Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Klucz do zrozumienia problemów peryferii strefy euro: cz. II

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 26.03.2010 | Komentarze (37) »

W poprzednim tekście, za raportem UniCredit, przedstawiłem makroekonomiczne nierównowagi, z którymi borykają się gospodarki strefy euro, a które najczytelniej wyrażają się w saldzie rachunku obrotów bieżących (ROB). Wśród jedenastu największych gospodarek strefy euro łatwo wyróżnić państwa ze strukturalnym deficytem ROB i strukturalną nadwyżką ROB. Kluczem do zrozumienia tej nierównowagi jest konkurencyjność. 

Zmiany konkurencyjności w obrębie strefy euro najłatwiej zmierzyć jest za pomocą zmian REER (Real Effective Exchange Rate) – realnego, efektywnego kursu wymiany. Efektywny znaczy w REER – oparty na koszyku walut obcych. Realny oznacza natomiast: dostosowany o inflację (zarówno w państwie, którego REER mierzymy jak i w innych państwach). REER w obrębie strefy euro możemy zmierzyć zarówno za pomocą ‘czystej inflacji’ (na przykład deflatora PKB) albo jednostkowych kosztów pracy (Unit Labor Costs – ULC). Uwzględnienie inflacji czy kosztów pracy pozwala zmierzyć konkurencyjność gospodarek państw o wspólnej walucie. Zmiany REER w latach 1998-2008 wewnątrz strefy euro przedstawiają się tak:

Za UniCredit

Za UniCredit

Proszę zwrócić uwagę, że państwa, które obecnie mają problemy ze strukturalnym deficytem w saldzie ROB najbardziej straciły na konkurencyjności swoich gospodarek. Z grupy państw, których konkurencyjność cenowa znacznie się pogorszyła tylko Holandia jest w stanie utrzymać nadwyżkę na ROB, tylko Holandia i Irlandia zanotowały istotny wzrost eksportu. Pozostałe państwa: Hiszpania, Portugalia, Grecja i Włochy nie radzą sobie z utratą konkurencyjności cenowej. Na przeciwnym biegunie znajdują się Niemcy, Austria i Finlandia – gospodarki tych państw stały się bardziej konkurencyjne cenowo w latach 1998-2008.

Kluczowe w tym przypadku jest zestawienie Niemiec ze ‘świnkami’ (PIIGS). W sporym, ale uzasadnionym uproszczeniu, problemy peryferii strefy euro (EMU) biorą się właśnie z faktu, że państwa tej grupy utraciły konkurencyjność na rzecz Niemiec. Stad wyraźna nadwyżka w bilansie handlowym i saldzie ROB Niemiec i deficytu w gospodarkach peryferyjnych.

Rozwinięciem tej analizy jest porównanie zmian produktywności gospodarek (odwrócony znak na wykresie), zmian wynagrodzeń i jednostkowych kosztów pracy w państwach strefy euro. Na wykresie poniżej wyraźnie widoczna jest poprawa konkurencyjności Niemiec i Austrii. W tych gospodarkach nie tylko płace rosły relatywnie wolniej niż w strefie euro, szybciej niż w strefie euro rosła także produktywność. Odwrotna sytuacja miała miejsce w Hiszpanii, Włoszech i Portugalii gdzie szybciej niż w strefie euro rosły płace a wolniej rosła produktywność. W przypadku Grecji i Irlandii poprawa konkurencyjności związana z relatywnie szybkim wzrostem produktywności zaprzepaszczona została jeszcze szybszym wzrostem wysokości wynagrodzeń.

Za UniCredit

Za UniCredit

Proszę wrócić do poprzedniego wykresu i zwrócić uwagę na różnicę w zmianie REER dla Irlandii mierzonym deflatorem PKB i ULC. W przypadku Irlandii, ale także Włoch i Portugalii, stosunkowo łatwym sposobem poprawy konkurencyjności wydaje się obniżka wynagrodzeń.

Ciekawą, dodajmy także intuicyjną, zależność pomiędzy produktywnością gospodarek a ich kapitałochłonnością pokazuje poniższy wykres. Ta zależność jest kluczowa w kwestii konkurencyjności gospodarek na globalnym rynku. Państwa z pracochłonnymi gospodarkami odczuwają istotne osłabienie konkurencyjności wskutek podwyżki wynagrodzeń – podwyżka płac automatycznie przekłada się na wyższą cenę produktów eksportowych. W dużo lepszej sytuacji są państwa z kapitałochłonnymi gospodarkami.

