Udany debiut PZU (o tym czy warto uczestniczyć w prywatyzacji pisałem tutaj) to dobry pretekst by pokazać interesujące zestawienie mega-prywatyzacji na tle koniunktury na polskiej giełdzie. Zagadnienie to jest interesujące z dwóch powodów. Po pierwsze, pozwoli nam, przynajmniej anegdotycznie, przeanalizować wyczucie rynku (market timing) polskiego Ministerstwa Skarbu. Po drugie, umożliwi nam traktowanie przerwania procesu prywatyzacyjnego w kategorii ‘utraconych zysków’ budżetu.
Warto zwrócić uwagę, że wysyp IPO czyli pierwszych ofert publicznych, zwłaszcza IPO pochodzących od funduszy private equity albo funduszy/firm leverage buyout często traktowany jest jako zjawisko zapowiadające przesilenie na rynku byka ponieważ tzw. mądre pieniądze (smart money) wychodzą z inwestycji na szczycie koniunktury. Czy podobnie postępuje Ministerstwo Skarbu w procesie prywatyzacji? Niezupełnie.
Możemy zauważyć, że na szczycie koniunktury giełdowej, od końca 2005 roku do połowy 2008 roku, nie przeprowadzono ‘przez giełdę’ żadnej dużej prywatyzacji. To zastanawiające, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę apetyt inwestorów na oferty publiczne w tamtym okresie, którego konsekwencją było sprzedawanie spółek przy wskaźniku cena/zysk znacznie przekraczającym 20. Naturalnie, to nie samo słabe wyczucie rynku Ministerstwa Skarbu, lecz raczej upolitycznienie procesu prywatyzacji sprawiło, że na szczycie koniunktury polskie władze wstrzymały prywatyzację.
W tym jednak miejscu dochodzimy do drugiego problemu: utraconych korzyści Skarbu Państwa, a więc pośrednio wszystkich podatników. W czasie korzystnej koniunktury giełdowej Ministerstwo Skarbu mogłoby sprzedawać państwowe przedsiębiorstwa przy dużo wyższych wycenach. Oznaczałoby to większe dochody z prywatyzacji. Oczywiście można argumentować, że zadaniem Ministerstwa Skarbu nie jest prognozowanie trendów na rynku kapitałowym. Nie zmieni to jendak faktu, że ‘pechowo’ dla polskich podatników, a ’szczęśliwie’ dla polskich emerytów, prywatyzację wstrzymana na szczycie hossy.


To co mnie najbardziej irytuje w demagogii niektórych polityków na temat “wyprzedawania majątku narodowego” to całkowity brak zrozumienia czym się różni wartość majątku spółki od jej rentowności.
Zwłaszcza gdy głąby protestują przeciwko “wyprzedawaniu za bezcen” jakiejś spółki, głośno krzycząc o tym że jej majątek “jest warty” 10 mln zł, ale zapominają wspomnieć, że spółka jest równocześnie zadłużona na 100 mln a rocznie budżet dopłaca do niej następne 20 mln.
Otóż sprzedaż takich spółek nawet za złotówkę nie oznacza, że państwo “pozbywa się” majątku wartego 10 mln zł, tylko przede wszystkim, że przestanie do niego rocznie dopłacać drugie tyle. A jeśli spółka wyjdzie na prostą to znowu zacznie na niej zarabiać w postaci podatków.
Ten model ekonomiczny znam dość dobrze z autopsji zajmując się przez pewien czas hodowlą koni sportowych. Te sympatyczne zwierzęta mają tę szczególną cechę, że ich utrzymanie stanowi stały i wysoki koszt (konia nie można postawić w garażu), zaś ewentualne zyski są dość kapryśne :)
@ Pawel Krawczyk
Ha, a ja myslalem, ze siedzisz w branzy bezpieczenstwa IT :)
A mylenie wartosci aktywow z wartoscia ksiegowa oraz nie uwzglednianie ROA w wycenie spolki na potrzeby debaty prywatyzacyjnej rzeczywiscie jest irytujace.
