Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Ucz się ucz – w Polsce dyplom to do bogactwa klucz

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 01.02.2010 | Komentarze (35) »

Kilka miesięcy temu pokazałem za The Economist wykres przedstawiający o ile więcej zarabiają w czasie całego zawodowego życia osoby z dyplomem wyższej uczelni od osób, które skończyły edukację na szkole średniej. Na przykład, w USA, różnica ta w przypadku mężczyzn wynosi $370 000, a w przypadku kobiet $229 000.

Od razu powtórzę najważniejszy zarzut wobec tego typu badań: porównują one dwie nietożsame grupy ludzi: tych, którzy ukończyli studia i tych, którzy nie zdobyli dyplomu. Nie można przecież zapomnieć, że osoby, które decydują się na wyższe studia są przeciętnie (zdarza się mnóstwo wyjątków) trochę lepiej predysponowane, charakterem i zdolnościami, do osiągania (materialnych) sukcesów życiowych od osób, które kończą edukację na szkole średniej.

Opracowanie Ernst & Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową na temat stanu szkolnictwa wyższego w Polsce (o raporcie pisałem tutaj i tutaj) zawiera podobny wykres uwzględniający Polskę. Na wykresie tym pokazano prywatną, bieżącą wartość netto, która jest miarą przyszłych zdyskontowanych przychodów związanych ze zdobyciem wykształcenia (są to wyższe zarobki i mniejsze zagrożenie bezrobociem) pomniejszonych o koszty związane z uzyskaniem dyplomu (koszt studiów, utracone zarobki, wyższe podatki i opłaty na ubezpieczenie zdrowotne).

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Okazuje się, że obliczona w ten sposób wartość wyższego wykształcenia w Polsce wynosi około $147 000 według parytetu siły nabywczej (około $116 000 bez uwzględniana PPP). Stawia to Polskę na piątym miejscu w OECD, po Portugalii, Włoszech, USA i Czechach. Wartość prywatna wyższego wykształcenia w Polsce jest około 80% wyższa niż średnia dla OECD.

Myślę, że ten wykres w zupełności wyjaśnia dlaczego współczynnik skolaryzacji należy w Polsce do jednych z najwyższych w państwach OECD.

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (35) do "Ucz się ucz – w Polsce dyplom to do bogactwa klucz"

  1. poszi powiedział(a):

    Czy ja dobrze widzę, że słupek ciemnoniebieski (koszty plus transfery) jest zerowy? To znaczy, że netto w Polsce studia są za darmo? ORLY?

    Zaznaczasz co prawda na początku, że te 2 grupy (studiujące i niestudiujące) nie są jednakowe, ale ten efekt jest gigantyczny. Wszyscy (prawie) dyrektorzy maja wyższe wykształcenie, ale nie każdy z wyższym wykształceniem jest dyrektorem i różnica median płac dla osób z wyższym wykształceniem od miediany płac pozostałych jest dużo mniejsza niż średnia ze względu na bardzo duże dysproporcje dochodów dla osób z wyższym wykształceniem. Wiele osób, które kończy teraz studia nie znajdzie lepszej pracy niż bez studiów, a śmiem twierdzić, że wielu gorszą (lepiej być robotnikiem wykwalifikowanym czy technikiem niż pracować na niskim stanowisku biurowym). Z punktu widzenia pojedynczej osoby ten wykres jest iluzją, a wysoki poziom skolaryzacji zbiorową modą, nie mającą racjonalnych przesłanek.

  2. jako powiedział(a):

    http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90440,7491103,Zawodowka_to_jest_to_.html

    “W Polsce prawie co drugi dwudziestokilkulatek jest studentem szkoły wyższej. Dla porównania: w lepiej rozwiniętej gospodarczo Irlandii – co czwarty, a w Wielkiej Brytanii – jedynie co piąty”

    Czy faktycznie za granicą tak mało osób studiuje, czy coś pokręcili w artykule? Bo rozdźwięk wygląda na gigantyczny.

    “Na początku lat 90. ubiegłego wieku 34 proc. Polaków w wieku od 16 do 18 lat uczyło się w zasadniczych szkołach zawodowych. W 2003 r. było to już tylko 10 proc. W roku szkolnym 2007/08 coś się zmieniło. Odsetek uczniów szkół uczących zawodu wyniósł ponad 13 proc. I ten trend nadal się utrzymuje.

