Co najmniej od 2007 roku inwestorzy na rynkach finansowych straszeni są wizją szalejącej inflacji. Wraz z obniżaniem przez FED stóp procentowych, rozpoczęciem programów pomocowych FED i rządu, które w gruncie rzeczy sprowadzały się do ‘wtłaczania’ w system gospodarczy pieniędzy zwolennicy opcji inflacyjnej otrzymali w swoje ręce silny argument: twierdzą, że tak znacząca ekspansja monetarna musi się zakończyć wysoką inflacją. Tymczasem, półtora roku po rozpoczęciu ekspansji pieniężnej wysokiej inflacji nie ma nawet na horyzoncie, nie wspominają o hiperinflacji (50% miesięcznie), która wydaje się zupełnie nierealna. Jak to możliwe?
Odpowiedź na to pytanie nie jest trudna i opiera się na konstatacji, że sama ekspansja monetarna nie wygeneruje wysokiej inflacji jeśli braknie mechanizmów przenoszących tworzone przez Bank Centralny pieniądze w obieg gospodarczy. Cóż z tego, że podaż pieniądza jeszcze kilka miesięcy temu rosła najszybciej w historii, że FED w kilka miesięcy podwoił wielkość swoje bilansu a rząd operuje na deficycie budżetowym w wysokości 10% PKB jeśli w gospodarce działają silne mechanizmy deflacyjne.
David Rosenberg we wczorajszej analizie pokazał cztery wykresy, które pokazują jakie czynniki sprawiły, że bezprecedensowa ekspansja monetarna nie wykreowała znaczącej inflacji. Popatrzmy na przykład co się dzieje z pieniędzmi wtłaczanymi przez FED i rząd do systemu bankowego:
Amerykańskie banki dosłownie ‘siedzą’ na górze pieniędzy. Nie jest to nieracjonalne zachowanie biorąc pod uwagę, że prowadzenie akcji kredytowej w tym klimacie gospodarczym jest ryzykowne a banki ‘siedzą’ także na miliardach dolarów toksycznych aktywów. By zabezpieczyć kapitał wystarczający do pokrycia ewentualnych strat banki ‘magazynują’ aktywa gotówkowe w swoich bilansach. Co się więc dzieje z akcja kredytową?
Pożyczki i kredyty bankowe dla przedsiębiorstw i klientów indywidualnych spadają w USA w tempie 7% rocznie. Jak komentuje Rosenberg podobne (oraz wyższe) tempo spadku obserwowano w Japonii w latach 90 i w USA w latach 30’.
Antyinflacyjnie działają także dwa kluczowe czynniki w systemie finansowym: mnożnik kreacji pieniądza i szybkość obiegu pieniądza w gospodarce. Mnożnik kreacji pieniądza to stosunek podaży pieniądza wyrażonej, którymś z agregatów zasobów pieniężnych do bazy monetarnej czyli jednostka obrazująca wielkość zmiany zasobu pieniądza wywołanej zmianą bazy monetarnej o jednostkę. Im niższy mnożnik tym mniejszy wpływ na podaż pieniądza w gospodarce ma zwiększanie bazy monetarnej.
Antyinflacyjnie oddziałuje także spadek szybkości obiegu pieniądza w gospodarce. Jeśli przypomnimy sobie ilościowe równanie pieniądza Fishera to zobaczymy, że poziom cen równy jest ilości pieniądza w obiegu pomnożonego przez szybkość obiegu pieniądza w gospodarce i podzielonych przez całkowity wolumen transakcji (M = PV/T). Innymi słowy, tak jak zwiększenie ilości pieniądza w obiegu działa inflacyjnie tak zmniejszenie szybkości jego obiegu działa antyinflacyjnie. A tak to wygląda na wykresie:
Jestem bardzo zadowolony z tego co pisałem na blogu o ryzyku deflacji i inflacji gdyż od jesieni 2008 roku zająłem stanowisko, że inflacja nie stanowi krótko i średnioterminowego ryzyka i nadrzędnym problemem jest groźba deflacji. Analiza powyższych wykresów wskazuje, że w 2010 roku inflacja także nie będzie poważnym problemem. Co więcej, w gospodarce jest przynajmniej kilka potencjalnych sygnałów ostrzegawczych, których obserwacja pozwoli znaleźć moment, w którym pojawią się napięcia inflacyjne.


