Rozwinięte rynki akcyjne żyły przez ostatnie dni aferą funduszu hedge Galleon Groups (GG), którego pracownicy oraz założyciel, miliarder manager Raj Rajaratnam, zostali oskarżeni przez SEC o wielokrotny insider trading czyli wykorzystywanie poufnych informacji przy zawieraniu transakcji na rynku akcyjnym. Managerowie GG poufne informacje zdobywali dzięki sieci informatorów, ulokowanych między innymi w IBM, Intel i McKinsey.
Do historii przejdzie nagrane przez służby specjalne wyznanie jednego z nich: You put me in jail if you talk…I’m dead if this leaks. I really am…and my career is over. I’ll be like Martha Fucking Stewart…
Afera Galleon Groups zwróciła uwagę na problem handlu z wykorzystaniem informacji poufnych – także dlatego, że GG był bardzo zyskownym funduszem hedge. Dziś już wiadomo skąd się wzięły tak dobre wyniki.
Dyskusja o insider trading wkroczyła na głębokie wody za sprawą artykułu w Wall Street Journal, który napisał Donald J. Boudreaux, dyrektor Wydziału Ekonomii na George Mason University. W tym miejscu koniecznie trzeba zaznaczyć, że Boudreaux wyraźnie sympatyzuje ze Szkołą Austriacką i jest gorącym zwolennikiem libertarianizmu. Przesłanie tekstu Boudreaux jest proste: prawo zakazujące insider trading nigdy nie będzie w pełni egzekwowane a sam proceder jest pożyteczny dla rynków i inwestorów i z tych powodów powinien być zalegalizowany.
Naprawdę mam ochotę podsumować intelektualne ‘wygibasy’ Boudreaux jednym zdaniem ale artykuł w WSJ na pierwszy rzut oka wydaje się koherentny i logiczny – przez co zasługuje na dłuższe omówienie. Jestem przekonany, że Boudreaux przekonał wielu czytelników WSJ do swojego pomysłu. Poza tym nie jest on jedynym liberalnym ekonomistą, który popiera legalizację insider trading. Podwaliny pod ten pogląd położył Henry Manne.
Polemikę z artykułem w WSJ chciałbym rozpocząć od podkreślenia, że autor nie tylko uważa, iż rynek bez zakazu insider trading jest bardziej wolny niż rynek z rządowymi regulacjami w tej kwestii. Boudreaux wyraźnie argumentuje, że taki rynek będzie także bardziej efektywny. O ile pierwsze stwierdzenie jest prawdziwe, to drugie jest już jedynie myśleniem życzeniowym nie opartym na twardych fundamentach.
Głównym punktem argumentacji Boudreaux jest stwierdzenie, że zalegalizowany insider trading będzie pełnił funkcję cenotwórczą. Insiderzy reagując na nowe wydarzenia w firmie będą dawać sygnał rynkowi i pomagać mu efektywnie wycenić wartość firmy. Boudreaux podaje przykład firmy, której nieuczciwy zarząd zataja informacje o prawdziwej sytuacji firmy stojącej na krawędzi bankructwa przez to pozbawieni wartościowych informacji inwestorzy kupują akcje tej firmy i obejmują emisje jej długu. Wskutek tego działania inwestorzy nie tylko tracą pieniądze, dochodzi także do błędnej alokacji kapitału na czym traci cała gospodarka.
Widać wyraźnie, że Boudreaux sugeruje, że gdyby nieuczciwi managerowie mogli w tym samym czasie, w którym ukrywali prawdę o tragicznej sytuacji firmy, wyprzedawać na rynku akcje tej spółki to inni inwestorzy mogliby skorzystać z tego impulsu cenowego. Pozwolę sobie zadać bardzo proste pytanie: czy ten sam efekt cenotwórczy nie miałby obowiązek natychmiastowego powiadamiania rynku o każdym wydarzeniu, które może wpłynąć na sytuację firmy? Boudreaux naprawdę wierzy, że rynek jest bardziej efektywny gdy zarząd w panice wyprzedaje akcje spółki gorzej poinformowanym inwestorom niż gdy zarząd informuje inwestorów o powodach, dla których marzy o możliwości legalnego wyrzucenia akcji w rynek.
