Muszę przyznać, że z zainteresowaniem oglądam ‘mocne w gębie’ osoby publiczne gdy przychodzi im ponieść konsekwencje ich lekkomyślnych czynów. Pan poseł Niesiołowski, w najgorętszym okresie sporu o zysk Narodowego Banku Polskiego, w lipcu 2009 roku, nazwał Skrzypka ‘karnym funkcjonariuszem PiS i powiedział, że ‘Skrzypek dostał zadanie od Jarosława Kaczyńskiego, dlatego szkodzi rządowi i Ministerstwu Finansów’.
Dlatego zdumiewa mnie fakt, że poseł Niesiołowski i liczna grupa jego partyjnych kolegów wyrażają zdumienie, że Narodowy Bank Polski wytoczył proces Panu posłowi. Sprawa jest banalna. Istotą bankowości centralnej jest niezależność. Insynuowanie, że prezes NBP realizuje zadania wyznaczone mu przez lidera opozycyjnej partii politycznej jest w gruncie rzeczy oświadczeniem, że Narodowy Bank Centralny nie jest niezależny i sterowany jest przez partię opozycyjną. Trudno zaprzeczyć, że nie doszło do naruszenia w tym wypadku dobrego imienia NBP i narażania NBP na utratę zaufania, które w bankowości centralnej odgrywa rolę kluczową.
Wyobraźmy sobie zresztą, że jakiś polityk PiS pozwala sobie stwierdzenie, że prezes PEKAO Pan Krzysztof Bielecki jest ‘karnym funkcjonariuszem PO’ i ‘dostał zadanie od Grzegorza Schetyny, dlatego szkodzi Narodowego Bankowi Polskiemu’? Czy ktoś wyraziłby zdziwienie gdyby bank PEKAO pozwał lekkomyślnego posła PiS w obronie swojego dobrego imienia?
Osoba prawna może podejmować działania w obronie swojego dobrego imienia, czci i wizerunku. Wysunięcie ciężkich oskarżeń przeciwko prezesowi banku, czy to komercyjnego czy to centralnego, zwłaszcza w bezpośrednim powiązaniu z pełnionymi przez prezesa i bank zadaniami może naruszyć dobre imię organizacji i podkopać do niej zaufanie. Wydaje się więc rozsądne, że zarówno osoba bezpośrednio dotknięta pomówieniem jak i organizacja, na którą to pomówienie rzuciło cień podejrzeń ma prawo wystąpić do sądu. Taka jest moja nieprawnicza argumentacja. Z przyjemnością przeczytam opinie profesjonalistów.
Kuriozalne jest też biadolenie posła Niesiołowskiego nad wysokością roszczeń NBP. Przy tej okazji zresztą poseł Niesiołowski naraził się na kolejny proces kłamiąc w stwierdzeniu, że to ‘Skrzypek domaga się od niego 400 tysięcy złotych’. Nie Skrzypek lecz NBP to chyba jasne.
Jestem przeciwnikiem wrzucania ludzi do więzienia w procesach o zniesławienie ale jednocześnie popieram ideę wyznaczania takich kar pieniężnych w procesach o zniesławienie by osoba, która świadomie podjęła działania w celu zniszczenia dobrego imienia powoda poniosła realne konsekwencje swojego czynu i raz na zawsze nauczyła się, że trzeba uważać na to co się mówi. Wymiar sprawiedliwości musi unikać stwarzania wrażenia, że bardziej opłaca cię pomówić kogoś i zapłacić karę gdyż straty poniesione przez pomówionego i zyski pomawiającego będą wyższe niż odszkodowanie. Dlatego z uznaniem przyjąłem odważną decyzję sądu, który przyznał wysokie odszkodowanie za dokonane w najlepszym czasie antenowym pomówienie o zabójstwo.
Oskarżenie banku centralnego, o to że chodzi na pasku lidera opozycyjnej partii to poważna sprawa. Takie oskarżenie powinno spotkać się z adekwatną reakcją NBP a jeśli okaże się fałszywe to pozwany powinien ponieść poważne konsekwencje.