Za UniCredit
Za UniCredit

Co z tego wszystkiego wynika? Przy braku w obrębie strefy euro naturalnego mechanizmu dostosowawczego dla zmian konkurencyjności – kursów walutowych, jedynym sposobem na złagodzenie nierównowagi pomiędzy centrum, którego kluczowym przedstawicielem są Niemcy a peryferiami są wewnętrzne działania dostosowawcze czyli relatywne pogorszenie konkurencyjności Niemiec (szybki wzrost wynagrodzeń) i poprawienie konkurencyjności peryferii (zmniejszenie wynagrodzeń i reformy strukturalne zwiększające efektywność gospodarek). Bez tych działań strefa euro, bez względu na wielkość tymczasowych programów pomocowych, nie osiągnie równowagi.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (37) do "Klucz do zrozumienia problemów peryferii strefy euro: cz. II"

  1. mic powiedział(a):

    musze przyznac, ze od poczatku euro bylo dla mnie ciezkie do ogarniecia – jak i czy wogle mozliwe jest osiagniecie rownowagi. madrzy ludzie mowili, ze i owszem to kwestia czasu, a wszystko sie wyrowna – na zdrowy rozum, bez mechanizmy walutowego wydawalo mi sie to trudne do ogarniecia – ale nie wnikalem, gdyz myslalem, ze cos chyba zbyt glupi jestem..a okazuje sie, ze jednak nie jest to takie proste. przyklad ‘benzynowy’ : akcyza na pb95 u sasiadow to ok. 650 eur/m3, u nas 1565 pln/m3..ue docelowa chce wyrownac poziomy, tzn. nasza akcyza ma dojsc do niemieckiej..czyli ok. 2500 pln/m3 ! i teraz co ? nie dosc ze zarobki mamy duzo mniejsze, to po kieszeni akcyza ? oczywiscie jak spadnie euro to akcyza do wyrownania w zlotowkach bedzie mniejsza – ale konkurencyjnosc naszej gospodarki przy eurpln = 3,2 bedzie marna mocno, tak czy siak w plecy…i tak sie zastanawiam, czy w chwili obecnej warto poddawac sie ue i walczyc o strefe euro. okazuje sie, ze wlasna waluta i polityka monetarna jednak nie jest glupią sprawą

  2. ogif powiedział(a):

    “łatwym sposobem poprawy konkurencyjności jest obniżka wynagrodzeń”

    Teoretycznie tak, praktycznie to bardzo trudny sposób.
    Kochani związkowcy narobią takiego dymu że nie jeden rząd upadnie. Więc politycy się nie kwapią. Nie są aż takimi idiotami jak się powszechnie sądzi.

    Prywatyzować, prywatyzować i jeszcze raz prywatyzować bo związkowcy są naprawde groźni głównie w sektorze publicznym.
    Potrzebujemy elastycznych płac. W uzwiązkowionych sektorach to nierealne.

    Zasadniczo jestem zwolennikiem przyjęcia euro. Jednak mam coraz więcej wątpliwości. Fikuśny i bardzo wobec nas nieuczciwy mechanizm przyjęcia euro praktycznie gwarantuje nam kurs przejścia w okolicach 3zł. Nie jestem zwolennikiem słabej waluty, ale obawiam się że możemy mieć zbyt mocną.
    Jak sobie wtedy poradzimy? Czy przypadkiem nie zrobimy tym naszym ruchem prezentu Niemcom tracąc do nich konkurencyjność? Może lepiej odłożyć przyjęcie euro do 2020-2025 roku gdy różnica pomiędzy polską i niemiecką gospodarką będzie znacznie mniejsza? Prawdopodobnie i tak przeszlibyśmy po mocnym kursie, ale dochodzilibyśmy do niego bardziej stopniowo i dzięki temu łatwiej byśmy się przystosowali?
    W dodatku wtedy wiedzielibyśmy gdzie wchodzimy. Obecnie zbyt wiele państw strefy euro ma totalny chrzan w finansach publicznych. Na dzień dzisiejszy nie warto mieć współnej waluty z Grekami, Włochami i Hiszpanami. Potem zobaczymy.

  3. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Zostawię chwilowo w spokoju Twoja związkofobię (chociaż korci mnie, żeby zauwazyć, że niemieckie związki zawodowe jakoś zgodziły się na obniżkę płac w Niemczech), ale chciałbym zwrócić uwagę, że kurs przyjęcia nie był powodem nierównowagi. Nierównowaga, w strefie euro się dopiero zrobiła po latach, w wyniku tego, że “świnki” dostały za niskie dla nich stopy procentowe i zaczęły się zadłużać i zadłużać i jeszcze raz zadłużać. Sektor prywatny, publiczny lub obydwa w różnych możliwych konfiguracjach. Pieniądze, które przyszły wywołały inflację, ogólne poczucie wielkiego (pseudo)bogactwa i brak umiaru. Dawały pracodawcom iluzję tego, że mogą tyle płacić pracownikom, a pracownikom iluzje tego, ze są tyle warci. I gdzie tu związki zawodowe? W Grecji, do pewnego stopnia we Włoszech, zgoda, ale gdzie indziej? Kluczowym powodem był za tani pieniądz, a nie jakieś mityczne związki zawodowe. Związki to najwyżej był “lukier” na tym cieście.

    To, że Polska nie powinna przyjąć euro nie ma żadnego związku z kursem walutowym. Uważam, ze nie powinna go przyjąć ani po 3, ani po 4, ani po 5 zł. Bo po tym wszystkim zacznie się inflacja, przyrost długu i w końcu utrata konkurencyjności, tak jak to było ze “świnkami”, bo Polska nie może mieć tak niskich stóp jak Niemcy, którzy rządzą ECB. Stopy ze strefy euro w Polsce oznaczać będą ujemne realne stopy procentowe. W takim wypadku nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby zauważyć, że ludzie przestaną oszczędzać, a zaczną się zadłużać.

