Wyobraźmy sobie taką sytuację: dwa lata temu na szczycie hossy na rynku nieruchomości w Arizonie kupiliśmy luksusowy dom na 500 000 USD. Przez dwa lata udało się spłacić 25 000 USD podstawowej kwoty kredytu. Jesteśmy więc winni bankowi 475 000 USD. Ale przez te dwa lata wartość kupionego przez nas domu spadła o 50% i w tej chwili wart jest tylko 250 000 USD. Mamy więc do spłacenia 475 000 USD zabezpieczone domem, który warty jest w tej chwili 250 000 USD. Co możemy zrobić?
W większości amerykańskich stanów możemy wrzucić klucze od domu do koperty (będzie wydawać metaliczny dźwięk) i wysłać ją bankowi. Oczywiście będziemy musieli się wyprowadzić. Na szczęście, wynajem pustego domów po drugiej stronie ulicy będzie nas kosztować 50% tego co miesięczna rata hipoteczna.
W większości amerykańskich stanów jedynym zabezpieczeniem kredytu hipotecznego jest, zgodnie z prawem, nieruchomość. Oznacza to, że jeśli w przypadku niewypłacalności dłużnika, bank nie otrzyma ze sprzedaży nieruchomości kwoty wystarczającej na spłatę kredytu to jest to problem banku i niewypłacalny dłużnik nie odpowiada pozostałym swoim majątkiem za tę ‘stratę’ banku. Dotyczy to także, tych dłużników, których teoretycznie stać na spłacanie kredytu hipotecznego, a którzy odsyłają klucze bankowi dokonując tak zwanej strategicznej niewypłacalności.
Wróćmy do przykładu z pierwszego akapitu. Trzy czynniki będą powstrzymywać właściciela ‘utopionej’ hipoteki przez strategiczną niewypłacalnością:
-
społeczne koszty niewypłacalności – strach przed opinią sąsiadów, niechęć do przyznania się do błędu, etc
-
koszty związane z utratą wiarygodności kredytowej – to najłatwiejszy do zmierzenia koszt strategicznej niewypłacalności
-
kod moralny – kierowana przez amerykańskie elity propaganda stara się przekonać Amerykanów, że strategiczna niewypłacalność indywidualnych podmiotów jest niemoralna
Ja chciałbym zwrócić uwagę na ostatni punkt ponieważ stanowi on fascynujący problem moralny i ekonomiczny. Trzeba bowiem pamiętać, że fala strategicznych niewypłacalności jest w tej chwili zdecydowanie niższa niż prognozy. Nie oznacza to, że jest mała. Według Wall Street Journal około 1 mln Amerykanów w 2009 zdecyduje się na strategiczną niewypłacalność. To sporo, ale to zaledwie ułamek z kilkudziesięciu milionów hipotek, które znajdują się ‘pod wodą’. Zwiększona fala SN oznaczać będzie realne straty finansowe dla sektora finansowego. Doskonale to tłumaczy dramatyczne starania władz USA, które robią wszystko by Amerykanie spłacali comiesięczne raty hipoteczne.
Moralny spór o strategiczną niewypłacalność najlepiej oddają dwa cytaty. George Brenkert, profesor etyki biznesowej na Georgetown University powiedział WSJ, że kredytobiorcy, którzy są w stanie spłacać kredyt, a którzy nie zostali oszukani przez kredytodawcę co do natury kredytu, mają moralny obowiązek spłacać kredyt. Gdyby Amerykanie nabrali przekonania, że mogą sobie zwyczajnie odejść od zobowiązać byłoby to katastrofą dla gospodarki. Pięknie. A teraz Milton Friedman – w tym przypadku wystarczy tylko przytoczyć tytuł eseju: Społecznym obowiązkiem przedsiębiorcy jest maksymalizacja zysków. Jak imperatyw Friedmana działa w praktyce?
Kilka dni temu Bloomberg doniósł, że Morgan Stanley postanowił zwrócić 5 z 10 budynków biurowych w San Francisco, które w 2007 roku kupił za 2,5 mld USD od Blackstone Group. Rzecznik prasowy Morgan Stanley powiedział, że nie jest to przejęcie nieruchomości ani niewypłacalność. Dodał: zamierzamy oddać im nieruchomości i pozbyć się swoich zobowiązań kredytowych. Z mojego punktu widzenia to co zrobił Morgan Stanley jest przykładem strategicznej niewypłacalności, gigantycznego jingle mail. Co ciekawe, to drugi taki przypadek w ostatnim czasie. Kilka tygodni temu Morgan Stanley ‘oddał’ zakupiony w 2007 roku za 6,5 mld USD kompleks nieruchomości.
Podsumowując, korporacje mają wolną rękę w odstępowaniu od umów i robią to za każdym razem gdy koszt odstąpienia (kary umowne, szkody wizerunkowe, etc) jest niższy niż korzyści z zerwania umowy. Trudno znaleźć lepszy przykład takiej kapitalistycznej moralności niż polscy deweloperzy w latach 2006-2007 zrywający umowy sprzedaży mieszkań zawarte kilka lat wcześniej. Po tym jak ceny mieszkań wzrosły o kilkadziesiąt procent zapłacenie kilku czy kilkunastu procent kary umownej było bardziej opłacalne niż sprzedanie mieszkanie ‘po połowie ceny rynkowej’.