Ja mam pytanie od drugiej strony prywatyzji. Pracuje w firmie państwowej śr. wielkości (zatrudnienie rzędu 600 osób), która co roku przynosi zyski, w dużej mierze odprowadzane do skarbu państwa, inwestuje, i jeszzcze daje się wypłacić pracownikom premię roczną zależną od wypracowanego od zysku firmy za zeszły rok (procentowo ustalone od wynagrodzenia rocznego). Czy sprzedaż takiej firmy jest uzasadnionia?
“Czy sprzedaż takiej firmy jest uzasadnionia?”
Oczywiście. Sprzedaż każdej spółki państwowej jest uzasadniona.
Ciekawy artykuł, ale trzeba trochę się na tym znać żeby to zrozumieć, do mnie jakoś nie wszystko trafiło..
@ llukiz
Obawiam sie, ze Wawro nie oczekiwal wyznania wiary tylko logicznej, rozsadnej odpowiedzi.
@ Wawro
Mozesz sobie zadac inne pytanie: dlaczego panstwo powinno byc wlascicielem tej firmy? Jesli nie znajdziesz zadnych silnych argumentow to zapewne dojdziesz do wniosku, ze powinno sie ja sprywatyzowac.
@Wawro
Czy to jest jakaś branża strategiczna? Jeśli tak, to zapewne są przesłanki by państwo pozostało głównym właścicielem niezależnie od rentowności.
Jest natomiast kilka powodów, dla których państwo nie powinno być właścicielem np. producenta zaworów czy soków owocowych:
1) Nieuczciwa konkurencja ze strony państwa, które dysponuje praktycznie nieograniczonymi możliwościami kredytowania takiej spółki.
2) Upolitycznienie kadr w sektorze publicznym (patrz karuzele kadrowe po każdych wyborach czy to co zrobił PIS ze Służbą Cywilną), a czego najlepszym dowodem są spółki takie jak PKP czy Poczta Polska.
3) Większa podatność na naciski polityczne ze strony partii lub społeczeństwa np. dotyczące polityki kadrowej czy produkcji. W kryzysie zmiana stanu lub formy zatrudnienia części pracowników jest jedyną szansą na przeżycie spółki. W spółkach publicznych jest to praktycznie niemożliwe (patrz szpitale), więc spółka traci rentownośc a ze względu na pkt 1 nie ma szans na bankructwo i staje się dotowanym z budżetu zombie.
@Wawro
A ja dodał bym tylko że sprzedaż tej spółki jest uzasadniona ale właśnie powinna się dokonać w okresie dobrej koniunktury ( niekoniecznie z szukaniem jej szczytu ) i powinna być poprzedzona sprzedaniem firm z którymi państwo sobie ewidentnie nie radzi – od kopalń po stocznie ( świeć ich pamięci)
@ wszyscy
Najwieksze europejskie IPO od 2007 roku!
Bloomberg:
PZU SA, Poland’s biggest insurer, jumped on its first day of trading in Warsaw after investors bid for nine times more shares than were offered in Europe’s biggest initial public offering since 2007.
Wpis w wymowie swojej antypisowski (co podoba mi się, nie ukrywam). Niestety, “utracone korzyści” są kategorią na tyle ocenną, że nikt za to przed Trybunał Stanu nie trafi, a powinien…
@dorota
Ale tak na chłopski rozum to skąd pis miał wiedzieć w którym momencie prywatyzować? W czasie hossy się nie prywatyzuje bo co chwilę jest drożej i byłyby zarzuty że sprywatyzowali za tanio, bo potem jeszcze straszne wzrosty były. Po hossie też źle bo trzeba było wcześniej jak ceny były wyższe.
pis w ogóle nie prywatyzował… od tego zacznijmy
@ Adam Duda, Dorota
Mialo byc bez polityki. Taki byl plan.
@ llukiz
Nie mam pretensji, ze nie sprzedali wszystkiego na samej gorce. Pokazuje tylko jak kosztowne bylo wstrzymanie calej prywatyzacji z powodow politycznych.
@ llukiz
No, na tym problem polega, że w atmosferze (stworzonej przez PiS) oskarżeń o wyprzedaż etc. po prostu nie ma dobrego momentu. Gdyby mieli chęć, to sytuacja trwania już od kilku lat trendu wzrostowego dałaby im komfort psychiczny (nawet, gdyby debiut miał być na spadkach od szczytów).