  4. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 3

    Tak. Jestem związkofobem. Jednocześnie przyznaję że istnieją także związki zawodowe jak najbardziej pozytywne, pilnujące dobrych warunków pracy, partnersko współdziałające z pracodawcą na rzecz pomyślności firmy.
    Ale częściej związki zawodowe to czysta roszczeniowość i formy przemocy. Szkodliwe zarówno dla biznesu jak i powiększające obszar wykluczenia społecznego (przypilnują na tyle wysokich płac że wielu najsłabszych w ogóle nie da rady na rynek pracy wskoczyć).

    Z tym euro to bardziej się z Tobą zgadzam niż nie zgadzam.
    W dodatku zmieniam pogląd, ponieważ jeszcze niedawno byłem zdecydowanym zwolennikiem przyjęcia euro.
    Wprawdzie nie stałem się przeciwnikiem, ale jestem w kropce.
    Nie wiem.
    Trochę mnie nęcą te “za niskie” stopy procentowe jakie dałoby nam euro. Byłoby ładnych parę lat prawdziwego boomu.
    Ale potem?

  5. Lsd powiedział(a):

    uwaga posziego o stopach procentowych jest kluczowa , decyduje ona o tym czy gospodarka jest bardziej kapitałochłonna lub pracochłonna , ostatecznie wazne są oszczędności a zbyt niska stopa w państwach gorzej rozwiniętych zniechęca do oszczędzania wprawdzie prowadzi do wzrostu wynagrodzeń ale nie ma on zródła we wzroscie oszczednosci stąd nierónowaga

  6. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Ciekaw jestem, skąd masz taki obraz związków. Tylko z Polski? Bowiem ja uważam, że jest to naturalny mechanizm organizacji pracowników w dużych firmach. Związki zawodowe w wielu krajach utraciły znacznie na znaczeniu i zarzucanie im czegokolwiek w skali makro to gruba przesada zahaczająca o ideologiczne zaślepienie.

    W Polsce w sektorze prywatnym (gdzie by się przydały, aczkolwiek braki pracowników spowodowane m.in. wyjazdami za granicę ucywilizowały znacznie relacje pracodawca-pracownik, które jeszcze 6,7 lat temu były bardzo przesunięte w stronę pracowdawcy) związki są prawie nieistniejące. Zaś w sektorze publicznym (gdzie pilnują nota bene tylko własnego interesu, nawet nie interesu pracowników) są świętymi krowami. Te pierwsze są zbyt słabe, te drugie nierzadko wołają o pomstę do nieba.

  7. adegie powiedział(a):

    @ogif
    “Trochę mnie nęcą te “za niskie” stopy procentowe jakie dałoby nam euro. Byłoby ładnych parę lat prawdziwego boomu.”
    Demo tego miałeś w przypadku rynku mieszkaniowego i kredytów walutowych. Gigantyczna ilość kasy została w ten sposób wpompowana w całą gospodarkę.

  8. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 6

    Upadek Grecji to w 99% robota związkowców wymuszających wysokie płace paleniem opon.
    Francję też wykończą, potrzebują tylko trochę więcej czasu.

    W Polsce jest lepiej, ale nie znaczy że dobrze.
    Związkowcy mają też tutaj swoje “osiągnięcia”:
    -pomostówki kompletnie rozpieprzające system emerytalny i tym samym finanse publiczne
    -blokowanie wielu potrzebnych prywatyzacji
    -wypasione pensje dla niepiśmiennych w KGHM i KW
    -odmawianie chorym pomocy w szpitalach (wyjątkowo paskudny terroryzm)
    -wiele innych atrakcji typu dziesięcioletnie gwarancje pracy w niektórych firmach energetycznych

    Rzeczywiście, strasznie “zaślepiony ze mnie ideolog”.

    Związkowcy w sektorze publicznym pełnią identyczne funkcje jak gangsterzy ściągający haracze. Niestety mają znacznie większą siłę rażenia niż bandyci. Gospodarka cierpi, wszyscy za to płacimy wysoką cenę składając się na przywileje.

  9. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Z Grecją się zgodze, ale nie w 99% udziale, a 50%. Niech będzie nawet 60%-70%. To rzeczywiście paskudnie etatystyczny kraj, który miał już takie tradycje sprzed wejścia do strefy euro.

    Ale pisałeś wcześniej o związkowej “gangsterce” w USA i to już jest niestety “ideologiczne zaślepienie”. Podobnie nie widzę takiej gangsterki u drugiej co do wielkości “świnki”: Hiszpanii.

  10. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 9

    Swobodnie nadinterpretowujesz moje wypowiedzi.
    Absolutnie zgadzam się że związki zawodowe w USA obecnie nie stanowią kluczowego problemu. Drzewiej owszem, bywało różnie.
    Nawet z mafią ściśle współpracowały. Po Reaganie złamano im kręgosłup, ale są od tej zasady wyjątki. W takim GM związkowcy zbudowali swoje królestwo i większym stopniu przyczynili się do upadku firmy niż marnotrawny zarząd z flotą odrzutowców. Nawet kiedyś doszło do spektakularnego strajku o prawo do palenia papierosów podczas pracy przy linii montażowej.