Daniel Gross w The Slate podaje przykłady korporacji i miliarderów, którzy pozwolili na upadek kontrolowanych przez siebie firm choć mieli zasoby finansowe pozwalające je uratować. Po prostu, pozwolenie na ich bankructwo było bardziej opłacalne niż ratowanie ich. Kluczowe pytanie brzmi: dlaczego takie zachowanie ze strony indywidualnych osób ma być niemoralne i stanowić zagrożenie dla gospodarki?


Zdanie “Mamy więc do spłacenia 475 000 USD za dom” jest nieścisłe. To znaczy: dwa ostatnie słowa wprowadzają w błąd co do natury umowy. Niezależnie od tego, czy wartość domu wynosi obecnie 750k, czy 250k, dom jest tylko zabezpieczeniem umowy kredytu na 500k. Nie jest jej przedmiotem. Umów należy dotrzymywać (z punktu widzenia moralnego).
Nieco innym problemem jest moralność w przypadku osób prawnych. Coś takiego po prostu nie istnieje. A biorąc pod uwagę spółki o rozproszonym akcjonariacie, w dodatku należące do innych spółek… no, po prostu dobrze mieć świadomość, że pan prezes Smith nie jest osobą, z którą zawiera się umowę.
(Dlatego też, o ile mi wiadomo, nawet wielkie firmy prowadzone jako jednoosobowa działalność gospodarcza, są uważane za bardziej wiarygodne w stosunkach biznesowych.)
Co do zaś tych umów z deweloperami… cóż, odpowiednie klauzule były zapewne napisane otwartym tekstem. Nawiasem mówiąc, do pewnego stopnia są one zrozumiałe – na wolnym rynku wzrost cen nie opiera się nigdy w 100% na wzroście marży. To chyba jasne, prawda?
Przy okazji chciałbym poruszyć inny aspekt sprawy -
Amerykańskie rozwiązanie jest tak naturalne że aż niewiarygodne z punktu widzenia zniewolonego kredytobiorcy polskiego/europejskiego. Ja jednak uważam że prawo w XXI w nie może tolerować układów niewolniczych – za błędy trzeba oczywiście płacić jednak utrata wiarygodności kredytowej jest “lepsza” karą dla 20-30 latka niż depresja, spadek liczby narodzeń i inne konsekwencje społeczne sytuacji zaciągnięcia kredytu ponad możliwości finansowe. Banki są głównymi (choć nie jedynymi)) winowajcami nakręconej bańki spekulacyjnej na rynkach (głównie nieruchomości i naszym interesie nie jest ( znam kontrargumenty)nadmierna ich ochrona – bulwersuje mnie “ustrój prawny” w którym strona ( umowy) z natury silniejsza ma dodatkowo nadzwyczajnie silne przywileje prawne ( bankowy tytuł egzekucyjny etc.)
A w nawiązaniu do poprzedniego komentarza: “Nieco innym problemem jest moralność w przypadku osób prawnych. Coś takiego po prostu nie istnieje.” Są tacy co powiedzą że ONA ( moralność) w ogóle nie istnieje. Ja przychylam się jedynie do poglądu że niemoralny jest pogląd że (drugie)7 przykazanie brzmi “i będziesz spłacał kredyt bankowi swemu” – mi wystarcz tradycyjne brzmienie.
@ tolep
A wiec przychylasz sie do stanowiska, ze fundamentem systemu kapitalistycznego jest razaca asymetria praw i obowiazkow pomiedzy korporacjam a indywidualnymi osobami na korzysc tych pierwszych oczywiscie? Cos, co nie jest niemoralne dla korporacji, ba, nie jest niemoralne dla miliardera, jest niemoralne dla Johna Q.
@ Tolep
Uwazam, podobnie jak Trys, ze Twoje stanowisko jest asymetryczne wobec podmiotow obecnych na rynku. Jesli Kali (os. prawna) ukrasc krowa, to dobrze, ale jak Kalemu ukrasc, to zle? Nie rozumiem Twojego rozdzialu. Umow trzeba dotrzymywac? Powiedzialbym raczej, ze trzeba ich dotrzymywac do wysokosci mierzalnych i niemierzalnych kar i konsekwencji. Jesli mi jako osobie fizycznej nie prowadzacej dzialalnosci gospodarczej bardziej oplaca sie (po skalkulowaniu wszystkich kosztow) default to wlasnie takie rozwiazanie wybiore. A kazdy esej o moralnosci w biznesie, obojetnie czy dotyczacy osoby fizycznej, czy prawnej, wkladam miedzy bajki. Lub doszukuje sie (jak Trystero), komu ta “moralnosc” jest na reke.
pozdrawiam,
Plissken
@trystero,
Parę uwag
1. Jingle mail to nie jest optymalne rozwiązanie. Najbardziej optymalne, to przestać płacić i spokojnie mieszkać za darmo aż cię nie wyrzucą. W w wielu stanach to trwa długie miesiące. A że banki sa zawalone sprawami, a i często nie chcą zaksięgować straty, bywa że dłużej.
2. Dla tych, którzy uważają, ze to niemoralne, w stanach, w których jedynym zabezpieczeniem kredytu była nieruchomość, były wyższe koszty kredytów. To tak jakby się wykupywało opcję. Nikt nie uważa, że niemoralne jest zrezygnowanie z wykonania opcji. Inną sprawą jest, że banki były tak pewne, że ceny nieruchomości nie spadną, że wyceniały te kredyty tylko minimalnie drożej niż w innych stanach.
