Moim zdaniem to interesujący dodatek do ostatniej dyskusji. Wykres cen złota na przestrzeni ostatnich 600 lat w ujęciu realnym, a więc uwzględniający inflację. Na wykresie sprowadzono ceny do wartości dolara z 1998 roku – tak więc by ‘zmodyfikować’ ten wykres tak by ceny wyrażono w dolarach z 2010 roku trzeba uwzględnić inflację w latach 1998 – 2009. Kalkulator na Coin News podaje, że było to 32,7%.
Niestety, nie wiem na podstawie jakich danych sporządzono ten wykres. Próbowałem szukać informacji na ten temat ale w końcu zawsze trafiałem na stronę, na której ktoś chciał mi sprzedać sztabkę złota. Jednym ze sposobów na sporządzanie takich wykresów jest łączenie danych o zawartości złota w bitych w danym okresie monetach i danych o sile nabywczej tych monet, na przykład w oparciu o koszt roboczogodziny. W ten sposób można z pewnym przybliżeniem ustalić wartość złota nawet w czasach Rzymskich. Naturalnie im, bliżej współczesności tym dane będą wiarygodniejsze.
Wykres kończy się w 1998 roku dlatego pozwoliłem sobie poprowadzić linię trendu (przerywana czerwona linia – trudno przeoczyć) by pokazać gdzie ten wykres byłby teraz. Proszę tylko pamiętać, że obecną cenę złota ($1140) przeliczyłem na dolary z 1998 roku ($860).


Ten wykres jest bardzo dobry. Pokazuje intuicyjną prawdę, że w czasie wojny/wielkiego kryzysu najlepiej spisuje się waluta kraju w którym owo nieszczęście nie występuje.
W pobliżach gett złoto miało niewielką wartość…
A tak poza tym to estetycznie i etycznie wolę entuzjastów akcji. Z natury rzeczy życzą dobrze gospodarce i ludziom.
Posiadacze złota kojarzą mi się, nie wiem dlaczego :) z wujkiem Kaczora Donalda, Sknerusem McKwaczem.
http://img220.imageshack.us/img220/4043/scroogemcduckandmoney19vx0.jpg
Co nie oznacza, że koniec, końców nie będą mieli racji posiadając.
Choć czas odkrycia Ameryki też każe zastanawiać się, czy wszystko jest do przewidzenia… A szczególnie mityczna, niemal stała ilość w przyrodzie…
Ale zanim to nastąpi, cieszmy się chwilą i recovery.
Pozdrawiam.
Można powiedzieć, że w perspektywie tylu lat, cena złota jest dość stabilna.
Mam mieszane uczucia co do tego wykresu a dokładnie metodologii jego stworzenia. Na pewno masowy przywóz zrabowanego w Ameryce przez Hiszpanów złota zwiększył jego “obieg” w systemie monetarnym “Starego Świata” przyczyniając się do spadku jednsotkowej siły nabywczej. Ponadto sam wykres ma podstawową wadę a mianowicie odnoszenie się do “ceny” złota w dolarach a nie ceny dolara w złocie. Tak jakby dolar był tu jakimś czynnikiem constans co jest założeniem samym w sobie bzdurnym. Relacja dolara do innych walut światowych czy notowań surowców, akcji czy nieruchomości nie jest i nie była stała. Stąd wyciąganie wniosku (@ Ulica) że w kryzysie najlepiej mieć lokalną walutę a złoto nie ma wartości jest niczym nie podparte. Z getta czy obozu można się było wykupić nawet za reichsmarki, kwestią była kwota. W czasie wojny nie było forexów, nymexów etfów itp stąd wycena relacji marka-złoto-dolar-funt była kwestią “jednorazowej umownej wyceny” dla każdej takiej transakcji.