Oto w końcu chodzi w całym wymiarze sprawiedliwości – by ludzie nie popełniali ponownie tych samych przestępstw czy wykroczeń.


http://wiadomosci.onet.pl/2083186,11,nbp_pozywa_niesiolowskiego_to_skandal,item.html
Powyżej link do artykułu na Onecie. Jest w nim jeszcze coś interesującego, rzecznik klubu PO mówi:
“Pozywanie polityka, w szczególności pana Stefana Niesiołowskiego, przez instytucję jest nadużyciem i skandalem.”
No może Niesiołowski uchodzi za męża stanu w tym środowisku, krzyż na drogę – ale rzecznik, może przez nieuwagę, sformułował bardziej ogólną zasadę, jakoby pozywanie polityka przez instytucję było w jakoś szczególnie nikczemne. Aż mnie zakuło w oko.
Sam vicemarszałek natomiast do swojego żalenia się dorzuca:
“PO nie ma zamiaru tak pozostawić tej sprawy – oświadczył wicemarszałek.” – to znowu brzmi groźnie, bo mówi to zastępca marszałka i czołowy polityk partii sprawującej aktualnie władzę. Pytanie – co zrobi partia ?
pozdrawiam
Pan niesiolowski jest takim oszolomem iz:
1. nikt nie bierze na powaznie tego co mowi,
2. osoba ktora bierze to na powaznie powinna sie gleboko nad soba zastanowic,
3. gdyby brano powaznie slowa posla niesiolowskiego i bez przebaczenia kierowano jego slowa do prokuratury to nawet dalecy potomkowie tegoz pana nie wyplaciliby sie.
Dla mnie posel niesiolowski to jest takie swoiste kuriozum, byl czas ze nie moglem na niego patrzec, teraz juz mi jest calkowicie obojetny.
Generalnie ochrona “czci” to termin z KC i dotyczy osób fizycznych, choć ostatnio czytałem że któryś ze sądów uznał, że równie dobrze może chronić osobę prawną. Jest to istotne bo sam kiedyś wygrałem sprawę gdzie pewne typy chciały się do mnie dobrać pod płaszczykiem “osoby prawnej”. Podniosłem w sądzie argument, że jak mają problem to powinni to zrobić indywidualnie jako fizyczni. Poskutkowało. Co do Niesioła nie trawię go od czasu gdy jeszcze był nawiedzonym muchołapem z ZChN. Uważajcie co piszecie o politykach na forach, bo “jest poza tym dobro i zło, prokurator wytłumaczy ci to” jak w piosence Lady Pank (patrz casus prezydenta Szczecina).
To jest doskonały przykład gdzie znajduje się granica wolności słowa. Bank centralny jest instytucją kluczową dla istnienia państwa. Jego upolitycznienie położyło w krótkim czasie gospodarki Argentyny i Węgier. CDS dla obligacji tych krajów jest nadal wysoki, co sugeruje poważne błędy systemowe. Uważam, że oszołomów powinno się pozostawiać na wolności, tak żeby każdy mógł sobie sam wyrobić o nich zdanie, ale kary finansowe za wandalizm i pomówienia w mediach jak najbardziej. Chociaż Skrzypek swoimi wypowiedziami podważa moje zaufanie do NBP, to podłoże polityczne jest na końcu listy zmartwień.
@Jacek25
„To jest doskonały przykład gdzie znajduje się granica wolności słowa.”
Sugerujesz, że ta granica jest stała ? bo ja widzę, że ona ciągle się przemieszcza … w jedną stronę.
@Trystero
„Istotą bankowości centralnej jest niezależność.”
Istotą bankowości centralnej jest system „fiat money”, a z tą niezależnością to myślę że znalazł bym odpowiednią liczbę przykładów obalających to zdanie. Coś takiego jak „niezależność” to z reguły mit.
