Faktury elektroniczne EBPP

Wpisy z kategorii: Polityka

Grecja – dwa punkty widzenia

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Świat dnia 03.03.2010 | Komentarze (10) »

Jeden z najbardziej inspirujących komentarzy na temat sytuacji w Grecji pojawił się na blogu Marginal Revolution. Tyler Cowen zamieścił taki cytat:

(…) grecki Minister Finansów ostrzegł przed kompletną katastrofą jeśli cały system nie zostanie zmieniony (…) „Ceny i wartości poruszają się w atmosferze zbliżającej się katastrofy” – napisał. „W Grecji od jakiegoś czasu wszystkie filary zdrowej gospodarki zostały przewrócone. Nie ma szans na stabilizację zarówno w równowadze gospodarczej jak i w kwestiach monetarnych i finansowych.”

(…) Podczas gdy Włosi byli autentycznie zaniepokojeni greckim kryzysem finansowym to Niemcy byli tymi, których trzeba było przekonać (…)

(…) W Atenach ludzie oczekiwali, że Minister Finansów zdoła skłonić Niemców do znaczących ustępstw. W rzeczywistości, jego pozycja negocjacyjna była bardzo słaba (…)

(…) Grecki kryzys finansowy nie powinien zostać zignorowany. Greckiemu Ministrowi Finansów nie brakowało błyskotliwości czy inteligencji przy przedstawianiu swoich opinii. Problem polegał po prostu na tym, że żaden grecki polityk nie był na tyle znaczącą postacią by został poważnie wysłuchany w Berlinie (…)

Tyler Cowen napisał, że cytaty nie pochodzą z wczorajszego Financial Times. Pochodzą z książki pod tytułem Wewnątrz Grecji Hitlera: Doświadczenie Okupacji 1941-1944.

Rzeczywiście istnieją pewne historyczne powody, dla których Niemcy nienajlepiej się czują w roli żandarma wymuszającego na innych europejskich państwach przeprowadzenie bolesnych reform budżetowych, których bezpośrednim skutkiem będzie obniżenie poziomu życia społeczeństwa. Choć nie przeszkadza to niektórym niemieckim politykom radzić Grecji by ta sprzedała część swojego terytorium by zdobyć pieniądze na spłatę zadłużenia.

Czytaj dalszą część »

Partyjniactwo stanowych deficytów budżetowych

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 01.03.2010 | Komentarze (6) »

W poprzednim tekście przedstawiłem analizę sytuacji budżetowych w poszczególnych stanach USA. Po przygotowaniu tabeli w Excelu, spojrzałem na nią i zorientowałem się, że mam przed sobą szczegółowe dane o deficytach budżetowych w poszczególnych stanach. Sprawdzenie kto jest gubernatorem poszczególnych stanów zajęło mi kilka minut. Z tego miejsca kilka prostych działań w Excelu dzieliło mnie od sprawdzenia jak bardzo oddanymi konserwatystami fiskalnymi są Republikanie gdy naprawdę mają władzę.

Poruszyłem już kilka razy problem partyjniactwa federalnych deficytów budżetowych, a także innych wskaźników gospodarczych (tutaj i tutaj). Takie analizy sugerują, że demokratyczni prezydenci nie tylko rządzą przy bardziej zrównoważonym budżecie niż republikańscy prezydenci ale także osiągają lepsze wyniki gospodarcze, na przykład wyższy wzrost PKB. Komentując takie zestawienia zawsze podkreślam dwie istotne sprawy. Po pierwsze, politykę gospodarczą w USA tworzy nie tylko Prezydent ale także Kongres. Liczne okresy kohabitacji praktycznie uniemożliwiają rzetelną analizę. Po drugie, konsekwencje określonych decyzji w polityce gospodarczej często wykraczają poza kadencję prezydenta, który je podjął. Najlepszym tego przykładem są skutki decyzji prezydenta Busha dla deficytu budżetowego, przy którym operuje administracja Obamy.

