Gdy w ostatnim czasie zajmowałem się kryzysem finansowym w Grecji, zwracałem uwagę, że mimo rozmiarów budżetowych problemów tego państwa, sytuacja Grecji nie stanowi dużego ryzyka dla strefy euro i Europy. Potencjalnie, dużo większe ryzyko tkwi w Hiszpanii. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na kilka powodów, które potwierdzają taki tok myślenia.
Po pierwsze, Hiszpania jest dużo większym państwem niż Grecja. Hiszpańska gospodarka to 11% PKB strefy euro przy 2,7% Grecji. To oznacza, że Hiszpania może się okazać zbyt duża do uratowania
Po drugie, o ile sytuacja budżetowa hiszpańska rządu nie wydaję się być zła, to uwagę zwraca słabość sektora prywatnego, przede wszystkim poziom lewarowania sektora prywatnego:
Po trzecie, problem z dźwignią finansową dotyczy zarówno gospodarstw domowych jak i korporacji. W ostatnim raporcie McKinsey wskazał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo delewarowania gospodarstw domowych, sektora nieruchomości komercyjnych, sektora korporacyjnego oraz finansowego:
Po czwarte, choć problemy budżetowe hiszpańskiego rządu nie są tak poważnego jak trudności w Grecji, to sytuacja budżetowa pogarsza duży deficyt budżetowe, przy relatywnie niskim stosunku długu publicznego do PKB. Co więcej, sytuację finansową sektora publicznego komplikuje decentralizacja państwa i bardzo duże uprawnienia regionów autonomicznych, na które przypada aż 2/3 wydatków publicznych.
Po piąte, gospodarka hiszpańska zależy od zewnętrznego finansowania. Hiszpania operuje przy istotnym deficycie na rachunku obrotów bieżących:
Po szóste, hiszpańska gospodarka musi się zmierzyć z przewartościowanym rynkiem nieruchomości. Stosunek przeciętnych rocznych dochodów do przeciętnych cen domów wynosi w Hiszpanii około 6,9 przy wskaźniku 4,5 dla Wielkiej Brytanii i 2,8 dla USA.
Po siódme, hiszpańska gospodarka ma bardzo duże problemy z konkurencyjnością co jest bezpośrednim wynikiem relatywnie szybkiego wzrostu kosztów pracy w Hiszpanii w ostatnich dekadzie:
Na wspomniany wyżej wzrost kosztów pracy nałożył się utrzymujący się od 15 lat marazm w trendzie poprawy efektywności hiszpańskiej gospodarki (na wykresie mierzonym PKB na godzinę pracy:


Bardzo dobry tekst. Tytulem uzupelnienia dorzucilbym do ‘po piate’ gigantyczny balagan prawny zwiazany z rynkiem nieruchomosci. Chodzi o codziennosc zjawisk typu sprzedazy domów bez hipoteki, budowy na nieswojej dzialce, samowoli budowlano-wyburzeniowej, etc.
PS: Mala uwaga. Dwa razy powtarza sie argument ‘po czwarte’
Osobiście zawsze mi brakuje odniesienia do Polski na tego typu wykresach :/
Zdaje się że z tegorocznym deficytem budżetowym smiało przekraczamy bramy “The Ring of Fire” w obu kategoriach.
Home Prices to Income to mamy nawet większy niż w omawianym wypadku tylko lenimy się mniej.
… no właśnie KIEDY w końcu w Polsce ceny nieruchomości spadną do normalnych poziomów … (ehhhh ten zbyt dostępny kredyt)
@zif:
Myślę, że w Polsce może być kulturowo trudno zrealizować spadki cen domów. Znam z doświadczenia rynek nieruchomości tak jak on wyglądał jeszcze 15 lat temu. Ludzie potrafią sprzedawać dom przez 10 lat, a z ceny nie spuszczą. Oznaczać to może stagnację cen nominalnych, a spadki zostaną wymuszone inflacją. W końcu jak ktoś ogłasza dom na sprzedaż za milion dzisiaj i w końcu go sprzeda za milion za 10 lat, to mimo wszystko sprzeda go taniej.
Warto zwracać uwagę na Hiszpanię żeby się przekonać że żadnej upadłości tego kraju nie będzie. To jednak zupełnie inna bajka niż Grecja. Chyba nawet Włochy są w gorszej sytuacji od Hiszpanów.
@kujawianin
15 lat temu sprzedający domy nie byli obciążeni kredytami więc mogli czekać. Teraz zapowiada się zupełnie inna sytuacja – wymuszone wyprzedaże by uciec przed spiralą długu.
@pf:
Jednak jak na razie nie jest w interesie banków wymuszanie sprzedaży. Masowe upadłości spowodowałyby spadki cen, również nominalne. Wówczas okazałoby się, że wartości kredytów są wyższe niż zabezpieczenia. Wydaje mi się, że póki w Polsce nie rośnie bezrobocie, to ludzie będą spłacać. Dopóki będą spłacać, nie będzie upadłości. Dopóki nie będzie upadłości, nie będzie spadku cen.
@ ogif
Alez ja nie sugeruje, ze bedzie upadlosc Hiszpanii. Zreszta rzad i sektor publiczny maja sie lepiej niz sektor prywatny. Hiszpanie czeka kilka chudych lat, gospodarka musi sie przystosowac do nowej rzeczywistosci, etc.
Ale, jesli sytuacja na swiecie sie pogorszy to Hiszpania stworzy wieksze ryzyko dla EMU niz Grecja.
Jeszcze jedno. Wydaje mi się, że w Polsce najbardziej umoczeni w kredytach są ludzie w wieku 30-40. Młodsi nie załapali się na szaleństwo kredytowe, starsi żyli w czasach trudno dostępnego kredytu. Ta grupa wiekowa (30-40) jest wciąż jeszcze atrakcyjna na rynku pracy, więc myślę, że kryzys nieruchomości w Polsce to może tak, ale za 10-20 lat.
@pf + @kujawianin
… niestety te ceny to także wynik “podłej” (proszę to rozumieć jak najbardziej dwuznacznie:-) podaży … patrząc na marże deweloperów, zmowy cenowe na rynku materiałów budowlanych … przyczynia się do tego także kiepski stan infrastr drogowej/kolejowej co wymusza zakup mieszkania/budowę domu w mieście lub co najwyżej na obrzeżach, bo w Polszcze dojeżdżać do pracy więcej niż 10km to koszmar…
dodając napompowany tanim kredytem popyt oraz “zawziętość” sprzedających opisaną w #5 mamy niestety taki price/income jaki mamy
@ogif,
Upadłości kraju pewnie nie będzie. Tylko upadłość obywateli (i banków).
Są tylko 2 drogi po potężnej bańce nieruchomościowej, która wciąga system bankowy w niespłacalne długi: szwedzko-fińska i japońska. Ta pierwsza oznacza bolesną restrukturyzację, wysokie bezrobocie, bankructwo systemu bankowego, ale odrodzenie po kilku latach. Ta druga zamiatanie śmieci pod dywan, brak restrukturyzacji, kosztowne programy pseudopomocowe państwa, które niczego nie rozwiązują i długotrwała stagnację. Jedna i druga jest zła. Pierwsza w krótkim terminie, druga w długim. Pierwsza oznacza bankructwo systemu bankowego i obywateli, druga w końcowym rozrachunku państwa.
Gdyby tylko Hiszpania miała taki wybór przed sobą, to byłbym optymistą, ale mniejszy lub większy bigos ma pół gospodarki światowej. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy upadały bańki w Szwecji, Finlandii i Japonii reszta świata przynajmniej była zdrowa.
Czas i tak upłynie ;-)