Cała dyskusja IMO jest jałowa i nie wiadomo co ma udowodnić. Że od iluś tam set lat wszyscy byli frajerami i naiwniakami uznając wartość metalu w relacji do jego rzadkości a nie przemysłowej stosowalności? No to ile warte są diamenty czy dzieła sztuki? Dla mnie są warte ZERO ale skoro jakiś buc chce zapłacić za szkarandy malunek zwariowanego artysty krocie to jego problem. Miliony za malutki kawałek izotopu węgla? Jak ktoś chce tyle dać niech daje. Wszędzie tam miarą wartości jest występowalność.
Tak więc drogie dziatki zamiast obrzucać się inwektywami i wymyślonymi naprędce teoriami zajmijcie się własnymi sprawami. Nie lubisz złota – nie kupuj. Nikt do tego cię siłą nie zmusza. Wolisz muszelki. A proszę bardzo – kup sobie muszelki. Albo znaczki, etykiety z zapałek czy cokolwiek. Spotkamy się za 20 czy 40 lat jak dożyjemy i wtedy zobaczymy ile warte są nasze “hobby”.
Tak na marginesie przez 20 lat zbierałem znaczki. Abonamentowo. Wtopiłem w to kupę kasy. Dziś są praktycznie nic nie warte. Dlaczego. Bo drukowano ich miliony i takich jak ja wówczas w komunie naiwnych dało się na to nabrać. Drugi raz się już nie nabiorę i nie kupuję tego czego nie chciałbym koniecznie mieć a jest dostępne w milionach czy miliardach sztuk (np akcje na giełdzie).
mam inny wykres
http://www.adamduda.pl/wp-content/uploads/2009/03/gold_vs_currencies.png
zresztą z wpisu polemicznego z Tobą :)
http://www.adamduda.pl/2009/03/01/zloto/
#3
Analogia pomiędzy kupowaniem znaczków a akcji giełdowych jest szokująco głupia.
ciekawe zresztą, jak duży był rynek filatelistyczny ze PRL i w jakim stopniu to mrozilo oszczędności polaków na równi z książeczkami mieszkaniowymi i SKO i ksiązeczkami na samochód :) Widać mili pomysły czym jak tłumic inflacje :D
Mam bardzo mieszane uczucia co do tego wykresu bo nie bardzo wiem jak ustalono w nim siłę wartość dolara w XIV wieku i później. ?? To wątpliwość podstawowa choć są i pomniejsze.
Już lepiej chyba było przestawić zmiany siły nabywczej złota w odniesieniu do wartości chleba, wina, ubrania czy też krowy w tym samym czasie.
Mimo tego z zaciekawieniem patrzę na ten rysunek bo zawsze jakieś interesujące wnioski da się wyciągnąć.
@ogif
Masz prawo do własnego zdania ale ja nie uznaję w żadnej dyskusji argumentów typu “to co mówisz jest głupie”. Oczywiście nie chodzi o żadną analogię. Ponieważ byłem bardzo aktywnym filatelistą i chodziłem co tydzień na “giełdę” (a były takowe) widziałem identyczne “bańki” na tych ówczesnych “walorach”. Jedne znaczki mają wycenę 10% nominału inne 1000% nominału (płaciłeś przy nabyciu wg nominału) choć różniły je tylko wielkości nakładu. Na giełdzie można też napalić się na spółkę o wartości nominalnej akcji np 1 zł oferowanej w cenie emisyjnej 10 zł a na rynku “chodzą” po 100 zł, choć tak naprawdę to wciąż oficjalnie mają pokrycia na 1 zł, a uzyskany jako aggio (nadwyżka ceny emisyjnej nad nominalną) szmal po paru latach ulatnia się jak kamfora i kurs spada na owe 1zł. Przykłady wydymania inwestorów wietrzących łatwy zysk i wierzących w wizje snute przez emitentów można by mnożyć.
