Nie wiem czy dzisiejszy dzień jest odpowiedni do pisania o tym, że mężczyźni to są jednak świnie, w końcu, gdybym był kobietą to informacja taka bynajmniej nie sprawiłaby mi radości, wręcz przeciwnie, popsułaby mi nastrój. Odrzuciłem te wątpliwości ponieważ temat jest fascynujący.
Zaczęło się od tego, że jakiś miesiąc temu przeczytałem w Time o nowej rozrywce bogatych amerykańskich gwiazd: rozwodach na łożu śmierci. Wszystko dzięki postępowi nauk medycznych. Ludzie zdiagnozowani ze śmiertelnymi, nieuleczalnymi, albo niemal nieuleczalnymi, chorobami mają dzięki zaawansowanej medycynie dodatkowych kilka miesięcy życia i płomień nadziei, że znajdą się wśród tych szczęśliwych 2%, którzy na przykład raka trzustki pokonają. Fakt, że potencjalnie ostatnie miesiące życia decydują się przeznaczyć na rozwód jest dla prostego człowieka, którym jestem, totalnym szokiem.
Artykuł w Time pomaga zrozumieć ten fenomen: w tle większości opisanych wyżej rozwodów znajdują się sprawy spadkowe. W artykule zacytowano prawnika, który wskazuje, że małżonek jest praktycznie jedyną osobą, której nie da się wyrzucić z testamentu. Rozwód jest więc czasem alternatywnym sposobem na zarządzaniem swoim spadkiem.
Mała refleksja psychologiczna: wydaje się, że ciężko chora osoba będzie chciała zachować pokój z wszystkimi ludźmi. Dobre relacje z bliskimi działają terapeutycznie. Poprawienie stosunków z bliźnimi jest też korzystne dla tych, którzy pozostaną. Takie jest też moje podejście. Potrafię jednak zrozumieć przeciwną postawę: bliskość śmierci może ośmielić niektórych ludzi, by byli sobą, nie kryli się ze swoimi uczuciami, na przykład pokazali, małżonkowi, który wielokrotnie ich zdradził co naprawdę o nim myślą. Czy nie tak można wytłumaczyć zachowanie żony Johna Edwards, demokratycznego kandydata na kandydata na prezydenta z 2008 roku, pani Elizabeth Edwards która zmagając się z rakiem piersi w IV stadium (nieuleczalnym) zdecydowała się na separację?
Wróćmy jednak do tematu. Artykuł w Time zawiera informacje, która sama w sobie jest zaskoczeniem, że wskaźnik rozwodów (ich prawdopodobieństwo) jest mniej więcej takie same dla zdrowych (fizycznie) związków jak i dla par, z których jedno z partnerów zmaga się z nowotworem. Autor tekstu przytomnie zauważa, że ciężka choroba jest katalizatorem dla małżeństwa: zbliża do siebie partnerów w udanych związków i rozbija te małżeństwa, które już wcześniej miały problemy.
Rzecz w tym, że prawdopodobieństwo rozwodu małżeństw, z których jedno z partnerów zmaga się z rakiem jest różne w zależności od tego czy chory jest mąż czy żona. Marc Chamberlain, onkolog z Seattle, przeprowadził małe (około 500 uczestników) badania sprawdzające jak niekorzystna diagnoza medyczna (guz mózgu lub stwardnienie rozsiane) wpływa na prawdopodobieństwo rozwodu lub separacji. Okazało się, że kobiety, u których zdiagnozowano powyższe choroby były siedem razy bardziej narażone na rozwód lub separacje niż mężczyźni o podobnym stanie zdrowia.
Badania trwały w latach 2001-2005. Przeciętnie, uczestnicy badań, mieli około 11,6% prawdopodobieństwo rozwodu we wspomnianym okresie, porównywalne z prawdopodobieństwem dla zdrowych ludzi. Problem polega na tym, że dla chorych mężczyzn ryzyko rozwodu lub separacji spadało do 2,9%, dla chorych kobiet rosło do 20,8%.
Niewiadomo nic na temat jakości relacji w małżeństwach objętych badaniami. Stąd można znaleźć dwa wyjaśnienia opisanego zjawiska. W udanych małżeństwach mężczyźni są bardziej skłonni porzucić partnerkę, która ciężko zachorowała. W związkach przeżywających trudności mężczyźni są bardziej skłonni porzucić partnerkę, która ciężko zachorowała.