„Insynuowanie, że prezes NBP realizuje zadania wyznaczone mu przez lidera opozycyjnej partii politycznej jest w gruncie rzeczy oświadczeniem, że Narodowy Bank Centralny nie jest niezależny i sterowany jest przez partię opozycyjną”
I co w tym złego ? Przecież NBP musi być przez kogoś kierowany ! Sam się nie pokieruje :)
„Trudno zaprzeczyć, że nie doszło do naruszenia w tym wypadku dobrego imienia NBP i narażania NBP na utratę zaufania, które w bankowości centralnej odgrywa rolę kluczową.”
Za naruszenie dobrego imienia PZPR też byś karał ? Wiesz, że tą retoryką można by bronić np. PRL. Co innego gdyby poseł zarzucił prezesowi NBP zdradę stanu – o to by było podstawą do wszczęcia procesu.
„Wysunięcie ciężkich oskarżeń …”
Ciężkie oskarżenia to te określone w kodeksie karnym.
Mam pytanie, czy nazwanie Dody „blacharą” powinno być karalne ?
@ Karol
Oj zapetliles sie w tej niecheci do bankowosci centralnej.
Gdyby PZPR istniala i gdyby ktos zarzucil PZPR robienie czegos czego ona nie robi (na przyklad przyjmowanie polecen od Al Kaidy) to naturalnie PZPR mialaby prawo isc do sadu i domagac sie odszkodowania.
Wiem, ze musi to brzmiec potwornie ale w demokratycznym panstwie prawa wszystkie organizacje maja prawo do ochrony swojego dobrego imienia – nawet te, ktorych Ty nie lubisz i co do, ktorych jestes przekonany, ze dobrego imienia nie maja.
Nie uwazam, ze nazwanie Dody ‘blachara’ powinno byc karalne. Publiczne gloszenie, ze Doda realizuje zadania zlecone jej przez ojca Rydzyka juz owszem powinno byc karalne – jesli twierdzenie jest falszywe oczywiscie.
Karalne, nie kara pozbawienia wolnosci oczywiscie lecz koniecznoscia wyplacenia odszkodowania za szkody spowodowane Dodzie tym klamstwem.
Zdajesz sie mylic wolnosc z brakiem odpowiedzialnosci za swoje czyny.
Według mnie sprawa nie jest wcale taka banalna i potencjalnie ciekawa z prawnego i prawniczego punktu widzenia. Ktoś może szarpnąć na tym niezłą kasę.
Oczywiście można by tę wypowiedź senatora Niesiołowskiego zlekceważyć, z uwagi na samą, jakże barwną, osobę posła Platformy, znanego z zazwyczaj nieprzemyślanego i emocjonalnego słowotoku, którego podobno nawet w samej PO nazywają ”chodzącą reklamą środków psychotropowych” a w opozycji Stefkiem Burczymuchą.
Puszczamy ją mimo uszu i przechodzimy do porządku dziennego bo po prostu uważamy, że „Niesioł” , ot tak sobie, chlapnął coś ( a robi to z wdziękiem i dosyć obrazowo), jak to ma w zwyczaju, ot i tyle, i szkoda zachodu by sprawę ciągnąć dalej.
Chodzi mi tu przede wszystkim o pierwszą część jego wypowiedzi, to jest o tego ”karnego funkcjonariusza PiS”, gdyż tu Stefan Niesiołowski – raz może być blisko prawdy a dwa ma swoje niezbywalne prawo do swojej subiektywnej oceny w tym względzie, nawet jeśli jest ona błędna.
Również z części – ”dlatego szkodzi rządowi i Ministerstwu Finansów” da się wybronić tłumacząc, że przecież nie powiedział wprost, iż prezes Skrzypek szkodzi państwu, przecież na rządzie i MF Polska się nie kończy. Bo przecież u nas nie obowiązuje jeszcze zasada- państwo to my.