Wróćmy jednak do tematu. Władzę sprawuje obecnie 26 demokratycznych gubernatorów i 24 republikańskich gubernatorów. Mediana wielkości deficytów budżetowych jako odsetka budżetu stanowego dla stanów z republikańskim (R) gubernatorem wynosi 22,9%. Średnia dla tego wskaźnika dla stanów z R gubernatorem wynosi 25,1%.

Dla stanów rządzonych przed demokratycznych (D) gubernatorów mediana  wielkości deficytów budżetowych jako odsetka budżetu stanowego wynosi 20,1%. Średnia dla stanów z D gubernatorem wynosi 19,5%.

Brałem pod uwagę dane za rok budżetowy 2010: planowany deficyt oraz deficyt po pierwszych sześciu miesiącach. Dla wszystkich stanów mediana wynosi 21,9% a średnia 21,8%.

Czytaj dalszą część »

Kto się powinien bać zdarzenia kredytowego w Grecji?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Rynek kapitałowy dnia 15.02.2010 | Komentarze (25) »

Podobnie jak wielu innych komentatorów, nie uważam, że Grecja jest największym problemem dla stabilności gospodarczej Europy. Argumentem jest 2,7% – dokładnie taki odsetek gospodarki Unii Europejskiej stanowi Grecja (licząc wielkość PKB). Innymi słowy, Grecja bez wątpienia jest do uratowania.

Tym bardziej, że zaledwie 30% greckiego długu państwowego znajduje się w rękach greckich podmiotów. Greckie banki posiadają na przykład zaledwie 13% wszystkich wyemitowanych przez grecki rząd obligacji.

Około 70% greckiego długu jest własnością podmiotów zagranicznych. Poniższy wykres z raportu Credit Suisse pokazuje kto może się bać niewypłacalności greckiego rządu:

Za Credit Suisse

Za Credit Suisse

Myślę, że ‘ekspozycja’ może być kluczowym słowem w analizie zagrożeń ze strony długu państw PIIGS i potencjalnych działań podejmowanych w celu ich neutralizacji. Zwróciłem na to uwagę po przeczytaniu depeszy PAP z 11 lutego 2009 roku. Cytuję: Zobowiązania Grecji, Portugalii i Hiszpanii są największe wobec niemieckich banków – wynika z danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) w Bazylei.

Zobowiązania związane z tymi trzema krajami wynoszą w przypadku niemieckich banków 330,8 mld USD, wobec francuskich 306,8 mld USD, a wobec brytyjskich 156,3 mld USD – wskazują najnowsze dane BIS z 30 września 2009 r.

Dziś na PAP pojawiła się informacja o tym, że mieszkańcy Niemiec są przeciwni udzielaniu pomocy finansowej Grecji. Podobne stanowisko zajmuje obecnie niemiecki rząd. Nie ma wątpliwości, że udzielanie pomocy finansowej Grecji bez wdrożenia przez rząd tego państwa drastycznych reform budżetowych byłoby działaniem nierozsądnym i w dłuższym okresie szkodliwym dla stabilności strefy euro.

Sytuacja zmieni się jednak, jeśli ewentualne problemy zadłużeniowe Grecji czy innych państw PIIGS osiągną skalę, w którym mogłyby zagrozić stabilności systemu bankowego państw strefy euro. Krótko mówiąc: być może Niemcy nie pomogą Hiszpanii w imię europejskiej solidarności. To, czy nie pomogą jej w imię stabilności własnego sektora bankowego to zupełnie inna kwestia.

Deficyt Obamy? Busha? Pentagonu?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Świat dnia 08.02.2010 | Komentarze (73) »

Nie sprawia mi trudności zrozumienie tego, że konserwatywni komentatorzy w USA nie ustają w krytyce prezydenta Obamy za przygotowywanie i realizowanie budżetu z gigantycznym deficytem, przekraczającym znacznie 1 bilion dolarów. Nie rozumiem natomiast dlaczego ‘rodzimi’ publicyści ekonomiczni bezrefleksyjnie powtarzają ‘republikańską’ krytykę deficytu budżetowego.

