Myślę, że co do faktu, że amerykański konsumenci zgromadzili zbyt wiele długu panuje zgoda wśród analityków i komentatorów. Delewarowanie się amerykańskich gospodarstw domowych jest elementem powrotu amerykańskiej gospodarki do stanu równowagi.
Proces delewarowania świetnie pokazuje poniższy wykres, na którym pokazano miesięczną zmianę wartości kredytów konsumenckich w USA. Delewarowanie, które rozpoczęło się w 2008 roku (choć dynamika przyrostu kredytu załamała się rok wcześniej) wydaję się nabierać tempa:
W listopadzie, kredyt konsumencki zmniejszył się o 17,5 mld USD – był to dziesiąty kolejny miesiąc spadku tego wskaźnika, seria nie spotykana w historii. Podobne wnioski można wyciągnąć z obserwacji zmiany rocznej konsumenckiego kredytu rewolwingowego (to przede wszystkim dług na kartach kredytowych):
Jakie skutki mają pokazane wyżej procesy? Po pierwsze, działają deflacyjnie. Zwłaszcza jeśli połączymy je z gigantyczną utratą majątku amerykańskich gospodarstw domowych, które od 2007 roku straciły około 12 bilionów USD majątku (spadek z 65 mln do 53 bln). Po drugie, delewarowanie amerykańskich gospodarstw domowych negatywnie oddziałuje na dynamikę konsumpcji. Wreszcie, delewarowanie się amerykańskiego konsumenta ‘zmusiło’ rząd amerykański do wypełnienia luki, którą amerykańskie gospodarstwa domowe zostawiły w gospodarce, a więc do zwiększenia dźwigni finansowej poprzez zwiększenie deficytu budżetowego. Tym bardziej, że w trzecim sektorze gospodarki, w przedsiębiorstwach, także zupełnie zamarła akcja kredytowa co pokazuje poniższy wykres:
To właśnie postawa amerykańskiego rządu sprawia, że skutki delewarowania się amerykańskich konsumentów nie są tak destrukcyjne dla zagregowanego popytu w USA jak wynikało to z wcześniejszych analiz. Problem polega na tym, że zadłużanie się rządu USA sprawia, że w kwestii globalnej strukturalnej nierównowagi w przepływach kapitałowych nie odnotowano znaczącej poprawy. Bardzo dobrze pokazuje to wykres oszczędności narodowych, a więc sumy oszczędności gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i sektora publicznego:




@trystero,
Warto nadmienić, że pozycja “dług konsumencki” nie zawiera kredytów hipotecznych. A tam też ma miejsce delewaryzacja, głownie poprzez brutalne, ale skuteczne bankrutowanie.
Nie wiem, jaka jest w sumie puenta Twojego wpisu, ale ostatni wykres sugeruje nie tylko, że nie ma poprawy, ale że Amerykanie jako całość dalej brną w długi coraz szybciej. A nie trzeba mówić, że to nie jest trajektoria, którą można się poruszać w nieskończoność.
taaa….
obywatele sie delewarują ale za to ichni rząd ich lewaruje :) hahaha i kto w ostateczności zapłaci?
sami dobrze wiemy…
@ poszi
Z raportu FED:
Home mortgage debt fell at an annual rate of 3½ percent, a significantly steeper decline than in the second quarter, while consumer credit contracted at an annual rate of 3¼ percent.
A puenty sa dwie. Pierwsza: istnieja silne trendy deflacyjne w systemie kredytowym. Druga: o ile stan zadluzenia gospodarstw domowych sie poprawia to stan zadluzenia USA nie wykazuje zadnej poprawy. Silny nacisk klade na globalna nierownowage jako przyczyne kryzysu finansowego wiec traktuje to jako bardzo zla oznake.
Czyli prawdziwe tzn. łączne (rząd+ludziska) delewarowanie nawet się jeszcze nie zaczęło.
W końcu kiedyś będzie musiało się zacząć, a wtedy spadek konsumpcji spowoduje recesję. Na razie się tym nie przejmują bo muszą podtrzymać pacjenta przy życiu do czasu aż strategiczna ilość hipotek wyjdzie z pod wody i przestanie zagrażać upadkiem bankowości. To się na razie udaje, ale potem musi przyjść dłuuugi czas słabej gospodarki, spadającej konsumpcji, słabnącego dolara i prawdopodobnie recesji. Może nawet nie recesji, ale zerowego wzrostu bo słabnący dolar skoryguje eksport netto i zrównoważy padakę w konsumpcji.
@ogif,
Wypisz, wymaluj Japonia się z tego, co piszesz wyłania, a tak się przed moimi wizjami takiego scenariusza w innym wątku wzbraniałeś.
