Przedwczoraj wspomniałem o całkiem prostej strategii sektorowej, czyli zalecającej przemieszanie kapitału pomiędzy różnymi sektorami rynku. Koncept strategii sprowadza się do założenia, że rynek akcyjny nie jest jednolity a w różnych okresach roku odmienne sektory posiadają relatywną siłę. Naturalnie, relatywna siła poszczególnych sektorów nie zależy tylko od okresu roku i można spojrzeć na nią w długim terminie.
Takie właśnie spojrzenie zaproponował kilka dni temu David Rosenberg, który pokazał zwroty z trzech dekad (80’,90’ i 00’) indeksu S&P 500 oraz zwrotu dla poszczególnych sektorów tego indeksu. Wykres przedstawia proste stopy zwrotu, bez dywidend, bez uwzględniania inflacji i kosztów (transakcje, podatki):
Wyraźnie widać, że całym trzydziestoletnim okresie, który pokrywał się z wielkim uspokojeniem, relatywną siłę pokazały przede wszystkim sektory podstawowych dóbr konsumpcyjnych (2819%) i ochrony zdrowia (2188%). Lepiej od rynku (934%) zachowywały się też sektory energii (naftowo-gazowy) i wyższych dóbr konsumpcyjnych*. Najsłabszymi sektorami okazały się segment użyteczności publicznej (229%) i telekomunikacyjny (164%). Wyraźnie gorzej od rynku zachowywały się także sektor materiałowy, przemysłowy i finansowy.
Warto też zauważyć, że relatywna siła poszczególnych sektorów zmieniała się w czasie co najlepiej pokazuje przykład segmentu technologicznego. Sektorem, który we wszystkich dekadach zachował się lepiej niż rynek był segment ochrony zdrowia. Na drugim biegunie znajduje się sektor telekomunikacyjny – konsekwentnie przegrywający z szerokim rynkiem.
Powyższe zestawienie pokazuje, że traktując rynek akcyjny jako niepodzielną całość inwestorzy mogą pozbawić siebie bardzo atrakcyjnych okazji inwestycyjnych.
Proszę jeszcze zwrócić uwagę na wykres krótkoterminowej siły sektorów w indeksie S&P 500. Zestawienie z Bespoke pokazuje jak zachowywały się poszczególne segmenty rynku w czasie trwającej korekty spadkowej (od 19 stycznia do piątku 22 stycznia):
Wyraźnie widać, że słabość rynku nie ogranicza się do sektora finansowego. Segmentem rynku, który stracił najwięcej był sektor materiałowy (na przykład Alcoa czy US Steel) co wskazuje, że ograniczanie przyczyn korekty na rynku do planu reformy systemu finansowego pokazuje zaledwie fragment rzeczywistości.
* Czy istnieją już ugruntowane polskie odpowiedniki dla consumer staples i consumer discretionary?



Sektory energetyka i utilities (oczyszczanie ścieków, śmieci itp) to interesy które ciężko jest położyć. Można nie mieć najnowszego dvd, nintendo, komórki z pakietem internetowym ale prócz tego że żeby żyć to żryć trzeba, nie obejdziesz się bez wody, prądu czy ogrzewania. Ceny w sektorze energetyki są generalnie wszędzie regulowane przez państwo (u nas URE) ale i to można obejść żeby firma miała zyski a urząd się nie połapał. Zakłady komunalne mają być teoretycznie “no profit” ale u nas gdy je “skomercjalizowano” czyli przerobiono na spółki też liczy się tylko zysk. Do tego dochodzi naturalny monopol przedsiębiorstw sieciowych na danym terenie. Znam to z autopsji, to moja branża.
@ gosc codzienny
Twoja uwaga jest jak najbardziej sluszna. Przypominam tylko, ze ‘energy’ to glownie sektor naftowo-gazowy a elektrownie i dystrybucja pradu (czyli ‘nasza’ energetyka) beda raczej wchodzily do ‘utilities’.
* Czy istnieją już ugruntowane polskie odpowiedniki dla consumer staples i consumer discretionary?
Spotkałam się z tłumaczeniem – dobra podstawowe i luksusowe:
http://www.online.citibank.pl/retail/files/citiblue/inwestycje/DWS_Top50_MiSS_Plus.pdf
Pisząc “podstawowe” mają na myśli pewnie dobra pierwszej potrzeby. Dawałoby to logiczny podział na dobra o 1 elastyczności dochodowej popytu.
errata, bo coś zjadło:
na dobra o 1 elastyczności dochodowej popytu.
