XXI wiek to wiek informacji. Sto lat temu trwała rewolucja przemysłowa. Gospodarka ruszyła wtedy prężnie do przodu, a wiele dóbr stało się powszechnie dostępnych. Dziś ciężko nam wyobrazić sobie euforię związaną z tym, że zwykłe produkty stały się dostępne dla średniozamożnych rodzin. W naszych czasach nastąpiła rewolucja w związku z dostępem i rozpowszechnianiem informacji. Wiek informacji oznacza wielkie szanse dla tych, którzy wiedzą jak go wykorzystać.
Industrializacja
Dziś średniozamożna rodzina ma wszystkie podstawowe produkty – żywność, środki transportu, meble, sprzęt AGD i RTV oraz całe mnóstwo przedmiotów. Dalej niż sto lat temu na takie życie mogła sobie pozwolić jedynie arystokracja. Każdy produkt był ręcznie robiony, a technologia na tyle słabo rozwinięta, że wytworzenie czegokolwiek kosztowało niebotyczne pieniądze. Wystarczy podać za przykład wartość książki w średniowieczu – 3 wsie.
Industrializacja odmieniła ten stan – ogromnie wzrosło bogactwo przeciętnego obywatela krajów rozwiniętych. Wcześniej fundamentem gospodarki była ziemia, w erze industrializacji – stał się nim produkt. Dobrobyt “rzeczy i przedmiotów” – tak można opisać rewolucję minionej epoki.

Wiek informacji
Dziś jednak najbogatsze kraje świata przenoszą swoje fabryki do innych krajów, a mimo to pozostają najbogatsze. Dawniej byłby to paradoks i podcinanie gałęzi na której się siedzi. Jednak nie w Wieku informacji.
Produkty “materialne” są ogólnodostępne, rynki często nasycone, a konkurencja zabójcza. Powoduje to, że rozwój gospodarki przez rozwój tych gałęzi jest niezmiernie trudny i powolny. Są to nadal działy odpowiadające za sporą część generowania PKB, jednak w niewielkim stopniu odpowiadają za wzrost PKB.
Nowym produktem, który jw naszych czasach odpowiada za rozwój stała się informacja. Kto posiada informację, ten ma władzę. A kto ma władzę, ten może realizować zyski. A skoro gdzieś są zyski, to warto w to inwestować.
Na czym polega rewolucja informacyjna?
Informacja stała się dostępna dla mas. Nie jakaś informacja, tylko dokładnie ta, której ktoś poszukuje. Dawniej cała władza informacyjna znajdowała się w rękach kilku gazet i autorów książek. Jedyną możliwością, aby pozyskać informacje było kupno gazety lub książki. Przeciętny człowiek nie miał możliwości kontaktu z osobami światłymi, wymiana informacji była powolna i mocno zmonopolizowana (lub zoligopolizowana). Nadejście internetu i nowych rozwiązań technologicznych odmieniło tę zależność.
Teraz każdy może publikować co chce. Nie potrzeba już układać się z gazetami, nie trzeba błagać wydawnictwa o zgodę na publikację książki. Można założyć bloga, można pisać artykuły do portali, można udzielać się na forach dyskusyjnych i brać udział w życiu portali społecznościowych. Mówiąc krótko – informacja stała się nie tylko powszechnie dostępna, ale także jej tworzenie przeszło rewolucję.
W tej chwili na świecie miliony osób wymieniają się informacjami. Wymiana ta odbywa się głównie przez internet, który daje możliwość dotarcia do ogromnej rzeszy ludzi przy niewiarygodnie niskich kosztach. Co więcej – pojedyncze jednostki mogą zarabiać solidne pieniądze na swoich informacjach. “Stare media” mają przez to poważne problemy.

Internetowa arystokracja
Internetowa rewolucja powoduje powstawanie nowego podziału społecznego. Z jednej strony mamy osoby nie zaprzyjaźnione z internetem i nowymi technologiami – żyją oni w oparciu o swoje stare, sprawdzone sposoby i wiedzie im się wciąż dobrze. Z drugiej strony mamy internetową arystokrację, ludzi, którzy poruszają się w internecie jak ryba w wodzie, a przy tym pociągają za sobą całe ławice innych.
