Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Deficyt Obamy? Busha? Pentagonu?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Świat dnia 08.02.2010 | Komentarze (1) »

Nie sprawia mi trudności zrozumienie tego, że konserwatywni komentatorzy w USA nie ustają w krytyce prezydenta Obamy za przygotowywanie i realizowanie budżetu z gigantycznym deficytem, przekraczającym znacznie 1 bilion dolarów. Nie rozumiem natomiast dlaczego ‘rodzimi’ publicyści ekonomiczni bezrefleksyjnie powtarzają ‘republikańską’ krytykę deficytu budżetowego.

Nie chciałbym oczywiście usprawiedliwiać polityki wysokiego deficytu budżetowego. Warto jednak spojrzeć na obecny deficyt z szerszej perspektywy. Umożliwia to wykres przygotowany przez Center on Budget and Policy Priorities (organizacja przedstawia się jako bezpartyjna – jest jednak nieformalnie powiązana z Demokratami), który pokazuje czynniki odpowiedzialne za deficyt budżetowy w USA w latach 2009-2019. Wykres przygotowano na podstawie raportu Kongresowego Biura Budżetowego:

Za Center on Budget and Policy Priorities

Za Center on Budget and Policy Priorities

Proszę zwrócić uwagę na dwa kolory: niebieski i żółty. Niebieska część wykresu to ta część deficytu, którą istnieje wskutek cięć w podatkach dla najlepiej zarabiających Amerykanów, które przeprowadził prezydent Bush na początku dekady. Kolorem żółtym przedstawiono wpływ wojen w Afganistanie i Iraku na wysokość deficytu budżetowego. Jest jeszcze TARP (kolor czerwony) zainicjowany przez odchodzącą administrację Busha. ‘Cała reszta’ to efekt nieodpowiedzialności budżetowej Obamy.

Oczywiście, można jeszcze przekonywać, że Obama nie odpowiada także za kolor ‘błękitny’. Argument ten jest logiczny i opiera się na założeniu, że deficyt budżetowy jest dużo bardziej ‘naturalny’ dla recesji gospodarczej. Osłabienie gospodarcze obniża dochody budżetu (mniejsze wpływy z podatków) a w rozwiniętych państwach często także automatycznie zwiększa wydatki w ramach zabezpieczenia socjalnego (na przykład: większe bezrobocie to większe wydatki na zasiłki dla bezrobotnych). Dlatego odpowiedzialne państwa (do głowy przychodzi mi od razu Chile) operują przy nadwyżce budżetowej w czasie dobrej koniunktury by przygotować się ‘jakubowe chude lata’.

Gdy nowa administracja obejmuje władzę po kilku latach prowadzenia polityki deficytu budżetowego w okresie dobrej koniunktury przez odchodzącą administrację to w gruncie rzeczy ma związane ręce. Próba obniżenia deficytu budżetowego będzie tylko pogłębiać spowolnienie gospodarcze. Błyskotliwi czytelnicy domyślą się, że kwestia ta nie dotyczy jedynie USA lecz także Polski. Krótko mówiąc: recesja jest najgorszym z możliwych okresów na równoważenie budżetu.

Czytaj dalszą część »

Kryzys finansowy na wesoło: cz.36

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 07.02.2010 | Komentarze (8) »

Kryzys na wesoło powrócił. W dzisiejszym wydaniu: groch z kapustą (zwłaszcza w tradycyjnej galerii), trzy filmy i link do świetnego tekstu z The Onion.

Zaczniemy od końca, czyli od relacji The Onion z pogrążonego w kryzysie finansowym Dubaju. Szejk Hamdan nie pozostawia złudzeń: kryzys tylko na krótki czas zawiesi dalekosiężne plany rozwoju Dubaju. Trzymajcie mnie za słowo: do 2025 roku mamy zamiar przeprowadzić udane lądowanie człowieka na sztucznym Księżycu, który budujemy – powiedział The Onion.