@adam
Rynek filatelistyczny (jak i numizmatyczny czy filumenistyczny) był ogromny z emitowane znaczki, monety czy etykiety zapałczane (te umarły najwcześniej) służyły oczywiście wyłącznie mrożeniu szmalu będącego w rękach obywateli. Kasę zgarniało państwo poprzez drukarnie i mennice. Z tamtej perspektywy iwestycja była dobra i pewna – istniał rynek, płynność była duża, wyceny wg katalogów, w których w sumie nie wiem kto i na jakiej podstawie arbitralnie ustalał “kursy” poszczególnych walorów a “rynek” je akceptował. Potem przyszła załamka i szlag trafił wartość tak znaczków jak i monet. Dziś za pełny rocznik znaczków polskich niekasowanych możesz kupić co najwyżej flaszkę gorzały. Z monetami jest nie lepiej, bo ich nie nabywało się jak znaczków “wg nominału” tylko za znacznie wyższą cenę, więc spadek wartości jest identyczny.
@gość codzienny,
Sprawa znaczków za PRL to była klasyczna bańka (pamięta ktoś nota bene “Dekalog 10″ Kieślowskiego? Jak po obejrzeniu tego teraz ktoś nie uważa, że to była zwykła bańka, to chyba jest ślepy). Załamka przyszła, bo wszystkie bańki pękają. Tak samo to działa dla znaczków, tak samo dla tulipanów i tak samo dla akcji. Kolejne pokolenia znaczki już przestały rajcować i nie było już komu bańki dmuchać. Irracjonalne? Bańki takie są.
Ale to nie był tak wielki rynek (tylko nie kłóćmy sie, jak wielki jest wielki, w kazdym razie nie ta liga, co książeczki mieszkaniowe czy przedpłaty na samochód, zupełnie nie te rzedy wielkości), żeby PRL na tym jakoś znacząco zarobił albo zamroził jakieś znaczące pieniądze. To się głównie opierało o rynku wtórnym (więc państwo nic z tego nie miało) i klasycznej bańce, która w końcowej fazie sie robi bezmonetarna (teoretycznie cały majątek filatelistów to były krocie, ale większość spoczywała zupełnie zamrożona w klaserach ).
@Adam A nawet, ze odejscie od złotaw rozliczeniach niewiele zmienilo trend. Z drugiej strony strasznie go rozchwiało. Pokazuje tez, ze jest to konsekwencja historyczna. Od pewnego czasu przestalo byc tym czym bylo.
A to oznacza, ze złote insekty nie mają racji jesli postrzegaja złoto i srebro jako jakaś polise na długo. Ale jest świetnym towarem na krótko. Warto w niego inwestowac bo ma dużą dynamikę. (sam sie zastanawialem, ale wyszlo mi, ze certyfikaty sa lepsze)
jeśli patrzeć na złoto jako na surowiec to ma ono na prawdę bardzo duże zastosowanie w przemyśle i technice (styki powierzchnie itp), jest z tej samej grupy metali co miedź i srebro, ale ma lepsze właściwości niż te poprzednie, a dlaczego nie jest stosowane na szeroką skale i co jest jego wadą – jest po prostu bardzo drogie
@ Wszyscy dobrzy ludzie
Potrzebuje do tekstu wyniki funduszy inwestycyjnych za 2008 rok. Dokladnie to potrzebuje sredni wynik akcyjnych polskich i zrownowazonych. Gdyby ktos mial pod reka to bylbym bardzo wdzieczny.
Dla zachety dodam, ze jesli tekst sie uda to i 200 komentarzy pobije :)
Na stronie Analizy Online zawsze mieli takie dane:
http://miniurl.pl/53950
@ Dorota
Dzieki wielkie. Szukalem u nich ale nie znalazlem – moze byly ‘za brama’ subskrypcji.
PS Na stronie jest Akismet, ktorzy przypadkowo blokuje niektore komentarze, zwlaszcza te z linkami. Tak wiec czasem, komentarz nie bedzie widoczny od razu po napisaniu. Nie jest to cenzura tylko antyspam.
Akismet lapie tez czasem zwykle, krotkie komentarze (bez linkow). Nie wiem dlaczego ale jesli rzecz dotyczy kogos zasiedzialego tutaj to na 99,999% nie jest to wynik mojej cenzury tylko dzialan Akismeta.