@ Trystero
Tak byc nie może. A co z węglem ?
Oczywiste jest chyba, że energy sector to głównie elektrownie i dystrybucja energii (w tym i handel nią ) ale też wydobycie surowców energetycznych, a nawet wytwarzanie ciepła.
Jak ropa idzie na petrochemię to nie jest energy ? A jak elektrownie wiatrowe i wodne wytwarzają prąd, to co przeminęły z wiatrem.
Pojęcie to jest dosyć szerokie i dobrze zdefiniowane.
@ GTC
Oczywiste jest, ze energy sector to glownie wydobycie i przetworstwo ropy naftowej i gazu ziemnego oraz uslugi zwiazane z ta dzialalnoscia.
Jeden z wielu linkow, ktore moge podac: http://www.sectorspdr.com/eqsnaps/?do=snapshot&symbol=XLE
kryterium powszechności zaczyna się od 70% więc w sumie można chyba stwierdzić, że energy sector to ropa naftowa i gaz ziemny! :) można nawet pominąć “wydobycie i przetwórstwo”:P
* Czy istnieją już ugruntowane polskie odpowiedniki dla consumer staples i consumer discretionary ?
Oczywiście, że od dawna istnieją.
Są to “artykuły konsumpcyjne pierwszej potrzeby”, wydatki na dobra podstawowe lub niezbędne wydatki konsumpcyjne. Discretionary to “dobra drugiej potrzeby” choć chyba trafniejsze byłoby określenie “dalszej potrzeby”
Discretnionary – nie oznacza wcale towary luksusowe (może, ale nie o nie tu chodzi). Są to wydatki na rzeczy bez których możemy się obejść, nie są koniecznie niezbędne do życia , więc możemy swobodnie zdecydować czy je nabyć czy oszczędzić. Na kosmetyczkę, kino, książkę, ipoda, wycieczkę zagraniczną, biżuterię, sukienkę balową, drogie buty, lepszy telewizor itp.
Tyle w telegraficznym skrócie, bo zagadnienie jest dużo szersze, gdyż termin consumer discretionary to pewien skrót myślowy od discretionary income spendings – czyli pieniądza na wydatki pozostałe po niezbędnych (necessities, staples) i sztywnych a więc czynsze, opłaty za energię i gaz, raty kredytów, podatki itp.
@ GTC
Hm, chyba nie zrozumiales pytania. Nie prosilem o wytlumaczenie terminow. Juz je wyjasnialem na blogu. Pytalem o wyrazenia w jezyku polskim, ktore zastepuja te terminy.
Sam uzylem ‘podstawowe dobra konsumpcyjne’ i ‘wyzsze dobra konsumpcyjne’. Wyrocznia, czyli Google, znajduje ponad 3500 stron z pierwszym wyrazeniem i zero z drugim wyrazeniem.
Twoje propozycje: ‘artykuły konsumpcyjne pierwszej potrzeby’ ma 8 wyników (ale juz dobra konsumpcyjne pierwszej potrzeby ma 2600) a ‘dobra drugiej potrzeby’ ma zero wyników.
Wyciagam wiec wniosek, ze polskie terminy na consumer staples i consumer discretionary nie sa jeszcze ugruntowane i zaden z nich nie dominuje. To czesty problem dla badaczy. Wystarczy wspomniec cherry picking czy survivorship bias…
@ Trystero
Zupełnie dobrze zrozumiałem pytanie i na nie odpowiedziałem,
tak jak należy, a że nie piszę wszystkiego i dokładniutko to chyba zrozumiałe,.
Jak się jednak okazuje, może prawie tak jak należy, gdyż świadomie pominąłem termin, który podała już @ dorota – “dobra pierwszej potrzeby” ( w google ma wynik 16.800).
I jest teoretycznie właściwsze określenie o podstawowym znaczeniu, od ponad 100 lat występujące przede wszystkim w ekonomii (synonim – dobra podstawowe), ale również w dokumentach rządowych oraz publicystyce.
Myślałem, że jest to termin tak znany (bo z podstawowego kursu ekonomii), że go ominąłem ( nieopatrznie jak się okazuje).
Dobra/artykuły/towary pierwszej potrzeby to ekwiwalenty, więc jeśli już przerzucamy się iloścówką z googla to dla towarów pp mamy 59900 trafień, dla dóbr pp 16800 a dla artykułów 4700 . Tu istotna jest pierwsza potrzeba a nie nie rzeczownik towar czy dobro.
