Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Masz dzieci? Zainwestuj w książki

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 05.06.2010 | Komentarze (16) »

Lubię badania naukowe, które potwierdzają pewne intuicyjne hipotezy, które kiedyś formułowałem. Tak właśnie jest z artykułem Family scholarly culture and educational success: Books and schooling in 27 nations z periodyku Research in Social Stratification and Mobility.

Naukowcy zbadali 70 000 rodzin, w 27 państwach i doszli do wniosku, że obecność książek w mieszkaniu znacząco zwiększa osiągnięcia edukacyjne nawet po uwzględnieniu wykształcenia, dochodów i pozycji zawodowej rodziców. Podkreślam: nie chodzi o prostą korelację ‘liczba książek w domu – liczba lat edukacji dzieci’ ponieważ w takim przypadku książki byłyby po prostu wyrazem edukacji lub dochodów rodziców. Badacze wzięli po uwagę te czynniki mierząc oddziaływanie książek na osiągnięcia edukacyjne dzieci.

Co się okazało? Dzieci pochodzące z domów, w których znajduje się powyżej 500 książek kształcą się o trzy lata dłużej niż dzieci, w których domach jest zaledwie kilka książek. Dzieci pochodzące z domów, w których znajduje się już 25 książek kształcą się przeciętnie o 2 lata dłużej niż dzieci wychowane w domach bez książek.

Co ciekawe, liczba książek w domu odgrywa istotniejszą rolę w determinowaniu edukacyjnych osiągnięć dzieci niż formalne wykształcenie rodziców. Dzieci wychowane w domach z dużą ilością książek mają o 20% większą szanse na ukończenie collegu niż dzieci wychowane w domach, z kilkoma książkami. Dla przykładu, dzieci wykształconych rodziców (mających powyżej 15 lat edukacji) mają 16% większa szanse na ukończenie collegu niż dzieci gorzej wykształconych rodziców.

Podobnie jak autorzy badań nie mam wątpliwości, że nie same książki ogrywają tak dużą rolę w determinowaniu edukacyjnych osiągnięć dzieci lecz raczej intelektualna kultura, której są wyrazem. W większości przypadków duża liczba książek jest wyrazem świadomości własnych potrzeb intelektualnych i chęci do ich zaspokajania. Trudno się dziwić, że dzieci wychowane w takiej atmosferze posiadają i realizują własne potrzeby edukacyjne.

Przy okazji, 500 książek to całkiem sporo. Mojej bibliotece dużo brakuje do tej liczby wolumenów (na obronę mam swój młody wiek) i myślę, że nawet osoby chętnie czytające książki potrzebują kilku dekad by zgromadzić taki księgozbiór. W optymistycznym wariancie ‘jedna książka tygodniowo’ potrzeba przecież 10 lat. Być może więc wspomniane w badaniach, 500 wolumenowe księgozbiory, to nawet nie wyraz intelektualnych tradycji rodziców lecz kilku pokoleń.

Tym niemniej, kolejna intuicyjna prawda znalazła swoje empiryczne potwierdzenie. To czy dziecko wyrasta w domu, w którym wszystkie wieczory spędza się przed telewizorem czy w domu, w którym istnieje zwyczaj czytania czegoś poza gazetkami reklamowymi czy tabloidami, ma znaczenie dla jego osiągnięć edukacyjnych.

Ukłony: Laura Miller

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (16) do "Masz dzieci? Zainwestuj w książki"

  1. GTC powiedział(a):

    A co dla moich dzieci może wynikać z fakty, że ja posiadam ze 300 książek brydżowych ?

  2. GZ powiedział(a):

    troche mi brakuje:
    http://io9.com/5352953/take-a-peek-inside-neil-gaimans-library/gallery/

    ale łatwiej by mi było podać w metrach, niż na sztuki :)

  3. sircwaniak powiedział(a):

    To Gaiman ma taką kolekcję. Nic dziwnego, że jest tak dobrym pisarzem. Księga cmentarna była rewelacyjna… Pozdrawiam.

  4. Nemo powiedział(a):

    Ciekawym czy jak ktoś ma 500 harlequinów to też podpada pod tą statystykę ?

  5. Veln powiedział(a):

    @GTC, Nemo

    Na pewno nie podpada ten kto nie umie czytać ze zrozumieniem, bo zignorował co najmniej dwa fragmenty notki w których jest wyjaśnione, że nie chodzi o prostą korelację liczba książek – liczba lat edukacji.

  6. GTC powiedział(a):

    Ja zawsze wpadam w stan zdziwienia, gdy idę do kogoś gdzie nie ma książek, albo tylko jakieś Harlequiny,kryminałki i inne michałki, choć czasem są to ludzie z wyższym wykształceniem.

    Trudno mi to zrozumieć, bo jestem miłośnikiem książek i obcowanie z książką sprawia mi przyjemność i mam naturalną potrzebę czytania.

    Trudno w to uwierzyć, ale ostatnio rozmawiałem z pracownikiem naukowym Politechniki Warszawskiej, który bez zbytniego zażenowania oświadczył, że praktycznie nie czyta gazet i czasopism (bo nic nie kupuje), czasem tylko coś przejrzy w zakładzie, jak koledzy zostawią na wierzchu.