    Czyżby rynek zaczął zauważać braki i rozpoczął korektę?

  3. adegie powiedział(a):

    W temacie szkolnictwa wyższego w PL spokojnie można użyć modnego słowa na B. A wyzwalaczem pęknięcia będzie koniec wyżu demograficznego i zniesienie poboru – pewnie powinno być w odwrotnej kolejności.

  4. _dorota powiedział(a):

    Przyjemnie popatrzeć, jak kilka celnych komentarzy odsłania (hm, jakby to powiedzieć) płyciznę takich opracowań, jak zacytowane.

    Poszi zauważa silne rozwarstwienie dochodów osób z wyższym wykształceniem i to, że nie każdy znajdzie pracę zgodną z dyplomem. Nie może być inaczej, kiedy ludzie w dużej części idą na studia, żeby przedłużyć sobie beztroski okres szkolny i wybierają jakieś zpełnie egzotyczne, absurdalne kierunki (np. mam w rodzinie osobę studiującą “ochronę dóbr kultury”).

    Adegie twierdzi, że boom edukacyjny to bańka – jak najbardziej. Dodałabym, że tak wysoki jak u nas współczynnik scholaryzacji jest absurdalny, bo “naturalny” jego poziom szacowałabym na nie więcej niż 10%. Twierdzę, że maksimum 10% populacji jest zdolna umysłowo do podjęcia studiów wyższych. Reszta może studiować tylko przy silnym obniżeniu wymagań (co zresztą powszechnie widać). Tak więc powszechna scholaryzacja to nie jest żaden powdód do dumy czy radości…

  5. mdht powiedział(a):

    @ poszi
    wykres odnosi się do całego zawodowego życia dla dużej populacji a Ty mówisz, że jest iluzją w odniesieniu do jednej osoby, bo obecnie… :P

  6. gszczepa powiedział(a):

    Chętnie zobaczyłbym to skorelowane o wpływ “dziedziczenia”; tzn. porównanie osiąganych dochodów przez osoby które skończyly studia lub nie; przy podobnych warunkach, tzn np osiąganych dochodach lub wykształceniu rodziców.

  7. Trystero powiedział(a):

    @ Dorota, Poszi, Adegie

    W poprzednich tekstach wyraznie sugerowalem, ze w Polsce jest cos w rodzaju banki na rynku edukacyjnym a wspolczynnik skolaryzacji jest ‘za wysoki’ jak na poziom rozwoju gospodarczego – tak wiec zgadzam sie w duzym stopniu z Waszymi uwagami.

    @ Poszi

    Na pewno zdajesz sobie sprawe, ze takie badania po prostu musza budzic watpliwosci w zakresie metodologii. Ot, chocby rzecz, ktora wlasnie przyszla mi do glowy. Wyksztalcenie to wazny czynnik atrakcyjnosci na rynku matrymonialnym. Wyksztalcone kobiety wychodza za maz za wyksztalconych mezczyzn, ktorzy zarabiaja wiecej niz niewyksztalceni a wiec zyja, dzieki wyksztalceniu, w bogatszych rodzinach. Na pewno nie zostalo to uwzglednione.

    Moim zdaniem, takie badania trzeba po prostu przyjmowac ze swiadomoscia ich ograniczen.

    Co do pojedynczej osoby – wiekszosc wykresow z punktu widzenia pojedynczej osoby jest iluzja. Nawet srednia zarobkow w poszczegolnych miastach jest dla kasjerki w warszawskim Tesco iluzja. A dysproporcje zarobkow w Warszawie sa duzo wieksze niz w Zamosciu. Co nie zmienia faktu, ze statystycznie wiecej zarabia sie w Warszawie.

    @ jako

    Bez watpienia w Polsce odczuwalny jest brak pracownikow potrafiacych cos robic: klasc plytki czy obslugiwac frezarke i rynek wypelni te luke. Byc moze takze czesc z tych fachowcow zarabia wiecej niz ludzie po studiach zaczynajacy prace w biurze.