Opinia autora, że gdyby insider trading był zalegalizowany to afera Enron i podobne zdarzenia nie miałaby miejsca utwierdza mnie w przekonaniu, że Boudreaux wychodzi z założenia, że kadra managerska jest tak zepsuta moralnie, że jedynym sposobem na ‘zmuszenie’ jej do uczciwego informowania o sytuacji w firmie jest umożliwienie jej osiągania bezpośrednich korzyści finansowych w tego działania. W wolnościowym żargonie nazywa się to zapewnieniem rynkowych motywacji.
Warto więc zauważyć trzy fakty. Po pierwsze insiderzy nie mają zakazu handlu akcjami. Zakaz insider trading dotyczy handlu z wykorzystaniem konkretnych informacji poufnych. Członkowie zarządu widząc dobre wyniki spółki mogą kupować jej akcje – tak więc rynek nie jest pozbawiony impulsów cenotwórczych od insiderów.
Po drugie, Boudreaux zakłada, że zarząd, który nie jest wystarczająco uczciwy by wypełniać obowiązki informacyjne będzie wykorzystywał informacje poufne w ‘uczciwy’ sposób. Nie będzie na przykład ‘pompować’ cen akcji by wyrzucić swoje akcje ‘na górce’ tuż przed złożeniem wniosku o upadłość.
Po trzecie, zalegalizowanie insider trading, w gruncie rzeczy oznacza zalegalizowanie spółdzielni. W końcu dokładna informacja o tym w jakich cenach i kiedy grupa inwestorów będzie kupować lub sprzedawać akcje danej spółki staje się informacja poufną, którą można legalnie przekazywać i wykorzystywać.
W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że afera Galleon Groups nie polegała na tym, że insiderzy handlowali akcjami swojej spółki. W tym przypadku insiderzy przekazywali poufne informacje nie na rynek lecz do konkretnych inwestorów na rynku i dopiero działania funduszu hedge stanowiły impuls cenowy zwiększający efektywność rynku, na którym skupia się autor. Proste pytanie: czy przekazanie informacji wszystkim inwestorom a nie Grubym Rybom nie stworzyłoby jeszcze bardziej efektywnego impulsu cenowego?


Bardzo ciekawe, ale…
Czy nie lepiej obserwować wykresy i inwestować w siłę relatywną i trend? Widzę że spółka jest w trendzie spadkowym, zachowuje się gorzej od innych spółek z danego sektora, to nie inwestuje w nią tylko w spółkę na akcje której widzę że jest popyt i która wyraźnie dysponuje siłą.
Niby proste, a jednak… :)
pozdrawiam
nie za bardzo rozumiem dlaczego nalezy “koniecznie zaznaczyc” ze koles sympatyzuje z Austriakami. jego opinia swiadczy o jego stanie intelektu i austriakow bym do tego nie mieszal
@ unnormal
Nie napisalem tego by dolozyc Austriakom. Chodzi o to, ze tego typu poglady (zalegalizowac insider trading, zalegalizowac schematy ponziego i systemy argentynskie, etc) wynikaja bezposrednio z wolnosciowej/wolnorynkowej ideologii.
Tak jak przekonanie Rothbarda o tym, ze niechciany plód jest pasozytem.
Wielu zwolennikow wolnorynkowych teorii, ktorych aktywnosc na blogu bardzo mi schlebia, niedostrzega wszystkich logicznych konsekwencji tych szkol myslenia politycznego i ekonomicznego.
