No właśnie. Gdzie leży granica między oszczędnym życiem, a skąpstwem? Do którego momentu jesteśmy jeszcze oszczędni, a od którego – już skąpi?
Na drugim biegunie w porównaniu ze skąpstwem – jest rozrzutność, życie ponad stan. Ale jednak większość dykteryjek dotyczy raczej skąpych niż rozrzutnych. Jest też sporo wątków w literaturze czy filmie odnoszących się skąpego krewnego. Choćby Ebenezer Scroodge z Opowieści wigilijnej Karola Dickensa, czy Sknerus McKwacz z komiksów Disneya. Także w internecie, na przeróżnych forach dyskusyjnych można znaleźć dziesiątki wątków wyśmiewających się z osób skąpych. Osoby rozrzutne nie wzbudzają takich reakcji.
Dla mnie granica między skąpstwem a życiem oszczędnym przebiega mniej więcej w miejscu, gdzie sposób wydawania pieniędzy (a raczej ich niewydawanie) znacząco pogarsza jakość naszych relacji z rodziną, przyjaciółmi czy znajomymi. Drugie kryterium – gdy ma potencjalnie negatywny wpływ na nasze zdrowie.
O jakie sytuacje chodzi? Gdy rezygnujemy z rozrywek i spotkań ze znajomymi (na przykład z dawno niewidzianą koleżanką) tylko dlatego, że szkoda nam pieniędzy choćby na kawę w kawiarni. Gdy szkoda pieniędzy na jakikolwiek drobiazg dla ukochanej osoby. Gdy szkoda pieniędzy na nawet skromne upominki dla dzieci, czy innych członków rodziny, w okolicznościach gdy w rodzinie jest zwyczaj obdarowywania się (na święta, urodziny, imieniny). Gdy nie pomagamy naszym najbliższym, gdy mają poważne problemy finansowe, a nam się dobrze powodzi.
Drugim obszarem, gdzie nadmierne ograniczanie wydatków jest moim zdaniem skąpstwem, to dbanie o zdrowie. Gdy odżywiamy się byle jak bo szkoda pieniędzy. Gdy zaniedbujemy badania profilaktyczne. Gdy rezygnujemy z jakiegokolwiek wypoczynku, bo szkoda pieniędzy.
Ale oczywiście chodzi o sytuację, że nas stać na dany wydatek, ale nie chcemy go ponieść. Jeżeli jesteśmy dociśnięci sytuacją finansową, to rezygnacja z wielu wydatków jest konieczna i nasi najbliżsi i znajomi muszą to zrozumieć.


w blogosferze mozna znalezc sporo przepisow na skąpstwo – mycie podłog woda po kąpieli, robienie ozdob choinkowych z kubeczkow po jogurtach czy zmuszanie rodziny do siedzenia przy jednej świeczce.
dla mnie oszczednosc jest sztuką, a skąpstwo głupotą.
Taa, pamiętam to mycie podłóg wodą po kąpieli. Była też tam porada żeby prać bez proszku bo sama woda wystarczy i żeby spłukiwać wc połową wody. ;)
czytamy te same blogi ;)
dwa tygodnie temu ten temat ciekawie poruszył Paweł Kata we wpisie /“Oszczędny czy skąpy: gdzie leży granica?”. Różnica polega w podejściu: małostkowy, krótkoterminowy – to cechy skąpca. działania człowieka oszczędnego są bardziej w skali makro.
Nie będzie oszczędzał na zdrowym odżywianiu (bo to niesie ryzyko kłopotów zdrowotnych (patrząc jedynie w aspekcie finansowym), ale będzie świadomie kupował produkty.
Nie będzie w domu siedział zima w kurtce, ale rozsądnie zadba o szczelność mieszkania i ustawiania grzejników. W ten deseń..