Nie chciałbym oczywiście usprawiedliwiać polityki wysokiego deficytu budżetowego. Warto jednak spojrzeć na obecny deficyt z szerszej perspektywy. Umożliwia to wykres przygotowany przez Center on Budget and Policy Priorities (organizacja przedstawia się jako bezpartyjna – jest jednak nieformalnie powiązana z Demokratami), który pokazuje czynniki odpowiedzialne za deficyt budżetowy w USA w latach 2009-2019. Wykres przygotowano na podstawie raportu Kongresowego Biura Budżetowego:

Za Center on Budget and Policy Priorities

Za Center on Budget and Policy Priorities

Proszę zwrócić uwagę na dwa kolory: niebieski i żółty. Niebieska część wykresu to ta część deficytu, którą istnieje wskutek cięć w podatkach dla najlepiej zarabiających Amerykanów, które przeprowadził prezydent Bush na początku dekady. Kolorem żółtym przedstawiono wpływ wojen w Afganistanie i Iraku na wysokość deficytu budżetowego. Jest jeszcze TARP (kolor czerwony) zainicjowany przez odchodzącą administrację Busha. ‘Cała reszta’ to efekt nieodpowiedzialności budżetowej Obamy.

Oczywiście, można jeszcze przekonywać, że Obama nie odpowiada także za kolor ‘błękitny’. Argument ten jest logiczny i opiera się na założeniu, że deficyt budżetowy jest dużo bardziej ‘naturalny’ dla recesji gospodarczej. Osłabienie gospodarcze obniża dochody budżetu (mniejsze wpływy z podatków) a w rozwiniętych państwach często także automatycznie zwiększa wydatki w ramach zabezpieczenia socjalnego (na przykład: większe bezrobocie to większe wydatki na zasiłki dla bezrobotnych). Dlatego odpowiedzialne państwa (do głowy przychodzi mi od razu Chile) operują przy nadwyżce budżetowej w czasie dobrej koniunktury by przygotować się ‘jakubowe chude lata’.

Gdy nowa administracja obejmuje władzę po kilku latach prowadzenia polityki deficytu budżetowego w okresie dobrej koniunktury przez odchodzącą administrację to w gruncie rzeczy ma związane ręce. Próba obniżenia deficytu budżetowego będzie tylko pogłębiać spowolnienie gospodarcze. Błyskotliwi czytelnicy domyślą się, że kwestia ta nie dotyczy jedynie USA lecz także Polski. Krótko mówiąc: recesja jest najgorszym z możliwych okresów na równoważenie budżetu.

Czytaj dalszą część »

Trzy cytaty z minionego tygodnia

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Rynek kapitałowy, Świat dnia 23.01.2010 | Komentarze (12) »

Cytat tygodnia:

Dalej uważam, że pomoc humanitarna, przeciętnie, nie przyśpiesza wzrostu gospodarczego. Ale pomoc humanitarna może złagodzić ludzkie cierpienia – tak jak wtedy gdy zagraniczny lekarz przekazuje szczepionki lub lekarstwa (W gruncie rzeczy dochody per capita mogą spaść jako rezultat tego, że część ‘słabych ogniw’ zostanie uratowana od śmierci).

Uważam także, że armia amerykańska jest w stanie bardzo dużo pomóc angażując się w działania bezpośrednio po katastrofie.

Wyobraźcie sobie amerykańskich żołnierzy wyzwalających Buchenwald. Czy jakikolwiek publicysta odważyłby się powiedzieć ‘Nie dawajcie im tych koców! Sprzedajcie je im!’, ‘Hej kolego! Znajdź sobie pracę!’, ‘Zła lekcja! Jak im teraz pomożecie, znów dadzą się złapać!’. Nie sądzę.

Tyler Cowen, profesor ekonomii, współtwórca Marginal Revolution

Profesor Cowen trafił w samo sedno. Czym innym jest pomoc w następstwie klęsk naturalnych, pomoc, której jedynym celem jest ulżenie cierpieniu a czym innym są działania na rzecz trwałego, samowystarczalnego rozwoju gospodarczego.

