Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Wiedza branżowa kontra pewność siebie i błędy poznawcze

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 28.04.2010 | Komentarze (21) »

Z przyjemnością zapoznaję się z badaniami naukowymi potwierdzającymi moje intuicyjne przekonania w dziedzinie ekonomii i inwestowania. Na podstawie kilku anegdotycznych doświadczeń oraz naukowej intuicji przekonany byłem, że większość inwestorów indywidualnych (II) zdecydowanie przecenia swoją przewagę nad rynkiem (tzw. edge ) w przypadku inwestowania w spółki z sektora, w którym zawodowo pracują. Wychodziłem z założenia, że efekt przeceniania praktycznej wartości swojej eksperckiej wiedzy, którego najważniejszym skutkiem jest zbytnia pewność siebie przewyższa sam efekt posiadania eksperckiej wiedzy, niedostępnej do przeciętnego inwestora. Dlatego spodziewałem się, przeciętne wyniki inwestycyjne II inwestujących w swojej zawodowej branży są gorsze od rynku, co najwyżej na poziomie rynkowym.

Sprawa jest poważna ponieważ znam wielu ludzi, którzy pracując w danej branży (na przykład w IT albo w branży spożywczej) inwestują głównie w spółki z tych branż w przekonaniu, że ich zawodowe doświadczenie i wiedza daje im przewagę nad innymi uczestnikami rynku. Oczywiście, w pewnych przypadkach rzeczywiście tak właśnie jest. W tym tekście będę jednak odnosił się do przeciętnych wyników.

Trond Doskeland i Hans  Hvidey zbadali to zagadnienia na norweskim rynku akcyjnym. Badacze mieli dostęp do fantastycznej bazy danych: wszystkie transakcje na akcjach zwykłych indywidualnych inwestorów na giełdzie w Oslo w okresie 10 lat oraz szczegółowe informacje socjoekonomiczne o inwestorach z uwzględnieniem miejsca zatrudnienia, rodzaju wykonywanej pracy i miejsca zamieszkania. Badacze sprawdzili dwie rzeczy: czy inwestorzy koncentrują swoją uwagę na akcjach z sektora, w którym pracują oraz czy handlując akcjami z bliskiego sobie sektora osiągają nadzwyczajne stopy zwrotu (abnormal returns)? Autorzy posługiwali się Standardową Klasyfikacją Działalności Gospodarczej (Standard Industrial Classification). Co się okazało?

Inwestorzy przeważali akcje ze ‘swojego’ sektora. Przeciętnie inwestorzy gromadzili w portfelu 32% z bliskiej im branży. Po wykluczeniu akcji obecnych i przeszłych pracodawców odsetek ten spadał do 11%. W porównaniu do rynkowego portfela przeważanie bliskiego inwestorom sektora wynosiło 7%.

To są ważne dane ponieważ inwestowanie w akcje firm z branży, w której pracujemy jest rodzajem Texas hedge – tak naprawdę zwiększa ogólny poziom ryzyka w naszym życiu ponieważ zarówno nasza praca (a więc zarobki) jak i nasze inwestycje zależne są od koniunktury tego samego sektora. Tę prostą regułę powinni wziąć pod uwagę wszyscy inwestujący w akcje firm, w których pracują. Niech Enron będzie ekstremalnym przykładem tego z jakim ryzykiem wiąże się takie działanie. Nie znaczy to oczywiście, że nie powinno się inwestować w akcje zatrudniającej nas firmy czy akcje przedsiębiorstw z branży, w której pracujemy – trzeba po prostu pamiętać o dodatkowym ryzyku. A może inwestorzy przeważali akcje z bliskich im sektorów ponieważ ich ekspercka wiedza prowadziła do ponadprzeciętnych zysków?

Nic z tych rzeczy. Analiza inwestycji za pomocą calendar-time portfolio method, w której porównano wyniki ‘długiego eksperckiego portfela’ (kupionych spółek z branży inwestora) do portfela rynkowego, długiego portfela nierynkowego (kupionych spółek z innych branż) oraz krótkiego portfela eksperckiego (sprzedanych spółek z branży inwestora) spółek. Według autorów, w średnim i długim terminie wszystkie badania wyników eksperckiego portfela wskazują na ujemne nadzwyczajne stopy zwrotu (negative abnormal returns), w niektórych przypadkach statystycznie istotnie.

