Do Świąt Wielkiej Nocy pozostał już tylko tydzień. Oznacza to, że przedświąteczne porządki i zakupy są już na finiszu. Gdy przejeżdżam koło hipermarketu i widzę przepełnione zakupami wózki i koszyki, zastanawiam się – czy naprawdę na Święta aż tyle potrzebujemy i jak takie zakupy mają się do domowego budżetu.
Jesteśmy w dobrej sytuacji, jeśli budżet na wyprawienie Świąt zaplanowaliśmy wcześniej. Ale chyba zazwyczaj tak nie jest.
Jak spędzić Święta, żeby nasz portfel to wytrzymał i żeby potem nie trzeba było miesiącami spłacać zadłużenia na karcie kredytowej, lub co gorsza, zaciągniętych na ten cel pożyczek?
Przede wszystkim jest takie stare powiedzenie: „tako krawiec kraje, jak materii staje”. Wielkość wydatków musimy dopasować do naszych możliwości.
Po drugie: krytyczne zastanowienie się, czy Święta muszą być aż tak obficie świętowane. Czy konieczne są te wszystkie pieczenie, ciasta, półmiski wędlin, sałatki, nalewki, nowe firanki, obrusy, nowe garnitury itp. Czy skromniejsze Święta będą gorsze? A może wręcz przeciwnie?
Po trzecie: może da się podzielić przygotowaniami i co za tym idzie wydatkami z rodziną? Jeśli spotykamy się w większym gronie na Śniadaniu Wielkanocnym, to nie wszystkie przygotowania muszą być na głowie gospodarzy.
Po czwarte: planowanie wydatków. Jeżeli wiemy jakie potrawy mamy przygotować, i czego w domu brakuje – nic prostszego jak sporządzić listę zakupów. I z taką listą iść do sklepu czy na bazarek. Pozostaje tylko trzymać się tej listy i nie skusić się na zbyt wiele dodatkowych zakupów. Osobom o słabszej woli proponuję zostawić w domu kartę kredytową oraz kartę do bankomatu i pójść na zakupy z listą i wyliczoną kwotą w gotówce. Więcej niż mamy przy sobie na pewno nie wydamy.


Dla mnie Wielkanoc to w ogóle nie jest żadna okazja do większych wydatków. Nie kupuję prezentów, nie wyjeżdżam do rodziny. Ze względu na zdrowie moja dieta w święta nie zmieni się jakoś drastycznie.
A co do zakupów mieszkaniowych – nowy obrus, nowe firanki to zdecydowanie popieram. Fajnie jest zaplanować taką innowację i na święta mieć, ładniej i inaczej w domu.
Parsimonia: poruszyłaś ważną kwestię – część ludzi wydaje sporo kasy tylko po to, żeby spędzić czas świąt przy obficie zastawionym stole, z którego nikt nie skorzysta. A potem to wszystko wywala się do kosza, bo niezjedzone i się zepsuło.
Obfite święta może były fajne 15-20 lat temu, kiedy obfite, smaczne jedzenie było rzadkością (np. pomarańcze na Boże Narodzenie, czy szynka na Wielkanoc). Ale teraz to jest codzienność, tak, że to żadna radocha, a jedynie obżarstwo “bo tak nakazuje tradycja”…
OT: Parsimonia, jak procentowo wyglada teraz twoje zuzycie pradu w strefie pozaszczytowej?
Prosty arkusz kalkulacyjny w excelu też jest pomocny.
http://domowybudzet.info/arkuszbudzet.html