Faktury elektroniczne EBPP

Wpisy z kategorii: Polityka

Niechże ktoś im powie o tych wspaniałych, poważnych kandydatach z Polski

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Świat dnia 23.05.2011 | Komentarze (21) »

Sytuacja, którą chcę opisać powtarza się za każdym razem gdy stworzy się wakat na stanowisku przewodniczącego ważnej międzynarodowej organizacji. Polskie media informują mnie o poważnych kandydatach z Polski, wymienianych wśród faworytów do zajęcia stanowiska.

Nie inaczej było gdy Dominique Strauss-Kahn, przytłoczony ciężarem zarzutów w sprawie, nazwijmy ją, obyczajowo-karnej, złożył rezygnację ze stanowiska dyrektora zarządzającego Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Najpierw, we wtorek 17 maja, media poinformowały, że Marek Belka może rozważać swoje szanse na zastąpienie go na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego – czytamy na stronach internetowych “Wall Street Journal”. Dodajmy, komentarzu napisanym przez polskich korespondentów z Polski: Marcina Sobczyka i Małgorzatę Halabę.

Następnie, w piątek 20 maja, polskim kandydatem ogłoszono Leszka Balcerowicza. Cytuję: Profesor Leszek Balcerowicz będzie walczył o stanowisko szefa Międzynarodowego funduszu Walutowego, po tym jak z tego stanowiska zrezygnował Dominique Strauss-Kahn – dowiedziały się “Fakty TVN”. Jak poważne są/były to kandydatury? Balcerowicz ma poważnych konkurentów i nawet były premier Jan Krzysztof Bielecki przyznaje, że pomimo tego, że Balcerowicz jak i Marek Belka, to kandydaci “wagi ciężkiej”, to jednak według niego nie mają oni większych szans na tak prestiżową posadę.

“Fakty” TVN podają jednak, że Balcerowicz jest w ścisłym gronie faworytów w walce o fotel po aresztowanym szefie MFW.

Zupełnie przypadkowo na blogu FT Alphaville znalazłem informację o tym jak szanse poszczególnych kandydatów ocenia firma bukmacherska William Hill. Proszę zwrócić uwagę na zestawienie ze środy, 18 maja:

Za The Economist viat FT Alphaville

Za The Economist via FT Alphaville

Gdzie się podział poważny polski kandydat profesor Marek Belka? Jest były minister finansów Turcji, jest szef Bundesbanku, były angielski premier i kilku innych ale nie ma poważnego polskiego kandydata. To może pojawi się w zestawieniu z czwartku 19 maja?

Czytaj dalszą część »

Gaz łupkowy w Polsce

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 08.04.2011 | Komentarze (20) »

Wczoraj media poinformowały o najnowszym raporcie amerykańskiej Energy Information Administration, w którym analitycy oszacowali zasoby gazu łupkowego (shale gas) w 32 państwach świata, w tym w Polsce. Omówienie raportu można znaleźć na stronach EIA (sam raport ma 50 mb objętości).

Raport pokazuje ogromny potencjał gazu łupkowego, którego wydobycie może być jednym z przełomów na rynku energetycznym. Zasoby gazu łupkowego (technologicznie wydobywanego) w zbadanych 32 państwach (bez Rosji i Bliskiego Wschodu) EIA ocenia na 6 622 bilionów stóp sześciennych (TCF), a więc 187,4 bilionów m3 (jedna stopa sześcienna to 0,0283 metra sześciennego). To więcej niż obecne szacunki globalnych rezerw konwencjonalnego gazu ziemnego (187 bilionów m3). Tak więc wejście na rynek gazu łupkowego w praktyce podwoiło dostępne ludzkości rezerwy gazu.