Problem w tym że gdy nadejdzie czas to inflacja się nie pojawi, lecz wybuchnie. Przynajmniej jest taka opcja, zwłaszcza że w FED raczej przegapią sygnały ostrzegawcze.
Oni już nie takie rzeczy przegapiali.
A na Wall Street dalej w górę. Oni naprawdę uwierzyli że notowania zależą wyłącznie od stóp FED ;-)
Jest pięknie. Na rynku dominują głupki. W tym roku da się zarobić.
odpowiedź na pytanie z tytułu wpisu: “Na giełdzie :-)” a tak serio trzeba by policzyć ile pieniedzy wpompowano w system ile z tego to gotowka w bankach ile nowe kredyty a ile wysłano na giełdy+commodities … może trystero to policzysz?
>>Co więcej, w gospodarce jest przynajmniej kilka potencjalnych sygnałów ostrzegawczych, których obserwacja pozwoli znaleźć moment, w którym pojawią się napięcia inflacyjne.
Jezeli bedziemy mieli inflacje to mysle ze najpierw zobaczymy ja w Chinach. Jakos mnie ci chinscy ‘pig farmers’ co to kupuja i skladuja miedz ‘na spekulacje’ nie dziwia.
@ogif
Byc moze bedziesz jeszcze musial sie do tych wzrostow i glupkow przyzwyczaic ;) Zajmujac pozycje na rynkach kieruje sie miedzy innymi teoria fal Elliotta, ktora w 2009 okazala sie niestety wyjatkowo wredna. Wzrosty na indeksach, ktore rozpoczely sie w marcu 2009, oznaczane przez ‘elliottowcow’ jako fala 2ga, w teorii powinny zakonczyc sie juz co najmniej dwukrotnie. W praktyce wszyscy wiemy jak to wyglada. Zwolennicy Elliotta stosujacy numerowanie Prechtera w chwili obecnej dziela rajd z 2009 roku na 3 podfale oznaczone odpowiednio W, Y oraz Z i jest to maksymalna liczba podzialow, ktora ‘moze’ w tym wypadku wystapic. Jak bedzie.. zobaczymy. Osobiscie mam nadzieje, ze Prechter nie bedzie zmuszony do wydania poprawionej wersji swojej ksiazki ;)
“Co więcej, w gospodarce jest przynajmniej kilka potencjalnych sygnałów ostrzegawczych, których obserwacja pozwoli znaleźć moment, w którym pojawią się napięcia inflacyjne.”
Chyba nie tylko ja liczę, że w następnej notce rozwiniesz ostatni akapit:) Wzrost płac? PPI?
Gdy popyt zacznie się odtwarzać, FED może zabrać wpompowane przez siebie pieniądze, więc z tego punktu widzenia nie ma pewności, że kiedyś inflacja musi wybuchnąć. Przynajmniej ja tak to widzę.
@elprofesore,
Tylko w teorii. Po pierwsze Fed momentalnie bankrutuje, bowiem nakupił mnóstwo długoterminowych papierów (czego wcześniej nigdy nie robił), które są bardzo wrażliwe na stopy procentowe i jeśli te wzrosną (bowiem rzuci je na rynek ściagając gotówkę), to w bilansie będzie wielka ziejąca dziura. Wiem, wiem, Fed nie może zbankrutowac, itede, itepe, ale ten problem jest realny i oni zrobią najpierw wszystko, ale nie to. Po drugie, przez długi jeszcze czas będzie krucha sytuacja na rynku pracy i w przypadku potrzeby podniesienia stóp, pojawi się zaraz milion Krugmanów, że trochę inflacji jeszcze nikomu nie zaszkodziło i że nie wolno zabijać tego kruchego odbicia.
