Faktury elektroniczne EBPP

Trystero

Jak powstaje szum rynkowy?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Rynek kapitałowy dnia 02.09.2010 | Komentarze (15) »

Od czasu do czasu, znajomi zadają mi pytania w rodzaju ‘dlaczego indeksy zanurkowały skoro raport o produkcji przemysłowej był lepszy od oczekiwań?’ albo ‘dlaczego cena akcji spółki spadła po tym jak prezes oznajmił, że przygotowuje dużą akwizycję?’ Z reguły jedyną sensowną reakcją na takie pytanie jest ‘nie wiem, może stworzyć wiele interpretacji zachowania rynku’. Dlatego, zdecydowana większość jednodniowych ruchów cen akcji to zwyczajny szum, który można interpretować w dowolny sposób.

FT Alphaville zwrócił uwagę na jeden z czynników, które wzmagają szum rynkowy – rosnącą liczbę publikowanych wskaźników ekonomicznych. Zgodnie z analizą Cleve’a Rueckerta z Birinyi Associates w okresie ostatnich 8 lat, liczba istotnych wskaźników ekonomicznych publikowanych w jednym miesiącu podwoiła się wzrastając z około 50 do ponad 100 a w okresie ostatnich 15 lat wzrosła niemal pięciokrotnie, z poziomu 20 miesięcznie w połowie lat 90’. W dziennym horyzoncie czasowym, liczba istotnych wskaźników ekonomicznych publikowanych w czasie jednej sesji giełdowej wzrosła z 1 w połowie lat 90’ do 2-3 na początku XXI wieku i około 5 obecnie. Trend ten pokazuje poniższy wykres:

Za Birinyi Associates

Za Birinyi Associates

Przy takiej ilości danych gospodarczych do interpretacji niezwykle trudno jest na podstawie wskaźników makroekonomicznych prognozować krótkoterminowe ruchy rynku. Tym bardziej, że dane publikowane w tym samym dniu czy tygodniu czasem wzajemnie sobie zaprzeczają. Na przykład wczoraj, opublikowano dane o zwolnieniach w amerykańskich firmach (ADP) i dane o zmianie wydatków na konstrukcje budowlane, które okazały się gorsze od prognoz oraz wyraźnie lepszy od prognoz raport o koniunkturze w sektorze produkcyjnym (ISM).

Duża ilość danych rodzi jeszcze jeden problem. Otóż, wbrew powszechnemu przekonaniu, duża ilość dostępnych danych niekoniecznie poprawia skuteczność prognoz, co więcej, czasem działa ‘kontrproduktywnie’. Pisałem o tym podając przykłady trzech eksperymentów z ekonomii behawioralnej potwierdzającej powyższe spostrzeżenie. Oto jeden z nich:

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 01.09.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 01.09.2010 | Komentarze (10) »

Nowa porcja linków:

Trzech badaczy sprawdziło korelacje pomiędzy wynagrodzeniem CEO a zyskami akcjonariuszy. Wynagrodzenia CEO zostały skorygowane o wielkość firmy i segment rynku. Okazało się, że spółki, których CEO znajdują się w najwyższym decylu rozkładu wielkości wynagrodzeń, przeciętnie przynoszą akcjonariuszom negatywne zyski nadzwyczajne w wysokości -9% w kolejnych trzech latach. Efekt jest tym silniejszy im mocniej wynagrodzenie CEO ‘przywiązane’ jest do wyników.

Google udostępnia rozmowy telefoniczne w usłudze Gmail. Co na to Skype? Zastanawiam się, czy w e-biznesie funkcjonuje obecnie ‘psychoza’ podobna do tej w IT w latach 90’ a polegająca na obawach każdego nowego biznesu przed wejściem jednego z wielkich graczy (Google, Facebook; Agora i Onet na polskim podwórku) w ten segment rynku? W latach 90’ podobne obawy dotyczyły Microsoft – tak przynajmniej sugerował twórca Netscape w Coś nowego. Może ktoś z ekspercka wiedzą chciałby się na ten temat wypowiedzieć?