Polskie zasoby EIA szacuje na 187 TCF (5,29 bilionów m3) czyli jakieś 32 razy tyle ile zasoby konwencjonalnego gazu (5,8 TCF). Przy obecnym zużyciu na poziomie 0,58 TCF rocznie polskie zasoby gazu zaspokoją więc zapotrzebowanie na 332 lata. Poniżej znajduje się tabela pokazująca oszacowane przez EIA zasoby gazu łupkowego dla wszystkich państw objętych badaniem:

Za EIA

Za EIA

Jedyny problem z tym raportem polega na tym, że nie opiera się on na żadnych nowych informacjach. Analitycy korzystali z publicznie odstępnych danych z literatury naukowej i technicznej i na podstawie tych danych oszacowali potencjał poszczególnych rezerwuarów gazu łupkowego. Drugim problemem jest fakt, że o ile EIA oceniła technologiczną możliwość wydobywania gazu to pominęła ekonomiczną stronę problemu – to czy wydobycie będzie się opłacać (gaz łupkowy niemal zawsze jest droższy w wydobyciu niż konwencjonalny).

Czytaj dalszą część »

Rząd nie ma moralnego prawa chronić obywateli przed asteroidą

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Społeczeństwo dnia 06.04.2011 | Komentarze (148) »

Na początku lutego poleciłem w ‘Do przeczytania’ satyryczny tekst na stronach The Onion o tym, że Republikanie odwołali warty 440 mld USD plan prezydenta Obamy zmierzający do zniszczenia komety zagrażającej istnieniu życia na Ziemi. Republikanie argumentują, że podwyżki podatków potrzebne do sfinansowania planu, który ma ocalić rasę ludzką od wyginięcia stanowiłyby zbyt wysokie koszty dla przedsiębiorców.

Kilkanaście dni później, na stronach The Volokh Conspiracy, Sasha Volokh napisał: Myślę, że istnieją mocne argumenty za twierdzeniem, że o ile opodatkowanie obywateli w celu ochrony Ziemi przed asteroidą leży w prerogatywach Kongresu, jest nieprawnym działaniem rządu z moralnej perspektywy. Myślę, że jest w porządku naruszać prawa obywateli (przez opodatkowanie) w celu ochrony praw obywateli w większym zakresie (przez policję, sądownictwo, siły militarne). Nie jest jednak dla mnie oczywistym, że uderzenie asteroidy w Ziemię (albo, powiedzmy, uderzenie piorunem czy przywalenie drzewem) narusza czyjekolwiek prawa. W związku z tym, nie jestem pewien, czy zapobieganie temu przez opodatkowanie jest usprawiedliwione.

Poznajcie Prawo Poego: Bez wyraźnego zaznaczenia, nie można sparodiować jakichkolwiek fundamentalistycznych poglądów, bez ryzyka, że ktoś potraktuje parodię poważnie.

The Volokh Conspiracy to całkiem popularny blog libertariański, który czytam od czasu do czasu. Prawo Poego potwierdził więc przedstawiciel szerokiego nurtu libertarian.

Mnie fascynuje zjawisko, które jest odpowiedzialne za fakt, że całkiem spora liczba całkiem inteligentnych ludzi bez żadnych obiekcji przyjmuje założenie, że jedyną prawowitą funkcją rządu jest ochrona praw obywateli, przy czym katalog tych praw jest niezmienny, enumeratywny i pokrywający się z libertariańską wizją funkcji rządu.

W związku z tą historią nasuwa się mnie jeszcze jedna refleksja: obawa przed szufladkowaniem naszych poglądów przez naszych dyskutantów pozbawiona jest większego sensu. Zawsze znajdą się ludzie, którzy stwierdzą, że nie jesteśmy wystarczająco wolnorynkowi/progresywni i nazwą nas socjalistami/neoliberałami.

Fascynująca prawda o polskim systemie podatkowym

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 29.03.2011 | Komentarze (166) »

Polacy uwielbiają bajki. Codziennie, po wieczorynce dla dzieci, ‘mądre głowy’ w telewizji opowiadają dorosłym Polakom fascynujące opowieści. Jedną z nich jest bajka o progresywnym systemie podatkowym w Polsce. Zapewne też ją słyszeliście.

Brzmi ona tak: w Polsce obowiązuje progresywny system podatkowy. Na przykład, w  przypadku podatku PIT obowiązują dwie stawki podatkowe: 18% dla mniej zarabiających i 32% dla lepiej zarabiających. Oznacza to, że najbogatsi nie tylko płacą więcej podatków, bo więcej zarabiają, ale także ponoszą większy ciężar finansowania budżetu w proporcji do swoich dochodów.