Im ktoś jest wyżej w tej informacyjnej hierarchii, tym więcej zyskuje. Im ktoś jest niżej – tym więcej traci.
Internetowa arystokracja – to bloggerzy, właściciele portali i for dyskusyjnych oraz “internetowi celebryci”. Tworzą w internecie dużo treści, ciągną za sobą innych i są największymi beneficjentami rewolucji. Termin ten zaczerpnąłem ze starej klasy społecznej, bardzo uprzywilejowanej, co odpowiada pozycji niektórych internautów.
Internetowi pretorianie – to przeciętny użytkownik internetu. Dyskutuje na forach, pochłania ogromne ilości treści, potrafi korzystać z wyszukiwarek i czasami robi zakupy przez internet. Podąża za arystokracją.
Internetowy plebs – bardzo pejoratywnie brzmi, ale może to i lepiej, bo nikt nie będzie chciał należeć do tej grupy. To osoby, które mają problemy z internetem, poruszają się po omacku, nie potrafią odróżnić wartościowej treści od reklamy. Dla nich internet to wielka zagadka. Są to przede wszystkim bierni użytkownicy internetu.
Wykluczeni z internetu – to osoby, które komputera nie chcą dotykać, bo się go boją. O internecie słyszeli, ale nigdy nie korzystali. Te osoby najwięcej tracą na rewolucji informacyjnej – nic na niej nie zyskując. Ich sposoby zdobywania i rozpowszechniania informacji są droższe i mniej skuteczne niż te nowe, dlatego długo nie utrzymają swojej pozycji.
Trendy
Cały czas mówimy tu o trendzie. Rewolucja nie dzieje się z dnia na dzień, postępuje. Dlatego coraz więcej władzy i zysków trafia do internetowej arystokracji, a coraz więcej tracą wykluczeni. Proces ten jednak dopiero niedawno się zaczął w naszym kraju, dlatego mamy tak niewielu arystokratów, którzy już odnoszą wielkie korzyści, a wykluczeni dają sobie jeszcze radę bez internetu. Sytuacja ta jednak każdego dnia się zmienia.
Bez względu na to, w której klasie informacyjnej znajdujesz się teraz, możesz swój stan łatwo poprawić. Można powiedzieć: “ten pociąg jeszcze nie odjechał”.
Jak poprawić swoją pozycję w wieku informacji?
1. Osoby wykluczone, mogą łatwo dostać się do plebsu informacyjnego poprzez pokonanie pierwszej bariery technologicznej i zapoznanie się z “całym tym ustrojstwem”. Wystarczy nawet kilka minut dziennie z komputerem i już zaczynamy bardziej świadomie korzystać z dobrodziejstw technologii.
2. Plebs może dołączyć do Pretorian poprzez praktykę i udzielanie się w życiu internetu. Odpowiadanie w komentarzach na artykuły, dyskusje na forum i zakładanie kont na portalach społecznościowych to właściwy krok w stronę lepszego i bardziej świadomego używania internetu.
3. Pretorianie, aby dołączyć do arystokracji muszą się solidnie wysilić. Muszą być bardziej aktywni niż inni z ich klasy, muszą wyznaczać trendy, muszą być pierwsi w zakresie technologii. Tu tak na prawdę mamy do czynienia z najbardziej poważną barierą. Nie trzeba wiele, aby założyć bloga, ale prowadzenie go przez 2 lata to już coś.
4. Arystokracja powinna wyznaczać pozytywne trendy. Uczyć się od najlepszych, wprowadzać innowacje. Dobrze też, jeśli będzie importować technologie z innych krajów. W erze internetu nie jest to takie trudne. Standardem i wymogiem jest znajomość języka angielskiego w stopniu zaawansowanym.
Mam nadzieję, że po przeczytaniu tych słów zaprzyjaźnicie się bardziej z internetem. Tylko ostrożnie – internet uzależnia :)

Autorem artykułu jest Michał Ksiądzyna – manager, przedsiębiorca, marketingowiec; autor bloga Top Menedżer


Ekhem, jak by to grzecznie skomentować… Może w internetowym młodzieżowym stylu: żal.pl
Mój 72 letni Ojciec parę miesięcy temu kupił laptopa po to , by via Skype podziwiać wnuka z “UK’a” ;-) Jeszcze rok temu pilot do telewizora był dlań mocno podejrzanym tworem wymyślonym przez dzieci bawiące się technologią.Dziś dzwonił ,żeby się dowiedzieć, jak zmieniać języki w Wiki , bo nie tylko polski zna.I prosił,żeby mu założyć konto na Allegro …
No niestety chyba najgorszy post na tym blogu. A co się stało z postem w którym było filmik z wykladu Stephena Davisa?