Cytat tygodnia numer 2:

Czy to nie zabawne, że gdy wchodzisz do biura firmy inwestycyjno-doradczej i widzisz wszystkich doradców finansowych oglądających CNBC? Daje mi to podobne poczucie pewności i zaufania, które miałbym gdybym wszedł do kliniki Mayo lub szpitala Sloan Kettering* i zobaczyłbym tam wszystkich lekarzy oglądających Ostry dyżur**.

Anonimowy manager funduszu inwestycyjnego w UBS

Czytaj dalszą część »

Haiti – państwo, które przestało istnieć?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Polityka, Świat dnia 14.01.2010 | Komentarze (16) »

W 2009 roku PKB per capita na Haiti wyniosło $790. Oznacza to, że przeciętny Haitańczyk miał na swoje utrzymanie dwa dolary dziennie w 2009 roku. Ponad 80% ludności Haiti żyło poniżej granicy ubóstwa. W 2008 roku na Haiti spadło kilka groźnych huraganów w jednym z najgorszych sezonów burzowych w historii.

A wczoraj Haiti nawiedziło olbrzymie trzęsienie ziemi, które dotknęło rejon stolicy państwa: Port-Au-Prince, który zamieszkiwany jest przez 1/3 dziesięciomilionowej populacji Haiti. Najprawdopodobniej zginęło dziesiątki a może setki tysięcy ludzi. Nie pracuje haitański rząd. Nie funkcjonuje armia ani policja. Zniszczone są najważniejsze więzienia – ich pensjonariusze są na wolności. Nie działa lotnisko, uszkodzony jest główny port morski.

Czy społeczność międzynarodowa tego chce czy nie, najprawdopodobniej po raz kolejny w ostatnich latach będzie miała okazję przećwiczyć budowanie państwa od podstaw. Haiti to 10 mln ludzi, żyjących na 1/10 terytorium Polski i egzystujących w ekstremalnym ubóstwie.

Tylor Cowen prowadził na swoim blogu inspirujące rozważania o przyczynach ubóstwa Haiti. Wśród potencjalnych przyczyn wymienił

  • zbyt wczesne odzyskanie niepodległości, odcięcie więzi z metropolią i brak pomocy w XX wieku
  • francuska spuścizna kolonialna – byłe francuskie kolonie radzą sobie gorzej niż angielskie
  • oparcie gospodarki na monokulturowej uprawie trzciny cukrowej
  • fatalne skutki dyktatury Duvaliera i jego syna
  • heterogeniczność etniczna społeczeństwa, które pochodzi z różnych regionów Afryki (ludność Haiti to głównie potomkowie niewolników)
  • brak chińskiej emigracji na początku XX wieku
  • powszechność poligamii

Czytaj dalszą część »

Big Pharma – fakty i mity o marketingu i badaniach

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Społeczeństwo dnia 10.01.2010 | Komentarze (9) »

Od dawna już chciałem napisać coś o przemyśle farmaceutycznym, zwłaszcza o Big Pharma, czyli największych korporacjach, które zdominowały ten rynek. Tym co mnie zniechęcało jest fakt, że nie mam wystarczającej wiedzy by swobodnie poruszać się w tych dziedzinach. Nie oznacza to jednak, że nie mogę zwrócić uwagi czytelników na kilka istotnych zagadnień i zapoznać z wynikami kilku badań naukowych.

Inspiracją do napisania tekstu była dyskusja na Blog de Bart o tym jaki udział w cenie leków i w budżecie firm farmaceutycznych mają nakłady na badania i rozwój (R&D – research and development). Myślę, że w tej kwestii przeciwnicy Big Pharma mogą być dużo bliżej prawdy niż obrońcy przemysłu farmaceutycznego.