Tymczasem, jak doniósł Lordroy, w dyskusji o amerykańskim systemie podatkowym pojawiło się fascynujące zestawienie pokazujące jaką część dochodów całego społeczeństwa stanowią dochody najbogatszego decyla (10%) gospodarstw domowych w poszczególnych oraz jaką część całkowitych wpływów z podatków* stanowią podatki zapłacone przez najbogatsze 10% gospodarstw domowych.

Za OECD

Za OECD

Okazuje się, że w 2005 roku (a więc wtedy obowiązywały trzy stawki podatkowe: 19%, 30% i 40%) najbogatsze 10% polskiego społeczeństwa osiągnęło 34% wszystkich dochodów gospodarstw domowych w Polsce. W tym samym czasie najbogatsze 10% społeczeństwa zapłaciło 28% wszystkich podatków zapłaconych przez gospodarstwa domowe w Polsce.

Zgodnie z zasadą równości podatkowej Adama Smitha, obywatele powinni płacić podatki proporcjonalnie do swoich dochodów, czyli że bogatsi powinni płacić więcej podatków niż biedniejsi – wszyscy proporcjonalnie do dochodów.

System, w którym obywatele osiągający 34% wszystkich dochodów zapłaciliby 34% wszystkich podatków byłby systemem proporcjonalnym. Taki system istnieje w Japonii.

System, w którym obywatele osiągający 34% wszystkich dochodów zapłaciliby 45% wszystkich podatków byłby systemem progresywnym. Taki system istnieje w USA.

System, w którym obywatele osiągający 34% wszystkich dochodów zapłaciliby 28% wszystkich podatków byłbym systemem degresywnym i taki system istnieje w Polsce.

Oznacza to, że 90% pozostałych Polaków osiąga 66,1% wszystkich dochodów i wpłaca 71,7% wszystkich podatków. Fascynujące, nieprawdaż?

Czytaj dalszą część »

Efektywność rynku, czyli dlaczego nie ma arbitrażu na cukrze?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 25.03.2011 | Komentarze (66) »

Przyznam szczerze, że znaczną część dzisiejszego tekstu zamierzam outsourcować do czytelników. Od pewnego czasu, ze zdumieniem czytam, że cukier kosztuje w Niemczech około 2,6 zł za kilogram (to jest cena ze sklepów, w sprzedaży hurtowej jest zapewne tańszy) podczas gdy w Polsce bardzo trudno kupić jest cukier poniżej 4 zł za kilogram (co ciekawe, ‘polski’ cukier w Portugalii kosztuje 3,15 zł)

Wyjątkowo niekompetentni, lub rozrzutni, ludzie kupują nawet cukier po 6,5 zł za kilogram. Co więcej, zapraszają media by pochwalić się swoją rozrzutnością, lub nieumiejętnością prowadzenia domowego budżetu. Cóż, co kraj, to obyczaj.

Sprawdziłem w Internecie (i telefonicznie) koszty transportu. Proszę mnie sprostować jeśli się mylę, ale przy 24 tonowej ciężarówce można mówić o kwocie 4 zł za kilometr. To oznacza, że przewiezienie 24 ton cukru z Niemiec do Polski kosztować będzie około 33 gr. (liczę łącznie 2000 km, w obydwie strony – 24 000 kg cukru za 8 000 zł) za kilogram cukru. Proszę mnie sprostować jeśli się mylę, ale w ramach UE obowiązuje wolny przepływ towarów pomiędzy Polską a Niemcami. Nie ma więc ceł, kontyngentów, etc.

Jeśli więc, można przywieźć ‘niemiecki’ cukier do dowolnego miejsca w Polsce po kosztach znacznie poniżej 3 zł za kilogram (może nawet 2,8-2,9) to dlaczego nikt jeszcze nie zajął się arbitrażem na masową skalę? To przecież jest 20%-30% czystego zysku, czyż nie?