    Nie mam dostatecznej wiedzy żeby o związkowcach w każdym kraju się kompetentnie wypowiedzieć, ale wydaje mi się że oprócz Grecji poważny związkowy problem mają Francja i Włochy.

    Z ciekawości zapytam o te pozostałe 50% (lub 40-30%) w sprawie Grecji. Banksterzy? ;-)

  11. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    I to takie super, że złamano związkom w USA kręgosłup?
    Zatracono równowagę sił i korporacje zaczęły sie zupełnie szarogęsić, włącznie z załatwianiem sobie rozmaitych prezentów od państwa.

    Pozostałe 50%/40/30? ECB ze swoja polityką stóp na niemieckim poziomie zupełnie ni w ząb nie pasującej dla takiego kraju jak Grecja. Ze względu na “B” w ECB, to też są bankierzy. Równowaznie możesz zwalić też na grecka klase polityczną (i lobby korporacyjne), która parła do euro.

  12. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 11

    Dla mnie super, bo jestem związkofobem ;-)
    Korporacje wymuszające dotacje na podatniku to taki sam syf jak związki. Lepszy jeden syf niż dwa.

    Jednak zawsze wychodzi Ci wina po stronie banksterów. ;-)
    Dorzuć łaskawie przeregulowanie greckiej gospodarki. Tam zawody taksówkarza, sklepikarza i prawie wszystkie inne są ściśle regulowane. Nawet istnieje czarny rynek licencji na wykonywanie tych szacownych zawodów.

    Europa potrzebuje więcej liberalizmu jak kania dżdżu.
    Regulacji i związkowców mamy aż nadto.
    Fatalne efekty NADMIERNEGO liberalizmu w amerykańskim sektorze finansowym nie dyskredytują liberalizmu, lecz dyskredytują przegięcia.

  13. b powiedział(a):

    @ogif

    “Fatalne efekty NADMIERNEGO liberalizmu w amerykańskim sektorze finansowym nie dyskredytują liberalizmu, lecz dyskredytują przegięcia.”

    To brzmi jak:

    “Socjalizm tak, wypaczenia nie.

    * Autor: Lech Wałęsa.

  14. ogif powiedział(a):

    #13

    Całkowicie fałszywe skojarzenie.
    Sektor bankowy jest specyficzny i rzeczywiście wymaga regulacji i nadzoru, a nie np. swobody w dowolnej kreacji derywatów lub przyznawaniu kredytów NINJA.
    Nie zmienia to faktu że wolność gospodarcza w pozostałych branżach dobrze służy ludziom i gospodarce.
    Jednak nie na zasadzie: im więcej liberalizmu tym lepiej.
    Przesada nigdy nie jest dobra.

  15. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Akurat korporacje i związkowcy to nie są twory niezależne. Wcale nie jest lepiej załatwić jedną ze stron. Dużo lepiej, gdy wzajemnie się kontrolują i nie pozwalają na zbyt wiele. Lepiej mieć obydwie strony mocne niż tylko jedną. Załatwienie związków oddaliło USA od wolnego rynku, umocniło jedna ze stron i dało jej możliwość ogrywania wszystkich na swoją korzyść.

    Śmiem też twierdzić, że z dwojga złego już lepiej mieć w gospodarce pasożyta związkowego niż korporacyjnego. Ten pierwszy jest jak klasyczny pasożyt, odbierający pewną ilość składników odżywczych z ogranizmu. Oczywiście robi wszystko, żeby wyssać jak najwięcej, ale w sposób bierny, dający sie kontrolować. Ten drugi, zaczyna robić inżynierię, zaczyna modyfikować zachowanie ofiery. Tak jak
    pasożyt toksoplazmozy:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Toxoplasmosis#Biological_modifications_of_the_host
    który infekuje mózg ofiary i sprawia, że zaczyna się zachowywać tak, żeby zwiększyć szansę przeniesienia pasożyta dalej. Szczury zarażone toksoplazmozą przestają bać się kotów, które są wektorem pasożyta.

    Banksterom nie wystarczy branie prowizji od swojej obecności w gospodarce (która już dawno przestała być dla niej korzystna netto). Wymyślają nowe to sposoby na wysysanie tych korzyści. I też “zarażają” mózgi wywołując bańki spekulacyjne, zbiorową manię, która napędza im zyski. Robią to w dużo bardziej podstępny i skuteczny sposób niż wszystkie inne pasożyty gospodarcze i dużo bardzej destrukcyjny.

  16. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 15

    Twój tekst jest kuriozalny. Kiedyś zarzucałeś mi ideologizowanie a przecież sam aż ociekasz alterglobalizmem.