Nawet gdyby przyjąć, że poseł Niesiołowski miała na myśli, działanie na szkodę interesu państwa ( a on może to potwierdzić), to moim zdaniem, też się może z tego wywinąć, jeśli umiejętnie udowodni, że działał w dobrej wierze. Był bowiem, lub jest nadal, święcie przekonany, że ów zysk NBP (rezerwa rewaluacyjna), podział którego miał na myśli, jest realny i słusznie należy się państwu w potrzebie.
To może być mocny punkt w argumentacji, jako że okazuje się iż poglądy co do postaci i charakteru tego ”zysku” są podzielone, nawet wśród ekonomistów. A poseł N, święcie przecież wierzy w wiedzę, autorytet i słuszność działania profesora ministra Rostowskiego. Jeżeli bowiem wykładowca ekonomii na LSE się tu myli, to tym bardziej ma prawo mylić się polski profesor insektolog, występujący dobrej wierze na rzecz interesu Polski, który ma przecież nadrzędny charakter i tak bardzo leży mu na sercu.
Powód może jednak podkreślić inny aspekt wypowiedzi posła Niesiołowskiego, mianowicie to, iż powiedziano że ”Skrzypek dostał zadanie od Jarosława Kaczyńskiego” co nadaje, zupełnie inny kontekst zdaniu ”dlatego szkodzi rządowi i Ministerstwu Finansów”.
Wtedy powiem mówimy już o zarzucie świadomego i celowego działania na szkodę państwa, a takie pomówienie trzeba już udowodnić, co raczej będzie trudne, jeśli w ogóle możliwe. No chyba że Niesiołowski wie coś takiego, o czym nie wie opinia społeczna i ma na to twarde dowody. Co rykoszetem mógłby dostać i sam prezes Kaczor, bo to on przecież podżegał Sławomira Skrzypka do złego.
Na kazus ten patrzę z zaciekawieniem, rozbawieniem ale i z pewnym zdziwieniem. Uważam bowiem, iż prezes Skrzypek (który absolutnie nie jest z mojej bajki) powinien najpierw pozwać złotoustego Stefana z powództwa cywilnego, jako osoba prywatna, do którego powinno być przypozwanie, a właściwie to odrębny właściwy pozew z NBP. Ale tak jak jest, jest przecież i taniej i wygodniej.
Nie jestem bowiem pewien czy despektu doznał bezpośrednio tylko urząd prezesa NBP , w osobie W. Skrzypka, czy pośrednio również cały Narodowy Bank Polski, jako konstytucyjna instytucja. Można bowiem dowodzić, iż widząc szkodliwą działalność prezesa, kompetentne organy, gremia decyzyjne, komitety NBP powinny oczywiście odpowiednio zareagować i ją zablokować. Jeśli był placet na postępowanie prezesa, to znaczy że inni też mogą być umoczeni.
Może Niesiołowskiego mógłby zaskarżyć również i NBP, jako pomówiona instytucja zaufania publicznego, której dobre imię narażone zostało na szwank. Przecież prezes jest tylko organem wykonawczym naszego banku centralnego. A wielkość zadośćuczynienia powinna być chyba współmierna do skali uszczerbku na honorze NBP.
Jedno wydaje się pewne, senator Stefan Niesiołowski powinien bardziej ważyć słowa w wystąpieniach publicznych, ale jest to chyba niemożliwe, gdyż w jego przypadku zapalczywa
natura bierze zazwyczaj górę nad rozwagą.
Na koniec pochylmy się chwilę nad samym przedmiotem sporu, czyli tą nieszczęsnym hipotetycznym zyskiem NBP. Nie chcę tu brać udziału w dyskusji czy jest to tylko zapis księgowy, uzależniony od wahań kursowych, od którego rządowi wara, czy też żywa gotówa do podziału na określone cele..
Mogę tylko podpowiedzieć w tym względzie pewien argument, świadczący przeciwko naszemu koryfeuszowi świata robaków.