3. Strategiczna niewypłacalność jest niemierzalna i ewentualne szacunki to tylko zgrubne szacunki. Każda osoba, która robi strategiczną niewypłacalność ma cel maskować swoją strategię sytuacja życiową. Bardzo trudno odróżnić przestajacych spłacać, mimo że moga, od tych, którzy naprawdę nie mogą.
4. Problem stategicznej niewypłacalności w “starych dobrych czasach” nie istniał. Gdy banki wymagały wkładu własnego (20% stanowiło długimi latami minimum), kredytobiorca nie miał interesu tracić tego wkładu. Przez dawanie kredytów na 100 i więcej procent, banki zachęcały do traktowania kredytu jako opcji bez ryzyka i jednocześnie napompowały ceny nieruchomości tak, że po normalizacji stworzyły miliony kredytobiorców “pod wodą”.
5. Strategiczna niewypłacalność opłaca się jedynie, gdy się jest mocno “pod wodą”. Z tych kilkudziesiąciu milionów Amerykanów, sporo mniej jest na tyle “pod wodą”, że warto tracić swoją historię kredytową (sporo jest ledwie parę procent pod wodą). Obawiam się, że dla tego przykładu spadku o 50%, dużo więcej niż niewielki procent zrobił strategiczną niewypłacalność.
@ poszi
Doskonale uwagi.
Zwlaszcza punkt 4 jest warty uwagi bo pokazuje, ze mozna odpowiednimi rozwiazaniami zachecic uczestnikow zycia gospodarczego do respektowania umow.
Jesli chce zerwac umowe, to ja zrywam, po to zapisane sa klauzule w przypadku niedotrzymania/zerwania umowy. Jesli chce dotrzymac niekorzystnej dla mnie umowy, co do ktorej zapisano korzystniejsze dla mnie warunki zerwania, to tylko moja dobra wola, jesli jej dotrzymuje. Takie jest moje zdanie :)
W żadnym przypadku nie przychylam się do tego, że “fundamentem systemu kapitalistycznego jest rażąca asymetria itd.”
Przeciwnie, uważam, że mała odpowiedzialność osób prawnych w połączeniu z rosnącą realną siłą (także polityczną) tychże jest jednym z głównych problemów do rozwiązania.
Moja ulubiona partia miała chyba zresztą od początku w swoim programie zakaz istnienia holdingów.
Pójdźmy dalej w rozważaniach: wyobrażacie sobie gospodarkę BEZ spółek z o.o. i akcyjnych?
Jingle mail NIE JEST złamaniem (niedotrzymaniem umowy).
Po prostu jest rozwiązaniem umowy.
Umowę złamalibyśmy (w rozumieniu etycznym) gdybyśmy wysłali jingle mail a potem podpalili dom.
Albo: (posziego)
“1. Jingle mail to nie jest optymalne rozwiązanie. Najbardziej optymalne, to przestać płacić i spokojnie mieszkać za darmo aż cię nie wyrzucą. W w wielu stanach to trwa długie miesiące. A że banki sa zawalone sprawami, a i często nie chcą zaksięgować straty, bywa że dłużej.”
@Trystero:
“dlaczego takie zachowanie ze strony indywidualnych osób ma być niemoralne i stanowić zagrożenie dla gospodarki?”
Bo stanowi zagrożenie dla prywatnych firm , szczególnie tych dużych – a jak wiadomo w USA to one trzęsą gospodarką.
@tolep:
“Pójdźmy dalej w rozważaniach: wyobrażacie sobie gospodarkę BEZ spółek z o.o. i akcyjnych?”
Toż to byłby koniec kapitalizmu :)
Ale pójdźmy jeszcze dalej , wyobraźmy sobie gospodarkę BEZ prawa własności ustanawianego przez państwo :)
Rozwiązanie umowy kredytowej to nie kwestia moralności. Bez względu na powody i mozliwości spłaty. Po to są paragrafy umożliwiające złożenia takiego oświadczenia woli.
Konsekwencją rozwiązania umowy kredytowej jest rezygnacja z przedmiotu tej umowy.
Respektowanie umowy to wywiązywanie się z zapisów tejże umowy w czasie jej trwania, a nie trwanie w niej bez względu na okoliczności.
Próba rozpatrywania jungle mail na płaszczyźnie moralności to zwykła manipulacja i tyle.
“Społecznym obowiązkiem przedsiębiorcy jest maksymalizacja zysków” – to jakaś faszystowska maksyma? ;)
@ tolep
Pójdźmy dalej w rozważaniach: wyobrażacie sobie gospodarkę BEZ spółek z o.o. i akcyjnych?
Rzecz w tym, ze trudno sobie wyobrazic taka gospodarke. Zmiany prawne, ktore pozwolily na koncentracje kapitalu i rozproszenie ryzyka a takze ograniczenie go do wysokosci wkladu pozwolily na podejmowanie wielu waznych projektow.
Kto zbuduje samolot bez ograniczonej odpowiedzialnosci? A elektrownie atomowa?
Przy okazji tego kryzysu pewnie niespojnosci logiki (dotyczace rowniez moralnosci) nieslychanie wyszły na jaw.