Autorzy porównali także krótkoterminowe stopy zwrotu akcji z eksperckich portfeli z krótkoterminowymi stopami zwrotu akcji o podobnej charakterystyce (kapitalizacji rynkowej i wskaźniku cena/wartość księgowa). Okazało się, że eksperckie portfele zachowują się gorzej od syntetycznych portfeli rynkowych. Na przykład, w horyzoncie czasowym jednego miesiąca portfele eksperckie spisują się gorzej o 1,28 punktu procentowego. Co ciekawe, rezultaty badań nie zmieniły się po uwzględnieniu jedynie profesjonalistów, to jest inwestorów z tytułem magistra lub doktora w dziedzinie, w której byli zatrudnieni.

Co z tego wszystkiego wynika? Okazuje się, że indywidualni inwestorzy w Norwegii nie mają lub nie potrafią wykorzystać korzystnej dla siebie asymetrii informacji wynikającej z wiedzy eksperckiej w inwestowaniu w spółki ze swojej branży. Najprostszym wyjaśnieniem tych wyników będzie przyjęcie, że negatywny efekt zbytniej pewności siebie i błędów poznawczych związanych z analizą zagadnień bliskich inwestorom przewyższa korzyści z wiedzy eksperckiej. Jakie rodzi to normatywne implikacje? Skoro inwestycje giełdowe w branżę pokrewną sektorowi, w którym inwestor jest zatrudniony obarczone są większym ryzykiem i nie dają dodatkowych zysków rekompensujących to ryzyko to z ekonomicznego punktu widzenia nie warto przeważać spółek z bliskiej nam w branży w portfelu.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (21) do "Wiedza branżowa kontra pewność siebie i błędy poznawcze"

  1. mic powiedział(a):

    Bardzo dobre podejście, w trakcie kryzysu bankowcy powinni szorcic kontrakty na banki, w celu optymalizacji/hedgu dochodów. Wówczas zapomnieć mogą o premiach bankowych lub nawet być zwolnionym, co odrobią krótkie pozycje..rzecz jasna wszystko to jeszcze kwestia timingu i odpowiedniego wolumenu

  2. Trystero powiedział(a):

    @ mic

    Nie wiem czy to ironia z Twojej strony czy pisales powaznie. Krotka sprzedaz akcji bankow przez pracownikow bankow budzi pewne kontrowersje natury etycznej.

  3. mic powiedział(a):

    Poważnie. Niekoniecznie trzeba szorcić akcje własnego banku (można innych, można indeksy). Ja jako pracownik banku (były; komercyjnego), sprzedałem wszystkie akcje banków GPW jakie posiadałem (moj bank nie notowany na GPW) – stwierdziłem po prostu, ze bedzie dupa z wynikami i premii, a skoro beda slabe wyniki to wywalam sektor, w którym pracuje. Były też szorty na W20..tu akurat pomysł był dobry, ale wykonanie i konsekwencje beznadziejne :)

  4. GZ powiedział(a):

    Mam nadzieje, ze juz wkrótce wyniki badań robionych na naszym podwórku opublikuje Tomek Zaleskiewicz.
    Postaram się donieść najszybciej jak to możliwe

  5. Trystero powiedział(a):

    @ GZ

    Chetnie przeczytam.

    Przy odpowiednim podejsciu (szanujacym prywatnosc) dane z domow maklerskich polaczone z podstawowymi wskaznikami socjoekonomicznymi moga byc kopalnia wiedzy o stanie edukacji finansowej, podejsciu do ryzyka i calej psychologii inwestowania.

  6. Nemo powiedział(a):

    Cyt.: “ujemne nadzwyczajne zyski ” – a cóż to za diabeł ? Nigdy nie słyszałem o ujemnych zyskach.