Otóż, Stefan Niesiołowski raczy nie pamiętać, że prezes Skrzypek obejmując w styczniu 2007 roku swój urząd zaczynał prawie od zera. Przypomnijmy mu w tym miejscu czytaczom forum ( i sądowi też), że w latach 2004-2006 zmiany kursu dolara i o euro spowodowały powstanie kosztów z tytułu ujemnych różnic kursowych z wyceny aktualizacyjnej, w wysokości 27,0 mld zł. W rezultacie tzw. rachunek rewaluacyjny uległ na koniec 2006 roku prawie całkowitemu wyczerpaniu.
Natomiast na 2009 r. przewiduje się, że zysk NBP wyniesie aż 12-14 mld zł. Widocznie prezes Skrzypek, pod wpływem konstruktywnej krytyki PO, wziął się do roboty i podciągnął merytorycznie, okazując się wirtuozem rynków finansowych ( i to pozbawiony dwóch wiceprezesów).
Chyba więc raczej nagroda się mu należy albo przynajmniej uścisk dłoni prezesa ( oczywiście prezesa Rady Ministrów mam na myśli).
A może taka poprawa wyniku jest właśnie rezultatem działania zgodnie ze światłymi wytycznymi prezesa Jarosława. Oj coś mi wygląda na to, że senator Niesiołowski chyba jednak trochę przeholował.
Na marginesie chciałbym dodać, że zdumiewa mnie swoista dwulicowość posłów Platformy Obywatelskiej ( i to tych mniej lekkomyślnych ), którzy w 2006 roku tak naśmiewali się z pomysłu Jędrka Mędrka proponującego podział części nadwyżki i okrzyknęli go ekonomicznym dyletantem. Wtedy to właśnie oni najgłośniej krzyczeli o karygodnej próbie zamachu na świętą niezależność naszego banku centralnego.
Wychodzi na to, że to chyba jednak Lepper wiedział lepiej od nich, a przynajmniej tyle co profesor J.Vincent R, tak więc nasz Andriusza nadaje się nie tylko na ministra rolnictwa ale nawet na ministra finansów.
Na szczęście okazało się, że nasi posłowie są jednak reformowalni, zgodnie z francuskim powiedzeniem, że tylko krowa nie zmienia poglądów. A może zadziałało tu inne porzekadło, mówiące że to miejsce siedzenia określa punkt widzenia.
PS
Wprawdzie nie jestem ekspertem, ale jednak odważyłem się wtrącić swoje, co nieco, w tym temacie, pozostawiając oczywiście do swobodnej oceny sądu dostępny w tej sprawie materiał dowodowy.
Nie podoba mi się, że pozywa NBP a nie Skrzypek. Bo to oznacza, że proces toczy się za pieniądze NBP a nie Skrzypka. Mimo że prawnie ma możliwość pozywania to wydaje mi się używaniem urzędu politycznego do prywatno-politycznych gierek. Do tego takie pozywanie się ucina debatę publiczną w Polsce.
Uważam też, że proces jest merytorycznie niezasadny,(ale sąd może niepodzielać mojego zdania).
Chodzi o to, że zakres dóbr osobistych jest kwestią indywidualną i zależną od kontekstu. Publiczna osoba prawna, czyli NBP ma ten zakres bardzo zawężony. Niesiołowski może bronić się tym, że przesadzał dla ukazania zbieżności linii politycznej NBP i PiS. Wreszcie będzie mówił, że wyrażał tą opinią swoje wrażenie i oceniał działania NBP. No chyba, że wykaże, że mówił prawdę jak amen w pacierzu.
Pamiętajmy jednak, że niezbadane są wyroki sądów polskich;)
Sama kwota, jakiej się domaga nie ma znaczenia. Chodzi o to że przeprosiny w telewizji jakich zażąda Skrzypek kosztują gigantyczne pieniądze :)
@ kszysiu
Skrzypek nie skorzystal ze swojego prawa do wytoczenia procesu Niesiolowskiemu.