    1.Związki zawodowe NA PEWNO nie sprzyjają wolnemu rynkowi.
    2.Związki zawodowe wcale nie przeciwdziałają grzeszkom korporacji. Gdy jest kasa podatnika do wyrwania to bardzo chętnie współpracują z korporacją dla wspólnej korzyści.
    3.Na biologii się nie znam.
    4.Banki są krwiobiegiem gospodarki. Także banki inwestycyjne są bardzo potrzebne i pożyteczne. Nieudane innowacje w tym sektorze są odpowiedzialne za poważny kryzys, lecz wcześniej doprowadziły także do znaczącego wzrostu w gospodarce.
    5.Problemem nie są żadni mityczni “banksterzy”, tylko TBTF (zbyt duzi by upaść). Są ulokowani w różnych sektorach. Niestety także w finansowym.

  17. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Nie ma żadnego spójnego alterglobalizmu. Jest to cała masa wzajemnie sprzecznych ideologii. Nie mogę wobec tego czegoś takiego wyznawać.

    1. Tak samo możesz powiedzieć, że korporacje NA PEWNO nie sprzyjają wolnemu rynkowi. Ich celem jest osiągnięcie jak największego zysku, a drogą do tego maksymalna MONOPOLIZACJA rynku.

    2. Czasami współpracują, ale najczęściej podchodzą sobie do gardła. I dlatego przydaje się, gdy trzymają sie wzajemnie w szachu i żadna ze stron nie ma przewagi.

    3. Szkoda, bo to ciekawe porównanie. I moim zdaniem bardzo trafne.

    4. “Krwioobieg gospodarki” to takie ładnie brzmiące hasło wymyślone przez banksterów. Oczywiscie, że banki sa pożyteczne, ale w pewnych granicach. Wyobrażam sobie gospodarkę bez systemu bankowego (jest mnóstwo przykładów np. Argentyna po kryzysie), natomiast nie wyobrażam bez energii elektrycznej albo transportu. Te sektory jakoś nie przypominaja mi co drugi dzień, że są “krwioobiegiem”. Wzrost w gospodarce brał się z inwencji i postepu w milionie innych dziedzin. Bankowcy to maleńki trybik tego systemu i wcale nie jakiś istotny.

    5. Znasz jakieś TBTF poza sektorem finansowym? Przypomnę, że GM i Chrysler upadły.

  18. Trystero powiedział(a):

    @ Poszi

    Mysle, ze Boeing jest TBTF.

  19. poszi powiedział(a):

    @trystero,

    W żadnym z sektorów poza finansowym nie ma uników i chowania trupów w szafach. Firmy dostają oczywiście dotacje, zwolnienia podatkowe i inne prezenty, ale jak są chore, to nikt sie nie patyczkuje i jest Chapter 11. Boeing jakby co też przeszedłby przez Chapter 11. Podatnik dostałby po kieszeni, ale akcjonariusze i obligatoriusze też. Nie byłoby takiej sytuacji jak z AIG, gdzie pewne koszty ponieśli tylko akcjonariusze, a ogromny rachunek dostał podatnik.

    Jeszcze nawiązując do #17, bankowość ma różny zakres i związaną z tym ważność i pożyteczność. Można wydzielić

    1. Rozliczenia i płatności: rachunki bieżące.
    2. Depozyty i kredyty: bankowość komercyjna.
    3. Bankowość inwestycyjna.

    To pierwsze jest bardzo pożyteczne i istotne dla gospodarki, to drugie jest umiarkowanie pożyteczne i umiarkowanie istotne, to trzecie jest w obecnej formie nie tylko niepotrzebne, ale i szkodliwe.

    Mam znajomego, który prowadzi nieźle prosperująca firmę średniej wielkości. W całej swojej historii firmy korzystał tylko z funkcji numer 1. systemu bankowego (+ ewentualnie depozyty, ale nigdy nie brał kredytów). Więc da się. Nawet jeśli rozwijał się wolniej, to miał dużo mniejsze ryzyko.

  20. allhour powiedział(a):

    W imieniu czytelników apeluję do Posziego, żeby również zaczął pisać bloga! :)

  21. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 17

    Wspólny alterglobalistom jest radykalizm w krytykowaniu obecnej rzeczywistości. U Ciebie tego sporo.
    W wielu elementach się z Tobą zgadzam, ale …. nie jestem taki ostry. Banki jednak są bardziej potrzebne niż piszesz, a gospodarka bez nich to całkowita porażka.

    ad.1.Tak też mówię. Oligopole trzeba rozbijać tak jak kiedyś Standard Oil Rockefellera.
    ad.2.Jest też trzecia strona – zwykły obywatel (podatnik), który przegrywa zarówno z korporacją jak i ze związkiem zawodowym.
    ad.4.Raczysz Waść żartować.
    ad.5.Takie upadanie trochę bez upadania. Niewątpliwie motoryzacyjni giganci (także) Ford mają wiele wspólnego z TBTF. Z drugiej strony LB padł naprawdę, a BS, ML, Wachovia i parę innych właściwie też.
    Dzięki kochanym związkowcom w Europie bardzo wiele niezbyt dużych firm państwowych jest TBTF.

    Gdyby to ode mnie zależało to przymusowo podzieliłbym największe banki (nie tylko amerykańskie) i potem zostawił je w spokoju.