Edward Hugh o długo oczekiwanym, odrodzeniu gospodarczym w Estonii. Dużo danych i wykresów – jak to u Hugha. Interesujący fragment o wpływie demografii na podstawową aktywność gospodarczą, bilans płatniczy i  bilans ROB.

Jeśli ktoś ma ochotę na interesujący tekst filozoficzny: o tym jakie konsekwencje dla naszej percepcji śmierci ma przyjęcia założenia, że nie jesteśmy właścicielami swojej przyszłości.

Interesujący tekst na BBC o zasypanych górnikach w Chile.

Czy jeżdżenie samochodem przyczynia się do otyłości? Wszystko na to wskazuje. Do tej pory naukowcy znali pośrednie argumenty – państwa, regiony i miasta z bardziej powszechnym użyciem publicznych środków transportu (oraz mniej powszechnym użyciem samochodów) miały mniejszy odsetek otyłych. Na Freakonomics pojawiła się informacja, że naturalny eksperyment z Charlotte pokazuje, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy korzystaniem z publicznej komunikacji a mniejszym ryzykiem otyłości.

Czytaj dalszą część »

Wydatki na żywność i otyłość

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo, Świat dnia 01.09.2010 | Komentarze (9) »

Dwie rzeczy wymagają wyjaśnienia w związku z dyskusją o drastycznym spadku udziału wydatków na żywność w wydatkach ogółem w USA. Po pierwsze, muszę się odnieść do nieśmiało wysuwanych sugestii jakoby wspomniany spadek był efektem tego, że Amerykanie po prostu mnie wydają na żywność.

To nieprawda. Wydatki przeciętnego Amerykanina na żywność, w ujęciu realnym (uwzględniającym inflację!), rosną nieprzerwanie od sześćdziesięciu lat (dysponuje danymi od 1955 roku). Od 1955 do 2009 roku wzrosły z około $1500 do $2100. Interesujący jest inny trend: wydatki na żywność w domu pozostały niezmienione, natomiast wydatki na żywność poza domem podwoiły się:

wydatki na zywnosc w USA

Na podstawie danych: USDA

Jeśli dużą część wydatków na żywność poza domem jest wydatkami na żywność w fast foodach to tutaj leżeć będzie jedno z rozwiązań zagadki epidemii otyłości.

Druga kwestia to związek wydatków na żywność z otyłością. Znalazłem dane o odsetku otyłych oraz o wydatkach na żywność per capita (przeliczonych na dolary międzynarodowe z 2005 roku z uwzględnieniem siły nabywczej). Mogłem stworzyć zestaw piętnastu wysoko rozwiniętych państw (Australia Austria Belgium Canada Finland France Germany Netherlands New Zealand Norway Spain Sweden Switzerland UK United States), z których wcześniej wyrzuciłem Japonię i Koreę ze względów kulturowych (niski odsetek otyłych i raczej niskie wydatki na żywność). Zobaczmy więc czy istnieje postulowana korelacja pomiędzy niskimi wydatkami per capita na żywność a wysokim wskaźnikiem otyłości:

wydatki per capita a otylosc

Czy biedni ludzie palą ponieważ są biedni?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo, Świat dnia 30.08.2010 | Komentarze (45) »

Jednym z wielu wątków pobocznych dyskusji o drastycznym spadku udziału wydatków na żywność w wydatkach ogółem Amerykanów w okresie ostatnich 80 lat była kwestia tego czy konsumpcja niezdrowej żywności to kwestia umysłu czy portfela. Przyznam od razu, że pozornie stoję w tej dyskusji na straconej pozycji ponieważ korelacja pomiędzy ubóstwem a otyłością w państwach rozwiniętych jest wyraźna i zauważana przez ekspertów.