NBP skorzystal, ze swojego prawa do dbania o dobre imie NBP poniewaz uznal, ze rozpowszechnianie informacji o tym, ze prezes NBP przyjmuje zadania od Jaroslawa Kaczynskiego i dlatego szkodzi rzadowi przynioslo szkode NBP w postaci utraty zaufania do jego dzialan i pogorszenia wizerunku.
Co do reszty: mylisz wolnosc wypowiedzi z brakiem odpowiedzialnosci za slowa. Jesli ktos chce publicznie rozpowszechniac klamstwa szkodzace jakiemus podmiotowi to musi sie liczyc z tym, ze tenze podmiot zmusi go do odwolania tych klamstw i zaplacenia odszkodowania. Proste i logiczne.
@ GTC
Z prawnicza czescia sie zgadzam. Co do zysku NBP – to nie wynik dzialan Skrzypka tylko oslabienia sie zlotego na co Skrzypek nie mial wiekszego wplywu.
Nie zgadzam sie tez, ze zdania ekonomistow sa podzielone – zdecydowana wiekszosc ekonomistow popiera stanowisko NBP. Zobacz moj tekst z lipca:
http://www.trystero.pl/archives/3726
gdzie linkowalem do stanowiska profesora Balcerowicza, ktore wyglosil gdy byl prezesem NBP a Lepper chcial ‘majstrowac’ przy rezerwie rewaluacyjnej.
@ Trystero
Niby to miała być oczywista oczywistość, ale wygląda na to,że jeszcze nie opanowałem sztuki pisania tak, aby inni mogli łatwo czytać między moimi wierszami.
To że zysk NBP – to akurat nie wynik działania Skrzypka, tylko osłabienia się złotego to jasne (ale czy napewno dla wszystkich ?). Ale to czy Skrzypek nie miał na to większego wpływu, to już może być przedmiotem pewnej dyskusji.
Choć zapewne inaczej być nie mogło, w przypadku prezesa banku centralnego, który nie wiedział że jeśli kurs złotego do walut obcych rosnie to złoty się akurat osłabia,albo to było odwrotnie, co nie zmienia przecież faktu jego nieświadomości !!!
Dokonałem tu świadomie pewnego zabiegu socjotechnicznego, który się powiódł jak widać, by udowodnić jak różna może być percepcja odpowiednio spreparowanego tekstu. Jeśli osoba przygotowana się nie kapnęła, to coż może być w przypadku sędziów.
Otóż część zdania zaczynająca się od słów ” w latach 2004-2006 zmiany kursu ….” aż do końca to prawie dosłowny cytat z komunikatu NBP z 10.01.2007 r, który rownież podała prasa.
Moja mała manipulacja polegała na tym, iż celowo opuściłem początkowe słowa tego tekstu brzmiące, nie inaczej niż : “Znaczne wzmocnienie kursu złotego ….”.
Odpowiednie podanie tekstu może spowodować u czytelnika mylne wyobrażenie odnośnie wpływu zmian kursowych na stan konta rachunku rewaluacyjnego, w którym skutki mylą się z przyczynami i niewłaściwie oceniany jest faktyczny wpływ decydenta na wynik końcowy.
Jest prawdopodobne, że sędziom może się wydawać,iż wzrost kursu naszej waluty to rzecz właściwa, zgodnie z potocznym rozumieniem słowa “umocnienie się kursu”. Myliło się to maestro Skrzypkowi, myli się niektórym ekonomistom, może więc łatwo pomylić się i sądowi.
A to, że zdania ekonomistów odnośnie rezerwy rewaluacyjnej to obiektywny fakt, czego chyba najlepszym dowodem są ostatnie zakusy PO na rezerwę. Przecież ekonomiści rządowi na czele z ministerem profesorem ekonomii J.Rostowskim chcą na niej położyć łapę, uważając że ma ona charakter realny i podlega tystrybucji. Ekonomiści opozycyjni i niektórzy “nieżalezni”, jak Balcerowicz,uważają zaś że to tylko nietykalny zapis o charakterze czysto księgowym.
