Ostatnio kilkukrotnie spotkałam się z pytaniem, od czego rozpocząć „zrobienie czegoś” z własnymi finansami. Jeśli pyta osoba, która właśnie się zorientowała, że zabrnęła w długi, żyje ponad stan i przestaje „wyrabiać” – sprawa jest dosyć oczywista i omawiana wielokrotnie na blogach oraz we wszelkiego rodzaju serwisach www, prasie i książkach.
Rady z reguły układają się w następujący ciąg działań (czasem kolejność trochę się zmienia): zrób zestawienie długów, policz ile wydajesz a ile zarabiasz, poszukaj dodatkowych źródeł dochodu, tnij wydatki, zbuduj jakikolwiek fundusz awaryjny, zacznij spłacać długi (i tu też są co najmniej 3 strategie – najpierw dług o najwyższym oprocentowaniu (podejście matematyczne), albo najpierw dług o najniższej wartości (tu bardziej liczy się aspekt psychologiczny – nieduży dług łatwiej spłacić, a fakt całkowitej spłaty działa bardzo motywująco), albo w końcu strategia mieszana), nie zaciągaj żadnych nowych kredytów.
Ale pytania zadały mi osoby, które nie mają ani długów, ani nie żyją ponad stan. Po prostu zainteresował je temat zarządzania finansami osobistymi i zaczęliśmy rozmawiać, co z tego mogą wziąć dla siebie. Tak czy inaczej w kolejnych postach spróbuję zaproponować możliwy plan działań i przekonać, że zarządzanie finansami osobistymi nie jest tylko dla ludzi tonących w długach albo dla tych, którym nie starcza do pierwszego.

