Faktury elektroniczne EBPP

Parsimonia

Jaki sens ma ograniczanie wydatków? Może po prostu więcej zarabiać? (2)

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 27.01.2010 | Komentarze (12) »

W komentarzach (za które serdecznie dziękuję i proszę o więcej :)) do pierwszej części tego postu pojawił się dosyć mocny głos, że oczywiście lepiej skupić się na zwiększaniu dochodów, a ograniczaniem wydatków się nie przejmować (nie obniżać poziomu życia).

Ja natomiast uważam, że optymalizacja wydatków ma sens zarówno w przypadku wysokich jak i niskich dochodów. Oczywiście jeżeli dochody są niskie, to samym oszczędzaniem, zamożni się nie staniemy. Ale z drugiej strony – jeżeli przy wysokich dochodach prawie wszystko konsumujemy, to jest wysoce prawdopodobne, że nasza wartość netto może być bliska zeru.

Poza tym możemy być kompletnie nieprzygotowani na zawirowania w naszej sytuacji finansowej czy osobistej (bo nie „wyobrażamy sobie” kompletnie życia za np. 2 razy mniejsze pieniądze. I do tego – przy wysokich wydatkach, nasz fundusz bezpieczeństwa (jeśli w ogóle byliśmy w stanie go stworzyć) starczy nam na krócej. Przykład: dochody 10.000 zł, wydatki 5000 zł, fundusz awaryjny 40.000 zł. W przypadku utraty pracy starczy na 8 miesięcy. I dla porównania: takie same dochody i fundusz bezpieczeństwa, a wydatki 9.000 zł. Czyli fundusz bezpieczeństwa starcza na jakieś 4,5 miesiąca. Różnica zasadnicza.

Czytaj dalszą część »

Jaki sens ma ograniczanie wydatków? Może po prostu więcej zarabiać? (1)

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Bez kategorii dnia 24.01.2010 | Komentarze (6) »

Moich kilka ostatnich wpisów skupiło się na ograniczaniu wydatków.

Można postawić takie pytanie – a może zamiast ograniczać wydatki i myśleć o oszczędnym trybie życia, lepiej po prostu skupić się na zarabianiu więcej i kosztami się nie przejmować?

Wczoraj mniej więcej tak temat oszczędzania prądu skomentował mój syn: wolałbym po prostu więcej zarabiać i się oszczędzaniem w ogóle nie zajmować, nie tracić na to czasu. Myślę, że takie podejście jest całkiem popularne, i coś jest na rzeczy. Ale jest sporo “ale” :(

Przede wszystkim wszyscy chcielibyśmy mieć wyższe dochody. Ale niekoniecznie jest to w zakresie naszych możliwości. I często takie pragnienie pozostaje przez wiele lat w sferze marzeń. Natomiast jeśli ograniczymy wydatki, to w kieszeni zostanie nam więcej pieniędzy praktycznie od razu.

Czytaj dalszą część »

Inwestowanie, czy po prostu wydawanie?

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie, Społeczeństwo dnia 22.01.2010 | Komentarze (5) »

Dosyć często spotykam się z takim stwierdzeniem:  muszę zainwestować w nowy garnitur. Albo w nowy telewizor, stary jest do niczego. Albo (co gorsza) w nowy samochód. Coś mnie skręca w środku.

Kiedy mówimy o inwestowaniu, a kiedy po prostu o wydawaniu? I drugie pytanie – dlaczego nadużywamy określenia “inwestowanie”?

W moim rozumieniu (nieprofesjonalistki, a normalnej osoby(tu przepraszam całą rzeszę profesjonalistów, którzy jednocześnie są normalni :) mam nadzieję, że wybaczą mi ten skrót myślowy) inwestowanie to działanie, której spodziewanym efektem będzie jakiś dochód.  Trochę mądrzej pisząc – spodziewam się większego od zera ROI, czyli zwrotu na inwestycji.  Na przykład kupuję działkę, i spodziewam się że w jakiejś perspektywie mogę na niej zarobić.

Czytaj dalszą część »

Zmniejszenie opłat stałych – możliwe?