#8
Czuję się w obowiązku rozwinąć temat.
Psychologia to może być podobna w każdej ludzkiej działalności dotyczącej kupowania i sprzedawania. Nie tylko przy znaczkach i akcjach.
Jednak różnica jest fundamentalna. Akcje to kawałki realnych firm które wypracowują realne zyski. Stąd ostatni akapit wpisu #3 jest niestety czystą durnotą i nic na to nie poradzimy.
#12-14
Na http://www.fundi.pl też jest wszystko na tacy. Gratis.
@filatelistyka
Nie wiedzialem, ze to taka ostra spekulacja byla. Myslalem do dzisiaj, ze to ze rzucilem swoj klaser w kat po wypelnieniu zaledwie pierwszej strony, uratowalo mnie tylko od bycia nudziarze a tu sie okazuje, ze rowniez od wymiernych strat finansowych.
@ogif
Czegoś się uparł z tą “durnotą”. Czy ja cię obrażam kimkolwiek jesteś? To jakaś trauma czy co?
Pierwsze akcje kupiłem wtedy gdy na GPW była tylko “pierwsza piątka”. Miałem chyba wszystkie możliwe spółki gdzieś do 1997. Potem tylko IPO. Uczestniczyłem w dmuchaniu bańki. Po 2000 wycofałem się. Zostawiłem sobie tylko akcje jednej spółki czekając na jej debiut (piękne przebicie choć po latach). Poziomy cen i totalne rozchwianie zmienności w zakresie od ściany do ściany uznałem za moment przełomowy podważający sens długpterminowego trzymania akcji z powodów fundamentalnych. Jak to mawiał mój nieżyjący przyjaciel kobieciarz i karciarz “grać możesz tylko tymi pieniędzmi które możesz pozwolić sobie przegrać”. I ja się tej zasady trzymam.
Wracając do znaczków itp jako lokat kapitału z czasów PRL to konia z rzędem temu kto był prorokiem i już wtedy wiedział że to za ileś tam lat szlag trafi. Nikt tego nie wiedział. Skala była pokaźna. Znaczki (te “nieobiegowe”) szły w nakładach po kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy. W moim małym miasteczku lokalne koło filatelistów liczyło kilkadzisąt osób i wszyscy mieli wykupiony abonament. Dziś znaczki już mało kogo rajcują a zbiory dziadków i rodziców ich potomkowie masowo wystawili do sprzedaży np przez Allegro co przy skali podaży i małym popycie spowodowało spadek cen o 90%.
Akcja owszem reprezentuje ułamek realnego przedsiębiorstwa ale gdy giełda się wali uruchamia się odruch stadny i każdy chcąc ratować własną skórę jeszcze bardziej pogłębia podaż zwalając w dół ceny. I tylko o ten aspekt w moim wpisie chodziło.
Nie ma panaceum na ochronę kapitału ale historycznie ująwszy złoto się w tej roli zawsze sprawdzało. Do porównań warto wziąc np cenę konia 500 i 100 lat temu (dziś już nie) czy np kwintala pszenicy. Przeliczanie na “dulary” jak dla mnie jest bezcelowe.
@ Gość codzienny #18
Brniesz. To co piszesz nie zmienia wartości merytorycznej ostatniego akapitu #3. W dodatku dodajesz następny kwiatek:
“złoto zawsze się sprawdzało w roli ochrony kapitału”.
Chyba jesteś dzisiaj niedysponowany. Zdarza się najlepszym.
Autorze przyznaj się. To prowokacyjne wsadzanie kija w “złote mrowisko” to pod kątem konkursu na blog roku ;-). Nawiasem mówiąc juz zagłosowałem na Ciebie. Drugi rok z rzędu!