Jon Stewart o bonusach na Wall Street:

The Daily Show With Jon Stewart Mon – Thurs 11p / 10c
Clusterf#@k to the Poor House – Wall Street Bonuses
www.thedailyshow.com
Daily Show
Full Episodes
Political Humor Health Care Crisis

Australijska telewizja przyłapała jednego z bankierów Macquarie na ocenianiu aktywów australijskiej supermodelki w godzinach pracy. Kierownictwo banku zapowiedziało poważne potraktowanie tego nieakceptowanego używania technologii. Nie jestem pewien czy jest to dobra decyzja. Mój rodzony ojciec niedawno podzielił się ze mną wynikami badań naukowych, które sugerują, że już dziesięciominutowe oglądanie kobiecych piersi znacząco obniża poziom stresu u mężczyzn. A wiadomo, że mniej zestresowany bankier popełnia mniej błędów. Może w tym tkwi tajemnica relatywnej siły australijskich banków w kryzysie finansowym? Trzeba patrzeć na lewo od ‘mowiącej głowy’, gdzieś od 60 sekundy. Dowód fotograficzny: tutaj

Czytaj dalszą część »

Trzy zagwozdki makroekonomiczne na weekend

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 07.02.2010 | Komentarze (22) »

Opublikowane niedawno dane makroekonomiczne sprawiły, że niejeden analityk podniósł brwi ze zdziwienia. Chciałem zwrócić uwagę na trzy problemy, które wyłaniają się z ostatnich raportów o rynku pracy i PKB w IV kwartale.

Zagwozdka pierwsza

W amerykańskiej gospodarce funkcjonuje obecnie około 129,5 mln etatów. To tyle samo co w 1999 roku. Tymczasem, liczba Amerykanów w wieku produkcyjnym wzrosła od 1999 roku o 29 mln osób. Można więc powiedzieć, że w porównaniu z 1999 rokiem o tyle samo miejsc pracy rywalizuje 29 mln ludzi więcej. Doprawdy, nie potrafię zrozumieć jak można w obliczu takiej sytuacji na rynku pracy prognozować hiperinflację w najbliższym czasie. Tym bardziej, że FED nie raz już udowodnił, że świetnie sobie radzi z kierowanie podaży pieniądza na rynki kapitałowe gdzie łatwe pieniądze pompują kolejne bańki spekulacyjne.

Zagwozdka druga

W IV kwartale 2009 roku amerykański PKB wzrósł o 5,7%. W tym samym czasie amerykańska gospodarka zlikwidowała około 450 000 etatów, poziom bezrobocia wzrósł o 40 punktów bazowych do 10% a liczba wszystkich przepracowanych przez Amerykanów godzin spadła o 0,5%. W powojennej historii, jeszcze nigdy nie zanotowano tak wyraźnego wzrostu PKB przy tak słabym, i kurczącym się rynku pracy. Przy 0,5% spadku nakładów pracy, historycznie PKB rośnie w tempie 1,7%. Do wzrostu o 5,7% potrzebuje wzrostu nakładów pracy o 3,7% – tak wynika z analizy historycznych danych, którą przeprowadził David Rosenberg. Kluczem do wyjaśnienia tej zagadki jest wzrost produktywności. Produktywność wzrosła o 6,2% w IV kw., 7,2% w III kw. i 6,9% w II kw. 2009 roku. To historycznie bezprecedensowe tempo wzrostu efektywności amerykańskiego gospodarki. W trzech wcześniejszych kwartałach (czyli od III kw. 2008 do I kw. 2009) wzrost produktywności wyniósł odpowiednio -0,1%, 0,8% i 0,3%. Pytanie brzmi: jak to możliwe by bez technologicznej rewolucji, bez zwiększenia zasobów kapitałowych produktywność amerykańskiej gospodarki rosła tak szybko?

