Faktury elektroniczne EBPP

Wpisy z kategorii: Polityka

Deficyt handlowy i nastroje polityczne w USA

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 18.11.2010 | Komentarze (56) »

Badania opinii publicznej pokazały, że sytuacja gospodarcze skorelowana jest ze społecznymi nastrojami wobec wolnego handlu (ale także imigracji). W okresie prosperity wzrasta liczba zwolenników wolnego handlu, w okresie recesji rośnie liczba zwolenników protekcjonizmu.

To dosyć poważny problem polityczno-gospodarczy. Zarówno z teoretycznego jak i empirycznego punktu widzenia wolny handel jest korzystny dla wzrostu gospodarczego. Z drugiej strony, wprowadzenie protekcjonizmu jest relatywnie łatwym sposobem na schlebianie nastrojom społecznym – o czym doskonale wiedzą politycy.

Warto więc zwrócić uwagę na sytuację w USA. Państwo to boryka się ze sporym deficytem handlowym. Pojawiła się w nim także krzykliwa siła polityczna sprzyjająca protekcjonizmowi gospodarczemu. Ruchem tym jest Tea Party.

Zwolennicy ruchu Tea Party nie lubią wolnego handlu. W badaniach opinii społecznej przygotowanych przez Pew Research Center okazało się, że 63% zwolenników ruchu Tea Party jest krytyczna wobec umów o wolnym handlu (takim jak NAFTA) czy polityki liberalizacji światowego handlu. Dla porównania, 54% republikanów, 45% niezależnych i 35% demokratów wyraża podobne zdanie. Zdumiewające?

Za Pew Research Center

Za Pew Research Center

Czytaj dalszą część »

Efekty zewnętrzne

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 17.11.2010 | Komentarze (114) »

Zrozumienie konceptu efektów zewnętrznych jest kluczowe w dyskusji o ograniczeniach wolnego rynku i roli państwa w gospodarce. Efekt zewnętrzny występuje wtedy gdy część kosztów lub zysków z danej działalności przenoszona jest na podmioty trzecie, niezaangażowane w działalność, bez adekwatnych rekompensat i opłat. Efekty zewnętrzne mogą być negatywne – wtedy gdy na podmioty trzecie przenoszone są koszty bez odpowiednich rekompensat lub pozytywne – wtedy gdy na podmioty trzecie przenoszone są korzyści bez konieczności uiszczania opłat.

Najprostszy przykład: generująca fetor spalarnia odpadów. Taka jednostka tworzy dla okolicznych mieszkańców negatywny efekt zewnętrzny w postaci smrodu obniżającego jakość ich życia. W tym miejscu od razu pojawiają się dwa problemy związane z efektami zewnętrznymi. Po pierwsze bardzo trudno jest je wycenić. Mimo, że nikt nie ma wątpliwości, że smród obniża jakość życia to wycena tego uszczerbku jest skomplikowana. Ile konkretnie, dla jednej rodziny, warty jest wspomniany spadek jakości życia? Po drugie, efekty zewnętrzne rozkładają się niesymetrycznie w tym sensie, że mnóstwo ludzi ponosi niewielki uszczerbek (żyje w smrodzie, w hałasie) by zaledwie kilka osób korzystało z faktu, że nie musi płacić za to rekompensaty (właściciel spalarni). To w oczywisty sposób kształtuje strukturę bodźców: jednostka generująca efekty zewnętrzne ma dużą motywację by za nie płacić a jednostki ponoszące koszty efektów zewnętrznych INDYWIDUALNIE mają niewielką motywację by domagać się rekompensaty.

Natknąłem się niedawno na świetny przykład pokazujący jak skomplikowane są efekty zewnętrzne w XXI wieku. Otóż, ekspert WHO (w tym miejscu część ludzi powinna przestać czytać ten tekst) ostrzega, przed zagrożeniem ze strony odpornych na antybiotyki szczepów bakterii. Poniższe zdanie robi wrażenie: We are essentially back to an era with no antibiotics. Zostawmy tę kwestię i zwróćmy uwagę na przyczynę powstania odpornych na antybiotyki szczepów bakterii: niekontrolowane używanie antybiotyków (bez recepty) w wielu państwach Afryki i Azji (zwłaszcza w Chinach i Indiach) oraz gigantyczne zużycie antybiotyków w hodowli zwierząt i ryb (rolnictwo zużywa 1000 razy więcej antybiotyków niż medycyna).