@ ogif
Jak zdrowia pragnę o co chłopie chodzi? Jaki znowu kwiatek? Że złotem płaciło się 100 czy 1000 lat temu a dularami dopiero od XIX wieku że o polskich złotówkach nie wspomnę. Rozumiem że jesteś zaciekłym wrogiem szlachetnych metali ergo ich nie posiadasz. Twój wybór. Demokracja jest no nie. A jeśli za suwerena (1/10 oz) można było za króla Ćwieczka w gospodzie spędzić noc nakarmić konia i zjeść suty posiłek to dziś za ekwiwalent tegoż suwerena (jakieś 300 zł) dostaniesz praktycznie to samo. Rozumiem że wychodzisz z założenia iż jeżeli fakty przeczą teorii to biada faktom. O moją dyspozycję nie martw się. Mam swoje lata ale jestem jeszcze w pełni na chodzie. Flachę obalę sobie dziś wieczór w gronie przyjaciół, gdzie w najbardziej żarliwej dyskusji nikt nie nazwie nikogo głupim idiotą. Tobie też tego życzę na weekend.
@ Gość Codzienny #21
1.Nie twierdzę że jesteś głupi, lecz że napisałeś głupoty (co jak wiadomo zdarza się najlepszym).
2.Trochę mnie dziwi że twardo ich bronisz.
3.Nie znam ludzi którzy chcą ochronić kapitał przez kilkaset lat bo w moich stronach żyje się nieco krócej. Może za dużo chlejemy?
4.Natomiast w okresach kilkudziesięcioletnich kruszce nie raz bywały paskudnie stratną lokatą kapitału.
5.Zatem jeśli ktoś pisze to co pisze w ostatnim zdaniu #18 to duby smalone prawi.
@ogif
1. Nadal nie wiem do czego pijesz. I nadal nie wiem jaki masz stosunek do złota. Masz czy tylko chciałbyś mieć.
2. Nie chcę chronić 500 lat wystarczy mi 20-30 jak napisałem ale ty nieuważnie czytasz. jak dożyję to wtedy będę emerytem.
3. Kruszce były paskudną lokatą kapitału. Jeśli masz na myśli ich dolarową rynkową wycenę masz rację, miały też krótki okres gorszy po 1980. Były minęły. Ja traktuję moje fizyczne złoto jako polisę. No może polisolokatę. Zakładam utrzymanie siły nabywczej w interesującej mnie perspektywie 20-30 lat bez zagrożenia inflacją, rewolucją, pisobolszewizmem itp.
4. Akcje kupowałem. Dużo i często. Czasem za 100% kapitału. Byłem młody i napalony, potrzebowałem emocji i szybkiej kasy. Udało mi się. Na dobrą sprawę mógłym dziś zostać już rentierem ale jednak póki nastoletnie dzieci na utrzymaniu jeszcze za wcześnie. Interesują mnie dziś tylko fundamentalne przesłanki kupna akcji a nie trendy AT i inne owcze pędy i odruchy stadne. Z wiekiem maleje zapotrzebowanie na emocje a rośnie na święty spokój (to Duńczyk z Vabank). Kupię chętnie długoterminowo akcje firmy ze stabilnej branży (np energetyka) mało czułej na poziom sprzedaży (to akurat wiem bo w tej branży od lat siedzę). Dam cenę 100 jeśli spółka będzie warta w majątku 100 i da mi stałą stopę dywidendy większą niż obligacja rządowa. Jeśli ktoś kupuje akcje bo inni tak robią i liczy że ktoś od niego jutro drożej odkupi jest dla mnie spekulantem ryzykantem nie inwestorem. Wiem sam taki byłem. Jeśli dziś pan X odkupuje od pana Y jedną akcję o 10% drożej niż wczoraj to wszyscy pozostali posiadacze akcji uważają że automatycznie też stali się o 10% bogatsi nic nie robiąc. To błąd myślowy. To magia liczb. Na mnie to nie działa. Na ciebie widzę że tak. Powodzenia.