Trudno uwierzyć, że amerykańska gospodarka miała tak duże rezerwy. Tym bardziej, że obecne tempo wzrostu produktywności, wzrostu PKB i zmiana poziomu bezrobocia, zgodnie z prawem Okuna, ustala potencjalne tempo wzrostu amerykańskiego PKB na kosmicznie wysokim poziomie 7%.

Zagwozdka trzecia

Ponad 4,1% amerykańskiej siły roboczej zmaga się z bezrobociem pół roku i dłużej. Średnia długość trwania czasu bezrobocia wzrosła w styczniu do 30,2 tygodnia. Poniższy wykres pokazuje zmianę struktury bezrobocia pomiędzy grudniem 2008 a grudniem 2009:

Za Big Picture

Za Big Picture

Problem brzmi: w jaki sposób optymistycznie nastawieni analitycy wyobrażają sobie organiczną poprawę gospodarki (bez interwencji rządowej) przy tak znaczącym długoterminowym bezrobociu? Proszę zwrócić uwagę, że trudność nie polega jedynie na tym, że owe 4,1% siły roboczej nie ma znaczących widoków na znalezienie pracy i co najmniej od sześciu miesięcy jest gospodarczo bezproduktywna (nie ze swojego wyboru naturalnie). Dla gospodarki problemem jest fakt, że długotrwały brak pracy znacząco obniża konsumpcję a więc popyt. A to z kolei odsuwa szansę na poprawę na rynku pracy.

Przegląd globalnych rynków kapitałowych: 06.02.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Rynek kapitałowy, Świat dnia 06.02.2010 | Komentarze (10) »

Niezawodny Bespoke opublikował najświeższe dane dotyczące globalnych rynków kapitałowych: wyniki głównych rynków akcyjnych w 2010 roku oraz zachowanie CDS (credit default swap) na dług rządowy istotnych na gospodarczej mapie państw.

Zacznijmy od credit default swaps. Przypomnę, że CDS pokazują koszt ubezpieczenia rządowych obligacji od ryzyka niewypłacalności. Cena CDS na poziomie 100 (punktów bazowych) oznacza, że roczny koszt ubezpieczenia wartych 10 000 USD obligacji wynosi 100 USD. Im wyższa cena CDS tym większe ryzyko związane z posiadaniem obligacji.

W poniższej tabeli można znaleźć relatywnie bardzo dobre informacje o postrzeganiu przez globalnych inwestorów polskiego długu. Koszt ubezpieczenia polskich obligacji jest już niższy niż koszt ubezpieczenia długu takich państw ze strefy euro jak Grecja, Irlandia, Portugalia, Włochy i Hiszpania! Wyprzedziliśmy wszystkie ‘świnki’ (PIIGS – to akronim stworzony dla tych pięciu państw, taki anty-BRIC). Cała tabela znajduje się poniżej:

Czytaj dalszą część »

Bureau of Labor Statistics potrafi dogodzić każdemu

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 05.02.2010 | Komentarze (19) »

Jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził – głosi stare polskie przysłowie a amerykańskie Bureau of Labor Statistics pokazuje, że jest możliwe. Dziś, BLS opublikowało kolejny raport, który zadowolił zarówno byki jak i niedźwiedzie.

Dwa kluczowe wskaźniki – stopa bezrobocia i zmiana miejsc pracy w sektorze pozarolniczym (NFP – Nonfarm payrolls) wydawały się pochodzić z dwóch różnych gospodarek. Stopa bezrobocia spadła z 10% do 9,7% (przy prognozach na poziomie 10%). Amerykańska gospodarka straciła natomiast 20 000 miejsc pracy, po utracie 150 000 w grudniu. Jak to możliwe?

Poświęciłem temu problemowi dwa teksty (tutaj i tutaj) więc przypomnę w telegraficznym skrócie. Stopa bezrobocia i NFP pochodzą z dwóch różnych badań. Stopa bezrobocia z ankiety przeprowadzonej wśród gospodarstw domowych (Household Survey Data w ramach Current Population Survey). NFP z badań przeprowadzanych wśród przedsiębiorstw (Establishment Survey Data w ramach Current Employment Statistics). Dlatego często zdarza się, że stopa bezrobocia spada gdy NFP są ujemne lub stopa bezrobocia rośnie gdy NFP są dodatnie.

