Natura ludzka ma to do siebie, że z czasem potrafi dostosować się do każdego niebezpieczeństwa… Z czasem konsument przyzwyczaja się i przestaje reagować tak jak powinien między innymi na czyhające zewsząd pułapki kredytowe.
My tego nie stosujemy
Telefon: “Mamy nową promocję…, kredyt konsumpcyjny bez prowizji na x procent“. Czas na zadanie pytania kontrolnego, testującego poziom niebezpieczeństwa – A jakie jest oprocentowanie rzeczywiste dla tego kredytu? Noo, nie wiem; podajemy oprocentowanie z oferty.
Inny telefon: – “W związku z posiadaniem naszej karty chcemy zaproponować promocyjną pożyczkę na y procent, prowizja wynosi tylko z procent, ale ją również można skredytować“. Świetnie. Znów pytanie kontrolne o oprocentowanie rzeczywiste. Odpowiedź pada znamienna: My tego nie stosujemy. Hmm… Zatem już wiemy z kim mamy do czynienia. Po takim “zachęceniu” do skorzystania z oferty jak najprędzej należy wpisać telefony instytucji postępujących z potencjalnymi klientami w taki sposób na listę zatytułowaną – Niebezpieczeństwo! nie odbierać pod żadnym pozorem.
Powyższe dwa cytaty pochodzą z faktycznych rozmów, jakie przytrafiły się jednemu z moich znajomych. Na całe szczęście po pierwsze nie potrzebował pilnie żadnego kredytu a po drugie jest osobą w miarę przytomną i zorientowaną w tematach „okołokredytowych”.


Ale przecież takie telefony zawsze są propozycją kupienia czegoś bardzo drogo i na niekorzystnych warunkach. Dotyczy to banków, kablówki telefonii komórkowe itp.
Dobre oferty to te, które sobie same wytargujemy grożąc odejściem do innego dostawcy.