Ok, coś mi zniknęło. Już mam ;)
Jakoś nie pasuje mi ten tekst, więc pare uwag.
1.to ze kazdy moze sie udzielac w internecie i generować tresci to nie znaczy ze kazdy ma cos do powiedzenia :)
Najczesciej okazuje sie ze nie ma. Nie każdy jest ekstrawertykiem – gawędziarzem :)
Bardzo rzadko wpisuje cokolwiek na forach internetowych, i nie czuje sie przez to wykluczony lub gorszy od elity.
O “elicie” piszącej na forach onet.pl lepiej nie wspominać…
2.Zakładanie kont na portalach społecznościwych ma być wyznacznikiem czegokolwiek? Biorąc pod uwage fenonem N-K, to powiedziałbym ze jest dokładnie odwrotnie.
3.”Im ktoś jest wyżej w tej informacyjnej hierarchii, tym więcej zyskuje” – tego nie rozumiem. Może gospodarz tego bloga powie nam wszystkim co zyskuje pisząc go (oprócz mojego uznania dla pracowitości, systematyczności i wiedzy która za stoi za tymi wpisami).
Panie Michale
Na mój gust to trochę Pan nie czuje internetu skoro taki Pan wpis gościnny wysmażył. Ideo wpisu gościnnego jest przyciągnięcie czytelników do siebie lub ich co najmniej zainteresowanie.
Artykuł traktujący o banałach, których wszyscy obecni na tym blogu są świadomi nie przyczyni się ani do pierwszego anie do drugiego.
Moja rada jest taka. Wpis gościnny owszem, ale obejmujący element objawienia dla czytelników.. czegoś na co nie wpadną, gdyż kiszą się cały czas we własnym sosie (czytaj kręgu zainteresowań), a pochodzący z Pana dziedziny, lecz również dotykający tematykę bloga gospodarza..
Wtedy efekt murowany.
A tak, to wszyscy tu stracili trochę czasu i są lekko sfrustrowani.
Polecam wpis gościnny u mnie Pana Wojtka Majdy.
Pan majda prowadzi bloga o permakulturze czyli goni po polu za dżdżownicami. napisał wpis gościnny u mnie traktujący o tym, że permakultura doskonale wpisuje się w idee libertariańskie. przekazał treść na której się zna wpisując się w tematykę bloga gospodarza. I osiągnął duży sukces tym wpisem, bo o ile wiem, jego blog zapełnił się natychmiast wieloma nowymi czytelnikami.
wpis o którym mówie
http://www.adamduda.pl/2010/02/06/libertarianizm-zaczyna-sie-w-ogrodzie/
pozdrawiam
“No niestety chyba najgorszy post na tym blogu”
No nie wiem-tekst moze i malo dyskusyjny i niekoniecznie o ekonomii(ale czy na pewno?)wiec wielkiej burzy mozgow nie wywola ale mozna go potraktowac jako wstepniak do przeczytania paru ksiazek Tofflera(nie tylko slawny “Szok przyszlosci”ale chociazby mniej znana “Wojna i antywojna”)oraz ksiazki “Wikinomia”.A po co?-ano po to aby sobie uswiadomic iz ow podzial na INTERNETOWA arystokracje,pretorian i reszte JUZ zaczyna sie przenosic do realu.Zmieniaja sie zasady funkcjonowania spoleczenstwa(”Szok przyszlosci” oraz “Trzecia fala)zasady polityki miedzynarodowej(”Wojna i antywojna”)i prowadzenia biznesu(”Wikinomia”).
Potraktowany jako taki wstepniak i “zachecacz”do przemyslen nad ogromna ZMIANA cywilizacyjna jaka wlasnie sie dokonuje to sprawdza sie jak najbardziej.
No, ale kilku facetów poprawi sobie humor konstatacją, że są “arystokratami” :) Żenujące.