Myślę jednak, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Aby ‘rzucić’ trochę więcej światła na tę kwestię zdecydowałem się zwrócić uwagę na palenie papierosów. Nie wiem, ilu czytelników uzna te wyniki za zdumiewające a ilu za oczywiste, ale przynajmniej w USA występuje wyraźna korelacja pomiędzy paleniem a zamożnością – im mniej zamożni są ludzie tym większy odsetek z nich pali papierosy. Oto stosowny wykres Gallupa z 2008 roku:

Za Gallup

Za Gallup

Zdumiewające czy oczywiste? Mimo, że palenie papierów nie jest w USA tanim nałogiem (na całe szczęście niewiele jest cywilizowanych państw, w których palenie tytoniu jest tanim nałogiem) to największy odsetek palaczy jest wśród najbiedniejszych Amerykanów a najmniejszy odsetek palaczy wśród najbogatszych Amerykanów.

Czytaj dalszą część »

Nie wybieraj szkoły dziecku, wybierz nauczycieli!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 29.08.2010 | Komentarze (14) »

Od kilkudziesięciu lat uczniowie w rozwiniętych państwach dwa razy do roku, na początku i na końcu roku szkolnego, wypełniają ustandaryzowane testy sprawdzającego ich umiejętności i wiedzę w kluczowych przedmiotach, z reguły w języku i matematyce. Z reguły przez cały rok danego przedmiotu uczy ich jeden nauczyciel. Wydawałoby się, że sprawdzenie tego jak relatywnie do średniej wypadają wyniki uczniów na początku i na końcu roku szkolnego będzie standardową procedurą stosowaną przez władze edukacyjne.

Wyobraźmy sobie, że początku roku szkolnego, średni wynik klasy nauczyciela Kowalskiego znajduje się na 53 percentylu rozkładu wyników. Na końcu roku szkolnego średni wynik klasy nauczyciela Kowalskiego znajduje się na 65 percentylu. Takie zjawisko zachodzi rok w rok. Czy nie byłby to fantastyczny sposób weryfikacji pracy Kowalskiego?

Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację. Z klasami nauczyciela Nowaka dzieje się coś przeciwnego. Z reguły zaczynają rok na 55 percentylu a kończą na 44 percentylu. Czy nie byłaby to wskazówka, że coś z metodami edukacyjnymi Nowaka jest nie tak?

LA Times zdobył wyniki testów z matematyki i języka angielskiego, z okresu siedmiu lat, w jednym z kalifornijskich dystryktów edukacyjnych szkolnictwa podstawowego. Następnie badacze w LA Times zrobili coś na co władze edukacyjne nie znalazły czasu, a raczej chęci czy odwagi. Co się okazało?

  • po roku spędzonym w klasie nauczyciela z najlepszego decyla uczniowie osiągali wyniki lokujące ich o 17 percentyli wyżej w przypadku języka angielskiego i 25 percentyli wyżej w przypadku matematyki niż gdyby spędzili rok w klasie nauczyciela z najgorszego decyla (najgorszych 10% nauczycieli)
  • najlepsi nauczyciele nie byli skupieni w szkołach zlokalizowanych w zamożniejszych dzielnicach, co więcej generalnie nie byli skupieni w najlepszych szkołach; tak jak najgorsi nauczyciele nie  uczyli w biedniejszych dzielnicach i nie byli skupieni w najgorszych szkołach
  • z powyższego punktu wyciągnąć można wniosek, że ważniejszy od wyboru szkoły jest wybór nauczyciela

Intrygujące są czynniki, które nie wpływały na rezultaty osiągane przez nauczyciela:

Czytaj dalszą część »

O drożejącej żywności, ubraniach i mieszkaniach

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 28.08.2010 | Komentarze (76) »

Użytkownicy popularnych w sieci memów w dziedzinie ekonomii powinni uważać z rozpowszechnianiem ich na moim blogu. Przychodzi bowiem taki czas, w którym mówię sobie ‘miarka się przebrała’ i sprawdzam.