Zawsze podkreślam, że w przypadku raportów z rynku pracy nie można polegać na głównych danych i trzeba sprawdzać szczegóły. Dlatego wybrałem informacje z dzisiejszego raportu, które zadowolą niedźwiedzie i byki. Zacznijmy od negatywnych sygnałów:

Raporty pokazały dotkliwe rewizje w dół poprzednich danych. Pisałem wczoraj, że dane od kwietnia 2008 do marca 2009 zostaną zrewidowane o 824 000 w dół. Rewizja sięgnęła 930 000. Co więcej, wstępnie zrewidowano dane z okresu marzec 2009 – grudzień 2009 i podano, że gospodarka utraciła o 433 000 więcej etatów niż pierwotnie publikowano. Od początku recesji w grudniu 2007 roku, USA straciły 8,4 miliona miejsc pracy.

Za Calculated Risk

Za Calculated Risk

Fatalnie wyglądają dane o długości pozostawania bez pracy. Ponad 41% bezrobotnych nie ma pracy pół roku i więcej. To 6,3 mln Amerykanów. Bez wątpienia, obecna sytuacja na rynku pracy w USA nie wynika tylko z cyklu koniunkturalnego. To problem strukturalny.

Dzisiejszy raport zawierał także pozytywne sygnały:

Czytaj dalszą część »

Jutro amerykańska gospodarka straci prawie milion miejsc pracy

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka dnia 04.02.2010 | Komentarze (9) »

Tak naprawdę to nie milion tylko około 824 000 i nie straci ale zostanie opublikowane, że straciła od kwietnia 2008 do marca 2009. Tytuły wpisów na blogu powinny jednak przyciągać uwagę a powyższy  świetnie wywiązuje się z tej funkcji.

Nie wiązałbym także, dzisiejszego zachowania rynku z tą wiadomością. Z trzech ważnych powodów. Po pierwsze, doświadczeni inwestorzy wiedzą, że ‘dzienne’ ruchy na rynku z reguły są tylko ‘szumem’. Po drugie, informacja o zbliżającej się korekcie danych przez Bureau of Labor Statistics, były od dawna znane. Po trzecie, jeśli już szukałbym impulsu do dzisiejszego spadku (tak, jakby rynek, który wzrósł o ponad 60% od dołka bez większej korekty, potrzebował impulsu by spadać) to zwróciłbym uwagę na dzisiejsze dane o nowych podaniach o zasiłek dla bezrobotnych. Dane z dzisiaj, 480 000, połączone z danymi z poprzednich tygodni, sugerują, że gospodarka ma problem z tworzeniem nowych miejsc pracy. Historycznie, gospodarka kreuje nowe miejsca pracy gdy Initial Claims wyraźnie spadają poniżej 500 000. Wróćmy do tematu.

Jutrzejsza rewizja związana jest z modelem birth/death, który Bureau of Labor Statistics wprowadziło w 2000 roku by dane statystyczne lepiej odzwierciedlały zmiany na rynku pracy generowane przez powstające i zamykane przedsiębiorstwa. W tak dużej gospodarce jak amerykańska, każdego miesiąca tworzonych i likwidowanych jest tysiące przedsiębiorstw. Powstają w ten sposób lub są likwidowane miejsca pracy, które nie od razu uwzględniane są w oficjalnych badaniach w ramach CES – Current Employment Statistics. Dlatego BLS stworzyło birth/death model.