Namawiam mojego Ojca, żeby porozmawiał z prezesem spółki, gdzie pracuje (spółka pracownicza) o wejściu na New Connect :) Zdążyliby opylić swoje akcje jeszcze w hossie.
Sorry, Trystero, taki to czas, że wszystko się ludziskom z polityką kojarzy… Powstrzymam się.
@ dorota
Nie ma problemu.
Czlowiek jakis szczesliwszy jak sobie tym glowy nie zajmuje :)
Jeżeli historia się powtarza to jesteśmy jeszcze przed wielką HOSSĄ!!!!! hura!
A potem będzie bessa!
PS
Terry Pratchett: “Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.”
“Bez polityki?” Nie da się. Przecież ministrem skarbu był wtedy Jasiński. To taki beton i aparatczyk, że głowa boli.
@ Kogut
Ja mam wrazenie, ze bergen zartowal. Stad ta eksklamacja w jego komentarzu.
@ Paweł Krawczyk:
>1) Nieuczciwa konkurencja ze strony państwa, które dysponuje >praktycznie nieograniczonymi możliwościami kredytowania >takiej spółki.
aha, ale jak firmę przejmie Bill Gates który też ma praktycznie nieograniczone możliwości kredytowania i to w dolarach to już jest dobrze? – argument do kosza moim zdaniem
>2) Upolitycznienie kadr w sektorze publicznym (patrz >karuzele kadrowe po każdych wyborach czy to co zrobił PIS >ze Służbą Cywilną), a czego najlepszym dowodem są spółki >takie jak PKP czy Poczta Polska.
Upolitycznienie jest złe to oczywisty fakt, ale w koncernach prywatnych mamy również nepotyzm i “upolitycznienie” przez określone grupki ludzie dobrze się znające i ze sobą trzymające – argument już nie tak bardzo do kosza jak poprzedni ale moim zdaniem nie widzicie że duże koncerny prywatne podlegają takim samym mechanizmom jak własność państwowa
>3) Większa podatność na naciski polityczne ze strony partii >lub społeczeństwa np. dotyczące polityki kadrowej czy >produkcji. W kryzysie zmiana stanu lub formy zatrudnienia >części pracowników jest jedyną szansą na przeżycie spółki.
Fiat – bez względu na wynik ekonomiczny przenosi produkcję z Tych do Włoch bo politycy zasugerowali – po raz kolejny “prywatna” własność nie ma żadnej przewagi..
Teraz argumenty przeciwko prywatyzacji:
1) Częste przejmowanie konkurencji za niską cenę (chwilowe kłopoty lub łapówki) tylko po to by konkurenta zamknąć
2) Nawet jeśli firma nie zostaje zamknieta to jest traktowana jako kolonia niewolników którzy mają pracowac aż padną – wyciskanie wyniku finansowego, brak inwestycji, bo założenie jest takie że firma działa aż do kompletnego wykorzystanie i zużycia parku maszynowego a później się ją zlikwiduje
3)Prywatyzacja TPSA – Polska sprzedała firme Francji i ogłosiła że zakłąd sprywatyzowano.
4)Wbrew temu co się nam wciska Kapitał posiada narodowość i w razie kłopoów czy kryzysu będzie zamykał swoje kolonie zagraniczne chroniąc miejsca pracy u siebie
@all
Chodziło mi o ekonomiczne uzasadnienie.
Pomijając dorywczy zysk rzędu 150 mln, nic więcej. Zakład rok rocznie oddawał od 10 mln zł do 20 mln zł czystego zysku do skarbu państwa. Pomijając podatki, wszystkie płatności ZUS-owskie, zdrowotne, emerytalne, etc. Podejrzewam że po wykupieniu nowy właściciel “zoptymalizuje” wszystkie wydatki w tym zakresie. W sumie na dłuższą metę nie widzę zysku budżetu państwa. Co najwyżej pozbycia sie odpowiedzialności.
PS. Notabnene jakie zakłady państwowe dostają pomoc budżetową. Wydaje się mi że tylke te duże i “strategiczne”. Firma w latach 98′-00′ miała poważne problemy i funckojnował trzy dniowy tydzień pracy. Pomocy ze strony państwa nie uświadczył.