Ciekawe czy Pan Boudreaux grywa np. w pokerka i jak zapatrywałby się, aby jeden z graczy przez decyzją ile kart wymienić, mógł wcześniej zajrzeć w talię, aby następnie dać innym graczom właściwy impuls podczas dalszej licytacji…
W sumie to aż dziw bierze, że ludzie takie głupoty wypisują. Pytanie tylko, czy oni w to wierzą, czy głoszą coś kontrowersyjnego, aby się przebić do mediów pośród setek innych publicystów ekonomicznych.
@trystero
gdyby podejsc do tego w ten sposob to kazdego zwolennika interwencji na rynku powinnismy nazywa komunista, centralnym planista czy jak tam jeszcze.bo taka jest jak to nazwales “logiczna konsekwencja”. tymczasem wziecie najbardziej skrajnych przykladow z danych szkol ekonomicznych to nic wiecej jak ich demonizowanie. tym bardziej ze jestem pewien ze zdajesz sobie sprawe ze szkola austriacka to nie znaczy w 100% “robcie co wam sie podoba” choc sa i takie przypadki.
i wybacz ale wtracenie opinii Rothbarda nt. plodu to jednak demagogia:) i teraz nie wiem czy rozmawiamy o szkolach ekonomicznych czy o kwestiach ogolnie swiatopogladowych.
P.S. podobne zdanie nt. plodu ma aktualnie spora czesc osob zupelnie niezwiazanych ze szkola austriacka czy ekonomia w ogole. i co z tego wynika? zdaje sie ze nic :)
Ależ Ci austriacy panu zaleźli za skórę :D
Wybiera pan skrajne przypadki, albo tworzy jakąś kukłę i w nią bije.
Tak to niestety wygląda.
Chciałem napisac komentarz ale wyszedł mi wpis okołotematyczny (w którym zresztą nie udało mi się i tak poruszyc wielu kwestii) – jakby co zapraszam tu: http://qatrykoweboje.salon24.pl/134278,asymetria-informacji-czyli-czemu-trystero-oszukuje albo tu: http://qatryk.pl/asymetria-informacji-czyli-czemu-trystero-oszukuje/
pozdr
@ qatryk
Twoj komentarz czeka na moderacje (nie mam uprawnien by go zatwierdzic – chodzi o linki). Postaram sie odniesc to Twojego tekstu, dzis bedzie tez druga czesc mojego tekstu.
Jesli moglbym tylko zasugerowac zmiane tytulu Twojego tekstu, ktory laczy w Google ‘trystero’ i ‘oszusta’ co nie jest ani mile ani uzasadnione…
insider trading – jest był i będzie, a jestem przekonany że największymi jego beneficjentami są tajne służby (tak samo jak handlu narkotykami).
Tak więc nigdy nie zostanie zalegalizowany, a najlepsze informacje o tym co się dzieje w firmie mają informatycy i „panie od xero”, a zakaz rozpowszechniania poufnych informacji jest skierowany głównie przeciwko nim. To zaradny magazynier najlepiej wie jak wygląda aktualna sprzedaż i wie to pierwszy ! Panie „wklepujące” zamówienia w system też wiedzą co nieco itp. Utajnianie informacji jest najlepszym sposobem na generowanie zysków !
@ Karol
Insider trading nie ma zadnego zwiazku z utajnianiem informacji. Wrecz przeciwnie rozwoj prawa zakazujacego insider trading biegnie rownolegle z rozwojem katalogu obowiazkow informacyjnych spolek publicznych.
BTW: magazynier widzac, ze sprzedaz idzie dobrze moze sobie kupic akcje spolki i nie bedzie to insider trading.
hmmm. coś mi tu nie pokazały się poprzednie komenty – zgodnie z prośbą zmieniłem tytuły – w sumie najlepiej pewnie będzie jak usuniesz zarówno ten mój koment jaki i tamten poprzedni z linkami (ewentualnie zmienisz je na własciwe).
pozdr
@ qatryk
To nie ja moderuje komentarze tutaj. Pewnie zostanie zatwierdzony dopiero jutro.
