Trudno jest mi zachować powagę przy pisaniu tych słów ale zdarzenie opisane w tytule naprawdę miało miejsce. Całkiem spory sklep z grami komputerowymi GameStation dodał do warunków umowy zakupu produktów w Internecie klauzulę ‘przejęcia nieśmiertelnej duszy’. Brzmiała ona mniej więcej tak: Składając zamówienie przez tę stronę internetową pierwszego dnia czwartego miesiąca Roku Pańskiego 2010 zgadzasz się przekazać nam, nie podlegającą transferowi, opcję wejścia w posiadanie, teraz i na wieki, twojej nieśmiertelnej duszy. W przypadku podjęcia przez nas decyzji o wykorzystaniu opcji, zgadzasz się zrzec się swojej nieśmiertelnej duszy oraz wszelkich praw do niej, w okresie pięciu dni roboczych od otrzymania pisemnego oświadczenia GameStation lub jego autoryzowanych przedstawicieli.
Większość czytelników domyśla się już, że klauzula ‘przejęcia nieśmiertelnej duszy’ była żartem na Prima Aprilis. Nie był to jednak dowcip pozbawiony istotnej wartości dydaktycznej. Wszyscy klienci GameStation mogli wyrazić brak zgody na opisaną klauzulę poprzez zaznaczenie jednego pola w formularzu. Co więcej, wybranie tej opcji (rezygnacji z klauzuli) dawało im prawo do wartego 5 funtów vouchera.
GameStation, na podstawie odsetka klientów, którzy zrezygnowali z klauzuli, założyło, że aż 88% klientów internetowego sklepu firmy nie czyta warunków umowy!
Pomyślałem, że ta informacja świetnie uzupełnia dyskusję o działaniu w dobrej wierze, która toczyła się na blogu przy okazji wpisu o krakowskim przewoźniku wożącym klientów po 90 zł za kilometr. Być może, wiele osób nie zadaje sobie trudu by przeczytać warunki umowy ponieważ zdaje sobie sprawę, że ogólne normy prawne zakazują klauzul abuzywnych. Piszący te słowa, z tego właśnie powodu, rezygnuje z czytania warunków umowy większości niewielkich transakcji.
Z drugiej strony, warunki umowy są tak bardzo złożone, napisane tak nudnym językiem i nadmuchane do tak dużych rozmiarów, że zapoznanie się z nimi rzeczywiście może nie być rozsądnym wyborem w kontekście poświęconego na to czasu i potencjalnych korzyści. Warto w tym wypadku przypomnieć casus Apple, które w warunkach umowy zabrania użytkownikom iTunes używać oprogramowania do tworzenia, projektowania, konstruowania i produkowania rakiet oraz broni nuklearnej, biologicznej i chemicznej.
Z całą pewnością jednak istnieją umowy, choćby prospekty emisyjne CDO, tworzeniem których zajmuje się Goldman Sachs, przed podpisaniem, których powinno się poświęcić czas na zapoznanie się z nimi. Do głowy od razu przychodzą mi przykłady kredytów hipotecznych i gotówkowych, polis ubezpieczeniowych czy warunków korzystania z internetowych platform maklerskich. Z całą pewnością takich umów jest o wiele więcej. Mam nadzieję, że opisane działania GameStation zwrócą uwagę czytelników bloga na ten problem.
* Stylizacja tytułu na znany brukowiec jest zamierzona.
Ukłony dla Proboszcza na Blog de Bart


Kilka lat temu brałem kredyt hipoteczny, po umówieniu się na podpisanie, Pani była obrażona jak stwierdziłem, że podpisywanie musi poczekać, bo chcę przeczytać. Naprawdę się obraziła. To nie koniec, potem przyszła moją lepsza połowa i ona czytała również. Pani osiągnęła poziom focha w momencie w którym zaczęliśmy czytać kolejny raz, tym razem razem.
Więc jak mają ludie czytać umowy, jak pani w banku obraża się za takie działanie?
@marcin
Normalnie. Siedzisz przy biurku i czytasz :) a gdy pani stroi fochy to mówisz, że możesz przeczytać w gabinecie dyrektora/kierownika, żeby nie przeszkadzać.
Czytanie umowy jest zapewne silnie skorelowane z domniemaną wartością umowy i z tym jak wiele wiesz o danym produkcie. Nikt nie podejrzewa, że kupując karty do gry możesz sprzedać swoją duszę.
Pani która się obraziła na to, że czytacie umowę o kredyt hipoteczny jest .. złą kobietą ;)
My zabraliśmy umowę (o kredyt hipoteczny) do domu, żeby spokojnie przeczytać (żona radca prawny). Warto było. Developer miał umowę z bankiem (o czym informował) i od klientów tego developera prowizja była niższa, a my dostaliśmy ogólną wersję umowy, ze stawką dla klientów “z ulicy”. Poprawili :-)
“Warto w tym wypadku przypomnieć casus Apple, które w warunkach umowy zabrania użytkownikom iTunes używać oprogramowania do tworzenia, projektowania, konstruowania i produkowania rakiet oraz broni nuklearnej, biologicznej i chemicznej.”
To jest chyba wymagane przez prawo amerykańskiego, tą sama klauzulę widziałem w licencji archiwizera (programu do obsługi plików zip).
Analitycy europejskich banków mówią w zarzutach do Goldman Sachs ze CDO były nowe i nie do końca rozumieli ich konstrukcję… sic!
odnoszę wrażenie, że umowy wcale nie są pisane po to, aby klient je zrozumiał. Ostatnio z ciekawości zadałem sobie trud przeczytania umowy licencyjnej na grę “Need for speed shift” (orginał jak by co). I muszę przyznać, że pomimo sporego wysiłku włożonego w przewertowanie “od deski do deski” nie wszystko było dla mnie zrozumiałe. Stracony czas. Stąd postępowanie użytkowników jest racjonalne, jeżeli pod uwagę weźmiemy to, że ani nie mają wpływu na treść umowy nie mówiąc o tym, że i tak jej nie zrozumieją. I pojedyncze “kwiatki” nic tu nie zmienią.
Jakiś czas temu planowałem uruchomić usługę “eMakler” w mBanku. Wypełniłem formularz w necie, kurier przywiózł mi umowę. W umowie było napisane mniej więcej tak: “Bankowość detaliczna BRE – mBank – nie jest stroną przy składaniu zleceń na GPW (stroną jest DI BRE). W związku z tym, mBank nie gwarantuje niczego (z wyjątkiem prowizji). Po przeczytaniu umowy odechciało mi się jej podpisywać.
ypsilonfund.com
P.S. Wy też kupujecie PZU?