Myślałem nad potencjalnymi odpowiedziami:

  • rynek, z jakiś powodów, jest drastycznie nieefektywny
  • obowiązuje nieformalna zmowa cenowa ‘podbijająca’ ceny cukru w Polsce

Rozumiem, że problemy z podażą cukru w Polsce mogą być wynikiem zbyt niskich kwot produkcyjnych nałożonych na polski przemysł cukrowy w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (CAP). Ten fakt, w żaden sposób nie wyjaśnia jednak tego, że napięcia w podaży polskiego cukru doprowadziły ceny cukru w Polsce do poziomu 200% cen w Niemczech. W tej sytuacji, nie wyśmiewałbym się, z peerelowskiej zapowiedzi walki ze spekulantami, którą łaskaw był wygłosić polski premier tylko zastanowiłbym się dlaczego na rynku cukru nie działają elementarne mechanizmy rynkowe. Czyżby niewidzialna ręka rynku popadła w apatię w wyniku hipoglikemii? A może to efekt ograniczeń nałożonych przez biurokrację?

Czekam na Wasze pomysły ponieważ w tej chwili najbardziej sensowna wydaje się mnie hipoteza o bardzo małej konkurencji na rynku dystrybucji towarów spożywczych w Polsce.

A skoro przy cukrze jesteśmy to zachęcam do obejrzenia poniższej reklamy społecznej (ukłony: AS):

Jeśli robić interesy to tylko z Pentagonem

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Świat dnia 23.03.2011 | Komentarze (31) »

Jest coś niepokojącego w fakcie, że najlepsze artykuły z dziedziny dziennikarstwa śledczego przychodzi mnie znajdować w ostatnim czasie w Vanity Fair, Rolling Stone… oraz Playboyu. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na dwa teksty, które pokazują kulisy robienia biznesu z amerykańskim wywiadem i amerykańską armią.

Artykuł w Rolling Stone powala z nóg na tak wielu poziomach, że na dobrą sprawę nie wiem od czego zacząć. Proszę sobie wyobrazić, że w 2007 roku warty około 300 mln USD (850 mln złotych) kontrakt na dostawę sprzętu militarnego, głównie amunicji, dla całej afgańskiej armii wygrała firma założona trzy la wcześniej, przez uzależnionego od narkotyków, dwudziestojednoletniego mieszkańca Florydy. To jest właśnie amerykański sen!

Dwudziestojednoletni Efraim Diveroli po wyrzuceniu z liceum zaczął pomagać swojemu wujkowi, który dostarczał uzbrojenie dla amerykańskiej policji. Po rozstaniu z wujkiem, w 2004 roku, wieku 18 lat założył swoją firmę. Skoncentrował się na zdobywaniu kontraktów publikowanych na oficjalnych stronach rządowych. Przydały się biznesowe kontakty ojca – Diveroli otrzymał finansowanie od producenta broni automatycznej z Utah.

W 2005 roku do firmy dołączył, wtedy 23-letni David Packouz, który miał za sobą krótki epizod na Uniwersity of Florida, pracował jako masażysta i marzył o karierze muzycznej.

W styczniu 2007 roku, młodzi przedsiębiorcy wygrali ogłoszony latem 2006 roku przetarg na dostawę amunicji dla afgańskiej armii. Zaproponowali 298 mln USD, o około 50 mln USD mniej niż kolejny oferent z najniższą ceną. Co ciekawe, Diveroli planował uzyskać na tym kontrakcie około 10% zysku netto – jako pośrednik pomiędzy producentami a Pentagonem. Później okazało się, że Diveroli był w stanie wycisnąć z kontraktu 25% zysku. To oznacza, że postali oferenci, którzy ‘siedzieli w branży’ od lat celowali w około 40% zysk.

W czasie, w którym Diveroli i Packouz wygrywali wart 300 mln USD kontrakt nie zatrudniali nawet księgowej. W firmie, poza dwoma młodzieńcami, pracowała jeszcze sekretarka. Niestety, w końcu młodzi biznesmeni popełnili błąd – dostarczyli do Afganistanu chińską amunicję objętą amerykańskim embargiem. Resztę historii przeczytacie w Rolling Stone.

Wartość kontraktów militarnych, które realizowali na zlecenie amerykańskiej armii prywatni przedsiębiorcy zwiększyła się ze 145 mld USD w 2001 roku do 390 mld USD w 2008 roku. Powyższa historia pokazuję skalę potencjalnego marnotrawstwa, które ma miejsce w styku armii i biznesu. Przykład dwóch młodych przedsiębiorców pokazuje także, że ludzie, którzy nie wiedzą, że czegoś nie można zrobić czasem to robią. Ilu z nas wystartowałoby do wartego 300 mln USD kontraktu z laptopem i skrętem?