Link do Twojego tekstu jest tutaj:
http://qatrykoweboje.salon24.pl/134278,asymetria-informacji-czyli-czemu-trystero-jest-uprzywilejowany
Chcialem skomentowac pod Twoim tekstem ale salon24 nie pozwala mi sie zalogowac wiec pozwole sobie napisac kilka uwag w nastepnym komentarzu tutaj.
@ qatryk
Insider trading jest specyficzna forma asymetrii informacji – nielegalna forma.
Powszechnie uwaza sie, ze symetria informacji sprzyja efektywnosci rynku. Roznice w pogladach polegaja na tym, ze na przyklad Hayek uwazal, ze rynek z asymetria informacji sobie poradzi (na przyklad wskutek asymetrii informacji pomiedzy inwestorami a emitentami powstanie rynek agencji ratingowych, ktory te asymetrie zmniejszy, usmiech). Neoklasycy, glownie za sprawa trio Akerlof, Spence, Stiglitz uznaja, ze wskutek asymetrii rynek bedzie sie degenerowal.
Dobrze, ze dostrzegasz roznice pomiedzy efektywnym rynkiem (doskonale konkurencyjnym) a rynkiem wolnym to jest pozbawionym regulacji. Ja wychodze z zalozenia, ze regulacje, ktore czynia rynek bardziej konkurencyjnym zwiekszaja efektywnosc rynku. Regulacje likwidujace asymetrie informacji (zakaz insider tradingu ale takze nakaz podawania skladu produktow zywnosciowych) zwiekszaja konkurencje na rynku.
Wbrew pozorom ani urzedy kontrolne ani sady nie maja wielkich problemow z okresleniem tego co jest a co nie jest insider trading. A juz na pewno sa to mniejsze problemy niz na przyklad w przypadku prawa wlasnosci intelektualnej i ustalenia tego czy doszlo naruszenia tego prawa.
W kazdym razie siedzenie przed brama fabryki i liczenie ciezarowek jest dostepne dla kazdego i na podstawie tak zdobytych danych mozna handlowac. Jesli CEO w godzine po podpisaniu mega-kontraktu dzwoni do brata a on kupuje akcje spolki jak szalony to mamy 100% insider trading.
Jeszcze uwaga do Twojego, pozwole sobie powiedziec, magicznego scenariusza bez spolek akcyjnych. Bez spolek akcyjnych nie bedzie rynku publicznego a wiec nie bedzie insider trading.
“Jeszcze uwaga do Twojego, pozwole sobie powiedziec, magicznego scenariusza bez spolek akcyjnych. Bez spolek akcyjnych nie bedzie rynku publicznego a wiec nie bedzie insider trading.”
Od tego pozwole sobie zacząć. Jezeli się ścisle trzymac ideolo – libertarianizm w tej kwesti jest bardzo…hmmm… konserwatywny i nieprzejednany. Jeżeli chodzi o sam libertarianizm to (oki możemy sobie dyskutować czy to słusznie czy nie, czy ma to racje bytu czy tez nie) on zakłada w dużej mierze ze takie formy spółek są formami chorymi, nie mającymi nic wspólnego z taka forma własności jaka postuluje libertarianizm. I wszystko to o czym mozemy sobie gadać na temat realiów to zawsze będzie osobiste zdanie kazdego libertarianina – jeden weźmie sobie bardziej do serca wolnośc, inny własnośc i wychodza takie kwiatki jakie opisujesz – zwyczajnie czasami libertarianie bywają w takich kwestiach strasznie niespójni i wręcz sami ze soba sie spierają.