Państwa rozwinięte z pierwszym problemem poradziły sobie w ten sposób, że sprzedaż antybiotyków poddały ścisłym regulacjom. Istnieje zapewne liczna grupa ludzi, którzy zakaz dowolnego stosowania antybiotyków (moje ciało! moje pieniądze!) uzna za działania faszystowskie. Wyobraźmy sobie, że ta grupa jest na tyle liczna by poprzez nierozsądne stosowanie antybiotyków stworzyć dla reszty społeczeństwa efekt zewnętrzny: odporne na antybiotyki szczepy bakterii. Koszt tego efektu zewnętrznego w gruncie rzeczy zmierzać może do nieskończoności.

Wyobraźmy sobie jeszcze, że taka grupa istniała gdy cywilizacja ludzka prowadziła jedną z bezprecedensowych kampanii podnoszących jakość życia ludzi – kampanię masowych szczepień na ospę prawdziwą (czarną). Istnienie wystarczająco dużej grupy, nazwijmy ich dla poprawy humoru antyfaszystami, przeciwników szczepień mogłoby storpedować plany wyeliminowania wirusa ospy prawdziwej. Efekt zewnętrzny: kilkadziesiąt kilkaset tysięcy ofiar rocznie.

Czytaj dalszą część »

Czy Polska przestała już płacić za wizytę Dalajlamy?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 03.11.2010 | Komentarze (1) »

Blog inwestycyjny Beyond BRICs zwrócił uwagę na wizytę chińskiej delegacji rządowej w Polsce. Zdaniem Beyond BRICs istnieją trzy powody, dla których Chiny interesują się Polską:

  • gigantyczne inwestycje infrastrukturalne, w których chińskie firmy chcą wziąć udział
  • 38 miliony rynek wewnętrzny, odporny na zewnętrzne szoki
  • pozycja Polski jako przyczółku do zdobycia większego rynku Unii Europejskiej

Autorzy blogu zwrócili uwagę, że wizyta chińskiej delegacji ma miejsce dwa lata po wizycie w Polsce przywódcy Tybetańczyków – Dalajlamy, który w 2008 odwiedził Polskę i spotkał się między innymi z Donaldem Tuskiem.

Warto więc zwrócić uwagę na badania, które przeprowadzili Andreas Fuchs i Nils-Hendrik Klann, a w których zbadali wpływ spotkania Dalajlamy z przedstawicielami najwyższych władz odwiedzanego państwa na stan wymiany handlowej z Chinami, konkretnie na poziom eksportu do Chin z państwa goszczącego Dalajlamę. Autorzy przeanalizowali 159 przypadków w latach 1991-2008.

Okazało się, że w okresie rządów Hu Jintao, od 2002 roku, istnieje statystycznie istotny negatywny efekt spotkania Dalajlamy z najwyższymi władzami państwa (szef państwa, szef rządu) na poziom eksportu z tego państwa do Chin. W zależności od przyjętego modelu spadek eksportu wynosi 8% lub 17%. Efekt Dalajlamy mija po dwóch latach. Co ciekawe, spadek eksportu ma miejsce głównie w kategorii maszyny i środki transportu – a więc właśnie w tej grupie produktów, w której kontrakty często negocjowane są na szczeblu rządowym.

Polski eksport do Chin wynosi około 1,3 mld euro i będzie około dziesięciokrotnie mniejszy od importu z Chin. Teoretycznie więc, przyjęcie przez polskie władze Dalajlamy kosztować może polską gospodarkę od 210 do 440 mln euro przychodów.

Warto więc pamiętać, że polityczne gesty niosą ze sobą często gospodarcze koszty. Efekt Dalajlamy pokazuje też co o chińskiej gospodarce wiedzą publicyści wskazujący ją jako przykład na rozwój determinowany przez nieskrępowany wolny rynek.

Trzy w jednym: 26.10.2010

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 26.10.2010 | Komentarze (2) »

Publikacja najnowszego raportu Transparency International to dobry moment na zaproponowanie kilku zagadek. Z poniższych par państw proszę wskazać te, które zgodnie z rankingiem TI są postrzegane jako mniej skorumpowane:

  • Dania czy Hong Kong
  • Kanada czy USA
  • Szwecja czy Irlandia
  • Belgia czy Tajwan
  • Polska czy  Łotwa
  • Włochy czy Chiny

Zagadka jest łatwa. Mniej skorumpowane są państwa z lewej strony zestawienia.