@ Gość Codzienny #23
ad.1. Wyraźnie napisałem co nazywam durnotą. Powtórzę: ostatni akapit #3 oraz ostatnie zdanie #18.
ad.2+3. W okresach 20 lub 30 letnich złoto nie chroni kapitału. To każdy widzi na wykresie. Ty chyba też?
Punkt 4. jest niezrozumiały. Opisujesz historię swojego życia, dzietność, stan majątkowy, stosunek do AT, a na koniec stwierdzasz że popełniam błąd myślowy inwestując krótkoterminowo w akcje.
Napisałem gdieś że tak robię? Jaki to wszystko ma związek ze sporem o znaczki i złoto?
He? A w jakiej walucie są te ceny złota przed utworzeniem dolara? W funtach? Nie rozumiem…
pewnie jest to mierzone siłą nabywczą uncji.. dolar przez ponad 100 lat był złotem..
@”Chyba jesteś dzisiaj niedysponowany”
dzisiaj? On przez 20 lat zbieral abonamentowo znaczki!
adegie.
równie dobrze możesz się śmiać z ludzi którzy chodzą na ryby czy czytają książki science-fiction.
Co to w ogóle za poziom komentowania?
@Adam Duda
Śmiać się z ludzi, którzy abonamentowo zbierają haczyki na ryby, układają w albumach wg roczników produkcji, uważają to za inwestycje a później jak inwestycja okaże się nie trafiona uważają, że obligacje czy akcje to to samo co haczyki? Tak samo z ludźmi, którzy zamiast czytać książki science-fiction je kolekcjonują? Hell yeah!
Bo twoje przykłady z chodzeniem na ryby i czytaniem książek mają się nijak do zbierania znaczków. Jaki jest wspólny mianownik? Że wszystko jest nazywane brzydkim słowem “hobby”? Będziesz się tak tłumaczył policji analogii gdy przyjdzie po goście codziennego i zacznie i tobie zadawać niewygodne pytania.
Analogiczna do zbierana znaczków jest numizmatyka. Hmm… Czy numizmatyka też jest głupia? Hell yeah!
ale czy gość codzienny mówił że inwestował w znaczki czy że zbierał?
@Adam Duda:
Gość codzienny napisał tak:
“Tak na marginesie przez 20 lat zbierałem znaczki. Abonamentowo. Wtopiłem w to kupę kasy. Dziś są praktycznie nic nie warte. Dlaczego. Bo drukowano ich miliony i takich jak ja wówczas w komunie naiwnych dało się na to nabrać. Drugi raz się już nie nabiorę i nie kupuję tego czego nie chciałbym koniecznie mieć a jest dostępne w milionach czy miliardach sztuk”.
Wg mnie z tego jasno wynika, że zbierał znaczki, których wcale nie chciał mieć a traktował je jako inwestycje, w której utopił kupę kasy. Dlatego teraz inwestuje w złoto sądząc, że ta historia skończy się inaczej.
@Adam Duda
“ale czy gość codzienny mówił że inwestował w znaczki czy że zbierał?”
Ja zrozumiałem, że inwestował, ale z punktu widzenia mojego LOL’u ze zbieractwa jako takiego, ma to drugorzędne znaczenie.
