Wśród amerykańskich komentatorów bardzo popularny stał się zwrot Mother of Jobless Recoveries (dosłownie: matka pozbawionych miejsc pracy odrodzeń gospodarczych) na określenie odbicia, które ma miejsce w amerykańskiej gospodarce. W czasie trwającej od 2007 roku recesji USA straciły ponad 7 mln miejsc pracy w sektorze prywatnym, więcej niż w jakiejkolwiek innej recesji po II wojnie światowej. Załamanie na rynku pracy miało miejsce po bardzo okresie bardzo słabej koniunktury na rynku pracy (jak na warunki ekspansji gospodarczej). W skutek tego, w sierpniu 2009 roku amerykańska gospodarka miała o 1,3 mln miejsc pracy mniej niż w grudniu 1999 roku.
By jeszcze bardziej uzmysłowić powagę sytuacji na rynku pracy warto porównać dwie liczby. W dwóch ostatnich dekadach XX wieku amerykańska gospodarka wykreowała 35,5 mln miejsc pracy w sektorze prywatnym. W pierwszej dekadzie XXI wieku straciła 1,7 mln miejsc pracy. Wszystko to ma miejsce przy niezmienionym trendzie demograficznym, które cały czas zwiększa wielkość siły roboczej w USA. Wyraźną różnicę w ewolucji sytuacji na rynku pracy w latach 1980-2000 i 2000-2009 przedstawia poniższy wykres:
Za America’s New Post-Recession Employment Arithmetic
Zgodnie z danymi U.S. Bureau of Labor Statistics wielkość siły roboczej w USA rośnie o 1,3 mln rocznie. Oznacza to, że aby tylko zachować status quo sektor prywatny musi tworzyć około 920 000 miejsc pracy rocznie, a więc około 77 000 miesięcznie (różnica wynika z trzech czynników: nie wszyscy pracują na etacie, nie wszyscy pracują w sektorze prywatnym, nie wszyscy pracują). Co więcej, od 2007 roku wytworzył się w USA deficyt miejsc wielkości około 9,4 mln etatów (7 mln z utraty etatów i 2,4 mln z powiększenia siły roboczej). Miesięczne ‘straty’ na rynku pracy pokazuje poniższy wykres:
Za America’s New Post-Recession Employment Arithmetic
By gospodarka amerykańska powróciła na drogę stabilnego wzrostu ten deficyt będzie musiał zostać zlikwidowany. James W. Hughes and Joseph J. Seneca obliczyli, że amerykańska gospodarka będzie musiała tworzyć około 2,15 mln etatów rocznie ( 180 000 miesięcznie) by zlikwidować wspomniany wyżej deficyt do… 2017 roku. Jak można wywnioskować z poprzednich wykresów USA potrzebować będą powtórki z gwałtownego rozwoju gospodarczego w latach 90’ by do 2017 roku przywrócić równowagę na rynku pracy.
Warto o tym pamiętać przy okazji jutrzejszego raportu z rynku pracy za wrzesień. Czy można znaleźć tu jakieś optymistyczne akcenty? Oczywiście. Otóż, jeśli uda się amerykańskiej gospodarce wejść na drogę szybkiej odbudowy rynku pracy to będzie to najlepszy fundament hossy na rynku akcyjnym. Nie jest przypadkiem, że dwie dekady 35,5 mln ‘zysków’ na rynku pracy tożsame były z dwiema dekadami potężnego, długoterminowego rynku byka na rynku akcyjnym.
Obecnie jednak sytuacja na rynku pracy nie wskazuje na szybką zmianę sytuacji. O ile wyraźnie zdaje się zauważyć spowolnienie tempa zwolnień (to widać na drugim wykresie) to nic nie wskazuje na początek silnego trendu tworzenia nowych miejsc pracy. Innymi słowy, firmy przestały zwalniać ale nie myślą jeszcze o zatrudnianiu. Efekt? Rośnie lista bezrobotnych na otwierający się etat co pokazuje poniższy wykres:
Za David Rosenberg
Na koniec jeszcze jedna uwaga. David Rosenberg, a wraz z nim inni ekonomiści, zwracają uwagę, że dopóki cotygodniowe dane o nowych wnioskach o zasiłek ‘nie zejdą wyraźnie poniżej 500 000’ dopóty należy się spodziewać ujemnej zmiany miejsc pracy w sektorze prywatnym.


Ciekawy post, ale mimo wszystko byłbym ostrożny z wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków z miesięcznych zmian zatrudnienia bez uwzględnienia sezonowości. Trzeba by sprawdzić dłuższe szeregi czasowe, uwzględnić obliczoną sezonować i następnie wyciągać wnioski o ew. spowolnieniu tempa zwolnień (może w ostatnich miesiącach z reguły zwalnia się mniej/zatrudnia się więcej)…
Bezrobocie w usa rosnie. Problem jest w tym, ze jankesi nie maja zaskorniakow. Moga nie wytrzymac tyle czasu bez pracy. Z drugiej strony widac, ze nowa ekonomia nie zniszczyla naturalnych cykli gospodarczych. Widac to na zatrudnieniu.