Marc-André Gagnon i Joel Lexchin w artykule The Cost of Pushing Pills: A New Estimate of Pharmaceutical Promotion Expenditures in the United States oszacowali koszty promocji leków w USA na 57,5 mld USD w 2004 roku czyli 24% wartości sprzedaży przemysłu farmaceutycznego w 2004 roku, która wyniosła 235 mld USD. W tym samym roku przemysł farmaceutyczny wydał 31,5 mld USD na R&D, czyli 13% wartości sprzedaży, przy czym kwota ta obejmuje PUBLICZNE ŚRODKI przekazane na prywatnych korporacjom na rozwój nowych leków. Czy te wyniki znacząco różnią się od rezultatów innych NIEZALEŻNYCH (nie sponsorowanych przez Big Pharma) badań? Nie.

Marcia Angell oszacowała udział marketingu (samego marketingu – bez kosztów administracyjnych) na 33% wartości przychodów sektora w 2001 roku. Uczyniła to na podstawie ekstrapolacji danych ze sprawozdania finansowego firmy Novartis, które rozdzielało marketing i administrację.

W 2006 roku Consumers International rozesłał ankiety do 20 największych europejskich firm farmaceutycznych. Na podstawie 5 odpowiedzi, które otrzymał ocenił, że wydatki na marketing stanowiły od 31% do 50% sprzedaży tych firm.

Dwa badania, z 1989 roku i 1993 roku, oszacowały, że wydatki na marketing stanowią odpowiednio 22,% i 24% całkowitej sprzedaży.

Wreszcie, profesor Prasad Naik w artykule The ‘Big Pharma’ Dilemma: Develop New Drugs Or Promote Existing Ones? oszacował, że wartość wydatków na marketing już istniejących produktów jako odsetek sprzedaży ogółem wzrósł od lat 70’ do czasów współczesnych z 32% do 39%. W tym samym czasie wartość wydatków na R&D jako odsetek sprzedaży wzrosła z 5% do 17% a wydatków na produkcję leków spadła z 43% do 23%. Dane dotyczą notowanych na giełdach firm farmaceutycznych.

Jest także analiza Public Citizen (tutaj mała uwaga: Public Citizen to centrolewicowy instytut badawczy i organizacja lobbingowa, stawiająca sobie za cel walkę z nadmierną władzą korporacji w USA i mająca w swojej agendzie min. walkę z energetyką jądrową), który w raporcie o Big Pharma przedstawił taką strukturę udziału zysków, wydatków na R&D i wydatków na marketing i administrację w przychodach ogółem firm farmaceutycznych z listy z Fortune 500 z 2002 roku. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że wydatki na administrację nie ‘powinny’ stanowić więcej niż kilka procent przychodów.

Czytaj dalszą część »

Subiektywny przegląd i podsumowanie roku

Zbliżający się koniec roku, tradycyjnie już jest okazją do wspomnień i podsumowań. Swoje osobiste podsumowanie już publikowałem, czas teraz na podsumowanie ogólne i w dodatku subiektywne w kwestiach finansowych. Lada chwila posypią się pewnie podobne podsumowania, póki co jeszcze ich nie widać, więc mam nadzieję być pierwszy.

No to po kolei – wydarzenia w interesujących mnie tematach:

Czytaj dalszą część »

NBP kontra poseł Niesiołowski. Kto ma rację?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka, Społeczeństwo dnia 23.11.2009 | Komentarze (15) »

Muszę przyznać, że z zainteresowaniem oglądam ‘mocne w gębie’ osoby publiczne gdy przychodzi im ponieść konsekwencje ich lekkomyślnych czynów. Pan poseł Niesiołowski, w najgorętszym okresie sporu o zysk Narodowego Banku Polskiego, w lipcu 2009 roku, nazwał Skrzypka ‘karnym funkcjonariuszem PiS i powiedział, że ‘Skrzypek dostał zadanie od Jarosława Kaczyńskiego, dlatego szkodzi rządowi i Ministerstwu Finansów’.