    Badanie jakoś mnie nie poraża – to że ktoś pracuje np. w branży IT nie znaczy, że potrafi wykonać analizę finansową spółki i określić wartość akcji. A reguły specjaliści spoza branży finansowej tego zrobić nie potrafią. Zatem wyniki są jakie są.
    O metodzie inwestowania w branżę, w której się pracuje czytałem wiele lat temu; była ona swego czasu dość modna – komentarz do tej metody był taki: skoro ktoś codziennie kupuje kawę w Starbucks to nie znaczy że powinien kupić jej akcje.

  7. zarafiq powiedział(a):

    Ja mam zakaz szorcenia akcji banku, w którym pracuję.

  8. Trystero powiedział(a):

    @ Nemo

    Mam problem z konsekwentnym tlumaczeniem tego terminu. Po Twojej uwadze zmienilem na nadzwyczajne stopy zwrotu. Musze to przemyslec. Przyznam otwarcie, ze 95% ksiazek i tekstow o inwestowaniu czytalem po angielsku i mam braki w polskim slownictwie – ale one czesciowo wynikaja ze slabosci polskiego slownictwa.

  9. GTC powiedział(a):

    @ #6 + # 8

    Czujnie wyłapane przez Nemo sformułowanie “ujemne nadzwyczajne zyski”, wydaje się pozornie nielogiczne, chociaż mamy już funkcjonujące w naszej mowie plusy dodatnie i ujemne.

    Ponieważ jednak termin ten “negative abnormal return” występuje w nauce ekonomii i publikacjach finansowych, należałoby postarać się przynajmniej wytłumaczyć go, pro publico bono, by wszyscy wiedzieli o co tu chodzi.

    Wprawdzie faktycznie nie jest łatwo znaleźć dobry polski ekwiwalent tego pojęcia, ot tak na podorędziu, ale przecież jakieś pokrewne określenia funkcjonują chyba w polskiej nomenklaturze ekonomiczn0-finansowej.

    Nie powinno to chyba być zbyt trudnym zadaniem dla ambitnego, i jako tako oczytanego, ekonomisty, tym bardziej że zawsze pomocni mogą okazać się czytelnicy bloga.

    Na razie warto przynajmniej zdefiniować znaczenie tego pojęcia w sposób deskryptywny.

  10. Alex powiedział(a):

    @GTC #9

    Lepsze jest słowo “zwroty” bądź “zwroty z inwestycji” (to drugie może za długie). Raz, że lepiej odpowiada angielskiemu “returns” (do zysków raczej używamy słowa profits, don’t we?); dwa, zwroty mogą być IMO ujemne lub dodatnie, a zyski tylko dodatnie, bo inaczej to brzmi bez sensu.

    Czyli ‘ujemne nadzwyczajne zwroty (z inwestycji)”.
    Co na to Gospodarz ?

  11. Trystero powiedział(a):

    @ Alex, GTC

    No wlasnie, po uwadze Nemo, zmienilem na nadzwyczajne stopy zwrotu (abnormal returns) i negatywne nadzwyczajne stopy zwrotu (negative abnormal returns).

    Czym sa te nadzwyczajne stopy zwrotu? Otoz to roznica pomiedzy spodziewana stopa zwrotu a rzeczywista stopa zwrotu. Uzywa sie tego pojecia gdy na stope zwrotu z konkretnego portfela czy akcji wplywa jakies wydarzenie, zarowno realne (na przyklad raport o wynikach) jak i syntetyczne (na przyklad zakup akcji przez badana grupe inwestorow).

    W tym konkretnym przypadku nadzwyczajne stopy zwrotu to roznica pomiedzy tym co inwestorzy inwestujac w akcje z branzy otrzymali a tym czego moglibysmy sie spodziewac, ze otrzymaja na podstawie obserwacji szerokiego rynku, portfela nie-branzowych akcji w posiadania inwestorow, etc.

  12. ogif powiedział(a):

    @ Trystero

    Jako rasowy szperacz mógłbyś wyszperać kalendarium zapadalności długu “świnek”. Zwłaszcza Hiszpanii i Włoch.
    Sprawa jest interesująca bo jeśli niedługo muszą dużo rolować to może być ciekawie.