  22. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Jaki radykalizm? Przecież nie chcę nikogo (na razie) roztrzeliwać :)

    Ja jestem liberałem. Ale raczej spod znaku Adama Smitha, a nie współczesnej karykatury. Zdaje jednak sobie jednocześnie sprawę, że:

    a) W pełni wolny rynek jest nieosiągalny w praktyce, zawsze jacyś gracze będa go próbować naciagnąć na swoją stronę. I dlatego trzeba go przed tym bronić. Czasem też tworzenie wolnego rynku na siłę tam, gdzie to jest prawie niemożliwe (np. monopole naturalne) jest przeciwskuteczne i lepiej taki rynek regulować. Ponadto wolny rynek jest niemożliwy bez idealnego dostępu do informacji, a tego też nie da sie osiągnąć, ale trzeba chociaż starac sie o jak największe wyrównanie asymetrii informacji. Stąd np. bardzo istotne obowiązki informacyjne spółek czy prawa konsumenckie.

    b) wolny rynek, nawet gdyby istniał, w niektórych sytuacjach nie daje optymalnego z punktu widzenia ogółu rezultatu. Klasycznym przykładem są koszty zewnętrzne.

    Wydaje mi się, że Trystero ma bardzo podobne poglądy.

    Ad. 1. Zgoda, ale nie doceniasz poziomu przejęcia rynku przez oligopole i ich politycznych współbraci. Ja uważam to za największe zagrożenie dla stabilności i dobrobytu, jaki współczesnie istnieje.

    Ad. 2. Ale nie musi, jeśli nie będzie się na ich tanią gadke nabierać. Możesz zrobić pierwszy krok uznając, że ratowanie AIG to był rozbój, a nie ratowanie świata przed Armagedonem.

    Ad. 4 ???

    Ad. 5. Z instytucji fiansowych upadł tylko LB. Inne firmy finansowe miały albo bailout, albo przejęcie sponsorowane. Poza podatnikiem i akcjonariuszami nie poniósł kosztów nikt inny. Ani posiadacze preferred shares, ani ci, którzy im pożyczyli. W wielu przypadkach nawet zarządy ocalały. To wszystko to wielki moral hazard.

  23. Lsd powiedział(a):

    POszi

    chyba wolny rynek pomylił Ci sie z konkurencja doskonałą stąd te dziwaczne poglądy o asymetrii informacji i monopolu

  24. poszi powiedział(a):

    @lsd,

    Tak, miała być “konkurencja doskonała”. Wolny rynek nie osiąga doskonałej konkurencji (to problem a), doskonała konkurencja nie zawsze osiąga optymalne rezultaty (problem b).

  25. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 22

    YES YES YES prawie pod wszystkim mogę się podpisać
    prawie bo:

    ad.AIG też mnie wkurza że trzeba było gnojków ratować;
    może Trystero wytłumaczy Ci czemu upadek AIG groziłby ogólną katastrofą

    ad.”tylko akcjonariusze stracli” – ładne mi tylko

    ad.??? banki to “nieistotny trybik gospodarki” jest przednim żartem

  26. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    W odróżnieniu od Ciebie uważam w przypadku AIG, że

    a) nie byłoby żadnej katastrofy
    b) jeśli by była, to dobrze. Bo obecny system grozi katastrofą na dłuższa metę.

    Nie uważam, że banki to nieistotny trybik i tak nie napisałem. To ważny element gospodarki, ale jego rola jest przez banksterów bardzo mocno rozdmuchiwana i sam się na to łapiesz. Też trzeba oddzielić rolę płatnościową, bankowość komercyjna i inwestycyjna. Tylko te pierwsze dwie są potrzebne. To pierwsze ma zero lewaru, to drugie 10:1 (co już jest potencjalnie groźne i wymaga sporej ostrożności), to trzecie się kręci na lewarach większych niż 100:1 i jest wariactwem.

    “Tylko akcjonariusze stracili” to naprawde jest “tylko”. Normalnie jak firma bankrutuje, to tracą wszyscy. Akcjonariusze wszystko, ci którzy pożyczyli przynajmniej część. Kapitał akcyjny w przypadku firm finansowych to był drobiazg. Bankructwa firm finansowym powinny było wyrobić przeświadczenie (które ukróciłby moral hazard), że z szaleńcami się nie należy zadawać.

    Co najważniejsze z punktu widzenia moral hazard, swoich bonusów uzyskanych w czasie, gdy uzyskiwano krótkoterminowe zyski kosztem długoterminowych strat nie straciły zarządy. I będa dalej tak robić raz za razem.

  27. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 26

    Bankowość inwestycyjna to między innymi: przygotowywanie i gwarantowanie IPO, produkty strukturalne, płynność na wielu rynkach. Niepotrzebne?

  28. poszi powiedział(a):

    #27,

    Nie są niezbędne. Poza tym co innego jak był Glass–Steagall (kiedy cała ta działalność była za “zaporą ogniową”), a co innego teraz. Jak się zaś pewne korzyści doda do całej gamy niekorzyści, które banki inwestycyjne przyniosły (manipulowanie rynkami, robienie ze śmieci kredytowych papierów AAA, co zahacza o świadome oszustwo, umożliwianie innym podmiotom oszustw przez ukrywanie problemów na rynkach OTC i wiele wiele innych), mamy bilans netto bardzo niekorzystny.