Nie inaczej było z super-popularnym memem o tym jakoby przeciętni ludzie dosłownie uginali się pod ciężarem wydatków na trzy podstawowe kategorie produktów: żywność, ubrania i mieszkania (z opłatami eksploatacyjnymi). Propagatorzy tego memu zdają się twierdzić, że standard życia ludzi znacząco się obniżył a spadek kosztów gadgetów nieudolnie ukrywa fakt, że ludzie płacą dużo więcej za zapewnienie podstawowych potrzeb.

Bardzo proszę, dane z USA, od 1929 do 2009 roku. Przedstawiają udział wydatków na wspomniane trzy kategorie produktów w konsumpcji indywidualnej (PCE) ogółem:

Na podstawie danych: Bureau of Economic Analysis

Na podstawie danych: Bureau of Economic Analysis

Udział żywności spadł z około 20%-25% przed II wojną światową do około 8% obecnie. Udział ubrań i obuwia spadł z około 10%-12% przed II wojną światową do około 4% obecnie. Udział wydatków mieszkaniowych wzrósł z około 12%-16% przed II wojną światową do około 18% obecnie.

To o czym piszę nie jest żadną tajemnicą dla wszystkich, którzy nie spali na wykładach z mikroekonomii. Prawo Engla (nie tego Engla) informuje, ze wraz ze wzrostem dochodów/zamożności spada udział wydatków na żywność w wydatkach ogółem.

Dlatego też, spodziewałbym się takiego właśnie spadkowego trendu w udziale wydatków na żywność, ubrania i mieszkania w wydatkach ogółem w Polsce po 1990 roku. Tylko w ostatniej kategorii mogą wystąpić pewne niespodzianki ze względu na istotne subsydiowanie tych wydatków przez rządy socjalistyczne.

Trzy w jednym: 27.08.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Społeczeństwo dnia 27.08.2010 | Komentarze (23) »

W dzisiejszym wydaniu trzy wykresy pokazujące pewne istotne zjawiska w amerykańskim życiu gospodarczym i politycznym.

W 2011 roku wygasnąć mają tymczasowe cięcia podatkowe wprowadzone na początku dekady przez administrację Busha. Republikanie są naturalnie zwolennikami utrzymania niższych podatków, co zresztą zupełnie nie przeszkadza im domagać się drastycznego równoważenia budżetu. Demokraci zdają sobie sprawę, że podnoszenie podatków w okresie dosyć rachitycznego odrodzenia gospodarczego może być nierozsądne dlatego nie chcą przedłużać cięć podatkowych jedynie dla najbogatszych Amerykanów. Poniższy wykres pokazuje ile zaoszczędzą poszczególne grupy dochodowe w USA w przypadku propozycji obydwu partii, w porównaniu do scenariusza, w którym całość reformy Busha miałaby przestać obowiązywać:

Za New York Times

Za New York Times

Drugi wykres spokojnie można oznaczyć etykietą ‘pogromcy mitów’. Pokazuje z jakich źródeł finansowane są studia w USA przez studentów pochodzących z rodzin z trzech różnych przedziałów dochodowych:

Czytaj dalszą część »

Chiński mur jest pełen dziur!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Rynek kapitałowy dnia 26.08.2010 | Komentarze (25) »

Chiński mur ma oddzielać część analityczną instytucji finansowych od części zaangażowanej w operacje na rynku i obsługę klientów. Ostatnie wydarzenia po raz kolejny wskazują, że w chińskim murze znajdują się dziury, przez które przedostałaby się armia Czyngischana. Historia, którą chciałbym przedstawić zmusza też do zadania ważkiego pytania: jak człowiek tak głupi mógł osiągnąć tak eksponowane stanowisko? A było to tak:

Juan Jose Fernandez Garcia ma 35 lat, mieszka w Madrycie, pracuje w banku Santander. Jest (myślę, że raczej ‘był’) szefem zespołu analitycznego ds. derywatów europejskiego rynku akcyjnego (Head of European Equity Derivatives Research). Sądząc po stanowisku, oceniałbym, że sześciocyfrowa suma, choć w dolnej granicy przedziału, zasilała rocznie konto Pana Garcii.

