Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Czy brak pieniędzy to najważniejszy problem szkolnictwa wyższego? Cz I

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 22.01.2010 | Komentarze (16) »

Na blogu prof. Krzysztofa Rybińskiego znalazłem link do opracowania Ernst & Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową na temat stanu szkolnictwa wyższego w Polsce. Wybrałem z tego ponad studwudziestostronicowego opracowania kilka interesujących wykresów, które pokazują mocne i słabe strony szkolnictwa wyższego w Polsce.

Moim zdaniem, należy zacząć od porównania wydatków na szkolnictwo wyższe w Polsce i innych państwach mierzonych jako odsetek PKB. Z tego zestawienia wynika kluczowa uwaga: pieniądze z całą pewnością nie są największym problemem systemu wyższej edukacji w Polsce. Na studia wyższe wydaje się w Polsce większy odsetek PKB niż we Francji, Irlandii, Austrii, Belgii, Niemczech, Hiszpanii i Estonii. Z drugiej strony rezultat Polski jest niższy niż średnia dla całego OECD.

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce
Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że 1,5% PKB Polski to nie to samo co 1,5% PKB Francji i będzie mieć rację. Rzecz w tym, że przedstawianie wydatków jako odsetku PKB pozwala na porównanie realnych możliwości Polski. Można więc porównać jeszcze wydatki na jednego studenta:

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce
Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Wysokość wydatków na jednego studenta jest silnie skorelowana z PKB per capita, a więc zamożnościa państwa. Warto jednak zauważyć, że Polska leży poniżej linii trendu a więc wydaje mniej niż wynikałoby to z jej poziomu zamożności. Dlaczego tak się dzieje?

Moim zdaniem, pozwolę sobie tutaj na bardzo kontrowersyjną uwagę, dzieje się tak ponieważ nieodpowiedzialnie ‘fundujemy’ sobie bardzo wysoki współczynnik skolaryzacji, znacznie przewyższający średnią dla wielu dużo bardziej rozwiniętych państw. W roku akademickim 2008/2009 współczynnik skolaryzacji netto w szkolnictwie wyższym przekroczył 40%! Proszę mnie źle nie zrozumieć, dostrzegam gigantyczne korzyści płynące z dobrze wykształconej siły roboczej a współczynnik skolaryzacji jest miernikiem tego zjawiska. Jest to jednak miernik niedoskonały, pokazujący potencjalne nasycenia społeczeństwa dyplomami ukończenia wyższych uczelni a nie nasycenie dobrze wykształconymi ludźmi. Po prostu mam wrażenie, że w kwestii szkolnictwa wyższego za duży nacisk kładzie się w Polsce na ilość a nie na jakość.

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce
Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

To wrażenie pogłębia się gdy porówna się popularność poszczególnych kierunków studiów w Polsce i UE. Uważam, że w skutek pozbawienia szkolnictwa wyższego mechanizmów rynkowych  w wielu państwach Europy notuje się w tych państwach bardzo wysoki odsetek studentów kierunków humanistycznych i społecznych. Tymczasem sytuacja w Polsce jest jeszcze gorsza. W Polsce jeszcze mniejszy odsetek studentów niż w Unii Europejskiej studiuje kierunki związane z ‘nauką’, techniką, przemysłem i budownictwem. Większy jest natomiast odsetek kierunków pedagogicznych i społecznych, prawnych i handlowych. Pokazuje to poniższy wykres:

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce
Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Bardzo żałuję, że statystycy Eurostat do jednego worka wepchnęli kierunki medyczne i związane z opieką społeczną ponieważ nie pozwala to na porównanie potencjalnej bazy pracowników medycyny w Polsce i w Unii Europejskiej. Wracając do tematu: ta nadreprezentacja kierunków społecznych, handlowych i pedagogicznych w Polsce jest tym bardziej, że zdumiewająca, że ze statystyk wynika, iż Polska ma jeden z najbardziej rynkowych systemów szkolnictwa wyższego w państwach OECD. Udział niezależnych od państwa uczelni prywatnych w rynku sięga w Polsce 34% (w USA to tylko 26%):

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce
Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

To bardzo dobra wiadomość. Wszyscy przecież mówią, że system rynkowy jest bardziej efektywny od rządowego…

Podziel się z innymi:
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • Wrzuć to na Flakera - powiadom swoich Znajomych
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • Dodaj wyczajenie
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • pinger.pl - Nie taki zwykły blog.