    Wybacz taką tanią retorykę (ale czasem trzeba), ale to jakby argumentowac, że Hitler przyniósł sieć autostrad. No przyczynił się do tego, ale to było nie jedyne jego “dzieło”.

  29. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 28

    Glass-Steagall absolutnie TAK!

    Takie działania jak: przygotowanie IPO, pre-IPO, gwarantowanie emisji, emisje prywatne, zarządzanie aktywami,
    hedging, rola animatora na rynkach, doradztwo prywatyzacyjne i wiele innych przejawów bankowości inwestycyjnej wspierają wzrost gospodarczy i jako takie są potrzebne.

    Stanowczo przeginasz ze swoją niechęcia do banków inwestycyjnych. Te AAA to raczej agencje ratingowe (tych nie bronię). Natomiast o manipulowaniu rynkami (także o kasynie) najwięcej opowiadają ci którzy wtapiają na rynku kasę.
    Nikt nie jest tak duży żeby zamerdać SP500 lub Edkiem, a wokół nich wszystko się kręci. Prawdziwej manipulacji jest dużo mniej niż wynikałoby to z niektórych komentarzy (przegrywających). Tam gdzie mała płynność o manipulację łatwiej. Bez banków inwestycyjnych płynność spadłaby radykalnie. Byłoby więcej manipulacji!

    Ukrywanie sytuacji budżetowej przy pomocy banków inwestycyjnych miało charakter śladowy. Zostało nagłośnione i wyolbrzymione przez media.

    Niektóre banki inwestycyjne zbytnio ryzykowały, były kiepsko zarządzane. To wszystko. Problemem jest tylko to że nie pozwolono im upaść z obawy przed reakcją łańcuchową.
    Ale np. JPM cały czas był w dobrej kondycji czyli dobrze zarządzani giganci też byli.

  30. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Bankowość inwestycyjna to sporo mało groźnych, nawet pożytecznych czynności, które opisujesz. Ale to jest mało zyskowne. Więc banki inwestycyjne raz po raz wymyślaja, co by tu takiego zrobić na megalewarze, co byłoby bardziej zyskowne. I na skutek tego raz po raz wybucha jakiś kryzys finansowy. Jak masz pomysł, żeby to pierwsze było, a tego drugiego nie, to słucham. System bankowy z regularnością zegarka robi takie numery. Już po S&L crisis takie coś nie powinno było miec miejsca.

    Przez manipulowanie rynkiem nie mam na myśli handlu na S&P500 (chociaż frontrunning przez GS ociera moim zdaniem o działania nielegalne, a juz na pewno nie należy do czegoś korzystnego dla rynków), ale całą masę rzeczy, którą robiono. Rekomendacje w jedną stronę, gra w drugą. Sprzedawanie klientom papierów, które po cichu shortowano.

    Banki inwestycyjne nie były takimi niewiniątkami jeśli chodzi o ratingi. Wiadomo, że polerowały papiery tak, żeby dostały takie ratingi, jakie chcieli. Jedni z drugimi byli w zmowie.

    Z tego co wiem, wszystkie banki inwestycyjne miały śmierć w oczach i nie przeżyłyby bez TARP i innych akcji ratunkowych (np. AIG) (być może JPM i GS otrzymałyby od Buffetta zaangażowanie w wiekszym stopniu na morderczych warunkach i to by być może wystarczyło). Nie wiele trzeba, żeby się rozsypać przy takim lewarze, przy jakim oni operują.

  31. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 30

    Proste. Koniec z TBTF. Przymusowy podział zbyt dużych i niech działają. Oprócz tego regulator powinien kontrolowac poziom lewarowania, ale zakładam że regulatora wykiwają więc skupiam się na anty-TBTF.

    Nie wszystkie banki inwestycyjne miały problemy. Wszystkie ZMUSZONO do przyjęcia pomocy żeby dodatkowo nie piętnowac tych słabych. JPM, GS, WF nie potrzebowały TARP żeby przetrwac, ale im się przydało ratowanie AIG które było im dłużne parę złotych.

    Zostaw te “straszne” banki inwestycyjne i zobacz że naprawdę straszne to są rządy. Chiński robi cyrk z yuanem i destabilizuje światową równowagę gospodarczą. Amerykański szkoda słów. Europejskie mają zawsze deficyty budżetowe, nawet podczas dobrej koniunktury. Dług japońskiego jest tragikomiczny.

    W porównaniu z rządami banki inwestycyjne to niewiniątka, chociaż też sporo naświniły.

  32. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Nie banki inwestycyjne, ale banksterzy (czyli sektor finansowy plus Greenspan :) ). Mogę jednak pójść na kompromis i uznać też rządy, bo rząd USA robi wszystko, co chce sektor finansowy, więc to na to samo wychodzi.