P.S Mimo tego powyżej uważam inflację za ewentualny problem dalszej przyszłości, bowiem zjawiska deflacyjne są jeszcze ciagle zbyt silne. Dzisiaj np. ogłoszono, że kredyt konsumencki spadł w USA najbardziej od czasu, jak są zbierane takie dane.
@poszi:
A co sądzisz o tym ?
Z tą inflacją/deflacją to największy problem polega na tym, że to co się wydarzy zależy od decyzji konkretnych ludzi, a co ci ludzie zrobią, na 100% wiedzieć nie można.
@kujawianin,
Nie miałem czasu przebrnąć sie przez cały ten artykuł, ale to jest z grubsza inaczej opowiedziane to:
http://www.debtdeflation.com/blogs/2009/01/31/therovingcavaliersofcredit/
który to artykuł polecam.
Zgadzam się z istotą artykułu. Pożyczanie w USA jest w tej chwili silnie ograniczone kapitałem bankowym, a nie rezerwami. Biorąc pod uwagę wcześniejszy artykuł Keena oraz obserwacje (zauwazył ktoś, zeby cokolwiek się stało po obniżeniu rezerw obowiązkowych w Polsce?) widać, że rezerwy mają znaczenie marginalne.
Nie pamiętam, gdzie o tym czytałem, ale jest prawdopoodnie ważny powód, dlaczego w krajach rozwiniętych trudno o wysoką inflację w czasach kryzysowych, podczas gdy w krajach targanych niestabilnościami, łatwo o hiperinflację jest taki, że w kraju stabilnym w czasie kryzysu ludzie: a) spłacaja długi; b) oszczędzają, podczas gdy w krajach niestabilnych: “wykupują cukier, bo zdrożeje”. :) To pierwsze hamuje wpływ rządowej kreacji pieniądza, to drugie go wzmacnia. To pierwsze było powodem braku inflacji w Japonii i najpewniej takim samym powodem tego w USA.
To wszystko nie oznacza, że bank centralny nie może wywołać sam z siebie (hiper)inflacji. Oczywiście, że może. Musiałby jednak albo zabrać się za dużo większe drukowanie, takie które przerasta znacznie prywatny kredyt, albo przekonać ludzi, że jest szalony.
Z drugiej strony, Fedowi będzie bardzo trudno, jeśli napięcia deflacyjne znikną, odwrócić to, co zrobił teraz powiększając dwukrotnie swój bilans i to bardzo długoterminowymi papierami. Jeśli pojawi się popyt na kredyt, to Fed będzie całkiem bezradny, żeby go przyhamować. Zatem albo Fed uważa, że klimat deflacyjny będzie trwał jeszcze bardzo długo, albo jest już nieco szalony :)
Dodam jeszcze dwa słowa do mojego wniosku o notkę o sygnałach wyprzedzających pojawienie się inflacji. Chodzi mi o występujące ostatnio “ubańkowienie” inflacji tzn. że wpompowywana przez BC kasa (vide FED po pęknięciu bańki dot.comów) owszem nie powoduje równomiernego podniesienia wszystkich cen, ale wywołuje bańkę(-i) w pewnej klasie aktywów (vide nieruchomości). Mam wrażenie, że wszystkie “dostosowania” w metodologii liczenia CPI powodują że bańki takie są przegapiane, a przecież istotnie wpływają je na wydatki, które ponosić muszą konsumenci i mają naturę inflacji (wzrost cen wywołany większą ilością kasy w systemie).
@ Ugabuga #5
1.Jeśli będzie trzeba to się przyzwyczaję ;-)
2.Prechter to błaznuje ze swoim DJIA=1000.
3.Osobiście lekceważę fale Elliota i wszystkie inne ZNANE elementy AT. Stosuję własne myki. Ale jeśli zarabiasz na tych falkach to niech Cię Elliot prowadzi.