Niestety jak ktos wyzej napisał chodzi o to by prywatne osoby nie zagrozily interesom prywatnych przedsiębiorstw.
Oczywiscie mozna mowic, ze firma nie moze miec moralnosci, dlatego jej działania mogą byc inne niz osob prywatnych, ktore taka moralnosc posiadają. Ale za firmą stoją ludzie. bardzo konkretni.
Faktem, jest ze zysk za wszelką cenę (dla dobra akcjonariuszy, czyli znów gdzies tam na samym koncu osob prywatnych) wylaczyl etyke i moralnosc, ale to chyba nie jest zaskakujace.
I jeszcze jedno a propos dotrzymywania umów. Jesli umowy mają być do końca życia, bez względu na koszty osób związanych umowami, to rozumiem, że małżeństwa w stanie rozkładu mają trwać, choć obie strony ponoszą straszne koszty. Pracownicy w firmach nie płacących pensji i zus-u również, bo przecież “pracownik nie powienien być niemoralny i opuszczać firmy w kłopocie” a firma zaś “nie płaci bo nie ma możliwości, a nie dlatego, że jest moralna czy niemoralna”. Swoją drogą ten ostatni argument słyszałem często przy poprzedniej recesji. Niemal dokładnie w takim kształcie, choć może wydawać się przerysowany
@ GZ
Podoba mi sie argument o malzenstwie choc nie jestem pewien czy jest to umowa handlowa :)
W kazdym razie, tak dlugo jak prawo pozwala zrywac umowy nie widze nic zlego w zrywaniu umow jesli ponosi sie wszystkie przewidziane prawem konsekwencje tego kroku.
wbrew pozorom ten argument o małzenstwie nie jest taki od czapy. Istnieje spora grupa teraputów, którzy uwazaja, ze warto najpierw ratować związek – czyli umowę. Troche zapominajac o ludziach, którzy za tym związkiem stoją (to duże uproszczenie oczywiscie)
I stąd przyszło mi do głowy to porównanie.
@Liberto
„Toż to byłby koniec kapitalizmu :)”
Ja tak wcale nie uważam, to byłby koniec KORPORACJONIZMU. No chyba, że dla Ciebie te pojęcia są tożsame.
Likwidacja tego typu działalności (na jakimś niewielkim obszarze) była by całkiem ciekawym eksperymentem gospodarczym aczkolwiek sądzę, że sprzecznym z interesami potężnych grup nacisku – w związku z tym nigdy się go nie doczekamy.
„Ale pójdźmy jeszcze dalej , wyobraźmy sobie gospodarkę BEZ prawa własności ustanawianego przez państwo :)”
To jest manipulacja, czysta erystyka, nie etyczna zagrywka poniżej pasa.
@Trystero
„Kto zbuduje samolot bez ograniczonej odpowiedzialnosci? A elektrownie atomowa?”
Sugerujesz, że pierwszy samolot został zbudowany przez spółkę z o.o. ?
Wiesz kto ? Ktoś BOGATY i ODWAŻNY !
A jak jest tylko bogaty ? – to niech zajmie się poezją :)
I żeby była jasność, ja nie uważam iż świat bez spółek z o.o. był by lepszy – ja rozważam taką możliwość w przeciwieństwie do tych co NIEOMYLNIE WIEDZĄ że bez z o.o. świat się zawali.
@wszyscy
Lubię dyskusje o moralności, ale moralność zawsze jest o coś oparta i zawsze mnie dziwi, że dyskusja z reguły pomija ten temat. O co mi biega ? No oczywiście o Boga. Jeżeli założymy, że Boga nie ma i powstaliśmy przez przypadek z małpy to mamy zupełnie inną moralność niż w przypadku posiadania nieśmiertelnej duszy. Bez deklaracji o co się opieramy sam termin „moralność” jest 100% pusty.
@ Trystero
Sens rozumiem ale jednak bądźmy precyzyjni- prawo nie tyle pozwala zrywać umowy ile odstąpić od nich jednostronnie, rozwiązać je za porozumieniem, rozwikłać , anulować, uwolnić się od zobowiązań z tytułu siły wyższej itp, legalnie w ramach przepisów prawa i/lub zapisów umowy.
Zerwanie umowy , zazwyczaj jednostronne, miewa charakter bezprawny i jest zarówno źle widziane jak i penalizowane.
W jednym i drugim przypadku mogą być i/lub są ponoszone przewidziane prawem konsekwencje takiego kroku.
Odstąpienie od umowy kredytu hipotecznego (de facto jej bezprawne zerwanie), w stanach gdzie nie obowiązuje prawo/klauzula regresowa (nonrecourse) jest podstawą dochodzenia roszczeń przez wierzyciela (bank), zwrotu kosztów, utraconych korzyści i może rodzić konsekwencje podatkowe.
W stanach gdzie ona obowiązuje, można wprawdzie legalnie uwolnić się od zobowiązań dłużnych (jingle mail, walkaway) ale można być zobowiązanym do zapłaty podatku od kwoty umorzonego kredytu- rodzaj podatku kapitałowego od wzbogacenia się.
W kategoriach moralnych można negatywnie oceniać jedynie niewypłacalność strategiczną, gdyż jest rodzaj pragmatycznego cwaniactwa. Sprowadza się to do wyboru nie tyle mniejszego zła, ile wyboru rozwiązania korzystniejszego dla siebie.