W rankingu TI zwraca uwagę jeszcze jeden fakt: pozycja państw należących do najbardziej dynamicznego bloku gospodarczego BRIC – najlepsza z grupy Brazylia jest na 69 miejscu, Chiny okupują 78 miejsce, na 87 miejscu są Indie, na 154 miejscu jest Rosja. Dlaczego zwracam na to uwagę? By skłonić do refleksji. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że systemowa (przez legislację a nie przez organy ścigania) walka z korupcją jest jednym z najbardziej pro-wzrostowych działań jakie może podjąć rząd. Czy jest to jednak działanie wystarczające albo konieczne?

Czytaj dalszą część »

Wartość wykształcenia – druga strona medalu

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 25.10.2010 | Komentarze (14) »

Kilka razy zajmowałem się na blogu wartością wykształcenia. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na drugą stronę medalu, to jest fakt, że dla wielu ludzi decyzja o zdobywaniu wyższego wykształcenia może okazać się błędem.

Richard Vedder zwrócił uwagę na fakt, że 17 mln Amerykanów z wyższym wykształceniem (ukończony college, bachelor’s degree) wykonuje prace, w których nie korzysta z wyższej edukacji, na którą poświęcili przecież pieniądze i czas, czyli także pieniądze tylko w trochę innej formie.

Dane są fascynujące i myślę, że mogą być świetnym początkiem rozmowy na przerwie na kawę w pracy… lub między wykładami. Tytuł licencjata posiada w USA:

  • około 13% wszystkich kelnerów, 311 000
  • około 5% ‘woźnych’ i sprzątaczy, 107 000
  • około 5% kierowców ciężarówek, 85 000
  • około 16% barmanów, 80 000
  • około 14% listonoszy, 49 000
  • około 30% stewardess i  stewardów, 30 000

Cała tabela znajduje się poniżej:

Czytaj dalszą część »

Sąd i prokuratura chronią złodzieja?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Społeczeństwo dnia 15.10.2010 | Komentarze (27) »

Ten tekst spodoba się kilku ludziom – nie będzie w nich danych statystycznych, badań empirycznych, będzie za to moja własna opinia. W gruncie rzeczy podobną tyradę moglibyście usłyszeć w kolejce do lekarza – co wyjaśnia dlaczego takich tekstów piszę niewiele.

Sprawa jest jednak poważna. Gazeta.pl doniosła o maklerze, który ukradł z kont klientów około miliona złotych. Okazało się, ze duży polski bank kompletnie nie nadzorował pracy tego maklera. Mało tego, nie nadzorował pracy całego segmentu usług obracania jednostkami funduszy inwestycyjnych ponieważ, cytuję, nie miał wglądu do specjalnego programu informatycznego, który obsługiwał te transakcje. Potencjalnym klientom Banku Gospodarki Żywnościowej polecam tę informację pod rozwagę.

Bank oczywiście oddał klientom pieniądze a sprawa trafiła do sądu. Makler oddał bankowi 120 000 złotych, do zwrotu zostało 860 000 złotych. Tak się złożyło, ze w czasie śledztwa makler zdołał rozwieść się z żoną i przepisać na nią cały majątek czemu, być może z dobrodusznym uśmiechem przyglądała się prokuratura. Cytuję prokurator: Zrobiliśmy wszystko, aby zabezpieczyć majątek podejrzanego, ale on był sprytniejszy.

A teraz najlepsze. Złodziej nie pójdzie siedzieć. Zawarł układ z prokuraturą. Poddał się dobrowolnie karze i otrzymał cztery lata więzienia w zawieszeniu na sześć lat. Znów cytuję panią prokurator: To rozwiązanie zaakceptował niezawisły sąd, co znaczy, że musiało być trafne. Cóż za argument!

Moje pytanie brzmi: jaki sygnał wysłał sąd i prokuratura do potencjalnych oszustów w białych kołnierzykach? Ja odniosłem wrażenie, że można w Polsce ordynarnie ukraść pierwszy milion, ukryć pieniądze przed wymiarem sprawiedliwości i nie trafić do więzienia.