BTW, własnie myślę, jakby tu “obciąć” najmniej boleśnie trochę czasu spędzanego przy komputerze. I zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem uzależniona. A uzależnienie od internetu jest równie parszywe jak każde inne – degraduje mentalnie i fizycznie. I nic tutaj nie pomoże wmawianie sobie, że jest się arystokratą (ŻENUJĄCE !).
Na koniec pytanie – jeżeli komuś internet służy jako podstawowe narzędzie do pracy, to do jakiej kategorii może się zaliczać?
1.Pozdrawiam odważnego Autora(pisać TUTAJ ? ;-))
2.Podział użytkowników (i twórców) informacji wydaje mi sie być mocno arbitralny.Miło by było , gdyby Autor , gdyby Autor podał kryteria podziału, a jeszcze sympatyczniej , gdyby je umiał uzasadnić.
2.Niezłym pomysłem byłaby próba pokazania wzrostu rangi branży IT na przykładzie dochodów co znaczniejszych firm zarówno soft- jak i hardwarowych(choćby Microsoft, Google , Intel, AMD – toż to minimum) i ich udziału w GDP na przykład.
3.Jak się zdaje – głównym kryterium podziału Userów ma być forma ich aktywności w NECIE.Hmm…za innymi dopowiem ,że idea, jakoby milion małp uderzając w klawisze miliona maszyn do pisania przez milion lat nieuchronie wyprodukował sonet Petrarki – została ostatecznie obalona przez internet ;-)Nie wystarczy konsumować , czy nawet tworzyć informację.”Jakość Misiu, Jakość …”
4.Nie chcę być w\wym. małpą , ale ja tę rewolucyjną tezę już gdzieś widziałem …Czy Czcigodny Autor nie zechciałby wspomóc mojej sklerozy i przypomnieć, kto się już na ten temat wypowiadał ? Ach – wielu ? A którzy ?
Autor wystartował na blogu Trystero.Jeden z krytyków “The Outline of History” H.G.W. złośliwie zapytał ” Czy Autor coś czytał , czy tylko pisał”.Zalecam lekturę 50-ciu postów na tym blogu(wraz z dyskusjami) jako dobry kurs samokształcenia.Wiem, co mówię.Ja tu sie też uczę ;-))
Pozdr.
Właściwie wszyscy poprzednicy wyczerpali temat. Można tylko jeszcze przyczepić się szczegółów jak wygląd książki średniowiecznej i dzisiejszej: można było robić i wtedy książki za cenę 1/10 wsi – ale inne były standardy. Czasy się zmieniły i standardy się zmieniły. Wtedy legitymacją władzy był Bóg i namaszczenie przez arcybiskupa lub papieża – dzisiaj jest “wolny demokratyczny wybór ludu” i namaszczenie przez środki masowego przekazu. Wtedy sfera zainteresowań ludzi była gdzie indziej – sprawy duchowe, religia, która wywoływała wojny. Dzisiaj co innego wywołuje wojny, co innego jest w centrum zainteresowania i co innego mamy. Dla ludzi tamtych czasów (średniowiecze) nasze życie mogłoby okazać się puste i zupełnie niepotrzebne. Co innego nas bawi i z innej perspektywy to oceniamy. Dzisiejsza miara do tamtych czasów zupełnie nie przystoi.
@piotr34
No tak.Już wiem, gdzie to czytałem ;-)
Pozdr.
@Jay Dee
Idea, jakoby spory religijne wywoływały wojny padła ostatecznie pod koniec XIX w.Religia była na sztandarach, ekonomia i polityka – niżej(Reformacja , powstania chłopskie,Trzy największe państwa Rzeszy były beneficjami kardynałów, świeccy władcy potrzebowali pieniędzy , mieszczaństwo – niezależności itd)
Pozdr.
@all
IMHO na własnym blogu p.Michała mozna znaleźć znacznie ciekawsze wpisy ;-))
Mój promotor mawia, że nauka zaczyna się tam gdzie kończy się internet. Ponadto książkę zawsze fajnie się czyta, mniej bolą oczy, można się wygodnie wywalić na fotelu lub łące a nie lampić w monitor przy biurko będąc uzależnionym od gniazdka w ścianie.