@Karol:
“No chyba, że dla Ciebie te pojęcia są tożsame.”
Dla mnie korporacjonizm to jedno ze stadiów kapitalizmu.
“To jest manipulacja, czysta erystyka, nie etyczna zagrywka poniżej pasa.”
A niby czemu , to państwo nie ustanawia jedynej właściwej wykładni prawa własności a potem ją chroni ???
@Trystero:
“Kto zbuduje samolot bez ograniczonej odpowiedzialnosci?”
A co ma piernik do wiatraka ??? A to zwykła spółka osobowa nie wystarczy ???
“A elektrownie atomowa?”
A jak taka elektrownia wybuchnie to czemu to państwo/społeczeństwo ma finansować naprawę szkód a nie inwestor który ją zbudował ???
@ liberto
Mialem na mysli fakt, ze potencjalnie negatywne skutki pewnych przedsiewziec gospodarczych (na przyklad elektrowni atomowej) moga byc tak wysokie, ze moga zniechecic prywatne podmioty do angazowania sie w nie. Nawet w najlepszej elektrowni moze zdarzyc sie wypadek a jego koszty moga osiagnac miliardy dolarow. Niewiele osob chcialoby ponosic praktycznie nieograniczone ryzyko przy konwencjonalnych zyskach. Mam nadzieje, ze rozumiesz moja idee. Nie, ze sie zgadzasz ale, ze rozumiesz.
@Trystero
Rozumiem twoje argumenty , ale nie uważasz że ograniczona odpowiedzialność niesie też ze sobą wiele zagrożeń ??? Rozmycie odpowiedzialności może zachęcać akcjonariuszy/zarządy korporacji do nieracjonalnych i szkodliwych działań.
“Mialem na mysli fakt, ze potencjalnie negatywne skutki pewnych przedsiewziec gospodarczych (na przyklad elektrowni atomowej) moga byc tak wysokie, ze moga zniechecic prywatne podmioty do angazowania sie w nie. Nawet w najlepszej elektrowni moze zdarzyc sie wypadek a jego koszty moga osiagnac miliardy dolarow.”
Ale to chyba oznacza że powinniśmy zarzucić takie projekty bo są one zwyczajnie nieopłacalne. Skoro potencjalne koszty przeważają nad potencjalnymi korzyściami.
“Niewiele osob chcialoby ponosic praktycznie nieograniczone ryzyko przy konwencjonalnych zyskach.”
Tyle że urzeczywistnianie takich przedsięwzięć realizowana przy pomocy państwa ( tutaj w formie regulacji prawnych ) nie sprawi że to ryzyko kosztów zniknie , zostanie ono tylko przeniesione na kogoś innego – na społeczeństwo.
Cechą znamienną systemu kapitalistycznego jest dwulicowa moralność i wybiórczy permisywizm, prowadzące do oficjalnego sankcjonowania dwóch standardów wartości i ocen – prawnych, ekonomicznych i normalnych. Jednego dla dużych korporacji a drugiego dla szarych obywateli.
Stare powiedzenie, że to co jest (a raczej było) dobre dla General Motors jest dobre dla Ameryki, które stało się niemal oficjalnym credo amerykańskiego systemu korporacyjnego. Wprawdzie obecnie mówi się raczej, że dla Ameryki dobre jest to co dobre jest dla Goldman Sachs, ale mechanizm zasadniczo pozostał ten sam. Dobra egzemplifikacja tego jest właśnie mentalność Kalego, wspomniana prze jednego z blogerów. Takie nastały czasy, że i u nas mawiają obecnie, znalezione nie kradzione, i ani myślą oddawać i szukać właściciela.
Jeśli jednak prawo oficjalnie dopuszcza możliwość skorzystania ze instytucji jednostronnego skutecznego odstąpienia od umowy w określonych sytuacjach (walkaway, single mails, etc), to musi to mieć jakiś sens ogólny i swoje uzasadnienie.
Przypuszczam, że w przypadku osób indywidualnych, punktem wyjścia mogło być założenie, że osoba taka jest w dużo gorszym położeniu prawnym i faktycznym w stosunku do korporacji i firm będących profesjonalnymi uczestnikami obrotu gospodarczego. Jako takie dysponują one o wiele większymi możliwościami i środkami oraz doświadczeniem dającymi możliwość pełniejszej i lepszej oceny sytuacji rynkowej i odpowiedniej minimalizacji ryzyk. W związku z tym logiczne wydaje się, że powinno ciążyć na nich więcej ryzyk i odpowiedzialności niż na indywidualnym kontrahencie.
Jeśli występuje tu asymetria praw i obowiązków stron umowy to ma ona logiczny charakter sprawiedliwego wyrównania szans stron umowy.
Honorowe plucie krwią i brniecie dalej ze spłatą nadmiernego kredytu hipotecznego może zubożyć na lata daną rodzinę lub wręcz doprowadzić ją do ruiny i rozkładu. Konsekwencje społeczne rodzinne takiego stanu rzeczy będą o wiele większe i bardziej długotrwałe niż niespłacenie tych kilkuset tysięcy dolarów, które winni są bankowi. Bankowi mającemu przecież możliwość wyjścia na swoje poprzez wpisanie ich w straty czy odliczenia od podatku.