Wpływ choroby nowotworowej na prawdopodobieństwo rozwodu badano także w Norwegii. Tym razem, badania objęły lata 1974-2001 oraz około 1,42 mln żonatych mężczyzn i 1,44 mln zamężnych kobiet. Zidentyfikowano 0,241 mln rozwodów wśród mężczyzn i 0,245 mln rozwodów wśród kobiet. Okazało się, że mężczyźni dotknięci chorobą nowotworową mieli o 8% mniejsze prawdopodobieństwo rozwodu niż zdrowi mężczyźni, a chore kobiety o 2% mniejsze prawdopodobieństwo rozwodu niż zdrowe mężatki.
Dla okresu do 2,5 roku od diagnozy prawdopodobieństwo rozwodu dla chorych mężczyzn spadało 17%, dla chorych kobiet o 12%. Astri Syse i Øystein Kravdal zauważyły, że prawdopodobieństwo rozwodu zależy od rodzaju nowotworu i jego zaawansowania. W tym drugim przypadku, wyniki przywróciły moją wiarę w przyzwoitość ludzi, okazało się bowiem, że im bardziej zaawansowany nowotwór tym mniejsze prawdopodobieństwo rozwodu.
Wśród kilkunastu grup nowotworów, tylko dwa typy zwiększały prawdopodobieństwo rozwodu w okresie do 5 lat po diagnozie: były to nowotwory narządów rodnych i mózgu. Nowotwór jąder (cieszę się, że nie ma reklam kontekstowych) zwiększał prawdopodobieństwo rozwodu o 19%, nowotwór macicy… o 54%. Naturalnie, dwa czynniki wpływają na powyższe wyniki: wymienione nowotwory występują w relatywnie młodym wieku oraz wpływają znacznie na życie seksualne i rozrodczość.
Co ciekawe, autorzy badań napisali w podsumowaniu, że ich rezultaty sugerują, że choroba nowotworowa kobiet nie jest generalnie bardziej szkodliwa dla trwałości małżeństwa niż podobna kondycja medyczna mężczyzn. Trudno jest mi się z tym zgodzić. O ile trudno mi ocenić, statystyczne znaczenie różnic w prawdopodobieństwie rozwodu dla chorych mężczyzn i kobiet to wyniki badań jednoznacznie sugerują, że kobiety zmagają się z wyższym prawdopodobieństwem rozpadu małżeństwa w czasie choroby nowotworowej niż mężczyźni.
Podsumowując: przytoczone wyniki badań potwierdzają niestety (piszę to jako mężczyzna) stereotypowe przekonania o jakości czy trwałości emocjonalnego zaangażowana kobiet i mężczyzn w małżeństwo. Cóż, mam nadzieję, że nikomu nie zepsułem tym tekstem nastroju. Po przeczytaniu artykułu w Time postanowiłem sprawdzić wyniki wspomnianych w nim badań i tak powstał ten tekst. Chwila refleksji nad sprawami ważniejszymi jeszcze nikomu nie zaszkodziła a przytoczone informacje mogą stać się interesującym fundamentem do dyskusji.
* Świadomie wybrałem kontrowersyjny tytuł by pokazać, że jeśli mam ochotę to potrafię zerwać z polityczną poprawnością


@ wszyscy
Po prostu nie moge uwierzyc, ze ten temat nie wzbudza zadnych kontrowersji ani nie inspiruje do dyskusji.
Trzeba wrocic do sprawdzonych tematow :)
–Trystero–
W tym drugim przypadku, wyniki przywróciły moją wiarę w przyzwoitość ludzi, okazało się bowiem, że im bardziej zaawansowany nowotwór tym mniejsze prawdopodobieństwo rozwodu.
—-
A może po prostu w takich przypadkach “ludzie”* nie decydują się na rozwód bo spodziewają się, że wkrótce “sprawa rozwiąże się sama”?
Tak tylko piszę, nie mam ochoty dołować nikogo – i tak dosyć smutny obraz się wyłania.
Ciekaw jestem jak to się kształtuje w przypadku naszego społeczeństwa – wyniki mogą być trochę lepsze bo (przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu) nie dotarła do nas moda na małżeństwa z przypadku a może też odsetek postaw “narcystycznych” jest jeszcze mniejszy.
[*] – ciężko mi nazwać takiego osobnika człowiekiem bez cudzysłowu.