Do drugiego obrazka tekst był w miarę ok, ale potem to jakieś dno. Mam zacząć pisać komentarze, wysyłać posty na forum, założyć konto na naszej klasie, częściej kupować na allegro i zacząć pisać bloga żeby być fajnym? Dobrze zrozumiałem?
Pozdro dla arystokracji ;-)
Właściwie z większością komentujących się zgadzam i prawie wszystko odnośnie wpisu gościnnego zostało już napisane.
Chciałbym tylko jeszcze to skomentować o internetowej arystokracji co autor pisze: “Tworzą w internecie dużo treści, ciągną za sobą innych i są największymi beneficjentami rewolucji.”
Jak ktoś ma coś sensownego do powiedzenia (napisania) w internecie to i zapewne w realu to ma i ludzie za nim ciągną. W cale nie musi być internetową arystokracją aby czerpać z tego profity.
Cienki ten wpis, a autor niech sobie dalej naucza na swoim blogu (tu odniósł efekt – wdepnąłem na jego bloga) jak zarobić 100tys w rok. Najlepiej napisać książke o tym i jeżeli się sprawdzi to nie dość że autor zarobi te 100tys ba nawet 1mln w krótszym czasie ale i jego czytelnicy. Czego oczywiście im wszystkim szczerze życze. Tylko że takich książek jest setki i niestety nie widać aby czytelnicy na tym zarabiali oprócz autora :)))) Być może epoka obecnie należy do informacji, ale arystokracją i tak są ci którzy je tworzą, a nie ci którzy biegle w niej się poruszają.
Też teraz przeczytałem ten wpis :-)
Ze swojej strony przedstawię krótki poradnik jak ze stu dolarów zrobić okrągły milion!
http://www.dilbert.com/dyn/str_strip/000000000/00000000/0000000/000000/20000/1000/700/21702/21702.strip.sunday.gif
@Trystero
Off-top
Od czasu do czasu rozgryzasz dosc szczegolowo dane na temat amerykanskiego PKB czy bezrobocia-te artykuly sa bardzo ciekawe i daja do myslenia.Czy zamierzasz w najblizszym czasie “wziac na tapete” dane z Polski?Bo przyznaje ze jak widze dane z ktorych wynika ze polski PKB pieknie rosnie a w tym samym czasie bezrobocie strzela w gore jak rakieta(podobnie dlug publiczny)to cos mi tu sie nie zgadza.Gdzie rosnie i o co tu chodzi?Co ty na to?
@calkiemnikt
W wojnach był cały kompleks przyczyn, a to co było na sztandarach – to to co ruszało lud i dawało legitymację do rzezi i wojny. Za prosty wpis – żeby taki temat głębiej poruszać. Obie tezy dadzą się obronić – tylko w różnych płaszczyznach. Obu da się równie dobrze zaprzeczyć obalając je jako wskazania zawężone (tylko religia lub tylko wpływy, ekonomia i polityka). Tak jak do niedawna troska Busha o Izrael: na sztandarach pokój i stabilizacja na Bliskim Wschodzie – a w rzeczywistości… Jakaś świątynia, która ma być w Izraelu odbudowana i parę innych cudów – które nie mają nic wspólnego ze współczesnym światem.
Tak do wpisu o RL : jako zatwardzialy palacz i komunista jestem zbulwersowany mozliwoscia pisania na wolnych blogach o calkowitym zakazie palenia.
A takze jako zatwardzialy rowerzysta jestem przeciwny by ktokolwiek w tym drogi autor tego bloga a moze przede wszystkim autor , zatruwal publiczne powietrze prywatnym samochodem. Pewno na wikipedii pisza o dioksynach i statystykach zdrowia pluc dzieci w Kalifornii.
Z wypiekami na twarzy czekam na tekst o calkowitym zakazie spozywania alkoholu a takze fastfoodow oraz jezdzie na nartach bez kasku.
Pozdrawiam – tow. Trystero.
L.T.
Co stanie się z bogatymi, informacyjnie zaawansowanymi krajami,
gdy nacje technologicznie opóźnione,
ale za to bogate w surowce energetyczne,
np. Rosja, Nigeria, państwa znad Zatoki,
przykręcą kurki – z różnych powodów.
Czy przez Internet zatankujemy nasze samochody i traktory?
Mam świadomość, że dla części z Was (zwłaszcza tych komentujących) nie odkrywam Ameryki.