Czytaj dalszą część »

Ćwierć miliona dzieci ‘wystrzelali’ Amerykanie i Brytyjczycy w sobotę

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Świat dnia 22.03.2011 | Komentarze (56) »

Uwaga: poniższy tekst jest przykładem populistycznej propagandy, której jedynym celem jest zainspirowanie czytelników by spojrzeli na otaczający ich świat z innej perspektywy.

W sobotę, 19 marca 2011 roku, rządy USA i UK  przeznaczyły około 82 mln USD na umożliwienie amerykańskim i brytyjskim żołnierzom zaatakowanie około 20 instalacji militarnych w Libii rakietami Tomahawk. Koszt jednej to około 0,75 mln USD (0,57 mln USD w 1999 roku, uwzględniłem inflację) wystrzelono co najmniej 110 rakiet.

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że koszt kompleksowych szczepień dzieci w państwach rozwijających się wynosi około 300 USD na każde uratowanie życie. To dałoby około 273 000 uratowanych istnień ludzkich za koszt tylko i wyłącznie rakiet  Tomahawk użytych, tylko i wyłącznie przez USA i UK, tylko w jednym dniu akcji zbrojnej skierowanej przeciwko Libii. Koszt zwalczania gruźlicy w państwach rozwijających się to od 5 do 50 USD za jedno uratowane życie.

Już po napisaniu tekstu okazało się, że w Libii rozbił się amerykański myśliwiec F-15E Eagle. W 1998 roku myśliwiec kosztował 31 mln USD (z uwzględnieniem inflacji 42 mln USD).

Czytaj dalszą część »

Schizofrenia ideologiczna?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Społeczeństwo, Świat dnia 01.03.2011 | Komentarze (67) »

W niedzielę zmarnowałem sporo czasu na zabawie danymi z Word Values Survey. Oto jedna z rzeczy, które zwróciła moją uwagę.

Respondentom zadano między innymi pytanie o to jak mocno ufają rządowi. Mieli do wyboru odpowiedzi:

  • Mocno (great deal)
  • Całkiem mocno (quite a lot)
  • Niespecjalnie (not very much)
  • Zupełnie nie (none at All)

Okazało się, że Polacy są społeczeństwem, przejawiającym bardzo małe zaufanie do rządu. Zaledwie 18% respondentów ufa rządowi (uwaga wszystkie dane pochodzą z sondaży w latach 2005-2007 i nie dotyczą konkretnego rządu lecz władz państwowych). Ten sam wskaźnik w Szwajcarii, Finlandii i Turcji przekracza 60%, a w Australii, Hiszpanii, Norwegii (>50%) i Szwecji przekracza 40%.

Połączyłem te dane z dwoma innymi pytaniami. W pierwszym zapytano o stosunek do prywatnej i państwowej własności przedsiębiorstw (1, w skali 1 do 10, oznaczało mocne poparcie dla zwiększenia prywatnej własności przedsiębiorstw a 10 mocne poparcie dla zwiększenia rządowej własności przedsiębiorstw). Spodziewałem się, że brak zaufania do władz skorelowany będzie z wyrażaniem opinii, że udział prywatnej własności w biznesie powinien się zwiększyć. Jakże się zawiodłem…

WS prywatyzacja i zaufanie do rzadu

Dane o zaufaniu do rządu połączyłem też z odpowiedziami na pytanie czy to rząd czy jednostki powinny wziąć na siebie więcej obowiązków/odpowiedzialności (responsobility). W tym przypadku 1, w skali 1 do 10, oznaczało mocne poparcie dla opinii, że rząd powinien wziąć na siebie więcej obowiązków a 10 mocne poparcie dla opinii, że to obywatele powinni wziąć na siebie więcej odpowiedzialności. W tym przypadku także spodziewałem się, że ludzie nieufający rządowi będą wyrażać opinie, że to obywatele powinni wziąć na siebie więcej odpowiedzialności. Znów się zawiodłem:

WS zaufanie do rządu i obowiązki rządu

Co o tym myślicie?