Komentarze (16) do "Czy brak pieniędzy to najważniejszy problem szkolnictwa wyższego? Cz I"

  1. Słupek powiedział(a):

    “Udział niezależnych od państwa uczelni prywatnych w rynku sięga w Polsce 34% (w USA to tylko 26%)”
    Rzecz w tym, że w USA to są często szkoły porównywalne wielkością z naszymi uniwersytetami (Harvard, MIT), a w Polsce prywatne uczelnie to kilkuset studentów i 3 kierunki (społeczne) na krzyż. Nie masz może takich danych przeliczonych na liczbę studentów?

  2. lendo powiedział(a):

    Słabość systemu to po pierwsze słabość ( niestety) kadry.A z czego to wynika to pytanie na medal bo oprócz pieniędzy moim zdaniem w dużej mierze ( a tak częstp przemilczanej) z opanowania szkolnictwa przez profesorów WUML i marcowych docentów. Ale to polityka więc wracając do meritum.
    Uczelnie prywatne odpowiadają właśnie na zapotrzebowanie rynku – przecież jest nim wymóg aby sekretarka, pielęgniarka czy handlowiec miał wyższe wykształcenie. A studia humanistyczne są z reguły łatwiejsze od technicznych. Są też “tańsze”

  3. adegie powiedział(a):

    Taki detal, ale ciekawi mnie dlaczego akurat “inżynieria i ochrona środowiska” trafiła do nauka (podejrzewam, że chodzi o ang. “science”) a nie “technika, przemysł, budownictwo”.

  4. karakuli powiedział(a):

    Poruszyłeś istotny problem. Kiedy czytam biadolenia na temat niedoinwestowania polskiej oświaty czy szkół wyższych, to chce mi się śmiać. Problem polega nie na zbyt małej ilości środków, tylko na ich potwornym marnowaniu.
    Ideą reformy (tej 1999 roku, bo teraz mamy kolejną) oświaty, było zwiększenie liczby osób kontynuujących naukę w szkołach średnich i zwiększenia liczby studentów. I udało się … Osiągnięto to w ten sposób, że zasadnicze szkoły zawodowe przemianowano na licea profilowane. Natomiast szkoły policealne przemianowano na szkoły wyższe. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby absolwent takiego “liceum” (jeśli uda mu się przebrnąć przez maturę, co trudne nie jest) mógł kontynuować naukę w “szkole wyższej”.
    Oczywiście niewiele to w rzeczywistości zmieniło (poza tym, że brakuje nam wykwalifikowanych robotników). Natomiast powstała duża grupa lumpeninteligencji, posiadającej tytuły magistra czy licencjata, ale prawdziwy ich poziom jest niższy od absolwenta dawnego liceum.
    I sytuacja ta z roku na rok się pogarsza. Mogę to obserwować na poziomie szkoły podstawowej. W klasie IV analfabetyzm funkcjonalny zaczyna być raczej regułą niż wyjątkiem.
    Moim zdaniem nie stać nas na dłuższe utrzymywanie tej fikcji. Państwo może i powinno finansować tylko te kierunki, które są potrzebne dla rozwoju kraju. Chodzi przede wszystkim o nauki ścisłe i politechniczne. Studia powinny być bezpłatne (i wsparte stypendiami) dla najzdolniejszej młodzieży. Kariera akademicka powinna być zarezerwowana dla ludzi wybitnych (a nie włażących w tyłek profesurze) i bardzo dobrze wynagradzana. Inaczej najlepsze umysły będą szły do finansów i analiz ekonomicznych.

  5. ogif powiedział(a):

    Wyższe wykształcenie jest bezcenne dla rozwoju człowieka itd.
    Natomiast w sensie ekonomicznym sprawa nie jest aż taka oczywista jak się wydaje. Wbrew pozorom tuż po studiach nic (w sensie zawodowym) się nie umie. Zanim magister stanie się jako tako fachowy to ma już 30 lat.
    Jeśli jest naprawdę dobry (a większość nie jest!) to przez następne 30 jego praca przyniesie korzyści uzasadniające tak długą edukację.
    Natomiast wtłaczając w mury uczelni aż 20-30% populacji sięgamy głęboko po tych co są intelektualnie całkiem przeciętni i dla wielu z nich optymalnym (z punktu widzenia całego społeczeństwa) byłoby gdyby od razu po maturze szli do pracy.

