W praktyce bankowych akcji promocyjnych występują najczęściej dwa parametry kredytów wpływające na koszty: oprocentowanie i prowizja. Z mocy z ustawy z dnia 20 lipca 2001 r. o kredycie konsumenckim (Dz. U. z 2001 r. Nr 100, poz. 1081) banki powinny podawać wartość RRSO czyli rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania wyliczonej wg specjalnej, ujednoliconej formuły, zarówno w reklamach jak i w umowie. Pytanie kontrolne w trakcie rozmowy telefonicznej z bankiem teoretycznie mogłoby dotyczyć właśnie RRSO (tyle tylko, że sam ten wskaźnik choć przydatny jest trudniejszy do wyliczenia samodzielnego i ma swoja specyfikę). Lepiej jednak zadać bardziej otwarte pytanie i w przypadku uzyskania informacji o oprocentowaniu rzeczywistym dopytać się co przedstawiciel banku miał na myśli: ustawowe RRSO (dla jakich parametrów – sic!) czy oprocentowanie rzeczywiste.
O ile do tej pory mowa była o kontaktach telefonicznych ujawniających standardy (nie)moralne w tworzeniu i komunikowaniu ofert finansowych warto napisać parę słów o dzwonkach alarmowych, które powinny zabrzmieć przy ofertach drukowanych lub internetowych. Pierwszy test na rzetelną informację o ofercie i jej kosztach to wykazanie wskaźnika RRSO. Dalej: ważny jest też sposób pokazania drażliwych informacji. Lilipucia wielkość czcionki, nieostrość tekstu, jej kolor zlewający się z tłem – wszystko to wskazuje na chęć ukrycia niewygodnych informacji. Podobnie jest z gwiazdkami odsyłającymi donikąd po dodatkowe informacje czy definicje – wskazują na stosowanie sposobu “na cwaną gapę”.
Reakcją na spostrzeżenie tego typu wybiegów powinna być po prostu dyskwalifikacja oferty. W końcu bezpieczeństwo naszego budżetu domowego musi mieć priorytet, a korzystanie z usług nieprofesjonalnej firmy „my-tego-nie-stosujemy” naraża nas na dodatkowe koszty i perturbacje.
Opisane kwestie może wydają się banalne i oczywiste, ale trzeba przypominać, przypominać, przypominać także te proste, aby pomóc utrzymać zdrowy rozsądek i odporność na nieuczciwe chwyty kredytowe.