Jest podział zdań między ekonomistami, ano jest, a to kto z nich ma akurat rację to już zupełnie inna sprawa.
A tak na marginesie to wypada dodać, że wszyscy nasi prezesi NBP, z Leszkiem Balcerowiczemna na czele, to nie radzili sobie zbytnio z problemem rezerwy rewaluacyjnej.
Witam.
Cóż. Uważam, że Niesiołowski nie jest bez szans. Od razu powiem, że nie wiem co konkretnie powiedział ale sądząc po treści wpisu, były to słowa adresowane wprost do Skrzypka. Wobec tego poważnie zastanawiałbym się, czy NBP można uznać za pokrzywdzonego słowami Niesiołowskiego. Zresztą moim zdaniem słowa, że ktoś jest “karnym funkcjonariuszem PIS” mieszczą się jednak w dopuszczalnych granicach debaty politycznej i opinii. Ale to tylko moje zdanie. W każdym razie jeżeli kogoś można uznać za pokrzywdzonego to raczej Skrzypka a nie NBP. Moim zdaniem będzie trudne wykazanie, że w wyniku słów Niesiołowskiego wystąpiła krzywda w dobrach osobistych NBP a już wykazanie szkody byłoby prawniczym majstersztykiem. Zatem Niesiołowski nie ma się za bardzo czego obawiać – zadośćuczynienia póki co w Polsce orzekane są dosyć niskie (i chyba dobrze). Inna sprawa to karna odpowiedzialność za pomówienie ale to jest przepis, który już dawno powinien z kodeksu zniknąć. Swoją drogą posłowie uchwalając Lex Lepper – poprawkę uniemożliwiającą kandydowanie do sejmu skazanym – wykazali się niesamowitą perfidią (ale to już inna opowiastka).
@ GTC
mój wpis nr 10 -wymaga poniższych korekt ( bo mnie coś zjadło), a własciwie powinno być tak :
Jest prawdopodobne, że sędziom może się wydawać,iż wzrost kursu naszej waluty to rzecz właściwa, zgodnie z potocznym rozumieniem słowa “umocnienie się” majacym raczej pozytwną konotację i mieszanie pojęcia umacnianie się waluty z nieokreślonym “umacnianiem się kursu”.
Może też być tak, że “osiągnięcia rewaluacyjne” w ostatnim roku, kiedy złoty silnie osłabiał się,zostaną przedstawione jako wzrost kursu naszej waluty, co daje już inną percepcję tego zjawiska i może powodować potencjalnie pozytywną ocenę,u osób niezbyt biegłych w przewrotnym języku ekonomii.
Myliło się to maestro Skrzypkowi, myli się niektórym ekonomistom, może więc łatwo pomylić się i sądowi.
sorry
@ deYot
Generalnie myślę podobnie i chyba większość tak uważa.
Problem w tym, że u “nasz” nigdy nic nie wiadomo, bo co skład orzekający to inny wyrok, nawet w identycznych sprawach.
Są znane przypadki, że nawet Sąd Najwyższy, z niby crem della crem palestry, wydał w takich samych sprawach trzy sprzeczne ze sobą wynika – tak, nie i albo tak albo siak.
A przecięż SN działa w trybie kasacyjnym, jako ostatnia instancja.
Może przydałoby się nam wprowadzenie elementów prawa precedensowego.
Wspomniane przypadki SN, i innych, to sprawy w których fakty i okoliczności miały charakter czysto obiektywny. My natomiast rozważamy bardzo subtelną materię -pomówienia i obrazy, w której odczucia mają czysto subiektywny charakter i w danej sytuacji jedna osoba może czuć się urażona do żywego a po drugiej spłynie to jak po kaczce.
Jednak ja słowa “był karnym funkcjonariuszem partii” odbieram zupełnie inaczej, szczególnie w odniesieniu do prezesa NBP.