  6. Trystero powiedział(a):

    @ ogif

    Pelna zgoda. Traktowanie wysokiego wspolczynnika skolaryzacji jako celu samego w sobie jest pozbawione wiekszego sensu.

    @ karakuli

    Masz bardzo duzo racji. Bezsensowne wymagania pracodawcow sprawiaja, ze czesc ludzi, musi miec dyplom. A skoro musi i jest popyt to jest tez podaz. Akurat mialem okazje rozmawiac kilka razy ze zdolnymi naukowcami, ktorzy dorabiali w Wyzszej Szkole Czegos Tam i wiem, jak to wyglada od strony dydaktycznej, na przyklad od strony prac licencjackich. Oni po prostu w pewnym momencie stwierdzaja, ze dana osoba lepszej nie napisze a dyplom miec musi – tak to funkcjonuje.

    Stad mamy wladze ‘emocjonujace sie’ nowa najwyzsza liczba studentow a to tak naprawde nic nie oznacza.

    @ adegie

    Tez sadze, ze to od ’science’ a dlaczego inzynieria i ochrona srodowiska jest tutaj – tego niestety nie wiem.

    @ lendo

    Slabosc kadry i zarobki – jak najbardziej. Slabosc kadry i specyficzna struktura Akademii – jak najbardziej. Natomiast, wybacz, ale marcowi docenci to chyba jakis mit. Ja przynajmniej nigdy nie slyszalem by ktos z Akademii sie na to skarzyl. Powaznie.

    @ Slupek

    Zajrzyj do raportu. Na pewno sa dane o liczbie kierunkow, ktore potwierdzaja to co napisales o ‘trzech kierunkach na krzyz’.

  7. adremja powiedział(a):

    Bardzo ciekawe komentarze na temat stanu polskiego SW znajdują się w tym wątku http://www.uczelnie2020.pl/zobacz/porownaj-doswiadczenia-z-zagra na stronie stworzonej na potrzeby tego raportu.

  8. Zbyszko powiedział(a):

    Trystero, często narzekasz na blogu, że za mało jest u nas studentów kierunów związanych z “nauką”. Zajrzałem na stronę Eurostatu i znalazłem taki ciekawy wykres “Tertiary graduates in science and technology per 1 000 of population aged 20-29 years” http://epp.eurostat.ec.europa.eu/tgm/graph.do?tab=graph&plugin=1&pcode=tsiir050&language=en&toolbox=sort
    dane co prawda na 2007 rok, ale wypadamy tam naprawdę nieźle.
    NA poziomie Japonii, wyprzedzając znacznie m.in. USA, Niemcy i Norwegię. Ponadto trend zdecydowanie wzrostowy.
    Z pewnością problemem jest poziom tego nauczania, ale liczba studentó i tendencja przedstawia się dobrze.

  9. cabra powiedział(a):

    W pełni się zgadzam ze stwierdzeniem dotyczącym skupienia się na ilości a nie na jakości. Z tego co pamiętam to mamy nawet więcej szkół wyższych niż w Chinach (w liczbach absolutnych).

    Co do słabej jakości nauczania to są na szczęście też chlubne wyjątki i w Polsce można znaleźć uczelnie, które są w stanie człowieka całkiem sporo nauczyć jeżeli tylko ma się odpowiednią do tego motywację (miałem przyjemność do takiej uczęszczać). Nie zmienia to jednak fakty, że przygotowując się kilka lat temu do CFA lvl I nauczyłem się sam w 2 miesiące więcej niż przez 2 lata studiów ;-)

  10. karakuli powiedział(a):

    @kabra
    Studia powinny być mocno zindywidualizowane. Natomiast u nas jest masówka. Ze zgrozą dowiedziałem się, że na kierunku, który kończyłem w latach 80, jest obecnie na roku ok. 200 studentów. W moich czasach było 30.

  11. akuda powiedział(a):

    Warto interpretując te dane pamiętać o jednej istotnej kwestii: dopiero w zeszłym roku zniesiono obowiązek służby wojskowej dla mężczyzn. W tym roku oznaczało to spadek (nie pamiętam skąd te dane) zapisanych na studia mężczyzn o ok. 20%.

    Za tym oczywiście pójdzie obniżka cen podstawowych usług nie wymagających wyższego wykształcenia (wykończenia domów, prace porządkowe itp.), ale nie natychmiast.