Gorzej jest z przypadkami tzw strategicznej niewypłacalności, gdyż nie ma ona charakteru obiektywnego, uzależnionego od realnej i niezawinionej niemożliwości wywiązania się z umowy. Moim zdaniem jest ona moralnie dwuznaczna, szczególnie gdy praktykowana jest przez duże i bogate korporacje, jako źródło dodatkowego zarobku.
Nie przekonuje mnie tłumaczenia, że jest to legalne postępowanie, wręcz uzasadnione z punktu widzenia racjonalności ekonomicznej oraz podjęte w dobrze rozumianym interesie akcjonariuszy firmy.
Dlatego też duże firmy chętnie w przeszłości korzystały z takiej taktycznej możliwości, dodatkowego zarobku, nie przejmując się wcale jakimiś moralnymi czy etycznymi dylematami ani problemami akcjonariuszy firm dotkniętych, bo oni dla nich priorytetem jest przecież dobro własnych akcjonariuszy.
Ba, często jest tak, że gdyby szefostwo firmy nie podjęło takiej decyzji gdyż uważało że umów należy przestrzegać a firma ma realne możliwości ich honorowania, to zarządowi mógłby być wręcz postawiony zarzut działania wbrew interesowi akcjonariuszy, z wszelkimi konsekwencjami z tego wynikającymi.
Zakładam się, że firmy ogłaszając strategic default, mają mniej oporów moralnych niż przeciętny obywatel uciekający się do tego chwytu, dlatego też nawet etycy biznesu często rozgrzeszają ich, że jeśli wolno firmą to wolno i indywiduelom, robić wyłom w ogólnej zasadzie prawnej, głoszącej że umów należy dotrzymywać
@Liberto
„Dla mnie korporacjonizm to jedno ze stadiów kapitalizmu.”
A dla mnie socjalizm to jedno ze stadiów kapitalizmu :)
„A niby czemu , to państwo nie ustanawia jedynej właściwej wykładni prawa własności a potem ją chroni ???”
Znów erystyka w czystej postaci:
http://segritta.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?217246
Po co to robisz ? Możesz napisać np.
A niby czemu, przecież po suszy pada deszcz ???
@Trystero
Jeżeli nie znajdzie się jeden bogaty człowiek gotowy zaryzykować głowę za bezpieczeństwo elektrowni atomowej – to jest to DOWÓD, że nie należy czegoś takiego budować !
@GTC
„Cechą znamienną systemu kapitalistycznego jest dwulicowa moralność i wybiórczy permisywizm, prowadzące do oficjalnego sankcjonowania dwóch standardów wartości i ocen – prawnych, ekonomicznych i normalnych. Jednego dla dużych korporacji a drugiego dla szarych obywateli.”
Zamiast słowa kapitalizm wstaw socjalizm lub korporacjonizm i zgodzę się w 100%.
@wszyscy
W biznesie nie ma czegoś takiego jak opory moralne, to rodzaj wojny. W 90% ci co mówią o moralności w biznesie to manipulanci, ludzie naprawdę dobrzy dochowują niekorzystnych dla siebie umów po cichu „niech nie wie prawica co robi lewica”. Oczywiście 2 strona umowy musi mieć zdolność honorową ażebym miał dochować niekorzystnej dla mnie umowy. A czy spółka z o.o. może mieć coś takiego ?
Dlatego rozpatrywanie moralności względem spółek z o.o. jest tak samo zasadne jak rozpatrywanie moralności względem np. samochodu.
@Karol:
“A dla mnie socjalizm to jedno ze stadiów kapitalizmu :)”
Tu się zgodzę , socjalizm to taki kapitalizm gdzie istnieje jeden monopolista – państwo.
“Znów erystyka w czystej postaci:”
Zatem państwo nie ustanawia prawa własności ??? Odpowiedz wreszcie a nie zarzucasz mi w kółko stosowanie erystyki , bo to nie było nigdzie moim zamiarem.
“Dlatego rozpatrywanie moralności względem spółek z o.o. jest tak samo zasadne jak rozpatrywanie moralności względem np. samochodu.”
nie pamietam już, która firma samochodowa lata temu nie wymieniła jakiejś części, która prowadziła do poważnego zagrożenia życia kierowców, bo biznesowo lepiej było płacić odszkodowania. Ta FIRMA – bez moralności to KONKRETNE osoby podejmujące decyzje. Etyczne, nieetyczne, biznesowe, marketingowe i wszelkie inne. TAk firma nie ma moralności, ale za nią stoją bardzo konkretne osoby
@ Karol
“Zamiast słowa kapitalizm wstaw socjalizm lub korporacjonizm i zgodzę się w 100%.”
Bez oporów i wątpliwości mogę tu wstawić i socjalizm, gdyż jeden system nie lepszy od drugiego- w jednym mamy prymat ideologii nad zdrowym rozsądkiem a w drugim prymat pieniądza nad ludzką przyzwoitością.
Obydwa systemy szczodrze korzystają z zasady – Humanum est meriti- czyli kłamstwo właściwe jest człowiekowi, z tym ze jeden z nich robi to trochę subtelniej. Tak więc wart Pac pałaca a pałac Paca.