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 21.01.2010 | Komentarze (4) »

W poprzednim poście zastanawiałam się czy i kiedy warto zmienić taryfę, żeby móc obniżyć wydatki na prąd. Chciałabym pociągnąć temat redukcji opłat stałych. Dosyć często spotykam się z takim stwierdzeniem: mamy x dochodu, opłat stałych mamy y, i zostaje nam ledwo na przeżycie, co z tym fantem zrobić?

Jakoś tak jest, że przyzwyczajamy się do faktu, że opłaty stałe są wysokie, i uczymy się z tym żyć. Moim zdaniem warto w miarę regularnie (np raz w roku) zrobić sobie zestawienie opłat stałych i przeanalizować, czy któraś z nich nie jest zbyt wygórowana, albo – czy w ostatnim czasie na rynku nie pojawiła się atrakcyjna oferta, z której warto skorzystać, rezygnując z dotychczasowego dostawcy.

Krytyczne przyjrzenie się opłatom stałym warto robić zarówno wtedy, gdy ledwo starcza do przysłowiowego pierwszego, jak i w sytuacji gdy finansowo powodzi nam się dobrze. Po co przepłacać? Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze możemy przeznaczyć na co innego – na przysłowiowe piwo, na ciuchy, na spłatę jakiś zobowiązań, albo po prostu odłożyć. Każdy ma swoje priorytety i własny rozum.

Czytaj dalszą część »

Oszczędzanie prądu – a może zmiana taryfy?

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 21.01.2010 | Komentarze (10) »

Jednym z działań, które podejmuję, żeby zoptymalizować mój domowy budżet, jest ograniczenie opłat stałych do niezbędnego minimum.

Między innymi wzięłam się za rachunki za energię elektryczną. Oczywiście najpierw poszukałam możliwości ograniczenia zużycia prądu. Wymieniłam żarówki na energooszczędne (wszędzie tam gdzie światło świeci się relatywnie długo i nie jest często zapalane i gaszone); podpięłam znaczną część urządzeń do listew, żeby w wygodny sposób móc je wyłączać i nie zostawiać w trybie stand by. Pralka i zmywarka są włączane przy pełnym wsadzie, a ładowarki komórek i akumulatorków tkwią w gniazdkach tylko gdy potrzeba. Światła nigdy nie nadużywałam, więc nie było tu pola do redukcji. Tak czy inaczej – więcej pola do oszczędzania nie widzę, bo przede wszystkim chcę normalnie żyć. Po ciemku siedzieć nie zamierzam :) Czyli zrobiłam co mogłam, i jest pytanie co dalej.

Postanowiłam przyjrzeć się, czy zmiana taryfy może dać jakieś oszczędności, i czy w ogóle warto taką zmianę robić? O jakich oszczędnościach mówimy?

Czytaj dalszą część »

Tak niewiele potrzeba

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Społeczeństwo dnia 18.01.2010 | Komentarze (2) »

Miniony weekend spędziłam w Zakopanem. Było super – świetna pogoda, widoki, towarzystwo. I w sumie niewiele ludzi, co było dla mnie dużym i pozytywnym zaskoczeniem. Weekend w Zakopanem – nie brzmi to jakoś zbyt tanio. Ale było.

I kolejny raz się przekonałam, że rzeczy które nam sprawiają mnóstwo radości, najczęściej nie kosztują nic, albo – kosztują przysłowiowe grosze.

W sobotę – szarlotka prosto z pieca, w schronisku w dolinie Kościeliskiej. Pycha. I tylko 6 zł :)

Ale jeszcze lepiej było w niedzielę – na Gubałówce: spacer i herbata z cytryną za 3 zł (ponieważ było rześko, była niezbędna). Zapłaciliśmy po 3 złote, i siedzieliśmy na dworzu, nieśpiesznie popijając herbatę, wystawiając buźki do słońca i chłonąc piękne widoki… Oczywiście mogliśmy ten czas spędzić w karczmie przy suto zastawionym stole. Ale nie byłoby tak magicznie, na pewno.

Czy nie uważacie, że zbyt często skupiamy się na kupowaniu rożnych rzeczy, zapewnianiu sobie wysokiego standardu, super rozrywek, licząc, że w ten sposób przy okazji kupimy szczęście?

Super hasła zarządzania finansami osobistymi – moje top 3.