Niestety model ma wyraźne braki. Birth/death model jest częścią rozległego systemu raportowania z rynku pracy a te dane, jak wiele wskaźników gospodarczych, raportuje dane gorszę niż są w rzeczywistości na początku ożywienia gospodarczego i pokazuje dane lepsze od ‘realnych’ w czasie recesji. Pokazuje to zestawienie rewizji rocznych danych o zatrudnieniu z ostatniej dekady:

Czytaj dalszą część »

Czy potrafisz ‘myśleć liczbami’?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 03.02.2010 | Komentarze (50) »

Wybrałem dwie proste zagadki z książki Ayresa o rozwoju analizy statystycznej we współczesnym świecie. Pierwsza zagadka sprawdza znajomość konceptu odchylenia od średniej o więcej niż dwa odchylenia standardowe. Druga zagadka sprawdza umiejętność wiązania ze sobą różnych prawdopodobieństw w prawdopodobieństwo warunkowe.

Zagadka 1

Przeciętny wzrost dorosłego mężczyzny wynosi 175 cm. Odchylenie standardowe to 7,5 cm. W biurze, które wyposażasz, pracować ma 200 mężczyzn. Ilu z nich potrzebować będzie ekstra dużych biurek dla osób wyższych niż 190 cm?

Zagadka 2

Beata i Basia mają po 40 lat. Zrobiły sobie badania mammograficzne. 1% z czterdziestoletnich kobiet, które robią te badania ma raka piersi. Wśród kobiet z rakiem piersi, 80% będzie miało pozytywny (zły) wynik mammografii. Pozytywny wynik mammografii mieć będzie też 10% kobiet, które nie mają raka piersi.

Beata miała pozytywny wynik mammografii. Jakie jest prawdopodobieństwo, że ma raka piersi?

Basia miała negatywny wynik mammografii. Jakie jest prawdopodobieństwo, że ma raka piersi?

Czy są to trudne zadania? Myślę, że przeciętny mieszkaniec Polski miałby problem je rozwiązać. Dla wielu czytelników mogą się wydać banalnie proste – co  dobrze będzie świadczyć o ich zdolnościach do przeprowadzania prostych działań na liczbach. W każdym razie, znajomość podstaw matematyki i statystyki przydaje się w życiu i ośmielę się postawić tezę, że jest to wiedza, która można zdobyć w kilka, może kilkanaście, weekendów.

Dlaczego ‘myślenie liczbami’ jest nowym sposobem na bycie mądrym?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 02.02.2010 | Komentarze (28) »

Spora część polskiej Sieci wie, że zamówiłem trochę książek w Amazon. Przyszły dwa tygodnie przed terminem. Dwie z nich już przeczytałem. Jedną z nich jest Super Crunchers Ian Ayresa (to z podtytułu tej książki zapożyczyłem tytuł tego tekstu).

By zrozumieć o czym opowiada Ayres wystarczy przypomnieć sobie co stało się z młodszymi specjalistami kredytowymi w bankach. Wychowani w PRL czytelnicy bloga zapewne w ogóle nie mają takich wspomnień, ale jeszcze 30 lat temu, na przykład w USA, o udzieleniu kredytu decydował pracownik lokalnego oddziału banku, bardzo szanowany członek społeczności, który na podstawie własnej oceny popartej finansową analizą możliwości kredytowych klienta, przyznawał kredyt lub odmawiał jego udzielenia.

Tak było zanim stworzono punktową metodę przyznawania kredytów (w oparciu o credit score). Obecnie, specjalista do spraw kredytów tym różni się od osoby wprowadzającej dane do systemu, że ma ‘ładny’ tytuł stanowiska. Dane wprowadzone przez pracownika banku przetwarzane są przez centralny system instytucji i to stworzone przez innych pracowników banku algorytmy decydują o przejęciu lub odrzuceniu podania o kredyt.