W dawnej monarchii król posiadał swoje dobra, i jeżeli tylko był mądrym królem, to się ich nie wyzbywał. Zamiast tego często je oddawał w dzierżawę. Nie wiem, dlaczego obecnie też nie oddaje się np. PZU w dzierżawę jakiejś firmie, która by się zobowiązała np. płacić przez 10 lat do budżetu państwa tyle a tyle, a resztę mogłaby sobie brać..
@zenek
Bill Gates kredytuje ze swoich pieniędzy. Urzędnik – z publicznych lub – co gorsza – z zaciągniętych na kredyt przyszłych pokoleń.
Jeśli prywatna firma uprawia nepotyzm to ryzykuje wyłącznie własne pieniądze. Urzędnik ryzykuje pieniądze publiczne lub – co gorsza – zaciągnięte na kredyt przyszłych pokoleń.
Urzędnik nic nie ryzykuje, zgodnie z obecną wykładnią ma pełne prawo do ich popełniania i generalnie możesz mu naskoczyć.
Osoba zarządzająca spółką działającą według prawa handlowego ryzykuje sporo i możesz ją pozwać w procesie cywilnym.
>Bill Gates kredytuje ze swoich pieniędzy. Urzędnik – z >publicznych lub – co gorsza – z zaciągniętych na kredyt >przyszłych pokoleń.
Zgoda, tyle że argument poprzednio był inny a z tym się mogę zgodzić…ale do czasu
przecież Bill Gates nie decydował w swoich firmach o każdym wydanym dolarze?
Robili to za niego jego urzędnicy – dyrektorowie – managerowie
A jeśli oni to czym się różni “urzędnik” zatrudniony w firmie Gatesa od urzędnika zatrudnionego w firmie państwowej?
Czym się różni państwo z firmami państwowymi od koncernu z rozproszonym akcjonariatem i budżetem wielkości małego Państwa?
Niczym, już od dawna niczym.
No może jednym
Zyski z firm państwowych idą do budżetu, zyski z firm prywatnych idą do kieszeni kadry zarządzającej.
A straty jak się okazało są nacjonalizowane i w państwowych i prywatnych
Różni się tym o czym już napisałem – dyrektor firmy prywatnej może odpowiadać za popełnione błędy proporcjonalnie do ich wagi, zaś dyscyplinarna odpowiedzialność urzędnika jest w stosunku do niej nieproporcjonalnie mała. Jest to sytuacja, która bardzo ułatwia brak dbałości o powierzone mienie lub procesy.
Tu masz kilka przykładów klasycznej urzędniczej indolencji, która powodowała, że inni ponosili gigantyczne nieraz straty. I co? I nic. Nic im nie zrobisz, nawet zwolnić jest ich trudno. To po co się starać? Spróbuj dla odmiany zrobić coś podobnego w dowolnej firmie, a stracisz pracę za samo zdewastowanie wizerunku publicznego firmy.
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,7830194,Urzednicy_moga_sie_mylic___uznal_poznanski_sad.html
http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1014683-za-bledy-urzednikow-placimy-wszyscy-jak-zawsze.html
http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35019,7848338,Przez_wspolprace_z_policja_stanal_na_skraju_bankructwa.html
http://rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,4673480.html
Jest jeszcze jeden powód czysto praktyczny, dla którego większość organizacji zarządzanych przez państwo działa gorzej lub mniej wydajnie – niższe płace w sektorze publicznym. Siłą rzeczy, urzędnicy są mniej zmotywowani do pracy i zatrudnia się ludzi o mniejszym doświadczeniu i umiejętnościach.
Czy administracja nie mogłaby płacić więcej? Otóż niestety nie, bo z upolitycznienia administracji wynika też jej rozrost. Ale pieniędzy do podziału jest tyle samo, więc jest ona więc skazana na nadmiar kadr o kompetencjach niższych niż rynkowe.
Piszesz, że korporacja niczym się nie różni od urzędu. Otóż w swojej karierze zawodowej miałem liczne kontakty z administracją publiczną i obserwacja jej działań od środka wpędziła mnie niemal w depresję i poczucie beznadziei. Minimalne poczucie odpowiedzialności za cokolwiek. Dla odmiany korporacje, które również znam od środka, to dobrze zorganizowane i zarządzane mechanizmy o jasno zdefiniowanej odpowiedzialności. Coś je jak widać różni.