Wzbudza i inspiruje. Tak nawiasem mówiąc, to okrutnie oryginalny sposób notyfikacji Dnia Kobiet… Masz dosyć niesamowite poczucie humoru :)
A poważnie – myslę, że “świńskość” rozkłada się po równo w obu płciach. Powód opisywanego zjawiska jest brutalnie prosty – mężczyznom znacznie łatwiej znaleźć nową partnerkę, kiedy są w średnim wieku (i później), niż odwrotnie. Możliwości ułożenia życia na nowo przeważają nad przyzwoitością. Chciałam napisać – niestety, ale to nie jest tak bardzo oczywiste.
Jest w tym, co opisujesz coś ordynarnie optymistycznego – życie zawsze zwycięża, choć to może sie wydawać okrutne.
Na skłonność obojga nałżonków do rozwodzenia się poza tym może też wpłynąć – dziwnie to zabrzmi – kierunek orzecznictwa sądów. Jeżeli sądy będą prezentowały stanowisko “porzucasz chorego małżonka, dostaniesz mniej przy podziale majątku”, to liczba rozwodów zmaleje. Tutaj trzeba dodać, że w Polsce (nie wiem, jak jest w innych krajach) sąd może wręcz ODMÓWIĆ udzielenia stronom rozwodu ze wzgledu na sprzeczność z zasadami współżycia społecznego:
http://www.serwisprawa.pl/wersja_do_druku.php?str=porady_prawne&ob=1462&ty=4
Tak więc widzisz, że prawo czasem niejako “wymusza” na ludziach zachowanie przyzwoitości, choć to marne pocieszenie. Najlepiej byłoby po prostu wiązać się z dobrymi ludźmi (rada z gatunku skrajnie oczywistych) :)
Ciekawy artykuł. Nie ma co się dziwić, że nie ma żywiołowej dyskusji bo przytoczyłeś dużo źródeł a więc nie jest to Twoja subiektywna ocena, z którą łatwo polemizować. Dyskutować mogą natomiast komentatorzy między sobą, kiedy zamieszczą sprzeczne opinie ;)
Dodam, że przyczyną mniejszej skłonności kobiet do rozwodu niż mężczyzn, mogą być kwestie finansowe. Rola mężczyzny w generowaniu dochodów jest często większa i kiedy on umiera, żona często otrzymuje różne świadczenia, których perspektywa może zniechęcać do wcześniejszego rozwodu.
Też z racji dominacji w generowaniu dochodów, to przeważnie mężczyźni są ubezpieczani na życie, tak by w przypadku śmierci, małżonka otrzymała odszkodowanie. Jest to popularne zwłaszcza jeśli kobieta nie rozwinęła kariery zawodowej.
Trzecia sprawa to kwestie społeczne. W Polsce myślę, że kobieta, która zostawiła chorego męża miałaby jednak mniejsze szanse na powtórne małżeństwo niż mąż w podobnej sytuacji. Stereotypy chyba bardziej piętnują rozwiedzione kobiety niż rozwiedzionych mężczyzn, co też może wpływać na niechęć kobiet do rozwodów.
Wreszcie jest kwestia przystosowania się do życia, polegającego na opiece nad osobą chorą, może obłożnie. Kobiety, wychowując np. dzieci, miały więcej do czynienia z opiekowaniem się, myciem, itp. To wszystko wymaga wielkiej cierpliwości. Wielu mężczyzn, którzy niewiele mieli do czynienia z taką formą opieki, taka perspektywa może wystraszyć i skłonić do rozwodu.
Dodam, że z racji zmiany ról społecznych kobiet i mężczyzn, dysproporcja między podejściem każdej z płci prawdopodobnie się zmniejsza. Dane, które przytoczyłeś sięgają roku nawet 1974 a od tamtego czasu sporo się zmieniło. Mężczyźni częściej opiekują się dziećmi a kobiety częściej rozwijają kariery zawodowe itp.
@ dorota, Zdzichu
Mysle, ze przedstawione przez Was argumenty maja duzo sensu. Ryzyko zachorowania rosnie wraz z wiekiem, zapewne wiekszosc przypadkow jest po 40′, po 50′. Wtedy wlasnie trendy matrymonialnej atrakcyjnosci mezczyzn i kobiet zupelnie sie rozjezdzaja. To na pewno tlumaczy jakas czesc tej roznicy w postawach pomiedzy plciami.