    Ale zdolna osoba powinna sie dwa razy zastanowic czy chce zostac plytkarzem bo po 3 latach zawodowki dostanie 3k na reke a po 5 latach studiow humanistycznych zacznie prace w korporacji za 2k na reke (Krakow). Rzecz w tym, ze plytkarz po 10 latach pracy dalej zarabiac bedzie 3k na reke a w biurze mozna juz byc na stanowisku managerskich i spokojnie zarabiac 6-10k albo, w najgorszym przypadku, przeniesc sie do lepszej korporacji i zarabiac 4k. Moj przyklad jest ulomny ale mysle, ze dobrze pokazuje, ze dla wiekszosc osob bez wyzszego wyksztalcenia szklany sufit wisi bardzo nisko.

    Z drugiej strony, jesli ktos przez 6 lat szkoly podstawowej i 3 lata gimnazjum nie byl w stanie opanowac jezyka obcego na komunikatywnym poziomie to pewnie kariery w korporacji nie zrobi a nauczenie sie przydatnego zawodu moze byc dla niego atrakcyjna alternatywa.

  8. pirus powiedział(a):

    Kilka tez do rozważenia które mi przyszło do głowy po przeczytaniu. Z góry przepraszam ale nie za bardzo porządkowałem.
    Płytkarz bez podstawówki zarabia często więcej niż dyrektor wydziału w urzędzie średniej wielkości miasta (nie wspominając o stanowiskach bardziej szeregowych.
    Pani w Tesco w Warszawie często zarabia więcej jak osoba z wyższym wykształceniem na tzw. prowincji niezależnie w jakim zawodzie pracuje.
    Współczynnik skolaryzacji u kobiet jest znacznie wyższy jak u mężczyzn. w związku ze zniesieniem poboru współczynnik zmieni (ł) się jeszcze bardziej na niekorzyść mężczyzn. Odsetek wolnych kobiet w grupie z wyższym wykształceniem jest wyższy jak w grupie ze średnim wykształceniem.
    Więcej jest związków, w których kobieta ma wyższe wykształcenie a mężczyzna podstawowe lub zawodowe niż odwrotnie.
    Czy kobiety z wyższym wykształceniem kierują się zarobkami swoich partnerów czy też ich wykształceniem.
    Nadprodukcja osób z wyższym wykształceniem to oczywista oczywistość. gorsza sprawa ze założenie wydaje się być takie: że jest to dobry sposób na to aby kolejne roczniki wchodziły na rynek pracy.
    brak korelacji pomiędzy produkcją pracowników o określonym profilu wykształcenia a popytem na nich – często bezpowrotne marnotrawstwo zasobów ludzkich.

  9. poszi powiedział(a):

    @trystero,

    Wydaje mi się, że nie da się odpowiedzieć na pytanie “ile jest warte wykształcenie”. Ale moim zdaniem jest warte dużo, dużo mniej niż to wynika z takich zestawień, właśnie dlatego, że populacje są różne.

    Nie doceniasz poza tym zarobków wykwalifikowanych robotników. Doświadczony kafelkarz to zarabia 8-10k brutto (w Warszawie pewnie więcej). Nawet pracując w firmie, gdzie zarobki są niższe (a nie będąc samozatrudnionym) się awansuje. Zostajesz majstrem, masz pod sobą ludzi. A zresztą co by tu nie mówić, średnią krajową lub więcej zarabia tylko 1/3 pracujących. Bardzo mało ludzi ma szanse na karierę. Większość będzie mogło policzyć tylko koszty studiów, a nie zyski.

    A jeśli chodzi o efekty matrymonialne, to akurat w przypadku kobiet lepiej nie mieć wykształcenia. Jest więcej wykształconych kobiet niż mężczyzn, a mężczyznom mało zależy na wykształceniu partnerki i efektem jest duża grupa niezamężnych, wykształconych kobiet.

    Moim zdaniem sprawa jest prosta. Jeżeli masz predyspozycje, jesteś zdolny, pracowity, szybko się uczysz, masz zdolności przywódcze, jesteś ambitny, etc. to studia są koniecznością i są warte nawet więcej niż w tym zestawieniu. Ale jeśli jesteś przeciętnym studentem, to lepiej by było dla ciebie skończyć technikum.

  10. Trystero powiedział(a):

    @ poszi

    Z pierwszym i ostatnim akapitem w sumie sie zgadzam. W ostanim zdaniu, przecietnym zamienilbym na slabym.