P.S. Wyglad mniej czytelny. szare na szarym.
@ cabra
NFP, czyli to co jest na pierwszych dwoch wykresach, czyli zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym sa podawane po wyrownaniu sezonowym. To zreszta wyrowanie wplynelo na NFP w lipcu ze wzgledu na brak zwolnien w sektorze motoryzacyjnym, które wystepuja w lipcu, i ktore model NFP uwzglednia.
Ciekawe co na to Obama na razie nie słychać aby udało mu się zrealizować cokolwiek z “zmiany”. Co smuci mnie mocno bo w takiej sytuacji potrzebne są szybkie i zdecydowane działania. Mimo że nie specjalnie polubiłem tego prezydenta to jednak bardzo trzymam za niego kciuki.
Patrząc szerzej to praca staje się dobrem rzadkim. Postępująca automatyzacja, wprowadzenie nowych technologii, podnoszenie wydajności powoduje, że zdobycie i utrzymanie pracy staje się coraz trudniejsze. Chyba powoli zmienia się dominujący model gospodarkii światowej – powoli zbliżamy się do momentu w którym faktyczne bezrobocie będzie stale wynosić powyżej 20% (nie mam oczywiście na podparcie powyższych zdań żadnych tabelek etc, ale tak to widzę;-).No i nasuwają się pytania: jaki to będzie miało wpływ na społeczeństwo, napięcia w tymże społęczeństwie – podział na klasy bezrobotnych, ludzi o niskich dochodach (np. pracujących w handlu etc.) i elitę finansową żyjącą na zupełnie innym poziomie. Jakoś niezbyt różowo to wszystko widzę.
Ps. ta nowa platforma to jakoś paskudnie wygląda. Zimna taka jakaś ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia.Pozdr
@Jarek
Weź pod uwagę jeszcze ze Chiny i Indie mają niemal nie ograniczone rezerwy jeśli chodzi o nowych pracowników, a przecież są jeszcze inne kraje gdzie ludzie przyjmą każdą pracę za każdy pieniądz. Jak najbogatsze kraje utrzymają miejsca pracy u siebie. Ludzie w 3 świecie nie są głupi potrafią się szybko uczyć i są bardzo zdeterminowani jak z nimi ma konkurować robotnik z usa/eu na wolnym rynku.
@belzebub
Wychodzi na to, że ludziom w krajach wysokorozwiniętych pozostaje tylko praca, którą można wykonać tylko na miejscu a i to nie bardzo (hydraulik – niestety przyjeżdza z Polski, niania z Indii). No cóż w USA mamy przemysł militarny, który raczej nie wyemigruje oraz Hollywood wraz ze swoim milionem filmów i programów TV. Nie wiem jakie miejsca pracy zostaną w Europie rzemiosło i edukacja? Oczywiście przejaskrawiam ale ten perspektywa na pierwszą połowę XXI wieku w Europie i USA rysuje się nieciekawie.
Jak dla mnie to TEN nowy administrator, to jakiś amator. Nie potrafi sobie poradzić z lewym marginesem. (-)?
Przepraszam, ale ja chyba jakoś inaczej czytam pierwszy wykres (bo drugi pokazuje same spadki z wybranych okresów, to co to za wykres).
Od roku ‘80 mieliśmy 23 lata wzrostów i 7 lat absolutnych spadków na rynku pracy. W tym czasie mieliśmy ponad 47,5 mln nowych miejsc pracy na plusie, i tylko 13 mln miejsc pracy na minusie. Wychodzi, nnno jak bym nie liczył (abakus, kalkulator, maszyna licząca z korbką – parafrazując klasykę :) ponad 34 mln miejsc pracy na plusie. Czyli milion nowych miejsc pracy rocznie na plusie. Brutto. Bo trzeba by porównać te liczby ze współczynnikami imigracji i zgonów.
Z mojego, inżynierskiego, punktu widzenia — panowie (i panie) ekonomiści – to po prostu przypomina ponadzatrudnienie, a teraz jest długo oczekiwana korekta. Ot, taka bańka etatowa ;)
@Jozef_socjopata
“ponad 34 mln miejsc pracy na plusie.”
Wygląda na to że to za mało:
1980 226,545,805 (historyczne)
2010 314,232,863 (projekcja)
zmiana 87`687`058
żródło:
http://en.wikipedia.org/wiki/Demographics_of_the_United_States