Zastanawiam się więc czy naprawdę nie ma w Polsce wystarczającej liczby uczciwych polityków by znowelizować Kodeks Karny i wpisać do niego, że jeżeli oszust finansowy, złodziej, etc nie współpracuje w 100% z prokuraturą (nie robi w czasie śledztwa wszystkiego co prokuratura od niego żąda) w kwestii zadośćuczynienia wyrządzonych przez siebie szkód to sąd MA OBOWIĄZEK wymierzyć mu maksymalny możliwy wymiar kary. Czy nie brzmi to rozsądnie?

Jak prokurator może zawrzeć układ z przestępcą, o którym prokurator mówi, że w czasie śledztwa okazał się sprytniejszy od prokuratury i zdołał ukryć ukradzione pieniądze przed wymiarem sprawiedliwości? Sądziłem, że wszelkie mechanizmy łagodzące karę przysługują jedynie oskarżonym, którzy współpracują z wymiarem sprawiedliwości.

Ta historia dotyczy dwóch istotnych kwestii. Po pierwsze, przyzwolenia na łagodne traktowanie przestępców w białych kołnierzykach. Czy ktoś wyobraża sobie, że złodziej, który włamał się do banku, ukradł milion złotych a po złapaniu nie wskazał miejsca schowania łupu mógłby uniknąć więzienia? Po drugie, ignorowania faktu, że jest kategoria przestępców, którzy łamią prawo z kalkulacji. Wysokie kary mogą nie odstraszyć zwykłych złodziejaszków, morderców, przestępców seksualnych ponieważ z reguły nie kalkulują oni opłacalności przestępstwa. Złodzieje w białych kołnierzykach kalkulują.

Nie chcę żyć w państwie, w którym opłacane z moich podatków sądy i prokuratury dają oszustom do zrozumienia, że przywłaszczanie cudzych pieniędzy jest w Polsce ekonomicznie opłacalne NAWET GDY ZOSTANIE SIĘ ZŁAPANYM.

Czy 225 mln złotych to dużo?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 12.10.2010 | Komentarze (37) »

W tekście o pasach bezpieczeństwa, przedstawiłem dane OBOP, z których wynika, że 20% Polaków deklaruje, że zapina pasy bezpieczeństwa tylko dlatego, że istnieje taki prawny obowiązek. Korzystając z danych o liczbie wypadków drogowych w Polsce oraz liczbie ofiar śmiertelnych policzyłem, że istnienie prawnego obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa ratuje 150 istnień ludzkich rocznie.

Zgodnie z obliczeniami, jedna ofiara wypadku drogowego kosztuje gospodarkę około 1,5 mln złotych. Z przedstawionych danych wynika więc, że obowiązek zapinania pasów przynosi polskiej gospodarce 225 mln złotych rocznie oszczędności. Gdyby ktoś potrzebował przykładu bardzo mądrych regulacji, które zwiększają dobrobyt społeczeństwa to może wykorzystać obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa. Naturalnie, korzyści z istnienia tego przepisu są większe, gdyż moja naprędce stworzona kalkulacja, nie obejmuje korzyści związanych z niższymi kosztami leczenia lżej rannych, dzięki pasom, ofiar.

Zatrzymajmy się na chwilę przy liczbie 1,5 mln złotych – czyli ekonomicznym koszcie ofiary wypadku drogowego w Polsce. Zgodnie z wyliczeniami Samodzielnej Pracowni Ekonomiki Instytutu Badawczego Dróg i Mostów 1 tyś kilometrów autostrad zmniejszyłby liczbę ofiar śmiertelnych na polskich drogich o 200 osób rocznie a liczbę rannych o 1300. To oznacza, ze kilometr autostrady ‘oszczędza’ 0,2 ofiary śmiertelnej i 1,3 rannego rocznie. Zakładając, że koszt rannego w wypadku drogowym to 1/10 kosztu ofiary śmiertelnej (rannych jest 10 razy więcej niż zabitych) możemy obliczyć, że jeden kilometr autostrady oszczędza rocznie 0,45 mln złotych w postaci niższych kosztów wypadków drogowych.

Koszt budowy kilometra autostrady to 45 mln złotych. Oznacza to, że w okresie kilku pokoleń koszt autostrady ‘zwróci’ się już w postaci poprawy bezpieczeństwa na drogach. A przecież inwestycja w budowę autostrad to przede wszystkim oszczędność w postaci ‘czasu’, która rozlewa się na całą gospodarkę od gospodarstw domowych przez turystykę po spedycję międzynarodową.