Wracajac jednak do realności i mojego punktu widzenia (w tym momencie nie wypowiadam się jako liberatarianin ale jako ja – qatryk), piszesz:
“a wychodze z zalozenia, ze regulacje, ktore czynia rynek bardziej konkurencyjnym zwiekszaja efektywnosc rynku. Regulacje likwidujace asymetrie informacji (zakaz insider tradingu ale takze nakaz podawania skladu produktow zywnosciowych) zwiekszaja konkurencje na rynku.”
wracjąc na moment jednak jeszcze do pierwszych zdań – jestem gotów się z nimi w duzej mierze zgodzić. Nie jestem naiwny i rozumiem błąd w rozumowaniu Hayeka (może nie błąd ale w jakiejś mierze myslenie zyczeniowe).Jednak w tym cytacie jest chyba całe sedno sporu: moje założenie jest takie że regulacje powodują zawsze pole do naduzyć – regulacja ma to do siebie że nie nadąża za rynkiem – i tym bardziej regulacja tworzona przez polityków, którym jakos jednak nie za bardzo ufam – tworzy znacznie wieksze pole do nadużyć niż, skrótowo mówiąc wolny rynek. Przez wolny rynek nie uwazam jednak bezhołowia. Za wolny rynek uwazam taki który sam sobie ustala reguły. Czyli na zasadzie, w przypadku dajmy na to giełdy i instytucji finansowych – panem sa klienci dla których trzeba tworzyć jak najlepsze warunki (i tu byc może będziemy spójni – na tej zasadzie jestem gotów zgodzic się z twoim powyzszym stwierdzeniem) – jezeli klient, w skrócie giełdy jest tylko przedmiotem a wszystko rozgrywa się na linii instytucje finansowe-politycy to po mojemu nie wrózy to nic dobrego.
“W kazdym razie siedzenie przed brama fabryki i liczenie ciezarowek jest dostepne dla kazdego i na podstawie tak zdobytych danych mozna handlowac. Jesli CEO w godzine po podpisaniu mega-kontraktu dzwoni do brata a on kupuje akcje spolki jak szalony to mamy 100% insider trading.”
Tylko że ten przykład to jest przejaw jawnej głupoty i od razu prowadzi do wpadki we wspólczesnych realiach – tak mi sie zdaje że to co opisujesz to jest kropla w morzu, takie sytuacje rozgrywaja się codziennie tylko w znacznie bardziej zakamuflowanej formie – w formie która jest nie do wykrycia. Ale oki nie dyskutujemy o wykrywalności tylko tak naprawde jaki wpływ ma inside trading na efektywność (uczciwość? przejrzystość?) rynku. I według mojej intuicji jest tak że nie jest to problem. Tyle że w tym momencie, przyznaje, nie mam argumentów – od jakiegos czasu, jak napisałem u siebie, zastanawiam sie nad ta asymetrią i póki co nie ogarniam – ale temat jest bardzo ciekawy. Bo to jest jeden z tych ćwieków który jakoś tam skłania ku refleksji i przemysleniu czy aby napewno to jak widze rzeczywistośc jest słuszne. I jak mówie póki co moge budowac swoja intuicje na tym np że sama asymetria nie jest czymś złym, na takiej zasadzie że ktoś kto ma wieksza wiedzę, tak jak ty, z zasady po mojemu powinien byc bardziej nagradzany, a przeciez i z drugiej strony jest tez i tak że za wiedza przewaznie tez i idzie wieksza świadomośc ryzyka.
No nic, będe sledził co piszesz w temacie, postaram sie jeszcze trochę poczytac i zając za jakis czas konkretne stanowisko (mam nadzieje że zgodne z ta intuicja o której pisze).
@ qatryk
By zobaczyc negatywne skutki insider trading musisz zastanowic sie jakie skutki ponioslbys gdybys kupowal akcje sprzedawane przez CEO, ktory wlasnie doprowadzil firme do bankructwa spekulacyjnymi transakcjami na derywatach – nie informujac przy tym wczesniej rynku o tych dzialaniach.
Co do mojego rationale: zobacz drugi tekst z serii.
Fundusze hedge nie mają ostatnio dobrej prasy
http://www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=arF4rW9G1Ot8
Tym razem fraud z niemieckim rodowodem