  7. infested powiedział(a):

    We Freakonomii był również poruszony ten temat. Okazuje się, że ilość książek w domu jest bardziej skorelowana z sukcesami w szkole niż fakt czytania książek dziecku – czyli nawet jeśli biedna rodzina nie posiadająca książek będzie czytała dziecku to i tak będzie miało mniejsze szanse niż dziecko wychowywane w domu pełnym książek nawet jeśli nikt ich temu dziecku nie czyta.

    Ja bym powiedział nie ‘inwestuj w książki’, ale w swoje wykształcenie by mieć wyższy status społeczny, zarobki itd bo to najbardziej pomoże twoim dzieciom.

  8. allhour powiedział(a):

    Jako student jednego z dwóch najlepszych polskich uniwersytetów, mogę napisać, że niestety część moich znajomych poza podręcznikami nie czyta ŻADNYCH książek. Część czyta tylko “inne michałki”. Jest to o tyle dziwne, że w wielu przypadkach widziałem ich domy rodzinne pełne książek… Co ciekawe większość tych “nieczytających” znajomych to studenci ekonomii, zarządzania i prawa. Myślę, że w Krakowie może być podobnie;) pozdrawiam

  9. GTC powiedział(a):

    @ Veln

    Moje i Nemo pytania, są jak najbardziej zasadne, w świetle zasady ilość nie przechodzi w jakość i ważny jest też chyba profil biblioteczki (choć ja mam zasadniczo najlepsze i najciekawsze pozycje- zwane “must for modern library”).

    Jeśli zaś idzie o uwagę o czytaniu ze zrozumieniem, to odwdzięczę się sugestią o dokładniejszym czytaniu, najlepiej oryginału, a nie poleganie jedynie na notce streszczającej.
    Wtedy znikną wątpliwości i przyjdzie zrozumienie. Nawet lektura innych resume może być tu pomocna.

    Nie zaszkodzi również przeczytać wyniki zbieżnych badań
    Schuberta i Beckera z 2010.

  10. Trystero powiedział(a):

    @ GTC i Nemo

    Hm, mysle, ze usrednianie w takich badaniach radzi sobie z takimi problemami. Po drugie, sadze, ze nawet 500 ramansidel czy 300 pozycji o brydzu to lepiej niz 0 ksiazek.

    Omowienie Schubert and Becker 2010 jest tutaj:
    http://ncte2008.ning.com/profiles/blogs/does-access-to-books-mitigate?xg_source=activity

    @ GZ

    Jeden z moich ulubionych pisarzy, nie pamietam kto dokladnie (a moze to byl Robert Stiller) powiedzial, ze by dobrze pisac trzeba bardzo duzo czytac. Cos tym jest.

  11. Paweł Choiński powiedział(a):

    Swoją drogą ciekawe jak przełoży się to u przyszłych pokoleń. Notoryczny brak czasu na “cokolwiek” nawet u bardzo dobrze wykształconych, wiedza przekazywana w formie instant (internet, którego w latach “dzieciństwa” obecnie kończących studia jeszcze nie było w takiej formie jak teraz) itp.

  12. Zielax powiedział(a):

    500 w 10 lat?
    Bardzo ułatwia sprawę związek czytacza z czytającą dziewczyną. Jeśli zamieszkają razem na stałe, to 500 przekroczą około 30-tki. Znam osobiście taka parę.
    A potem – skoro szanse na lepszy start potomków zapewnione – czas zabrać się za płodzenie ;)

  13. zonda powiedział(a):

    A jak ktoś wypożycza z biblioteki?
    Nie sądzę, żeby w dobie internetu nie czytanie gazet lub czasopism miało o czymś negatywnie świadczyć.

  14. airborell powiedział(a):

    Akurat mam wrażenie, że brydż to jest mocno stymulujące intelektualnie hobby. Więc jak tylko dziecko się zainteresuje – a na pewno ileś tam książek stojących na półkach mu w tym pomoże – to już. (Swoją drogą, imponująca kolekcja).

  15. akuda powiedział(a):

    Opowiem Wam anegdotę – 4 lata temu moją siostrę odwiedził w naszym domu kolega z Korei Płd. Nazywa się Hideaki (choć pewnie piszę się to inaczej), i jest mechanikiem w fabryce Hondy (o ile dobrze pamiętam). Generalnie nie jest biedny (zarabia np. dość, by pojeździć sobie po Europie kanapując u znajomych), ale gdy wszedł do naszego pokoju, to spytał nas, czy jesteśmy bogaci. Jesteśmy normalną rodziną klasy średniej, w tamtym czasie nie mieliśmy nawet auta, bo euro skoczyło, i kredyt na mieszkanie nam trochę zdrożał.
    Spytaliśmy go, skąd to pytanie.
    Odpowiedział, że w Korei tylko najbogatsi miewają 5 regałów książek.

    A co do edukacji – przyznam rację. Odkąd mój Tata jakieś 7 lat temu powiedział, że będzie mi refundował zakupy wszystkich potrzebnych mi do nauki książek (niekoniecznie szkolnej) po 3 latach liceum zacząłem widywać headhunterów :)

  16. july04 powiedział(a):

    ja z konieczności (uczulenie na roztocza kurzu domowego) musiałem pozbyć się mojego księgozbioru oddając jako dar do najbliższej biblioteki- widać popełniłem błąd:/

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player