Jeśli chcecie przykładu – proszę bardzo. Trystero pisze bloga – wy wszyscy na tym korzystacie, bo macie źródło informacji. Ale ze wszystkich i tak najwięcej korzyści odnosi sam Trytero, który wyznacza trendy i nakierowuje myślenie na wybrane przez siebie tory. Może to robić świadomie lub nie, ale taki jest fakt.
Na uszczypliwości anonimów bez imienia i nazwiska oraz strony www nie mam zamiaru odpowiadać. Jak się przedstawicie i opowiecie jakie macie doświadczenie, możemy porozmawiać.
@Adam Duda – jak inaczej, niż przez publikację wpisu można sprawdzić, czy przypadnie do gustu czytelnikom? Podejrzewam, że Ci, którym artykuł przypadł do gustu nie przejmowali się zbytnio komentowaniem.
Acha, ci którym artykuł przypadł do gustu nie komentowali tak? Według twojego podziału to internetowy plebs :-)
@ Michal Ksiadzyna
Na uszczypliwości anonimów bez imienia i nazwiska oraz strony www nie mam zamiaru odpowiadać. Jak się przedstawicie i opowiecie jakie macie doświadczenie, możemy porozmawiać.
Hm, po pierwsze to czytelnicy mojego bloga, ludzie, ktorzy sprawiaja, ze ten blog jest na tyle merytoryczny i popularny, ze inni blogerzy chca tu umieszczac wpisy goscinne.
Po drugie, sposob w jaki czlowiek przyjmuje krytyke bardzo duzo o nim mowi.
@ wszyscy
Chcialem dobrze. Pan Michal zaproponowal wpis goscinny – ja sie zgodzilem.
Ha! Jestem zazdrosy o liczbe komentarzy :)
Michał Ksiądzyna
“jak inaczej, niż przez publikację wpisu można sprawdzić, czy przypadnie do gustu czytelnikom?”
poprzez czytanie bloga i komentarzy, również historyczne wpisy.
A własnie.. skoro dotknęliśmy terminologii rzymskiej to podział powinien wyglądać tak:
patrycjusze
plebejusze
plebs
niewolnicy
Choć jak na to patrze, to może jest zupełnie odwrotnie. To trystero i jemu podobni są niewolnikami informacji. reszta im dalej od tego jest szczęśliwsza :)
Niewolnicy informacji to ponoć całkiem nieźle opisane zjawisko. Np. kiedyś w okresie urlopowym praktycznie nie spadała liczba widzów TVN24, ponieważ dla nich warunkiem urlopu było zostać w kontakcie ze światem, z ciągłym dopływem informacji, więc może coś jest na rzeczy. ;-)
“Na uszczypliwości anonimów bez imienia i nazwiska oraz strony www nie mam zamiaru odpowiadać.” To jest też charakterystycne dla internetu, że wiekszość uzytkowników jest (całkiem pozornie zresztą) anonimowa, trzeba sie przyzwyczaić ;)
Jak sie tak zastanowić, to z artykułu bije naiwna (i zabawna) wiara szanownego Autora, że internet wyznaczy nową stratyfikacje społeczną. Że wykreuje/wykreował nowe klasy. Niekoniecznie. Szef Goldmana nie siedzi po kilkanaście godzin dziennie w necie, a Pan, p. Michale prawdopodobnie nie będzie nigdy miliarderem… Podział społeczeństwa jest już dany, ale rzeczywiście internet stał sie tak ważną częścia rzeczywistości, że na ten podział jakoś tam wpłynie.
“najwięcej korzyści odnosi sam Trystero, który wyznacza trendy i nakierowuje myślenie (…)” – pewnie trochę tak, ale większość tych “korzyści” jest jak na razie niematerialna, zgadłam, Trystero? ;) “Rząd dusz” na faktyczną władzę nie tak łatwo przekuć. I chętnych do tego rządu dusz jest cały legion.
“opowiecie jakie macie doświadczenie” – internet jest dla mnie podstawowym narzędziem pracy, czytuję (i czasem dyskutuje) w kilku miejscach, bardzo intensywnie robię zakupy :) Czyli jestem użytkownikiem bardzo aktywnym. I przy tym wszystkim mam świadomość (narastającą), że internet jest tylko narzędziem, które w dodatku za bardzo mnie angażuje. I zamierzam ograniczyć aktywność do koniecznej. Niech pan weźmie pod uwagę, p. Michale, że taka może być reakcja częsci (może wiekszości) aktywnych użytkowników – przesyt.
