Proponuję odetchnąć na chwilę od kontrowersyjnych tematów (do nich wrócimy) oraz rynków finansowych a podyskutować o szczęściu. Bez obaw, nie zamierzam napisać kolejnego w Internecie tekstu o tym jak być szczęśliwym (i przy okazji zarobić 1 mln USD nie ruszając się z domu). Chciałem natomiast zwrócić uwagę czytelników na krótką prezentację, którą Daniel Kahneman, ojciec ekonomii behawioralnej, wygłosił o szczęściu, percepcji czasu i pamięci.
W ostatnich latach pojawiło się sporo badań naukowych w dziedzinie ekonomii szczęścia. Na poziomie ‘makro’ badania nad szczęściem i bogactwem przeprowadzili Wolfers i Stevenson, którzy zakwestionowali prawdziwość Paradoksu Easterlina i pokazali, że:
-
bogaci ludzie są szczęśliwsi od biedniejszych
-
zamożniejsze społeczeństwa są szczęśliwsze od uboższych oraz
-
wraz ze wzrostem zamożności kraju poczucie szczęścia jego obywateli zwykle także się zwiększa, jest to proces linearny i nie kończy się po osiągnięciu określonego poziomu dobrobytu
Daniel Kahneman, w wykładzie wygłoszonym w ramach TED Talks zajmuje się teoretycznym fundamentem rozważań o szczęściu i pokazuje dlaczego naukowe próby zbadania tego zjawiska napotykają na duże problemy. Kahneman podkreśla różnicę pomiędzy doświadczeniem, przeżywaniem a pamięcią. W kontekście szczęścia to różnica pomiędzy byciem szczęśliwym w życiu i byciem zadowolonym ze swojego życia. Nie chcę brzmieć jak miernej jakości ‘trener szczęścia’ ale zrozumienie tej różnicy naprawdę może pomóc dokonywać w życiu bardziej optymalnych wyborów.
Proszę zwrócić uwagę na taki przykład: byliśmy na wspaniałych wakacjach na Malediwach. Siedem dni w raju. All inclusive. Przez siedem dni doświadczaliśmy szczęścia. W drodze powrotnej, nasz lot miał 25 godzinne opóźnienie, siedzieliśmy obok wrzeszczącego dzieciaka a linia lotnicza zgubiła nasz bagaż. Nasza pamięć dotycząca tych wakacji będzie zupełnie różna od naszego doświadczania tych wakacji. Problemem jest fakt, że doświadczanie istnieje tylko w teraźniejszości a przeszłością zawiaduje pamięć. Dodajmy do tego fakt, że krytyczne znaczenie dla naszej pamięci ma to jak historia się kończy (Kahneman podaje fantastyczny przykład z badań nad doświadczeniem bólu i pamięcią bólu w kolonoskopii).
Ty co odróżnia doświadczanie od pamięci jest stosunek do czasu. Dwa tygodnie świetnych wakacji są dla doświadczania o 100% lepsze od tygodnia świetnych wakacji. Dla pamięci, drugi tydzień wakacji nie ma znaczenia jeśli nie wydarzyło się w nim nic nowego.
Wreszcie, jak zauważa Kahneman, życiowe decyzje podejmuje pamięć a nie doświadczenie. Podejmując decyzje na podstawie doświadczeń z przeszłości, nie podejmujemy ich w oparciu o doświadczenia, podejmujemy ją w oparciu o pamięć tych doświadczeń. Podobnie myślimy o przyszłości.
Kahneman pyta, czy gdyby ktoś nam powiedział, że po następnych wakacjach stracimy wszystkie zdjęcia z nich a podany nam lek ‘wykasuje’ naszą pamięć z nich to wybralibyśmy inne wakacje? Otóż, to samo pytanie, w odniesieniu do naszego życia, ma kluczowe znaczenia dla oceny tego w nim robimy.
Wyobraźmy sobie osobę prowadzącą przeciętne życie, posiadającego rodzinę i spędzającego z nią czas, zarabiającego w sposób, który sprawia jej przyjemność. Wyobraźmy sobie drugą osobę, skoncentrowaną na karierze, poświęcającą swoje życie pracy, której nie znosi, ale pnącego się po szczeblach korporacyjnej kariery. W wieku sześćdziesięciu lat, pierwsza osoba, będzie mieć za sobą 60 lat szczęśliwych doświadczeń i niską ocenę własnego życia, w którym nie osiągnęła niczego szczególnego. Druga osoba, prezes zarządu z kolekcją sportowych samochodów, będzie bardzo wysoko oceniała swoje życie, choć przez ostatnie czterdzieści lat składało się ono z nieszczęśliwych doświadczeń. Nasza percepcja szczęścia jest naprawdę ‘popierdzielona’.
Video na napisy po angielsku, które powinny ułatwić zrozumienie osobom gorzej władającym tym językiem.


Dlaczego zakłada Pan, że ta pierwsza osoba bedzie miała niską ocenę własnego życia?