Co do hiperinflacji “weimarskiej”. Wybuchła ona wtedy gdy Alianci zajęli Zagłębie Ruhry, a rząd niemiecki zobowiązał się wypłacać pensje WSZYSTKIM tamtejszym mieszkańcom i uruchomił w tym celu drukarnie (które już wcześniej kręciły się na podwyższonych obrotach).
Porównując do czasów dzisiejszych to tak jakby Chińczycy zajęli Zachodnie Wybrzeże ;-) a Waszyngton zaczął wypłacać pensje: meksykańskim robotnikom rolnym w dolinie Sacramento, pracownikom Boeinga, Microsoftu, Googla i Hollywoodu ;-) Wyobrażacie sobie coś choćby zbliżonego?
“(…)w gospodarce jest przynajmniej kilka potencjalnych sygnałów ostrzegawczych, których obserwacja pozwoli znaleźć moment, w którym pojawią się napięcia inflacyjne.”
Pewnie można śledzić wskaźniki takie jak wykorzystanie mocy produkcyjnych czy zmiany stanu zapasów – wszystko, co może wskazywać na odradzanie się popytu.
Ale najpewniejsze (i najwcześniejsze) sygnały przyjdą po prostu z rynku obligacji – ogromnego i płynnego, więc wiarygodnego. Bondy powiedzą całą prawdę (już półgębkiem mówią). Bo myślę, że sztuczne duszenie rentowności przez FED ma swoje ograniczenia.
@ dorota i adegie
Szczerze mowiac mialem na mysli sygnaly z rynku finansowego – takie wlasnie jak zmiana dynamiki akcji kredytowej czy ruszenie aktywow gotowkowych z bilansow (nie tylko bankow zreszta bo takze korporacje ’siedza’ w tej chwili na pieniadzach). Sygnaly z gospodarki beda troche pozniej ale one tez wyprzedza inflacje (tu mozna patrzec na wykorzystanie mocy produkcyjnych jak sugeruje Dorota czy na sytuacje na rynku pracy jak sugeruje Adegie). W tej chwili wszystkie te wskazniki sa deflacyjne. A przeciez jest jeszcze rynek nieruchomosci z historycznie wysokim odsetkiem pustych domow, spadajacymi czynszami i potencjalem do spadkow cen domow.
Co do obligacji, zauwazcie co sie wczoraj stalo. O ile rynki akcyjne odrobily straty z poczatku sesji to obligacje zakonczyly dzien sporym spadkiem rentownosci.
@ Dorota #14
A jak nie ma ograniczenia?
Ben ma stanowczo zbyt wiele władzy. Ta sytuacja nadaje się do gry na krótko. Zadufany w sobie, przemądrzały profesorek wyprawia dzikie harce na ekonomicznej terra incognita i nikt nie wie jakie będą efekty uboczne. A będą silne!
@ 15
Rynek pracy jest stanowczo “lagging”, trudno wykorzystywać go w prognozach.
“O ile rynki akcyjne odrobily straty z poczatku sesji to obligacje zakonczyly dzien sporym spadkiem rentownosci.” – i to jest standardowa, “prawidłowa” zależność.
Pytanie brzmi, ile w rentowności bondów jest przewidywanej inflacji, a ile działań “niestandardowych” FED-u. Bo upieram się, że to bondy określą kierunek na innych rynkach. Reagują najwcześniej, po prostu.
@ 16
Miałam na myśli ograniczenia w tym sensie, że rynek “nie kupi” kolejnych działań sztucznie zaniżających rentowności.