    Z wyksztalceniem kobiet chyba wszystko pomyliles. To znaczy, to prawda, ze wiecej jest wyksztalconych kobiet niz mezczyzn i to prawda, ze wiecej jest samotnych kobiet z wyzszym wyksztalceniem ale to drugie to efekt wyboru tych kobiet.

    Wyobraz sobie dwie identyczne kobiety, z ktorych jedna skonczyla studia a druga nie. Wyobraz sobie 10 mezczyzn. Ilu z nich wezmie za zone te gorzej wyksztalcona?

    Natomiast co do drugiego akapitu: gdyby kazdy doswiadczony plytkarz zarabial w Warszawie 8-10k to zaden plytkarz nie wyjechalby do UK a mlodzi ludzie staliby w kolejkach by zapisac sie na kursy zawodowe. Akurat znam funkcjonowanie malych firm budowlanych, co prawda na prowincji ale chodzi o relatywne zarobki wzgledem chocby kasjerki w Tesco, i nawet w 1% nie jest tak rozowo jak to przedstawiasz.

  11. jako powiedział(a):

    Jeśli 50% młodych kończy studia, to poziom tych studiów jest żenujący.
    A to oznacza, że papier z tych studiów też najczęściej przedstawia żenującą wartość.
    Gdyby poziom był ustawiony tak, że jedynie 10-20% byłoby w stanie skończyć studia, to papier byłby coś wart.

    Pracodawca przeważnie nie potrzebuje ludzi z żenującymi papierami. Potrzebuje ludzi z doświadczeniem (na to trzeba czasu, który przeważnie ‘marnujemy’ na studiach) oraz elastycznych, potrafiących zmieniać swoje kwalifikacje w zależności od potrzeb.

    Młodzi stoją przed wyborem, jak zainwestować kilka lat swojego życia: czy ktoś mi więcej zapłaci za kilkuletnie doświadczenie, czy za papierek z wykształceniem.

    Pamiętajmy, że studiować można i w późniejszym wieku, gdy już mamy jakieś doświadczenie zawodowe i wiemy czego chcemy.

    I na koniec pytania do przykładu płytkarza/managera.
    Załóżmy że korporacja przyjmuje co roku 50-ciu świeżo upieczonych studentów. Ilu z nich po tych 10 latach będzie managerami? Jakie są szanse bycia wśród wybrańców? Na jakim poziomie utkną pozostali? Średnia pensja w takich wypadkach jest zakłamana przez wysokie pensje nielicznej kadry. Jaka jest mediana pensji takich pracowników po 10 latach pracy w korporacji? Jaka jest mediana zarobków płytkarza z 10 letnim doświadczeniem? Jak wycenić to, że często ma on już własną działalność gosp. i być może pracowników, a więc jest już nie tylko pracownikiem czy managerem, ale WŁAŚCICIELEM?

  12. _dorota powiedział(a):

    @ Poszi, 9
    Kryteria oceny dla obu płci są coraz bardziej zbliżone. Istotna staje się zdolność do zarabiania pieniędzy i status społeczny, a rynek pracy jest tak nieprzewidywalny, że dwoje zarobkujących ludzi w rodzinie jest koniecznością (szczególnie, jeśli mają kredyt). Poza tym nie bierzesz pod uwagę, że ludzie na ogół poznają się na studiach, z tego kręgu “czerpią” kandydatów/kandydatki.

  13. HansKlos powiedział(a):

    No i tutaj muszę się z gospodarzem zgodzić. Nie jest tak różowo nawet dla fachowców, jak przedstawia @poszi Wykształcenie liczy się i to nawet bardzo, ale rynek humanistami, ekonomistami i managerami się już nasycił. Pora aby młodzi ludzie to zrozumieli i decydowali się na studia techniczne, wprawdzie trudniejsze, ale po których łatwiej o prace i na starcie zyskuje się więcej. Inna sprawa, że “techniczni” w swojej większości, nawet jak będą mieli biurko, to za biurkiem nie posiedzą;-)

  14. poszi powiedział(a):

    @trystero,

    Przeciętny robotnik budowlany nic nie umie i nic mu się nie chce. Temu to nic nie pomoże. Ja mówię o wykwalifikowanych. Pewnie nie każdy ma szanse na taką “karierę”, ale nieprawdą jest, że jest sufit. Ponieważ to otwarty rynek, masz na nim większa szansę niż w wirze korporacyjnym.