    Po prostu warto pamiętać, że +- 1/4 edukujących się w ostatnich latach mężczyzn uciekała od wojska. To pozwala uciąć 1/8 każdego słupka dot. Polski.

    Natomiast co do słabości polskiej edukacji, wydaje mi się, że problemem jest nie tyle jakość kadry, co jej nie-rynkowość: brakuje mechanizmu egzekwowania na wykładowcy odpowiedzialności za wykonaną przez niego pracę – mechanizmu, który pozwoliłby podzielić wykładowców na dobrych i gorszych, i odpowiednio nagradzać ich finansowo.

    Gdyby dobry belfer zarabiał adekwatnie do tego co produkuje (czyli wykształconych absolwentów, którzy będą świetnie zarabiać i płacić dużo podatków), to zapewniam Was, że wiele osób zdecydowałoby się na taką właśnie ścieżkę kariery.

  12. mka powiedział(a):

    Trystero,
    Ty chyba studiujesz w Krakowie … jak byś mial dochody tylko ze styp doktoranckiego to czy miałbyś czas aby – jako wykładowca – zdobywać nową wiedzę, czy szukałbyś jakiejś dodatkowej pracy aby “coś zarobić”?
    - czy zamierzasz zostać na uczelni czy idziesz na rynek “komercyjny” – rozważ to dobrze, bo niestety ale wynagrodzenia akademików (i tych dobrych i tych złych) są paskudnie niskie, wiec to system zmusza ich do “robienia” ilości a nie jakości … a niestety większości studentów (pseudostudentów) to odpowiada …

  13. Trystero powiedział(a):

    @ mka

    Zgadzam sie w zupelnosci. Zobacz dzisiejszy tekst.

  14. szopen powiedział(a):

    @akuda
    A jak przepraszam wyobraża sobie Pan taki mechanizm? Jednego dobrego studenta produkuje nie jeden belfer, ale całe ich stado. TO raz. Niektórzy są tak kiepscy, że i najlepszy belfer ich nie poprawi, to dwa.

  15. igrzycznia powiedział(a):

    Mogę się wypowiedzieć na temat polskiego szkolnictwa humanistycznego: jest chore. Po pierwsze kariery “od magistra do profesora” w tej samej uczelni nie mogą się równać z wysiłkami zdobywania stopni “na obczyznie” /chyba, ze jest to Ružomberok, Grodno, Lwow, Kijow etc./ A jednak, przynajmniej u nas wrecz sekuje sie tych, ktorzy sie wyroznili pozytywniei zdobyli stopien w jakims liczacym sie krajowym instytucie… Podobnie roznie wyglada zarowno dorobek naukowy, jak i kompetencje merytoryczno-dydaktyczne. Niestety, tzw. kultura akademicka w ogole sie nie liczy. Znam pociotkow roznych, ktorzy wrecz gwara mowia i… prowadza zajecia. Na dodatek wymagania, co do projektora itd maja wladze za fanaberie, nie ma kasy, pracownikow technicznych, zaciemnionych i naglosnionych sal. Dostep do srodkow na badania tez jest mizerny i trzeba okradac rodzine… Oczywiscie mozna sie doskonale urzadzic na kilku uczelniach prywatnych, ale po pierwsze trzeba byc w ukladzie, po drugie miec konskie zdrowie, a o prawdziwym rozwoju naukowym oczywiscie trzeba zapomniec. W wakacje goscilem kolege profesora z Niemiec, hmm, do tej pory mam debet

  16. Benek powiedział(a):

    Studenci sa i tacy, ze trzeba za nich prace prawie napisac /u nas sa biedni, wiec nawet nie kupia na wolnym rynku!/ Poza tym sa bierni, nie przygotowuja sie do zajec, ot masa i tyle. Czasami w ogole nie chce sie geby otworzyc, bo i tak nie zrozumieja. A jak wymagasz, wpisza negatywa. Ot los… O zaocznych i tzw. unijnych podyplomowych nie wspomne; szkoda kasy, szkoda wysilku wszystkich!

Dodaj komentarz

Trystero

niezależny blog finansowy

Autor bloga jest inwestorem giełdowym i doktorantem na czołowym polskim uniwersytecie. Publikowane na blogu teksty dotyczą rynku kapitałowego, ekonomii, gospodarki i życia społecznego– w takiej mniej więcej kolejności więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player