@ Pawełek
“Mój promotor mawia, że nauka zaczyna się tam gdzie kończy się internet”. Ukłony dla Twojego profesora.
“Mój promotor mawia, że nauka zaczyna się tam gdzie kończy się internet”
Ale to parafraza znanego powiedzenia.
Poradnik kończy się tam gdzie zaczyna się problem :)
@_dorota:
anonimowość użytkowników? Tam, gdzie ja używam internetu nie ma jej zbyt wiele. Może tu, na blogu panują zwyczajnie inne zasady, w końcu sam autor bloga pisze pod pseudonimem.
Odnośnie stratyfikacji społecznej – to była analogia, którą niepotrzebnie traktujesz dosłownie. Celem było pokazanie, jak mogą różnić się od siebie użytkownicy internetu i skierowanie światła na możliwości, jakie czekają ludzi dzięki internetowi.
“Rząd dusz” ma konkretną wartość. Nie wiem czy Trystero zarabia na swoim blogu, niech się najlepiej sam wypowie. W każdym bądź razie na pewno pisanie bloga robi dobrze na ego, zwłaszcza tak popularnego. A to już korzyść.
Przesyt – oczywiście wszystko w nadmiarze szkodzi, internet także. Według mnie ważne jest to, aby używać go świadomie.
Wooky
“No niestety chyba najgorszy post na tym blogu.”
No bez przesady.. bywały gorsze, chociażby wpisy Trystero o złocie ;)
@ Michał Ksiądzyna, 28
“Anonimowość” użytkowników w istocie nie ma znaczenia, bo jest pozorna. Jak ktoś naruszy czyjeś dobra osobiste, to będzie go można namierzyć i tak.
Nie było moją intencją podpytywanie Trystero co do opłacalności prowadzenia bloga ;) Przypuszczam jednak, że to nie są jakieś oszałamiające kokosy. Raczej świadomość wywoływania szerokiego odzewu wchodzi tu w grę, tak mi się wydaje. Ale zwróć uwagę, że bloggerów finansowych jest już kilku (conajmniej) i ten “rząd dusz” trudny jest do wywalczenia. Żeby to miał być podstawowy pomysł na kariere? Chyba nie – biorąc stosunek nakładów pracy do zysku kariera tradycyjna jest lepszym pomysłem.
Trend, który zarysowałeś w artykule głównym, to jednak jest tylko pobożne życzenie. “Wykluczeni” jeszcze dłuuuugo będą “dawali sobie radę bez internetu”. Nie sądzę, żebym dozyła czasów, w których moherowe babcie będą większość dnia w sieci spędzały ;)
Zresztą – samo użycie pojęcia “wykluczenie” w kontekście dostępu do internetu jest kontrowersyjne. Istnieje rzeczywistość poza siecią, bynajmniej nie gorsza.
_dorota.
Rozwój blogerów jest ściśle związany z potencjałem wielkości czytelników.
Blog finansowe w Polsce obawiam się ze nie mają takiego potencjału jak w stanach.
Taki MISH może się utrzymywać z pisania bloga, ale on ma czytelników na całym świecie.
W Polsce niestety nie ma takiego potencjału bo piszemy po Polsku.
Ktoś powie, to trzeba pisać po angielsku!
Niestety skoro angielski rynek jest duży to i konkurencja jest na bardzo wysokim poziomie. Żeby się przebić trzeba być naprawdę dobrym..
Jednak obok wiedzy, liczy się również jak to jest podane. My, nawet znając bardzo dobrze j. angielski nigdy nie przegonimy w estetyce wyrażania się rodowitych amerykanów i anglików. Niestety myślimy po polsku i w języku polskim mamy w głowie wszystkie metafory, przenośnie i linki do kulturowych symboli.
Stąd, obawiam się że blogi w Polsce nigdy nie zapewnią pieniędzy autorom, które zrekompensowały by im utratę zdrowia (wzrok, męty w ciałku szklistym, brak kondycji), utratę czasu na życie rodzinne, utratę pieniędzy, ponieważ moglibyśmy przecież przeznaczyć ten czas na dodatkowe zarabianie.