Związki zawodowe zagrożeniem dla gospodarki!

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Społeczeństwo dnia 28.02.2011 | Komentarze (83) »

Wybitny polski ekonomista prof. Jan Winiecki znany jest z niezwykle konstruktywnej krytyki związków zawodowych. Na przykład, w tekście Związkokracja to zabójcza patologia napisał: ostrzegałem, że kontynuacja komunistycznego marnotrawstwa, jeśli rządy będą zbyt ustępliwe wobec związkowego szantażu, może okazać się zabójcza dla przemian ustrojowych.

Muszę przyznać, że ostatnio poświęciłem trochę czasu na przemyślenie stosunku neoliberalnych komentatorów do związków zawodowych. Skłoniło mnie do tego odkrycie, że społeczna percepcja związków zawodowych jest drastycznie ograniczona. Poza debatę o zagrożeniach, które dla gospodarki niesie działalność związków zawodowych, wyrzuca się najbardziej wpływowe organizacje związkowe – związki zawodowe pracodawców i branżowe związki zawodowe przedsiębiorców.

Znacie jakiegoś neoliberalnego profesora albo publicystę, który ostrzega społeczeństwo przed szkodliwymi dla gospodarki skutkami nacisków związków zawodowych pracodawców na rząd? A przecież związki zawodowe pracowników i pracodawców w swoich celach są niemal identyczne. Zaglądnijmy do Wikipedii:

Związek zawodowy – organizacja społeczna zrzeszająca na zasadzie dobrowolności ludzi pracy najemnej. Podstawowym zadaniem związków zawodowych jest obrona interesów pracowników i działanie na rzecz poprawy ich sytuacji ekonomicznej i społecznej

Organizacja pracodawców – samorządny i niezależny w swej działalności statutowej od administracji państwowej i samorządowej związek pracodawców, którego celem jest obrona interesów i praw pracodawców.

Widzicie jakąś różnicę? Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych i Business Centre Club to dwie strony tego samego medalu. Obydwie organizację walczą w obronie interesów swoich członków a fundamentalnym elementem ten walki jest lobbowanie na rzecz korzystnych dla członków tych organizacji zmian legislacyjnych.

Jedynie skrajne ideologiczne zacietrzewienie może sprawić, że ktoś kto jest radykalnym krytykiem związków zawodowych pracowników może przechodzić do porządku dziennego nad działaniem związków zawodowych pracodawców! Niby na jakiej podstawie ktoś może twierdzić, że ‘szantaż’ związków zawodowych pracowników jest ‘zabójczy’ dla gospodarki a ‘lobbing’ związków zawodowych pracodawców sprzyja rozwojowi gospodarczemu?

Zresztą, nie ma sensu teoretyzować skoro można wejść na stronę związku zawodowego pracodawców, Business Centre Club, i samemu przekonać się o co walczy ten związek zawodowy. Znalazłem dla Was KOMUNIKAT BCC w sprawie opcji walutowych z 15 grudnia 2008 roku. Czytamy w nim tak: Wiele firm w Polsce straciło poważne sumy na tzw. opcjach walutowych zabezpieczających przed zmianami kursowymi.

(…)

W związku z tym Business Centre Club zwrócił się do przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego z prośbą o:

  • (…)
  • wpłynięcie na banki w taki sposób, by zaniechały restrykcyjnych działań wobec swoich klientów do czasu sprawdzenia aspektów prawnych problemu,
  • spowodowanie ustanowienia gwarancji rządowych dla tego typu ryzyka na czas trwania kryzysu walutowego,

Zaraz, zaraz. Proszę popatrzeć jeszcze raz na ostatnie zdanie. Czy związek zawodowy pracodawców nie domaga się w nim rządowej pomocy dla swoich członków, którym grożą poważne trudności gospodarcze? Ale chwileczkę, napiszmy to w języku neoliberałów: czy pasożyty z BCC nie chcą ukraść pieniędzy podatników by zapłacić nimi za głupotę i lekkomyślność darmozjadów z BCC, którzy popadli w trudności gospodarcze a teraz domagają się by sponsorował ich podatnik?