Ostrzegam jednak (to do Ciebie, Zdzichu), ze kobiety agresywnie reaguja na tego typu argumentacje.
@ dorota
Tekst i badania przedstawiaja kobiety w dobrym swietle. Jako partnerow chetniejszych do poswiecen i bardziej stalych emocjonalnie.
@ ignorant
Mysle, ze w gre wchodzi mechanizm, o ktorym pisales ale oceniam go jako przejaw empatii, wspolczucia.
Chyba nie jestem świnią ;-)
Nie zmieniłbym żony na dwa razy młodszą. To niegodne intelektualisty ;-)
Z resztą mam model wyjątkowo mało brzęczący więc wymiana byłaby strzałem w stopę.
Na razie jest ładna (34 lata), potem nie będzie, ale nie ma sprawy. Wytrzymałem bessę to i ze starą babą (i tak 6 lat młodszą ode mnie) wytrzymam.
@Autor:”Tekst i badania przedstawiaja kobiety w dobrym swietle. Jako partnerow chetniejszych do poswiecen i bardziej stalych emocjonalnie.”
Ale to chyba nie jest “zasługa” kobiet. To zwykła (ordynarna?) genetyka. Natura tak stworzyła kobiety i tak będzie przez następne 1000 lat (pomimo prób zrównania płci). Podoba mi się celny tekst _doroty. Życie (biologia) jest silniejsza od zasad kultury i konwenansów. Cywilizacja to tylko opakowanie.
@ ogif,
zamiana małżonki z powodu jej wieku jest też dla mnie niesensowna. W poście Trystero jak rozumiem chodzi głównie o rozwód “na łożu śmierci” czyli bez względu na wiek ale ze względu na chorobę.
Myślę, że skłonność do rozwodu z powodu na wieku partnera lepiej jest zbadać wśród małżonków w wieku 40-60 l. a nie w kategorii 20-40 lat, kiedy to nie widać jeszcze zmarszczek itp.
@Trystero
dzięki za ostrzeżenie. Starałem się ująć argumenty w możliwie najłagodniejszy sposób choć jednocześnie by nie straciły na sensowności.
To jest pomysł na kolejny wpis: Wpływ wieku na skłonność do zmiany partnera. Być może Trystero to zainteresuje.
Zdzichu ma sporo racji. Na “skłonność kobiet do poświęcenia” bardzo mocno wpływają czynniki ekonomiczne – dostają jakieś renty po mężach, etc. (niedokładnie sie orientuję, ale coś takiego jest). Plus silna presja społeczna. Takie są realia -niewesołe, ale coż, życie jest “praktyczne aż do bólu”.
Poza tym naprawdę w naszym kraju rozwieść się nie jest łatwo, a szczególnie z małżonkiem/ą poważnie chorym. Dlatego myślę, że ludzie nawet nie próbują w tej sytuacji – i tak nie dostaliby rozwodu, a w rodzinie i wśród znajomych byliby napiętnowani jako ostatnie s…syny.
Chęć do poświęceń i stałość emocjonalna nie jest przypisana płci moim zdaniem. Znam bardzo porządnych facetów i parszywie egoistyczne kobiety.
@trystero …’celebrytów’….nie ma polskiego odpowiednika tego słowa??…w podobny sposób tak i ‘tabloidy’ uderzają w nas we wszystkich mediach…toż to nie przystoi być takim ‘mainstreamowym’ ;)… pozdrawiam
@ polski język piękna być
Zmienilem na gwiazdom. Tabloid trudno jest zmienic poniewaz to swietne slowo na ’szmatlawiec’ pozbawione ladunku emocjonalnego.
‘Szmatlawiec’, ‘brukowiec’ maja okreslony bagaz emocjonalny. Tabloid to takie profesjonalne slowo.
Cos jak ‘dziwka’ i ‘prostytutka’ :) To pierwsze niesie za soba nasz osad moralny. To drugie, to nazwa zawodu jak kazda inna.
@Trystero
W takim kontekście trudno się nie zgodzić…, nie widziałem wcześniej tej różnicy.
Może ze względu na to, że wszystkie anglicyzmy, stosowane w mediach w sytuacji gdy mamy polski odpowiednik, trącą mi, małomiasteczkowemu człowieczkowi, wielkomiejskim CELEBRYTĄ;)