>Różni się tym o czym już napisałem – dyrektor firmy prywatnej >może odpowiadać za popełnione błędy proporcjonalnie do ich >wagi, zaś dyscyplinarna odpowiedzialność urzędnika jest w >stosunku do niej nieproporcjonalnie mała.
A jakie poważne kary otrzymali prezesi prywatnych banków które umoczyły miliardy na ostatnim kryzysie?
Urzędnik za coś takiego stracił by chociaż stanowisko, a preze spółki akcyjnej niekoniecznie, no chyba że sam zrezygnuje i sobie mega odprawę wypłaci.
Za przykład powinieneś brać Chiny, tam za poważne “uchybienia” dostaje się kare śmierci. Cały problem w tym że tak powazne konsekwencje grożą w firmach państwowych więc to że wieksze się ponosi w prywatnych to też mit, szczegolnie jak się spojrzy na koree północną
>Jest jeszcze jeden powód czysto praktyczny, dla którego >większość organizacji zarządzanych przez państwo działa >gorzej lub mniej wydajnie – niższe płace w sektorze >publicznym. Siłą rzeczy, urzędnicy są mniej zmotywowani do >pracy i zatrudnia się ludzi o mniejszym doświadczeniu i >umiejętnościach.
No to co za problem podnieść im płace tak aby zarabiali lepiej niż w prywatnych? Skoro tylko to jest problemem to bardzo łatwo go rozwiązać.
>Piszesz, że korporacja niczym się nie różni od urzędu. Otóż >w swojej karierze zawodowej miałem liczne kontakty z >administracją publiczną i obserwacja jej działań od środka >wpędziła mnie niemal w depresję i poczucie beznadziei.
A ja mam za sobą kilkuletni epizod w wielkiej jak na polskie warunki firmie prywatnej – w Tele-fonice, no i takich układów, znajomości (rozdawania stanowisk po rodzinie a następnie rodzina wciąga na inne stanowiska znajomych) to w żadnej innej nie widziałem
W urzędzie by to nie przeszło chyba bo tam ekonomista musi mieć papier że skończył ekonomie, w tej firmie prywatnej wystarczy że jest kolegą córki prezesa i żadne papiery mu potrzebne nie są. Pewnie powiesz że skoro własciciel sobie pozwala na to to jego sprawa – tak, ale gdzie ta efektywność i skuteczność prywatnej firmy?
“No to co za problem podnieść im płace tak aby zarabiali lepiej niż w prywatnych? ”
Żeby podnieść płace musisz mieć z czego. Tymczasem administracja publiczna samoczynnie dąży do przerostu zatrudnienia w związku z czym siłą rzeczy pensje muszą być mniejsze. Patrz:
http://www.dziennik.krakow.pl/pl/aktualnosci/kraj/986120-rzad-przegral-kolejna-walke-ze-swoimi-urzednikami.html
“Urzędnik za coś takiego stracił by chociaż stanowisko”
Przeczytałeś w/w linki? Jakie konsekwencje ponieśli ci urzędnicy?
“Cały problem w tym że tak powazne konsekwencje grożą w firmach państwowych”
Nie wiem jakie konsekwencje grożą w Chinach czy USA, ale w polskich urzędach nie grożą żadne, którymi warto byłoby sobie zawracać głowę. Trzymajmy się kraju, gdzie płacimy podatki.
“W urzędzie by to nie przeszło chyba bo tam ekonomista musi mieć papier że skończył ekonomie”
Chyba mocno przeceniasz kompetencje absolwenta polskich uczelni. Duża część problemów z polską legislacją wynika właśnie z tego, że prawo piszą absolwenci prawa, których nie chciały warszawskie kancelarie więc poszli do ministerstw.
“gdzie ta efektywność i skuteczność prywatnej firmy”
Jeśli firma działa to widocznie obserwowane przez Ciebie zmiany nie miały wpływ na efektywność całej firmy lub miały wpływ pozytywny. Jeśli padła, to właśnie zadziałał mechanizm, o którym napisałem.