Czytaj dalszą część »

Do przeczytania: 26.02.2011

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Społeczeństwo dnia 26.02.2011 | Komentarze (15) »

Porcja linków na weekend:

W nawiązaniu do mojego tekstu o mitycznym konserwatyzmie fiskalnym Reagana: na blogu Big Picture znajdziecie prawdziwą orgię wykresów podsumowujących gospodarcze dokonania poszczególnych prezydentów USA od 1980 roku.

Fascynująca dyskusja toczyła się niedawno na blogu Marginal Revolution. Dotyczyła wpływu czynników genetycznych na poglądy polityczne i religijne. Materiałem do tej dyskusje były rezultaty studiów nad bliźniakami. Tutaj, wykres podsumowujący wpływ czynników genetycznych, rodzinnych i środowiskowych na poszczególne składniki religijności:

Za Marginal Revolution

Za Marginal Revolution

Wyjątkowo ignorancki artykuł na Gazeta.pl. Cytuję: Aż o 850 procent wzrosła od otwarcia brytyjskiego rynku pracy w 2004 liczba emigrantów z krajów wschodnioeuropejskich odsiadujących wyroki w Wielkiej Brytanii. Najwięcej brytyjskich podatników kosztuje nie kto inny niż przestępcy z Polski – informuje The Sun. Rozumiem dlaczego o problemie Polaków odsiadujących wyroki w brytyjskich więzieniach The Sun pisze w taki a nie inny sposób. Natomiast dziwi mnie, że dziennikarki Gazety.pl nie stać było na choć jedną krytyczną uwagę wobec populistycznego tekstu w The Sun. Przecież nominalna liczba więźniów nie ma żadnego znaczenia skoro liczba Polaków przybywających w UK wzrosła kilku czy kilkunastokrotnie. Rety! Naprawdę, dziennikarka Gazety.pl nie potrafi tego zauważyć?

Druga sprawa to struktura demograficzna polskiej diaspory w UK, która może wyjaśnić wyższą incarceration rate (wskaźnik uwięzienia – liczba więźniów na 100 000 mieszkańców) dla Polaków niż dla Brytyjczyków (tak wynika z danych). Sądzę, że populacja Polaków na Wyspach jest statystycznie dużo młodsza (a być może występuje nadreprezentacja mężczyzn) co naturalnie podwyższa wskaźnik przestępczości, który jest bardzo skorelowany z młodym wiekiem i płcią o czym pisałem tutaj. Niestety nie znalazłem danych o strukturze demograficznej polskiej diaspory w UK. W gruncie rzeczy dane o liczbie Polaków w UK są bardzo niepewne. Tym niemniej, nie sposób nie zapytać o to czy ktoś nie pomylił sobie islamskiej fali przestępczości z polską falą przestępczości…

Zmiany w dystrybucji wynagrodzenia na godzinę pracowników w USA w latach 1979-2009. Kolejna cegiełka w dyskusji o rosnącej nierówności ekonomicznej w USA.

Fitch Ratings sporządził interesujące kalendarium kluczowych wydarzeń w Strefie Euro w 2011 roku.

Calculated Risk sporządził listę najważniejszych raportów makroekonomicznych w USA. Poruszyłem ten temat w tekście  Testosteron, wyniki inwestycyjne i znaczenie raportów makroekonomicznych

Interesujący tekst o rywalizacji o zaliczenie Testu Turinga przez sztuczną inteligencję i o najbardziej ludzkim człowieku.

Edward Glaeser o tym jak drapacze chmur mogą ocalić miasta.

Artykuł podsumowujący badania wpływu wynalazku prasy drukarskiej na rozwój europejskich miast. Naukowcy zauważyli premię w wysokości 60 punktów procentowych w rozwoju gospodarczym miast w latach 1500-1600, dostępną dla miast, które najwcześniej zaadaptowały nową technologię.

A co Wy przeczytaliście interesującego?

Strona 3 z 11«12345»10...Ostatnia »

Autorskie blogi finansowe

Blogi iFIN24 to autorskie publikacje o finansach i gospodarce. Współpracujący z nami blogerzy są niezależni, a iFIN24 nie ma wpływu na treść ich wpisów. Zapraszamy do dyskusji z autorami.

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player