Jeśli chodzi o wyjście “hipotek z wody”, to hipoteki wychodza z wody w zasadzie tylko przez bankructwo i obecne podtrzymywanie przy życiu bankowości, to jest hodowla zombie, tak samo, jak w Japonii. Rząd i Fed mogą jedynie liczyć, że ich prezent w postaci zerowych stóp dla uprzywilejowanych (banki) i sporo wyższych dla reszty śmiertelników, je powoli dokapitalizowywuje.
@ Poszi #5
Czasem się nie zgadzamy bo IMHO radykalizujesz, ale jak widzisz też nie jestem wielkim optymistą.
Będzie lepiej niż w Japonii bo amerykańska gospodarka jest bardziej elastyczna i ma światową walutę czyli częściowo rozegra to kosztem innych.
No i sytuację demograficzną ma lepszą niż w Japonii (to chyba jest kluczowy czynnik).
@poszi
“Wypisz, wymaluj Japonia się z tego, co piszesz wyłania, a tak się przed moimi wizjami takiego scenariusza w innym wątku wzbraniałeś.”
Nie do konca wypisz wymaluj, bo jen sie umacnial, a ogif pisze o slabnacym dolarze.
@wszyscy
Pytanie o czas. Jak myslicie kiedy cos sie zmieni. To chyba jest informacja na wage złota ;-)
@ Dorota #7
Tak, to też ważna różnica na plus. A korzystając z tego że forum nie jest moderowane przez miłośnika marksizmu i alterglobalizmu dodałbym jeszcze amerykański liberalizm. Wprawdzie chadza czasem na manowce, ale suma summarum jest potężnym czynnikiem prowzrostowym.
Wariant Japoński nie będzie ćwiczony z prostego powodu masowe odsyłanie kluczyków do domu działa inflacyjnie w średnim i destabilizująco w krótkim terminie.
To do czego usiłuje nakłonić rząd czyli twarda spłata kredytu do końca po wielkim boomie budowlanym długoterminowo prowadzi do deflacji.
Jeśli rząd wygra to odrodzenie będzie anemiczne i płaskie PKB będzie dreptać ale następna dekada należy do $.
@2jarek,
Zarówno odsyłanie kluczyków, jak i spłacanie kredytów jest deflacyjne. Jedno i drugie dokonuje destrukcji pieniądza. Pierwsze z kapitału banku, drugie z dochodów kredytowej ofiary. To odwrotna strona medalu, na awersie którego jest kreacja kredytu. Jedyna różnica jest taka, że wysyłanie kluczyków szybsze. Rząd jednak teraz robi co innego. Ofiary wysyłają kluczyki, a straty pokrywa Wuj Sam się zadłużając. To pierwsze widać na pierwszym wykresie, a to drugie na ostatnim. I to już netto deflacyjne za bardzo nie jest. I nie wiadomo, kto wygra. Odsyłacze kluczyków, czy Wuj Sam.
@ Poszi #12
IMHO wiadomo kto wygra – Wuj Sam. Nawet już w tej chwili zdecydowanie prowadzi. Problem polega na tym że jest to rodzaj Samosierry tzn. zwycięstwo, ale nie bez strat.
@poszi
Nieprawda w wariancie amerykańskim gdzie nieruchomość przejmuje bank po 2 latach od budowy a nieruchomość sobie stoii mimo zniszczeń nieużywana – pieniądze wstrzyknięte w rynek na jej budowę nie są ściągane , bank też ma się dobrze wszystko gra;)
@2jarek,
Nie ma czegoś takiego jak wstrzyknięte pieniądze. Nie ma znaczenia, czy coś jest używane czy nie. Pieniądze wydane na bilet Lakersów też “krażą” po gospodarce, mimo że po meczu nie ma już śladu (poza wspomnieniem i notatkami po meczu). Czy nieruchomość niszczeje czy nie, nie ma to żadnego znaczenia.
Pieniędze generują się przez kredyt. I jeśli kredyt znika, znikają pieniądze. Nie ma znaczenia, w jaki sposób znika kredyt. Czy przez default, czy przez spłacanie.
@ogif,
To czy to jest zwyciestwo ze stratami czy pyrrusowe zwycięstwo to się dopiero okaże.
@wszyscy,
“Wariant japoński” nie oznacza dokładnej kopii. Chodzi generalnie o podkopanie długoterminowych perspektyw poprzez krótkoterminowe akcje. Nie ulega wątpliwości, że japońskie “mosty donikąd” dawały zamówienia i zatrudnienie. Ale efekt dłuższy niż chwilowy z tego był ujemny.
