Wśród moich znajomych są ludzie o przeróżnej sytuacji – zarówno materialnej jak i rodzinnej. Przyjaźnię się między innymi z singielkami/singlami, którym tak się póki co ułożyło, że mają średnio ciekawą pracę, za mniej niż średnie pieniądze. Żyją skromnie, nie mają wygórowanych wymagań, więc do pierwszego im starcza, na jakieś ciuchy, rozrywki i wyjazdy również.
Co bym zrobiła będąc na ich miejscu, gdybym chciała „coś zrobić” ze swoimi finansami? W tym przypadku przede wszystkim skupiłabym się na zmianie pracy na bardziej dochodową. Pół biedy, jeśli praca jest bardzo ciekawa, po prostu pasjonująca i ma tylko jedną wadę – kiepskie zarobki. Ale jeżeli praca jest „średnia” i zarobki słabe, to należy postawić sobie pytanie: czy chcę żeby tak wyglądało całe moje życie? Co będzie za 5-10 lat? Czy chcę coś zmienić? Jeśli chcę, to na co czekać?
Zmiana pracy może wiązać się z koniecznością zmiany zawodu, podniesienia kwalifikacji, przeprowadzki do innego miasta, itp. Itd. Ale może warto z tym się zmierzyć, szczególnie w przypadku singla (czytaj – osoby w miarę młodej i bez zobowiązań), żeby mieć perspektywę na lepsze dochody?
Drugim (a w zasadzie równoległym) krokiem powinno być odkładanie co najmniej 10% dochodów na fundusz awaryjny. Na trzecim miejscu można by wskazać przyjrzenie się wydatkom i próba obcięcia ich. Ale z tego co obserwuję osoby o niskich zarobkach – żyją one i tak raczej skromnie, więc „ścięcie” wydatków nie przyniesie jakiegoś spektakularnego efektu. Ale na pewno warto co najmniej zrobić przegląd opłat stałych, gdyż w dłuższym okresie oszczędności w tej kategorii będą zauważalne.
Doradzałabym również dokładne przyjrzenie się, w jaki sposób nasze skromne (ale zawsze) oszczędności są lokowane. Czy wybieramy najlepsze na rynku lokaty, czy korzystamy z atrakcyjnie oprocentowanego konta oszczędnościowego, czy nie ponosimy kompletnie zbędnych opłat bankowych.


Bardzo dobrze postawione pytania. Sam w ten sposób staram się nakierować znajomych na inne drogi zawodowe.
Jestem praiwe takim wlasnie przypadkiem. Tak o sobie myslalam, dopoki nie zaczelam prowadzic budzetu. Okazalo sie, ze nie zarabiam wcale az tak malo jak mi sie wydaje:) Drugi wniosek byl taki, ze nie wydaje duzo na to co mi sie wydawalo, ze jest moim glownym kosztem, ale ze najwiecej pieniedzy ucieka innymi drogami. Takze zachecam kazdego do szczegolowego notowania wydatkow i przychodow przynajmniej przez jakis czas.
Pozdrawiam