@ soband1
Hm, to uproszczenie z mojej strony. Pamiec ocenia zycie przez pryzmat wagi historii, w ktorym sie w nim wydarzyly. Stad, wielu ludzi szczesliwych w zwyklym zyciu, bez wiekszych sukcesow, osiagniec, fortuny bedzie malo szczesliwych z zycia. Choc nie przecze, ze ktos taki moze byc szczesliwy z zycia – po prostu wydaje sie to mniej prawdopodobne.
A może poczytać Tatarkiewicza?
Ciekawe. Wczoraj na Areopagu słyszałem o czymś dokładnie przeciwnym, czymś co — jak się dowiedziałem — nazywa się “mechanizmem złudzenia hedonistycznego”. W skrócie — szczęście zawsze wydaje nam się być za horyzontem. Zawsze chcemy więcej i wydaje nam się, że to nam da szczęście. Podobno okazuje się jednak, że poziom szczęścia nie zależy od bogactwa — od pewnego poziomu średnich zarobków, średni poziom szczęścia narodów jest taki sam (czyt. nie zależy od średniego dochodu).
Problem z tymi wszystkimi badaniami z psychologii i nauk pokrewnych jest taki ze w poniedzialek czytamy jedno a we wtorek zupelnie cos przeciwnego.Ja to nawet rozumiem-metodologia nauk humanistycznych ciagle jeszcze jest niedopracowana ale w zwiazku z tym ja bym sie wstrzymal od jakis kategorycznych sadow.Ostatnio przykladowo gdzies widzialem badania z ktorych wynika iz w Europie najszczesliwsi sa Norwegowie(tu by sie zgadzalo)oraz Bulgarzy(jeden z najbiedniejszych narodow w Europie).Wiec to wszystko nie jest takie proste jakby to sobie “ekonomisci” od szczescia chcieli.
A ja jestem szczęśliwy jak robota idzie, mam czas dla spraw osobistych oraz dla siebie. Na przemian, po kolei. Tak w cyklach.
@trystero,
Zgadzam się z piotr34, że takie badania to są pseudobadania. Nie wiem, czy kiedykolwiek to będzie miało rozstrzygnięcie.
Nieco bardziej obiektywne dane (ale oczywiście z dużym zastrzeżeniami zarówno odnośnie porównywalności liczb między krajami, jak i miarodajności tego wskażnika), częstość popełniania samobójstw:
http://en.wikipedia.org/wiki/Epidemiology_of_suicide
nie wydają sie potwierdzać tezy, że im bogatsze kraje, tym lepiej.
@ poszi, piotr 34
Alez Kahneman wlasnie mowi o trudnosciach, ktore nauka napotyka przy mierzeniu szczescia.
@poszi:
Z tego, że coś jest trudne, nie znaczy, że nie należy próbować. Trzeba próbować i trzeba się cieszyć z każdego kroku postępu w tej dziedzinie, podobnie z resztą jak w każdej innej.
A co do samobójstw, to wysoki ich poziom zupełnie nie przeczy temu, że większość jest szczęśliwa, co więcej, ci najbardziej nieszczęśliwi już nie żyją, więc pozostali, średnio, są szczęśliwsi. ;) A tak bardziej serio: w krajach bogatych, aby stracić życie, trzeba się zabić. W takim Sudanie, wystarczy przestać walczyć o przetrwanie. Skutek ten sam, jednak w tym ostatnim przypadku śmierć kogoś, komu się już nie chce żyć nie będzie się liczyć jako samobójstwo, bo albo go ktoś zabije albo zwierzę pożre, albo umrze z głodu, lub pragnienia.
@kujawianin,
Oczywiście, że można mieć tego typu zastrzeżenia (sam to zresztą nadmieniłem). Ponadto nie mam wątpliwości, że ludzie w krajach, których poziom biedy zagraża ich biologicznej egzystencji są mniej szczęsliwi niż tacy, którzy sie już z tego wyrwali. Dyskusyjna kwestia jest ze szczęściem w krajach bogatych w porównaniu ze średniozamożnymi.
Tak nawiasem mówiąc, to nie wiem, czy ta maksymalizacja szczęścia to takie dobre kryterium. Czy ważniejsza nie jest raczej minimalizacja nieszczęścia?
Ciekawy ten wykład zlinkowany, ale jest coś, co mnie po prostu zmroziło – przy samym końcu mówią o tym, że odczuwanie szczęścia będzie pewnie niedługo ujmowane w statystykach narodowych i… badania takie będą wykorzystywane przy nakładaniu podatków. Toż to Orwell pełną gębą :) Socjotechnika totalna.
Poza tym – nie wydaje się wam, że to powszechne zastanawianie się nad poziomem szczęśliwości jest jakieś neurotyczne? Całe narody czynią swoim celem coś niedookreślonego, każdy już wie, że ma wręcz obowiązek “dążyć do szczęścia”, “realizować się” i Bóg wie, co jeszcze. W twardym zderzeniu z realiami daje to nasilenie występowania depresji (jest już chorobą społeczną).
@ Dziatko, 3
“A może poczytać Tatarkiewicza?”
Ukłony :)