W poprzednim poście opisałam moje podejście do funduszy awaryjnego i bezpieczeństwa – przeznaczenie, powód tworzenia i sensowną ich wielkość. Kolejne pytanie jakie powinniśmy sobie zadać, to: w jakiej formie fundusze te powinny być gromadzone, żeby z jednej strony pieniądze te były jak najlepiej pomnażane, a z drugiej – żeby fundusze miały szansę spełnić swoją rolę (czyli były dostępne wtedy kiedy są potrzebne). Co więcej – jak dobrze pójdzie i nie będziemy mieli żadnych problemów (czego wszystkim życzę) – może się okazać, że pieniądze te leżą nieruszane przez dłuższy czas. A szczególnie w przypadku funduszu bezpieczeństwa mówimy już o większej kwocie. Tym bardziej warto dobrze przyłożyć się do wyboru formy lokowania tych środków.
Fundusz awaryjny powinien być łatwo dostępny. Dlatego wydaje mi się, że dobrą formą będzie konto oszczędnościowe. Są też szkoły, że kilkaset złotych powinno się mieć w domu w gotówce na wszelki wypadek. Można również te pieniądze trzymać na krótkoterminowej lokacie, ryzykując ewentualnie utratę odsetek przy zrywaniu lokaty przed terminem.
Fundusz bezpieczeństwa nie musi być w całości dostępny od razu. Dlatego gama instrumentów finansowych do wykorzystania jest spora. Ale musimy mieć na względzie, że powinny to być instrumenty które dadzą nam dostęp do środków, a przynajmniej do ich części, w miarę szybko. Dlatego np. lokowanie w działkę może być średnim pomysłem, bo może się okazać, że sytuacja nas zmusi do sprzedania nieruchomości po niekorzystnej cenie. Podobnie inwestowanie w akcje – gdy będziemy pieniędzy potrzebować szybko, może się okazać, że wyjdziemy z inwestycji ze stratą. Przynajmniej część pieniędzy z funduszu bezpieczeństwa powinny być dostępne w ciągu kilku dni. Dlatego warto ten fundusz podzielić na kilka części i skorzystać z różnych instrumentów. Czyli po prostu zdywersyfikować. Moim zdaniem do gromadzenia tego funduszu najlepiej nadają się lokaty krótkoterminowe (1-3-6 miesięcy), konto oszczędnościowe (ale tylko dla niewielkiej części funduszu), obligacje, i ewentualnie monety kolekcjonerskie, jeżeli się na tym choć trochę znamy. Jednak w odniesieniu do obligacji i monet warto mieć na uwadze następujące kwestie: nie wszystkie obligacje można przedstawić do przedterminowego wykupu; od każdej obligacji wykupywanej przed terminem naliczana jest opłata 1 zł, co oznacza, że jeżeli od odsetek odejmiemy tę opłatę oraz podatek Belki, to dla najlepiej obecnie oprocentowanych obligacji 10-letnich (6,75% w pierwszym okresie odsetkowym) otrzymamy stopę zwrotu 4,66% (jeżeli przedterminowy wykup jest w pierwszym roku). Może się więc okazać, że w danym momencie bardziej opłaca się poszukać lokaty. W przypadku sprzedaży monet musimy pamiętać, że jeżeli ma to być sprzedaż po atrakcyjnej cenie (np. za pośrednictwem serwisu aukcyjnego), to będzie ona trochę pracochłonna (robienie zdjęć, wystawianie aukcji, korespondencja z nabywcami i zainteresowanymi, pakowanie i wysyłka). Oczywiście jest wiele osób którym się to opłaca, ale zanim w to wejdziemy, warto sobie odpowiedzieć na 2 pytania: czy znam się na tym wystarczająco, czy chcę się tym zajmować, i czy będę mieć na to czas. No i jest jeszcze kwestia ryzyka – na monetach można przecież również stracić.
Aha, jedna uwaga na koniec. Jak zapewne zauważyliście, nigdzie nie pojawiła się propozycja lokowania w fundusze inwestycyjne ani w akcje, ani w inne instrumenty powiązane z giełdą. Dlaczego? Uważam, że środki, które określam jako fundusz awaryjny czy bezpieczeństwa, powinny być lokowane tam, gdzie ryzyko jest stosunkowo nieduże. Po to, żeby faktycznie były do dyspozycji, jeśli będzie taka potrzeba. Ale jest to moja osobista opinia, a każdy ma swój rozum :)