“Dlatego rozpatrywanie moralności względem spółek z o.o. jest tak samo zasadne jak rozpatrywanie moralności względem np. samochodu.”
Z tym jest już gorzej – ale wstępnie napoczął to już GZ, w swojej odpowiedzi. Otóż korporacyjna osoba prawna nie ma oczywiście własnej, samoistnej etyki, jako twór abstrakcyjny. Jej morale, etykę i wyznawany system wartości (oficjalny oraz nieoficjalny) tworzą ludzie w niej pracujący, a szczególnie decyzyjne szefostwo, ustalające wewnątrz firmowe reguły gry i rozliczające z ich przestrzegania.
Tworzy to tzw kulturę organizacyjna firmy, w której poczesne miejsce zajmują pożądane przez górę sposoby postrzegania rzeczywistości gospodarczej oraz wzorce zachowań i metod działania. Zgodnie z zasadą jeśliś wkroczył między wrony musisz krakać tak jak one, a jeśli wkroczył miedzy sępy to ci ścierwo wejdzie w zęby.
W praktyce wszystko zależy od ludzi, niezależnie od tego jak szczytne hasła i etyczno-moralne frazesy firma będzie miała wypisane w swojej misji i innych oficjalnych credo.
Trystero i Sid mają rację.Tzn.,jesli SN jest częścią umowy, to skorzystanie z tej możliwości nie jest w żadnym razie złamaniem tejże umowy-nie jest niemoralne(zakladajac dobrowolnosc umowy).Skoro VOLENTI NON FIT INIURIA, to i zasada PACTA SUND SERVANDA nie doznaje uszczerbku.
Wydaje mi się że umowa kredytobiorcy z bankiem nie zawiera klauzul dotyczących moralności żadnej ze stron.
Więc skoro tak i umowa dopuszcza “jingle mail” to decyzja o SN kredytobiorcy, jest zgodna z prawem, a powody tej decyzji mogą być dowolne. U nas w firmie obowiązuje zasada – umowę podpisuje się na złe czasy, polecam amerykańskim bankom :-)
Pan profesor od etyki i jego: “kredytobiorcy którzy są w stanie spłacać kredyt….” jest równie odklejony od rzeczywistości co napis “In God we trust” na amerykańskich pieniądzach.
KJ.
PS. Ja mało komentuję wiec skorzystam z okazji:
ten blog to kawał dobrej roboty!
@ Adam P + @ PK
Adam P napisał – ”Trystero i Sid mają rację. Tzn., jeśli SN jest częścią umowy, to skorzystanie z tej możliwości nie jest w żadnym razie złamaniem tejże umowy- nie jest niemoralne(zakładając dobrowolność umowy).Skoro VOLENTI NON FIT INIURIA, to i zasada PACTA SUND SERVANDA nie doznaje uszczerbku”.
Trudno zgodzić się z poglądem. Po pierwsze zapis o strategicznej niewypłacalności może ale nie musi być częścią umowy kredytu hipotecznego. W stanach gdzie nie obowiązuje zasada regresu (nonrecourse) klauzula taka nie musi wcale być explicite zapisana w umowie, gdyż takie uprawnienie dłużnika hipotecznego wynika wprost z przepisów prawa stanowego, postanowienia którego mają charakter nadrzędny w stosunku do zapisów umowy. Oczywiście można domagać się umieszczenia takiej klauzuli w umowie, ale fakt jej zamieszczenia nie zmienia stanu prawnego, gdyż sam, jako taki, nie tworzy dodatkowych uprawnień dla osób biorących kredyt hipoteczny.
Proszę spojrzeć na problem zgłoszenia strategicznej niewypłacalności, trochę szerzej i głębiej.
Otóż strategiczna niewypłacalność jest praktykowana przez osoby które zasadniczo jest stać jest na spłatę rat hipotecznych, a więc honorowanie istniejącej umowy kredytowej.
Moim zdaniem postępowanie osób, które mają możliwość finansową spłaty zaciągniętego kredytu, a jednak korzystają z nadarzającej się okazji jaką jest furtka –wybieg ma, jeśli nie ewidentnie negatywną to przynajmniej wątpliwą wymowę moralną.
Przytoczona regułą prawna – volenti non fit iniuria – czyli zgoda pokrzywdzonego na wyrządzenie mu krzywdy wyłącza przestępność czynu, zakłada dobrowolność zgody na ewentualne poniesienie uszczerbku. Jednak, przypadku SN, trudno chyba mówić dobrowolności, gdyż kredytodawca jest niejako w sytuacji przymusowej – ”nie chcem ale muszem” – więc nolens volens (chcąc nie chcąc) musi się stosować do obowiązującego prawa stanowego. Tak więc nie występuje tu żadna dobrowolność pozostaje tylko podporządkowanie się obowiązującemu prawu stanowemu, stanowiącej wyjątek od ogólnej zasady prawnej pacta sund servanda.
Na koniec również podeprę swój pogląd, o wątpliwej moralności postępowania dłużników strategicznych, kilkoma sentencjami łacińskimi, z prawa rzymskiego, które odpowiednio oceniają podobne postępowania.
Male nostro iure uti non debemus – nie powinniśmy źle korzystać z (przysługującego nam) prawa.
Non omne quod licet honestum est. – Nie wszystko, co dozwolone jest uczciwe (godziwe).