niech wam będzie… powiem tylko że nieładnie się jest śmiać z czyjejś nauki życiowej… Wasza może okazać się jeszcze śmieszniejsza :D
Ale się uśmiałem czytając weekendowe dopiski nt filatelistyki. Nie dziwię się poziomowi niektórych wpisów z tej prostej przyczyny, iż gdy ja już zaprzestałem zbierania znaczków, spora część emocjonalnie komentujących waliła jeszcze klocki w pieluchy. Ich wiedza na temat realiów PRL pochodzi wyłącznie z internetu, i to tylko z tych stron plujących jadem. Było jak było. Ówczesne zbieractwo było i pasją i “inwestycją”. Tak się wielu wydawało a poziom edukacji finansowej społeczeństwa był taki na jaki pozwalał socjalizm. Ja nad tym przeszedłem do porządku dziennego. Tak dla ciekawości zawistnych powiedzieć mogę, że emisje były kwartalne i na dzisiejszą kasę kosztowało to 50-100 zł. Tak więc rocznie trzeba było w to wtopić jakieś 100-200 zł. Przez 20 lat to dałoby jakieś średnio 3000 zł. Dziś przy wielkim szczęściu można sprzedać te kompletne roczniki za jakieś góra 1500 zł (głównie dzięki “cenie” pojedyńczych znaczków i bloczków np “Jaruzelski z JP II” kosztuje ponad stówę). Strata nominalna to 50% bez uwzględnienia inflacji. I to tyle w temacie. Podobnie ma się rzecz z kolekcjonowanymi monetami polskimi. Są warte tyle co metal w nich zawarty, no chyba że ma się mennicze stany rzadkich roczników. Tych trochę miałem i tu muszę przyznać, że z nawiązką zrekompensowały one straty na znaczkach (co ciekawe były to banalne obiegowe groszówki i złotówki ale za to lustrzanki). Nazwijmy to roboczo przypadkową niezamierzoną dywersyfikacją w perspektywie 40 lat (chyba dostatecznie długa).
Pozdrowienia @Adam, jesteś na poziomie, lubię twój blog, szacun od starego repa).
@ gosc codzienny
Napisales: “Ich wiedza na temat realiów PRL pochodzi wyłącznie z internetu, i to tylko z tych stron plujących jadem.”
Nie znam stron plujacych jadem na PRL. Znam strony w miare uczciwie przedstawiajace sytuacje w PRL i strony zaklamujace historie PRL i przedstawiajace falszywy, pozytywny obraz tego okresu.
@ Adam Duda, 33
Bardzo trafna uwaga, nasze “wtopy” moga się okazać jeszcze bardziej absurdalne. To widać niestety dopiero “po” i to czasem długo “po”.
Uwaga ciężko filozoficzna – wróciłam właśnie z pogrzebu bardzo stareńkiej sąsiadki, którą znałam od dziecka i z tej perspektywy KAŻDA inwestycja (no, prawie każda), to marność nad marnościami :)
@gosc codzienny
“Ja nad tym przeszedłem do porządku dziennego”
Jasne i dlatego wlasnie to stanowi dla ciebie fundament wiedzy na temat inwestowania?
“spora część emocjonalnie komentujących” Moim zdaniem nabijanie sie trudno nazwac “emocjonalnym komentowaniem”. W tych calych internetach mozna przeczytac co to jest projekcja – polecam.
@Adam Duda
@”że nieładnie się jest śmiać”
“Smiech jest cecha diabelska, czyni czlowieka podobnym do malpy”
Adegie, 38
“Imię róży”?
@_dorota
Nie, moje wlasne przemyslenia ;)
@ Dorota #36
Pogrzeb BARDZO STAREJ osoby to właściwie nic strasznego – taka sudba czieławieka.
Ale jeśli już lecisz filozoficznie to polecam następującą myśl: Duże wymagania wobec siebie przeszkadzają być szczęśliwym.
Niewątpliwie prawdziwe, a przecież od dziecka nas uczą żeby być wobec siebie wymagającym.
“Duże wymagania wobec siebie przeszkadzają być szczęśliwym”?? Dodaj “zbyt” na początku zdania, to sie zgodzę. Doskonale wiesz jako trener, że poprzeczka musi być nieco powyżej możliwości, żeby był jakiś postęp.
Poza tym – niektórzy nieszczęśnicy tak są wytresowani przez nadambitnych rodziców, że inaczej nie potrafią ;) Ale to inny temat i baaardzo rozległy…
@ Dorota #42
Waham się czy dopisać “zbyt” (nie jestem przeciw, ale wątpliwości pozostają). Może dlatego że nie spotkała mnie klęska posiadania nadambitnych rodziców.
Sport “na serio” to współczesne gladiatorstwo. Kontuzje, przeciążenia – nic radosnego. Rekreacyjnie to inna sprawa, ale tam nie ma poprzeczek.