Dlatego zdumiewa mnie fakt, że poseł Niesiołowski i liczna grupa jego partyjnych kolegów wyrażają zdumienie, że Narodowy Bank Polski wytoczył proces Panu posłowi. Sprawa jest banalna. Istotą bankowości centralnej jest niezależność. Insynuowanie, że prezes NBP realizuje zadania wyznaczone mu przez lidera opozycyjnej partii politycznej jest w gruncie rzeczy oświadczeniem, że Narodowy Bank Centralny nie jest niezależny i sterowany jest przez partię opozycyjną. Trudno zaprzeczyć, że nie doszło do naruszenia w tym wypadku dobrego imienia NBP i narażania NBP na utratę zaufania, które w bankowości centralnej odgrywa rolę kluczową.

Wyobraźmy sobie zresztą, że jakiś polityk PiS pozwala sobie stwierdzenie, że prezes PEKAO Pan Krzysztof Bielecki jest ‘karnym funkcjonariuszem PO’ i ‘dostał zadanie od Grzegorza Schetyny, dlatego szkodzi Narodowego Bankowi Polskiemu’? Czy ktoś wyraziłby zdziwienie gdyby bank PEKAO pozwał lekkomyślnego posła PiS w obronie swojego dobrego imienia?

Osoba prawna może podejmować działania w obronie swojego dobrego imienia, czci i wizerunku. Wysunięcie ciężkich oskarżeń przeciwko prezesowi banku, czy to komercyjnego czy to centralnego, zwłaszcza w bezpośrednim powiązaniu z pełnionymi przez prezesa i bank zadaniami może naruszyć dobre imię organizacji i podkopać do niej zaufanie. Wydaje się więc rozsądne, że zarówno osoba bezpośrednio dotknięta pomówieniem jak i organizacja, na którą to pomówienie rzuciło cień podejrzeń ma prawo wystąpić do sądu. Taka jest moja nieprawnicza argumentacja. Z przyjemnością przeczytam opinie profesjonalistów.

Czytaj dalszą część »

Kto płaci za korupcję?

Opublikowane przez Trystero w kategorii Gospodarka, Polityka dnia 20.11.2009 | Komentarze (9) »

Problem z odpowiednim naświetleniem znaczenia zwalczania korupcji dla stabilnego wzrostu gospodarczego polega na tym, że większość ludzi traktuje ‘straty’ wynikające ze zjawiska korupcji tylko w kontekście konkretnych zdarzeń korupcyjnych. Na przykład, jeśli skorumpowany urzędnik w przededniu wielkiego boomu na rynku stalowym sprzedaje huty stali za ułamek ich realnej wartości – to stratą dla gospodarki jest różnica pomiędzy ceną sprzedaży a realną wartością hut i na tym sprawa się kończy. Byłoby naprawdę dobrze gdyby tak się rzeczy miały.

Negatywne skutki zjawiska korupcji oddziałują na całą gospodarkę – niestety, są one niedostrzegane przez większość ludzi. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest trudność w statystycznym ujęciu konsekwencji korupcji dla całej gospodarki. Chciałem więc pokazać jedną z prób uchwycenia negatywnych skutków korupcji dla gospodarki.

Powszechnie przyjmuje się w finansach, że firmy dysponujący ‘dobrym’ zarządem i stosujący zasady zarządzania stojące na wysokim poziomie mogą relatywnie taniej pozyskiwać kapitał na rozwój. Wydaję się rozsądne, że podobny mechanizm zachodzi w odniesieniu do państw i dobrego zarządzania (good governance). Jednym z miar jakości rządów jest skala korupcji. Powinna więc istnieć zależność pomiędzy skalą korupcji a kosztem pozyskania przez rząd kapitału.

Jeden z autorów blogu Deal Breaker znalazł związek pomiędzy skalą korupcji, mierzoną corocznym indeksem przygotowywanym przez Transparency International: Corruption Perceptions Index a wysokością credit default spread (CDS), czyli kosztem ubezpieczenia rządowego długu:

Czytaj dalszą część »

Strona 1 z 3123»