Blaski i cienie publicystyki ekonomicznej

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 10.10.2010 | Komentarze (32) »

Prof. Gregory Mankiw, jeden z gospodarczych doradców Busha juniora i szanowany profesor ekonomii, napisał inspirujący tekst o tym jak bardzo brak przedłużenia cięć podatkowych z 2003 roku pozbawi go motywacji do cięższej pracy. Mankiw wyszedł od kwoty 1000 USD, która po trzydziestu latach i wielu inwestycjach zamienić się powinna w 10 000 USD na kontach potomków profesora w utopijnym świecie wolnym od podatków. W świecie podatków Obamy na kontach jego dzieci znajdzie się jedynie 1000 USD co zdaniem profesora implikuje 90% stawkę podatkową. W świecie podatków Busha stawka podatkowa wynosiłaby 80% i o te właśnie pieniądze (1000 USD) swoim piórem i intelektem walczy profesor Mankiw.

Cóż, moim zdaniem te 90% nie brzmi wystarczająco katastroficznie. Proponuję więc by Mankiw swoje pieniądze zainwestował w sieć kasyn a następnie przekazał dzieciom w postaci papierosów. Pozwoliłoby to efektywnej stawce podatkowej zbliżyć się do magicznych 99%.

Winny jestem czytelnikom podstawową informację. Brak przedłużenia cieć podatkowych kosztowałby Mankiwa dokładnie 46 USD od każdego dodatkowego tysiąca. Jak z tych 46 dolarów Mankiw osiąga 9000 dolarów, które jego rodzina ‘traci’ wskutek istnienia systemu podatkowego nie jest tajemnicą dla nikogo kto zna potęgę procentu składanego – istotne obniżenie kwoty wyjściowej znacząco obniży wartość inwestycji po 30 latach.

Nie chciałbym jednak żartować z retorycznej sztuczki Mankiwa lecz zachęcić czytelników by zechcieli wyszukać ewidentne błędy merytoryczne i logiczne w artykule profesora Mankiwa. Proszę zobaczyć ile można ich znaleźć w krótkim fragmencie: If I invested it in the stock of a company that earned, say, 8 percent a year on its capital, then 30 years from now, when I pass on, my children would inherit about $10,000 (…) And that saving no longer earns 8 percent. First, the corporation in which I have invested pays a 35 percent corporate tax on its earnings. So I get only 5.2 percent in dividends and capital gains.

Zaczynamy. Profesor Mankiw na potrzeby uprawianej przez siebie publicystyki zakłada 5,2% realnej rocznej stopy zwrotu z rynku akcyjnego w najbliższych trzydziestu latach (8% dotyczy świata bez podatków). Czy to rozsądne?

Andrew Lapthorne z Societe Generalne szacuje ten wskaźnik na 3% przed kosztami transakcyjnymi. Lapthorne nie jest wyjątkowym pesymistą.

Profesor Mankiw zakłada, że podatki redukują zyski przedsiębiorstw w USA o 35%. Pojawiają się dwa problemy. Po pierwsze, w reprezentatywnym dla amerykańskiego rynku akcyjnego, indeksie S&P 500 korporacje osiągają około połowę swoich przychodów poza USA. Likwidacja podatków w USA nie miałaby znaczenia dla tych przychodów. Po drugie, używana przez Mankiwa liczba 35% nie jest efektywną stawką podatkową! Ta ostatnia, według różnych badań wynosi około 25%-30%.

Ale to nie koniec. Można zapytać ile wynosiłyby zyski Exxonu, gdyby pozbawiony podatków rząd USA nie wydawał 600 mld USD na rocznie na utrzymanie potęgi militarnej, która de facto ochrania interesy amerykańskich firm poza granicami USA. Ile przedsięwzięć Exxonu zostałoby znacjonalizowanych gdyby nie istniała groźba natychmiastowej interwencji największej potęgi militarnej na świecie? A ile zarabiałby Microsoft gdyby nie istniał aparat sprawiedliwości zdolny egzekwować prawa chroniące własność intelektualną? Ile legalnych kopii Windows sprzedałoby się gdyby nikt nie ‘ścigał’ za rozpowszechnianie podrobionych programów?