    Nie wiem, ilu robotników wyjechało, ale na Zachodzie zarabia się po prostu więcej, niezależnie jaki masz zawód.

    “Wyobraz sobie 10 mezczyzn. Ilu z nich wezmie za zone te gorzej wyksztalcona?”

    10, jeśli będzie ładniejsza :)

    Tak na serio, to istnieje społeczne taboo w wyjściu za mąż za niewykształconego mężczyznę będąc wykształconą kobietą. To działa w drugą stronę i mężczyźni bez wyższego wykształcenia nie szukają kobiet z wyższym wykształceniem. I mamy wykształcone kobiety bez partnerów. Z wyboru?

    Cała ta statystyka w raporcie przypomina mi słynny dowcip o statystyku, który utopił się w jeziorze o średniej głębokości 30cm. Wydaje mi się, że średnia korzyści z wykształcenia jest taka, jak w raporcie, ale to ma ogromne odchylenie standardowe. Na 100 studentów, 1 zostanie przysłowiowym prezesem i jego “zyski z wykształcenia” będą się liczyć w dziesiątkach milionów, 4 zrobi karierę na wysokim szczeblu i zyski będą w milionach, 10 zyska w setkach tysięcy, 25 będzie zyskiwać netto w dziesiątkach tysięcy, a dla 60 pozostałych to będzie strata netto. I myślisz, że do jakiej grupy należy “przeciętny” student?

  15. mdht powiedział(a):

    @ trystero
    “Myślę, że ten wykres w zupełności wyjaśnia dlaczego współczynnik skolaryzacji należy w Polsce do jednych z najwyższych w państwach OECD.”

    z tym się nie zgodzę; wykres pokazuje nam o ile więcej zarabia się w czasie całego życia zawodowego. Jeśli tak, to powiedz mi jaki maturzysta idzie na studia, bo wie, że dzięki temu średnio zarobi o 147k więcej niż gdyby nie poszedł. U mnie w klasie jakieś 5-10% osób myślało o pracy, reszta uciekała od wojska lub wybrała jakieś studia, bo po ogólniaku nie miały nic.

    Dodatkowym argumentem przeciw jest to, że mały odsetek studentów pracuje w zawodzie – wynika z tego, że idzie się na studia dla samego studiowania a nie dla pracy po studiach.

    Mnie zastanawia natomiast coś innego, przeczytałem kiedyś artykuł o szeroko pojętym szkolnictwie w którym padło jedno mocne stwierdzenie, a mianowicie coś w stylu “w niedalekiej przyszłości, rozwój technologiczny będzie tak szybki, że nawet w momencie jeśli studenci będą zaczynali naukę aktualnych metod postępowania to zanim skończą oni studia, metody te będą już nieaktualne” ( szkoda, że nie pamiętam autora i tytułu artykułu no ale cóż ) ciekawe co wtedy będzie się działo ze współczynnikiem skolaryzacji.

  16. Trystero powiedział(a):

    @ poszi

    Sprobuj tak.

    Jaroslaw i Lech. Humanisci. Przecietnie zdolni. Jaroslaw nie idzie na studia. Lech idzie. Wybiera politologie na Akademii Pedagogicznej.

    Jaroslaw przez 5 lat pracuje. Kasjer w H&M, infolinia TPSA, cos w tym stylu. W Krakowie dostanie 1,5 na reke. Przez 5 lat usklada 90 000.

    Lech ma papierek. Na ‘dzien dobry’ jest 90k do tylu ale ma 30 lat by to nadrobic. Musi zarabiac srednio o 250 zl miesiecznie wiecej by wyjsc na swoje. Moim zdaniem, nie bedzie mial z tym problemu.

    Gdyby Lech poszedl na studia zaoczne to placilby 4k za rok. Lacznie 20k przez 5 lat. Pracowalby w tym czasie. Mialby do odrobienia 60 zl miesiecznie. Czy papierek jest w stanie ‘dac’ mu te 60 zl miesiecznie. Moim zdaniem tak.