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 14.01.2010 | Komentarze (7) »

Jeśli przeczytamy choćby kilka najważniejszych książek dotyczących budowania bogactwa, zarządzania finansami osobistymi itp., to dosyć szybko zorientujemy się ,że jest kilka “golden rules”, albo inaczej – zasad, które (zdaniem ich autorów) powinny nas pokierować wprost ku bogactwu,  a co najmniej zamożności.

I te właśnie reguły są nieustannie „przerabiane” w kolejnych książkach, a przede wszystkim na blogach. Niektóre z tych reguł, jeśli coś tam czytamy i myślimy trochę, uznamy za… co najmniej kontrowersyjne. A niektóre uznajemy za wartościowe  i   jakoś staramy się brać pod uwagę w naszym życiu. Proponuję małą wyliczankę.  Dla mnie najbardziej inspirujące są takie:

  • Nie ważne ile zarabiasz. Ważne ile Ci zostaje.
  • Płać najpierw sobie.
  • Reguła latte.

Myślę, że akurat te trzy reguły, a w zasadzie za pewne po prostu hasła reklamowe, miały największy wpływ na moje myślenie o moich własnych finansach. A jak jest z Wami? Co byście dopisali do tej listy?

Fundusz awaryjny i bezpieczeństwa – możliwe formy lokowania

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 12.01.2010 | Komentarze (5) »

W poprzednim poście opisałam moje podejście do  funduszy awaryjnego i bezpieczeństwa – przeznaczenie, powód tworzenia i sensowną ich  wielkość. Kolejne pytanie jakie powinniśmy sobie zadać, to: w jakiej formie fundusze te powinny być gromadzone, żeby z jednej strony pieniądze te były jak najlepiej  pomnażane, a z drugiej – żeby fundusze miały szansę spełnić swoją rolę (czyli były dostępne wtedy kiedy są potrzebne). Co więcej – jak dobrze pójdzie i nie będziemy mieli żadnych problemów (czego wszystkim życzę) – może się okazać, że pieniądze te leżą nieruszane przez dłuższy czas. A szczególnie w przypadku funduszu bezpieczeństwa mówimy już o większej kwocie.  Tym bardziej warto dobrze przyłożyć się do wyboru formy lokowania tych środków.

Fundusz awaryjny powinien być łatwo dostępny. Dlatego wydaje mi się, że dobrą formą będzie konto oszczędnościowe. Są też szkoły, że kilkaset złotych powinno się mieć w domu w gotówce na wszelki wypadek. Można również te pieniądze trzymać na krótkoterminowej lokacie, ryzykując ewentualnie utratę odsetek przy zrywaniu lokaty przed terminem.

Fundusz bezpieczeństwa nie musi być w całości dostępny od razu. Dlatego gama instrumentów finansowych do wykorzystania jest spora. Ale musimy mieć na względzie, że powinny to być instrumenty które dadzą nam dostęp do środków, a przynajmniej do ich części, w miarę szybko. Dlatego np. lokowanie w działkę może być średnim pomysłem, bo może się okazać, że sytuacja nas zmusi do sprzedania nieruchomości po niekorzystnej cenie. Podobnie inwestowanie w akcje – gdy będziemy pieniędzy potrzebować szybko, może się okazać, że wyjdziemy z inwestycji ze stratą.  Przynajmniej część pieniędzy z funduszu bezpieczeństwa powinny być  dostępne w ciągu kilku dni. Dlatego warto ten fundusz podzielić na kilka części i skorzystać z różnych instrumentów. Czyli po prostu zdywersyfikować. Moim zdaniem do gromadzenia tego funduszu najlepiej nadają się lokaty krótkoterminowe (1-3-6 miesięcy),  konto oszczędnościowe (ale tylko dla niewielkiej części funduszu), obligacje, i ewentualnie monety kolekcjonerskie, jeżeli się na tym choć trochę znamy. Jednak w odniesieniu do obligacji i monet warto mieć na uwadze następujące kwestie: nie wszystkie obligacje można przedstawić do przedterminowego wykupu; od każdej obligacji wykupywanej przed terminem naliczana jest opłata 1 zł, co oznacza, że jeżeli od odsetek odejmiemy tę opłatę oraz podatek Belki, to dla najlepiej obecnie oprocentowanych obligacji 10-letnich (6,75% w pierwszym okresie odsetkowym) otrzymamy stopę zwrotu 4,66% (jeżeli przedterminowy wykup jest w pierwszym roku). Może się więc okazać, że w danym momencie bardziej opłaca się poszukać lokaty. W przypadku sprzedaży monet musimy pamiętać, że jeżeli ma to być sprzedaż po atrakcyjnej cenie (np. za pośrednictwem serwisu aukcyjnego), to będzie ona trochę pracochłonna (robienie zdjęć, wystawianie aukcji, korespondencja z nabywcami i zainteresowanymi, pakowanie i wysyłka). Oczywiście jest wiele osób którym się to opłaca, ale zanim w to wejdziemy, warto sobie odpowiedzieć na 2 pytania: czy znam się na tym wystarczająco,  czy chcę się tym zajmować, i czy będę mieć na to czas. No i jest jeszcze kwestia ryzyka – na monetach można przecież również stracić.