Nam hoc natura aequum est neminem cum alterius detrimento fieri locupletiorem – Słuszne jest, aby nikt nie wzbogacał się z cudzej straty.
Iuris praecepta sunt haec: honeste vivere, alterum non leadere, suum cuique tribuere. – Oto są nakazy (zasady) prawa: żyć uczciwie, drugiego nie krzywdzić, każdemu oddać to, co mu się należy.
Wprawdzie lepiej być bankrutem moralnym niż finansowym, ale niektórym może być niełatwo z tym żyć.
Witam,
Cytuję:
“Wprawdzie lepiej być bankrutem moralnym niż finansowym, ale niektórym może być niełatwo z tym żyć.”
Decyzja o SN jest dla mnie do oceny wyłącznie pod względem zgodności z prawem (zakładając brak zapisów w umowie definiujących intencję czy wręcz moralność kredytobiorcy).
Choć przemyślałem i przyznaję, że decyzja o SN może być osądzona przez Ciebie jako niemoralna.
Ale jednocześnie uważam, ze relacja między bankiem a kredytobiorcą nie daje bankowi żadnych podstaw do oczekiwania moralności ponieważ zawarcie kredytu na sumę dużo wyższa niż wartość domu było również niemoralne ze strony banku, co dla banku oznaczało od wartości domu zawyżonej o 100% 2 krotnie większy zysk w postaci odsetek. Dom nie był własnością banku i nie bank ustalił jego cenę, ale bank miał wiedzę (a nawet miał obowiązek sprawdzić) czy cena wynika z realiów czy z czystej spekulacji.
pozdr,
@ PK
Również witam.
Na wstępie przytoczę jeszcze raz rzymską paremię prawniczą, będącą punktem wyjścia mojego postrzegania moralnej strony SN – “Nie wszystko, co jest prawem dozwolone jest uczciwe i moralne.”
Pamiętajmy bowiem, iż myk ten wykonywany jest przez osoby akurat zdatne do płacenia. Jeśli natomiast jingla robi osoba,która obiektywnie nie jest w stanie spłacać rat, to ją rozumiem i gotów jestem rozgrzeszyć. Przypadki bowiem chodzą po ludziach.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale mam wrażenie, iż niewłaściwie podchodzisz do problemu pisząc “ponieważ zawarcie kredytu na sumę dużo wyższa niż wartość domu było również niemoralne ze strony banku”.
Przecież suma umowy kredytowej ustalana była w innych czasach, zgodnie z ówczesna wartością rynkową nabywanej nieruchomości. A to, że jej wartość rynkowa spadła w międzyczasie, i wykazuje akurat negative equity, to nie wina ani sprawka banku.
Przecież istnieje jeszcze rozwiązanie polubowne (i bardziej przyzwoite) polegające na tzw short sale nieruchomości. Jeśli dłużnik hipoteczny zgłasza, że nie jest w stanie spłacać kredytu bank/pośrednik nieruchomości, może dokonać sprzedaży danej nieruchomości z niedużą strata dla siebie, oszczędzając również dłużnikowi kosztów towarzyszących.
W ten sposób bank nie zostaje z ręką w nocniku.
Kwestie moralności w transakcjach finansowych to dosyć subtelne zagadnienie i czasem stosunkowo trudne do przedstawienia, jeśli się dogłębnie i szeroko nie przeanalizuje problemu przy rozmaitych uwarunkowaniach.
Pozdrawiam.
Witam,
Cytuję:
“Nie wszystko, co jest prawem dozwolone jest uczciwe i moralne.”
Dla mnie również nie wszystko, ale co do SN mam inne zdanie niż Ty.
Ale raczej chciałem o tym:
“Przecież suma umowy kredytowej ustalana była w innych czasach, zgodnie z ówczesna wartością rynkową nabywanej nieruchomości. A to, że jej wartość rynkowa spadła w międzyczasie, i wykazuje akurat negative equity, to nie wina ani sprawka banku.”
Bank miał prawo i obowiązek posługiwać się czymś więcej niż wartością rynkową w danej chwili. Nie pozyczał na miesiac tylko na wiele lat. Mógł pożyczać nie na całość, ale na 60% ceny nieruchomości. Bank musiał wiedzieć, skąd wziął się dziki wzrost cen w tym okresie. Bank działał z pełną premedytacją, a nawet powiedziałbym że w złej wierze.
Przecież oni musieli wiedzieć, ze to pęknie, wiedzieli jak “wiarygodnym” kredytodawcom pożyczają, wiedzieli jak abstrakcyjnymi metodami zabezpieczają te kredyty.
PK
Witam
Moje uwagi i spostrzeżenia miały charakter ogólny, bardziej co do zasady i moralnej strony zjawiska niż konkretnej sytuacji.
Jeśli natomiast umiejscowimy zagadnienie w ostatnim kontekście sytuacyjnym to zasadniczo zgadzam się, że banki nie mogły nie wiedzieć, że ta bańka prędzej niż później musi pęknąć, bo rynek nieruchomości w USA daleki był nie tylko od normalności ale i od zdrowego rozsądku.
A czy banki działały tu z pełną premedytacją ?. Powiedział by raczej – “business as usual” – bo przecież podobnie postępowały firmy pośrednictwa nieruchomości, kredytujące nabywców.
Bo biz is biz – tu i teraz, od wieków i na wieki wieków.