A pieniądze z reklam, mogą wystarczyć tylko na opłacenia serwera i domeny – i takie to kokosy.. Może się to zmieni, ale wątpię żeby to była jakaś znacząca zmiana.
@Trystero
Wiesz, dla mnie to było trochę tak jakbym usłyszał dźwięk przychodzącego SMS’a, sięgnął po telefon ciekawy kto znajomy do mnie napisał, a tam “wygrałeś BMW!” ;) Ale spoko, taka jest natura eksperymentu.
@Michał Ksiądzyna
Delikatna uszczypliwość to alternatywa nad rozwodzeniem się jak ktoś po trzech latach pracy w firmach krzakach zostaje ekspertem od zarządzania i co gorsza dlaczego zawraca ludziom głowę taką sieczką złożoną z truizmów i pretensjonalności.
Sam się zreflektowałeś, że czepianie się anonimowości na blogu anonimowego autora jest trochę od czapy, więc ten element pominę.
Słuchaj generalnie nothing personal, ale to Ty mi się wpieprzasz w moje RSS’y a nie ja cię odnalazłem więc stąd ta szorstkość.
Bo nie jest ważne kto pisze, a co! Pozdro.
“Mam nadzieję, że po przeczytaniu tych słów zaprzyjaźnicie się bardziej z internetem. Tylko ostrożnie – internet uzależnia :) ”
a ja mam wrażenie że pomylił Pan adresatów lub tablicę na której zawiesił te wszystkie mądrości. ciekawe jak sklasyfikowałby Pan osoby odwiedzające this place ;)
nie przeczytałem wszystkich komentarzy więc jeśli powtarzam podobną opinię to najmocniej przepraszam
@Adam Duda
Dzięki, za komplement :D
@Wszyscy
Czy można zarobić na blogu… to zależy w jakiej niszy się jest. Dość ważny jest element “sławy” (czy może popularności). Jeśli np. Trystero, panika2008 czy Adam Duda chcieli by pracę złapać w korporacji (bardzo teoretyczna sytuacja) to zawsze zwiększa to szanse na dostanie tej pracy. Zwłaszcza jeśli szef czyta danego bloga. Poza tym mnóstwo wartościowych ludzi się poznaje jako bloger, co też czasami daje wymierne korzyści.
@Autor
Autorowi wpisu polecam, by umieścił go lekko zmodyfikowanego (z 2-3 linki do swojego bloga w tekście i bez swojego zdjęcia) na Artelis.pl. Całkiem możliwe, że ktoś przedrukuje.
Dwa blogi polecam dodać do czytnika RSS – to z nich
nauczyłem się pisać wpisy gościnne:
http://zarabianie-na-blogu.pl/
http://www.problogger.net/
Po pobieznej tylko (przepraszam zapracowanego autora) lekturze tego tekstu, mam taka refleksje, nie pytajac autora o wiek i doswiadczenie coraz bardziej zauwazam jak intensywnie wkraczaja do internetu kolejne pokolenia beneficjentow tego wynalazku. Internet ma to do siebie, ze czy to inteligentny 15 latek, czy nierozgraniety 25 latek to dla mnie to nigdy nie sa arystkraci czy patrycjusze tylko/az internauci.
Ludzie korzytajacy z narzedzi. Po prostu.
Tylko czy kazdy musi cos koniecznie oferowac?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)
olaf
@dorota
Siedzę w Necie od kilkunastu lat i moim ubocznym hobby jest próba określenia profili uzytkowników przynajmniej co poniektórych portali i usług.I tu niespodzianka ! Surprise !!!
Jak myslisz – jakie są dwa wiekowe maxima komentatorów politycznych na salon24.pl ?
Precyzyjnych badań nie mogłem przeprowadzić, ale max(1)=23 lata, max(2)=56 lat i przesuwa się coraz wyżej !!! Mohery emerytowane(i ich zawzieci przeciwnicy) – górą !
Na zdrowy rozum – kto ma czas i kwalifikjacje oraz ikrę, jak nie bliscy emerytury albo już emeryci czesto z wyższym wykształceniem i doświadczeniem zawodowym ?
Mam 52 lata ;-))