Aha, jedna uwaga na koniec. Jak zapewne zauważyliście, nigdzie nie pojawiła się propozycja lokowania w fundusze inwestycyjne ani w akcje, ani w inne instrumenty powiązane z giełdą. Dlaczego?  Uważam, że środki, które określam jako fundusz awaryjny czy bezpieczeństwa, powinny być lokowane tam, gdzie ryzyko jest stosunkowo nieduże. Po to, żeby faktycznie były do dyspozycji, jeśli będzie taka potrzeba. Ale jest to moja osobista opinia, a każdy ma swój rozum :)

A co na czarną godzinę?

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 11.01.2010 | Komentarze (1) »

Tytuł wpisu (pierwszego po przywitaniu się) może niezbyt dobrze wróżący na przyszłość, ale ja przesądna nie jestem. Poza tym blog po prostu przeniosłam w inne miejsce, a nie zaczynam od zera… Za to mam nadzieję – tytuł przykuwający uwagę :)
A rzecz będzie o gromadzeniu środków na zabezpieczenie finansowe w trudnych sytuacjach, które każdego (naprawdę każdego) mogą w życiu dopaść.
Zgromadzenie zabezpieczenia finansowego na wypadek awarii, choroby, zdarzeń losowych, utraty pracy itp. jest zalecane praktycznie przez wszystkie poradniki dotyczące finansów osobistych. To samo radzą doradcy. Taką samą mądrość, wywodzącą się po prostu z życiowego doświadczenia, ma (przynajmniej teoretycznie :) ) pokolenie naszych rodziców i dziadków.
Wiadomo – fundusz trzeba zbudować, ale pozostaje co najmniej kilka pytań: jak duży, w jakiej formie, jak się ma budowa zabezpieczenia finansowego do spłacania długów?
Ja wyodrębniam 2 fundusze – po pierwsze fundusz awaryjny. Jest przeznaczony na usuwanie „awarii” które mogą mi się przytrafić – nagła choroba, popsuty samochód, zepsuta lodówka, czy jakieś niespodziewane wydarzenie losowe. W każdym razie fundusz ten nie służy absolutnie do finansowania wakacji, albo do nieplanowanego zakupu np. odzieży w superokazyjnej cenie. Umówmy się – przepiękny płaszcz w rewelacyjnej cenie awarią nie jest. Ile powinniśmy odłożyć na tzw. awarie? Oczywiście wszystko zależy od możliwości i sytuacji. Ale nawet gdy tkwimy w długach po uszy, powinniśmy odłożyć choćby 500 zł na tzw. czarną godzinę, po to żeby w razie awarii nie zadłużać się bardziej. A przede wszystkim dla lepszego samopoczucia. Długi trochę łatwiej się spłaca, gdy wiemy, że mamy jakiś, nawet nieduży, finansowy wentyl bezpieczeństwa.
Ja się czuję dobrze z kwotą funduszu awaryjnego w wysokości ok. 3000 zł. Kwota osiągalna, a w razie czego wystarczy na przykład na wymianę pralki, czy na poważniejszą naprawę samochodu. Ważne, że są to pieniądze nie do ruszenia, jeśli awarii nie ma.
Drugim funduszem, który wyróżniam jest fundusz bezpieczeństwa. To pieniądze, które pozwolą mojej rodzinie pokryć wszystkie bieżące wydatki i zobowiązania, przy z grubsza niezmienionym poziomie życia, w przypadku np. utraty pracy, albo długotrwałej choroby. Jak duży powinien być taki fundusz? Oczywiście im więcej tym lepiej… ale łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Zbudowanie solidnego funduszu bezpieczeństwa może trwać baaardzo długo. Na początku zapewne uda nam się odłożyć równowartość jednomiesięcznych kosztów. Po jakimś czasie oszczędzania, nasz fundusz bezpieczeństwa pozwoli nam przetrwać przez 3 miesiące. Jeśli zbierzemy zabezpieczenie na 6 miesięcy to już naprawdę nieźle. Oczywiście niektóre poradniki podają jako wystarczająco bezpieczny – poziom 12 lub 24 miesięcznych kosztów życia… Ale musimy te zalecenia dopasować do polskich realiów, naszych możliwości i zadłużenia. Powstaje pytanie: czy budować duży fundusz bezpieczeństwa, czy skupić się na spłacie długów? A może pół na pół? Możliwości jest kilka, i każdy musi wybrać taki scenariusz który dla niego będzie najlepszy. Aha. Żeby wiedzieć, ile pieniędzy potrzebujemy, na pokrycie kosztów i zobowiązań przez 1 miesiąc, musimy wiedzieć, ile miesięcznie wydajemy. To nie powinno być zgadywanie ani domyślanie się.