Ayres w gruncie rzeczy pyta: kto następny? W jakich kolejnych dziedzinach analiza statystyczna okaże się lepsza, wydajniejsza od pracy ekspertów? Jednym z najbardziej opornych dziedzin jest medycyna. Trudno się temu dziwić – to w końcu medycy przez długie lata ignorowali statystyczne dowody na efektywność ‘wariackiego’ konceptu Ingaza Semmelweisa, że mycie rąk przez lekarzy drastycznie obniża śmiertelność matek na izbach porodowych. Dziś, trudno uwierzyć, że terabajty danych, które miliony pacjentów w państwach rozwiniętych ‘produkuje’ każdego roku swoimi dolegliwościami jest praktycznie niewykorzystane. Istnieją już jednak programy komputerowe, które z listy 30 000 potencjalnych chorób wskazują, na podstawie wprowadzonych do systemu symptomów, kilka najbardziej prawdopodobnych schorzeń. Tymczasem, po zdigitalizowaniu kart pacjenta i zmuszeniu lekarzy pierwszego kontaktu do dokładnego wpisywania danych, cała służba zdrowia mogłaby się przekształcić w jedno gigantyczne badanie kliniczne. Ten system istnieje już w onkologii (gdzie lekarze mogą na przykład skorzystać ze statystyk o tym czy przy III stadium raka mózgu skuteczniejsza jest radioterapia czy chemioterapia) i nie ma technicznych przeciwwskazań przed rozszerzeniem do na inne dziedziny.

Wykładniczy wzrost mocy obliczeniowych i dostępnej pojemności pamięci umożliwił gromadzenie, przetwarzanie i analizowanie danych na skalę nie znaną jeszcze 30 lat temu. Biblioteka Kongresu liczy około 20 terabajtów informacji. W 2007 roku Yahoo każdego dnia gromadziło 12 terabajtów danych!

Czytaj dalszą część »

Ucz się ucz – w Polsce dyplom to do bogactwa klucz

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 01.02.2010 | Komentarze (35) »

Kilka miesięcy temu pokazałem za The Economist wykres przedstawiający o ile więcej zarabiają w czasie całego zawodowego życia osoby z dyplomem wyższej uczelni od osób, które skończyły edukację na szkole średniej. Na przykład, w USA, różnica ta w przypadku mężczyzn wynosi $370 000, a w przypadku kobiet $229 000.

Od razu powtórzę najważniejszy zarzut wobec tego typu badań: porównują one dwie nietożsame grupy ludzi: tych, którzy ukończyli studia i tych, którzy nie zdobyli dyplomu. Nie można przecież zapomnieć, że osoby, które decydują się na wyższe studia są przeciętnie (zdarza się mnóstwo wyjątków) trochę lepiej predysponowane, charakterem i zdolnościami, do osiągania (materialnych) sukcesów życiowych od osób, które kończą edukację na szkole średniej.

Opracowanie Ernst & Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową na temat stanu szkolnictwa wyższego w Polsce (o raporcie pisałem tutaj i tutaj) zawiera podobny wykres uwzględniający Polskę. Na wykresie tym pokazano prywatną, bieżącą wartość netto, która jest miarą przyszłych zdyskontowanych przychodów związanych ze zdobyciem wykształcenia (są to wyższe zarobki i mniejsze zagrożenie bezrobociem) pomniejszonych o koszty związane z uzyskaniem dyplomu (koszt studiów, utracone zarobki, wyższe podatki i opłaty na ubezpieczenie zdrowotne).

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Za Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 31.01.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 31.01.2010 | Komentarze (8) »

Świeża porcja linków:

The Economist w bardzo pochlebnym tekście o Polsce i polskiej gospodarce.

W zachwytach nad polską gospodarką i ministrem Rostowskim rywalizuje z The Economist Peter Schiff (znany z tego, że co najmniej od 2005 roku prognozuje upadek dolara) – ikona i guru liberałów.

Martin Wolf w bardzo dobrym tekście o Grecji i strefie euro.

Najnowsze wieści z Łotwy.

New Jork Times po raz kolejny napisał o właścicielach domów z kredytami hipotecznymi pod wodą i o tym czy zjawisko jingle mail będzie przybierać na sile.

Czytaj dalszą część »

Strona 1 z 2012345»1020...Ostatnia »