Użyłem, moim zdaniem, właściwej kombinacji artykuły konsumpcyjne pierwszej potrzeby” jako tłumaczenie – “consumer staples”, która sama sobie w fachowym języku angielskim jest trochę niedookreślone (to staples, które i samodzielnie występuje). Teraz mogę poprawić na towary konsumpcyjne pierwszej potrzeby, choć googluje tylko 4 trafienia. Lepsze niby jest bowiem dobrego !
Jeśli natomiast idzie o consumer discretionary goods to sprawa jest trochę trudniejsza z jego tłumaczeniem, pominąwszy już sam fakt, że i po angielsku nie jest to termin szczególnie precyzyjny. Ciekaw jestem czy da się w Google znaleźć dobrą definicję.
Dobra drugiej potrzeby, czasem używane jako logiczne konsekwencja pierwszych, nie jest może najszczęśliwszym określeniem, ale czasem występuje.
ja nie wiem jakiego Googla używasz, ale mój daje akurat wynik 5 a nie zero. A jak już chcemy być skrupulatni to napiszmy, ze “artykuły drugiej potrzeby” dają wynik 219 trafień, tyle ze to niczego nie dowodzi.
Dobre określenie to -”przedmioty zbytku” ( wynik googlowy 2980 chyba ujedzie ?), akurat mi umknęło. bo piszę z doskoku. I każdy raczej zrozumie o co mniej więcej może chodzić. Nie musi to być od razu towar luksusowy, choć dużo tu zależy od oceny subiektywnej i konkretnego przypadku.
Dobra wyższego rzędu, też nie jest zły, choć ma trochę inną konotację ekonomiczną – bo chodzi tu bardziej o towary, o określonej elastyczności cenowo-dochodowej, że współczynnikiem elastyczności wyższym od 1.
Zaś przeciwstawny termin dobra niższego rzędu (podrzędne -inferior goods), to towary niemarkowe, niższej jakości, podgatunkowe – tanie papierosy zamiast markowych, napoje owocowe i owocopodonne zamiast soków owocowych, jabcok “Mamrot” zamiast wina bardziej vintage, na przykład “Uśmiech sołtysa”,itp.
I w tym przypadku, nie ma żadnej elastyczności jednostkowej, i tu wcale popyt czy konsumpcja nie muszą spadać, w miarę wzrostu cen lub spadku dochodów, gdyż następuje efekt substytucji, czyli zastąpienia tańszym “odpowiednikiem”.
Dlatego też dla tłumaczenia consumers staple, raczej nie należy stosować terminu dobra niższego rzędu.
Jakoś nie mogę się doszukać żeby terminy te były już wyjaśniane na blogu, sa jedynie przetłumaczone, i to przyzwoicie. Dlatego też pozwoliłem sobie je wyjaśnić, gdyż określenie dobra wyższego rzędu może wprowadzać w błąd, np. odnośnie ewentualnego zakupu książki czy płyty, z którego można dyskrecjonalnie zrezygnować i sobie wypożyczyć. Tu ważnniejszy jest aspekt rezygnacji- możliwości odmówienia sobie danego wydatku niż aspekt cenowy czy luksusowość.
Google to bardzo pożyteczne żródło, ale nie wyrocznia i na nim świat wiedzy się nie kończy. Nie zawsze można na nim polegać a nadmiar korzystania może prowadzić do różnych bajasów i pikasów.
Wątek jest stary, ale wyguglował się przy okazji poszukiwań ekwiwalentu dla terminu “dobra pierwszej potrzeby”.
Myślę, że jednak “dobra” a nie “towary” ani “artykuły”. “Dobra” obejmują zarówno towary jak i usługi – i dlatego są lepszym ekwiwalentem “consumer staples” w najszerszym znaczeniu tego terminu. Jeśli powiemy “towary” lub “artykuły”, to termin wskazywałby wg mnie na FMCG, ale wtedy umykają nam takie podstawowe potrzeby jak mieszkanie, energia, woda i ogrzewanie, które nazwałabym zbiorczo “rent & utilities”, które wchodzą w zakres semantyczny “basic necessities”, ale nie są towarami ani artykułami…
Oczywiście wszystko zależy od tego na ile precyzyjny i terminologicznie spójny jest tekst źródłowy, lub na ile czytelna jest dla nas klasyfikacja zastosowana przez autora opracowania (a z tym różnie bywa).