  17. jako powiedział(a):

    “Jaroslaw przez 5 lat pracuje. Kasjer w H&M, infolinia TPSA, cos w tym stylu. W Krakowie dostanie 1,5 na reke. Przez 5 lat usklada 90 000″

    Nie uzbiera tyle, bo wyda na życie. Ale przynajmniej nie będzie na czyimś utrzymaniu i będzie samodzielny. Nauczy się życia, ciężkiej pracy, oszczędzania i wyrzeczeń. Jest duża szansa, że po 5 latach gdy obaj będą się starali o tę samą pracę, to właśnie Jarosław ją dostanie.

    “Lech ma papierek. Na ‘dzien dobry’ jest 90k do tylu…”

    Nie. Jest do tyłu o swoje pięcioletnie utrzymanie. Będzie musiał na to wziąć kredyt i płacić odsetki. Na 90% nie znajdzie pracy zgodnej ze swoim wykształceniem. Wystartuje na poziomie zbliżonym do Jarosława ale z garbem długu i totalnym nieprzygotowaniem do samodzielnego życia (ale zaliczy mnóstwo imprez studenckich, jeśli to przedstawia jaką wartość).

    Powyższe przy scenariuszu, że obaj nie mają wsparcia finansowego rodziny.
    Można przyjąć też inny scenariusz, że rodzina obu daje kasę wystarczającą na 5 letnie utrzymanie i studia.
    W każdym razie przyjmowanie zerowych kosztów studiów jest nadużyciem.

  18. poszi powiedział(a):

    @trystero,

    A ja i tak mimo wszystko byłbym ciekaw, jak wyglądałoby porównanie zarobków, gdyby wziąć mediany, a nie średnie.

    Zapominasz też o efekcie doświadczenia zawodowego. Może w zupełnie bezmózgowej pracy Jarosław się niczego nie nauczy, ale w wielu tak. Struktura zawodów GUS podaje, że osoby z wyższym wykształceniem inżynierskim lub licencjackim mają o 34% wyższe płace niż przeciętna. Jednocześnie jednak żółtodzioby (do 2 lat) mają wynagrodzenie równe 71% przeciętnej, a mało doświadczeni (2-5 lat) 85%. Jarosław będzie 5 lat dłużej pracownikiem z doświadczeniem.

    W drugim przykładzie: Lech na zaocznych, porównujesz jabłka z pomarańczami. Pracować i studiować zaocznie to 2 etaty. Jarosław też by mógł w weekendy i po godzinach pracować dorywczo, zarabiając więcej.

  19. _dorota powiedział(a):

    Zaglądnęłam do tej dyskusji i uderza mnie, że nikt z Was nie wziął pod uwagę “efektów ubocznych” studiowania, których nie da się przeliczyć na pieniądze, a które – i dlatego o nich wspominam – też są wartością na rynku pracy.
    Mam na myśli pewne “obycie” intelektualne i umiejętność uczenia się (zakładam, że ktoś studiuje serio), coś, co ułatwia w przyszłości ewentualne przekwalifikowanie się lub podwyższenie kwalifikacji.
    Człowiek bez studiów to jednak nie to samo ;)

  20. _dorota powiedział(a):

    @ Poszi
    Tabu społeczne, o którym piszesz już przestaje działać, a napewno nie działa w drugą stronę. Znam kilka par, gdzie kobieta ma lepsze wykształcenie od mężczyzny, mam nawet taką parę w rodzinie. Przez kilkanaście miesięcy, kiedy kuzyn nie mógł znależć pracy jego żona utrzymywała ich oboje (ku mojemu absolutnemu zdziwieniu – traktowała to naturalnie). Ludzie są bardziej elastyczni niż by sie wydawało, stereotypy zanikają.

  21. ogif powiedział(a):

    @Dorota #19

    “Obycie intelektualne” podczas studiów wcale nie jest obowiązkowe. Osobiście miałem na roku wielu kompletnych idiotów. Dużo powszechniejsze było obycie alkoholowo-imprezowe.

    Wiedza, mądrośc, intelekt są BEZCENNE, ale wcale nie łączę ich ze studiowaniem. Owszem, korelacja dodatnia jest oczywista, ale w ostatecznym rachunku najważniejsze jest czytelnictwo wartościowych książek.