Gdyby słowa te odnosiły się do jakiegoś ministra to było by
do przyjęcia, gdyż u nas rządy mają charakter wybitnie partyjny.
Natomist w odniesieniu do prezesa banku centralnego,który jako organ i jako sama instytucja winni być, z założenia, politycznie niezależni,nabierają one innego wydźwięku sytuacyjnego.
Sugerują bowiem niesamodzielność myślenia i działania, posłuszeństwo linii partii i podporządkowanie się jej liderom oraz kierowanie się bardziej interesami partyjnymi niż interesem gospodarki narodowej. A to już są całkiem poważne sprawy i więc warto się zastanowić czy czasem ta zniewaga jednak krwi nie wymaga, i to krwi wroga.
A czy NBP nie został czasem obrażony jako konstytucyjna ,niezaleźna instytucją zaufania publicznego. Niewykluczone, bo wiele zależy od tego jaka będzie argumentacja adwokata oraz pogląd sądu na tę materię.
Zacytuję tu za Wikipedią – “Prezes NBP w swej działalności jest apolityczny, czyli nie może należeć do żadnej partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności politycznej nie dającej się pogodzić z godnością jego urzędu.”
Wydaje mi się jednak, że pozycja prezesa NBP (urzędu a nie człowieka)jako właściwie instytucji, uzasadnia pozew przez NBP. Prezes reprezentuje przecież NBP na zewnątrz oraz reprezentuje interesy Rzeczypospolitej Polskiej w międzynarodowych instytucjach bankowych i finansowych i ponosi odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu.
@GTC
Ano wiadomo jak pracują polskie sądy. Nie podoba mi się natomiast podział na osoby “partyjne” i inne osoby publiczne. Według mnie taki podział jest nieuprawniony. Zarówno Skrzypek jak i Niesiołowski są osobami publicznymi, sprawującymi władzę i z tego tytułu są narażeni na krytykę. W tym też zakresie powinni wykazywać wyższą niż inne osoby odporność (ma to uzasadnienie w linii orzeczniczej Trybunału Praw Człowieka, z którą się całkowicie zgadzam). To, że w jakiejś ustawie stoi, że dany urzędnik jest formalnie niezależny nie powinno uchybiać prawu do krytyki. Niesiołowski swoimi słowami zakwestionował niezależność i kompetencje Skrzypka, co czego miał według mnie prawo. Chciałbym zwrócić uwagę na prawo do swobodne wypowiedzi i debaty publicznej, które ma chyba pierwszeństwo. Bardzo ale to bardzo nie podoba mi się, że politycy (i urzędnicy też) coraz częściej sięgają po arsenał środków prawnokarnych celem walki z niewygodnymi dla siebie opiniami. Chodzi oczywiście o słynne przestępstwo pomówienia. Według mnie konstrukcję fatalną pod względem prawnym. Jeśli ktoś czuje się dotknięty to są od tego sądy cywilne. Takie sprawy powinny tam lądować.
@ deYot
Masz swoje racje bo nasi politykierzy są nadwrażliwi na krytykę oraz kłótliwi.
Problem tylko w tym,że jakby jakiś PiS-iak lub SLD-siak skrytykował ministra Rostowskiego, to by było normalne. Taka krytyka to bowiem “święte prawo” oraz wręcz “obowiązek” opozycji politycznej. A rząd robił by swoje, mowiąc psy szczekają a karawana jedzie dalej,a wszystko działoby się w naszym własnym sosie.
Natomiast otwarte sugerowanie podległości i oraz zależności, teoretycznie apolitycznego, prezesa banku centralnego, który akurat bronił raczej słusznej sprawy, może mieć reperkusje w skali międzynarodowej i może źle służyć sprawie polskiej.
Każdy oficjel może być poddany publicznej krytyce,ale najpierw przedstawia się twarde lub choćby wiarygodne dowody i stawią pytanie, a nie od razu paple bez namysłu jak Niesiołowski.