  13. GTC powiedział(a):

    @ # 10 + # 11

    Alex, oczywiście, że lepsze są tu “stopy zwrotu”, jako bardziej poprawne tłumaczenie (i ujęcie relatywne rentowności/zyskowności inwestycji), ale tłumaczenie zysk,też ostatecznie, ujdzie w tłoku (jako ujęcie absolutne), i bliskie konceptualnie.

    Mnie bardziej chodziło o znaczenie pojęcia abnormal i negative abnormal. Tłumaczenie jako nadzwyczajny (czasem wystepujące) coś mi za bardzo zalatuje przypadkowością i nieokreślonością, jako konotacja związana z księgowym zyskiem nadzwyczajnym czy stratą o charakterze nadzwyczajnym, czyli niespodziewanym.
    Tu raczej o inne aspekty tego zysku czy tej stopy zwrotu chodzi.

    Trystero, zrobiłeś wprawdzie krok naprzód ( w kierunku lepszego zrozumienia) ale chyba pod katem 45 stopni, czyli trochę w bok. Wciąż czuję niedosyt niedookreślenia. Myślę, że stać Cię na więcej.!

    Ostatecznie możesz zaapelowąć, w starym stylu:
    “Pomożecie ?”-, może pomożemy.

    Może z tego wyjść całkiem interesująca dyskusja, z pożytkiem dla wszystkich.

  14. Kogut powiedział(a):

    A może lepiej “nadzwyczajne straty” (jak dla mnie ujemny zysk to strata)

  15. Trystero powiedział(a):

    @ ogif

    Grecja z cala pewnoscia ma duze rolowanie przed polowa maja. Wysoka jednocyfrowa liczba albo kilkanascie mld euro. Gdzies czytalem, ze sie z pomoca musza spieszyc bo jak nie to za dwa tygodnie zdarzenie kredytowe.

    @ GTC

    Wiesz, nienajlepszy jestem w czytaniu w myslach innych ludzi wiec jesli mialbys cos interesujacego do dodania na temat abnormal returns to prosze pisz smialo. Nie ma nic lepszego dla blogera niz czytelnicy poprawiajacy czy uzupelniajacy to co napisal. To podnosi poziom bloga co mnie moze tylko cieszyc.

  16. ogif powiedział(a):

    @ Trystero # 15

    Grecja to wiem. Z resztą to już bez znaczenia, bo i tak sami tego nie dźwigną.
    Włochy i Hiszpania to jest pytanie.

  17. GTC powiedział(a):

    # 15

    No to napiszę to jaśniej, żeby nie było niedomówień.

    Otóż w wyjaśnieniu abnormal return, z wpisu # 11, zgadza mi się jedynie pierwsza część, to jest fragment, że “jest to różnica pomiędzy spodziewaną stopą zwrotu a rzeczywistą stopa zwrotu”. I to jest ten krok do przodu.

    Dalszy opis jest już dyskusyjny i zasadniczo niewiele wnosi co do istoty a r, od strony poznawczej, a nawet, moim zdaniem, trochę gmatwa. A to jest wektor w bok, taka deklinacja, gdyż brak tu zaakcentowania przynajmniej najistotniejszych elementów/atrybutów określających i/lub sublimujących koncepcję abnormal returns.
    A bez tego trudno będzie zrozumiec i zdefiniować pojęcie negative abnormal returns.

    Sam musiałem to rozgryzać, z 5 lat temu, więc wiem, jak to jest z tym pojęciem. Ale nie ma letko, i trza trochę się postarać by dojść do sedna sprawy.

    Na zachętę podaję, jako podpowiedź, podam trzy definicje, będącą kolejnym krokiem do celu poznania, ale wciąż nie wystarczającym9jak dla mnie).

    Abnormal return: –

    1. stopa zwrotu wyższa od rynkowej stopy zwrotu po skorygowaniu o ryzyko.

    2. nadwyżka stopy zwrotu ponad oczekiwaną stopę zwrotu odzwierciedlającą ryzyko inwestycyjne.

    3. zwrot z inwestycji ponad minimalny wymagany w danej branży, lub od danego podmiotu, czyli pokrywający koszty alternatywne ( alternatywny koszt kapitału).

    Myślę, że chwilowo wystarczy, jako baza do przemyśleń.