  22. _dorota powiedział(a):

    @ Ogif
    Obycie alkoholowo-imprezowe ujmuję po stronie aktywów jako “umiejętności społeczne” :)
    Masz rację, dyplom sam nie stanowi o poziomie człowieka. Ale jednak dobry dyplom dobrego kierunku pozwala przypuszczać, że dany osobnik jest elementarnie sprawny umysłowo. Co dalej z tym zrobi, to inna sprawa.

  23. Jacek powiedział(a):

    @jako

    “Jest duża szansa, że po 5 latach gdy obaj będą się starali o tę samą pracę, to właśnie Jarosław ją dostanie.”
    “Lech ma papierek. Na ‘dzien dobry’ jest 90k do tylu…”

    …w roku 2012 gospodarka stanie na nogi i Polacy znowu zaczna wyjezdzac do pracy zagranice. Lech przypomni sobie podstawy angielskiego, ktorymi zle profesory katowali go na studiach i skleci jakies CV.
    Lech dostanie ok. 2500 EUR na reke w pracy na infolinii.
    Jaroslaw widzac Lecha rowniez wyjedzie zagranice i wroci po paru miesiacach klac na IE/UK (niepotrzebne skreslic)
    W miedzyczasie Jaroslaw znajdzie strone Revenue i odpisze sobie pare ulg podatkowych (niech bedzie ze dostanie 500 EUR zwrotu).

    W ciagu 2-3 lat Lech zarobi owe pozostale 9k PLN, Jaroslaw dalej bedzie kafelkowal za 4k PLN.
    Lech prawdopodobnie wroci do Polski i dzieki doswiadczeniu zagranicy bez problemu znajdzie prace za 6-8k.

  24. PK powiedział(a):

    Witam,

    Niski odsetek studiujących w EU to chyba kwestia płatności za studia. W UK bardzo częsta jest sytuacja gdzie kończy się studia z długiem na karku. I to jest “kilka” tysięcy funtów. Absolwentów nie stać na pracę “na przeczekanie” bo się nigdy nie wypłacą a o pracę za dobre pieniądze trudno. Nasi absolwenci często na start nie mają nic, brytyjscy często mają mniej niż zero.

    KJ

  25. jako powiedział(a):

    @ Jacek

    “Lech przypomni sobie podstawy angielskiego, ktorymi zle profesory katowali go na studiach i skleci jakies CV.”

    Masz nieaktualne informacje.
    Dziecko kończące PODSTAWÓWKĘ często obowiązkowo uczyło się aż DWU języków obcych.

    Człowiek przed studiami ma za sobą 6 lat nauki angielskiego w podstawówce, 3 lata w gimnazjum i 3 lata w szkole średniej. Czasy, gdy znajomość angielskiego nabywało się na studiach już minęły. Owszem na studiach można dalej doskonalić angielski, ale już przed studiami umiejętności językowe Lecha i Jarosława są wystarczające do rozpoczęcia pracy za granicą (zakładamy że obaj uczyli się jednakowo dobrze i powyżej przeciętnej, skoro rozważają studia).

    I mam propozycję: używajmy realiów przy porównaniach, bo zakładanie wyidealizowanych sytuacji (jak przeciętny student, który poszedł na studia się UCZYĆ) jest bez sensu (bo taki jest wyjątkiem a nie standardem).
    Bez sensu jest rozważanie JAK BYŁO na studiach (za naszych czasów). Ważne jest jak teraz wyglądają studia, i co sobą reprezentują ludzie TERAZ podejmujący decyzję o studiach oraz TERAZ je kończących.

  26. poszi powiedział(a):

    Jeszcze jedno. Różnica w zarobkach osób z wyższym wykształceniem i bez (która stanowi podstawę zacytowanego wyliczenia) jest w sumie obecnie wielkościa historyczną. Osób z wyższym wykształceniem na rynku pracy jest w tej chwili tylko kilkanaście procent. Nie ma najmniejszych szans, żeby te różnice utrzymały się dla obecnego wielokrotnie większego współczynnika skolaryzacji. Przy takim współczynniku zarówno Lech, jak i Jarosław będą pracować na tej samej infolinii.