Oczywiście, wzięcie pod uwagę tych czynników zmniejszyłoby siłę ekonomicznej propagandy zawartej w artykule Mankiwa. Doskonale rozumiem, że publicystyka ekonomiczna ma swoje prawa i nie podlega rygorom badań naukowych. Z tym większą radością zauważam więc, że całym swoim tekstem Mankiw potwierdził argument przeciwników utrzymania cieć podatkowych dla najbogatszych. Argument ten opiera się na założeniu, że najbogatsi nie wydadzą pozostawionych im pieniędzy lecz je zainwestują (zaoszczędzą). Tymczasem amerykańska gospodarka potrzebuje najbardziej odbudowy popytu – argumentują przeciwnicy utrzymania cięć podatkowych dla najbogatszych.

Zróbmy z Polski jedną Specjalną Strefę Ekonomiczną!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 03.10.2010 | Komentarze (22) »

Cóż, jednym z celów bloga jest pokazywanie ewidentnych błędów logicznych, które różni ludzie popełniają pisząc o zagadnieniach ekonomicznych więc postąpiłbym nieuczciwie gdybym nie odniósł się do tego chwytliwego hasła jednej z partii politycznych. Hasła, które pokazuje albo fundamentalny błąd logiczny popełniony przez jego twórców albo kompletne niezrozumienie sposobu w jaki funkcjonuje gospodarka. W ten sposób po raz kolejny będę mógł pokazać złudne, fałszywe piękno prostych rozwiązań.

Zacznijmy od zdefiniowania specjalnej strefy ekonomicznej – wydzielona część terytorium kraju, w której działalność gospodarcza może być prowadzona na preferencyjnych warunkach, tj. przedsiębiorstwom, które uzyskały zezwolenie na działalność w strefie przysługuje pomoc publiczna w formie zwolnienia podatkowego. Czy na podstawie tej definicji możemy odkryć rationale specjalnych stref ekonomicznych

Otóż, sensem istnienia SSE jest sztuczne zróżnicowanie konkurencyjności poszczególnych regionów. Państwo interweniuje w mechanizm rynkowy i za pomocą preferencyjnego traktowania podatkowego podnosi konkurencyjność terenów, na których powstaje SSE. Tym samym, sztucznie zmniejsza konkurencyjność wszystkich terenów, na których nie powstają SSE. Dlaczego to robi?

Z różnych powodów, często tzw. strukturalnych, część regionów na trwale utraciła konkurencyjność. Interwencja państwa ma sztucznie podnieść konkurencyjność tych regionów by zaktywizować je gospodarczo.

A teraz sedno: rozszerzenie SSE na całą Polskę byłoby dokładnym zaprzeczeniem idei SSE, która opiera się na zwiększeniu konkurencyjności pewnych regionów, kosztem relatywnej konkurencyjności innych regionów. W gruncie rzeczy, nawoływanie do rozszerzenia SSE na cały kraj jest jak nawoływanie by rozszerzyć akcję afirmacyjną na całe społeczeństwo. Przecież to nie ma sensu! Istotą akcji afirmacyjnej jest faworyzowanie określonej grupy a istotą SSE jest faworyzowanie określonych regionów!

Jeśli ktoś ciągle nie rozumie błędu logicznego w haśle Zróbmy z Polski jedną Specjalną Strefę Ekonomiczną! to mam jeszcze jeden przykład. Wyobraźmy sobie, że na podwórku zbiera się woda. Decydujemy się więc obniżyć część podwórka by woda zbierała się właśnie w tym miejscu. A tu przychodzi miłośnik prostych rozwiązań i mówi ‘pomysł działa świetnie, obniżmy całe podwórko!’ Argh! What’s the point?

To o czym mówi wspomniana partia polityczna to nie rozszerzenie SSE na całą Polskę lecz obniżenie podatków od przedsiębiorstw w całej Polsce. To dwie zupełnie różne rzeczy ponieważ istotą SSE jest uczynienie pewnych obszarów państwa bardziej konkurencyjnymi a istotą obniżenia podatku CIT jest uczynienie Polski bardziej konkurencyjną w skali globalnej.

Oczywiście, dokładnie ten sam efekt różnicowania konkurencyjności zachodzi w przypadku ‘rajów podatkowych’, zwłaszcza w obrębie jednego obszaru gospodarczego, na przykład stanów w USA, które mają niskie podatki lokalne. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Ziemkiewicza wizja dziennikarstwa, wolnego rynku i prywatnej własności

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Społeczeństwo dnia 05.09.2010 | Komentarze (121) »

Uwaga: tekst oznaczony tagami: ‘media’, ‘Ziemkiewicz,’ ‘polityka’, ‘polskie bagienko’, ‘wolny rynek’. Proszę, nie czytajcie jeśli nie jesteście zainteresowani.