    PS

    Jako człowiek wyrosły z branży postaram się też skreślić parę moich spostrzeżeń w temacie głównym, jak się dobrze wyspię.

  18. Trystero powiedział(a):

    @ GTC

    Twoje definicje bardziej odpowiadaja excess returns.

  19. Nemo powiedział(a):

    @Kogut:

    Na pewno nie straty bo primo: termin nadzwyczajne zyski/straty jest określony w naszej ustawie o rachunkowości i oznacza zyski/starty pozaoperacyjne. Secundo: negatywna stopa zwrotu to nadal jest zysk !
    Dlatego też odrzuciłbym używanie pojęć zysk i starta w tłumaczeniu tego wyrażenia.

  20. GTC powiedział(a):

    @ Trystero # 19

    Ciepło, coraz cieplej.

    Zasadniczo to można powiedzieć, że chodzi o rodzaj excess return, czasem zresztą utożsamianym z abnormal return.

    Z tym,że dokładniej biorąc nie jest to zwykły excess return (czyli dodatnia różnica między faktyczna stopą zwrotu z inwestycji/indeksu rynkowego a stopą wolna od ryzyka) ale oczekiwany excess return, w ujęciu względnym, a więc skorygowany o ryzyko, charakterystyczne dla danej inwestycji, czyli jej koszt kapitału. Co podkreślały definicje podane w moim wpisie # 17.

    Od zrealizowanego zwrotu z inwestycji odejmujemy więc stopę wolną ryzyka plus odpowiednią premię za ryzyko.

    Tak więc w sytuacji występowania excess return, może mieć do czynienia z zarówno dodatnim lub ujemnym “zyskiem nadzwyczajnym” (abnormal return), czyli kalkulacyjną stopą zwrotu z inwestycji, w ujęciu ekonomicznym.
    Gdy zaś zysk zrealizowany równy jest zyskowi oczekiwanemu, mamy oczywiście przypadek zysk normalnego czyli normalnej stopy zwrotu.

    Poniżej mały przykład dla zilustrowania różnicy pomiędzy nimi oraz uwypuklenia, tego pozornego paradoksu kalkulacyjnego. Wszystko zalezy od sposobu patrzenia na efektywność danej inwestycji.

    Stopa zwrotu z danej inwestycji, zrealizowana w analizowanym okresie, – 12 %, stopa wolna od ryzyka – 8 %. Tak więc nadwyżka stopy zwrotu z naszej inwestycji (excess return)- wynosi 4 % (12 – 8 %).

    Wymagana/oczekiwana stopa zwrotu (uwzględniająca premię za ryzyko danej inwestycji) – 15 %. Abnormal return (tu negatywny/ujemny) – minus 3 % (12 – 15 %).

    W przypadku wystąpienia kalkulacyjnej nadwyżki stopy zwrotu/zysku (positive abnormal returmn) branża inwestycyjna określa ją “alfa”. Natomiast w przypadku wystąpienia tu niedoboru/niedostatku (negative abnormal return), mówi się po prostu “kicha”, kicha do licha.

    @ Kogut # 20

    Wprawdzie podobnie pisałem we wpisie # 13 (domniemanie zdarzeń o charakterze nadzwyczajnym jako powodu), ale miałem na myśli bardziej rachunkowe rozumienie pojęcia zysk a nie jego rozumienie ekonomiczne.

    Teraz doprecyzowuje, że w danym przypadku wyraźnie jednak idzie o tak zwany zysk ekonomiczny, czyli uwzględniający w rachunku również koszt kapitału oprócz kosztów księgowych. Zysk ekonomiczny może być ujemny (strata w sensie ekonomicznym) podczas gdy jednocześnie występuje zysk księgowy jako taki.

    Natomiast wypada dodać, że pojęcie zysk nadzwyczajny również występuje w teorii ekonomii i jest to zysk stanowiący rezultat zastosowania w przedsiębiorstwie nowocześniejszej technologii, lepszej organizacji pracy i jej wydajności lub lepszego know how, niż przeciętne w danej branży.

    Tak więc okazuje się, że w konkretnym, przypadku użycie określenia “zysk nadzwyczajny” może, ale nie musi, być poprawne.

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player