@ Poszi #15
Odnośnie analogii z Japonią to jest to bardzo kusząca intelektualnie koncepcja, ale moim zdaniem całkowicie chybiona. Nie będzie ani kopii ani nawet znacznego podobieństwa. Argumenty pojawiły się powyżej (u Doroty i u mnie), ale dodałbym jeszcze jeden bardzo ważny.
Japonia w 1990r była ZNACZNIE bardziej przegrzana niż USA w 2007r.
Ludzie patrzą na dwudziestoletni wykres NIKKEI225 i zapominają że na szczycie p/e przekraczało 100 (a SP500 tylko 19), że przez dwie dekady sumaryczna inflacja w okolicach zera, a cały czas płacono dywidendy.
@ogif,
Zarówno w 1990 roku w Japonii, jak i w USA w 2008 roku, giełda to był tylko symptom choroby, a nie jej powód. Powodem choroby było lewarowanie, napełnanie się długiem zamienianym na konsumpcje lub bezproduktywne inwestycje. Powodem kryzysu było zawalenie sie piramidy długu. Pod tym względem USA wyglądają równie źle, jak Japonia i nomen omen równie źle, jak w czasie Wielkiego Kryzysu:
http://3.bp.blogspot.com/_w3H-jMj1X28/ScmP-USGL-I/AAAAAAAAALk/i0w7L6aeB4k/s1600-h/debt-trend-breakdown_2.jpg
http://www.creditflowinvestor.com/index_files/image009.jpg
Różnice są (w Japonii dług miały korporacje, w USA głównym łamiącym się pod jego ciężarem sa gospodarstwa domowe), ale generalna przyczyna ta sama. Pewne rzeczy były w Japonii in minus (demografia), ale pewne były in plus (dobra sytuacja zagranica i zdrowy eksport, teraz dużo innych krajów ma podobne problemy z przelewarowaniem).
Ta piramida długu to zresztą powod, dlaczego to nie jest taki sobie zwykła recesja, jakich wiele. Ja nie wiem, co się stanie, ale w magiczny sposób to nie zniknie. Wstrzykiwanie środków dopingujących do gospodarki i pudrowanie tak, żeby wyglądała lepiej niż w rzeczywistości nie zmienia faktu, że jest to chory organizm i nic nie zrobiono, żeby go uzdrowić.
@ Poszi #17
Punkt dla Ciebie. Przekonujący argument.
Pamiętajmy że jest też druga strona długu – wierzyciele.
Wbrew tytułom prasowym znakomita większość obligacji jest wykupywana przez Amerykanów.
Ale przyjmijmy roboczo że USA pójdą po japońsku.
W gospodarce to oznacza zerową inflację i ślamazarny wzrost gospodarczy przez wiele lat (chyba średnia za ostatnie 20 lat to dla Japonii +1.1% rocznie).
Dla nas to wcale nie jest taki zły scenariusz! Musimy cierpieć gdy Jankesi straszą resetem systemu finansowego lub bardzo głęboką recesją, lecz gdy “tylko” lipnie się rozwijają to dla nas mały kłopot.
W kontekście giełdowych indeksów też byłoby inaczej niż w Japonii. Pierwszy argument to końcowy akapit #16, drugi podam w tej chwili: zyski spółek SP500 w dużej części pochodzą z zagranicy (podobno około 50%).
W dodatku obecnie nasze WIGi są przywiązane do SP500 jak pies do płotu. Ale w następnych latach mogą się rozjechać.
Spójrzmy na koreański KOSPI, specjalnie się nie przejął słabowaniem NIKKEI, a fundamentalnie miał większe powody żeby się go trzymać niż my mamy z SP500.
@poszi #17
Błąd jeśli kredytobiorca odeśle kluczyki a gnijące nieruchomości zapakowane w paczki wyceni rynek doprowadzając do odpisów i nie ma sprawy kredyt uległ destrukcji gotówka wyparowała z rezerw banku.
Teraz jednak zgniłe nieruchomości zapakowane w elegancki papierek spokojnie leżą czekając z odpisem na lepsze czasy wycenione przez bank po “odpowiedniej” cenie a właśnie wygenerowana kredytem realny money nie jest i nigdy zapewne nie będzie ściągany z rynku czy tak nie jest???
A i czy FED nie “zakupił” po odpowiedniej cenie przegniłych po paczkowanych kredytów poprawiając bilanse banków?
Jeśli FED miał na to uczciwie zarobioną gotówkę nie pochodzącą z dodatkowego dodruku to nie ma sprawy obieg zamknięty wszystko gra ale wydaje mi się żeby tak było.
@2jarek,
Masz rację, ale dokładnie o tym piszę w komentarzu #12. To nie jest takie sobie zwykłe “odsyłanie kluczyków”, bo temu jednocześnie towarzyszy zadłużanie rządu.