    Zdajesz sobie sprawę, że dług japoński to nieudolna robota sprzątania po implozji bańki kredytowej? Podobnie obecny przyrost długu w USA i innych krajach Zachodu? Banki są co najmniej temu współwinne (zwłaszcza że za takim działaniem ostro lobbowały).

    Może znajdę jakieś wiarygodne źródła, to Ci podeśle, że wszystkie banki inwestycyjne znalazły się pod spora płynnościowa presją i w panice próbowały “złapać powietrze”. Niby “zmuszono” je do TARP, ale wszystkie by najpewniej bez tego padły. Warunki, które dostał Buffet za zastrzyk pieniężny dla GS były zabójcze (nota bene o niebo lepsze dla Buffetta niż TARP) i GS nie zgodziłby się na to, gdyby nie był na skraju wielkiej przepaści. Zresztą nie rozumiem, dlaczego się spierasz, skoro uważasz, że bez ratowania AIG byłby Armagedon. Chyba że masz inna definicję Armagedonu niż ja.

  33. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 32

    Zgoda. Wszystkie mogły upaść. Jednak wiele z nich niewinnie, na zasadzie runu, histerii, a także jako ofiary ewentualnej niewypłacalności AIG lub Citi.
    Poważnym argumentem za TARP i innymi interwencjami właśnie jest fakt że w takich sytuacjach nie tylko złe banki upadają.

    GS u Buffetta kupił sobie wiarygodność. Kasy nie potrzebował, a wiarygodności wtedy nikt nie miał więc była droga.

  34. poszi powiedział(a):

    @ogif,

    Nie rób znowu z nich takich niewiniątek. Po pierwszy kto z lewarem wojuje od lewara ginie (czy wszyscy, którzy mieli racje na kontraktach, ale im zabrakło depozytu powinni iść do podatnika o wsparcie?), a po drugie oni nie byli takim biernym obserwatorem. Cały ten kryzys finansowy był ich współdziełem.

    Będzie mi to trudno udowodnić teraz i myślę, że po latach dopiero pojawią się takie opracowania, ale wszystkie banki inwestycyjne były w pewnym momencie niewypłacalne (nie mylić z brakiem płynności, której też im bardzo brakowało). Te solidniejsze (GS i JPM) przetrwały dzięki:
    1. Grze na czas (dzięki akcjom rządowym) i dokapitalizowaniu zarówno bezpośredniemu, jak i poprzez zyski z pozostałych działalności (tych nudnych pozycji, które wymieniałeś).
    2. Ogromnemu pośredniemu transferowi strat na barki podatnika. Poczytaj, co robił (i ciągle robi) FHA i zrozumiesz, jak banki pozbyły się sporej części problemu kosztem podatnika.

    Tak w ogóle reasumując, nazwij mnie alterglobalista, jak chcesz, ale uważam obecny system gospodarczy za niestabilny i groźny na dłuższą metę. Panoszy się moral hazard i ten “podatnikowy” (tzn. podatniku ratuj) to tylko cząstka problemu. Najgorsze jest to, że korporacje stały się zbyt potężne i nie tylko korumpują na potęgę rządy, ale stały się zupełnie oderwane od akcjonariuszy. Zarządy będą robić wszystko, żeby mieć dla siebie jak najlepiej, a to oznacza nadmierne ryzyko i krótkoterminowość.

  35. ogif powiedział(a):

    @ Poszi # 34

    Prawie zgoda zapanowała. Kryzys WSPÓŁdziełem banków – YES.

    Zbyt tani pieniądz kusił banki żeby zwiększać lewary. Dalej kusi! Ale na razie pamiętają też kłopociki i nie przesadzają.
    Regulator świruje. Rządy też na coraz większych “lewarach”.

    Historia gospodarcza świata to historia rozmaitych niestabilności, rozmaitych “równiejszych” wymuszających dla siebie przywileje. Obecne czasy są inne i takie same zarazem.

  36. GX powiedział(a):

    To nie Niemcy powinny obniżać swoją konkurencyjność, ale peryferia ją podwyższać !

    CZEMU jednostka ma działać na swoją niekorzyść? Racja Stanu – tego terminu powinniśmy nauczyć się szczególnie dobrze My, Polacy. Niemcy już go dobrze znają (na swoją korzyść).

    Nożyce – głowny towar importowy peryferiów. Cel: dobre cięcia.
    (Nie)stety nie ma darmowego lunchu. I być nie powinno. Za 10-20 lat się zwróci. “Z okładem”. Społecznie i ekonomicznie.

    Pozdrawiam gospodarza

  37. Trystero powiedział(a):

    @ GX

    Zgadzam sie z Toba.

    Wez tylko pod uwage, ze poprawianie konkurencyjnosci (nie oszukujmy sie, chodzi glownie o ciecie kosztow pracy) bedzie mialo deflacyjny wplyw na peryferyjne gospodarki, tym bardziej, ze nalozy sie na deflacyjne ciecia budzetowe.

    Te dwa czynniki doprowadza do dalszego zalamania popytu wewnetrznego co sytuacje gospodarcza pogorszy, przynajmniej w krotkim terminie. W obecnej sytuacji nie ma ‘dobrych’ rozwiazan.

Dodaj komentarz

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player