12, 13 i 16 sierpnia 2010 roku Garcia kupił łącznie 282 opcje typu call (dają prawo kupno określonych akcji po określonej cenie) na akcje Potash Corp. 276 z 282 opcji było relatywnie głębokimi out of money (cena wykonania była kilkanaście procent wyższa od ceny instrumentu bazowego – akcji Potash Corp.). 267 z 282 było opcjami wygasającymi… 21 sierpnia 2010 a więc kilka sesji po transakcji zakupu.

Pan Garcia wydał około 13 700 USD na wspomniane opcje, z ceną wykonania $115, $120, $125 i $130. W tym czasie akcje Potash Corp. kosztowały na NYSE około $110. Pan Garcia potrzebował kilkunastoprocentowego wzrostu kursu akcji w okresie kilku dni by zarobić na tej inwestycji.

17 sierpnia stał się cud. Potash Corp. ogłosił, że BHP Biliton złożyła ofertę przejęcia firmy, po cenie $130 za akcję, około 16% powyżej ceny rynkowej z poprzedniego dnia. Potash Corp. ogłosił, że odrzucił ofertę jako niesatysfakcjonującą. Tego dnia akcje Potash Corp. wzrosły o 27% do $143. Pan Garcia sprzedał wszystkie opcje. Zarobił na tej transakcji $576 000.

A teraz kilka faktów:

Czytaj dalszą część »

Czy obowiązek jazdy w pasach zwiększa liczbę ofiar wypadków?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Społeczeństwo dnia 25.08.2010 | Komentarze (246) »

Wiem, że część czytelników nie uwierzy mi gdy napiszę, że przypadkiem zająłem się tym zagadnieniem ale tak rzeczywiście było. Planuję podróż włoskim odpowiednikiem pociągu szybkich prędkości i postanowiłem wyszukać czy w tych pociągach są pasy bezpieczeństwa oraz dlaczego w ogóle nie stosuje się ich w transporcie kolejowym. Tak, od nitki do kłębka, trafiłem na fascynującej badania naukowe z 2001 roku.

Otóż, krąży sobie w Internecie taki mem – pasy bezpieczeństwa pogarszają bezpieczeństwo na drodze. Ludzie używający pasów bezpieczeństwa czują się bezpieczniej więc jeżdżą bardziej ryzykownie co powoduje zwiększoną ilość wypadków i neutralizuje pozytywny efekt używania pasów bezpieczeństwa dla przeżywalności wypadków. Najmniej ofiar byłoby gdyby każdy miał na kierownicy powbijane na sztorc noże – do takich wniosków dochodzą najgorliwsi krzewiciele wspomnianego poglądu. Oto kolejne twierdzenie, które wydaje się logiczne, sensowne, zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Ma jedną poważną wadę – przeczą mu dane empiryczne.

W naukowym żargonie wspomniany wyżej proces nazywa się kompensacja ryzyka. Koncept powstał w latach 70’. Jego twórcą był Sam Peltzman, profesor ekonomii na Uniwersytecie w Chicago. W sumie, nie trudno się domyśleć, że powyższa idea zakiełkowała w mateczniku antyregulacyjnej ideologii.