  27. D. powiedział(a):

    @ Trystero #10 pan układający parkiet życzy sobie za ok 1,5 dnia pracy 1000 zł po negocjacjach, 1200 przed negocjacjami czyli nie uwzględniając weekendów zarabia minimum 14 – 20 tys. zł – Warszawa – mi sie wydaje że takie ceny są efektem tego że zdolni ludzie wyjechali do pracy za granice, jak tam dostaną 2 razy tyle :) P.S dodam że ma na 2 miesiące do przodu ludzi na pracę :)

  28. edeq powiedział(a):

    @D.
    Podobny przykład, robota u mojego sąsiada. 3 osoby za układanie posadzki z kamienia (płytek) 110m2, wykonanie łazienki, wykonie i montaż 2 blatów kuchennych 56 parapetów wew. i zew. z tegoż materiału zażyczyły sobie za _robociznę_ 80tys. PLN. Zajęło im to minimalnie ponad miesiąc, przy czym nie wszyscy byli cały czas zaangażowanie w pracę.
    Jakby im zaproponować pracę w biurze za 500-1000Euro to chyba by ze śmiechu padli.
    Podejrzewam ponadto, że ich miejsce pracy jest znacznie stabilniejsze niż stołek jakiegoś szczura w korporacji.
    Pozdrawiam.

  29. edeq powiedział(a):

    Pardom za “literówki” :)

  30. Trystero powiedział(a):

    @ edeq i D

    Jasne, tak wlasnie jest Panowie. Jesli w piatkowy wieczor lecicie do Londynu z Warszawy to towarzysza Wam parkieciarze i plytkarze z Warszawy lecacy pobawic sie na weekend break. W drogich restauracjach nie slychac juz rozmow o gieldzie ani o IT tylko przechwalania kto wiecej plytek w tygodniu polozyl.

    20 tysiecy to wlasnie tyle ile wykwalifikowany robotnik budowlany zarabia netto w Warszawie. Slyszalem, ze dyrektorzy projektow IT w Warszawie masowo robia kursy ukladania glazury :)

  31. edeq powiedział(a):

    @Trystero
    Nie chcę wypowiadać się odnośnie tego czy właściciele i pracownicy firm budowlanych jadają w drogich restauracjach itp. Pewnie nie ten styl życia, bliższe im zapewne są puby z piwem.
    Natomiast osobiście znam kilkoro ludzi z branży budowlanej, których stać na wybudowanie dużego domu w drogiej okolicy, bez zaciągania na ten cel kredytu. Jest to jakąś miarą bogactwa w Polsce, nieprawdaż?
    Wiem, że jest mnóstwo ludzi (pewnie duża większość), którzy ledwie dociągają do pierwszego babrając się w klejach i zaprawach, jednak możliwości dla bardziej ambitnych budowlańców są bardzo duże, mimo że nie mają dyplomu wyższej uczelni. Szklany sufit wcale nie jest zawieszony dla nich tak nisko.

  32. sceptyk powiedział(a):

    Tego typu badania mają podstawową wadę, że nie wiadomo co jest przyczyną, a co skutkiem. Może ci ludzie lepiej zarabiają, bo mają bogatszych i lepiej usytuowanych krewniaków. A to umożliwia im studiowanie i obsadzani są po znajomości. Badanie sugeruje, że przyczyną większych zarobków jest wiedza wyniesiona ze studiów. A wiadomo, że jak rodzice mają pieniądze, to studia się skończy “zaocznie” i dobrze płatną robote będzie się miało.

  33. niktwazny powiedział(a):

    zależy co się skończyło :
    stomatolog,farmaceuta,informatyk,elektronik,prawnik z właściwej rodziny ;), oficer, piloci,architekt , inżynier budownictwa , pracownik IPN, nawigatorzy itp. zarabiają już na starcie lepiej niż większość społeczeństwa.

    Po 5-10 latach po ukończeniu studiów dobrze zarabiają również lekarze, inni inżynierowie, księża, tłumacze przysięgli .

    Po więcej niż 15 latach dobrze zarabiają nawet pracownicy naukowi i nauczyciele akademiccy.

    Reszta tak na prawdę studiuje hobbystycznie ;).

  34. Jacek powiedział(a):

    @niktwazny

    ksieza?

    Sa jakies statystki ile zarabiaja ksieza???

Dodaj komentarz