@adegie
Dlaczego niskie stopy nie powoduja ogolnego wzrostu cen a raczej powoduja banki? Mi sie wydaje ze pownnismy zwrocic uwage na charakterystyke popytu. Zastanowmy sie, co kupilby przecietny Polak/Amerykanin/obywatel innego w miare rozwinietego kraju gdyby dostal pakiet darmowej gotowki. Na pewno nie bedzie to wiecej chleba, miesa, benzyny czy coca coli. Predzej pojdzie w elektronike uzytkowa, lepsze autko, albo – jesli wystarczy – na dom. Ewentualnie – akcje, obligacje czy fundusz na edukacje dzieci. No – przynajmniej ja bym w ten sposob wydal wygrana z loterii.
Elekrtonika uzytkowa czy samochody – na to nie wydasz wiecej niz kilkadziesiat tysiecy dolarow (ile aut mozna miec?). Za to nieruchomosci czy papiery wartosiowe – tu mozesz wlozyc dowolna sume, do tego dochodza walory inwestycyjne – o ile uzywany samochod ciezko sprzedac drozej niz sie go kupilo, to dom – juz nie do konca.
Innymi slowy – w sytuacji kiedy narzedziem nacisku na wytwarzanie inflacji jest kredyt, w pierwszej kolejnosci inflacja dotknie aktywow ktorych kupowanie na kredyt ma sens. Nie bedzie to raczej pietruszka :)
#19
Stąd drogie akcje amerykańskie nadal drożeją. Taki specyficzny substytut inflacji?
@ ogif
Jest taka teoria:
http://blogi.ifin24.pl/trystero/2009/11/03/skad-sie-wzial-babel-na-aktywach-kapitalowych/
Ech …
Był czas, gdy prorokował Pan (hiper)inflację, a potem się z tego tłumaczył … Teraz na odwrót. Historia lubi się powtarzać …
@ gotenks
Kiedy niby prorokowalem hiperinflacje? W tekscie, do ktorego odnosnik zamiescilem? Od poczatku istnienia bloga pisalem o zagrozeniach deflacja, pochwalilem sie tym w ostatnim akapicie tekstu a Ty ‘wyskakujesz’ z jakimis bredniami o tym, ze prorokowalem hiperinflacje.
Zapytam wiec powaznie: jestes trollem?
@Trestero
No i wszystko fajnie, ale w swoich rozważaniach nie bierzesz pod uwagę amerykańskiego długu (ile to teraz 12,5bln + 4-5bln. USD z Fannie and Freddie).
Prognozowany deficyt na 2010r. to 2bln. USD.
Chiny oficjalnie wstrzymują się od kupowania amerykańskich bondów, Europa jest w jeszcze gorszych tarapatach, więc zostaje ordynarna monetaryzacja długu (która już trwa).
Tego systemu nie uda się utrzymać, jedyna droga to rozwodnienie dolara.
Chyba, że masz jakieś inne propozycje dla amerykańskiego rządu na wyjście ze spirali długów.
Zresztą to o czym wspominałeś, czyli planowany gigantyczny wzrost produkcji ropy w Iraku, czy nie podpowiada ci to, że Amerykanie chcą się zwyczajnie uniezależnić od rynkowych cen ropy.
Jak by ktoś miał problem ze zrozumieniem rocznego deficytu w wysokości 2 bln. USD, to jest to:
wartość całego chińskiego eksportu z lat 2008 i 2009 (razem wziętych).
@ Mitia
Zacznijmy od poczatku: w ktorym miejscu Chiny oficjalnie wstrzymaly sie od kupowanie amerykanskich obligacji?
Sprawa druga: co to jest rozwodnienie dolara? Zdefiniuj to pojecie.
Sprawa trzecia: jesli rozwodnienie dolara to masowe drukowanie pieniedzy to napisz jak na to zareaguje kurs dolara.
Jesli chcesz napisac, ze kurs dolara sie zalamie to powiedz mi co sie stanie z azjatyckim i europejskim eksportem i azjatyckimi rezerwami walutowymi jest dojdzie do rozwodnienia dolara. Jak wyobrazasz sobie postawe Europejczykow i Azjatow gdy ich towary stana sie totalnie niekonkurencyjne na rynku swiatowym?