Istnieje prosty sposób na zweryfikowanie tezy o mechanizmie kompensacji ryzyka w przypadku pasów bezpieczeństwa. Jeśli wzrost powszechności używania pasów bezpieczeństwa z jednej strony obniża liczbę ofiar i skalę obrażeń chronionych przez pasy osób (jest to jednak relatywnie niewielki spadek liczby ofiar gdyż korzyści z zapinania pasów bezpieczeństwa neutralizowane są przez większą ilość wypadków) a z drugiej strony powoduje wzrost ryzykownych zachowań na drodze to wraz ze wzrostem powszechności używania pasów bezpieczeństwa powinniśmy obserwować wzrost liczby wypadków, niewielki spadek liczy ofiar wypadków drogowych wśród kierowców i pasażerów oraz wzrost liczby ofiar wśród rowerzystów i pieszych. To takie oczywiste! Ci ostatni, nie korzystają z ochrony pasów bezpieczeństwa ale narażenie są na skutki bardziej niebezpiecznej jazdy. Co w tej sprawie mówią dane empiryczne? Cóż, spoglądają w Tatry gdzie echo rezolutnie powtarza trzecia prawdę Tischnera. Zwiększenie powszechności używania pasów bezpieczeństwo nie zwiększa ani liczby ofiar ani ilości wypadków wśród pieszych i rowerzystów.

Alma Cohen i Liran Einav z Harvard University doszli do wniosku, że wzrost powszechności używania pasów bezpieczeństwa o 10% obniża liczbę ofiar wypadków wśród kierowców i pasażerów o 1,35% i nie ma znaczącego wpływu na liczbę ofiar wśród innych użytkowników dróg. W Polsce, rocznie ginie w wypadkach drogowych około 5 500 osób. Zwiększenie powszechności używania pasów bezpieczeństwa o 10% ‘uratowałoby’ więc około 75 istnień ludzkich rocznie przy założeniu, że można zastosować mnożnik z amerykańskiego badania. W Polsce, 76% kierowców, 74% pasażerów z przodu i 38% pasażerów z tyłu ma zapięte pasy bezpieczeństwa – dane z 2005 roku. Co ciekawe, w badaniu OBOP z 2005 roku, około 20% respondentów przyznało, że zapina pasy bezpieczeństwa tylko dlatego, że takie jest obowiązujące prawo – to daje około 150 istnień ludzkich rocznie uratowanych przez obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa w Polsce. Półtorej katastrofy smoleńskiej rocznie.

Czytaj dalszą część »

Nie będzie niczego? Nawet helu?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Świat dnia 24.08.2010 | Komentarze (17) »

Peak Oil, Peak Copper, Peak Gold, Peak Potash – to wszystko można zrozumieć ale Peak Helium? Przez ostatnie kilka dni, światowe media rozpowszechniały wypowiedź noblisty Roberta Richardsona, który stwierdził, że globalne rezerwy helu mogą się wyczerpać w najbliższych 25-30 latach.

To zła wiadomość nie tylko dla miłośników sterowców i urodzinowych baloników – hel wykorzystywany jest w wymiarze przemysłowym przede wszystkim do bardzo intensywnego chłodzenia, między innymi w urządzeniach obrazowania rezonansu magnetycznego (MRI). Te urządzenia maja natomiast zastosowanie medyczne oraz w coraz większym stopniu antyterrorystyczne (skanery na lotniskach).

W Peak Helium nie byłoby nic dziwnego gdyby nie fakt, że hel jest drugim najczęściej występującym pierwiastkiem w widzialnym wszechświecie, odpowiadającym za około 24% jego masy. Nawet zasoby helu w ziemskiej atmosferze (hel stanowi 0.00052% atmosfery) są wystarczające do zaspokojenia gospodarczych potrzeb ludzkiej cywilizacji. W czym więc tkwi problem?

Cała historia z Peak Helium jest świetną ilustracją tego co może oznaczać ‘peak’ danego surowca. Otóż, można mówić o dwóch zjawiskach – fizycznym i ekonomicznym. To pierwsze oznacza fizyczne wyczerpywanie się danego zasobu. To drugie oznacza wyczerpywanie się dostępnych ekonomicznie źródeł surowca. Nie muszę dodawać, że peak ekonomiczny poprzedza peak fizyczny.

Czytaj dalszą część »

Strona 1 z 4412345»102030...Ostatnia »