Niesamowita historia. Pan Ziemkiewicz, rolnik z zamiłowania, ilustracja konserwatywnej kindersztuby i wielki miłośnik wolnego rynku, napisał wstrząsający, porażający tekst na swoim blogu, który zaczyna się tak: Wiadomość o zwolnieniu Janiny Jankowskiej z uznawanej za prestiżową prywatnej szkoły dziennikarskiej dla części środowiska – tej, śmiem twierdzić, która nie uległa jeszcze całkowitej degrengoladzie w propagandowej służbie jedynie słusznej władzy – stanowi wstrząs.

Wstrząs to dobre słowo na opisanie uczucia, które powinien przeżyć każdy człowiek, który zda sobie sprawę, że Ziemkiewicz oskarżył sporo niewinnych ludzi i zasugerował, że współczesna Polska przypomina tę z czasów Bieruta tylko dlatego, że jest pozbawionym elementarnej dziennikarskiej przyzwoitości leniem, któremu nie chciało się zweryfikować kluczowej dla wymowy jego tekstu informacji. Pani Janina Jankowska nie została zwolniona. Doprawdy, dziwię się ludziom, którzy wierzą w cokolwiek co wyszło spod ręki Ziemkiewicza.

Nie to jest jednak najważniejsze w pompatycznym wpisie Ziemkiewicza lecz wyłożenie przez niego prawdziwego stosunku pro-pisowskiej prawicy do wolnego rynku i wolności w ogóle. Otóż, szkoła, w której pracowała Pani Jankowska jest szkołą prywatną. Utrzymuje się z opłat, które za naukę wnoszą studenci. Uzbrojeni w tę informację spójrzmy na błyskotliwą puentę wpisu Ziemkiewicza: Najciekawsze może, że Jankowskiej wyjaśniono, iż jej zwolnienia żądali… studenci. Bo nie chcą “pisowców”. Za Bieruta (kto pamięta?) to też wcale nie władza szykanowała przedwojennych profesorów; spełniała tylko żądania młodzieży, która dość miała reakcyjnych i klasowo obcych wykładowców.

Ach! Ręce same składają się do oklasków. Największy  zwolennik wolnego rynku wśród pro-pisowskich dziennikarzy ma pretensje do prywatnego przedsiębiorcy, że ten chce wyjść naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów! Z czym kojarzy się Ziemkiewiczowi to działanie, będące przecież kwintesencją mechanizmu rynkowego? Z Bierutem. To skojarzenie to dobry pretekst do sporządzenia diagnozy stanu umysłowego Ziemkiewicza, któremu, moim skromnym zdaniem, wszystko co nie jest po jego myśli, kojarzy się z Bierutem, Stalinem czy innym Hitlerem.

Jeśli studenci prywatnej uczelni uznali Panią Jankowską za pro-pisowską tubę propagandową to prywatny przedsiębiorca, w warunkach gigantycznej konkurencji na rynku prywatnych usług edukacyjnych, może chyba podjąć kroki w celu poprawienia samopoczucia swoich klientów, studentów. Jeśli, oznaczałoby to zwolnienie Jankowskiej to byłaby to kolejna ilustracja niewidzialnej ręki rynku eliminującej z obiegu wybrakowane produkty, usługi i nieelastycznych przedsiębiorców. A gdyby, jak sugeruje to Ziemkiewicz, opinia studentów była jedynie kłamliwym pretekstem do zwolnienia świetnego pracownika jakim jest Pani Jankowska, to studenci zniesmaczeni takim zachowaniem zagłosowaliby swoimi pieniędzmi i przenieśli się do szkoły, która lepiej odpowiada ich wymaganiom (zapewne do pewnej profesjonalnej i rzetelnej uczelni w Toruniu!). Prywatny przedsiębiorca, który wbrew oczekiwaniom rynku zwolniłby Panią Jankowską poniósłby stratę a może nawet zostałby wyeliminowany z rynku. Na jego miejsce Pan Ziemkiewicz mógłby otworzyć swoja własną szkołę, w której wykładałby tajniki dziennikarskiego ‘researchu’, w końcu jest prawdziwą ikoną tej dziedziny dziennikarskiego rzemiosła.

Czytaj dalszą część »

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player