Nie jestem ekspertem na rynku złota, zwłaszcza fizycznego, ale w czasie zbierania materiałów do poprzedniego tekstu o złocie natrafiłem na niepokojące informacje z USA dotyczące praktyk stosowanych przez brokerów złota i złotych monet. Uważam, że opisanie tego zjawiska jest ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, wskazuje na wkroczenie na rynek złota niedoświadczonych inwestorów oraz nagromadzenie emocji na tym rynku, które sprawiają, że inwestorzy nie podejmują optymalnych decyzji inwestycyjnych. Po drugie, może być ostrzeżeniem dla polskich inwestorów przed nieetycznymi pośrednikami na rynku fizycznego złota.
Zacznijmy od stwierdzenie, że istnieją trzy sposoby na inwestowanie na rynku złota. Pozycję na rynku złota można zając przez derywaty (kontrakty i opcje) i certyfikaty inwestycyjne. Nie zajmuje się wtedy pozycji na fizycznym złocie. Dlatego wielu inwestorów, którzy kupują złoto jako zabezpieczenie przed implozją systemu finansowego odrzuca tę możliwości. Można także kupić złoto poprzez inwestycję w ETF, które kupują fizyczne złoto (najczęściej w sztabkach). Część z ETF, magazynuje posiadane złoto w Szwajcarii by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo inwestorom – ochronę przed czynnikami politycznymi, czytaj: konfiskatą.
Wreszcie można kupić fizyczne złoto. W tym przypadku można kupić:
Otóż, w przypadku kupowania fizycznego złota kluczowe znaczenie mają spread (czyli różnica pomiędzy ceną sprzedaży a ceną kupna oferowanymi przez pośrednika) i koszty transakcyjne, które w tym wypadku są różnicą pomiędzy ceną, którą płacimy za daną sztabkę czy monetę a wartością zawartego w nich czystego złota wyliczoną przy cenie złota z giełdy towarowej.
Istnieją olbrzymie różnice w kosztach zakupu sztabek lokacyjnych czy monet lokacyjnych (bulionowych) a monet kolekcjonerskich. W przypadku najbardziej uniwersalnych sztabek i monet koszty zakupu nie powinny być większe niż kilka procent więcej niż wartość czystego złota zawartego w tych aktywach. Co więcej, rynek dla tych aktywów jest bardzo płynny. Tymczasem, część monet kolekcjonerskich sprzedawana jest z 30%, 70% a nawet 200% premią względem czystego złota w nich zawartego. Nie chodzi przy tym o monety o dużej wartości kolekcjonerskiej, numizmatycznej lecz o produkowane masowo monety.
W USA wybuchła sporych rozmiarów afera, związana z tym, że firma Goldline, nachalnie reklamowana przez naszego dobrego znajomego Glena Becka, znanego z permanentnego straszenia Amerykanów apokalipsą finansową i reklamowania brokera złota i złotych monet, oskarżona została o stosowanie nieetycznych praktyk marketingowych. Sprzedawcy Goldline ‘wciskali’ nieświadomym klientom, chcącym zainwestować na rynku złota, monety kolekcjonerskie sprzedawane kilkadziesiąt procent powyżej cen oferowanych przez konkurencję i kilkadziesiąt, a nawet kilkaset procent powyżej wartości zawartego w nich czystego złota. Zachęcam do obejrzenia tego filmu, na którym nasz inny dobry znajomy, Peter Schiff, odsłania nieuczciwe praktyki Goldline:
Czytaj dalszą część »