konkurencji, wystarczy jej ograniczenie, a już możemy się mniej starać. Właśnie dlatego przedsiębiorcy, którzy mają niewiele do zaoferowania bronią ceł, dotacji i skomplikowanego prawa, utrudniającego mniejszym firmom ( których nie stać jeszcze na profesjonalne usługi prawnicze i księgowość ) wejście na rynek i rozwinięcie działalności. Dlatego zgadzam się, że powiązania polityków z wpływowymi biznesmenami nie pomagają wolności, lecz jej szkodzą. Uważam, że w tym wypadku zdecydowanie lepsza jest Twoja “filozofia szczucia jednych na drugich”, czyli sytuacja, w której państwo z jednej strony wycofuje się z interwencji dających niektórym firmom przewagę nad innymi ( jak wspomniane już cła, dotacje, rozbudowane administracyjne bariery wejścia na rynek, skomplikowane prawo podatkowe, ulgi i zwolnienia podatkowe dla wybranych firm przy ich jednoczesnym braku dla pozostałych, etc. ), a z drugiej interweniuje mocniej tam, gdzie konkurencja i interes konsumenta są zagrożone ( zwalczając zmowy cenowe, fałszywą reklamę i nakazując firmom przystępne informowanie klientów o cenie oferowanych produktów/usług oraz o tym co ryzykują decydując się na ich zakup ). Prywatne firmy powinny natomiast atakować rząd wtedy, gdy ten próbuje zagwarantować przywileje państwowym firmom ( jak choćby Poczcie Polskiej ). Nie da się stworzyć systemu konkurencji doskonałej, w którym wszystkie firmy będą miały dokładnie taką samą pozycję na rynku. Zresztą taki system nie byłby nawet dobry. Można jednak, a nawet trzeba, zrobić wszystko, żeby żadna firma nie zdobyła nad pozostałymi przewagi z innego powodu, niż zadowolenie klientów z jej działalności. Trzeba zrobić wszystko, by konkurencja była jak największa, bo na konkurencji zyskują właśnie tzw. “zwykli ludzie”, ci sami, na których interesy cynicznie powołują się monopoliści, gdy ktoś próbuje odebrać im jakiś przywilej i zmusić ich do uczciwej walki o klientów.

  26. Trystero powiedział(a):

    @ Ja

    Moglbym sie podpisac. Od poczatku staram sie propagowac na blogu teze, ze tym co robi cuda jest ‘wolna konkurencja’ a nie ‘brak udzialu rzadu w gospodarce’. Gospodarka, w ktorej nie ma rzadu moze byc bardzo daleka od wolnej konkurencji.

  27. GTC powiedział(a):

    Gospodarka, w której nie ma rządu może być raczej bliższa nierządu oraz wolnej amerykance a nie wolnej konkurencji.

Dodaj komentarz