Powitanie

Opublikowane przez Parsimonia w kategorii Oszczędzanie i inwestowanie dnia 11.01.2010 | Komentarze (6) »

Blog Finanse osobiste kobiecą ręką zaczęłam prowadzić we wrześniu 2009 roku. Od Nowego roku blog został przeniesiony do serwisu ifin24.pl, i tu będzie kontynuowany. Twórcy tego serwisu uznali widocznie moje podejście do tematyki zarządzania finansami osobistymi za ciekawe, bo zaproponowali mi współpracę, z czego bardzo się cieszę :) Blog zamierzam prowadzić w taki sam sposób jak do tej pory  – podobny przekrój tematów, ten sam styl. Mam nadzieję, że będą do niego zaglądać zarówno dotychczasowi czytelnicy, jak i nowi… Zachęcam do komentowania wpisów.

W pierwszym wpisie chciałabym w jakimś sensie podsumować, albo może przeformułować moją motywację do zarządzania moimi własnymi finansami. Dlaczego to robię, i dlaczego uważam, że naprawdę warto?

Oczywiście staram się w miarę możliwości zwiększać dochody. Ale przede wszystkim chcę mądrze gospodarować tymi środkami, którymi dysponuję. Chcę je przeznaczać na rzeczy, które są dla mnie ważne. Żeby to osiągnąć muszę ograniczyć wydatki zbędne, czyli odróżnić potrzeby od zachcianek. Ograniczenie wydatków, w tym kosztów stałych powoduje, że do normalnego funkcjonowania wystarcza mi mniej pieniędzy. Dzięki temu nie czuję się przytłoczona zobowiązaniami finansowymi. Przy takim podejściu nie jestem niewolnikiem pracy i zarabiania pieniędzy. Nie czuję przymusu, że muszę zarabiać więcej i więcej, bo inaczej nie dam rady. Daje to na przykład możliwość wyboru gorzej płatnej pracy, która jest pasją, albo – rezygnacji z pracy której mam już dosyć… Albo mogę szybciej budować oszczędności.

 Kolejną ważną dla mnie sprawą jest zapewnienie bezpieczeństwa finansowego sobie i rodzinie – fundusz awaryjny (zabezpieczenie na wypadek awarii samochodu, popsutej pralki, nagłej choroby itp.), fundusz bezpieczeństwa (na wypadek utraty pracy, albo dłuższej choroby albo innych trudnych sytuacji życiowych), a także solidne zasoby finansowe na czas emerytury. Po to, żeby emerytura nie była  czasem liczenia się z każdym groszem.

Strona 5 z 5«12345

Parsimonia

niezależny blog finansowy

Gdy spostrzegłam, że zarabiam dobrze, a wydaję jeszcze więcej, postanowiłam swoje finanse uporządkować i zacząć budować zabezpieczenie finansowe na przyszłość. Czytałam różne blogi, ale czegoś mi brakowało. Chyba spojrzenia kobiety i bardziej praktycznego podejścia do tematu. więcej »

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player